minou
Użytkownik-
Postów
934 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez minou
-
Ogólnie lżejszy sen w okolicy godz 3 rano jest podobno normalny i wtedy zdarza się najwiecej wybudzeń. Urosło w okół tego sporo historii, jak np film egzorcyzmy Emily Rose gdzie bohaterka przed opętaniem budziła się ciągle o 3:00 a potem sporo ludzi mówiło, że oni w sumie też tak się budzą, ale nie zwracali na to uwagi/nie sprawdzali zegarka. W pierwszej części nocy masz najwięcej snu głębokiego a po ok połowie nocy dominuje sen lekki i faza REM. W tych stadiach ogólnie łatwiej się wybudzić. Poza tym niektóre badania wskazują, że ludzie naturalnie nie przesypiali nocy ciągiem, ale w dwóch ratach. Najpierw spali ok 4 godziny, potem się budzili i podejmowali aktywności typu zajęcie się niemowlęciem, wyjście za potrzebą, aktywność seksualną z partnerem itd. Czynności spokojne, wykonywane po ciemku. Potem znów zapadali w sen na ok 4 godziny i budzili się rano. To wyjaśnia dynamikę snu, gdzie pierwsza połowa nocy obfituje w regenerujący ciało sen głęboki a w drugiej połowie raczej przeważa sen lekki i REM. Pora doby nad ranem, przed świtem, zawsze była kojarzona z okresem niespokojnym, gdzie ludzie się wybudzają, ciężko chorzy umierają a wg przesądów grasują demony. Ten czas w środku nocy zawsze był dla człowieka okresem wybudzenia i czasem też niepokoju, ale wg naukowców jest to normalna dynamika snu i nie ma w tym nic dziwnego. Ja np ostatnie 4 noce obudziłam się między 2:30 a 3:00 i albo musiałam do łazienki albo miałam mega ochotę na czekoladę - pewnie spadek cukru
-
Proszę się nie śmiać, zapytanie o hipnozę.
minou odpowiedział(a) na fixumdyrdum temat w Nerwica lękowa
Wierz mi, wiem o czym mówisz. To jest właśnie powód, dla którego trudno się z tego wyrwać, bo to błędne koło. Jak jesteś zdołowany i masz zero energii, to ostanie na co masz ochotę to szykowanie wymyślnych sałatek i planowanie tras biegowych. Sama mam rozwalony kręgosłup, silne nerwobóle międzyżebrowe, które uaktywniają się jak tylko zrobię coś „nie tak”, w tym nie takie ćwiczenie czy po prostu przyniesienie zakupów albo nawet zmiana biegów w aucie na za długiej trasie. Od lata jestem na antydepresantach, za oknem pogoda, ciepło, a ja z mega mdłościami, walącym sercem, pocąca się jak szczur. Sama w domu, miałam mnóstwo czasu żeby jeść wymyślne smoothie i ćwiczyć jogę itd, ale to oczywiście nie było możliwe. Mój plan minimum obejmował codziennie umyć zęby, codziennie postarać się wyjść choć na 5 min na ławkę żeby złapać wit D, nakarmić koty i zjeść coś w miarę zdrowego. Czasem udawało mi się zrobić coś więcej, ale często nie. Ale powoli się poprawiało, a ustalenie realnych, powtarzam realnych celów na dzień, jak choćby żeby o zęby dbać bo to ważne, było krokiem w terapii. Spróbuj małych kroczków. Np weź kartkę i wypisz na niej różne dobre dla Ciebie rzeczy: Dieta: zjedzenie warzywa, lub garstki orzechów, lub owoca lub wypicie szklaneczki kefiru, itd - prosta szybka przekąska. Ruch: 10 min rozciągania w łóżku, lub po 15 podniesień butelki z wodą na jedno ramię, 5 min ćwiczenia łydek np taśmą elastyczną przy nieruchomych biodrach, 10 min medytacji z pełnym skupieniem na oddechu Sen: prysznic, wywietrzenie sypialni, poprawienie pościeli, lekkie ogarnięcie sypialni, słuchanie medytacji lub hipnozy Psychika: przytulić kogoś, uśmiechnąć się do siebie do lustra, wypisać 3 rzeczy, za które jest się wdzięcznym, znalezienie jakiegoś starego zdjęcia czy piosenki mocno związanej z miłym wspomnieniem i przeniesienie się na chwilę do szczęśliwego momentu, obejrzenie memów albo filmiku, który najlepiej żeby sprawił że parskniesz śmiechem, albo choć się uśmiechniesz (ja uwielbiam śmieszne koty na yt ) Codziennie postaraj się wybrać po 1 rzeczy z każdej kategorii i po prostu zrób to dla siebie. Z takim właśnie zamiarem i świadomą intencją, że robisz to dla siebie, bo jesteś wart tego, by o siebie zadbać, bo siebie kochasz, bo szanujesz ciało, które służy Ci za dom. I np jednego dnia zjesz marchewkę, przez 10 min rozciągniesz się w łóżku, wywietrzysz sypialnię i włączysz sobie jakiś śmieszny filmik. Uwierz mi, to pomaga. Poczucie że masz choć minimalną kontrolę nad swoim życiem i robisz cokolwiek, co jest dla Ciebie zdrowe usuwa duży ciężar. Ludzie chorzy często mają wyrzuty sumienia, że dlaczego nie zebrali się i nie zrobili tego i tego. Jak masz listę, rzeczy które są realne, na Twoje siły i je odhaczysz, to po prostu poczujesz się lepiej ze sobą -
Proszę się nie śmiać, zapytanie o hipnozę.
