Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. Arhol, czyli nie ma tragedii jeśli chodzi o długość. Trochę jakby jakąś trylogię czytać (czy kwadrylogię - coś mi się kojarzy że książka jest podzielona n cztery części). Gratulacje, uchylając melonik, oczywiście przyjęte i docenione . Przydatny skill, nie powiem carlosbueno, jak nie czytasz Kinga zbyt często i interesuje cię tylko "kwintesencja", to polecam klasyczne "Lśnienie" - moim zdaniem wzór horroru.
  2. Kto powiedział że na dwa? Można na więcej Moim wymarzonym światem jest ten przedstawiony w "Nowym Wspaniałym Świece" Huxley'a a tam eugenika doprowadziła do powstania podajże siedmiu klas ludzi. Nie może być tak że są tylko robole i tylko mózgowcy. Tak chce kapitalizm Ale na chwilę poważniejąc - moim zdaniem Intel słusznie napisał że z powodu genetyki społeczeństwo idealne jest niemożliwe. Skoro tak, to na tym polu należy coś działać. Nie chodzi o to żeby od razu rach-ciach podzielić ludzkość na Nad- i Podludzi w ciągu tygodnia. Ale myślę że dobrym pomysłem dla ludzkości jest rozwój tej dziedziny medycyny. To stwarza olbrzymie możliwości. Jeżeli udałoby się nam przykładowo operować na genach kilkudniowego płodu i już na tym etapie "naprawić" DNA jeżeli badanie wykaże że u dziecka mogą pojawić się wady wrodzone - to czy nie byłby to krok naprzód? Chyba tylko wielbiciele Chazana byliby przeciwni Myślę że na przestrzeni kilku pokoleń można by w znacznym stopniu zmniejszyć liczbę ludzi "ze skazami". Wyobraźcie sobie co by było gdyby takie możliwości były przy waszych narodzinach - i czy nie chcielibyście żeby wasi rodzice zapobiegawczo poprosili lekarza o "naprawienie" kilku miejsc w waszym kodzie genetycznym, przez co żaden z nas nie cierpiałby nigdy na depresję, nerwicę, schizofrenię, nie miał skłonności do picia czy ćpania? Oczywiście mówię to trochę na wyrost - takie prawo science-fiction - bo nie dam głowy czy naukowo dowiedziono powiązanie DNA z nerwicą a nie chce mi się szukać teraz (ale jestem pewien że jeśli nie udowodniono, to przynajmniej środowisko naukowe mocno skłania się ku opinii że alkoholizm może być dziedziczny), ale chodzi mi o samą ideę.
  3. Oczekuję troszkę chyba tego czego się można po tej książce spodziewać, można powiedzieć że użyłem cheata bo pomijając jakiekolwiek kwestie fabuły, to poczytałem troszkę o samym dziele i wiem już że nie należy się spodziewać horroru tylko raczej czegoś post-apokaliptycznego; jak dobrze pamiętam, ktoś określił książkę "studium ludzkości po zagładzie która wybiła 94% populacji". To mi nawet pasuje, bo King specyficznym pisarzem jest i zadziwiająco wiele jego książek które uważam za najlepsze - nie są typowymi opowiastkami o duchach, a już te bez elementów nadnaturalnych ("Misery", "Wielki Marsz", "Skazani na Shawshank", "Ciało"...) są w ogóle najlepsze Przeraża mnie jedynie nieco fakt że wiki podaje długość ekranizacji... 6 godzin i 6 minut (pewnie i 6 sekund do kompletu). Holy fuck, albo ekranizacja jest tak rozciągnięta jak Kingowa wersja "Lśnienia", albo książka jest w pytę długa... Co do wydania to tu nie będę miał problemów i dylematów, gdyż mam zamiar chapnąć ebooka w oryginale Kończę właśnie "Misery" nietłumaczoną i stwierdzam z radością że King pisze konkretnie, językiem niezbyt kwiecistym. Co ktoś może uznać za wadę i minus dla pisarza, ale dla mnie, czytelnika, to jak najbardziej plus King to prawdziwa fabryka opowieści z dreszczykiem, to fakt Ale muszę przyznać że raz na jakiś czas wydaje coś co wybija się ponad jego kingowskie standardy. Większość wymieniłem już wyżej, ponadto słyszałem że wręcz przezajebistym cyklem jest "Mroczna Wieża". Która też mnie kusi i na pewno kiedyś przeczytam. Jak tylko będzie czas
  4. deader

    Ebook.

    Jeśli potrafisz posługiwać się forum, to będziesz potrafił obsłużyć tablet czy kindla, nie martw się :)
  5. deader

    Filmy i seriale

    Przerwałem na chwilę katowanie Kinga i obejrzałem film z serii która nigdy mnie nie interesowała, w dodatku od razu czwarty z kolei z pominięciem początkowych. "Bride of Chucky". Oh. My. God. Dawno tak się nie uśmiałem. Zajebisty film. Muszę zaznaczyć że nigdy seria "Child's Play" czy jak kto woli "Laleczka Chucky" nawet czysto historycznie mnie nie interesowała (zdarza mi się oglądać filmy które mi się niekoniecznie podobają ale "z obowiązku" bo były np. pierwsze w swoim gatunku a wypada takie rzeczy znać), ani teraz ani za dzieciaka, ot, jakoś mordercza laleczka wydawała mi się dość głupim pomysłem na horror (czy film generalnie). Sama koncepcja brzmi bardziej jak parodia niż sensowny gatunek filmowy. I dlatego część czwarta rządzi! Ponieważ twórcy całkowicie porzucili konwencje z pierwszych części i zamiast silić się na straszenie - poszli w komedię, w samoświadomą autoironię. One liner-y Brada Douriffa rządzą (założę się, przy kolejnym oglądaniu Władcy Pierścieni czy Diuny ilekroć na ekranie pojawi się Grima bądź de Vries, w mózgu przywoła mi się echo "Don't fuck with the Chuck!"), zabójstwa są fenomenalnie przesadzone, sam tytułowy koncept dania Chucky'emu narzeczonej - pomyślany i zrealizowany doskonale. Nawet design laleczek jest zajebisty, Chuck ma całą mordę pospinaną zszywaczami, jest ekstra Dobra metalowa muza jako soundtrack. No i przede wszystkim wiadro czarnego humoru rozlane na to wszystko. Ot, choćby oświadczyny Chucka: [videoyoutube=eu3TdiD5Tw0][/videoyoutube] Przez fanów Laleczki Chucky (o ile jeszcze gdzieś jacyś istnieją ) pewnie posądziliby mnie o herezję, właśnie przez to że film nie stara się być straszny (z tego co wyczytałem, niezadowolenie z komediowego nastawienia doprowadziło do tego że ostatni jak dotąd film z serii, "Curse of Chucky", ponoć powrócił na "poważne" ścieżki; ta, jasssne, poważny film o morderczej lalce, tjaaa...). Cóż, moim zdaniem to plus. To komedia i z takim nastawieniem należy do niej podejść. Nie jest to może horrorowa śmiechawa kalibru "Martwicy Mózgu" czy "Armii Ciemności", ale mogę ją podsumować krótkim: "zapewnia rozrywkę"; a o to przecież w kinie chodzi :) Polecam!
  6. Zbieram się do tego od lat, dosłownie Dobrze wiedzieć że jak zacznę to się nie zawiodę...
  7. Dlatego należy inwestować w eugenikę
  8. deader

    Wkurza mnie:

    Stopień tępopizdyzmu niektórych ludzi mnie przeraża
  9. deader

    Wkurza mnie:

