Skocz do zawartości
Nerwica.com

Twilight

Użytkownik
  • Postów

    935
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Twilight

  1. Bzdura. Skoki ciśnienia to jedno, a nadciśnienie wywołane np. obniżonym światłem tętnic (naczynia krwionośne robią sie zbyt wąskie, więc krew silniej ''naciska'' na nie płynąc, mówiąc łopatologicznie) to drugie. Inna rzecz, że nerwicowe objawy również mogą powodować nadciśnienie - ale to powinien rozstrzygać specjalista, a nie ''gdybacz''. Pozdrawiam
  2. Oczywiście, masz rację - każdy je przeżywa. Ja zaznaczam tylko, że dla mnie ten konflikt moralny byłby nie do zaakceptowania, jeśli nie potrafi i przede wszystkim NIE CHCE się zmieniać kościół, to ja nie zamierzam wpierać jego ''mocy" sprawczej. Tak przy okazji, oczywiście, że w konflikt moralny wstępują pewnie nie raz i ludzie nie przynależący do instytucji, ale jeśli jakieś nasze zachowanie (np. bycie członkiem kościoła) nie spełnia naszych kryteriów moralnych - powinniśmy chyba sobie z tym radzić. Nie wiem, czemu z kościołem miało by być inaczej. Wszystko to nie przeszkadza mi czuć sympatii do wielu praktykujących katolików, tudzież księży - zero jadu. Ale, nie widzę tez powodu, czemu nie miałbym im stawiać pytania, jak mogą być członkiem tego, czego są, biorąc pod uwagę np. takie sprawy, jak zakon sióstr Magdalenek. Wbrew pozorom, ostatni legalnie działający obóz koncentracyjny zamknięto w 1996 roku, a był nim "ośrodek dla krnąbrnych dziewcząt" prowadzony przez siostry Magdalenki, (od 1964 roku) będący w rzeczywistości pralnią wypisz-wymaluj z ośrodków pracy dla kobiet w faszystowskich placówkach. Dobroduszne "siostrzyczki" pod skrzydłami kościoła ciągnęły kasę z przymusowej pracy kobiet, (wysyłanych tam przez rodziny, za ''krnąbrność'', albo ''grzechy'', trafiały tam między innymi dziewczyny rodzące nieślubne dzieci, albo ofiary gwałtów) przetrzymywanych pod kluczem wbrew swej woli. Kiedy na światło dzienne wyszło już zbyt dużo ''szczegółów'', ośrodek zlikwidowano "cichaczem", nie wyciągając wobec nikogo konsekwencji, nie mówiąc nawet "głupiego" przepraszam, że od odszkodowaniach nie wspomnę. (zabawne, Niemcy wypłacają ofiarom pracy przymusowej, kościół się nie poczuwa...) Dodam tylko, że oparty na faktach film (zdobywcę Złotych Lwów na festiwalu w Wenecji) i związaną z nim wystawę, "obadwa" opisujące życie kobiet w ''ośrodku'' kościół oficjalnie nazwał "Hańbą dla festiwalu i bezpardonowym atakiem". Wypisz wymaluj, kojarzą się reakcji ''organu partyjnego'' za komuny. Nie widzę też powodu, bym miał nie poruszać swoich wątpliwości co do ''czystości'' intencji kościoła w np. zwalczaniu komunizmu w Polsce. Wiem, że to odważna teza, ale IMO akurat o wolność narodu to kościołowi wtedy nie chodziło. Nie mówię o pojedynczych księżach, którzy byli patriotami i zrobili dla opozycji bardzo wiele, ale sam kościół, jako instytucja, poparł opozycję demokratyczną (i popłynął strumień kasy) tylko i wyłącznie ze względu na stosunek komunistów d do kościoła. W Hiszpanii panował reżim nie lepszy od komunistów, (a w wielu aspektach, o wiele gorszy, na pewno gorszy niż PRL...) a Franko jako faszyzujący, skrajnie katolicki prawicowiec, ładujący narodowemu episkopatowi w... pewną część ciała kupę kasy z budżetu państwa, miał pełne poparcie kościoła. Co zabawne, ową ''dziesięcinę'' wykasował dopiero obecny premier, po dojściu do władzy kilka lat temu. Obecnie nastąpił tam wielki odwrót od katolicyzmu... (niecałe 25 % deklaruje ''praktykowanie'') I bardzo dobrze, bufonom, którym wciąż nie przeszło przez gardło przeprosić za wspieranie morderczego reżimu Franko. (za to przeszły krzyki oburzenia, gdy zlikwidowano budżetowy coroczny haracz na rzecz kościoła) Wielu katolików oburza się na poruszanie takich spraw, albo na pytanie, jak mogą to tolerować, zasłaniają się wiarą. Tyle, że po raz kolejny wychodzi - wiara to jedno, a instytucja, która akurat zbiegiem szczęśliwych dla niej okoliczności skutecznie zawłaszczyła sobie ''zawiadowanie'' ową wiarą, to drugie. Pozdrawiam
  3. Twilight

