-
Postów
1 215 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez nieprzenikniona
-
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Ale ja nie mówię że to działanie dysocjacji to coś dobrego (w ogólnym rozumieniu) tylko, że właśnie używamy jej aby sobie w danym momencie pomóc (chociaż nieświadomie bo świadomie nie da się dysocjować) - także staje się takim chwilowym wybawieniem i dlatego wcale nie tak łatwo się jej pozbyć ( to trochę jak sięganie po butelkę przez alkoholika - robi to żeby sobie chwilowo „pomóc” chociaż wiadomo, że na dłuższą metę to nie działa - oczywiście tutaj działanie jest dużo bardziej świadome i nieco inne w skutkach). Też dysocjuję z różnych dziwnych powodów (niekoniecznie nawet logicznie połączonych z traumą) i to jest upierdliwe ale czasem to odcięcie pojawia się w idealnym momencie, kiedy wszystko we mnie krzyczy, że nie zniesie już ani sekundy więcej - wtedy zamiast np targnąć się na własne życie bo nie daję rady wszystkiego wytrzymać to po prostu dostaję „odcinkę” - i z dwojga złego wolę jednak takie rozwiązanie -
super że się udało, na pewno wiele wniesie do terapii ale też dzięki temu łatwiej będzie budować przyszłość
-
Ten psychiatra formalnie był na tym oddziale też moim psychoterapeutą (był z wykształcenia zarówno psychiatrą jak i psychoterapeutą), ale mniejsza z tym bo właściwie sesji z nim nie miałam jako takich jasne że relacja z psychiatra jest zdecydowanie inna, sama wiem jak dużo więcej informacji wymieniam z moją lekarką a jak niewiele terapeutka mówi mi o sobie…natomiast z tego co mówi do mnie często wyciągam wnioski (że ona tak myśli, że to jej wartości etc) a później okazuje się, że to tylko moje wyobrażenia o tym i właśnie dlatego wydaje mi się, że w przypadku autorki posta może być bardzo podobnie - że jej terapeuta nie mówi jej „mi też się z żoną nie układa” tyko raczej coś ogólnikowego (że nie wszystko w związkach układa się zawsze dobrze itp) co ona w ten sposób odbierała…a to diametralna różnica zwłaszcza jeśli chodzi o kompetencje terapeuty
-
Myślę, że masz do tego tak na prawdę całkiem zdrowe podejście i duży wgląd, więc tym bardziej rozmowa o Twoim uczuciu na terapii wniesie sporo dobrego, bo zachowujesz logiczny osąd co do tego czym może być to co słyszysz Sama byłam kiedyś w sytuacji, kiedy mój psychiatra z oddziału szpitalnego (leczenie nerwic i zo) powiedział mi że jak skończę studia to mam się do niego odezwać to załatwi mi pracę w swojej rodzinnej firmie (pomijam, że brał mnie na indywidualne rozmowy na tyle często, że inne osoby z oddziału zgłosiły zażalenia ordynatorce) wtedy myślałam że to po prostu miła, luźna propozycja ale gdybym zaczęła to seksualizować to dopiero miałabym w głowie sieczkę i w sumie niezłą bazę wyjściową) Teraz wiem, że to jednak było w jakimś stopniu przekroczenie granic…chociaż nadal uważam, że jako lekarz na tamtą chwilę sporo mi pomógł
-
Raczej właśnie tak nie było, to projekcja…wiem po sobie ile razy wydawało mi się że terapeutka coś mi sugeruje, „mówi coś o mnie”, próbuje coś narzucić (tak byłam pewna tego w 100% i miałam na to logiczne dowody i konkretne jej słowa, które tak rozumiałam) a po wyjaśnieniu okazywało się, że ona miała na myśli kompletnie coś innego, że dane rzeczy nabierały danego wydźwięku tylko w mojej głowie, głównie przez pryzmat przeszłych doświadczeń i mechanizmów… W każdym bądź razie wiele rzeczy w terapii nie jest takimi jak nam się wydaje a tylko naszym odbiorem
-