    Ja się zastanawiałem nieraz, zdychając w słońcu czy zamarzając w śniegu, jak wyglądałaby kontrola pogody, gdyby ludzie opracowali taka technologię. Pomińmy szczegóły techniczne, pozostawiając tą "science" w sferze "fiction", zastanówmy się jakby to wyglądało praktycznie. Zakładam że mamy możliwość dowolnego manipulowania pogodą. Pytanie które mnie nurtuje to: jaką byśmy wtedy mieli pogodę? Czy nie macie czasem ochoty latem "pstryknąć palcem" i zrobić jeden dzień zimy? I na odwrót? Z taką technologią byłoby to możliwe. Ale przeszkodą byliby - jak zwykle - inny ludzie. Te podłe kreatury, lubiące inną pogodę niż ja. Te wredoty lubiące grzać się w 30stopniowym upale, te demony w ludzkich ciałach lubujące się w kąpielach w przeręblu. Przecież oni też byliby częścią równania... Czy pogodę wybierano by demokratycznie? Jeśli tak, to jak wyglądałaby demokratyczna pogoda? Czy okazało by się że ludzie lubią stały klimat, czy też przyzwyczajenie z dawnych lat popychałoby ludzi do wysyłania sms'ów regulujących pogodę zgodnie z naturalnym cyklem lato/jesień/zima/wiosna? (Bo że głosowanie odbywałoby się za pomocą smartfona rano to nie wątpię) Czy ludzie lubiliby niespodzianki w postaci "pogody w kratkę", czy jakieś wydarzenia wpływałyby na wybór pogody (np. śmierć prezydenta w samolocie = deszcz, szaro i ponuro)? A może ustalono by odgórne zasady pogodowe, mówiące że w roku potrzebne jest X dni deszczowych, Y dni słonecznych bo inaczej ziemniaków się nie wykopie?
  10. Coś mi zaczęło "śmierdzieć" przy tej kombinacji nazwisk i tytułów, bowiem kołatało mi się że książkowe "The Thing" ani nie nazywało się "The Thing" tylko "Who Goes There" a autorem był John Campbell Ja kończę "Misery" Kinga, po raz pierwszy w oryginale, znakomita.
  11. deader

    Filmy i seriale

    Obejrzałem już dobrą ekranizację Kinga na ten dzień ("Apt Pupil" - świetny Ian McKellen jako SSman odkryty po latach przez ciekawego wojennych zwierzeń licealistę; jak chyba wszystko u Kinga co nie zawiera elementów nadnaturalnych - genialny film) i zastanawiam się jakiego crapa wybrać na wieczór
  12. deader

    Filmy i seriale

    No to jestem po kolejnym "hit + shit" Kinga. Shit: "Desperacja" Hit: "Carrie" (wersja Briana DePalmy) "Desperacja" nie powiem żeby była jakoś szczególnie zła, książka była słaba to i film niewybitny; o dziwo chyba lepszy paradoksalnie od książki. Najśmieszniejsze jest to że "Desperacja" jest bardzo... pochlebna dla religii, tak "Carrie" - całkiem na odwrót. Jako że "Carrie" jest dużo starsza od "Desperacji", to wygląda to tak jakby King się nawrócił na starość. Taka tam obserwacja Dzisiaj kolejne combo: "Christie" i "Maximum Overload" - odpowiednio shit i hit o nawiedzonych samochodach
  13. Sądzę że prędzej przyjdę do was po pracę, a wy mnie wydymacie w dupsko jak na pracodawcę przystało
  14. A kapitalizm wmawia ludziom że najważniejsza jest wydumana "wolność", okupiona poczuciem bezpieczeństwa, oraz że chcącemu nie dzieje się krzywda Kapitalizm opiera się na poprawnych prawach ekonomicznych ale eliminuje całkowicie element ludzki, bo na piedestał wynosi tak na prawdę pieniądz a nie wolność. Uległeś iluzji że socjalizm pozbawia ludzi człowieczeństwa i zmienia ich w bandę robotów, które tyra na szlachtę i jest jeszcze wyzyskiwana. Tyle że to własnie w kapitazlizmie tyrasz na bogatych panów i musisz jeszcze jak ta posłuszna małpka robić to co ci każe właściciel. LOL po pierwsze w większości krajów istnieją partie lewicowe, które jakoś tam z socjalizmu wyrastają, i najlepszym przykładem USA; a po drugie - co to za wyznacznik? Toż to ograniczenie wolności umysłowej, ze się ta wyrażę - "nie robimy tak bo tak się nie robi też gdzie indziej"... Ja bardziej niż wy wierzę w ludzi i w to że gdyby postawić odpowiedni system od zera to mógłby dobrze funkcjonować. Wy wierzycie że ten system się na bank rozpadnie. Myślę że dalej nie mamy się co przekonywać, każdy ma swój punkt widzenia, każdy wywalił tyle argumentów ile mógł, więc wybaczcie żartobliwy ton ale od teraz możemy już tylko podśmiechujki sobie robić Rozumiem wasz punkt widzenia, mam po prostu inny
  15. Dokładnie, tak samo jak przestępcy czy odmieńcy - to są ludzie którzy mają do tego predyspozycje. Jak ktoś ma predyspozycje do pedofilii, to będzie miał, jak ktoś nie ma - to magicznie ich nie nabędzie. Tak samo jak żaden dzieciak nie idzie w Ameryce strzelać w szkole bo grał w gry - on grał w gry i poszedł strzelać bo miał predyspozycje do tego żeby pójść zabijać. Tak samo ty masz predyspozycje do tego żeby martwić się, wręcz wstydzić się za innych ludzi i jakoś świat który jest generalnie mniej empatyczny nie zmienił tego w tobie, a otacza cię od dziecka. Czemu nie stałeś się taki jak inni? Za mało wrednych ludzi dookoła żeby na ciebie wpłynąć? Serio, jeśli masz problemy z tym że pedofilia budzi w tobie nerwicę, to, po prostu - masz problemy. Większość ludzi tak nie ma. Zarzucasz "lewakom" że narzucają swój punkt widzenia, tymczasem robisz to samo, dodatkowo w twoich tezach jest mnóstwo sprzeczności. Ja też jestem przeciwny takiemu systemowi. Jako taki widzę kapitalizm. Który narzuca propagandę że niby jest "wolność", który zabiera pieniądze ludziom którzy ich potrzebują, a dając ją bandzie złodziei którzy w dodatku wymagają od ludzi "odpowiedzialności".
  16. deader

    Wkurza mnie:

    Ząb mi się złamał :/
  17. Że... co?? "Śmieję"? Droga pani, ja mówię właśnie całkowicie poważnie o tym że są kształcone całe rzesze specjalistów którzy w swojej pracy muszą się stykać z takimi przypadkami - i właśnie oni są dowodem na to że to co torres mówi jest... głupie. Pracownicy kostnic, biegli sądowi, psychiatrzy badający sprawcę - oni wszyscy muszą właśnie wczuć się w osobę z którą mają do czynienia, zrozumieć ją, żeby dokonać rzetelnej oceny. Nie ma w tym nic śmiesznego. Gdyby działało to na takiej zasadzie jak torres uważa, to każdy psychiatra badający pedofilów po godzinach śledziłby dzieci na placach zabaw. To nie działa w ten sposób. Chodzi o to że: - co ja generalnie rozumiem, ale obiektywnie: to jest wariactwo. Serio, nie chodzi mi o to żeby obrażać, ale obiektywnie rzecz ujmując: jeśli ktoś tak bardzo wczuwa się w problemy innych ludzi, że negatywnie wpływa to na jego życie, to nie jest to normalne. Niestety, stary, w świecie który proponujesz nie byłoby dla ciebie miejsca, zginąłbyś marnie bo zamiast zajmować się kręceniem biznesu to byś się nerwicował problemami innych ludzi. To jest nienormalne, tak samo jak homoseksualizm który tak potępiasz - odstajesz od większości, od normy, większość nie ma tak rozbuchanej empatii. Tym bardziej dziwi mnie że jesteś przeciwny systemowi który chce zdjąć z ciebie ciężar tych rozkminek, chce zapewnić żeby wszystkim było OK i nie było się czym przejmować; ty postulujesz za światem rządzonym przez stres i niepewność. Jakiś dziwaczny przypadek syndromu sztokholmskiego? Po prostu... nie potrafię rozgryźć tego rozumowania. Oczywiście, że tak. Wystarczy odpalić telewizor, a człowiek może stracić wiarę w to, że ten świat zachował jakiekolwiek pozory normalności. Ale... na telewizorze jest też guzik "wyłącz". Kto ci każe oglądać telewizję? Przecież telewizja jest dla idiotów, przejmujesz się idiotami? Troche mało korwinowe podejście
  18. LOL gdyby tak było to każdy psycholog, prawnik i sędzia byłby znerwicowany I seksuolog, i psychiatra i multum innych... Jest całkiem na odwrót: jeśli możesz złapać nerwicę po tym jak porozmyślasz na temat homoseksualistów - to jesteś nienormalny (obiektywnie, nie obrażalczo).
  19. Robiąc porządki na dysku znalazłem stare opowiadanie mojego autorstwa, do dziś wydaje mi się zabawne, pomyślałem że się podzielę Wybaczcie brak akapitów, forum nie chce obsługiwać tabulatur GŁOS Z ZAŚWIATÓW Wybiła pierwsza w nocy, a Tomasz nadal siedział roztrzęsiony w rogu kanapy. Popiół z papierosa trzymanego w rozedrganej dłoni spadł na obicie. Wytarł go odruchowo, pozostawiając szarą smugę. Nie zwrócił na to większej uwagi. Myślał tylko o tym, że w końcu się doigrał. Przeciągły jęk rozległ się z nieokreślonego miejsca i Tomasz nerwowo podskoczył, wypuszczając niedopałek na dywan. W panice rzucił się aby go ugasić - nie chciał narażać się zmarłej jeszcze bardziej. Powinien był się domyślić, że rozgniewa babcię sprowadzając do mieszkania swoją dziewczynę ledwo trzy dni po pogrzebie. Lata zgłębiania wiedzy o zjawiskach paranormalnych pozwoliły mu dobrze poznać zwyczaje duchów. Co on sobie myślał? Że religijna za życia staruszka po śmierci przymknie oko na jego niepoświęcony przez kapłana związek? Tak bardzo cieszył się z tego że otrzymał w spadku lokum po zmarłej, że czym prędzej chciał się pochwalić tym długo wyczekiwanym społecznym awansem. Niewielu z jego rocznika mogło się szczycić posiadaniem własnego kąta. Obietnice rządzących jak zwykle się nie spełniły; studia, które kusiły intratnymi posadami przyniosły jedynie cotygodniowe wycieczki do urzędu pracy; większość znajomych Tomasza mimo ćwierćwiecza na karku nadal zajmowała pokoje w których dorastali bądź w najlepszym wypadku grupowo tłoczyli się w wynajmowanych mieszkaniach, zrzucając się na czynsz ze swoich lichych pensji z trudem uciułanych na wielogodzinnych zmianach. Miał farta, a przynajmniej tak mu się jeszcze dobę temu wydawało. Pomieszczenia były zapuszczone, wymagały gruntownego remontu, ale nie przejmował się tym. Liczyło się tylko to że nareszcie wyrwie się z rodzinnego domu. Kiedy babcia umarła, czuł smutek i przygnębienie, ale także swoistą euforię. Staruszka od dawna narzekała, że jest tylko ciężarem dla rodziny i twierdziła, że niecierpliwie wyczekuje śmierci. Sumienie miał więc spokojne. Zaraz po złożeniu trumny do grobu zażądał kluczy od rodziców. Od lat mieszkanie było przepisane na niego. Czekanie nareszcie się skończyło. Najpierw poszedł obejrzeć swoje nowe królestwo mając za towarzystwo jedynie skręta schowanego w paczce papierosów. Przekroczył próg, zamknął drzwi i nie zdejmując butów rozsiadł się na stojącym w rogu mniejszego z dwóch pokoi fotelu. Zapalił rozglądając się po ścianach. Wszędzie wisiały krzyże i święte obrazki. Babcia była naprawdę religijną osobą. Tomasz osobiście nie był zbyt bogobojny; wierzył w życie po śmierci, ale nie doszukiwał się w tym zamysłu żadnej wyższej istoty. Wierzył, że przeszedłszy na drugą stronę, staruszka po prostu uwolniła się z okowów ziemskiej powłoki i przychylnym okiem spojrzy na jego plany na przyszłość. Mocno już upalony, podniósł się i rozpoczął przegląd swoich nowych włości. Czekało go kilka miesięcy intensywnego remontowania, ale nie to było teraz ważne. Tomasz nie mógł się doczekać chwili kiedy przyprowadzi do nowego domu Monikę i po raz pierwszy będą mogli kochać się nie przejmując się tym czy przypadkiem rodzice nie podsłuchują ich przez ścianę. Wolność! Omiótł wzrokiem sypialnię, przeszedł do salonu, na koniec zaszedł do kuchni i w zlewie zgasił skręta. Do tekturowego pudła, które przyniósł ze sobą, zaczął składać pozdejmowane ze ścian krucyfiksy i święte obrazki. Jakoś nieswojo by się czuł leżąc w łóżku z Moniką, kiedy z każdej ze ścian spoglądał by na niego ukrzyżowany Jezus. Ostatni raz z uśmiechem rozejrzał się po mieszkaniu i wyszedł na korytarz. Kiedy zamykał drzwi, wydało mu się że dosłyszał niewyraźny jęk. Zamarł, trzymając klucz w połowie drogi do zamka, by po chwili niepewnie nacisnąć klamkę i przez powstałą szparę wsadzić głowę do środka. Jednak dźwięk się nie powtórzył, więc uspokojony zamknął drzwi i z pudłem pod pachą udał się w kierunku śmietnika. Dwa dni później przystąpił do realizacji swojego planu. Wracając autobusem z pracy zadzwonił do Moniki. - Hej, Moniek! – rzucił, kiedy odebrała. - Mam dla ciebie niespodziankę. Zaczniemy weekend w wielkim stylu. - Wielkim stylu? - słyszał w tle szum warszawskiej ulicy, najwyraźniej dopiero wracała z uczelni. - Mam nadzieję ze nie chodzi ci o wypad na pizzę i dwie godziny gadania z twoją matką jak już pójdziemy do ciebie? Przysięgam, twoi starzy zachowują się tak jakby myśleli że nie będziemy mieć siły na seks jeśli zagadają nas przedtem na śmierć. - Nie, nie, słonko - uśmiechnął się mimowolnie. - Tym razem żadnego siedzenia ze starymi. Mówiłem ci, że moja babcia umarła? - zniżył głos żeby współpasażerowie nie uznali go za nieczułego chama. - I że dostanę jej chatę w spadku? No, więc... jest moja. Mam już klucze. Zabieram cię na romantyczny wieczór. Tylko ty i ja w moim własnym mieszkaniu - podkreślił ostatnie słowa. Przez chwilę słyszał w telefonie tylko uliczny gwar. - Czy przypadkiem nie mówiłeś, że to straszna rudera? - w głosie Moniki było słychać powątpiewanie. - Oj tam, bez przesady - zaczął mówić pośpiesznie. - Ritz to to nie jest, ale mamy wszystko, co potrzeba. Najważniejsze, że łóżko jest w miarę nowe - zakończył, próbując nadać głosowi zalotny ton. - No dobra, co tam, wolę chyba tarzać się w karaluchach niż znowu siedzieć z twoją starą. Jak nic, ta kobieta jest straszna, normalnie to faceci narzekają na teściowe ale my będziemy wyjątkiem od reguły. - No to super! - Tomasz postanowił uciąć rozmowę zanim Monika się rozkręci. Im dłużej ze sobą byli, tym częściej temat jego matki pojawiał się w ich rozmowach, a nie chciał, by widmo jego rodzicielki zawisło nad nim w perfekcyjny w zamierzeniu wieczór. - Podskoczę po ciebie koło ósmej, wyrobisz się? - Ta, luz. Właśnie lecę na pociąg. - No, to, do zoba - rzucił po czym się rozłączył. Rozsiadł się na tyle wygodnie na ile pozwalała mu na to gruba baba siedząca koło niego. Nie zwracał uwagi na siaty z zakupami współpasażerki, które przygniatały jego kolano. Tryumfalny uśmiech nie chciał zniknąć z jego oblicza. Na miejscu byli przed dziewiątą. Tomasz przekręcił klucz w zamku, Monika chichocząc dała się przenieść przez próg - i byli już w środku. Oprowadził ją po mieszkaniu, pokazał wszystkie pokoje, po czym zaprowadził ją do sypialni i poszedł do kuchni po zakupione wcześniej wino. Ciut dłużej niż przewidywał siłował się z korkociągiem, po chwili zaś wrócił do niej z otwartą butelką i dwoma kieliszkami. Nie mogła powstrzymać śmiechu kiedy rozlewał im trunek. - No, to teraz zostało ci posadzić drzewo i spłodzić syna - powiedziała rozsiadając się na kanapie. - Dostać w spadku mieszkanie to może nie to samo co zbudować dom, ale kto w dzisiejszych czasach może sobie na to pozwolić? - uśmiechnęła się rozglądając się po pomieszczeniu. - Nie