    Witajcie!

    Hej po dołach są i góry, dasz radę. A to pewnie farby, ale nawet jeśli tatuaż - czemu nie? Nic dobrego, gdy wszyscy są jednakowi. Pozdrawiam Ps. Kolczyki na uszach, pewnie mówisz o synu, bo u kobiet to raczej ''normalne''
  4. Ale to zapewne przymus psychiczny! Mam na myśli, że gdyby Ci ktoś podmienił te pastylki na identycznie wyglądające placebo, to pewnie nie odczułabyś różnicy, a czuła się źle, gdy te ''słodkie pastylki'' odstawisz. Ale wszystko kwestia tego, żebyś czuła się gotowa - dotrzeć do źródeł swoich problemów. I gdy się zdecydujesz, na pewno dasz radę! Pozdrawiam
  5. Twilight

    Nerwica a używki

    Ale tu mówisz o uzależnieniu psychicznym, psychicznie można sie uzależnić od wszystkiego, włącznie ze szklanką wody Albo monitorem, przed którym siedzisz. A mi chodzi o uzależnienie chemiczne, od substancji, uzależnienie całego organizmu. To są dwa całkiem różne rodzaje uzależnień - psychicznie uzależnisz się tylko sama, a chemicznie może Cię uzależnić ktoś, podając np. wbrew Twojej woli heroinę. Zupą pomidorową mógłby Cię karmić przez rurkę jak gęś 100 lat, ale nie uzależniłabyś się, raczej wręcz przeciwnie, znienawidziła pomidorówkę (i ''karmiciela" ) Mylisz się, są osoby, które dostają odjazdu i po nikotynie, a są takie, na które marihuana niemal nie działa i nie ma to nic wspólnego z częstym używaniem i uodpornieniem. Tak przy okazji, papierosy to najgorsza jakościowo nikotyna, taki przemielony, ostateczny szajs, wręcz odpadki - ciężko to przyrównać do najgorszych fast-foodów, bo to była by dla nich obraza. To ma tylko uzależniać, a efekt ''pozytywny'' jest znikomy. Lepszej jakości, markowe fajkowe ziele naprawdę daje ''kopa'' umysłowego (wielu nazywa to ''rozjaśnieniem'' ) i oczywiście również w pewien sposób uzależnia - dlatego nikt nie pali fajki 15 razy dziennie, za to paczkę petów można spokojnie. Odróżnienie co jest narkotykiem a co używką jest całkowicie sztuczne. Wielu ludzi hoduje w ogródkach i dodaje np. do herbaty takie rzeczy, (Datura, np.) że amfetamina wysiada, ale jeśli robią to rozważnie, wiedzą jak, nie uzależniają się i czerpią z tego tylko pozytywy - to dobrze, zielsko może też pomagać. (jak zielona herbata) Ale może też szkodzić, wszystko kwestia świadomości. Robienie z środków roślinnych ''czarnej bestii'' tylko wspiera syndrom "owocu zakazanego'' i przyciąga do nich młodych, niedoświadczonych ludzi. Pozdrawiam Ps. Z ciekawostek - popularne LSD praktycznie nie uzależnia chemicznie, (Jak wyliczono, średnio 0.00114 potencjału uzależnieniowego, jaki wykazują zwykłe papierosy) za to oczywiście powoduje halucynacje i ''jazdy'', od których można się uzależnić psychicznie. Poza tym, nie wiadomo, jakie ''wizje'' dotkną zażywającego. Jest wpisane na listę narkotyków, chociaż chemicznie nic trwałego z organizmem nie robi (co nie oznacza, że nie może być groźne)
  6. A tak a propos, istnieje ''dominująca'' teoria powodu takich zachowań? Nie wydaje mi się, żeby było to spowodowane niezaspokojonymi potrzebami heteroseksualnymi. (czemu miast tego nie masturbacja?) Czy ma tu wpływ (mówię o dobrowolnych stosunkach homoseksualnych heteroseksualnych facetów w więzieniu) słabość charakteru, na którą oddziałuje presja środowiskowa, tzn jakoby w tym ''innym świecie'' obowiązywał taki obyczaj? Przypomina mi się pewien okres w starożytnej Grecji, gdy w pewien sposób homoseksualizm był ''w modzie'' i stosunki homoseksualne odbywało dużo więcej ludzi, niż wynikało by z średniej ilości osób homoseksualnych w społeczeństwie. W każdym razie, jak na to patrzy ''oficjalnie'' seksuologia? Pozdrawiam
  7. Twilight

