-
Postów
7 502 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Kiya
-
Sypiam, z tego co piszesz nawet więcej niż Ty - chodzę spać koło 2-3, powinnam wstać trochę po 7, ale przesypiam wszystkie budziki i regularnie się spóźniam Ale z natury potrzebuję 10h snu, a teraz z tabletkami to i z 12, więc tak czy inaczej mam duże braki. A pracuję w galerii handlowej, aktualnie w dwóch punktach, żeby sobie dorobić - dlatego prawie codziennie. Ale to jest nic. Mam w pracy takiego ochroniarza, co za dnia jeździ 8h ciuchcią dla dzieci, a potem widzę jak zaczyna nocną zmianę w ochronie... I następnego dnia znów widzę go na ciuchci... Jak ON funkcjonuje...?
-
Nie, nie kpię, mój drogi, skąd Ci się to wzięło? Zawsze tak naskakujesz na ludzi? Też pracuje po 12h, aktualnie codziennie. U mnie to wygląda tak, że cały dzień jestem nieprzytomna, na wieczór się "rozbudzam", nie potrafię zmusić się, żeby pójść spać i następnego dnia znowu jestem nieprzytomna i tak w kółko. Więc chociażby drzemki mogę zazdrościć.
-
Czy ja wiem, czy straszne? Zazdroszczę trybu życia
-
Dobranoc, Laima. Noopii, dopiero wstałeś?
-
To ja mam odwrotnie, im młodsze tym bardziej mnie odrzuca. Chyba chodzi o... myślenie. Niemowlę patrzy się na mnie tymi tępymi oczami. Dzieci odrobinę starsze, takie co to już biegają, chodzą do szkoły - denerwują mnie wtedy, kiedy są głośne i niegrzeczne, ale nie wywołuję we mnie wstrętu, nawet czasami je lubię. Pod warunkiem właśnie, że wykazują jakąkolwiek inteligencję. Te młodsze chyba... w ogóle nie są dla mnie ludźmi. To dziwne?
-
Oho, chyba znalazłam miejsce dla siebie.
-
Jest to dla mnie wielce niezrozumiałe... Jakoś alkohol nigdy nawet nie kojarzył mi się z odreagowywaniem... A pomyśl ile w ten sposób oszczędzam pieniędzy!
-
kornelia_lilia - kiedyś, jak byłam bardzo zakochana, to myślałam o tym, czy chciałabym mieć z nim dziecko. Stwierdziłam, że tak, ale to było laataa temu. Teraz robię mniej więcej tak jak mówisz - jak jestem z jakimś facetem bliżej, to wie, że dzieci nie lubię. A gdybym miała związać się się z kimś na stałe, uprzedziłabym przecież, że jest prawdopodobne, że nie będę chciała mieć dziecka. I tyle. Marcja - nie mówię, że nie ;p Nie lubię dzieci, co nie znaczy, że nie lubię DZIECKA. Tak samo z ludźmi. Nienawidzę całej ludzkiej rasy, ale to nie znaczy, że nie zależy mi na osobach, z którymi jestem blisko. Alienated - rozumiem Cię w pełni :) "Z jakiegoś powodu staram się ich kompletnie nie zauważać (właściwie wychodzi to samo z siebie) tudzież zachowywać względem nich bezpieczny dystans." Tak Na szczęście moi znajomi jeszcze dzieci nie mają, ale to już tylko kwestia czasu... Za to obcy ludzie lubią robić takie dziwne rzeczy, jak zachęcanie swojej pociechy do "przywitania się z panią", "pomachania do pani", itp. A mnie od tego obrzydzenie bierze... Nie dość, że męczą mnie nie zastanawiając się, czy w ogóle chcę brać udział w tym ich przedstawieniu, to jeszcze traktują to dziecko jak jakieś ułomne. Najchętniej w ogóle ignorowałabym takie sytuacje, ale jestem ekspedientką, więc muszę chociaż udawać miłą :/ kicikici - no to ładnie. Musisz być niezwykle ciekawym przypadkiem dla swojego terapeuty I mówisz, że pracowałaś w przedszkolu? ;D
-
Wolę kota ;p Ma te same zalety, a nie ma tych wad ;p
-
Na PW, przez telefon, na innych forach, w barze przy piwie...