jest nawet tak źle. Myślałam że wszędzie będą pajęczyny i popękane tynki. A tu wystarczy odmalować, może jakąś tapetę położyć... - Podłogę też by się przydało wymienić - rzekł przysiadając koło niej i biorąc łyk wina. - Łazienka cała do odnowienia, te meble docelowo trzeba będzie wypieprzyć bo czuję się jak w skansenie peerelu... Ale, generalnie, najważniejsze że masz teraz faceta z mieszkaniem. To chyba lepsze niż samochód, nie? - zapytał, lubieżnie gładząc ją po kolanie. - Oj weź się tak nie podniecaj - powiedziała, żartobliwie strącając jego rękę. - Samochód też by ci się przydał, mam dość twojego narzekania na ludzi w autobusach. - Wszystko w swoim czasie. A skoro już mówimy o odpowiednich chwilach... - Odstawił kieliszek na podłogę, wplótł dłoń w jej włosy, przyciągnął jej głowę do siebie i pocałował. Odwzajemniła pocałunek, po chwili jednak z chichotem oderwała się od niego. Tomasz przez moment patrzył na nią zdezorientowany, ale po sekundzie dostrzegł o co chodziło: Monika wykręciła rękę w dziwnej pozycji mając zajętą jedną dłoń kieliszkiem. Odstawiła go i po chwili obściskiwali się na kanapie, podnieceni nową dla nich sytuacją. Nagle Tomasz odskoczył od niej. - Co? - zdziwiła się. Na jego twarzy malowało się zdumienie. - Słyszałaś to? - zapytał zaskoczony. - Niby co? - Bo ja wiem? Jakby jęk czy coś... - Tomasz rozejrzał się niepewnie. - Nic nie słyszałam. Tomasz zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Sięgnął po kieliszek, wypił łyk wina. - To na czym skończyliśmy? - zapytał zalotnie. Znów wtulili się w siebie, Tomasz oderwał się od ust Moniki i zaczął całować jej szyję. Po chwili jednak gwałtownie odsunął się od niej. - Znowu! - Co "znowu"?! - Ten dźwięk! Monika popukała się w głowę. - Tak, jasne, to twoja babcia wróciła z zaświatów powkurzać nas, bo liżemy się na jej łóżku. - Przestań! - obruszył się Tomasz. - Nie gadaj tak! - Och sam przestań, zachowujesz się jak dziecko. Taki duży a w duchy wierzy. - Ty wierzysz że zamach na WTC to robota jakiegoś araba. - Kurwa, Tomek, tylko nie znowu twoje teorie z kosmosu! - Monika zirytowana usiadła prosto na kanapie. Zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu papierosów. - Daj mi lepiej jakąś popiołkę. Poszedł do kuchni i wygrzebał z szafki szklankę. Babcia nie paliła. Nalał do środka trochę wody. Przyniósł Monice zaimprowizowaną popielniczkę i usiadł koło niej, też wyciągając papierosy. Zapalili w milczeniu i Tomasz zapił pierwszą chmurę resztką wina. Chwycił za butelkę i dolał im obojgu. - Trzymaj - powiedział podając jej kieliszek. - Dzięki - nadal była lekko obrażona. Postanowił że musi coś z tym szybko zrobić, inaczej wieczór zamieni się w katastrofę. - Ej, zajaramy? - powiedział wyciągając z kieszeni bluzy torebkę z marihuaną i bibułki. Monika popatrzyła sceptycznie ale się przełamała. - Dobra, kręć. Może jak się rozluźnisz to ci przejdą te paranoje - znów się uśmiechała, więc zabrał się czym prędzej do roboty. - Sorry, Moniek - rzekł krusząc zioło nad bibułką. - Po prostu przedwczoraj jak stąd wychodziłem zdawało mi się, że coś słyszałem. Pewnie zmęczony jestem. Byłem dziś wcześniej w robocie żeby móc się wyrwać wcześniej i to wszystko przygotować, pewnie się nie wyspałem. - "To wszystko"? Ha, kupiłeś wino i wsadziłeś je do lodówki, straszny wysiłek - w jej głosie wyczuł sarkazm. - Dobra, Moniek, nie rób scen - uśmiechnął się i wyciągnął do niej rękę ze skrętem w nadziei, że tym gestem ją przekupi. - Źle jest? Siedzimy w moim własnym mieszkaniu, nikt nam nie zawraca dupy, możemy jarać nie przejmując się, że moja matka wpadnie do pokoju i zacznie zrzędzić... Raj! Odwzajemniła uśmiech. Wzięła od niego skręta. - No dobra już... Daj ognia. I odpuść sobie te jazdy ze słyszeniem głosów, to ci pokażę coś fajnego. Uradowany podetknął jej zapalniczkę. Zaciągnęła się, zakaszlała krótko. - Uuu... dobre. Też się zaciągnął. Po chwili znów się obściskiwali. Złapał Monikę za pośladki i położył ja na plecach. Skręt zaczynał działać. Nie minął kwadrans, a leżeli półnadzy na sobie. Monika jęknęła głośno i Tomasz zerwał się jak rażony prądem. - SŁYSZAŁAŚ? - To ja, idioto! Ale Tomasz wiedział, co usłyszał. Dźwięk dobiegł zza niego a nie spod niego. Marihuana w połączeniu z winem sprawiły, że świat zaczął niebezpiecznie chybotać mu się w oczach. Miał wrażenie że ktoś go obserwuje, mimo że byli w pokoju sami. - Nie, nie, Moniek, to nie byłaś ty. Jak nic słyszałem to gdzieś indziej! - Mam tego dość - wstała i zaczęła się ubierać. Była naprawdę wkurzona. Tomasz z niepokojem rozglądał się po pokoju. Nasłuchiwał. - Moniek, proszę, zaczekaj, ja to naprawdę słyszałem... - Gówno tam słyszałeś, zjarałeś się i masz schizy. Matko, jak ja z tobą wytrzymuję? Weź się ogarnij człowieku, jak mi znowu wyjedziesz z duchami, to... Tomek przygryzł wargę. Miejsce strachu zajął gniew. Gwałtownym ruchem chwycił butelkę i nie przejmując się kieliszkiem napił się prosto z niej. Przełknął trunek i od razu zapalił papierosa. Monika kończyła już wciągać spodnie. - Czemu nie chcesz uwierzyć, że to nie brednie? Tyle dowodów ci pokazywałem! - Dupa, nie dowody, Tomasz! Te twoje fora paranormalne, te debilne filmiki z jutuba, to mają być dowody? Na litość boską, ty masz w pokoju całą kolekcję tego szmatławego „Faktor X" jakbyś nadal chodził do podstawówki! Te śmiecie też masz zamiar tu przewieźć jak już skończysz remont? - W duchy to nie wierzysz, ale na "litość boską" to już się powołujesz - powiedział z przekąsem. - Jezu, kurwa, Chryste! Tak się mówi, rany, nie łap mnie za słówka, dobrze wiesz o co mi chodzi. Miałam ci pokazać coś fajnego, obczaiłam w „Cosmo" kilka nowych pozycji, ale ty widzę wolisz słuchać jęków innego rodzaju. Gratulacje, pierwsza randka w twojej chacie i całkiem ją spieprzyłeś. Nie wiedział co powiedzieć. Bez przekonania też zaczął się ubierać. Kiedy zapinał pasek, Monika kończyła sznurować buty i rozglądała się za zrzuconymi z kanapy papierosami. Podniosła je z podłogi, wsadziła do torebki. - Nie musisz mnie odprowadzać do wyjścia, sama trafię - rzuciła zjadliwie. Nawet nie próbował jej zatrzymać. Opadł na kanapę i po chwili usłyszał trzaśnięcie drzwi. Wybiła północ. Siedział i analizował rozwój wydarzeń. Był przekonany, że coś słyszał. Przymknął oczy. Zaczynał zapadać w sen. Nagle - znów! Zerwał się na nogi, potrącając stopą wino. Trunek rozlał się na dywan i Tomasz roztrzęsionymi rękoma postawił butelkę w bezpiecznym miejscu. Znów! Teraz był pewien! Wyraźnie usłyszał przeciągły ni to jęk, ni to pisk. Zaczął drżeć. Oszołomiony po wypaleniu skręta pomieszanego z winem skulił się w rogu kanapy. Stało się. Czytał o tym latami, a teraz doświadczał tego bezpośrednio. Jak mógł być tak głupi i sądzić, że babcia po śmierci zmieni swoje poglądy? Pamiętał, jak raz był na koncercie z Moniką. Impreza skończyła się później niż przewidywali i zostali bez transportu do domu. Pomyślał, że może babcia ich przenocuje. Odesłała go jednak z kwitkiem, twierdząc, że wiele dla swojego wnusia zrobi, ale z dziewczyną bez ślubu w jej domu spać nie pozwoli. Wściekł się wtedy porządnie i przez dwa tygodnie się do niej nie odzywał. Czuł się rozkojarzony, pijany i naćpany. Przede wszystkim zaś - przerażony. Nie wiedział, co ma zrobić. Po chwili pomyślał, że może kolejny skręt go rozluźni. Próbował rozkruszyć zioło nad bibułką, ale dłonie zanadto mu drżały i połowa rozsypała się na podłogę. Zirytowany wrzucił niedokończonego skręta do popielniczki i wyciągnął z paczki papierosa. Zapalił go, a kiedy w palcach został mu już sam filtr, natychmiast zapalił następnego. I następnego. Wybiła pierwsza w nocy, a Tomasz nadal siedział roztrzęsiony w rogu kanapy. Popiół z papierosa trzymanego w rozedrganej dłoni spadł na obicie. Wytarł go odruchowo, pozostawiając szarą smugę. Nie zwrócił na to większej uwagi. Przeciągły jęk rozległ się z nieokreślonego miejsca i Tomasz nerwowo podskoczył, wypuszczając niedopałek na dywan. W panice rzucił się, aby go ugasić - nie chciał narażać się zmarłej jeszcze bardziej. Przez kwadrans siedział bez ruchu, zagryzając pięść. Był jak sparaliżowany. Świat tańczył mu przed oczami. Powinien położyć się do łóżka, przespać działanie wszystkich substancji które wchłonął tego wieczora, ale bał się zasypiać. Poczuł straszliwe parcie na pęcherz. Bał się ruszyć z miejsca, ale nie mógł przecież zlać się w spodnie. Ostrożnie się podniósł i chwiejnym krokiem poczłapał do łazienki. Był przeraźliwie pijany. W korytarzu musiał podeprzeć się ręką, żeby się nie wywrócić. Otworzył drzwi, stanął nad muszlą klozetową i zaczął siłować się z rozporkiem. Odkrył że nie jest w stanie stać prosto. Zsunął spodnie i usiadł. Bezwładnie opuścił ręce i głowę i zaczął sikać. Nagle znów to usłyszał. Głos z zaświatów rozległ się tuż za jego plecami. Poderwał się przerażony, potknął się o opuszczone do kostek spodnie, runął na ziemię uderzając głową o framugę i legł nieprzytomny na podłodze. Chwilę późnej za jego plecami nadpęknięta uszczelka znów zassała powietrze do zbiornika wody, wydając przeciągły jęk.
  20. deader