minou odpowiedział(a) na fixumdyrdum temat w Nerwica lękowa
Ja lubię hipnozę, często słucham seansów hipnotycznych na np podniesienie motywacji, na pozytywne myślenie i bardzo mnie to relaksuje. Ale tu znów trochę widzę u Ciebie myślenie typu „niech problem się rozwiąże bez mojego udziału”. Nastawienie, że tabletka Cię „naprawi”, albo że hipnotyzer Cię „naprawi” to droga do nikąd. Lekarstwa, hipnoza, masaże itd to pomoc w osiągnięciu równowagi, ale niestety jak by nie było, większość pracy nad sobą musisz wykonać sam. Oczywiście, że somaty ludzie sami sobie wywołują, Twój mózg Cię słucha i Ci wierzy, więc jeśli mu „wmawiasz”, że jest stan zagrożenia, to mózg na to reaguje. Prawda jest taka, że nie ma łatwej drogi do zdrowia. Trzeba ciężkiej pracy. Spora część to jest to, o czym już pisałam, czyli zdrowy tryb życia. Musisz zadbać o swoje ciało, żeby funkcjonowało prawidłowo, miało składniki odżywcze, było dotlenione i wypoczęte, rozluźnione. Czyli dieta, ruch, sen. A poza tym musisz zadbać o swój umysł, żeby pracował na Twoją korzyść, a nie przeciwko Tobie. To wymaga przepracowania różnych destrukcyjnych myśli i zachowań, zmiany schematów myślenia itd. Hipnoza może pomóc, ale najlepsza jest terapia. Jest obecnie bardzo dużo fajnych książek z tematu self reg - czyli samoregulacji. Specjaliści tłumaczą, jak możesz sterować swoimi nastrojami i np co zrobić, żeby podkręcić serotoninę, dopaminę, oksytocynę itd. Część tych metod jest czysto psychologiczna - np przed spotkaniem z kimś, kto ma Cię polubić, albo kogo chcesz do siebie przekonać, warto podkręcić oksytocynę w mózgu np przeglądając zdjęcia swojego dziecka albo oglądając filmik o małych szczeniakach - coś, co Cię wzrusza i wywołuje uczucie ciepła. Wtedy mózg wydziela oksytocynę i idąc na spotkanie jesteś nastawiony bardziej empatycznie, stajesz się bardziej uważny, ciepły, wspierający i wzbudzasz większą sympatię. Tą technikę stosują też mówcy, którzy występują przed publicznością. Inne metody są fizjologiczne, np oksytocynę podkręca też przytulenie kogoś bliskiego. Z kolei rozpamiętywanie przeszłości czy zamartwianie się o przyszłość stymuluje wydzielanie hormonów stresu i pogarsza nastrój. Mało tego, na dłuższą metę ciągle podwyższony poziom kortyzolu rozwala system immunologiczny, powoduje stany zapalne i obniżoną odporność. Twoja podświadomość nie odróżnia prawdy od fikcji i na tym bazuje hipnoza. Jeśli myślisz o czymś negatywnym, Twój mózg przeżywa to jakby to było naprawdę. Jeśli myślisz o czymś pozytywnym, jest dokładnie tak samo. Jak przeglądasz zdjęcia z fajnych wakacji, robisz się weselszy, a jak czytasz niemiłego smsa od znajomego, wysłanego rok temu, robisz się smutny. Także zadbaj o to, żeby Twoje ciało zdrowo funkcjonowało i poprawnie syntetyzowało neuroprzekaźniki i o to, żeby Twój umysł je prawidłowo aktywował. Wspomagaj się lekami, hipnozą czy co tam Ci pomaga, ale kluczowa jest Twoja praca nad sobą. -
Ja miałam nerwicę lękową odkąd pamiętam, od dziecka a zawsze spałam jak zabita. Jako dziecko miałam okresy lęku przed ciemnością gdzie chciałam spać z mamą, ale poza tym przespanie nawet 12 godz na dobę i więcej nigdy nie było problemem więc to po prostu zależy.
-
Staram się ratować moje kwiatki. Rosły jak szalone, a jak pojechałam na 3 tyg wakacje w grudniu i ktoś inny je podlewał, to niektóre dosłownie wyłysiały Nie znam się na uprawie roślin, zamordowałam już kilka orchidei które dostałam w prezencie, kilka innych kwiatów padło szybko po zakupie, ale miałam już swój zestaw roślin, które zdecydowały się ze mną przetrwać a teraz niektóre wyglądają jak obraz nędzy i rozpaczy Zabrałam dziś przyjaciółkę do ogrodniczego, ona się zna na tym wszystkim, ma piękny ogród koło domu i w domu też pełno kwiatów i kupiłam różne rodzaje ziemi, nawóz itd i działam. Kupiłam też lampy led do doświetlenia roślin w zimie i z sercem na ramieniu eksperymentuję czy pomogą. Trzymajcie kciuki za moją steraną paprotkę i smętny grudnik!
-
Pomocne w regulacji gospodarki gaba są probiotyki więc możesz jeść jogurty, kiszonki, jakiś dobry suplement probiotyczny z apteki i ograniczyć cukier i produkty przetworzone. To oczywiście nie zdziała cudów i odstawienie benzo i tak będzie trudne, ale warto pomóc organizmowi w tym procesie i złagodzić trochę nieprzyjemne efekty. Jeśli pozbawisz organizm tej dawki benzo, do której jest przyzwyczajony, to warto zadbać o to, żeby miał z czego syntetyzować neuroprzekaźniki jak będzie się przestawiać z zewnętrzych dostaw na produkcję własną. Oczywiście każda naturalna metoda wymaga czasu, ale też i korzyści są długotrwałe. Poza tym czysto psychologicznie poczucie że robisz dla siebie coś dobrego, działasz, masz jakiś wpływ na swoje ciało i zdrowie zwykle wpływa pozytywnie i na nastrój i na motywację. Zajecie się np przygotowaniem kefiru naturalnego z jagodami czy surówki z kapusty kiszonej odwraca też uwagę od ciągłego myślenia o problemach, bo masz jakieś zajęcie.