-
Wspomnij co robiłaś :> Ja jak już wiemy - mordowałam w myślach Tomcia Palucha. Ale obawiam się, że gdybym była matka, tez miałabym ochotę wyrzucić to dziecko przez okno. A jeszcze gorzej z cudzym.
-
Raz na tydzień to w moim pojęciu często... Ale to pewnie ja jestem dziwna... Poprzez "bardzo rzadko" rozumiem raczej czas liczony w miesiącach, ewentualnie tygodniach jak się akurat trafi...
-
No pewnie, wszyscy o tym wciąż plotkują, Adasiu
-
Nawet czytanie ostatniego posta powoduje u mnie delikatnie mówiąc - dyskomfort. Kicikici, z tym kochaniem i przytulaniem niby nawet logiczne. Ale wiadomo, że każdemu, czy lubi dzieci, czy nie, łatwiej tolerować miłe, grzeczne dziecko, niż rozrabiakę. A tego rozrabiaki nie przytulają i nie głaszczą na moich oczach, wręcz przeciwnie, dostaje burę.
-
Dzięki dziewczyny Z tą dzieciofobią to chodziło mi głównie o ten odruch mycia rąk, odsuwam się od dzieci i w sumie jakiś tam nieduży lęk też odczuwam... A to już chyba odrobinę wykracza poza zwykłe nielubienie Kicikici, też na widok kotów się rozczulam, piszczę, skomlę i uśmiecham się od ucha do ucha :) A u Ciebie skąd się wzięła ta niechęć do dzieci? Linka, Ty też kociara? :) Podobno dzieci są dla ludzi, którzy nie mogą mieć kota... A lat mam 24, bodajże
-
Nigdy nie lubiłam dzieci. Są głośne, głupie, w moim pojęciu wszystkie mają ADHD. Nigdy nie szczerzyłam się na widok niemowlaków, wręcz przeciwnie, dla mnie są po prostu brzydkie, przeszkadza mi sama ich obecność. Na szczęście nigdy bliższego kontaktu z dziećmi nie miałam, jestem najmłodsza w rodzinie, krewni też w podobnym wieku. Niestety teraz wkraczam w ten okres, kiedy to moi rówieśnicy zaczynają się rozmnażać, a mnie aż obrzydzenie bierze na myśl o odwiedzaniu ich, gdy już będą mieli swoje "pociechy". Dziś zauważyłam nawet, że jak już ktoś mnie zmusi do dotknięcia dziecka, to mam jakby delikatny odruch wymiotny i najchętniej umyłabym ręce - ale nie z wrażenia brudu, tylko tej głębokiej antypatii. Dodam, że najwyraźniej miałam tak od zawsze, bo pamiętam jak w dzieciństwie czytałam książkę z obrazkami "Tomcio Paluch" i zawsze wyobrażałam sobie, że owy Tomcio umiera w brutalny sposób (co ciekawe z Calineczką tak nie miałam, wręcz przeciwnie, możliwe nawet, że miałam o niej jakieś fantazje erotyczne, teraz już nie pamiętam ) No i co myślicie?
-
Możesz też poszukać kogoś na forum z Twojej okolicy - będziesz miała pewność, że zrozumie.