    Filmy i seriale

    LOL miałem na odwrót, pierwsza połowa zajebista, druga - kingowski popcorniak No nic, za jakąś godzinę się wypowiem, bo aż włączyłem z tego wszystkiego Dawno temu, ale widział. Sądzę że poleci jakoś niedługo bo staram się oglądać w systemie "jeden dobry King, jeden marny King" Dziś się okaże, czy "Desperacja" to ten marny "Carrie" tak jak "Christine" staram się zostawić na deser A co to za goal dziwny? "Dziewiąte wrota" - klasyk, na pewno widziałeś, ale lubię sobie czasem zaserwować w ramach odgrzewania starych kotletów. Nie, że horror ale jakos tak mnie w napięciu trzymał Widziałem, ale poczeka na "fazę Polańskiego" "Panaceum" - nie horror, thriller bardziej, ale psychol psychola zrozumie, co nie http://www.filmweb.pl/film/Panaceum-2013-635084 Widziałem, nawet z twojej rekomendacji zresztą, dobry "Obecność" - no generalnie nie wiem, jak się do tego odnieść. Na pewno odgrzewany pomysł, ale wykonanie bardzo dobre (jak na 5 wodę po kisielu), fajnie popatrzeć, nie razi, nie wkurwia, co jest chyba największym plusem horrorów w tych czasach. http://www.filmweb.pl/film/Obecność-2013-627100 [v] do obejrzenia "Nieproszeni goście" - mindfuck! Polecam gorąco, chociaż może się wydać film taki jakiś mdły z początku, to dla końcówki warto czaić. http://www.filmweb.pl/film/Nieproszeni+goście-2009-206486 [v] do obejrzenia "Grave Encounters" - C-C-C-COMBO BREAKER! No dla mnie mistrzowski po prostu, oglądałam z 5 razy, w tym ze znajomymi kilka razy, mówili że łee słabe no co to, a widziałam kątem oka jak dygali na co lepszych akcjach. MUST SEE. http://www.filmweb.pl/film/Grave+Encounters-2011-610178 ...coś mi dyga w pamięci z tym tytułem... albo mam na dysku albo gdzieś cztałem... [v] do obejrzenia "Sinister" - to mi tu ktoś na forumie polecił. Nie razi, nie wkurwia, więc jest git. http://www.filmweb.pl/film/Sinister-2012-631143 "Połączenie" - nie, że horror, ale filmidło w miarę dobre do wieczornego chleba ze smalcem. http://www.filmweb.pl/film/Połączenie-2013-636531 "Patologia" - to samo, co wyżej, chyba że flaczki przy jedzeniu jakoś doskwierają, ale takie tam, do podusi. http://www.filmweb.pl/film/Patologia-2008-411099 ^^^ wszystko ewentalnie [v] do obejrzenia ---------------------------- Niezła petarda, a jeszcze tona crapów na deser Pożyjemy, obejrzymy To jest niesamowite Zawsze się zastanawiałem czy ktokolwiek ogląda te nowe inkarnacje staroci, i okazuje się ze owszem, tak. Magia kina!
  21. deader

