Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. deader

    Filmy i seriale

    TAK! Biedne "Blue Monday" D: Jak i Shaun i Hot Fuzz ci się podobały to śmiało sięgaj po "Koniec świata" :)
  2. deader

    Filmy i seriale

    Nawet nie wiedziałem, że jedna z moich ulubionych komedii jest częścią tryptyku, znanego jak "Cornetto Trilogy" ale wczoraj się dowiedziałem i obejrzałem pozostałe części. Jedną widziałem już wcześniej, też nie mając pojęcia że jest częścią jakiejś całości, film trzeci widziałem po raz pierwszy w życiu... ale na pewno nie ostatni! Generalnie wszystkie te filmy są komediami, wszystkie są do bólu angielskie, wszystkie są w mniejszym lub większym stopniu parodiami/pastiszami poszczególnych gatunków amerykańskiego kina i we wszystkich jako główni bohaterowie występuje duet Simon Pegg i Nick Frost. "Shaun of the Dead" (2004), znany jako "Wysyp żywych trupów", to oczywiście - co zapowiada już tytuł - zombie w krzywym zwierciadle. Na tyle dobrze zakrzywionym że mile połechtany ich dziełem Geore Romero zaprosił Pegg'a i Frost'a do wystąpienia w jego kolejnym filmie o nieumarłych. Oprócz bycia filmem o najeździe żywych trupów, "Shaun of the Dead" jest także po trosze (na szczęście niezbyt nachalnie) komedią romantyczną, gdyż Pegg oprócz przetrwania apokalipsy (którą, na marginesie, bohaterowie na początku biorą za efekt potężnego skacowania współmieszkańców ), próbuje także udowodnić swojej dziewczynie że jest jej warty. Beka śmiechu, beka zabawnego gore, świetny ciapowaty Dylan Moran w drugoplanowej roli - bomba! To właśnie ten film znam najlepiej, ale czy uznam go za najlepszy z trylogii - to wykażą kolejne seanse "nieznanych" części "Hot Fuzz" (2007), znany jako "Ostre Psy", to z kolei sarkastyczne spojrzenie na filmy o policjantach. Tym razem Pegg gra właśnie "psa" - najlepszego ze swojego rocznika w Akademii, perfekcyjnego strzelca, biegacza, zdobywcę podwójnego dyplomu na Uniwersytecie Cantenbury z politologii i socjologii, świetnego kierowcę, mistrza szachowego, zdobywcę Honorowej Pałki - krótko mówiąc: asa. Asa na tyle promieniejącego zajebistością, że na jego tle kiepsko zaczęła wypadać cała pozostała londyńska policja, w skutek czego przyszykowano dla niego przeniesienie do Sandford, Gloucesterchire. Malutkiego, prowincjonalnego, angielskiego zadupia Senna wieś nie miała nigdy tak zaangażowanego w swoją pracę policjanta, co zaczyna odczuwać dosyć szybko. I nie każdemu się to zgoła podoba... W tym filmie fabuła jest jednym z najważniejszych i najlepszych elementów, zarówno śmieszna, diablo inteligentna jak i świetnie upleciona - nie będę więc nic zdradzał a tylko gorąco zachęcam do przekonania się na własne zmysły Warto może dodać "na zachętę" że sporą rolę drugoplanową gra Timothy Dalton - i gra świetnie! Na ekranie pojawia się też Peter Jackson, ale browara stawiam temu kto go "wypatrzy" nie korzystając z Google Ponadto film aż kipi od dowcipów, mój ulubiony krytyk zauważył że za pierwszym obejrzeniem nie sposób nie przeoczyć kilku okazji do śmiechu. Potwierdzam I polecam "The World's End" (2013), znany jako "To już jest koniec", zaczyna się niczym kolejna wariacja "Kac Vegas" ale na szczęście w 1/3 filmu następuje zwrot akcji i obraz staje się pastiszem amerykańskich filmów lat 50-tych i 60-tych mających korzenie w amerykańskiej antykomunistycznej paranoi i atmosferze zimnej wojny. Tytułowy "Koniec Świata" (cóż, nie moja wina że tłumacz dał ciała ) to knajpa w Newton Haven, kolejnej angielskiej dziurze. Leży na końcu Złotej Mili, czyli barowego szlaku, który bohaterowie filmu wytyczyli sobie w 1990 roku, w dniu ukończenia liceum. Celem wyprawy było zaliczenie wszystkich 12 miejscowych pubów, aby uczcić "początek nowego życia". Chłopakom udało się dotrzeć "zaledwie" do dziewiątego baru, mimo to uznając noc za udaną i za najlepszą w życiu. Jednak dla przywódcy grupy, Gary'ego King'a (w tej roli Pegg) dokończenie legendarnego szlaku staje się swoistą obsesją i po niemal ćwierćwieczu skrzykuje ekipę z powrotem, aby jeszcze raz przemierzyć Złotą Milę. Ponownie, nie będę się rozpisywał o fabule, gdyż scenariusz jest świetnie napisany, a dowcipy trzymają poziom poprzedników, z tą może różnicą, że częściej serwowany jest nam humor "dialogowy" niż