Skocz do zawartości
Nerwica.com

minou

Użytkownik
  • Postów

    934
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez minou

  1. Zależy. To naturalna potrzeba jak sen czy jedzenie, ale używana kompulsywnie do rozładowania napięcia i jako źródło „szybkiej dopaminy” działa tak, jak kompulsywne jedzenie na przykład. Daje chwilową ulgę, ale potem spadek nastroju.
  2. Ja mam wrażenie że efekt przeciwlękowy to działa bardziej przez otępienie i obojętność niż przez realny efekt terapeutyczny, ale mam nadzieję że niektórzy mają lepsze doświadczenia A znasz (i leczysz) przyczynę zaburzeń lękowych? Zwykle lęki są tak trudne do leczenia, bo one są tylko objawem towarzyszącym, na dodatek pojawiającym się w wielu różnych zaburzeniach a wiadomo, że leczenie objawu bez zajęcia się przyczyną jest mało skuteczne. Niestety lekarze idą po najmniejszej linii oporu i na podstawie objawów mówią „ma Pani zaburzenia lękowe, proszę tu jest recepta”… Ja miałam lęki odkąd pamiętam, fobie, potem hipochondrię i lęk wolnopłynący, ani terapia ani leki nie działały, w każdym razie nie na długo. Dopiero jak zostałam poprawnie zdiagnozowana kilka lat temu z ADHD i autyzmem i zaczęłam brać leki na ADHD, nerwica zniknęła zupełnie.
  3. Zależy, jakie się ma oczekiwania i potrzeby. Ja dostałam sertralinę na zadawnioną depresję i ostre zaburzenia stresowe, do tego mam ADHD i autyzm. Przez ADHD nie mogłam uspokoić gonitwy myśli, to przypominało PTSD z ciągłymi retrospekcjami i ani chwili wytchnienia. Leki to wyciszyły. Pierwsze 2-4 tyg to były ciągłe mdłości, w zasadzie tylko leżenie w łóżku, a potem dopiero przyszedł względny spokój. Ale nie poczucie szczęścia czy jakiejkolwiek radości, tego nie było w ogóle. Po kilku miesiącach brania psychiatra zasugerował, że powinnam jak najszybciej zejść z tego goooofna. Gonitwa myśli się uspokoiła, a samopoczucie wyjściowe po lekach było w zasadzie gorsze niż bez. Też brałam 100 mg dziennie, po powolnym zwiększaniu od 25 mg, bo ja zawsze mam paranoję że umrę od jakiś skutków ubocznych i nie chcę żadnych leków, a jeśli już to minimalną dawkę na początek. Nie wiem nawet czy przejście z np 50 na 100 w ogóle zrobiło różnicę teraz jak patrzę z perspektywy. Ogromną ulgą było otępienie i zatrzymanie tych myśli. Ale jeśli chodzi o humor, samopoczucie, to wręcz było gorzej.
  4. Brałam ponad 2 lata, teraz przeszłam na Elvanse, ze skutków ubocznych to był tylko efekt przeczyszczający jak po mocnej, porannej kawie. Myślę, że to trochę wpłynęło negatywnie na zdrowie, np przemianę materii czy wchłanianie witamin, plus odezwał mi się hemoroid, którego się nabawiłam po ciążach , ale żadne z tych skutków ubocznych nie były na tyle silne, żebym w ogóle musiała iść z ich powodu do lekarza. Biorąc leki na ADHD, i w ogóle mając ADHD, pilnuję suplementacji, która jest zalecana, w zasadzie to Omega-3 (na układ nerwowy), probiotyki (na jelita) i wit. D3 (jako że w społeczeństwie jest powszechny niedobór a przy ADHD można być bardziej wrażliwym na depresyjny nastrój spowodowany za niskim poziomem). No i z powodu suchości w ustach musiałam częściej odwiedzać dentystę, zrobiły mi się dwa ubytki i dwie starsze plomby też były do wymiany - to zdecydowanie więcej problemów z zębami, niż normalnie mam. Ale tak jest też po antydepresantach. Poza tym nie miałam innych skutków ubocznych, ani problemów zdrowotnych, które by się pojawiły po rozpoczęciu brania Medikinetu. Miałam w pewnym momencie podejrzenie, że może działać immunosupresyjnie, bo często się przeziębiałam, szczególnie w połączeniu z gabapentyną, która też ma ten efekt, ale lekarz tego nie potwierdził. Owszem, łapałam przeziębienia, ale nie rozwijały się one w nic, co by wymagało antybiotyków, badania krwi, CRP, białe krwinki w normie, więc to jednak efekt posiadania dzieci w wieku szkolnym, lockdownu i dwukrotnego zarażenia koronawirusem
  5. Tak też może być. Mam koleżankę, która żyje bardzo zdrowo, zdrowo je, jest aktywna, ma regularny tryb życia, ćwiczy kilka razy w tygodniu po 90 min w tygodniu, uwielbia spacery i naturę. Ale pomimo tego ma duże problemy z nerwicą, z konsekwencjami zarówno psychicznymi jak i fizycznymi. U niej to problem czysto psychologiczny, z korzeniami w dzieciństwie. Zaczęło się od typowego wychowania w tamtych czasach, dziewczynki powinny być miłe i się uśmiechać, dbać o wszystkich, poświęcać się, zapomnieć o swoich potrzebach. Później był związek z narcyzem, chore, niepełnosprawne dziecko, codzienna walka o środki do życia itd. Na pewno nie pomógł jej charakter, jest osobą wrażliwą, empatyczną, bezinteresowną. I teraz po prostu jej poczucie bezpieczeństwa, własnej wartości i sprawczości w życiu w zasadzie nie istnieją. Zamartwia się o wszystko, zadręcza się wręcz o każdą błahostkę, choć jej życie jest bardzo dobre i stabilne. Od lat ma nowego, opiekuńczego partnera, dziecko ma bardzo dobrą opiekę a ona ma satysfakcjonującą i dobrą pracę. Ale deficyty emocjonalne pozostały i powodują ogromne kłopoty w codziennym funkcjonowaniu. Jak napisałam - zdrowy tryb życia daje czysto fizyczne warunki do uregulowania systemu nerwowego. Ale praca nad sobą, nad wypracowaniem zdrowego poczucia własnej wartości, zdrowych wzorców przywiązania, pozytywnego myślenia na pewno jest równie ważna. Jest też inna opcja, tak jak u mnie. Będąc dorosła dostałam diagnozę ADHD i autyzmu i niestety zdrowy tryb życia czy nawet osiągnięcie stabilnego, poprawnego poczucia własnej wartości to niestety za mało. Moje diagnozy wymagają dodatkowych starań, ograniczenia bodźców, unikania przestymulowania, planowania dnia i na razie wspomagania się lekami. Nerwicę lękową miałam odkąd pamiętam, od dzieciństwa. Zniknęła jak ręką odjął ponad 3 lata temu wraz z rozpoczęciem brania leku na ADHD. Somaty wyciszyły się znacząco odkąd biorę gabapentynę, która wycisza nadreaktywność mojego systemu nerwowego. Oba przykłady nie negują ważnej roli zdrowego trybu życia, bo to każdemu wychodzi na dobre. Ale pokazują, że jeśli objawy są uporczywe i nie ustępują, trzeba znaleźć przyczynę i zająć się jej leczeniem. Tak, nasz organizm jest stworzony do ruchu, ale jednocześnie zaprogramowany na oszczędzanie energii. W naturze ruchu mielibyśmy zawsze pod dostatkiem, a pożywienia - niekoniecznie. Natura po prostu nie przewidziała sytuacji, w której możemy się praktycznie nie ruszać, a jednocześnie zaspokoić swoje potrzeby np żywieniowe. Dlatego nasz mózg reaguje wyrzutem hormonów szczęścia kiedy jemy coś słodkiego i tłustego. Dlatego magazynujemy tkankę tłuszczową i nie mamy „wyłącznika bezpieczeństwa” który mówi dość i ogranicza apetyt, kiedy stajemy się otyli.