-
To nie jest do końca tak jak piszesz. Zwykle jest dawka początkowa i dawka docelowa, tak miałam zalecone i z benzo i z sertraliną, gdzie zaczęłam od 25 mg a docelowo lekarz planował zwiększyć do 100 lub nawet 150. Z Medikinetem też zaczynałam od 10 mg a teraz biorę 40. Wszystko po to, żeby organizm się na spokojnie przyzwyczaił i żeby w razie np nietolerancji nie wrzucać od razu dużej dawki. Z Medikinetem jest tak, że dawka musi być odpowiednia bo za mała po prostu nie da oczekiwanej poprawy, ale i tak nigdy nie było planem leczenia, żebym została na 10 mg bo to bardzo mało. Biorę ponad 3 lata z przerwami i nadal biorę połowę dawki maksymalnej. Co do benzo, to nie napisałam, że nie działa. Właśnie działa, ale bez tych skutków ubocznych jak nadmierne uspokojenie czy senność. Dla mnie to co ludzie uznają za „kopa” z leków to w rzeczywistości skutki uboczne. Te skutki uboczne mogą być przyjemne, więc ludzie biorą te różne leki rekreacyjnie. Długo się wzbraniałam przed gabapentyną, bo źle reaguję np na Tramal i ogólnie boję się leków. Ale na mnie Gaba działa jak apap - czyli usuwa nerwobóle ale poza tym nie czuję żadnego efektu jej działania. Słyszałam, że niektórzy się uzależniają albo ciężko im odstawić, ale ja mam zalecone 1-2 tabletki dziennie, ale zdarza mi się zapomnieć wziąć i nic mi się nie dzieje, raz nawet zapomniałam spakować gaby na 2 tyg wakacji i jedyny problem był taki, że jak się przeciążyłam noszeniem bagażu i pojawił się ucisk na nerwy z kręgosłupa to bolały mnie plecy parę dni. A jakbym wzięła Gabę to by mnie nie bolały. Poza tym i tak nie planuję bezterminowego leczenia farmakologicznego. Biorę przerwy od Medikinetu co najmniej po 5-6 tyg w roku i często w weekendy (wg zaleceń lekarza), a z sertraliny będę całkiem schodzić na wiosnę. Benzo brałam już tylko na lot samolotem, ale i tak okazała się niepotrzebna bo jak pisałam, nie mam już lęków, więc teraz mogę spokojnie latać bez leków. No to niestety jest problem i z benzo i z tramadolem, że potencjał uzależniający był traktowany bardzo lekko. Poza tym skoro pacjentowi pomagało to lekarz wypisywał dalej, bo ciężko o alternatywy w postaci solidnej diagnostyki i wieloletniej terapii. Taka recepta była dla lekarza łatwym wyjściem, a dla wielu pacjentów skończyło się tragedią No to niestety jest problem i z benzo i z tramadolem, że potencjał uzależniający był traktowany bardzo lekko. Poza tym skoro pacjentowi pomagało to lekarz wypisywał dalej, bo ciężko o alternatywy w postaci solidnej diagnostyki i wieloletniej terapii. Taka recepta była dla lekarza łatwym wyjściem, a dla wielu pacjentów skończyło się tragedią
-
Jeśli chodzi o benzo to dostaję je od jakiś 25 lat i myślę, ze kwestia rozwoju tolerancji jest trochę źle rozumiana. Pierwsze dawki ścinają z nóg, powodują totalne odprężenie i ulgę, ale ciężko wymagać, żeby ten efekt trwał bez końca bo to bardziej skutek uboczny. Tak jak np SSRI przez pierwsze tygodnie powodują dużo zmian w samopoczuciu a potem już się ich działania nie czuje po każdej tabletce tylko bardziej w formie jakiegoś długotrwałego efektu. Benzo nie jest przeznaczone do długotrwałego stosowania, ale jeśli się przestrzega wszystkich zaleceń, to można z powodzeniem czerpać korzyści z tych leków latami bez uzależnia. Czyli nie zwiększać samowolnie dawki, nie przedłużać leczenia powyżej tych max 8-12 tyg i nie traktować jako sposób na rozwiązanie swoich problemów np z nieśmiałością czy lękiem przed publicznymi wystąpieniami, bo od tego jest terapia. Ja przez te 25 lat brałam benzo doraźnie, po kilka tyg, i oczywiście że teraz jak wezmę 10 mg diazepamu to pozornie nawet tego nie poczuję, a te 25 lat temu 2 mg by mnie ścięły na wiele godzin. Tak samo jak sertralinę zaczynałam od 25 mg i czułam dużo rzeczy typu mdłości, pocenie, senność, a teraz jestem na 100 mg i po wzięciu swojej dawki rano nie czuję żadnej różnicy co nie znaczy, że lek nie działa. Wprawdzie benzo ma inny profil, ale zauważyłam że lek tak czy inaczej działa i spełnia swoją funkcję w wyciszaniu układu nerwowego i np w trudnej sytuacji mocno kryzysowej brałam benzo i po kilku dniach było już lepiej, pomimo braku „kopa”. Kontynuowałam terapię na ustalonej dawce i zwykle wystarczały 2 tyg żeby dojść do stanu gdzie mogę popracować nad stresem i napięciem w inny sposób, oddechem, ćwiczeniami, metodami psychologicznymi bo już nie jestem tak sparaliżowana strachem, że to przesłania wszystko w życiu. Dopóki nie dostałam ostatecznej diagnozy i nie zaczęłam leczyć przyczyny podstawowej mojej nerwicy (AuDHD), z powodzeniem byłam leczona benzo raz na jakiś czas (np raz na pół roku albo raz na kilka lat, zależnie ile stresu było w moim życiu) i takie leczenie po kilka tygodni przywracało zawsze równowagę i uspokajało mój układ nerwowy i ten efekt się utrzymywał dopóki np nie zdarzyło się coś, co powodowało u mnie w życiu długotrwałą presję i powrót lęków. Niestety nawet w tych dobrych okresach miałam dużą tendencję do myślenia lękowego i ten lęk gdzieś tam w podświadomości był, ale był do opanowania. Czyli nie było to wyleczenie, a zaleczenie, ale z braku lepszych opcji i tak bardzo mi to poprawiło komfort życia. Odkąd biorę leki specyficzne dobrane do moich zaburzeń (Medikinet na ADHD i gabapentynę na nadreaktywność układu nerwowego) nie mam już nerwicy. Poziom lęku jest tak niski jak na benzo, ale bez benzo i ten stan utrzymuje się już 3,5 roku. Oczywiście jeśli ktoś się uzależnił to niestety nie ma innej drogi jak odwyk, ale piszę o moich doświadczeniach bo benzo mają bardzo złą opinię, a przy właściwym edukowaniu pacjentów i prawidłowym stosowaniu są to leki, które naprawdę mogą zwiększyć komfort życia nawet na wiele wiele lat.