    Witajcie!

    Przędka, co właściwie masz na myśli? Pozdrawiam
  8. Bo rzecz w tym, żeby wyleczyć, a nie zaleczyć Choroba ma swój powód, źródło, dotrzeć do źródła i poradzić sobie z nim - to jest rzecz. A czasem źródeł jest kilka i niekoniecznie to, z którego zdajesz sobie sprawę powoduje Twoje problemy najmocniej. Przecież skoro emocje są silniejsze, to znaczy, że jest obawa. A obawa z czegoś wynika. Pozdrawiam
  9. Święte słowa, nic dodać, nic ująć. A to już słowa ''śnięte". Śnięte, jak w pewnym sensie ktoś, komu w miłości nie wyszło - znam to po sobie. Ale prawda jest taka, że wszystko można obrócić w dobre lub złe, albo wmawiać sobie, że jest takie lub inne z góry (I wciąż, chociaż już wtedy nieświadomie, dokonywać wyboru) Pozdrawiam
  10. Oczywiście, że tak, najważniejsze jest dojście do źródła problemu i poradzenie sobie. Aczkolwiek leki nie są od usypiania, tylko od wyrównywania poziomu tego, co tracimy w wyniku choroby - po prostu wspomagają leczenie. Można wyjść nich, można z nimi, ale wyjście z lekami, jeśli poradzimy sobie ze źródłem, nie jest w niczym lepsze ani gorsze od wyjścia bez leków. Tyle, że z lekami może być łatwiej. (ale nie musi) A czasem leki są wręcz konieczne. Pozdrawiam
  11. Dokładnie, jedyna osoba, której zawdzięczasz swoje postępy jesteś Ty sama, to Twoja zasługa! My tylko pomagamy i cieszymy się, że Ci tak jest. A poza tym, Ty również możesz pomagać innym! Pozdrawiam
  12. Twilight

    Mam dość.