wizualny. Wszystkie trzy filmy łyka się "bez popitki" i jak ktoś ma niską samokontrolę (jak ja ) to włączenie pierwszego filmu wieczorem może poskutkować niewyspaniem lub spóźnieniem do roboty, gdyż po jednym filmie ma się ochotę na jeszcze i jeszcze i jeszcze No i na koniec - czemu filmy te określa się jako trylogię, skoro oprócz obsady i - ogólnie - gatunku nie łączy je praktycznie nic, oraz czemu taką dziwaczną nazwą? Jest to kolejny żart ekipy odpowiedzialnej za filmy W każdym bowiem na ekranie pojawia się na moment... lód-rożek marki Cornetto W dramatycznie naciągany sposób nawiązano do "Trzech Kolorów" Kieślowskiego, ponieważ lód w każdym filmie ma kolor kojarzący się danym obrazem: w "Shaun of the Dead" mamy Cornetto truskawkowe, czyli czerwone, kojarzące się z krwia i flakami nieodłącznie powiązanymi z zombie; w "Hot Fuzz" "występuje" klasyczne Cornetto w niebieskim opakowaniu, oczywiste nawiązanie do policyjnego klimatu. W "The World's End" mamy kolor... tu się wstrzymam, bo to by mogło zespoilerować film, ale zapewniam - pasuje Zaprawdę polecam cały tryptyk!
  3. A to niby dlaczego..? A to dlatego, że, jak najładniej to podsumowała autorka tematu: I to jest święta prawda i to jest coś o czym wielu ludzi (nie tylko kobiety, facetom też się zdarza) nie chce dla własnej wygody pamiętać. "Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci" - czyż nie tak jakoś to leciało..? To w moich oczach jedne z niewielu sensownych rzeczy których ludzi uczy religia, tymczasem ludzie dzisiaj zdają się mówić: "pieprzyć to, jak coś się psuje to zwijam manatki zamiast próbować naprawiać". Nie twierdzę że należy wobec tego trwać do końca ślepo nawet jak gość bije żonę trzy razy dziennie, ale - dżizas, kobieta nie jest po kilku latach maltretowania, tylko od kilku miesięcy jej facet jest nadwkurwliwy! Nie sądzisz że to nieco zbyt naciągany powód do tego żeby odchodzić? Skazać dziecko na sieroctwo, bo "mój mąż miał problemy których nie próbowałam nawet znieść"?? Rany, cieszę się że są jeszcze takie babki jak ZmartwionaŻona bo podtrzymują we mnie jakieś strzępy wiary w ludzkość, przez kobiety o takim nastawieniu jak Nastia ludzkość wymrze. Ja osobiście uważam że odejście w takim momencie to chamstwo bo zostawia się (ponoć) ukochaną osobę z problemem sam na sam. Gdyby pewna tępa cipa zechciała 10 lat temu nieco poczekać z odejściem to z dużym prawdopodobieństwem bym tutaj nie trafił. Oczywiście, miło was wszystkich poznać i tak dalej, ale obiektywnie rzecz biorąc wolałbym nie musieć się tu znajdywać. te 10 lat temu potrzebowałem wsparcia w chvjowatym momencie, wsparcie odeszło, a problemy + głupota + brak nadzoru = większe problemy.
  4. Pieniądze są związane bezpośrednio z pracą, więc wykreślam to jako że należy do tej samej "kategorii". Czyli mamy zredukowaną ilość domysłów do konkretów: praca i śmierć w rodzinie. Jedne z najczęstszych przyczyn "pojebania". Praca na budowie jest jaka jest, dość koszmarna, zwłaszcza jak ktoś ma nieco pod kopułą a musi przebywać w towarzystwie innego sortu. Śmierci nawet nie komentuję bo i po co, każdy wie że śmierć jest przejebana. Nie dziwi mnie też tym bardziej że do psychologa/psychiatry nie chce się wybrać. Zmuszanie, namawianie itd. = bezsens, człowiek musi czegoś sam chcieć żeby sobie pomóc. Jedyne co możesz obecnie tak naprawdę zrobić to wyznaczyć swoje "terytorium" żeby facet wiedział na ile może sobie pozwolić. Albo od niego odejść, co w tym przypadku było by strasznym draństwem.
  5. Taki mały wtręcik: może nie być tak łatwo, kumpel ze dwa lata temu zrobił prawko na tiry i nigdzie roboty nie znalazł bo szukają zawsze kogoś z doświadczeniem. No a jak ma niby nabyć doświadczenie, kupić tira i sobie pojeździć?? Więc oby rzeczywistość nie wkurviła go jeszcze bardziej... Ja bym się zastanawiał czy w takiej pracy w której nie ma go w domu 5 dni w tygodniu - nie zaczął sobie czymś "pomagać". Tym bardziej "patrz wyżej". Też uważam że najczęściej prawda okazuje się banalna. Nigdzie nie napisałaś - albo ja nie doczytałem - jaką ma twój facet pracę. Co w niej robi? Praca to jedno z najbardziej stresogennych draństw na świecie i tam zacząłbym szukać odpowiedzi. C'nie? Więcej się dowiesz jakie problemy ma ten kto doradza niż sensowną poradę usłyszysz
  6. deader