-
A leczysz problem podstawowy i wiesz w ogóle, jaki on jest? Moim zdaniem nerwica to nie jest samodzielna jednostka chorobowa, ale zaburzenie które rozwija się jako skutek innych problemów. Może to być „tylko” problem z radzeniem sobie z emocjami i kłopotami u osób bardzo wrażliwych, wtedy terapia bardzo pomaga. Ale nerwica występuje też w przebiegu depresji (czasem maskowanej), PTSD, autyzmu, ADHD, osób DDA lub DDD, ostrych zaburzeń stresowych itd. Żeby pozbyć się nerwicy trzeba się najpierw dowiedzieć co ją spowodowało i pracować nad leczeniem tego problemu. To nie zawsze jest łatwe, np czasem nerwica pojawia się jako konsekwencja narażenia na ekstremalny stres w pracy lub nieszczęśliwe małżeństwo, toksyczne relacje rodzinne itd. Żeby się wyleczyć, trzeba np zmienić pracę, rozwieść się, zerwać kontakty z rodzicem, a to jest trudne. Leczenie nerwicy będzie tylko maskować problem, a tak naprawdę go pogarszać, bo dzięki lekom ludzie dłużej dają radę ignorować problemy i jakoś funkcjonować pomimo np objawów autyzmu czy ciągłego mobbingu w pracy. Lekami zagłusza się uczucia, a nasze uczucia są po to, żeby nas chronić. Jeśli je ignorujemy, pojawia się przewlekły stres, napięcie i nerwica. Jeśli np jesteśmy nieszczęśliwi w związku, ale ignorujemy to uczucie, to przecież ono nie znika tylko znajduje inne ujścia. Jeśli np mamy autyzm i kontakt z ludźmi jest dla nas trudny, ciągły hałas nas przestymulowuje a pracujemy w rejestracji w przychodni, to jasne, że układ nerwowy prędzej czy później będzie totalnie zajechany i pojawi się nerwica, zmęczenie, depresja. Leki mogą na jakiś czas zamaskować te objawy i pozwolić nam trwać w szkodliwej sytuacji, ale to nie jest rozwiązanie na stałe. Leki to powinen być wstęp do leczenia. Coś, co pozwoli nam się ogarnąć i zacząć terapię, dać trochę siły, żeby stawić czoło problemom, zmienić coś w swoim życiu bo to bardzo trudny i bolesny proces a leki mają go ułatwić. Poza tym leki to nie sposób na całkowite uniknięcie bolesnych uczuć, bo one są częścią życia. Zdrowi ludzie też bywają smutni, poirytowani, zniechęceni.
-
W Twoim poprzednim pytaniu napisałam Ci, co możesz dla siebie zrobić. Zdrowie psychiczne jest powiązane ze zdrowiem fizycznym więc tryb życia to podstawa. Myślisz, że ta czy inna tabletka rozwiąże Twój problem? No to jesteś w tej dużej grupie, która bierze coraz to inne leki, ale poprawa jest tylko na chwilę, albo tylko częściowa, albo w ogóle. Bo to nie jest takie proste. Dlaczego? To logiczne. Leki mają za zadanie wpłynąć na gospodarkę neuroprzekaźników w Twoim mózgu. Np zwiększyć stężenie serotoniny lub dopaminy. Ale ciało musi przecież te związki wytworzyć, a to proces który obejmuje wiele etapów, dostarczenie prekursorów z pożywienia, ekspozycja na światło lub suplementacja wit D, regularny sen i ruch, które regulują praktyczne wszystkie procesy w ciele. Nie oddzielisz umysłu od ciała, bo mózg to taki sam organ jak każdy inny. Psychoterapia też jest bardzo ważna, bo pomaga zmienić nieprawidłowe schematy myślowe, ale też wypracować różne rutyny, które pomagają zwlec się z łóżka, wyjść z domu, zaplanować zdrowe posiłki. A Ty jeszcze dodatkowo musisz przetrwać odstawienie benzo. Powrót do normy gospodarki GABA trwa z rok, więc im szybciej się zabierzesz za dbanie o siebie tym lepiej.
-
Wiadomo, że to przede wszystkim Twój psychiatra powinien się wypowiedzieć na temat skuteczności leczenia. Ale jeśli chodzi o napływ energii na wieczór, to ja też tak mam od dawna. Zwykle wtedy sobie po prostu mówię, że jak fajnie, takie plany, jutro od rana zrobię to i to. A rano jest dół i brak energii. Więc ostatnio zaczęłam po prostu działać wtedy, kiedy mam siłę. Nieważne czy to jest 22:00 czy 4 rano. Jesli mam jakiś przypływ weny twórczej to działam, nie czekam na inny moment. Często ochota na zrobienie czegoś pojawia się właśnie wieczorem, kiedy nie mam niby już siły i nie chce robić zamieszania, hałasu… wcześniej rezygnowałam więc z aktywności mówiąc sobie że jutro rano itd. Teraz jak mam energię i wenę, to po prostu działam. Wiem że rano motywacji może już w ogóle nie być. Ogolnie zaczęcie jakiegoś zajęcia powoduje wpadniecie w tzw “flow” czyli stan wydzielania dopaminy i bardzo poprawia moje samopoczucie. Często wymaga to zaczęcia czegoś wbrew sobie i po 5-10 min przychodzi motywacja.