    Złe stany też przechodzą, więc na logikę nie powinieneś sie martwić nimi, skoro nie cieszysz się dobrym samopoczuciem "Circles, and circles, circles again... " Trzymaj się i nie dołuj, bo skoro się leczysz, jesteś na dobrej drodze i wiele kroków masz już za sobą Pozdrawiam
  13. Twilight

    Szpital

    Dokładnie, to nie jest orzeczenie sądowe o przymusowej hospitalizacji - idziesz tam z własnej woli, zawsze możesz wrócić, to nie jest tak jak w obiegowej opinii "psychiatryk" = pokoje bez klamek itp. Spotkasz tam ludzi z podobnymi problemami do siebie, w podobnej sytuacji, tzn schorzenia różne, ale podobnie jak Ty chcące sie leczyć. Nic się nie bój, to zwykła choroba, raka się leczy na onkologicznym, a Ty leczysz się tam. Będzie dobrze :) Pozdrawiam Ps. Skoro Scat_man tam pracuje, może będzie łaskaw napisać, jak wygląda pobyt? Mam na myśli, co robią chorzy poza badaniami i uczestnictwem w terapii, przecież nie trwa to 24h na dobę, jak wygląda czas poza stricte leczeniem, i tak dalej... Sam bym się chętnie dowiedział. To nie jest ironia.
  14. Nie kolega emblemat, tylko kolega Twilight, ale to drobnostka :) Doskonale, że zaczynasz terapię, pozostaje tylko trzymać kciuki - pisz, gdy tylko będziesz potrzebował informacji, porady, lub zwyczajnego pogadania! Pozdrawiam
  15. Dokładnie, leki trochę postawią Cię na nogi, a terapia pozwoli dotrzeć do źródła problemu i poradzić sobie z nim. Trzymam kciuki! Pozdrawiam
  16. Dokładnie, bo to Twoje życie i nie ma znaczenia, czy rodzina Cię akurat rozumie, czy nie. Jeśli psycholog nie potrafi dotrzymać dyskrecji, to zmień psychologa. Jeśli nie wiesz jak się zabrać, pisz, pomożemy, a szybko sam załapiesz jak szukać i trafiać, najważniejsze, żebyś chciał się wyleczyć, a nie tylko leczyć. To zwykła choroba, nic nadzwyczajnego i na pewno dasz radę, jeśli tylko zaczniesz leczenie i nie uciekniesz Pozdrawiam
  17. Twilight

    Witajcie!

    Witamy, czuj się dobrze i swobodnie :) Pozdrawiam
  18. Twilight

    Witam:)

    Skoro nie zostało do końca zdiagnozowane, to jak rozumiem, jesteś po pierwszych wizytach u specjalisty? Oby,bo leczenie to podstawa. Trzymaj sie ciepło i trzymam kciuki! Pozdrawiam
  19. Twilight

    Witam wszystkich

    Dokładnie, słuchaj Gusi, mądrze mówi. W razie czego pamiętaj też, że o skierowanie możesz poprosić lekarza pierwszego kontaktu. Nie ma się co bać leków, gdyby były konieczne - one, wbrew obiegowej opinii, wyrównują poziom neuroprzekaźników, który tracisz w wyniku choroby. Nie leczą więc przyczyny, (przeważnie) do przyczyny dociera psychoterapia. Połączenie terapii i wsparcia leków może Ci wiele ułatwić, chociaż jednej zasady nie ma. Tak czy siak, to zwykła choroba i dasz radę, skoro zdecydowałeś się leczyć. Trzymam kciuki! Pozdrawiam
  20. Twilight

    Witajcie...

    Morphi, nie daj się. Ludzie różnie reagują na własne poczucie winy, także zaborczością, ale to Twoje życie i Twoje leczenie, nie Twojej matki/sąsiada/kogokolwiek. Nie da się i skoro wiesz, ze pomoc Ci sie przyda (bo to zwykła choroba) to lecz się, jeśli psycholog nie potrafi zachować dyskrecji, zmień go. Jeśli nie wiesz jak się zabrać za trafienie do dobrego specjalisty, pisz, pomożemy. Pozdrawiam
  21. Twilight

    Witam wszystkich!!!!