    Filmy i seriale

    Nieźle! Rąbnij nam jakąś recenzyjkę całej serii jak skończysz, może któraś część oprócz pierwszej jest warta obejrzenia Nom, ekranizacje Kinga to chyba oddzielny gatunek filmowy Ale ja mam to szczęście że lubię takie klimaty, nie przeszkadza mi że na horrorze bardziej się śmieję niż boję ("Maglownica" ). Kiedyś byłem bardziej krytyczny, bo np. "Mgła" mi się bardzo nie podobała, ale teraz pewnie byłoby inaczej Z serii "horrory Kinga" obejrzałem sobie jeszcze "Creepshow" 1 i 2, straszny camp ale jak mówiłem, lubię to W dodatku oba we współpracy z George'm Romero, Tom'em Savini... Horrorowi bogowie No i sam King w najbardziej wieśniackiej roli w życiu [videoyoutube=tN0ucCc8TfA][/videoyoutube] O, jakie zgranie w czasie "Desperację" zacząłem oglądać, gliniarz fajnie wyglądał, tak jak sobie go wyobrażałem, ale wiem jaki crap jest dalej w samej książce, aż boję się pomyśleć co może być w filmie "Skazani..." to jeden z filmów które oglądam co najmniej raz w roku, i zawsze końcówka mnie rozkłada Resztę będę obadywał w najbliższym czasie Co do "starego Kinga z creepy babą" to mam podejrzenia że może chodzić ci o "Dolores Claiborne" "Ludzka stonoga" jest zajo, świetny thriller O dziwo jest to jeden z lepszych filmów jakie widziałem Mówię tak dlatego że widz serio może się "wczuć" w tych nieszczęśników, i jest to... mocne. To co polecasz bezkrwistego? :)
  22. Sądzę że "po godzinach" prawdziwie dobry malarz będzie tworzył prawdziwie dobre dzieła, i sprzeda je komuś kto prawdziwie pożądał takowe dzieło posiadać. Malarz kiepski po godzinach będzie sobie żarł czipsy przed telewizorem. Ten kto chce się rozwijać nie ma zakazu przecież, a jak ktoś chce odkładać kasę na obrazy - to tak samo. Inna sprawa że socjalistyczne państwo nie potrzebuje wielu malarzy, co mieliby malować, portrety polityków? Malarz to ekstremalny w pewnym sensie przykład, bo ogólnie pojęta sztuka to rzecz trudna do wyceny - dlatego jestem zresztą zdania że artystą to można być sobie "po godzinach", bo "w godzinach" w państwie potrzebni są hydraulicy, tramwajarze, sprzedawcy losów na patyku itd... Tu jest większy problem, kiepski malarz namaluje brzydki obraz, ale kiepski hydraulik może spierdzielić budynek Dlatego ważne jest właśnie to co pisałem do Torresa - szkolenie właściwych ludzi na właściwe miejsca. Nie ma takiego, ale, jak to powiedział pan Korwin - na świecie nie ma też idealnej linii prostej, jednakże nie zmienia to faktu że jest ona swego rodzaju wyznacznikiem, wzorcem. Socjalista którego opisujesz to szuja a nie socjalista Owszem, ludzie są chciwi, i jak się im pozwoli na pełną wolność w chciwości, to wyssą z nas wszystko co się da; dlatego powinni być ludzie którzy kontrolują chciwość Ja przykładowo swojego biznesu nie otwieram nie dlatego ze się jakiegoś ZUSu boję, tylko po prostu - nie czuję się człowiekiem przeznaczonym do kierowania firmą. Co do Anglii - trzeba też dodać że jest tam monarchia a socjal wręcz kosmiczny. Odnośnie "wolności" to już się wyżej wywodziłem, więc będzie o przedszkolach. Gdy pierwszy raz usłyszałem o genderze, dałem się ponieść fali i krzyknąć "wstrętny gender won!". Im dalej zagłębiałem się w zagadnienie, tym bardziej widzę jak sprawa jest rozdmuchana. Przeczytałem program "Równościowe przedszkole" który był podstawą do całej nagonki, przeczytałem drugi raz i mimo że w kilku miejscach może coś budzi moje wątpliwości, to stwierdzam zdecydowanie: gender-śmender, pierdzielenie na patyku, z igły widły. Najwidoczniej gdzieś ktoś wie co robi. Przymusowe szczepionki - no bez żartów, nie mów że ty z tych co widzą w tym coś złego. Przymusowe składki zdrowotne - nieco bym zreformował, ale są potrzebne. Przymusowa emerytura - tak samo. --------- PS. Właśnie się zorientowałem, że jest piątek wieczór, a ja gderam o polityce Proszę wybaczyć ale na dziś już się chyba wypisuję z dyskusji Jeszcze tylko: Dokładnie! Mam brata geja i on sam się śmieje z pedałów Gej to orientacja seksualna, pedał to stan umysłu
  23. Stary, jesteś socjalistą tylko o tym nie wiesz
  24. Pozwolę sobie odpowiadać nie po kolei, żeby zachować odpowiedni flow myśli Ja ciągle powtarzam, że proszę mnie nie przypisywać tej bandzie zdemoralizowanych jęczydupich roszczeniowych maminsynków zwanych potocznie "lewakami" Wypraszam sobie insynuacje jakoby moje poglądy były wynikiem "medialnego" prania mózgu. Uprzejmie donoszę że w domu nie mam podłączonej telewizji, więc TVN jaki by nie był (nie osądzam, bo nie oglądam, więc nie wiem) to na mnie nie wpływa w żaden sposób; z gazet zaś oprócz CD Action kupuję tylko Newsweeka - jak mają jakiś dobry film dodany Więc także ta podła Wyborcza mnie nie "uprała" Wszystkie moje przemyślenia są - stety lub niestety - moje własne Wiedzę zdobywam raczej czytając informacje o tym samym zdarzeniu najchętniej z kilku źródeł, nawet skrajnych (żeby znać punkt widzenia obu - lub większej ilości - stron; np. czytając o sprawie dokto... tfu, Chazana zarówno na Onecie, jak i na Frondzie), często na serwisach zagranicznych (bo tam mniejsze prawdopodobieństwo "tvnizmu" czy "radiomaryjnizmu"), jak tylko mogę to także na wiki/Live Leaks. Więc to nie jest tak że w jakiejś ulubionej gazecie poczytałem artykuł jakiegoś mojego ulubionego działacza politycznego po czym przyjmuję to za swoje i koniec Nie, ja mam kosmiczne problemy z formowaniem własnego zdania, bo jestem pewnie jednym z najbardziej obiektywnych ludzi na świecie (wybaczcie skromność) - zawsze widzę większość jak nie wszystkie aspekty danego zagadnienia, a to sprawia że ciężko jest mi się na coś w 100% zdecydować. Wiem że świat nie jest czarno-biały, ale uważam że jakieś poglądy jednak mieć trzeba. Może ten mój cholerny obiektywizm wymusza na mnie żebym coś wybrał i się tego trzymał - ale na pewno nie jest to sprawa tego że media mi coś wmówiły. Z tego chociażby powodu nie ma ani jednego polityka którego bym mógł z czystym sumieniem poprzeć, bo każdy jeden ma coś w swych poglądach co mi nie odpowiada. Jedynym politykiem jakiemu ufam jestem ja sam Dlatego też: ...po przeanalizowaniu multum przeróżnych danych, doszedłem do wniosku że jednym z najgłupszych poglądów na świecie jest antysemityzm i że będę z nim walczył; z tego względu kiedy