-
Postów
1 215 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez nieprzenikniona
-
W sumie całkiem nieźle…zatem chwilo trwaj!
-
To według mnie moja psychiatra jest bardziej empatyczna niż moja terapeutka może to tylko takie wrażenie, bo jednak nasze rozmowy na wizytach są bardziej normalne, tzn. nie ma na nich efektu przeniesienia i rozmowa wydaje się przez to bardziej zwyczajna (tj. dwustronna), czasem z wymianą jakiś doświadczeń (np. opowiedzenie mi jak wyglądała jej próba dostania się na zdjęcie szwów po operacji na NFZ…było to oczywiście w temacie, który zaczęłam odnośnie kolejek na NFZ ). W każdym bądź razie zawsze czuję jej wsparcie, nawet jak wiem, że niewiele ze swojej strony jest w stanie zrobić. Ostatnio też mile mnie zaskoczyła oferując darmową konsultację „od ręki” w razie nagłej potrzeby (chodzę do niej prywatnie), w związku z wdrożeniem u mnie leczenia choroby somatycznej i ewentualnymi interakcjami w lekach (na szczęście nie musiałam skorzystać). W swoim życiu przeszłam przez wielu psychiatrów i w sumie tylko u 3 czułam się na prawdę dobrze, w tym właśnie u niej, dlatego chodzę do niej już od ok 13 lat (z przerwami, w tym wcześniej na NFZ, dopiero od 2 lat komercyjnie).
-
Póki co jadę na wyparciu więc nie wariuję, gorzej będzie jak już zderzę się z rzeczywistością...no i zaczęłam brać leki, skutki uboczne porównywalne z psychotropami, chociaż bardziej po dupie dostaje póki co mój żołądek, nie dość że boli to jeszcze cały dzień mam mdłości, zero apetytu i jakaś zamulona jestem...na wadze już 44kg (masakra)...mam nadzieję, że te objawy są tylko czasowe a nie na stałe, bo z lekami muszę się zaprzyjaźnić raczej do końca życia (a mam póki co i tak najbardziej łagodny z nich wszystkich). Także jadę na wyparciu i liczę, że to jakaś jedna wielka pomyłka i że za 3 mc (wizyta u lekarza) okaże się, że jestem zdrowa i nic mi nie jest...(omawiam właśnie ten cudowny mechanizm na terapii- wg terapeutki podobno nadal jestem w szoku). A w temacie, dzisiaj czuję się do kitu fizycznie, psychicznie to sama nie wiem w sumie...
-
Dzięki A co do samopoczucia to póki co chyba szok i niedowierzanie (na zasadzie, to się nie dzieje na prawdę), momenty pozytywnego myślenia (będzie dobrze bo to wczesny etap i duża szansa na stabilny przebieg), momenty załamania (już mi wszystko jedno i tak moje życie właśnie się skończyło), panika z powodu braku kontroli nad tym co może się zadziać (nieprzewidywalność tej choroby i wyników leczenia) itp....generalnie chaos...ale mam wsparcie terapeutki i mojej psychiatry, więc jest szansa, że nie zwariuję zupełnie Swoją drogą trochę się spodziewałam takiej diagnozy, mimo wszystko po cichu liczyłam, że jeszcze nie będzie aż tak jednoznaczna (chociaż biorąc pod uwagę ile może się w toczniu wydarzyć to nic nie jest jednoznaczne)
-
To tak jak ja, a na to dlaczego jestem od ponad pół roku zmęczona dostałam dzisiaj odpowiedź...zdiagnozowano mi finalnie toczeń układowy, do tego dostałam lek, który może wejść w interakcję z wenlą...w sumie to praktycznie ze wszystkimi lekami antydepresyjnymi wchodzi w jakieś interakcje, ale to i tak najbezpieczniejszy lek jaki mogę dostać...także od poniedziałku zaczynam test na żywym organiźmie czy faktycznie tak będzie czy nie (oczywiście po konsultacjach z reumatologiem i psychiatrą)...także prezent na gwiazdkę właśnie dostałam (diagnozę), więcej już nic nie chcę...
-
Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?