  6. Właśnie jest sporo danych na temat układu przywspółczulnego, a w szczególności jego największej części - nerwu błędnego. Autonomiczny układ nerwowy rozregulowuje się ze znanych przyczyn, zwykle związanych z szeroko pojętym „niehigienicznym stylem życia”. Śmieciowe jedzenie, stres, brak snu, alkohol itd prowadzą do rozregulowania, a w konsekwencji również do chorób fizycznych, problemów hormonalnych itd. Nie ma „gdzie konkretnie”, to całość. A co możesz z tym zrobić? Bardzo dużo. Po prostu zdrowo żyć i dbać o siebie. To zapewni odpowiednie warunki „fizyczne” do regulacji układu autonomicznego. Natomiast regulacja poziomu stresu od strony psychicznej ostatnio bywa kwestionowana. Owszem, praca nad sobą pod kątem zdrowej pewności siebie, asertywności, optymizmu, bardzo pomaga zmniejszyć poziom stresu, po prostu poprzez odpowiednie reagowanie na sytuacje stresowe. To jest niezbędne dla szczęśliwego życia, tak ogólnie. Ale okazało się, że układ przywspółczulny reguluje się szybciej i łatwiej „od strony fizycznej”. Tzn żeby uruchomić układ przywspółczulny, trzeba świadomie zwolnić oddech, obniżyć tętno, rozluźnić mięśnie. Wtedy układ nerwowy dostaje szybki impuls, żeby zaprzestać wyrzutu noradrenaliny i kortyzolu. Kiedyś uważało się, że ten stan powinno się osiągnąć „psychologicznie”, poprzez uspokojenie głowy, ale tak jest dużo trudniej. To tak jakbyś swoją świadomością próbował wymusić na podświadomości zignorowanie sygnałów alarmowych i wyciszenie pierwotnych instynktów. Głowa mówi „jestem spokojny, nic się nie dzieje”, świadomie to wiesz, ale podświadomość odbiera sygnały takie jak podwyższone tętno, napięcie mięśni, szybki oddech - i naturalnie aktywuje układ współczulny. Dlatego, żeby się uspokoić, musisz wysłać sygnały, które rozumie podświadomość, nie świadomość. Czyli zwolnić i pogłębić oddech, spowolnić tętno, rozluźnić mięśnie. Jednym z naturalnych mechanizmów rozładowania stresu i aktywowania układu przywspółczulnego jest wysiłek fizyczny. Podczas wysiłku organizm potrzebuje tlenu, więc pojawia się zadyszka. Klatka piersiowa się rozszerza, oddech się pogłębia i przybiera naturalny, pierwotny rytm. Organizm się dotlenia, mięśnie się napinają, serce przyspiesza, wydzielają się endorfiny. Po wysiłku organizmowi jest łatwiej wrócić do „ustawień zrelaksowanych” czyli napięte mięśnie puszczają, oddech się uspokaja, puls zwalnia, aktywuje się układ przywspółczulny. Jeśli jesteś bardzo zestresowany i Twój układ współczulny jest aktywny na pełnej parze, możesz użyć wysiłku fizycznego żeby to „zresetować”. Kiedy już lepiej panujesz nad swoim ciałem, możesz też po prostu świadomie spowolnić i uregulować oddech i tętno i tym sposobem aktywować układ przywspółczulny, bo przecież nie zawsze jak jesteś zestresowany, masz możliwość wyskoczyć na szybki jogging ale pamiętaj, że ogólnie siedzący tryb życia jest ogromnym stresorem dla organizmu i powoduje nadaktywność systemu współczulnego - co może z odbicia prowadzić do nadaktywności systemu przywspółczulnego, który próbuje „nadrabiać” - zupełnie jak przy stanie przedcukrzycowym kiedy trzustka nadprodukuje insulinę, żeby zbić podwyższoną glukozę. Także to tak naprawdę jest prosta teoria, niestety trudna w praktyce przy naszym obecnym stylu życia. Bo jednak nasz organizm jest naturalnie programowany na oszczędzanie energii - czyli leżenie na kanapie i żarcie tłustych słodkości. Natura nie nadążyła za postępem i nasze ciała ciągle są dostosowane do warunków, gdzie przetrwanie wymaga ogromnego wysiłku fizycznego i zakłada okresy głodu. My mamy mało wysiłku i dużo jedzenia, więc musimy się zmusić do ruchu i powstrzymać od szybkich, pustych kalorii. Proste ale czy łatwe? O nieeee
  7. Ja mam barykardię spoczynkową, ale ona w większości jest niegroźna i bezobjawowa. W spoczynku tętno mam ok 52-55, podczas snu nawet 39-40. Ale jak tylko zacznę się ruszać, to puls bardzo ładnie się podnosi. Podczas ćwiczeń, po rozgrzewce kiedy organizm się dostosuje do wysiłku, mam troszkę problem, żeby dłużej utrzymać powyżej 130, muszę robić lekkie interwały ale poza tym to raczej ta barykardia w ogóle mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, dzięki temu nie skacze mi za bardzo tętno po lekach na ADHD. Barykardia jest groźna, jeśli podczas wysiłku serce ma problem, żeby przyspieszyć. Wtedy czujesz zawroty głowy, duszności, puls nie chce za bardzo rosnąć nawet jak próbujesz np iść szybkim marszem, więc czujesz się bardzo zmęczony. Wtedy trzeba iść do lekarza. Ale bezobjawowa barykardia nie wymaga leczenia. Szczególnie, że nie spada Ci poniżej 50 jak nie śpisz. I tak, barykardia może być wynikiem nadmiernej aktywności nerwu błędnego. Ja myślę, że taka jest przyczyna u mnie, bo przez ADHD i autyzm cały mój układ nerwowy jest rozregulowany. Bo serce mam zdrowe, badałam wiele razy.