    Wkurza mnie:

    Wziąłem poniedziałek i wtorek wolne bo chory się czułem. W poniedziałek rano dzwoni gość z roboty z informacją że prawdopodobnie poszło się je****ć zlecenie za 2 tysie z powodu mojego małego głupiego błędu. Dziś z drżącymi nogami wczołgałem się do firmy żeby się dowiedzieć że kwadrans po telefonie w poniedziałek okazało się że zlecenie wcale nie poszło się kochać, wszystko jest OK - a ja nie spałem po nocach z nerwów zastanawiając się jak ja się z tego wypłacę. Nożeszkurfajegojebanamać nie mógł ćwok zadzwonić i mnie oświecić?? Matko, jak ja nienawidzę ludzi!!!
  7. Ja też, ale właśnie dlatego nie ma co mówić że "wszystko możliwe jest gdy tyyy, oo-ooo"... No i nie twierdzę że należy chodzić ubrany jak ten przytoczony lump, ale tak jak lump w garniturze nadal będzie lumpem, tak gość w sweterku nawet w najmodniejszych ciuchach nadal pozostanie wewnętrznie gościem w sweterku. Najlepszym przykładem - mam nadzieję że się nie obrazi, bo niby nieładnie tak wystawiać przed szereg, niemniej wielokrotnie z dystansem sam się tu wielokrotnie o tym wypowiadał, więc mniemam że siary nie będzie - carlos, który ma wszystko co potrzeba na swoim miejscu (widziałem na zlocie, gdyby ktoś się chciał dopytać "a skąd możesz wiedzieć") a jednak ma z laskami posuchę. Naturalnym odruchem będzie skontrowanie tego stwierdzeniem że przyczyna musi leżeć w charakterze. OK, może i tak jest, ale popatrzmy realnie: w pewnym wieku naprawdę niełatwo już się "zmienić". Może jakiś tam procent ludzi jest w stanie, ale tylko procent. Dla reszty - gadanie o zmianie jest jak kopanie leżącego. Ponownie, przyznaję pająkowi rację że najlepiej zrobi zmywając się z tego tematu - nie chodzi mi absolutnie o to że mam do niej jakieś "halo", nie, po prostu tak jak w temacie "Jęczarnia" nie wypada wpaść i zacząć dosrywać każdemu że jego problemy są gównoznaczące, tak i tutaj trochę nie wypada wchodzić i głosić kazania o tym że "trzeba próbować". Nie wiem, może się mylę, ale zakładam że jednak większość z tutaj aktywnych prawiczków i facetów bez żon/dziewczyn/kochanek jednak próbowała tylko nic z tego nie wyszło. A człowiek nie Syzyf, po którymś razie naprawdę można się wściec na to że kamyk znów się stoczył.
  8. Ja akurat nie jestem takim ortodoksyjnym starwarsowcem, ale w swoich ulubionych markach nie znoszę "złych" zmian. Zabieram się za "Bastion", 1200 stron, nie jest tak tragicznie