Chyba nie wiesz kompletnie o co chodzi w terapii skoro dajesz takie rady żadnemu dobremu terapeucie informacja o tym, że jego pacjentka się w nim zakochała nie zniszczy związku ani nic w tym stylu, baaa nawet jakby był samotnym facetem to w jego osobistym życiu na informacja niewiele by zmieniła…natomiast jest to bardzo ważna informacja do wniesienia na terapię bo dużo mówi o pacjencie i jego stylach tworzenia relacji przez co terapeuta ma wgląd na to co się dzieje i łatwiej mu opracować interwencję. Myślę że w swoim życiu zawodowym każdy terapeuta czy terapeutka doświadcza takich wyznań dość sporo i nie jest to dla nich nic nadzwyczajnego ani peszącego itd. A już zmiana terapeuty tylko z tego powodu to w ogóle byłoby nieporozumienie
-
Koniecznie trzeba o tym rozmawiać z terapeutą, dla nich to nic nowego więc jeśli jest specjalistą tak jak piszesz to jego reakcja nie powinna w żaden sposób wpłynąć na Wasz kontakt. Wg mnie to jest właśnie przeniesienie o które w sumie w terapii chodzi i o ile terapeutów tej samej płci raczej postrzega się jako rodziców (np terapeutki stawia się w roli matki) o tyle terapeutów innej płci „idealizuje” się do relacji romantycznej. Bardzo możliwe też że to co uznajesz za informacje, które on przekazuje Ci o swoim związku to tylko Twoja projekcja…mózg pod tym względem potrafi na prawdę wyczyniać różne cuda Daj znać jak uda Ci się o tym powiedzieć na sesji, tzn co z tego wyniknie powodzenia
-
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
super, że idzie lepiej ja już dawno zauważyłam że dysocjacja ma swoje dobre strony, zwłaszcza kiedy pojawia się po okresie zbyt intensywnych emocji…najpierw jest jak błogosławiony spokój, niestety z czasem staje się nie do zniesienia Poza tym z tego co mówi mi moja terapeutka dysocjacja pojawiająca się w konkretnych sytuacjach pozwala tj nie wracać w pełni do tego co traumatyczne, stanowi barierę aby nie dostać zbyt dużego obciążenia… daj znać co Ty u siebie zauważasz U mnie teraz tydzień przerwy ze względu na ferie, tym razem nie mam z tym żadnego problemu ale może dlatego, że wyjeżdżam więc i tak miało mnie nie być -
Mi 500 litu idealnie stabilizuje emocje, nawet nie tyle, że tłumi bo one są nadal ale łatwiej się z nimi żyje
-
Nie no u niego to zapewne właśnie jakiś rodzaj psychozy, po prostu od razu mi się skojarzyło bo czytałam o tym trochę ze względu na to co się działo w moim domu…po prostu u mnie faktycznie matka miała romans a ojciec zapijał podejrzenia…jak się wydało to nadal zapija tylko już nie podejrzenia ale fakty…w sumie mu się nie dziwię bo gdyby mieszkała z moją matką to też chyba musiałabym zapijać rzeczywistość no ale mniejsza z tym…ten zespół Otella brzmi zabawnie (nazwa) ale to faktycznie psychoza alkoholowa i może stanowić realne zagrożenie dla zdrowia albo życia innych osób, także w przypadku takiego ataku po prostu trzeba wezwać pogotowie
-
Jeśli pije to może to być zespół Otella. Swoją drogą to zabawne bo myślałam że mój ojciec na to cierpi a okazało się, że matka go faktycznie zdradzała i jego podejrzenia nie były bezpodstawne
-
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Ja nie zamierzam póki co na pewno położyć się na kozetce, u mnie to nawet nie kwestia dyskomfortu ale przerażenie w wyniku retraumatyzacji, mi już na samą myśl o tym, że mogłabym się tam położyć chce się rzygać, a dodając do tego terapeutkę za plecami (tzn siedząca z tyłu) to już w ogóle mogłabym zapomnieć o tym, że cokolwiek powiem bo całą energię musiałabym skupić na tym aby nie zapomnieć oddychać…tzn żeby nie było ona absolutnie do niczego mnie nie zmusza, nawet specjalnie nie zachęca, raczej po prostu rozmawiamy o moich odczuciach jakie to we mnie wzbudziło (a niby tylko zwykły mebel ). Przez weekend dodatkowo poczytałam trochę na temat zastosowania kozetki w psychoterapii, jej sensu itp. Bo chciałam wiedzieć czy jest coś w tym co odczułabym