-
Z tego co opisujesz, to dominują objawy wskazujące na depresję, szczególnie to zmęczenie, poczucie, że zwykłe rzeczy Cię przerastają przy jednoczesnej w miarę zachowanej jasności umysłu, pustką uczuciowa itd. Co do diagnoz - psychiatria zawsze była wyzwaniem, a od jakiegoś czasu te latami wypracowane standardy przechodzą rewolucję. Np diagnozy typu depresja i nerwica coraz częściej uznawane są za objaw, czy też efekt wtórny, a nie główne zaburzenie. Depresja i nerwica występuje często jako efekt nieleczonych zaburzeń osobowości, PTSD, DDA, autyzmu, ADHD, DDD, traum itd. Coraz częściej mówi się o znalezieniu przyczyny, bo depresja i nerwica mogą maskować objawy choroby pierwotnej. Poza tym coraz więcej wiemy o połączeniu umysł - ciało, a w szczególności temat umysł - jelita nabiera znaczenia. Krótko mówiąc stara maksyma „w zdrowym ciele zdrowy duch” wraca wreszcie do łask. Co jest logiczne, bo czym są emocje i uczucia? To po prostu szlaki chemiczne. Szczęście to serotonina, napęd i motywacja to dopamina, radość to endorfiny, czułość to oksytocyna, stres to kortyzol, napięcie to adrenalina (w dużym uproszczeniu) itd. I te związki oczywiście wydzielają się pod wpływem bodźców zewnętrznych (np przytulenie przez kogoś, kogo lubimy wyzwala oksytocynę), czy wewnętrzne (myślenie o czymś przykrym wyzwala kortyzol). Ale przecież te związki się skądś biorą. Organizm je syntetyzuje, a ta synteza to proces skomplikowany. Np potrzeba odpowiednich budulców, prekursorem serotoniny jest tryptofan, dopaminy lewodopa itd. Te białka bierzemy z pożywienia - tryptofan np z bananów, kurczaka, l-dopę z pestek dyni itd. Ale to nie wszystko. Tryptofan jest białkiem, które wchłania się kiepsko w towarzystwie innych białek (inne mają przed nim pierwszeństwo) więc dobrze jest spożywać go sporo. W syntezie neuroprzekaźników uczestniczy bardzo aktywnie flora jelitowa, która jest przede wszystkim kluczowa do syntezy serotoniny. A flora jelitowa potrzebuje pożywki w postaci probiotyków, prebiotyków itd. Czyli mamy ścisły związek nastroju z dietą. Poza tym mamy sen. Sen jest krytyczną potrzebą organizmu, możemy dłużej przeżyć bez jedzenia niż bez snu. Sen regeneruje, obniża stres, porządkuje wiedzę i wrażenia, reguluje metabolizm, głód, hormony. Poza tym melatonina, która reguluje sen, jest syntetyzowana z serotoniny właśnie, więc zaburzenia snu wpływają na gospodarkę serotoninową. No i mamy ruch. Ruch dotlenia wszystkie narządy i poprawia ich funkcjonowanie, czyli pomaga kluczowym organom - mózgowi i jelitom, gospodarować neuroprzekaźnikami i sterować nastrojem. Poza tym wyzwala endorfiny, reguluje hormony itd. Poza tym zapominamy, że są dwa rodzaje stresu - psychiczny i fizyczny. Stres psychiczny to np myślenie o jakimś problemie, a stres fizyczny to siedzący tryb życia, stany zapalne w organizmie, stłuszczenie narządów powodujące np nadciśnienie. Ćwiczenia też są dla organizmu stresorem, ale pozytywnym (bo stres nie zawsze jest negatywny, nawet ten psychiczny! Krótkotrwałe stres pomaga rozwiązać problem i motywuje do działania). Ruch jest też naturalną metodą rozładowania stresu psychicznego, bo podczas ruchu dostajemy zadyszki, a to rozluźnia mięśnie klatki piersiowej i pogłębia oddech, który się bardzo spłyca u osób zestresowanych. Ćwiczenia wymuszają pracę mięśni, co pomaga na różne spięcia, napięcia itd. Także widzisz - Twój nastrój zależy od całej masy połączonych ze sobą rzeczy i ciężko oczekiwać, że jedna czy kilka tabletek dostarczy Ci białek budulcowych, flory bakteryjnej, usunie produkty przemiany materii z ciała i układu nerwowego, da impuls do mięśni itd. Leczenie farmakologiczne to tylko wspomaganie, ale do problemu trzeba podejść całościowo i zrozumieć, że zaburzenia psychiczne są chorobą przewlekłą w której styl życia jest kluczowym elementem leczenia.