  9. Pierwszą rzeczą którą by zrobili pracodawcy po wprowadzeniu pełnej wolności to zgadaliby się i ustalili płacę maksymalną a jakby ktoś chciałby się wyłamać to kilku wynajętych dresów połamało by mu nogi i na tym by się skończyło. Taka opcja doprowadzi do powstania legalnej, jawnej mafii. Monopol na wielką skalę - nieunikniony. Ludzie pracujący po 12 godzin za grosze - nieuniknione. Nie wiem czemu tak bardzo uparliście się żeby wmawiać nam czy sobie że nie rozumiemy mechanizmów rynkowych Rozumiemy. Tylko że mechanizmy rynkowe zachodzą w pewnych określonych warunkach - i w różnych warunkach będą zachodziły inaczej. My się obawiamy takiego scenariusza jak przytoczyłem powyżej - uważam że jeśli wprowadzić takie środowisko dla rynku jak proponuje ruch liberalizmu gospodarczego, to rzeczywistość nie będzie wyglądała tak różowo jak na papierze. Jednym z ulubionych moich absurdów pana Korwina jest to, że jak twierdzi - tak będzie dobrze bo 100 lat temu robotnik mógł ze swojej pensji utrzymać całą rodzinę. To ładnie wygląda na papierze, ale jak się poczyta o tym jak w praktyce wyglądało to "utrzymanie"... Jak wyglądał poziom życia robotników a jak pracodawców... To człowiek który ma trochę oleju w głowie stuknie się w nią porządnie i stwierdzi że to nie jest rozwiązanie na dzisiejsze czasy Nie całkiem rozumiem co masz na myśli pisząc "Gdyby racje mieli socjaliści , to wszyscy ludzie w Polsce zarabiali by pensje minimalna"...? Przecież my mamy rację, tylko nie mamy władzy A gdybyśmy ją mieli, to faktycznie każdy zarabiałby co najmniej pensję minimalną, i byłaby wyższa niż te 1200 zeta. Fajnie dla twojego brata, niech mu szatan w dzieciach wynagrodzi, ale tak się składa że informatyków jest niewielka część w społeczeństwie, większość ludzi pracuje w prostszych zawodach, za dużo mniejsze pieniądze i zapewniam cię, że słyszą zupełnie odwrotnie niż twój brat: "Chcesz podwyżkę? Ciesz się że cie w ogóle trzymam na takiej pensji, setki ludzi chciałoby przyjść na twoje miejsce. To co, zamykasz dziób czy rozwiązujemy umowę?". True story, man. -- 26 lip 2014, 14:47 -- Nie ma na świecie idealnej prostej, ale to nie znaczy że nie należy stawiać jej za wzorzec Człowiek który idzie na studia powinien nie mieć problemów z nauką. To przez upowszechnienie studiów i parcie na wyższe wykształcenie pojawiło się zjawisko "styranego studenta", bo idą na studia ludzie którzy wcale nie muszą. To tak jak z byciem szefem albo podwładnym - każdy ma inną naturę, ja się nie pcham na stanowisko kierownicze bo to nie dla mnie, ktoś inny nie pcha się na moje stanowisko bo to nie dla niego. Jest to jedna z największych niesprawiedliwości jeśli do pracy przychodzi ktoś dopiero rozpoczynający swoją drogę zawodową i na starcie mu udupiają połowę tego co normalnie by dostawał na swoim stanowisku - "bo młody jest". Z pewnymi zjawiskami, jak nieróbstwo, należy po prostu walczyć, a nie deklarować na tej podstawie że cały system jest do dupy. Poza tym szczerze mówiąc to wydaje mi się że socjalizmy upadają przez to że ktoś mami ludzi "wolnością". U nas dodatkowo mam wrażenie że dużą rolę odegrała religia, ludzie obalili komunę bo komuna nie lubiła kościołów.
  10. deader