jako pomocne w przypadku moich problemów, ale niczego takiego nie znalazłam…raczej jedyne co faktycznie mogłoby mi to dać to powrót do odczuć związanych z traumą (ale dla mnie ta ekspozycja nie ma sensu, są inne drogi aby to przejść). No i w sumie nie ma żadnych badań potwierdzających, że psychoterapia na kozetce byłaby jakkolwiek bardziej skuteczna niż ta twarzą w twarz… -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Nie no moja stara terapeutka wstawiła kozetkę bo jest psychoanalitykiem (ja mam terapię psychoanalityczną), na SE póki co nie poszłam, jednak hamuje mnie brak zaufania i widmo możliwości dotyku…ale też nie wykluczam, że może kiedyś się zdecyduję (oczywiście w opcji bez dotyku). Co do mojej obecnej terapeutki to swoją drogą zgodziła się ostatnio ze mną, że w moim przypadku kozetka nie spełni swojej podstawowej roli (czyli ułatwienia swobodnego wyrażania wszystkich myśli i skojarzeń), zatem nie wiem jaką w ogóle rolę mogłaby spełniać (próbowałam nawet coś znaleźć w necie ale właściwie mało jest na ten temat i głównie tylko o łatwiejszym wyrażaniu myśli…). Czekam na sesję, żeby ją o to zapytać… -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Ehhh wiem, że może się odechcieć po tylu zmianach ale ostatnio doszłam do wniosku, że zrobię wszystko co w mojej mocy żeby sobie pomóc i nie zamierzam już więcej tracić czasu na to co zdecydowanie mnie od tego oddala…nie wiem jakie masz możliwości, ale może idź do kilku osób i zobacz gdzie poczujesz się najlepiej, wydaje mi się że póki ma się możliwości to trzeba próbować A tak w ogóle to moja terapeutka wstawiła do gabinetu kozetkę, oczywiście pierwsza moja myśl to „po moim trupie”, zresztą każda moja myśl, to że nie ma mowy…generalnie nie neguję, że to może działać ale wiem, że to nie na moje możliwości (zbyt traumatyzujące)…no ale jakby nie było to ostatnio główną tematyka naszych sesji… -
Może i zaburzenia (bpd) nieco mi przeszkadzają czasem w pracy (stany emocjonalne, w których ciężko skupić się na czymkolwiek) ale za to praca bardzo pomaga w ich „leczeniu” (czy raczej utrzymywaniu ich w ryzach), w pewnym momencie gdyby nie poczucie obowiązku wstania i pojechania do pracy to nie wiem czy nadal bym jeszcze żyła (i to nie jest przenośnia). Nie wyobrażam sobie życia bez pracy i chociaż ze względów ekonomicznych mogłabym sobie na to pozwolić to wiem, że byłby to dla mnie gwóźdź do trumny. No ale ja lubię swoją pracę, uwielbiam ludzi z którymi pracuję, ja nawet zdalnie pracuję tylko w kompletnej ostateczności (np jak miałam covid). Generalnie pracować zaczęłam na 4-tym roku studiów (dzienne), od tego czasu jedyne przerwy jakie miałam to ciąże/ urlopy macierzyńskie/ 3 miesiące na początku pandemii bo akurat miałam zmienić pracę. Z pracy zawsze rezygnowałam sama (zmieniałam na inną), zawsze miałam przedłużane umowy etc. Zresztą aktualnie to moja 3 praca w przeciągu 16 lat, więc też nie zmieniam ich zbyt często (zwłaszcza jak na kogoś z moimi zaburzeniami )
- 29 odpowiedzi
-
- praca
- (i 6 więcej)
-
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
No tak, wtedy SE to byłaby praca jedynie z układem nerwowym a nie „terapia gadana”…tylko boję się, że bez tego „gadanego” akcentu nie uda mi się zbudować zaufania na tyle aby móc skupić się na tej pracy, pomijam już że jest to też praca z możliwym dotykiem (w tym terapeuty), oczywiście nie jest to ponoć obligatoryjne ale samo w sobie trochę mnie przeraża (pod tym względem całkowity dystans fizyczny w psychoanalitycznej/ psychodynamicznej bardzo mi pasuje). Nawet jak byłam u tej terapeutki od SE na konsultacji (ona normalnie pracuje w psychoterapii metodą integracyjną) i ona podeszła do