  8. @conditioner fake it till you make it to jest dokładnie moja metoda. Ja dość długo nie mogłam sobie znaleźć miejsca na rynku pracy, bo połączenie autyzmu i ADHD generuje dość specyficzne potrzeby. Dzięki ADHD fascynuje mnie wszystko, co nowe i nie spocznę dopóki nie rozłożę każdego zadania na czynniki pierwsze. Włącza się hiperkoncentracja i wtedy bardzo szybko się uczę. Z kolei autyzm sprawia, że mój umysł potrzebuje wszystko sklasyfikować, poukładać, usunąć niepotrzebne, nielogiczne elementy, maksymalnie usprawnić i ulepszyć. A jak ta faza się skończy i robota idzie jak w zegarku, szef jest zachwycony, to ja się nudzę, tracę całą motywację i muszę zmienić pracę. Moi pracodawcy tego nie rozumieli, mówili „przecież byłaś taka zachwycona, tyle rzeczy usprawniłaś, jesteś dobra w tym co robisz…” przez to nie mogłam awansować ani się rozwijać, bo często zmieniałam stanowisko, branże, a droga rozwoju w górę na stanowiska kierownicze absolutnie nie jest dla mnie. Nie chcę mieć zespołu i nim kierować, bo to wymaga kompetencji społecznych, których ja się wprawdzie trochę nauczyłam, ale używanie ich na codzień to męczarnia. Dopiero jak przypadkiem trafiłam do HR, znalazłam swoje miejsce i już od dobrych paru lat nie straciłam motywacji. HR dzieli się na „miękki”, czyli kompetencje społeczne, rekrutacje, praca z ludźmi, i na „twardy” czyli praca z systemami, bazami danych, procesami, statystykami, analizami, strategią itd. Ja pracuję z „twardym” HR, wdrażam systemy IT do HR, automatyzuję procesy, zarządzam bazami danych, zajmuję się też prawem pracy. I to jest idealne! Jest ciągły postęp, więc na okrągło trzeba się uczyć nowych systemów, trzeba ciągle poprawiać procesy, automatyzować ręczą administrację danych… Żeby skonfigurować system HR trzeba znać prawo pracy, RODO i inne przepisy, żeby np ustawić automatyczne kasowanie danych personalnych, naliczanie urlopu, dodatków do pensji itd. A ja się w tym odnajduję, dużo lepiej dogaduję się z systemami niż z ludźmi, lubię prawo, bo są zasady, reguły… i nigdy się nie nudzę, bo ciągle tu się pojawia coś nowego. Mogę się rozwijać zawodowo nie „w górę”, po szczeblach kierowniczych, ale jako coraz lepszy specjalista. Dzięki temu też zrozumiałam, że ludzie tacy jak ja, z nietypowym systemem nerwowym, mogą bardzo dużo wnieść do firmy, tylko trzeba zrozumieć i odpowiednio wykorzystać ich potencjał. Nie można ich wtłaczać na siłę w jakieś ramy, które ich tak stresują, że kończą na L4. Widzę duży postęp w nowoczesnych firmach w kategorii zarządzania talentami. Jeśli jakiś pracownik świetnie sobie radzi z częścią zadań, ale inne go całkowicie przerastają, to się go nie wyrzuca, nie przymusza, tylko zmienia mu się zakres obowiązków i opis stanowiska. Na szczęście odchodzi się od podejścia, że dane stanowisko zawiera określone obowiązki i jeśli pracownik nie do końca pasuje do tej „szufladki” to zamiast przerobić szufladkę, zmienia się pracownika na takiego, który pasuje do szablonu. Niestety to wszystko nie jest takie łatwe ani kolorowe. Żeby mieć przywilej i możliwość wybrania sobie nowoczesnej, postępowej firmy, żeby być atrakcyjnym kandydatem dla takiej firmy, musiałam studiować po nocach, dokształcać się, praktycznie zrezygnować z czasu wolnego. Zapłaciłam wysoką cenę, mój układ nerwowy jest zajechany przez presję i tempo, a niestety zdarzyło mi się źle ocenić firmę i przyjąć pracę, która skończyła się depresją, silnymi zaburzeniami stresowymi i długim leczeniem. Dwa razy miałam ponad roczne przerwy na L4 i bezrobociu, bo nie mogę sobie pozwolić żeby wziąć pracę, w której znów się zajadę. Ale opłaciło się. W obecnej pracy robię to, co uwielbiam i jak na razie jest duża szansa, że dam radę tam zostać bez uszczerbku na zdrowiu. Nie mogę się poddać, bo mam 2 dzieci z ADHD i autyzmem, mam nadzieję, że moja praca w i wkład w modernizację HR przyczyni się choć trochę do zmian na rynku pracy, żeby one nie musiały przechodzić przez to co ja. Wierzę w to, że duże, nowoczesne, międzynarodowe firmy jak ta, dla której pracuję, będą wyznaczać trendy na rynku pracy i inne firmy pójdą za tym przykładem. I ludzie tacy jak Wy, jak ja, jak moje dzieci, będą mieć łatwiej. Akceptuję to, że jestem niepełnosprawna i mam wiele ograniczeń, ale chcę wierzyć, że dostałam pewien dar - moje diagnozy dają mi pewne umiejętności, które są niedostępne dla większości - i mam obowiązek go wykorzystać. Rozumiem, że „normalni” ludzie mają z kolei umiejętności, które są niedostępne dla mnie, ale chcę żeby rynek pracy zrozumiał, że jest w nim miejsce dla wszystkich i każdy ma swój unikalny potencjał.
