Przyszłam się przywitać
Ja na swoje zachowanie mam całkiem dobre wytłumaczenie - od lat nie mogłam sobie pozwolić na wiele rzeczy i nazbierało się bardzo dużo takich "zaległości"... Poza tym kupuję rzeczy, których potrzebuję.
A mimo to podejrzewam, że jestem zakupoholiczką. Dlaczego? Bo zauważyłam, że najważniejszy jest dla mnie moment wybierania i płacenia, niż samo posiadanie.
Problem bardzo ładnie przeplata mi się z depresją. Przykładowo - kupię sobie raz-dwa razy w roku nowe kolczyki z myślą, że dzięki temu, że są nowe, będę miała ochotę je założyć, ochotę o siebie zadbać... A potem i tak wychodzę do pracy bez biżuterii i makijażu...
Poza tym wychowałam się na totalnym odludziu, przez co mam głęboko zakorzenione, że gdy jestem już na zakupach, to muszę kupić od razu wszystko, czego potrzebuję, bo potem nie będzie okazji. I tu znowu odzywa się depresja, bo mimo, że teraz mieszkam w mieście, myśl o wyjściu na zakupy jest taka męcząca... W efekcie cały dzień leżę w łóżku i pielęgnuję w sobie przyzwyczajenie robienia zakupów "hurtowo".