-
U mnie też największe znaczenie w leczeniu ma relacja z psychiatrą/psychologiem. Na studiach prawie 20 lat temu miałam super psychiatrę, ale to była starsza Pani u progu emerytury a później już było tylko źle. Dopiero jakieś 4 lata temu trafiłam na psychiatrę, specjalistę w leczeniu ADHD u dorosłych, do którego poczułam zaufanie. Leczę się tylko u niego, nawet jak zmienił miejsce pracy. Co do psychologów to ostatnio miałam zaleconą terapię, ale pierwsza psycholożka miała ze mną tylko spotkanie wprowadzające i przekierowała mnie na terapię łączoną z fizjoterapeutą i coachem zawodowym, gdzie ona nie była częścią tego zespołu. Następna psycholog rzuciła pracę po 2 sesjach ze mną. Okazało się, że dobrze, bo moja trzecia psycholog to był strzał w dziesiątkę. Od razu złapałyśmy kontakt i czuło się ten flow. Terapię już zakończyłam ale rozważam jeszcze kilka prywatnych sesji z nią, bo niestety ale dobór terapeuty ma kluczowe znaczenie. Jeśli Twój reumatolog to gbur a ortopeda to cymbał to trudno. Przemęczysz się na wizycie przewracając oczami i po prostu zastosujesz się do zaleceń, zrealizujesz receptę i jest duża szansa, że to wystarczy. Ale jeśli nie poczujesz zaufania do swojego psychiatry i psychologa to marne szanse, żeby terapia cokolwiek dała. Mam to szczęście, że miałam terapię poprzez prywatne ubezpieczenie i mogłam zmienić terapeutę na żądanie, ale to jest prostsze w teorii niż w praktyce. Jak jest Ci źle, nie masz energii i siły psychicznej na cokolwiek, to wątpisz też w swój osąd i np obwiniasz się, że brak porozumienia z lekarzem to Twoja wina, bo jesteś do niczego. Albo nie chcesz sprawiać kłopotu i wyjść na roszczeniową. Albo po prostu nie masz energii i napędu, żeby zadzwonić do ubezpieczalni i poprosić o zmianę terapeuty. Albo martwisz się, że kogoś urazisz. Albo po prostu masz wszystko w . Albo, albo…. To naprawdę trudne. Załatwienie sobie skutecznej pomocy psychiatrycznej i psychologicznej często przerasta możliwości osoby w miarę zdrowej i ogarniętej, a co dopiero chorej…
-
Dopóki nie słyszysz głosów, które zwracają się do Ciebie albo np mówią o Tobie (głosy kogoś kto się z Ciebie wyśmiewa itd), to halucynacje słuchowe nie są jakoś bardzo niepokojące. Np halucynacje przysenne są wręcz normalne także u zdrowych ludzi, którzy są przemęczeni albo narażeni na stres. Przy zasypianiu można mieć wrażenie, że słyszy się różne rzeczy, których nie ma. Plastyczne wyobrażenie dźwięków, tak że wydają się bardzo realistyczne, też nie jest aż tak niecodzienne. Np ludzie z bujną wyobraźnią często bardzo realistycznie przeżywają rzeczy, o których myślą. Jeśli dodatkowo masz szumy uszne, to wrażenie słyszenia różnych dźwięków może być tym bardziej intensywne. Szumy uszne są problemem wielu ludzi, zarówno przez np zapalenia ucha czy zatok, jak przez niektóre leki (np kwas acetylosalicylowy) jak i przez nerwicę. Halucynacje słuchowe mogą też występować przy uszkodzeniu słuchu, a szumy uszne mogą wskazywać na takie uszkodzenie. Np mój syn ma trwale uszkodzone struktury w uchu przez częste zapalenia ucha środkowego w dzieciństwie. Niby słyszy dobrze, ale blizny na delikatnych strukturach ucha sprawiają, że nie do końca rozróżnia dźwięki. I tak np skrzypnięcie szafki może dla niego brzmieć tak, jakby ktoś mówił jakieś słowo albo wołał jego imię. To dlatego, że mózg ma naturalną tendencję, żeby interpretować dźwięki, obrazy itd. To tak jak np jakiś cień może nam się kojarzyć z twarzą, albo kształt krzaka w ciemności z postacią ludzką. Umysł próbuje nadać temu formę czegoś, co zna, a jeśli widać niewyraźnie bo np jest ciemno to umysł „nadinterpretuje”. Tak samo ze słuchem, jeśli jest słabszy, albo zaburzony przez szumy uszne to umysł może przetwarzać dźwięki otoczenia dopasowując je do czegoś, co zna, np puknięcie w rurach jako pukanie do drzwi itd. Pamiętaj, że umysł zwykle wypełnia te luki, których zmysły nie są w stanie przekazać dokładnie.
-
Musisz dać sobie czas. Rekonwalescencja po chorobie trochę trwa, plus jeśli była alergia na lek, to organizm był wystawiony na ekstremalny stres. Brałeś antybiotyki a one zaburzają całkowicie florę jelitowa która, jak wiadomo, jest odpowiedzialna za syntezę neuroprzekaźników jak np serotonina. Podobno odbudowanie flory bakteryjnej i regeneracja układu odpornościowego po antybiotyku może trwać ok 6-8 miesięcy, a nawet do roku. Staraj się jeść różne pre i probiotyki (czyli produkty z dobrymi bakteriami i produkty, które karmią te dobre bakterie, np kiszonki i rzeczy pełnoziarniste). Możesz brać jakieś suplementy z probiotykami itd.
-
METYLOFENIDAT (Concerta, Medikinet, Medikinet CR)
minou odpowiedział(a) na Badziak temat w Stymulanty
Zgadzam się w 100% Leki przeciwdepresyjne z grupy SSRI też mają udowodnione działanie poprzez umożliwienie układowi nerwowemu regeneracji. Tylko ważne jest podejście holistyczne, kiedyś przeczytałam takie zdanie i uważam, że trafia w punkt : leki są jak koło ratunkowe i zapobiegają utonięciu. Ale najważniejsze to nauczyć się pływać. I tak właśnie jest, leki pomagają w kryzysie, ale polepszenie funkcjonowania przez nie spowodowane musi być wykorzystane na pracę nad samym sobą, żeby w przyszłości mieć narzędzia do radzenia sobie w trudnych sytuacjach. I to obejmuje sferę fizyczną jak sen, dieta ruch, i psychologiczną jak prawidłowe wzorce myślowe, regulowanie emocji, unikanie toksycznych relacji, odpoczynek, dbanie o siebie itd. -
Moje futrzaki zdecydowanie działają przeciwdepresyjnie. Samo przyglądanie się im jest tak zabawne, że ciężko się nie uśmiechać, a przytulanie ich stymuluje naturalnie wydzielanie oksytocyny i serotoniny
-
METYLOFENIDAT (Concerta, Medikinet, Medikinet CR)
minou odpowiedział(a) na Badziak temat w Stymulanty
