Skocz do zawartości
Nerwica.com

Kiya

Użytkownik
  • Postów

    7 502
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Kiya

  1. U mnie niestety tak dobrze z wolnym czasem nie ma, ale coś się na pewno wyłuska :)
  2. Teraz to jestem niepocieszona, bo zaglądam na to forum sporadycznie i jakoś nigdy nie trafiłam na ten wątek... A mogłam się z Wami spotkać Niewiasta lat 23, bez bliższych znajomych, odczuwająca więcej smutku niż radości/przyjemności. Widywana najczęściej na trasie Rumia-Gdynia. Zapowiada się jakieś spotkanko? Chętny ktoś?
  3. Dzięki i wybacz za robienie bałaganu. Właściwie nie tyle mi zależy na tym, żeby się wygadać, co żeby dać mu okazje do zdiagnozowania co mi jest i czy w ogóle coś... Ale wezmę to pod uwagę. To skierowanie do terapeuty, to wyglądałoby, że tak powiem, jak na filmach? Że przychodzę na godzinę czy ileś i rozmawiam z psychiatrą? Jest taka możliwość z NFZ, a nie tylko prywatnie?
  4. Wiem, że temat stary i nie ma sensu go odgrzebywać. Chcę jednak jawnie dołączyć do obozu zawistnych. No, może zawiść to za duże słowo. Nie życzę nikomu nic złego, nie sprawia mi przyjemności patrzenie na czyjeś cierpienie (no, chyba, że jak siostra się uderzy, czy zrobi sobie coś niegroźnego, ale tak wygląda nasze okazywanie miłości ;] ), a wręcz przeciwnie - jestem strasznie wyczulona na bezsensowne ranienie, brzydzę się na przykład kradzieżą, od razu widzę jak poszkodowana osoba ciężko pracowała, żeby zarobić na tę rzecz... Ale nienawidzę też szczęśliwych ludzi. Niech skaczą uśmiechnięci po łące pełnej kwiatów trzymając się za rączki (a wokół nich latają ptaszki, motylki, biegają różowe kucyki). Tylko niech trzymają się z daleka ode mnie. Nie lubię rozpieszczonych dzieci. Nie lubię rozpieszczonych dorosłych dzieci. Dorosły kolega żalił mi się ostatnio, że pierwszy raz w życiu musi sam zmywać - to jest bardzo dobry przykład. Zazdroszczę ludziom tego, co wypracowali, zwłaszcza, gdy jest coś, co ja też mogłabym mieć, przy odpowiedniej ilości włożonego wysiłku i odrobinie szczęścia. Ja wiem, to nieładnie i nie uważam tego za powód do dumy, ale zaakceptowałam to w sobie. Za to uważam, że mam pełne prawo być zazdrosna o tych wszystkich, którzy dostali coś bez większego wysiłku - dom od rodziny, mieszkanie, inne dobra materialne, pieniądze, inteligencję, szansy życiowe... I tak jak ktoś już tu pisał - nie potrafię przyjaźnić się z takimi ludźmi... Inna sprawa, to że faktycznie najczęściej ci, którzy swoje w życiu przeszli, są o wiele bardziej wartościowi...
  5. Przed pierwszą wizytą u psychiatry... Czego się spodziewać? Za kilka dni idę pierwszy raz do psychiatry... Zupełnie nie mam pojęcia jak to wygląda, czytałam gdzieś, chyba na tym forum, że lekarz będzie zadawał pytania, może da do zrobienia test... Mam nadzieję, bo nie jestem rozmowną osobą, dużo łatwiej przychodzi mi pisanie niż mówienie. Chociaż odpowiadanie na pytania też jest dla mnie trudne, czasem mam wrażenie, że wręcz czuje jak biegają mi w głowie ludziki, które poszukują prawidłowej odpowiedzi (prawidłowej = zgodnej z prawdą, a nie takiej, którą ktoś chce usłyszeć, bo to nie problem). Rzecz w tym, że idę do lekarza z NFZ. Więc podejrzewam, że da mi 15 minut i wypad... Jak w 15 minut streścić myśli z całego życia? Boję się też, że trafię na takiego, co to będzie mi sugerował spędzanie więcej czasu na słońcu i aktywność fizyczną, pozytywne myślenie. A ja to wszystko wiem, gdyby to pomagało, to nie cierpiałabym tyle lat. Ktoś może powie, że zamiast bać się "co to będzie" powinnam po prostu cierpliwie poczekać do wizyty i wtedy sama się przekonam. Ale ja wiem, że będę miała ochotę tylko przytaknąć na cokolwiek mi powie, pożegnać się i uciec z gabinetu jak najszybciej. Niestety idę tam sama, nikt mnie do tego nie namawiał i nikt w tym nie wspiera.
  6. Kiya

    a ja czekam...

    Może jako osoba niedzieciata nie powinnam w ogóle się wypowiadać... Ale ja to widzę tak... Nie jesteś na świecie tylko po to, żeby zajmować się dziećmi i domem. Prawda, że wizyta u terapeuty może zajmować dużo czasu, ale nie musi. Wystarczy godzina, pewnie nawet mniej... Do innych lekarzy też trzeba czasem wyjść... Więc jakoś to trzeba zorganizować, czy poprosić kogoś ze znajomych lub znajomych-znajomych, żeby zaopiekował się kilka godzin Twoimi pociechami, czy to mąż wziąłby dzień wolnego... Wydaje mi się, że przy Twoim stanie, tak jak go opisałaś, może pomóc tylko psychiatra... Ale mogę się mylić...
×