  9. To nie jest zły plan powiedziałabym wręcz, że to idealne połączenie zaradności i pragmatyzmu. Na dodatek w wielu firmach się okazuje, że dla nerwicowych introwertyków znajduje się jakaś idealna nisza, w której mogą być sobą, a i rezultaty wyrabiają konkretne. Np mieliśmy BHPowaca z nerwicą lękową… nie ma nic lepszego! Nerwica i bezpieczeństwo pracy na budowie to idealne połączenie. Mamy też administratora z OCD, odsetek błędów jest najmniejszy od lat. Nerwica natręctw i praca wymagająca sprawdzania każdego szczegółu po 10 razy to strzał w 10. Fakt, że nie można ich naciskać, nie ma co liczyć, że na cokolwiek spojrzą przez palce, nie cierpią niespodzianek i lepiej ich nie zaskakiwać gadką o dupie Maryni jak już wychylą się ze swojego kąta i wyjdą po kawę, ale jak się im da spokój, to robota jest wykonana na tip top
  10. Myślę, że różnie się to będzie odbywać w zależności od kraju. * Np Japonia, jedna z najbardziej hardcorowych „kultur zapierdo*lu” rozważa przełomową prawną ingerencję w wolny rynek i stworzenie realnych (a nie na papierze) przywilejów pracowniczych, które by zachęciły ludzi do zakładania rodzin. Ale to dlatego, że ich przyrost naturalny jest już tak dramatycznie ujemny, że nie dało się tego ignorować. * USA jest też w trakcie zmian, bo American Dream się już wyśnił. Przede wszystkim wartość pieniądza spada, historie od pucybuta do milionera dotyczą tylko influencerów, a mit ciężkiej pracy jako drogi do dobrobytu się posypał. Kiedyś paliwo, domy itd były prawie za bezcen, więc pracując dużo, nawet na niższych stanowiskach, miałeś realną szansę być w klasie średniej. Teraz wielu Amerykanów pracuje na cały etat, a pomimo tego są bardzo biedni. Tradycyjnie nie mając ubezpieczenia, wakacji, macierzyńskiego, i zaczynają się buntować. Amerykanie są skłonni zapier**lać - ale to musi się opłacać, co obecnie często już tak nie wygląda. * Sa też kraje „rozwijające się” (3-ciego świata tzw. ). I wiesz, co jest ciekawe? Tam poziom stresu jest dużo niższy a poziom szczęścia dużo wyższy niż w krajach rozwiniętych (oczywiście nie mówię o miejscach, gdzie jest głód, wojna, czy wyzysk lokalnej ludności przez bogate firmy, chodzi mi o np część Azji, Ameryki Płd, niektóre kraje Afrykańskie czy wyspiarskie). Tam nie ma podziału na czas pracy i czas wolny. Ludzie mają jakiś biznesik, pralnię, straganie z jedzeniem, wyplatanie koszy czy naprawę butów. I tak spędzają całe dnie, do nocy. Często np mama gotuje na straganie, małe dzieci bawią się obok niej na ulicy, tato dowozi np warzywa jakimś rozpadającym się motorowerem, babcia siedzi w cieniu i coś obiera czy kroi. Dochód jest z dnia na dzień, nie ma oszczędności, ubezpieczenia, zero bezpieczeństwa, ale są więzi społeczne i niezbyt wysokie tempo, więc ludzie są szczęśliwi. * No i mamy Europę. Tu jest jasny podział na Skandynawię, Europę Środkową i Południową. Skandynawia wiadomo - kultura pracy jest top top. Ale i tak 27% osób w ciągu życia idzie na chorobowe ze stresu, więc… Skandynawowie patrzą obecnie na całkowite redefiniowanie „pracy” jako takiej. Skoro pomimo wszystkich przywilejów ludzie i tak masowo zgłaszają stres i depresję, to trzeba wymyślić inne sposoby. Europa Południowa pracuje dużo, kultura pracy jest okropna, korupcje, nepotyzm itd. Ale mają te swoje siesty, wszystko będzie gotowe, tylko że mañana (czyli „jutro”), a po pracy jest fiesta. I ludzie są dość szczęśliwi, bo mają przede wszystkim więzi społeczne, ale też dość niskie tempo przez tą „kulturę olewactwa”. Pracują niby dużo, za to mało efektywnie. A my, Europa Środkowa, to świetny przykład „kultury zapierdo*lu” sprzedawanej jako samorozwój. Polska, Francja, nawet Niemcy, to kraje gdzie gloryfikuje się sukces, pracę po godzinach, awanse nawet po trupach, korpo-mentalność. No i mamy nasze słynne pokolenia: boomerzy pracowali uczciwie, ale przeszli zmianę systemu i rozczarował ich kapitalizm, a teraz są już na emeryturze. Gen X to próba implementacji nowoczesności i rozwoju, work life balance, ale trochę zbyt idealistyczni, więc nie mieli siły przebicia. Milenialsi to pokłosie zapatrzenia w USA, korpo-kariery, kult ludzi „odpornych na stres” i „multitasking”. W praktyce - wielu milenialsów jest obecnie pacjentami psychiatrycznymi, ale wielu nadal nie rozumie, co poszło nie tak i myśli, że to ich wina. Potem przyszła Gen Z ze swoimi „wymaganiami”. Wg innych generacji - roszczeniowe, niewychowane i niekompetentne dzieciaki, w rzeczywistości młodzież, która napatrzyła się na harujących rodziców i nie chce tak żyć. Założenia mają dobre, niestety jest jeden problem - Gen Z są często mało zaradni. To dzieciaki wożone przez rodziców z jednych zajęć na drugie (bo rodzice wytresowani w wyścigu szczurów chcieli zapewnić dzieciom fory już w przedbiegach), przemielone przez przestarzały system szkolny z poprzedniej epoki, nie uczący kompetencji społecznych, analitycznych, życia po rewolucji internetowej. Polska jest bardzo podzielona. Wiele osób chce zmiany kultury pracy, ale te zmiany będą powolne i trudne. Milenialsi są nadal przesiąknięci kultem sukcesu, a gen Z czy wchodzące na rynek Alphy to pokolenie, któremu nie dano szansy wykształcić zdrowej pewności siebie, zaradności czy odporności psychicznej. To straszne, ile z tych dzieciaków było albo zaniedbywanych i wychowanych przez tablet, albo tresowanych do bycia robotem wielofunkcyjnym na nie wiadomo ilu zajęciach pozalekcyjnych. Obu grupom brakuje podstawowych kompetencji: współpracy, inicjatywy, zaradności, odporności, empatii.
  11. Ja podobnie funkcjonowałam, zwykle łącząc cały etat z np dziennymi studiami i wychowaniem dwójki dzieci z niepełnosprawnością. Hardcore. Dopiero mój psychiatra mnie zastopował. Powiedział, ze wszystko do czasu. I fakt, czasem czuję się jak staruszka. Mój układ nerwowy jest totalnie zajechany, mam tylko nadzieję, że to nie jest trwały uszczerbek na zdrowiu. Widzę też pogorszenie funkcji kognitywnych. Moje IQ spadło z czasem ze 140+ na 120+, teraz nie mam odwagi się zbadać, bo mam nadzieję, że wróciłam do swojej normy ok 140, ale boję się że spadłam jeszcze niżej niż 120. Wszystko ma swoją cenę. Aha, dodam tylko, że w kwestii pracy musiałam pójść na kompromis. Z moimi kompetencjami i wykształceniem mogłabym szukać stanowisk na wyższych szczeblach kierowniczych i twardo negocjować pensję, ale to nie przejdzie. Dlatego zwykle szukam pracy trochę poniżej moich kompetencji, gdzie być może w dobrych okresach będę się nudzić, ale w złych okresach dam radę nadążyć. Poza tym najważniejsze kryterium to kultura i środowisko pracy, a nie pensja czy stanowisko. Toksyczne otoczenie, gierki i manipulacje to dla mnie prosta droga do renty. Więc wybieram miejsca, gdzie atmosfera jest super, nawet jeśli wiem, że mogłabym zarobić więcej, mieć lepszy tytuł itd.