-
Tak, wychodzę z podobnego założenia. M. in. dlatego nie pytałam w temacie jak z tym sobie radzić (zwłaszcza, że w sumie to wiem) i nie pisałam "o-boże-co-ja-mam-zrobić-jestem-taka-pokrzywdzona!". Traktuję to (jak i wiele innych swoich odchyłów) jako cechę dodającą mi oryginalności i uroku Po prostu byłam ciekawa ilu nas jest Ja z kolei miałam przez długi czas opory przed grami sieciowymi - właśnie dlatego, że bałam się co o mnie pomyślą ci wszyscy ludzie widząc, że coś mi nie wychodzi, że nie potrafię korzystać z czatu w grze, itp... Literówek też nie toleruję, pół biedy u kogoś (choć też), ale u siebie... Uch. No i podpisuję się pod Atalią :) Emocje, używki, jeden czort. Ja akurat piję baaardzoo rzadko, ale wtedy czuję się bardziej "sobą" niż na trzeźwo i zawsze dziwiło mnie, że inni mają wręcz przeciwnie... Tylko nam nie wpadnij w alkoholizm!
-
Alienated, Ty to dopiero masz to skrajnie rozwinięte Też nie lubię rozmawiać przez szybę, ale żeby nawet nie kiwnąć? I bać się wszystkich komunikatorów? To mnie teraz zaskoczyłeś. Atalia, tak, "po prostu zadzwonić", jak ja nienawidzę tego słyszeć Też wolę jeździć i załatwiać (choćby to miało być tylko spytanie o coś pani w okienku) niż dzwonić. Mam przez to problem z rejestrowaniem się do lekarza, gdy jestem chora...
-
Tak Chciaż teraz juz nie mam jako takich domowników, więc teoretycznie mogłabym spróbować, kto wie, kto wie :) A z tym wydawaniem pieniędzy na telefony - tak, też się z tego cieszę Z drugiej strony zaś nie mogę liczyć na telefon od operatora, bo żadna taryfa mi nie odpowiada...
-
O "specyficznych potrzebach"? Wcześniej twierdziłeś, że to tylko fantazje, nie potrzeby, robi się interesująco ;>
-
Nie, nigdy nawet nie wpadłam na to, że takie rzeczy się mówi lekarzowi, to od zawsze było dla mnie normalne, dziwne, ale normalne, jeżeli rozumiecie co mam na myśli
-
Dokładnie, Tahela - jak ktoś dzwoni do mnie, to się aż tak nie boję. Ale obcych numerów raczej nie odbieram, chyba, zwykle dopiero za którymś razem.
-
Nie wiem, czy to podchodzi pod nerwicę lękową - strasznie boję się rozmów przez telefon. Przez pracę i byłego chłopaka trochę się z tym oswoiłam, ale i tak wciąż jak mam gdzieś zadzwonić momentalnie boli mnie brzuch tak bardzo, że aż mnie mdli, serce wali mocniej, po prostu się boję. Czego? Na dobrą sprawę niczego. Bo co jest strasznego w telefonie do klienta z informacją, że jego zamówienie jest gotowe do odebrania? Piszcie, jeśli też tak macie, miło wiedzieć, że jest nas więcej :) Dodam, że u mnie pod ten "lęk" podchodzą też domofony.
-
Utrata zainteresowań, słomiany zapał do wszystkiego.
Kiya odpowiedział(a) na rav71 temat w Pozostałe zaburzenia
Tak, mam to, tylko zdecydowanie dalej posunięte - mnie rzadko kiedy w ogóle bierze ochota/potrzeba/poczucie odpowiedzialności, żeby coś zacząć (m. in. dlatego, że też dziecięciem będąc miałam słomiany zapał i nauczyłam się, że i tak nie kończę niczego, co zaczęłam...). Nic mnie nie potrafi zafascynować, zainteresować, wciągnąć w żaden sposób (poza dobrym serialem - może dlatego, że to bardzo bierne "hobby") a miałam kiedyś naprawdę sporo ambicji... Mój samochód chyba całkiem się zepsuł :/ Toteż wskazówek żadnych dać Ci nie mogę. Poza jedną - to może być depresja...