nieprzenikniona odpowiedział(a) na LINA temat w Nerwica lękowa
A u mnie d...a, po wizycie prywatnej u reumatologa mam zrobić na cito badania w poradni reumatologicznej (już na nfz) i to na tyle szybko, że omijam wszelkie kolejki, a później najprawdopodobniej skierowanie na oddział...no ale raynaud tak dał mi się we znaki, że straciłam częściowo czucie w palcach (powierzchniowe w opuszkach póki co), wkurzę się jeśli okaże się, że przez ponad 2 lata dawałam sobie wmówić, że to wszystko kwestia psychiki i leczyłam się tylko w tym kierunku a to jednak jakieś autoimmunologiczne dziadostwo, zwłaszcza, że ANA już wtedy były dodatnie...(swoją drogą nawet moja psychiatra na ostatniej wizycie po zobaczeniu moich rąk kazała mi się koniecznie skonsultować z lekarzem i nie pozwolić się zbyć przed zrobieniem pełnej diagnostyki) -
Domyślam się, że chodzi o poprawę stanu psychicznego ale w sumie nie wiem co konkretnie mam odczuć...w zasadzie już przy 75mg czułam się dość stabilnie (czytaj przestałam odczuwać silną potrzebę zawinięcia się z tego świata), natomiast nie wiem czy w ciągu zaledwie 2 tygodni na 112,5 przeskoczę nagle na etap "życie jest wspaniałe" czy mam poczuć coś innego? Póki co po tygodniu czuję się tak samo jak na 75mg, no może jeszcze bardziej obojętnie w stosunku do wszystkiego
-
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
@19ruda87 a zawsze miałaś wyznaczane terminy kolejnych sesji na bieżąco? Tzn. Nie wiem jak jest w tym nurcie, ale trochę mnie dziwi, że terminy sesji ustala się z sesji na sesję...chyba ja w tej kwestii jestem jednak tradycjonalistką bo sztywne ramy godzinowe są dla mnie bardzo istotne (oczywiście, czasami są drobne zmiany ale zawsze jestem o nich z wyprzedzeniem infornowana, wykluczając oczywiście nagłe zdarzenia losowe) A co do "doradzenia" to ja bym chyba po prostu powiedziała o tym terapeutce, tzn. Jak się czujesz w tej sytuacji i że nie jesteś przez to w stanie efektywnie pracować... -
Mi to uczucie "nafurgania" nie przeszkadza...zdecydowanie lepsze niż wieczna zamułka Od 3 dni już zeszłam z dulo i wskoczyłam na 75 mg co prawda biorę w 2 dawkach podzielonych (bo dulo brałam wieczorem) ale chyba od jutra już przejdę na 75 mg jednorazowo...skutki uboczne jakoś mega upierdliwe nie są, na minus na pewno brak apetytu co przy mojej niedowadze niespecjalnie mnie cieszy (jak jeszcze schudnę tą mąż mnie chyba zabije) więc staram się pamiętać żeby jeść i jeść na siłę...sen póki co ok, w pracy myśli się lepiej, mam nawet wrażenie, że zdecydowanie lepiej jeździ mi się autem (chociaż nie wiem czy to wyostrzone zmysły czy większa skłonność do ryzykownych zachowań za kółkiem). W sumie to najchętniej za tydz przeszłabym na 150 ale moja lekarka wypisała mi po 1 opakowaniu 37,5 i 75 więc raczej nie starczy mi leków do kolejnej wizyty aby to zrobić...no ale i tak za min. 2 tyg wskoczę na 150 sama, w końcu lekarka powiedziała, że docelowo idziemy właśnie w 150-225mg
-
Chyba emocje mi opadły bo już w sumie sama nie wiem o co mi chodziło, tzn. wyszło jak zawsze, że myślę 0-1 i po prostu interpretacja idzie mi za daleko...póki co jestem na etapie uboków nowego leku, więc ciężko mi się generalnie myśli o czymkolwiek A co do rąk to u mnie drętwienie nie jest aż tak upierdliwe co ten Raynaud, czekam na wyniki przeciwciał przeciwjądrowych i rezonans kręgosłupa szyjnego...może jedno albo drugie coś wyjaśnią...
-
Z tego co doczytałam to wenla do 225 działa w zasadzie jak mocny ssri dopiero od 225 jako snri, natomiast dulo od najmniejszych dawek już jako snri. Poza tym dulo działa bardziej sedatywnie a wenla aktywizująco, więc dużo zależy od tego jakiego profilu leku potrzebujesz. Na mnie dulo też nie zadziałała, po 4h od zażycia byłam kompletnie nieprzytomna (dlatego przeniosłam dawkowanie na godziny wieczorne, bo w pracy była masakra jak brałam rano), przez ten ciągły stan sedacji w zasadzie mój nastrój można było określić jako dystymiczny z epizodami depresyjnymi a nawet psychotycznymi (chociaż w dość wytłumionym wydaniu). Teraz po przejściu na wenlę od razu poczułam "kopa" energii i nawet lekką akatyzję...Co prawda póki co to nieco "sztuczne odczucia" ale zdecydowanie wolę iść w tą stronę niż w odwrotną.