  12. Witaj Ja od dziecka miałam nerwicę lękową, najpierw bardziej pod postacią fobii, a potem przeszło to w bardzo wyczerpujący lęk wolnopłynący. Pierwszy epizod depresji miałam w wieku ok 19-20 lat, a potem jeszcze dwa. Bardzo to wszystko wpływało na moja egzystencję, ale było kilka przełomów: 1. Silny epizod hipochondrii na studiach licencjackich - czułam się tragicznie, straciłam znajomych, dwie prace, prawie zawaliłam studia i narzeczony o mało co ze mną nie zerwał. Wtedy stwierdziłam, że moje życie nie ma absolutnie żadnej wartości, jego jakość jest denna i nie mam co się bać chorób. Po co? Doszłam do stanu, kiedy myśl o śmiertelnej chorobie wydawała się wybawieniem od cierpień psychicznych i hipochondria zniknęła, przecież nie miała już się czym karmić. Zostały mi różne fobie, ale postanowiłam, że to ja panuję nad moim umysłem, a nie na odwrót. Że fobie mnie nie powstrzymają przed spełnianiem marzeń i planów. Więc wsiadałam np w samolot, cały lot odczuwając psychiczne tortury i objawy somatyczne, ale leciałam na wakacje. 2. Drugi bardzo ważny przełom to były narodziny dzieci. Wtedy lęk wolnopłynący wrócił z całą mocą i ciągle się o nie bałam. Albo o siebie, że one zostaną np sierotami i będą miały traumę. Ale zrozumiałam, że nie mogę tak żyć, że znów muszę przejąć kontrolę nad swoim umysłem i zadbać, żeby dzieci nie przejęły wzorców lękowych. Stosowałam normalne zdroworozsądkowe zasady bezpieczeństwa i np jak moja 6-latka miała jechać na wycieczkę z noclegiem z zerówką, to oczywiście ją puściłam, mówiłam jak będzie fajnie - a potem cały jej wyjazd byłam chora ze strachu. Ale nie mogłam tego okazać, bo w domu był jej młodszy brat, który nie powinien widzieć matki w takiej rozsypce. 3. Poprawna diagnoza. W wieku 37 lat dostałam diagnozę ciężkiego ADHD o typie mieszanym. Mam też autyzm, ale tego nie badałam dokładnie. Dostałam leki na ADHD i na wyciszenie układu nerwowego i nastąpiło coś, czego się nie spodziewałam - lęk zniknął! Całkowicie, trwale i już 4 lata bez nawrotu. Wcześniej były po prostu lepsze i gorsze okresy, w lepszych lęk pojawiał się np raz w tygodniu wieczorem z wyczerpania, przemęczenia. W gorszych lęk był ciągły i uporczywy. A teraz go nie ma. Długo wstęp, teraz przejdę do mojej sytuacji. Zawsze miałam lęki i problemy w kontaktach społecznych, chodziłam też ciągle z głową w chmurach, gubiłam rzeczy, zapominałam oddać zadania domowe itd. Ale w tamtych czasach podejście było krótkie „nie wiem, co jest z Tobą nie tak, ale lepiej się ogarnij”. To okrutne, ale zdałam sobie szybko sprawę, że jeśli chcę mieć jako tako normalne, satysfakcjonujące życie, to w zasadzie innego wyboru nie mam. Muszę się ogarnąć, dać radę, w końcu chodzi o moje życie, mój komfort, a możliwości pomocy są znikome. Więc dawałam radę. Dawałam radę jako studentka, pracownica, matka. Całe szczęście, że w końcu dostałam diagnozę, bo mam zajechany system nerwowy. Zmuszałam się i popychałam ponad wszelkie granice. Mój lekarz rodzinny i psychiatra uważają, że być może powinnam iść na rentę, ale ja się z tym nie zgadzam. Moim źródłem dopaminy przy ADHD od zawsze były wyzwania. Szkoła, kartkówka, studia, egzamin, kursy, projekty. Ludzie z ADHD w różny sposób podbijają sobie dopaminę, typowy jest hazard, sporty ekstremalne, narkomania, ale pracoholizm też jest wysoko na liście. Mój psychiatra uważa, że mam szczęście, bo z różnych metod regulacji dopaminy ta jest równie zła, ale ma niezaprzeczalną zaletę - stać Cię na leczenie i nie masz ekonomicznych trosk. Mam 40+ lat, utrzymuję się sama, ale z przerwami. Na studiach pomagali mi rodzice, ale miałam też pracę. Potem byłam przez jakiś czas na utrzymaniu męża, kiedy dzieci były całkiem małe. Potem moja droga zawodowa była przerywana okresami L4, ale zawsze staram się zabezpieczyć jakimś prywatnym ubezpieczeniem wypłaty na przykład. Teraz wróciłam do aktywności zawodowej po prawie 1,5 roku. Najpierw L4, potem szukanie pracy, w międzyczasie jakieś małe projekty na własny rachunek. Pracuję jako specjalista. Mam bardzo dobre wykształcenie, magistra, podyplomowki, kursy, znam biegle kilka języków. Szybko dotarło do mnie, że z moimi problemami, jeśli chcę przeżyć na rynku pracy, muszę mieć bardzo wysokie kwalifikacje i możliwość wyboru. Musi być tak, że to pracodawca zabiega o mnie i idzie mi na rękę, a nie na odwrót. Bo inaczej czeka mnie załamanie nerwowe, depresja, nerwica i w konsekwencji renta. Moja praca jest związana z IT i administrowaniem danych (ale nie jestem informatykiem ani programistą). Zarabiam bardzo dobrze i mogę pracować z domu. Mam dość ograniczony bezpośredni kontakt z ludźmi, a koledzy z działu są takimi samymi nerdami jak ja cześć ma też diagnozy. Mam dużą nadzieję, że uda mi się tą nową pracę utrzymać na minimum 2 lata, a idealnie choć 5 lat, więcej nie wymagam. Jeśli nie, jeśli znów skończy się to L4, to pewnie już będzie prosta droga do renty, a boję się, że siedzenie w domu i brak zajęć wpędzi mnie w depresję i nałogi. Brzmi super! Też pracowałam przy ulotkach w liceum, potem w sklepach odzieżowych w Galerii. Potem przerzuciłam się na szeroko pojętą administrację, trochę pracowałam z graphic design, a potem przerzuciłam się na wdrażanie systemów IT i administrowanie bazami danych. I przy tym na razie zostanę, potrzeb jest dużo, a praca dla mnie łatwa i przyjemna, bo zgodna z moimi możliwościami.