    Kącik gracza

    monk.2000, nie, nie, TO wydanie o którym mówisz to i dla mnie tylko swego rodzaju obiekt westchnień Bo tobie chyba chodzi o to: a ja kupiłem sobie samego Obliviona, edycję z okazji 5-tej rocznicy premiery: także trochę skromniej Dorwałem za 25 złotych na allegro, więc "zaszalałem" A te full wydanie całej sagi na PC to owszem, chętnie bym sobie sprawił, problem w tym że kasa, kasa... Drogie to Skyrim by i mi co prawda na moim kompie nie poszedł, ale jestem stety lub niestety estetą i to draństwo po prostu przepięknie się prezentuje, chętnie bym sobie postawił na półce... Może kiedyś. Tylko że ta edycja będzie tylko drożeć a nie tanieć, bo limitowana... Dylematy :/
  11. deader

    Kącik gracza

    Kupiłem za grosze The Elder Scrolls: Oblivion 5th Anniversary Edition czyli wydanie "full wypas" ze wszystkimi dodatkami. Jeśli nie zostanie tylko ozdobą półki to czeka mnie prawdopodobnie kilka miesięcy porządnego "wessania"...
  12. Polecam serial "IT Crew" w takim razie :) -------------------- Przyszły mi kupione za kilka złotych brakujące części "Obcego" z kolekcji Newsweeka
  13. Szkoda tylko że głupi Disney po przejęciu marki ogłosił wszystkie te dzieła jako niekanoniczne, jedną parafką zawalając ogromny wszechświat tworzony przez rzesze ludzi U mnie na stoliku: Feliks W. Kres "Galeria dla dorosłych", świetny poradnik traktujący o tym jak nie pisać książek.
  14. deader

    Wkurza mnie:

    Mnie wkurza każdy niezależnie od płci kto próbuje się wciskać z obojętnego powodu, kolejka to kolejka. Inna rzecz że naprawdę kurwicy można dostać przez niezdecydowanych ludzi, dżizas, jak idzie się do sklepu to się idzie po coś a nie idzie się do sklepu i zastanawia co by tu dzisiaj kupić... Jak to kiedyś trafnie podsumował Tomasz Beksiński: wkurviają mnie ludzie cierpiący na rigor mortis za życia PS. Takie płacące dziecko to skarb
  15. deader

    Wkurza mnie:

    Co za skretyniały idiota wpadł na pomysł żeby w aptekach sprzedawać także kosmetyki?? Zawsze muszę trafić na jakieś babsko które przez kwadrans nie może się zdecydować czy wziąć Gripex zwykły, czy extra, bo przecież ten ekstra pewnie lepiej działa ale jak jest ekstra to też pewnie od razu powoduje marskość wątroby, udar słoneczny, zgagę i zawał; a jak już się zdecyduje to zaczyna się /w chvj cenzury/ zastanawiać czy taki a sraki szampon jej włosów nie poniszczy... NOŻESZKURFAMAĆ normalnie cieszę się w takich momentach że nie ma w Polsce zezwolenia na posiadanie broni bo przy którejś takiej akcji strzeliłbym w łeb albo tej babie albo sobie
  16. Na pewno, ale śmiem podejrzewać że śmierdzące skarpety są jednym z mniejszych problemów chłopaków tutaj...
  17. Nie przesadzajmy z rzucaniem pomówień. Myślę że fakty wystarczą Mamy do czynienia z panią która ma mnóstwo porad dla prawiczków, ale niekoniecznie ma ochotę przyjechać jakiegoś rozprawiczyć. Z panią, która twierdzi że "wystarczy trochę chcieć", ale jak zagłębić się w jej wypowiedzi to te "trochę" nie jest takie "trochę" ponieważ facet w jej oczach żeby stracić dziewictwo musi mieć pracę ("po chjuj mam coś próbować dalej, wygdnie mi, mamusia z tatusiem płacą, rentę mam"), musi mieć wygląd bardzo szczegółowo jej odpowiadający (zaczęło się od "ubiór + higiena osobista są kurfa ważne" ale potem już bardziej szczegółowo do Dobermana "Fryzura i styl ubierania (ten dres z ogródka....BUUUUUU), spojrzenie w stylu - nie bijcie i ...nie chcę żyć"), dodatkowo to facet najwyraźniej musi się o nią starać ("Ja pieOLE...zostanę starą panna z takimi facetami jak dziś 0_o") mimo tak rozwrzeszczanego dzisiaj "równouprawnienia" Podsumowując: absolutnie nie twierdzę że dziewczyna nie ma racji. Wręcz przeciwnie. Ma racji sporo. Ludzie mają spore wymagania jeśli chodzi o płeć przeciwną, każdy inne dodatkowo, i gadanie o tym że to takie proste to tzw. pieprzenie o Szopenie. Trzeba mieć warunki i do tego trzeba mieć trochę farta. Najbliższa prawdy i sensowności jest wtedy kiedy mówi że zmywa się stąd bo nic nie pomoże - i tu się z nią zgadzam, ludzie mają tendencję do kolorowania świata, ale fakty są takie że nie każdemu będzie to dane i w dodatku nie każdy wcale ma taką sytuację z własnego wyboru. Są pewne przypadki nieuleczalne i nie ma co im robić nadziei że wystarczy nowy fryz i ciuch a panny ustawią się w kolejce do łóżka. Za to twierdzenie że "wystarczy się zmienić" jest równie sensowne co "wystarczy podnieść 100 kilo". Oczywiście że zmiana by pomogła, ale wkurvia mnie jak ktoś minimalizuje tą kwestię. To tak jakby pająkowi doradzić żeby przestała zwracać uwagę na fryzy, ciuchy, renty, śmierdzące pachy i "po prostu to olała". Krótko mówiąc - bullshit, bo zmienić własny charakter i wymagania odnośnie płci przeciwnej to nie jest jak pstryknąć palcem, to jest cholernie ciężkie tyranie, w dodatku nie do osiągnięcia w tydzień, miesiąc czy rok.
  18. -- 25 lip 2014, 07:09 -- [videoyoutube=FCAuFzlWuLc][/videoyoutube]
  19. Nie było śmieciówek ludzie robili na czarno, choc tez spora część robi nich zamiast normalnego etatu bo to taniej pracodawcy wychodzi. Korwin chce aby wszyscy robili jak na smieciówkach a nawet jeszcze dalej bo nie chcę odprowadzać od pensji ZUS-u i składki zdrowotnej. Wg Korwina zarobilibyśmy wtedy co najmniej 2 razy więcej i każdego by było stać na prywatną służbę zdrowia i edukację za którą i tak często płacimy i tak mimo składek, ale znając naszych wspaniałych pracodawców tak różowo by nie było. Za pensję do łapy na poziomie 2,8 tys pracodawca ponosi koszty 4,8 tys ale nie chce mi się wierzyć że te całe 2 tysiące by trafiły do pracownika a nie chciwych łap kapitalisty. Otóż to, dlatego uważam że świat który proponuje pan Janusz jest pod tym względem piekłem. On często powołuje się na Chiny jako swego rodzaju wzór... i taką samą melodią śpiewa mój szef Więc sorry, nie, dziękuję Też myślę że ludzie wcale nie zarabialiby więcej, jedynie pracodawca by sobie zostawiał więcej. To jest właśnie ta kapitalistyczna "wolność" - przecież gdyby dzisiaj wprowadzić takie zasady bez uprzedniego zrównania wszystkiego z ziemią, to wszyscy stali by się "wolnym" niewolnikami, bo teoretycznie każdy mógłby otworzyć swój biznes, a w praktyce udupiła by go szybko korporacja która jest na rynku od lat. Więc - z powrotem z własnego biznesu do roli pracownika, tylko dymanego z jeszcze większym uśmiechem szefostwa
  20. Dokładnie, niech się rozmnażają we własnym sosie
  21. To się właśnie nazywa "katol", "katol" to ściemniający katolik. Przecież nie każdy katolik jest katolem, nawet ja to muszę przyznać "Katol" to innymi słowy ćwok który zasłania się religią kiedy jest mu to na rękę.
  22. Nope, całkiem zrozumiałem, plus ja nie twierdzę wcale że mam jakiś problem z kobietami. Po prostu nie mogłem już dłużej czytać tego pieprzenia że "wystarczy chcieć" bez zareagowania A dla mnie tak - jak widać nie wystarczy "chcieć", trzeba jeszcze być odpowiednio "zgranym" w pewnych kwestiach, ot, choćby takich jak opinie o ubiorze...
×