Poza tym metylofenidat może po np roku czy kilku latach stosowania poprawić funkcjonowanie na stałe, z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że lek poprawia koncentrację i ogólne funkcjonowanie, więc umożliwia wypracowanie sobie różnych mechanizmów kompensacyjnych i strategii radzenia sobie z ADHD. Np trenowanie struktury, planowanie przerw, uporządkowanie swoich spraw, wyrobienie dobrych nawyków. Jednym z nich jest np odkładanie ważnych rzeczy zawsze w to samo miejsce. Przy ADHD jest typowe gubienie wszystkiego, a potem klucze od domu odnajdują się w zamrażarce, podczas gdy lody roztopiły się na szafce na buty, portfel jakimś cudem znalazł się w łazience a telefon w szufladzie z bielizną. Biorąc metylo ma się lepsze poczucie „tu i teraz” i powinno się pracować nad nawykami, żeby stały się całkowicie automatyczne. Np klucz do domu wiesza się od razu na haczyku w przedpokoju, portfel zawsze odkłada się do torebki a torebkę na szafkę w korytarzu. Jeśli wyrobimy sobie ten nawyk, to odłożymy rzeczy na miejsce zupełnie automatycznie nawet jeśli nas coś rozkojarzy (np wchodzimy do domu a tu dzwoni komórka). Drugim mechanizmem działania jest tzw neuroplastyczność. Mózg ma pewne możliwości dostosowania i w sprzyjających warunkach reguluje swoją pracę. Jeśli na metylo człowiek jest mniej obciążony stresem, układ nerwowy ma lepsze możliwości, żeby poprawić swoje gospodarowanie dopaminą. Dodatkowo terapia pomaga w tworzeniu nowych, prawidłowych połączeń nerwowych, tak że uczymy się reagować adekwatnie i tworzymy nowe „ścieżki” w mózgu. To działa tak, że nasze nawyki myślowe „wydeptują” pewną ścieżkę w mózgu, np ciągłe zamartwianie się sprawia, że martwienie się staje się ustawieniem domyślnym i pierwszą reakcją na wszystko, taka neuronowa „autostrada”. Jeśli będziemy ćwiczyć prawidłowe wzorce myślowe, to powoli wydeptujemy „ścieżkę” dla tych dobrych, poprawnych reakcji emocjonalnych. Medikinet zapewnia też spokój, który jest potrzebny by pracować nad sobą i działa zarówno na strefę fizjologiczną i psychologiczną jeśli dodatkowo mamy terapię. Zmiana chemicznej równowagi w mózgu może ułatwiać dostosowanie się układu nerwowego do kompensowania braku dopaminy a trening psychologiczny wyrabia prawidłowe reakcje emocjonalne, które przecież prowadzą do uwolnienia konkretnych neuroprzekaźników. Np jeśli ktoś ciągle się martwi, to w jego mózgu wydziela się bardzo dużo kortyzolu, który powoduje zmęczenie, depresję, stany zapalne itd. Zmiana swoich wzorców myślowych zmienia też gospodarkę chemiczną mózgu i jeśli np wyrwiemy się z kręgu negatywnych myśli, nasz mózg zareaguje na pozytywne myśli wydzielaniem np serotoniny, oksytocyny itd. Mniej kortyzolu a więcej hormonów szczęścia zmniejsza presję na układ nerwowy, który ma wtedy lepszą zdolność do regeneracji i dostosowania. W ten sposób leczenie metylofenidatem może po jakimś czasie dać trwałe efekty. -
Wygląda na jakieś zaburzenie z zakresu tzw. „neuroatypowości”. Wiele z tych diagnoz, ADHD, autyzm, AuDHD (połączenie autyzmu i ADHD), nadwrażliwość sensoryczna itd charakter się brakiem tzw. filtrów. Tzn umysł nie jest w stanie filtrować bodźców, wszystko po prostu uderza jak fala i wyczerpuje zasoby. Po aktywności jest się albo pobudzonym, albo wyczerpanym, albo zdołowanym czy wściekłym. Moja córka ma tak jak Ty i ma diagnozę AuDHD. Od niemowlęcia, jeśli np mieliśmy gości to była radosna, roześmiana, ale potem wieczór i noc to koszmar, płakała, nie mogła spać, była pobudzona. Teraz jest nastolatką i jak wraca ze szkoły, to jej energia i wszystkie zasoby są wyczerpane. Wtedy albo po prostu pada na łóżko i odpływa w swój świat, albo jest pobudzona i ma słowotok, albo jest smutna i reaguje histerycznie na jakieś wymyślone problemy, albo jest wściekła i byle co wywołuje wybuch. Albo przechodzi od jednego stanu do drugiego w okamgnieniu. Jeśli odpocznie, zje i się zrelaksuje, znów staje się „sobą” i wszystko wraca do normy. Ale jeśli nie ma możliwości odpocząć, wyciszyć się, mieć pauzę sensoryczną bez bodźców, hałasów, towarzystwa, bo np po szkole coś jeszcze było zaplanowane, zajęcia, spotkania, szczególnie na które nie miała ochoty, to jest źle. W nocy nie może spać, wymiotuje ze stresu, ma ból głowy, brzucha. Dzień później jest jak zombie, nie ma na nic siły. To jest niepełnosprawność, ma diagnozę psychiatryczną, bierze leki (medikinet na ADHD, hormony żeby nie mieć napięcia przedmiesiączkowego bo to był dramat, melatoninę na sen), ale najważniejsze jest planowanie dnia, reagowanie na przestymulowanie itd. Trzeba planować przerwy, ale też być elastycznym bo ma dobre dni kiedy funkcjonuje jak całkiem normalna nastolatka, a ma dni kiedy wszystko ją przerasta. Ważne, żeby stawiać sobie cele i wymagania, nie używać tego jako wymówki i nic nie robić, ale pilnować, żeby wymagania były realistyczne. Dobra zasada to „spróbuj przez 5-10 min”. Jeśli jest ciężko i np nie ma energii żeby coś zrobić, to trzeba i tak zacząć, na spokojnie i jeśli po 5-10 min zrobi się gorzej, to przerwać. Ale często po tych 5-10 min wpada się we „flow” i samopoczucie się poprawia. Albo samopoczucie zostaje takie samo i da się wykonać zaplanowaną czynność. Oczywiście dużo łatwiej kiedy masz kogoś, kto tego pilnuje, bo samemu czasem ciężko ocenić czy już przesadziłeś i musisz odpocząć czy to tylko prokrastynacja. Dlatego łatwiej, jeśli ma się diagnozę od dziecka, ale dorośli też mają dostęp do samopomocy. Tzn książek, terapii, artykułów itd, żeby zrozumieć swoje potrzeby i zorganizować życie tak, żeby osiągnąć jak największy poziom funkcjonowania jak najmniejszym kosztem. I masz rację że alko nie pomaga, ale fakt, że przynosi Ci ulgę udowadnia, że Twój układ nerwowy potrzebuje wyciszenia. Alkohol jest depresantem, wycisza układ nerwowy, ale na krótko. Jak jego działanie przejdzie, następuje reakcja z odbicia, czyli nadaktywność układu nerwowego, problemy ze spaniem, lęki. Poza tym alkohol działa na kilka neuroprzekaźników jednocześnie i wszystkie je rozregulowuje. Jeśli jesteś zdrowy, nie zaszkodzi Ci parę drinków od czasu do czasu w dobrym towarzystwie. Ale jeśli chemia w Twoim mózgu jest zaburzona, to alkohol to pogłębi niestety.