  13. Dokładnie, i dlatego dobrze jest zadawać pytania i upewniać się. Wiadomo, że cierpliwość jest bardzo potrzebna, dobór leków może potrwać, jest okres adaptacji, początkowe skutki uboczne. Ale trzeba też być trochę krytycznym. Jeśli lekarz zapisuje lek pierwszego rzutu na ADHD, który nie tylko nie działa, ale wygląda na to, że działa odwrotnie, a zaraz potem lekarz chce przejść na lek off label, który jest trochę kontrowersyjny, to pojawia się wiele pytań i watpliwości: 1. Metylo. W jakiej dawce początkowej i przez ile czasu było brane? Jeśli dawkowanie było złe i nie przeczekało się okresu przyzwyczajania, to efekt mógł być odwrotny albo żaden. Ale jeśli było „książkowo” i pomimo tego efekt był odwrotny, to jest to pierwszy sygnał, że diagnoza może nie być poprawna. Nie jest to dowód, ale pierwszy cichutki dzwoneczek alarmowy, i oczywiście wcale nie musi się to potwierdzić. 2. Dalsze leczenie. Dlaczego po Metylo nie zaproponowano Concerty, a potem Elvanse, czyli klasycznej ścieżki? 3. Dlaczego jako off label nie został najpierw wybrany Bupropion? 4. Czy lekarz proponuje mi tak niestandardowe leczenie, bo sam ma wątpliwości co do diagnozy, czy może nie ma wystarczających kompetencji w tym temacie? Czy ufam temu lekarzowi? Moja droga do poprawnej diagnozy była długa i szczerze mówiąc nadal mam uczulenie na uspokajające zdania typu „no tak, terapia behawioralna po prostu nie każdemu z nerwicą pomaga”, albo „wiadomo, leki na depresję często nie działają, ale w końcu jakoś dobierzemy”. Latami mi wmawiano, że to zupełnie normalne, że leki i terapie nie działają, zamiast zakwestionować diagnozy i poszukać prawdziwej przyczyny. Na szczęście moja pierwsza Pani psychiatra, starsza Pani zaraz przed emeryturą, u której byłam jakoś w wieku 19-20 lat, powiedziała mi, że jej zdaniem moje problemy wynikają z jakiegoś wrodzonego zaburzenia w układzie nerwowym. Obstawiała gospodarkę kortyzolem, ale mówiła szczerze, że nie wie dokładnie co to jest. Po prostu po pogłębionym wywiadzie doszła do wniosku, że obraz objawów pasuje do niektórych jej innych pacjentów, których leczyła latami na nawracające lęki i depresję. Następna moja lekarka to już była młoda kobieta, która próbowała mi wmówić, że wiele lat terapii jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem. Kolejne mówiły to samo, „w zasadzie nieważne co Ci dolega, bo na wszystko pomaga terapia, teraz odchodzi się od leczenia farmakologicznego”. Taki był wtedy „nurt”, który na wiele lat zraził mnie do jakiegokolwiek kontaktu z psychiatrią. Potem w końcu pojawiło się pojęcie ADHD u dorosłych, ale jak z każdym nowszym trendem, chyba trochę się go nadużywa. Tak samo, jak te 20 lat temu wszyscy młodzi psychiatrzy w dużych miastach wciskali mi terapię kognitywno-behawioralną jako lek na wszelkie zło, tak samo teraz jest tendencja do dopatrywania się neuroróżnorodności. Akurat dla mnie to dobrze, bo mam „klasyczny” obraz ADHD, z bardzo typowymi objawami i przebiegiem i świetną reakcją na leczenie, ale dla innych może to być błędna diagnoza. Tak jak wielu ludziom pomogło odejście od tuszowania problemu lekami i przejście przez porządną terapię, ale akurat dla mnie nie była to optymalna opcja leczenia.
  14. Na pewno. Reakcja na leki nawet takie jak Apap może być zróżnicowana. W odpowiedzi do Piyerekpiyerek napisałam, że te objawy mogły też oznaczać początkowe skutki uboczne. Szczególnie zawroty głowy i suchość w ustach są bardzo typowe na początku. Zwykle też ciężko na 100% określić, co kto ma naprawdę na myśli. On pisał, że miał „więcej energii”, ale to też może oznaczać różne rzeczy. Np to, że nie będąc przestymulowanym i mając poprawioną koncentrację, jest się w stanie więcej zrobić, i człowiek czuje się potem mniej wyczerpany, nie tak wydrenowany. Może tak być. Nie podał też dawki. Ale jak już pisałam - jeśli reakcja jest nietypowa, nie ma efektu, lub efekt jest odwrotny, to jest to jakiś sygnał alarmowy, że może skoro leczenie nie działa, to i diagnoza nie jest poprawna. Albo jest niepełna chociażby. Albo np leczenie farmakologiczne nie przynosi oczekiwanych korzyści, bo nie każdy z ADHD kwalifikuje się do leczenia lekami. Tu chodzi raczej o podniesienie komfortu życia. U mnie np poprawa koncentracji i uspokojenie było… nieprzyjemne. Przyzwyczaiłam się do wysokiej efektywności i do „skakania” między zajęciami, żeby się nie znudzić. Męczyło mnie to, że teraz mogę po prostu usiąść na kanapie i włączyć serial i mnie nie nosi. Albo, że mogę zająć się czymś od A do Z, zamiast robić kilka rzeczy naprzemiennie w blokach powiedzmy 15 minutowych. Nauczyłam się idealnie kompensować ADHD i wykorzystywać diagnozę na moją korzyść, więc leki mi to zabrały. Ale był jeden ogromny, decydujący i całkowicie nieoczekiwany plus - natychmiastowo i trwale wyleczyłam się z nerwicy. Lęk wolnopłynący, fobie i niepokój zniknęły jak ręką odjął, więc pomimo moim zdaniem „spowolnienia” i niższej produktywności nadal biorę leki na ADHD, bo nic innego nie działa mi tak idealnie na nerwicę, która nie jest diagnozą podstawową, a wynika właśnie z ADHD.
  15. @Dalja @Catriona przede wszystkim drobne przekręcenie wypowiedzi robi ogromną różnicę. Ja napisałam, że jeśli Metylo Cię pobudza, to raczej nie masz ADHD. Potem dodałam, że wyraziłam się zbyt kategorycznie, a chodzi mi o to, że jeśli lek nie dość, że nie działa wg oczekiwań, ale wręcz odwrotnie jest sygnałem do zastanowienia się, czy diagnoza była poprawna. A Wy nie dość, że obie konsekwentnie przekręcacie moją wypowiedź na „jeśli Metylo Cię nie uspokaja, to nie masz ADHD”, to jeszcze porównanie Metylo do leków na depresję czy nerwicę jest zupełnie nietrafione. Skuteczność leków przeciwdepresyjnych jest niska i tu od lat statystyki są jasne, wielu osobom nie pomaga ani pierwszy, ani drugi preparat, ani trzeci czy kolejne. W ADHD sprawa jest inna, głównie podaje się stymulanty i otrzymuje się podobny efekt u dużej liczby pacjentów. Problemem jest fakt, że dużo osób ma AuDHD, a dodatek cech autystycznych często ma wpływ na ostateczny rezultat leczenia farmakologicznego. A co do uspokajania, to przede wszystkim chodzi o uspokojenie myśli, ale w wielu przypadkach jest też dobry efekt na nadpobudliwość motoryczną, lepsze skupienie pomaga usiedzieć w miejscu, a spokój w głowie redukuje stres i pomaga na nadpobudliwość małej motoryki, czyli te wszystkie wiercenia się, machanie stopą, nakręcanie włosów na palec, skubanie skórek, ciągle bawienie się długopisem, guzikiem, kolczykiem itd.