-
Problemem jest to, że obecnie jestem w ch...wej formie somatycznej i nie bardzo chcę się podjąć szukania przyczyn tego stanu (w sensie iść do lekarza). Mam tak silny objaw Raynauda, który spowodował, że nie mam już czucia w opuszkach palców, ręce drętwieją mi nawet podczas zwykłej jazdy do pracy (tzn. podczas prowadzenia samochodu), pomijam już napadowe całodniowe parestezje palców etc. No a że jestem też w kiepskiej formie psychicznej to wprost powiedziałam, że jeśli coś faktycznie mi jest to lepiej, żeby mnie zabiło więc nie zamierzam się leczyć...dlatego nie dziwię się, że ona wysiada (być może właśnie przekraczam jej zawodowe możliwości i kompetencje) No i tu nawet nie jest kwestia tego czy psychicznie tego nie wytrzymam, ale że pod naporem emocji wykończę doszczętnie swój organizm i chyba chodzi jej głównie o to, że nie chce być tego biernym obserwatorem, zwłaszcza, że nie ma tu żadnej możliwości faktycznego działania tzn. nie wyśle mnie do psychiatryka prosto z sesji tylko dlatego, że nie chcę pójść do lekarza i się leczyć (fizycznie), chociaż zdaje sobie doskonale sprawę, że to mój sposób na samobójstwo... Obecnie mam zatem tylko nadzieję, że zmiana leków coś ruszy w moim podejściu do życia/ nie życia...
-
No to pewnie rozumiesz, że z doborem leków nie jest easy i za każdym razem takie roszady w zmianach leków to misja iście saperska... Póki co 3 dzień pół na pół wenli (37,5) rano i dulo (30) ok 17, z plusów po 2h godzinach od zażycia wenli i 2 kawach nawet chce mi się coś robić, wcześniej po dulo nie pomagały nawet 4 kawy ;). Z minusów "wch..j" mi niedobrze, tzn mdli mnie jak diabli, no ale to i tak niewielka cena za kop energii
-
Bo jeszcze nie dosłownie ale już w pewnym sensie postawiła pierwszy warunek kontynuacji terapii (nie mówię, że pozbawiony sensu i że mnie dziwi, ale pokazuje, że chce w jakimś stopniu uniknąć odpowiedzialności za to co będzie ze mną dalej). Poza tym ostatnio sama powiedziała, że jeśli faktycznie nie uda mi się wytrzymać leczenia w takiej formie to czas pomyśleć o końcu, więc najwidoczniej albo wyczerpuje swoje możliwości albo nie chce jej się szukać innych rozwiązań.
-
Czuję, że niedługo moja terapeutka się podda...widzę w niej coraz więcej niemocy, chyba że zdążę to zrobić pierwsza.
-
To błąd systemu forum, w sensie, że usunięcie usera kasuje też jego wątki, dlatego wg mnie średnio, że nasi byli admini odeszli w taki właśnie sposób (mogli po prostu przestać administrować forum i się nie logować jeśli nie chcą tu być), no ale rozumiem, że to taki wyraz buntu względem forum A co do dzisiaj to czuję się do d...y, jak codziennie od dawna zresztą, teraz tylko cała nadzieja w prochach, że zaczną działać ;]
-
Podnoszenia dawki to się akurat nie boję, bardziej przeraża mnie schodzenie z leków, na drugi dzień po zmniejszeniu dulo z 60 na 30 przespałam 1,5h w nocy, później normalnie 8h w pracy nad rozliczeniami, domowe obowiązki etc a wieczorem znowu nie mogłam zasnąć itp. Dodając do tego mój kiepski stan psychiczny i fizyczny to po prostu nie wiem czy sobie nie "strzelę" w łeb...Nie mam nerwicy lękowej czy depresji a zaburzenia osobowości (bpd) i każde wahanie nastroju daje mi ostatnio mocno popalić. Jak dodam do tego jeszcze bezsenność, niejedzenie, autoagresywne zapędy i psychoterapię, na której w kółko odtwarzam najgorsze koszmary i konfrontuję się z tym, jak bardzo pier....ą mi życie do dzisiaj, to mam gotową bombę, która w każdym momencie może wypalić... No ale staram się być dobrej myśli, panować nad impulsami i mam nadzieję, że wenla postawi mnie na nogi na tyle, żebym poczuła, że żyję a nie tylko bezsensownie egzystuję.
-
Dulo brałam tylko 60, więc na 4 dni miałam rozpisane zejście do 30 (co już mnie przetrzepało) a od dzisiaj biorę na zakładkę 37,5 wenli i 30 dulo (kolejne 4 dni), później mam jeszcze chwilę zostać na samym 37,5 wenli i podbić do 75, pod koniec października kontrolna wizyta i pewnie podniesienie dawki do tych 150 póki co...przynajmniej taki jest plan bo nie wiem czy to przeżyję
-
Skomentowała to jakoś? Próbowała się wytłumaczyć?
-
I jak w końcu? Co do leków (bo wątek się przewijał) to ja akurat traktuję je jako wsparcie w leczeniu (czasem nawet jako bardzo mocne oparcie), faktycznie nie rozwiążą trwale moich problemów ale pomagają jednak stać na nogach a to też istotne...
-
@123she i jak tam, byłaś od tego czasu na jakiejś sesji? Udało się coś wyjaśnić?