wspomniałeś o "spisku" żydowskich bankierów to od razu mi się zapala czerwona lampka Jak najbardziej dopuszczam do świadomości możliwość spisku bankierów, w końcu bankier to biznesmen a biznesmen to szuja ale po co w to wplątywać Żydów - to nie pojmuję. Tylko o to - i aż o to - mi chodziło Ciężko jest mi nazwać socjalizmem jakiekolwiek miejsce gdzie funkcjonuje demokracja :) Dla mnie to zaprzeczenie idei socjalizmu. Kapitaliści chcą "wolności" tylko po to żeby łatwiej zacisnąć pęta na niewolnikach. Hasło "wolność" zajebiście się sprzedaje, było nie było. Ale tylko tyle - to jest towar, nalepka. Nie da rady stworzyć społeczeństwa czy, jeśli ktoś nie lubi tego słowa (ktoś chyba nawet tutaj gdzieś tak napisał ) to - cywilizacji, opartej na wolności. Cywilizacja jako struktura skomplikowana opiera się na olbrzymiej ilości reguł, zasad i praw. Nie da się inaczej. Po to na przykład tysiąclecia temu spisano Dziesięć Przykazań - zapis podstawowych ograniczeń wolności w społeczeństwie. Muszę z dumą napisać że właśnie pisząc te słowa zdałem sobie sprawę czemu ludzie nie postrzegają tych dziesięciu praw jako ograniczenie wolności - i kolejny raz jest to zasługa potężnego narzędzia jakim jest język. Stawiam na to że to przez to że nazywają się "przykazaniami", nie "prawami". Nikt nie postrzega przykazania "nie zabijaj" jako ograniczenia wolności, to ludzkie - nie zabijać. Kiedy zaś opisuje się to jako "prawo", jako paragraf w kodeksie karnym - to staje się to ograniczeniem wolności To jest zarazem odpowiedzią na pytanie z początku cytatu - na myśli ludzi wpływa się słowami. Wiesz to bardzo dobrze, sugerując że niektórzy ludzie mogą mieć poglądy ukształtowane przez TVN Wracając zaś do kapitalistów i ich "wolności" - moim zdaniem to właśnie oni "wyprali ci mózg" wmawiając że w ich pomyśle na ustrój będziesz "wolnym człowiekiem". Owszem, to ładnie brzmi, ale jest puste. Nie będziesz naprawdę wolny, jeśli chcesz żyć wśród ludzi - bo przecież nie oszukujmy się, musisz chodzić do pracy, musisz w kontaktach międzyludzkich przestrzegać pewnych konwenansów, musisz płacić za coś czego chcesz a co ma ktoś inny... Jest strasznie dużo "musisz" których kapitalista ci nie wymieni - bo dla niego ważne są pewne szczególne aspekty wolności. Dla niego ważne jest żeby móc płacić jak najniższe (albo zerowe) podatki i żeby wyciskać z pracowników największy wysiłek najmniejszym kosztem. Mówisz ze socjalizm ogranicza wolność, narzuca - uważam że mogę uczciwie powiedzieć że owszem, ogranicza, narzuca - ale w intencji twojego dobra. Kapitalizm daje ci iluzję wolności - dla dobra twoich właścicieli. Ależ - socjolog zamiatający chodniki nie jest de facto socjologiem. Jest zamiataczem chodników. Socjolog na wysokim stanowisku - jest człowiekiem na wysokim stanowisku. W prawdziwie socjalistycznym państwie ustaliłoby się ilu jest potrzebnych w kraju socjologów i tylu by się wykształciło, tak samo z zamiataczami chodników jak i dyrektorami banków. Skończyłoby się kolesiostwo bo kształciłoby się odpowiednich ludzi na odpowiednie stanowiska. Po pracy oczywiście każdy ma pełną swobodę w realizowaniu prywatnych pasji - choćby zyskania tytułu socjologa - natomiast skończyłoby się z zamiataczami na dyrektorskich stołkach. Myślę że to byłby zaiste interesujący eksperyment i będę nad tym rozmyślał przez następne dni Mniemam że najpierw taka wyzwolona ludzkość zabiłaby wszystkich bogaczy, przeżarła wszystko po czym powróciła do jaskiń Czemu? Bo wtedy byłaby demokracja w praktyce Żadnych niepotrzebnych przedstawicieli, głosowań - po prostu rządy większości A jako że większość jest raczej głupia i dość prymitywna, to... Właśnie dlatego moim zdaniem nie można na coś takiego pozwolić, od zarania dziejów ludzie mieli przywódców - wodzów, królów, prezydentów. Myślę że to leży w ludzkiej naturze, że mamy w genach zapisaną chęć do podążania za autorytetami. Jednocześnie mamy wykształtowane silne poczucie potrzeby sprawiedliwości. To wszystko sprawia że myślę że właśnie socjalizm jest najbardziej "naturalnym" z ustrojów. W czasach plemiennych w wiosce każdy miał swoją rolę, swoje miejsce. Wioski się rozrosły, ludzkość się rozmnożyła, ale podstawy człowieczeństwa - mam nadzieję że nie.
  25. Pie.rdolisz aż głowa boli, bo nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Spójrz sobie na ludzi, którzy idą na studia tylko po to, żeby pobalować 5 lat więcej za hajs rodziców. A póżniej płacz bo wybrali kierunek ( np socjologia) gdzie jest tych specjalistów jak psów na rynku i od dawna było wiadomo, że ciężko o robotę w tym zawodzie. Albo małolaty co też żyją tylko żeby pomelanżować i w dupie mają długoterminowe myślenie. Zamiast poszukać jakiś lepiej płatnych zawodów, które mają jakąś przyszłość ( są różne kursy po których można znależć robotę albo po zawodówce) to nie, lepiej obniżać poziom nauczania w szkołach i kończy się tak, że mam psychologów, humanistów i socjologów od zajebania, którzy siedzą na dupach w domu i płaczą jak to jest im żle i niedobrze. A mieli przecież wcześniej jakąś orientację na rynku i mogli przekalkulować co im się bardzie opłaca, ale lepiej było myśleć " jakoś to będzie" trzeba przecież być optymistą. Nie gadam głupot, zrozumiałem też twoją wypowiedź. Ty chyba nie zrozumiałeś mojej odpowiedzi. Ten kraj nie potrzebuje i owszem takiej masy socjologów - ale jak dla mnie to każdy może sobie socjologię studiować. Ba, powoli sam zaczynam dojrzewać do tego, żeby pójść sobie zaocznie na jakieś "głupie" studia typu socjologia czy psychologia - ale nie żeby wiązać z tym jakies plany zawodowe, co żeby poszerzać swoją wiedzę. Wg. mnie nie ma żadnych przeciwwskazań żeby socjolog nie mógł sprzątać chodnikóa - ręce ma, nogi ma... Tylko panuje ten pieprzony stygmat wyrosły z kapitalistycznych idei że jak ktoś nie ma pracy za biurkiem to gorszy człowiek jest. I ja się nie dziwię że po nakarmieniu taką propagandą socjologowie siedzą w domu i płaczą. W socjalizmie nie byłoby czegoś takiego. Byłaby odgórnie ustalona liczba potrzebnych krajowi socjologów i basta, nie przekracza się tej liczby. Bo kraj potrzebuje hydraulików, murarzy i lekarzy a nie socjologów. Pan po socjologii miałby u mnie wybór: idziesz do roboty albo idziesz się powiesić. Plusem "mojego pomysłu na świat" jest to że pan socjolog sprzątając chodniki miałby gwarancję że będzie szanowany na równi z innymi oraz będzie opłacany na równi z innymi. On bowiem może zajmować się nisko dochodowym sprzątaniem chodników, a ktoś inny - wysoko dochodową produkcją mikroprocesorów. Obaj ci panowie pracują na dobro kraju i tak należy ich pracę traktować. Cóż, może to i definicja "lewaka", ale nie socjalisty. Przykro mi ale z lewactwem to ja proszę pana nie chcę mieć nic wspólnego. To że oni podpinają się pod socjalistyczne doktryny to nie moja wina. Tak samo jak nie jest winą prawicowców że pod ich skrzydłami próbują upchać się też katotalibowie. Rozmawiajmy o konkretach, a nie o śmieciach zasłaniających główną myśl. Dalej: "gydby zrobić z socjalizmu człowieka"... według ciebie to złodziej, według mnie sędzia sprawiedliwy. Socjalista nie postąpiłby tak jak mówisz (zabrać 200, oddać 50, 150 zostawić dla siebie) - to typowe dla kapitalisty właśnie (zatrudnić kogoś kto wyrabia pracę za 200 złotych i zapłacić mu za to złotych 50, 150 zatrzymując dla siebie). Jeśli mamy sytuację że dwóch panów zarobiło po 50 złotych dniówki, a pan trzeci zarobił dniówki 200, to socjalista zabierze mu 80 i po 40 rozda między wspomnianych dwóch panów. Wilk syty i owca cała - panowie mają prawie dwa razy większą pensję, a pan ma pensję mniejszą niż dotychczas, ale nadal wystarczającą do życia (musi wystarczać, skoro innym musi starczać 50 - nie?) a zarazem nieco (nie przesadnie0 większą od tych co zarabiają mniej. TO jest socjalizm. Każda inna wariacja to już właśnie wariacja, nie socjalizm. I jeszcze jedno odnośnie tego fragmentu: To nie socjalizm zakłada, co historia dowodzi. Uważasz, że gdy państwo doi mnie z 83% mojego majątku, to nie mam prawa się poczuć jak niewolnik ? Niewolnikowi rzymskiemu pan zostawiał 7 %, a mi zostawia 17% Ciągle czegoś nie wolno w państwach opiekuńczych, bo się traktuje człowieka jak barana. A uważasz że jak ja robię miesięcznie zleceń za 15 000 to dostając pensji 2500 nie mam prawa poczuć się jak niewolnik? Co ma piernik do wiatraka, podaj mi proszę nazwisko wolnego człowieka, czekam A w państwach opiekuńczych traktuje się człowieka jak idiotę gdyż większość jest idiotami, taki mamy klimat. O ile się orientuję, to do bankructwa i rozpadu przyczynił się nie socjalizm, tylko stalinizm i komunizm. To jednak różne rzeczy. ---------------------------------------------------------------------- To tak jak ja i zwolennicy Korwina z liberalizmem :) Tylko, że w przypadku socjalizmu nie można mówić o czystej formie bo sam socjalizm jest jakimś tam systemem udziwniającym rynek, a czysty jest jedynie naturalnie wolny rynek i jego zasady. Czy to nie przeczy samo sobie? Korwin w żadnym wypadku nie jest socjalistą. Ja jestem za czystym (czytaj: nieskażonym ideologicznie) socjalizmem, ty za czystym kapitalizmem. Jest różnica. Znam te teorie pana Korwina, ale totalnie się z nimi nie zgadzam (wypadałoby też zaznaczyć że to nie twój wywód tylko czyjś). Te teorie są głoszone z punktu widzenia "człowieka sukcesu" i tak na prawdę gówno znaczą. Patrzysz na bezdomnego i co, od razu widzisz co go doprowadziło do bezdomności? Że, znaczy, na pewno pijak albo hazardzista? A może go te milutkie kapitalisty załatwiły, hę? Miał facet firmę, zbankrutował bo konkurencja go zeżarła. Jaką ja z tego mam nauczkę wynieść, nie zakładać firmy? Nie dać się zjeść konkurencji? To pierwsze jest dość debilne, to drugie dość oczywiste i niezależne od moich działań. To jest równie sensowne co stwierdzenie że morderca czy złodziej jest pożyteczny dla społeczeństwa bo ludzie widzą gdzie można wylądować jak się kogoś okradnie czy zabije. No absurd. Zarówno złodziei jak i morderców jak i meneli należy wsadzić do komór gazowych bo nikomu nie są do niczego potrzebni. I nie, nie chodzi mi o to żeby taka kara odstraszała innych ludzi. Historia pokazuje że nawet palenie żywcem na stosie nie jest wystarczająco odstraszające. Chodzi tylko i wyłącznie o to żeby pozbyć się szkodliwego elementu, bo on... szkodzi. Tak jak kurzajki się wymraża, a nie patrzy na nie codziennie z myślą "oj, uważaj bo możesz cały skończyć w kurzajkach". Bezsens OK, właściwie po przeczytaniu zdania że cośtam jest wymyślone przez żydowskich bankierów - powinienem odpuścić dyskusję, bo mam do czynienia z oczywistym wariatem Wszędzie tylko spiski żydów, masonów i cyklistów Ale załóżmy że mam dobry dzień (piątek jest wszakże). Dementuję więc: podstawą socjalizmu nie jest kłamstwo przeciwko bliźniemu (nie wiem skąd tak radośnie absurdalny pomysł, ale odsyłam do wikipedii poczytać sobie do to jest socjalizm). Jeśli już "jechać" takimi "definicjami", to socjalizm jest spełnieniem nauk chrystusowych. Nie wierzysz? Nie dziwne, bo przeciwnikami socjalizmu są zazwyczaj katolicy, czyli ludzie którzy nauki Jezusa zgwałcili, zjedli, wyrzygali i obsrali Jezus mówił o tym żeby pomagać potrzebującym, Jezus mówił o wielbłądzie, uchu igielnym i bogaczu. Gdyby Jezus żył w naszych czasach - stałby na przedzie Socjalistycznego Frontu Wyzwoleńczego, czy czegoś w tym stylu. Na pewno walczyłby z milionerami wyzyskującymi biednych. Dlatego ja nigdy nie będę popierał kapitalizmu, systemu w którym człowiek się nie liczy, liczy się tylko pieniądz, pieniądz i jeszcze więcej pieniędzy. Nikt nie potrzebuje do życia trzech samochodów. Za to zdecydowana większość potrzebuje trzech posiłków dziennie. Jak kogoś nie stać na trzy posiłki dziennie, to nie stać go na pewno na samochód. Jak kogoś stać na trzy samochody, to stać go na kilka posiłków dla biedniejszych. Czemu się więc nie dzielą? Ano dlatego że żyjemy w czasach okupowanych przez kapitalizm, który z pieniądza i posiadania rzeczy materialnych uformował nowe bóstwa. Tfu, rzygać mi się chce jak o tym myślę Dlatego lufę lepiej dobrowolnie przystawić do ust i zajarać sobie a i potem puścić jointa w obieg żeby się dobrowolnie dzielić Nie mam nic przeciwko zajaraniu i chętnie dzielę się nim z innymi. Kapitalista się nie podzieli tylko jeszcze każe sobie zapłacić. --------------------------------------------------- Właśnie dlatego trzeba umieć przyznać się że wie się że "moja racja jest najmojsza" nawet jak innym nie pasuje i o nią walczyć
×