  16. Ok być może trochę zbyt kategorycznie to napisałam, ale ADHD nie jest diagnozą „psychologiczną”, w przeciwieństwie do nerwicy czy depresji, które mogą wyniknąć z czynników psychologicznych. ADHD to zaburzenie, w którym system nerwowy nie funkcjonuje jak powinien, a poziom neuroprzekaźników jest zaburzony. Objawy podobne do ADHD mogą wystąpić z różnych przyczyn, m.in np wcześniejszego nadużywania substancji psychoaktywnych itd. Właśnie reakcja na stymulanty jest dość dobrym „sprawdzianem” czy diagnoza jest poprawna. A co do tego, że połowa forum być może nie ma nerwicy czy depresji, to cóż, prawdopodobnie tak właśnie jest tu też trochę upraszczam, ale akurat te dwa zaburzenia często wynikają ze stylu życia (brak zaspokojenia podstawowych potrzeb organizmu w zakresie odżywiania, ruchu, snu), albo są konsekwencją innych diagnoz (fizycznych lub psychicznych). Jako że najprostsze rozwiązania są często poprawne, to właśnie brak reakcji na leki lub reakcja inna niż oczekiwana jest dobrym powodem do zastanowienia się, czy diagnoza była poprawna, szczególnie czy dotarto do przyczyny?
  17. Mój lekarz też nie ma oporów przed wypisywaniem leków poza wskazaniem, jeśli jego doświadczenie i wiedza potwierdzają skuteczność. Ale klasyczna ścieżka terapeutyczna w ADHD ma jeszcze kilka etapów po medikinecie, zanim zacznie się próbować specyfików off label. Przede wszystkim depresja jest często zaburzeniem towarzyszącym ADHD, ale leki przeciwdepresyjne nie są niestety optymalne. Trzeba je podać przy „aktywnej” depresji, ale jeśli masz ADHD, to lepiej je odstawić najszybciej jak tylko jest to uznane za bezpieczne. Nie do końca rozumiałam dlaczego to tak ważne, dopóki sama nie dostałam seryraliny na zadawnioną, ukrytą depresję. Był to dodatek do leczenia ADHD (medikinet) i nadwrażliwości sensorycznej (gabapentyna). Lek przeciwdepresyjny pomógł mi wyjść z dołka po bardzo obciążającym okresie w życiu. Uspokoił natłok negatywnych myśli, wyciszył. Ale nie poprawił mi humoru, bo na mnie serotonina tak nie działa! Przez cechy autystyczne nie czułam jako takiego „spłaszczenia emocjonalnego”, bo jestem mało emocjonalną osobą tak czy inaczej, ale leki na depresję po porostu jakoś tak sprawiały, że byłam mniej szczęśliwa. Spokojna, tak. Ale poza tym? Rozumiem dlaczego po wdrożeniu leków przeciwdepresyjnych jest wzrost samobójstw. Ja sobie tak myślałam, że umysł mi się rozjaśnił i tak logicznie myśląc to jest no…. przejebane. I muszę jakośtam żyć, ale nie dlatego, że mam ochotę, o nie. Po prostu mam poczucie obowiązku. I rozumiem, dlaczego niektórzy wybierają, żeby się z tego życia ewakuować. Psychiatra (który mnie leczy od ok 5 lat i któremu ufam), bardzo uczulał mnie, że powinnam odstawić leki przeciwdepresyjne (które sam zalecił i zapisał) jak tylko będę gotowa. Pomogły mi na początku, na etapie szoku, czy może załamania nerwowego. Ale potem już mi nie pomagały i poczułam się dużo lepiej po odstawieniu. Potem zmieniliśmy medikinet na elvanse, ale nie wiem czy faktycznie przy tym zostanę. Ogólnie - na ADHD działa lepiej. Łagodniej, dłużej, stabilniej. Ma mniej skutków ubocznych, szczególnie ze strony układu trawiennego i efektu przczyszającego jak np poranna kawa. Ale ma słabszy potencjał regulowania lęków i powoduje ogromne spadki nastroju na wieczór, przynajmniej ostatnio. A te objawy, co opisujesz, są typowe dla 2 sytuacji - pierwsze kilka tyg brania, kiedy organizm się przyzwyczaja, albo… błędna diagnoza (dużo energii). Stymulanty uspokajają osoby cierpiące na ADHD, jeśli Ciebie pobudzają, to nie masz ADHD….
  18. Przede wszystkim nie wiadomo, czy te kwalifikacje są prawidłowe, a nerwica nie jest niezależną jednostką, zawsze występuje coś, co ją wywołuje, może to być np dłuższy okres stresu i napięcia, a może to być zupełnie inna, trwała przyczyna, od autyzmu do DDA. Ja mam nerwicę lękową od dziecka, do tego silne objawy neurasteniczne i co się okazało? Że to wszystko przez ADHD. Jakby tak sobie porównać, to objawy nerwicy neurastenicznej dość mocno pokrywają się z objawami ADHD, a przy ADHD zaburzenia lękowe występują w min. 60-70% przypadków. Także radzę się zastanowić dlaczego większość osób z nerwicą zmaga się z nią latami pomimo „leczenia”. Bo nerwica jest tylko skutkiem a nie przyczyną, a jak wiadomo, leczyć trzeba przyczynę. Dodam, że odkąd leczę ADHD, nie mam objawów nerwicy lękowej (od jakiś 4 lat! Najdłuższa remisja w życiu), nie mam problemów z koncentracją, jestem mniej drażliwa. Za to pojawiające się spadki energii i stany wyczerpania to coś, na co jeszcze nie znalazłam skutecznej metody. Wyczerpanie wynika z przestymulowania, z hiperkoncentracji, która sprawia, że zapominam o regularnym jedzeniu i piciu itd. Ale to NIE wina nerwicy! Nerwica pojawiła się tylko jako objaw towarzyszący ADHD/autyzmowi (bo autyzm też mam, ale w kwestii nerwicy, wyczerpania itd ADHD ma większe znaczenie, autyzm objawia się bardziej z małą potrzebą kontaktów społecznych, zdolnościami analitycznymi, odłączeniem emocji od procesu rozumowania).