-
Pobudzenie, naspidowanie - jak z tym walczyć?
minou odpowiedział(a) na MiśMały temat w Nerwica lękowa
Musisz się przyjrzeć swojemu trybowi życia. Huśtawki nastrojów, pobudzenie czy wyczerpanie to często po prostu efekt niezdrowego trybu życia. Sen, ruch, jedzenie. Np zostało udowodnione, że dzieci dostają objawów podobnych do adhd jeśli zjedzą za dużo przetworzonych produktów z różnymi dodatkami, konserwantami itd. Sam cukiernik by nie wywołał takich efektów, ale całość - ileśtam niezdrowych produktów, ekran, gry, nieregularny sen i już jest problem. Takie stany bezproduktywnego pobudzenia zdarzają się w okresach nasilonego stresu, albo przy intensywnym korzystaniu z gier, mediów społecznościowych czy innych rzeczy, które dają „szybką dopaminę” i adrenalinę. Jeśli dodatkowo śpisz za mało czy nieregularnie i jesz rzeczy, które nie zawierają prekursorów różnych neuroprzekaźników, dobrej flory bakteryjnej, witamin i minerałów, to Twój mózg po prostu nie ma zasobów i możliwości żeby utrzymać stabilne funkcjonowanie, nastrój i energię. -
Mam trochę zjechane kręgi w odcinku piersiowym, najbardziej tam, gdzie łączą się z żebrami. Przez to mam nerwobóle międzyżebrowe po prawej stronie i odczuwam to tak, jakby ktoś mi od środka, z brzucha, wbijał końcówkę noża między żebra. Poza tym mam różne neuralgie jak np palenie skóry na rękach. Bóle w klatce piersiowej a la zawałowe. Czasami, ale rzadko, mam rwę kulszową, to chyba najbardziej typowy nerwoból. Tak jakby błyskawica Ci schodziła przez pośladek aż do kostki. Od karku czasem mam takie opasujące od karku do czubka głowy, ale idą jakby po czaszce a nie w środku głowy jak normalny ból głowy. Ale ludzie różnie opisują nerwobóle.
-
Żeby pokonać takie lęki trzeba dłuższej pracy i terapii. Unikanie sytuacji stresujących na dłuższą metę utrwalają nerwice, ale… takich problemów się w jeden dzień nie rozwiąże. Już po pogrzebie, ale na przyszłość grypa żołądkowa zawsze jest wymówką nie do podważenia. Zamykasz się w łazience, udajesz ostrą biegunkę, wychodzisz a potem biegniesz z powrotem niby rzygać. Jak chcesz być mega wiarygodny to albo udajesz dźwięki torsji albo nawet i dwa palce w gardło nikt nie zaryzykuje, że na uroczystości się porzygasz albo nie zdążysz do WC z nr 2 ale polecam jednak zabrać się za terapię i leczenie
-
Biorę 1 lub 2 x 300 mg. A czasem w ogóle jak zapomnę. Zwykle przed południem i czasem po południu, na wieczór nie bo trochę dziwnie mi się po niej zasypia. Mi gaba pomaga na ból i na mnie działa jak apap. Tzn znosi nerwoból i nie robi nic więcej. Nie odczuwam innych efektów jej działania oprócz przeciwbólowego i tak jak z apapem, nie widzę wzrostu tolerancji. Nie widzę tez efektów odstawiennych jak np zapomniałam leków na 2 tyg wakacji (oprócz bólu). Ale wiem, że tolerancja gaby jest bardzo indywidualna. Edit: jak Apap w tym sensie że tylko znosi ból, tak samo jak apap znosi ból głowy. Ale apap nie pomaga mi na nerwobóle
-
Ja tam lubię mieć długie paznokcie, wtedy nie obgryzam a robienie hybryd mnie super odpręża, daje mi takie ADHD flow…
-
Przede wszystkim aktywność fizyczna i dbanie o postawę cały dzień, a nie tylko np 3 razy w tygodniu na siłowni. Przy dużych napięciach w karku jak nie mogłam w żaden sposób tego rozciągnąć, to akupunktura. Chodziłam też do osteopaty, żeby mi “kliknął” co trzeba na miejsce. Trzeba kilka razy w ciągu dnia położyć się płasko, zamknąć oczy i “przeskanować” ciało od stop do głów. Co czuję w stopach, co w łydkach itd i zidentyfikować napięcia. A potem rozciąganie. Spacer szybkim krokiem, najlepiej pod górę czy gdzieś po schodach, powoduje zadyszkę, a to w naturalny sposób rozciąga i otwiera klatkę piersiową. Na bóle nóg i łydek leżenie wieczorem z nogami w górze, spanie z nogami na poduszce. Można do miski nalać gorącej wody i szklanka soli kuchennej - pomaga na ciężkie nogi i bóle. Trzeba też się upewnić, że masz w diecie magnez i potas, wit B12 i wit D. Braki tych związków powodują skurcze mięśni, nadwrażliwość na ból itd, oraz pogarszają objawy nerwicy. Na nerwobóle (szczególnie te od kręgosłupa) biorę Gabapentynę. To świetna alternatywa dla tramadolu, czy benzo, które uzależniają, i ibuprofenu, który rozwala żołądek.