No ale to można podciągnąć co nie. Ja też ja sie uczę angielskiego to nie dlatego, że to kocham tylko liczę na to że mi się to przyda. Czyli ogólnie na co zdecydowałaś się poświęcać czas?
Ja wczoraj zostałam dużej w pracy. Wyraźnie zauważyłam, że chociaż zrobilam to co chciałam dokończyć to wydajność była mizerna, byłam już zmęczona. To się chyba nazywa stażenie się .
Tylko kto sobie może pozwolić na to żeby "nie jeździć na mokrej nawierzchni". Życie sie toczy niezależnie od tego jaka jest pogoda. Wiadomo można jak jest mokro przesiąść się na autobus, tylko co w przypadku jak pojechało sie w jedną stronę i mokro nie było, a jak chce się wracać to już jest, albo warunki zmieniają się w trakcie jazdy.
Dobrze spie. Nie mam żadnych problemów ze snem, nie budzę się w nocy. Mój lek od psychiatry (Anafranil) moze powodować senność, ale na tygodniu daje sobie radę.
Sobota w łóżku na przemian budzenie się i spanie + wstawanie żeby coś zjeść i pójść do toalety.
Niedziela: w łóżku do 14.30.
Powoli zaczynam się z tym godzic że w weekend odsypiam tydzień + przez ostatnie 3 niedzielę jeździłam w odwiedziny, wiec po tym też musiałam się zregenerować.
Byłam na angielskim. Mój korepetytor głównie cytuje książkę dla nauczycieli ..., od czasu do czasu, poprawi mnie jak coś źle wypowiem i w sumie tyle. Gdybym miała na tyle samozaparcia, żeby się samej uczyć, to myślę, że niewiele bym straciła.
Ależ mnie irytuje taka postawa .
U mnie dziś tak sobie. niby ok, ale było kilka ale... .Poranek była słaby, bo spadły mi kluczyki między fotele w samochodzie i miałam problem z ich wyciągnięciem, potem żyłam o kawie i herbacie do 17.30.
Teraz już zjadłam i za niedługo wybieram się na angielski.
Dlaczego?
Mam z zapasem ustawiony budzik, tyle że u mnie jest duże ryzyko, że jak nie wstanę od razu tylko pomyślę, że jeszcze sobie tylko trochę poleżę to zasnę.