  19. Jest pod wieloma względami lepsze. Ale od jakiegoś czasu mam spore wieczorne obniżenie nastroju, a nawet lekkie lęki. Nie miałam tego na Metylo, on powodował kryzys energetyczny po południu, jak przestawał działać, ale działanie przeciwlękowe utrzymywało się całą dobę (wiem, to nie jest jego funkcja, a nawet wręcz przeciwnie, zwykle obserwuje się nasilenie lęków, ale u mnie był to idealny lek na nerwicę). Elvanse działa łagodniej i dłużej, ale psychiczne samopoczucie wieczorem wręcz trochę przypominają „zjazd”. Taki smutek, zniechęcenie, poczucie że stanie się coś złego (coś jak lęk wolnopłynący), lekki wstyd i zażenowanie na myśl o minionym dniu, tak jakbym zrobiła coś dziwnego, niecodziennego itd. Mam nadzieję, że to przejściowe, nie wiem też na pewno czy to Elvanse, czy opóźniona reakcja na stres, a powodów byłoby mnóstwo.
  20. Nerwica ma to do siebie, że może powodować naprawdę dużo różnych objawów somatycznych, a refluks jest jednym z tych bardziej typowych. Ale takie rzeczy musisz omawiać z lekarzem. Akurat umiarkowany refluks nie jest zwykle jakimś objawem bardzo alarmującym i wiele osób na niego cierpi, więc jeśli nie masz możliwości pójść od razu do lekarza, to na krótką metę możesz się poratować środkami bez recepty na nadkwasotę (tylko jeśli bierzesz jakiekolwiek leki, to musisz przeczytać na ulotkach, czy można je brać, bo prawidłowe wchłanianie wielu leków zależy od kwasowości w żołądku i leki na nadkwasotę mogą zaburzyć wchłanianie wielu innych preparatów), no i przede wszystkim trzymać się lekkostrawnej diety, nie jeść na noc, jeść małe porcje, nie kłaść się bezpośrednio po posiłku itd. A jakby problem się utrzymywał, to tylko gastrolog i odpowiednie badania mogą określić przyczynę i leczenie.
  21. Przy nerwicy cały układ nerwowy jest w trybie alarmowym i różne objawy czy odczucia, na które normalnie nie zwraca się uwagi, stają się bardzo stresujące i niepokojące. Mi drętwieje lewa ręka, ale to dlatego, że mam lekko uszkodzone kręgi w odcinku piersiowym kręgosłupa (drętwienie ręki to jeden z objawów, poza tym mam silne bóle nerwów międzyżebrowych z prawej strony i inne „atrakcje”). Jak np siedzę w pozycji półleżącej z telefonem w ręku to ta lewa ręka od razu mrowi i drętwieje. W okresach, kiedy nerwica się nasilała, było to coś, co zaprzątało moją uwagę, martwiło mnie i przez skupienie na tym odczuwałam to że zwielokrotnioną siłą. Teraz nie mam już nerwicy i jak zdrętwieje mi ręka to nawet nie zwracam na to uwagi, strzepuję rękę, zmieniam pozycję, robię trochę rozciągania i przechodzi, ale nie poświęcam temu uwagi.
  22. Jak niedawno miałam depresję i zaburzenia stresowe, wypróbowałam trochę ChatGPT do rozmów i byłam zaskoczona jak klinicznie poprawne były odpowiedzi. Oczywiście daleko mi od ocenienia, czy może zastąpić psychologa i czy nie popełnia tragicznych w skutkach błędów, ale efekt był bardzo dobry i nie pojawiło się nic, co by mnie zaniepokoiło. Sama mam wykształcenie w kierunku psychologii komunikacji (między innymi, bo przez moje ADHD lubię zmieniać tematy i skończyłam sporo szkół, kursów itd), mam też kurs z zakresu terapii kognitywno-behawioralnej w leczeniu nerwicy lękowej, mam duże doświadczenie z doradztwem społecznym i zapobieganiem stresu czy wypalenia zawodowego z mojej pracy w HR i moim zdaniem ChatGPT bardzo dobrze sobie poradził w tych naszych „rozmowach”. Natomiast nie jestem psychologiem klinicznym i nie mam doświadczenia w terapii poważnych zaburzeń psychicznych. Myślę, że nadal trzeba ostrożnie podchodzić do tego typu aplikacji jako narzędzia profesjonalnej terapii, bez nadzoru psychiatry, ale na pewno ma to potencjał. Mój prywatny ubezpieczyciel wysłał mnie na kompleksową terapię stresu, z psychologiem, job coachem i fizjoterapeutą, ale oprócz tego dostałam dostęp do ich aplikacji gdzie były elementy z AI do np ćwiczeń uważności, czy innych ćwiczeń do zapanowania nad natłokiem myśli, także to jest już w oficjalnym użyciu w pewnym zakresie. Ale tylko jako dodatek. Psycholog czy psychiatra ocenia nie tylko treść, ale też mowę ciała, ton głosu, przerwy w wypowiedzi, mimikę itd. Tego ChatGPT z oczywistych przyczyn nie zrobi. Owszem, jako model symulacji lingwistycznej na pewno umie wyłapać np specyficzny dobór słów, składnię, logiczną spójność wypowiedzi, a te informacje naprawdę dużo mówią o tym, co niedopowiedziane, ale jednak widok rozmowy „na żywo” to kopalnia wiedzy dla specjalisty.
  23. Najczęstsza przyczyna szybkiego tętna to przewlekle odwodnienie. Najpierw upewnij się, że wypijasz 2 litry wody dziennie przez co najmniej tydzień, a potem sprawdź znów tętno. Nerwica tez oczywiście podnosi tętno, bo taki jest efekt działania hormonów stresu. Tętno da się w takim wypadku obniżyć prostymi ćwiczeniami oddechowymi.
  24. Ja też płacę 350 za każda wizytę, ale warto. Mój lekarz nie jest typem marketingowca, który traktuje pacjenta jak klienta i skacze koło mnie, bo płacę. Jest profesjonalny, jest miły, ale od razu powiedział, że nie wypisuje recept, które uważa za bezpodstawne, tylko dlatego, że wizyta w jego przychodni jest droga. To mi się spodobało, bo chciałam specjalisty a nie receptomatu. Mam lekarza, który mnie słucha, jest otwarty na moje sugestie, zawsze omawia ze mną opcje leczenia, ale ostateczna decyzja należy do niego. Mówi też uczciwie, kiedy np uważa, że jego zalecenie wydaje mu się najlepsze, ale oczywiście jest ryzyko, że się nie sprawdzi.
  25. Porozmawiaj z lekarzem, czasem można przepisać jakieś leki, które działają od razu, ale można je brać krótko, bo uzależniają. Coś na sen i coś na lęki. I zwykle można to połączyć z lekiem, który potrzebuje trochę więcej czasu na zadziałanie, ale można go brać wg potrzeb, kilka miesięcy czy nawet lat. Ale musisz też się dowiedzieć co Ci jest i dlaczego tak się czujesz.
×