    Dokładnie Tornados. Nic dodać, nic ująć, bo mądra to decyzja. Strach to strach, wiadomo, ale lepiej go czuć, niż obojętność Trzymam kciuki, powodzenia, pisz jak idzie! Mrohpeus, a co to za gadki, żyjemy w XXI wieku, małe miasto mają to do siebie, że kawałek od nich są duże miasta i możesz dojeżdżać. Wymówka Pozdrawiam
  22. Twilight

    Błazen wita :P

    Ktoś tu chyba zapomniał, że lekarzem jest się też "po służbie". Tak jak ratownikiem, czy policjantem. (A psychiatra to lekarz ''pełną gębą'', w przeciwieństwie do psychologa) Jeżeli Scat jest tu prywatnie, to nie powinien podawać swojej tytułomanii, inaczej musi się liczyć z tym, (zwłaszcza biorąc pod uwagę charakter forum) że jego porady będą traktowane nieco inaczej niż każdego, zwykłego użytkownika forum. Dokładnie tak sam, jak gdy ktoś straci przytomność w tłumie na przystanku - inaczej traktowany jest lekarz po pracy stojący w tym tłumie, a inaczej zwykły obywatel, chociaż każdy ma obowiązek pomocy. Wypowiedzi jegomościa świadczą albo o totalnym braku wiedzy na temat etyki lekarskiej, (i nie etyki "wyimaginowanej", tylko tej, do której formalnie jest zobowiązany każdy lekarz) albo o jej celowym łamaniu. Mamy tu na forum osoby, które znały w dość długim przeciągu czasu lekarzy z kliniki na Kopernika w Krakowie i żaden się tak nie zachowywał. Zresztą, nie ma to znaczenia, każdy owinien mieć prawo wiedzieć od razu, że oficjalnie taki z niego specjalista, jak z koziego zada trąba i że celowo odmawia sprawdzenia, więc jego rady należy traktować zwyczajnie. Wiedzieć już w pierwszym poście. O to się cała sprawa rozchodzi - jak komuś sie zechciało robić jaja, to niech robi, póki nie łamie regulaminu forum i nie wyleci na zbity pysk. Ale nie mamy prawa traktować ''na luzie'' ewentualnego zaszkodzenia komuś nowemu, kto przyszedł szukać pomocy i przez NASZE forum trafia na samozwańczego specjalistę. Informacja, tylko i aż tyle. Pozdrawiam
  23. *zasłania głowę rękami* W sumie, całą treść tamtego poprzedniego posta można by streścić w zdaniu "Jest mi cholernie źle, że zostałem całkiem sam [w realu] i chciałbym normalnie odczuwać smutek, pocierpieć sobie i popłakać, zamiast tej cholernej nerwicowej pustki". Mówiłem już, że trzepie za długie posty? Zwyczajna, NN'owa pustka, w sumie nic nowego. Tutaj chyba można było zobaczyć, jak wygląda mu atak histerii - dość oryginalnie, nie powiem. Sorry za zalewanie, w sumie mogłem sobie darować pisanie posta, skoro tak czułem, że to ten najgorszy odchył Szczęściem-nieszczęściem siedziałem akurat obok laptopa A w sumie, może i dobrze że ten mętlik napisałem, w sumie czemu nie - byle nie za często Mam nadzieję, że się odbiłem od swojego prywatnego, niezbyt płytkiego dna i że teraz będzie lepiej. W każdym razie, mam to, czego chciałem, tzn. jest mi bardzo smutno, że zostałem sam, temu to trudno dogodzić Dzięki za dobre słowa i sorki za straszenie Pozdrawiam