wieszaka, żeby pomóc mi siegnąć kurtkę (w sumie nie wiem po co, może ze wzgledu na mój niski wzrost myślała, że będę mieć z tym problem ) to ja już poczułam się źle z tym, że znalazła się zbyt blisko mnie i nasze dłonie prawie się dotknęły . Z drugiej strony to właśnie może powinnam nieco wyjść z tej mojej strefy „komfortu” i spróbować jednak iść w kierunku o którym już wiem, że podczas mojej terapii nigdy do niego nie dotrę, zwłaszcza że to jednak rzutuje na jakość mojego obecnego życia jakkolwiek próbowałabym się do tego nie przyznawać nawet przed sobą. Co do twojej terapii to skoro tak wygląda jak piszesz (zwłaszcza że jest często odwołana) to faktycznie chyba powinnaś rozważyć jej zmianę…chyba, że jesteś w stanie zaakceptować to jak to obecnie wygląda -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Od pewnego czasu zastanawiam się czy nie połączyć jednak mojej obecnej terapii z SE, dowiedziałam się, że pod pewnymi warunkami można to robić chociaż boję się trochę zbyt dużego zamieszania…no i pomijam, że byłaby to dla mnie 4-ta godzina terapii tygodniowo… -
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Mi też to nie robi różnicy ale komuś kogo mogę zarazić może robić.. -
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Moja infekcja ze świąt okazała się covidem, także zmiana planów sylwestrowych na typowo domowe (nie to żebym żałowała bo i tak nie chciało mi się nigdzie wychodzić)…swoją drogą tym razem przechodzę covid diametralnie inaczej niż 2 lata temu (wtedy nie miałam żadnych objawów infekcji tylko same neurologiczne- drętwienie nóg, rąk, języka etc) a teraz to byłam pewna że to zwykle przeziębienie (w sumie tylko mocny katar bez gorączki, bólu gardła, kaszlu itp.), dopóki teściowa nie zrobiła testu, w którym wyszedł jej covid -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Ostatnio mam spory kryzys na terapii a raczej w relacji z terapeutką, po 90% sesji czuję się gorzej niż przed nimi i nie jest to nawet kwestia poruszanych tematów co wieczne wyciąganie i podkreślanie deficytów, które po prostu mnie dołują. Z powodu tego kryzysu nawet skontaktowałam się z terapeutką innej modalności, stosującej metodę SE (która bardzo do mnie przemawia w kwestii leczenia traumy, zwłaszcza że sama wiem jak bardzo osadzona jest w ciele i jak bardzo kompletnie nie działa na to moja terapia psychoanalityczna). Myślałam że konsultacja rozjaśni mi nieco co dalej ale byłam potwornie spięta i zestresowana (tak mam od zawsze kiedy jestem na małej przestrzeni sam na sam z drugim człowiekiem - jeden z efektów traumy), że niewiele z tego wszystkiego wyniosłam i chociaż rozmowa zdecydowanie nie była tak głęboka jak na codzień prowadzę z moją terapeutką to jednak kilka aspektów było mocno na plus w stosunku do tego co teraz, po pierwsze deklaracja pracy na zasobach (co dało się odczuć w wielu wypowiedziach - tzn że faktycznie pracuje się na zasobach a szczególnie że się od nich zaczyna), po drugie zauważenie ciała w terapii, interpretacja jego zachowań ale też pomoc w odzyskaniu przez nie poczucia sprawczości), po trzecie drobne miłe gesty, tak odległe od psychoanalitycznego „dystansu” - chociażby to, że terapeutka zapytała się mnie czy nie jest mi zimno i czy chcę wziąć koc. Zrobiłam też mały test - przez dwa lata co jakiś czas na mojej terapii analitycznej poruszałam temat tego, że podczas fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem odcina mi oddech i „wyrzuca” na chwilę z rzeczywistości…generalnie chciałam naprowadzić moją terapeutkę na to aby zaczęła zadawać mi odpowiednie pytania tak abym mogła jej wreszcie powiedzieć co dokładnie się za tym kryje. Takie pytania nigdy nie padły, interpretacje były różne (najczęściej związane z matką ale też z porodem itp), po tych dwóch latach w końcu sama opowiedziałam (a właściwie napisałam) o tym co się za tym kryje a po czasie jak zapytałam moją terapeutkę dlaczego nigdy nie połączyła jednego z drugim, tzn dlaczego sama właściwie nie wyszła od tej strony chociaż jest to strona, która chyba jako jedna z pierwszych przychodzi każdemu na myśl…ona powiedziała, że jej się to w ten sposób nie kojarzyło …dlatego podczas tej godzinnej konsultacji opowiedziałam nawet dość pobieżnie o tych objawach aby zobaczyć czy komuś innemu to się właściwie połączy czy nie…no i okazało się, że odpowiednie pytanie padło po ok 30 sekundach…zatem 30 sekund zajęło zupełnie obcej dla mnie osobie rozpoznanie przyczyn moich stanów kiedy to moja terapeutka nie „dotarła” do tego przez ponad 2 lata (chociaż sama nie wiem czy nie dotarła bo tego nie widziała czy nie chciała raczej zobaczyć)… niestety największy minus jaki podczas tej konsultacji się pojawił to to, że nie mam do tej osoby zaufania, że musiałabym budować wszystko od podstaw, że ona mnie nie zna, że jednak pomimo burzliwej relacji jaka jest między mną a moją terapeutką to ta relacja jest bardzo silna, wiem, że jej na mnie zależy i że wykracza dla mnie poza standardowy setting (chociażby kontakt mailowy nawet podczas jej urlopu), no i co najważniejsze, jakkolwiek na to nie patrząc to widzę u siebie poprawę, chociaż dochodzenie do niej przypomina drogę po polu minowym… W sumie nie wiem po co tak długi post bo nikt mi nie powie co mam robić, ale strasznie pociąga mnie SE, bardzo do mnie przemawia proces, który tam się przechodzi i to jak bazuje na ciele ale w ogromnym połączeniu z psychiką. Gdybym teraz stała przed wyborem jaką terapię dla siebie wybrać to nawet bym się nie wahała…. no ale jestem w tym czym jestem, jestem w tym od lat i jednak wolno, męcząco ale działa…nie jestem tylko pewna czy jeśli nadal moja terapeutka będzie się tak bardzo trzymać moich deficytów to czy to wytrzymam, zwłaszcza, że wiem jak może wyglądać to inaczej… -
Seronil brałam ciągiem jakieś 7 lat i w pewnym momencie przestał działać, przez 1,5 roku zmieniałyśmy z lekarką leki co kilka miesięcy ale żaden nie był na tyle skuteczny abym mogła powiedzieć, że czuję się w miarę ok…w lipcu miałam silny kryzys z myślami samobójczymi i dostałam Seronil, za chwilę po nim Bupropion (z założenia miałam odstawić Seronil ale tego nie zrobiłam) i Lit…no i okazało się, że ten mix działa na mnie wyśmienicie, więc moja lekarka stwierdziła, że skoro cokolwiek wreszcie zadziałało to zostawiamy w każdym bądź razie tak jak pisałam, ciężko mi wskazać który z tych leków działa lepiej etc - możliwe, że po prostu w moim przypadku idealnie się uzupełniają
-
CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Amon_Rah temat w Depresja i CHAD
nie wiem czy pocieszę ale biorę 500 litu od lipca i nawet schudłam przez ten czas 2 kg chociaż jem więcej niż w czasie kryzysu (co nie jest dobre bo znowu mam niedowagę) - ja biorę w mixie z bupropionem i Seronilem… -
Psychicznie spoko, fizycznie nieco gorzej bo mój drobny zabieg chirurgiczny przerodził się w małą rzeź
-