  24. Jezu Chryste wszystkich wyznań, zdecydowanie i z całkowitą pewnością najgorszy dzień w moim dotychczasowym życiu. (dotychczasowym, jak to pięknie brzmi, aż sugeruje, że mogą być jeszcze gorsze...) Jeszcze nigdy się tak źle nie czułem. Z góry uprzedzam, że to co napiszę jest pozbawione jakiegokolwiek sensu, racjonalności, a nawet emocji, aż odraża, chyba do rozumienia na innym poziomie, ale współczuje każdemu, kto się podejmie. Aż głupio to pisać, bo pożytek z tego żaden, mi ani nikomu nie pomoże, mija się z celem forum, etc. Ale piszę, obrzydliwe. Cisza przed burzą, powiadają - wczoraj był lepszy dzień, dziś gorszy. gorszy zaczął przeradzać się w tragiczny, ale trudno, w sumie, świadomość że nie jest tak źle jak mi się wydaje pozwalała olewać i vegetować. Sprawy zmieniły sie, gdy przyszła do mnie moja najlepsza Przyjaciółka. Tak się też składa, że brak pracy i 6 tygodniowy zapas oszczędności przeraża ją, o mojej chorobie oczywiście wie i nikt nigdy nie rozumiał mnie tak glęboko, jak Ona. Rzecz w tym, że nigdy nie zacząłbym tej przyjaźni, gdybym wiedział - no nie wiedziałem, nikt wcześniej się tak mną nie przejmował i nikomu tak na mnie nie zależało. A jej zależy i to co się dzisiaj działo, niby ''w miarę spokojnie'', ale co fruwało w powietrzu, na innym planie... Po prostu widzę, jak ją to niszczy, jeśli ja mam dziś najgorszy dzień w swoim życiu, to Ona czuła się jeszcze gorzej. Po prostu tragedia, nie cierpię przesady, ale wręcz naocznie widziałem, jak ją to zatruwa, wypala, tego uczucia, gdy widzi się jak dzieje się to z osobą, którą się kocha, nie zapomnę do końca życia. Jakby wszędzie wokół unosił się mentalny jad i atakował umysły, koszmar. Nie myślcie, że się nade mną wytrząsała, wygarnęła czy coś, to po prostu... Się czuje. Stan był taki, że jakby tu pobyła z godzinę, pewnie mielibyśmy kolejnego forumowicza do kolekcji. Proponowałem Jej, żeby zerwać te kontakty, rozumiemy się na takim poziomie, że nie trzeba było nawet specjalnie tłumaczyć, że to nie odrzucenie/opuszczenie, oboje wiedzieliśmy o co chodzi. Stanęło na przerwie na czas nieokreślony i słusznie, ale uczucie gdy już wyszła będzie drugim z dzisiejszego dnia, którego nie zapomnę do końca życia. Dalej nie jest lepiej, nigdy w życiu nie ciąłem się, nie okaleczałem itp, ale dziś potrzebowałem.. Czegokolwiek. I tu zaczyna się najbardziej odrażająca mnie rzecz, żebyście widzieli jak się krzywie, gdy to piszę. Poczucie realności, przeklęta ironia. Fakturowana ściana, po której z całej siły przesuwałem ręką, wschodząc po schodach, okazała się zbyt mało ostra, zostawiając jedynie drobne szramy. Nóż, którym próbowałem upuścić krwi, niestety, mimo morderczego wyglądu, tępy jak tabaka w rogu, gdy doszedł wręcz do bezskutecznego ''piłowania'', groteska sytuacji odrzuciła mnie i od tego. I to jest w tym wszystkim najgorsze. Racjonalizm i groteska, poczucie realności. Z jednej strony czuję sie ''odrealniony'', normalne, po silnym ataku natręctw i godzinach zmagania się z sobą, jakbym był i mnie nie było naraz - to zwyczajne. Ale z drugiej, jednocześnie (ostrzegałem, że to wszystko NIE jest sensowne i JEST bezsensowne) czuję sie cholernie realnie, racjonalnie, chłodno i przemyślanie, aż do totalnego obrzydzenia. Nawet to jak to teraz piszę. Czuję się normalniej niż kiedykolwiek, w pełni świadomy siebie i otoczenia, a jednocześnie, jakby mnie już nie było, brzydzę się... Nie, w sumie nawet nie swoim istnieniem, gówno prawda, brzydzę się ta racjonalnością, nie wiem, chciałbym dostać ataku paniki, histerii, płakać, walić głową w ścianę, zapaść w chorobliwy, 20 godzinny sen, czuć się chorym, zdrowym, czy jakkolwiek, a tu obrzydliwy racjonalizm, ironia i groteska, brzydzę się tym wszystkim aż do mdłości. Na koniec, trzymając się znienawidzonego racjonalizmu, który nie pozwala mi popaść w ramiona zbawiennego anioła choroby, który trzyma mnie w przeklętym zawieszeniu, zaznaczę, że nic nie brałem, nic nie piłem, etc. Bo nawet pisząc te bzdury, zdaje sobie w pełni racjonalnie sprawę, jak to wygląda, uważam nawet na pieprzone literówki. Obleśne. Pamiętamy nawet o zwyczaju pozdrawiania, chociaż to najgorszy dzień mojego życia - o każdym szczególe - znienawidzony, przeklęty racjonalizm. Pewnie jeszcze jutro mi przejdzie i będę się czuł dobrze i wstydził za tego posta - tym jutrzejszym dobrym samopoczuciem brzydzę się poza opisywalne granice. Pozdrawiam Ps. Właśnie poczułem, że mógłbym teraz przejść do innych działów i całkiem racjonalnie udzielać rad innym, podtrzymywać na duchu, wspierać etc. - I nie było by w tym śladu tego, co tutaj. To poczucie też mnie odrzuca, napawa niemal nienawiścią do swojego bytu. Dzisiaj coś we mnie pękło i nawet to, że zdaje sobie z tego sprawę mnie odrzuca. W sumie chyba nie dlatego, że zostałem całkiem sam, w końcu nie zatruwając nikogo, czuję się teraz, jakbym o tym marzył. Nawet myśl, że ten idiotyczny post może się mi do czegoś przydać, że mogę się czuć i n a c z e j jeszcze, jeśli np zasnę, odrzuca mnie na kilometr. Dziś zależy mi na byciu chorym i spadnięciu w dół i właśnie dlatego, że mi na tym zależy, wiszę w przeklętym racjonalizmie, albo nawet unoszę się siłą bezwładności. I idiotyczne poczucie, jakbym właśnie zdrowiał, napawa mnie wstrętem. Jeszcze trochę pomęcze ten najgorszy post świata - właśnie rzecz w tym, że przez ten cały czas, nie dręczą mnie żadne natręctwa, gdy zaczął się finał tego stanu, zniknęły, jakby ich nigdy nie było i mam ochotę się zatłuc za to, że ich nie ma. Nienawidzę się za to, że czuję się teraz świetnie i prawie znakomicie, a unoszę się dalej - to jest tak odrażające, tak obleśne i obrzydliwe, że nie znajduje słów na opisanie. I tkwiąca świadomość, że za jakiś czas, może dzień może dwa, przejdzie i to i z wyrazem zażenowania widząc przy jakiejś okazji ten post pomyślę z ironicznym rozbawieniem ''no to sie wtedy popisałem'' sprawia, że mam ochotę się zatłuc glanem. Nawet to, że właśnie w tej chwili śmieszy mnie wizja siebie tłuczącego się glanem, doprowadza mnie do najczarniejszej ...urwicy. Przeżywanej z lekkim rozbawieniem i na spokojnie, co już jest przesadą w każdym calu. Parafrazując cytat z dnia świra, (a to, że przychodzi mi na myśl pasujący cytat, podwaja moją nienawiść do siebie) "przesadzasz christ".
  25. Twilight

    Błazen wita :P

    Sorka, ale co to ma do rzeczy, Gusia? Mógł odpowiedzieć na 183647 problemów na PM, ale i tak każdy ma prawo wiedzieć od razu, że ta cała tytułomania jest niepotwierdzona z premedytacją. Tak swoją drogą, czy odpowiedział kompetentnie, to mógłby odpowiedzieć inny, ''potwierdzony'' lekarz... Groteska, ale w sumie nie mieliśmy jeszcze forumowej maskotki. Żarty żartami, mnie nasz ''spec-jalista'' nie wadzi, ale każdy ma prawo wiedzieć. To wszystko, nie optuję za wywaleniem z forum czy coś... Pozdrawiam
×