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Tzn. Też mam nadzieję, że da się wypracować inny model funkcjonowania bo jakbym tą nadzieję straciła to pewnie finalnie pożegnałabym się z życiem. Po prostu te reakcje, sposób odbioru świata i zagrożenia, które z niego płyną są ze mną od dziecka, moja trauma to nie jest jednorazowe wydarzenie tylko kilka lat? różnych form nadużyć, to bycie ofiarą manipulacji, która na początku robiła wszystko z „własnej woli” traktując to co się dzieje jako zwykłą zabawę, aż po jakimś czasie okazało się, że z przerażenia nie była w stanie nawet mrugnąć bez zgody oprawcy. Właściwie jako dziecko przeszłam pranie mózgu przez co nie umiem oceniać czy coś jest na prawdę czymś dobrym czy tylko sprytną manipulacją. Dlatego po czymś złym spodziewam się czegoś złego a po czymś dobrym tylko tego, że jest przykrywką czegoś złego i uderzy ze zdwojoną siłą….przez to nigdy się nie uspokajam…wiecznie na „czuwaniu”. Jedyne co póki co udało mi się dzięki terapii wypracować to umiejętność napisania tego przez co przeszłam (bo z normalnym mówieniem nadal mam problem) oraz czasami udaje mi się uznać, że mój udział w tym wszystkim kompletnie nie był moim wyborem (chociaż przecież tak właśnie miałam to odbierać). Fakt był to dla mnie milowy krok ale nadal niczego realnie nie rozwiązuje. -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
No właśnie nie jestem pewna czy kiedykolwiek nauczę się wyłapywać przed albo w czasie kiedy wpadam w przeszłość to, że to wcale tej przeszłości nie dotyczy…dla przykładu: źle znoszę kontakt fizyczny z drugim człowiekiem (jakikolwiek kontakt z jakimkolwiek człowiekiem, bez żadnych podtekstów), zawsze w pewnym momencie orientuję się, że podczas takiego kontaktu przestaję oddychać i mnie „ zamraża”…bez względu na to, czy to ktoś inicjuje ten kontakt czy robię to ja…np. w pracy składam komuś życzenia na urodziny i jak wszyscy inni „muszę” go uściskać i pocałować (tzn wiem że nie muszę ale wiadomo, że jak inni tak robią to nie chcę odbiegać od tej „normy”), poza tym ja na prawdę mogę tą osobę bardzo lubić i składać jej totalnie szczere życzenia…w każdym bądź razie to ja wtedy poniekąd inicjuje ten kontakt, wiem co zamierzam zrobić i chyba mój mózg też powinien to ogarnąć i wiedzieć, że to w żaden sposób mi nie zagraża…no a okazuje się, że po tym uścisku znowu uświadamiam sobie, że całkowicie wstrzymałam oddech i się wręcz wzdrygam kiedy ten fizyczny kontakt się kończy, tak jakbym wracała do swojego ciała po jakimś odrętwieniu…. to akurat najbardziej prozaiczna sytuacja z mojego życia i nie stanowi jakiegoś dużego problemu (można w końcu z powodzeniem tak żyć), ale jest najmniej złożona przez co najłatwiej ją opisać. W każdym bądź razie odkąd odkryłam, że tak reaguję na kontakt fizyczny i powiązałam to bezpośrednio z przeszłością (a będzie to prawie 20 lat temu) nigdy nie udało mi się na czas przekonać mojego mózgu, że ten drugi człowiek nie stanowi zagrożenia… A nie myślisz, że to może być spowodowane tą ostatnią sytuacją między wami? Tzn. nawet jeśli na jakimś poziomie udało się to wyjaśnić to może zostało jeszcze coś w tle? Oczywiście nie wiem, tak tylko strzelam… No wiadomo, że to co napisane będzie podlegać dalszym rozważaniom, tzn tutaj bym się nie nastawiała, że coś napiszesz a terapeutka będzie na ten temat milczeć (co byłoby chyba jeszcze gorsze)…bardziej chodzi mi o to, że pod wpływem nagłych emocji łatwiej czasem coś napisać, kliknąć wyślij (bez możliwości odwrotu) niż zrobić to twarzą w twarz tzn. nazwać wprost pewne rzeczy, opisać dokładnie coś co miało miejsce i nie pogrążać się we wstydzie (pomijam, że nie ma się powodu aby ten wstyd czuć ale nie oszukujmy się i tak się go czuje)…mi to pomogło pójść dalej- nadal nie jest „różowo” ale przynajmniej nie ma już tematów tabu chociaż pewne konkrety padły tylko w formie pisemnej a dotąd nie powtórzyłam ich ustnie (nadal nie przechodzą mi na głos przez gardło) Tylko ja tak żyję praktycznie od zawsze tzn od ok 4-6 roku życia…ja chyba nawet nie pamiętam abym miała inne życie, dlatego na prawdę czasem myślę, że walnięcie sobie w łeb to nie taki najgłupszy pomysł na rozwiązanie wszelakich problemów.