Skocz do zawartości
Nerwica.com

Kiya

Użytkownik
  • Postów

    7 502
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Kiya

  1. to nie rozumiem dlaczego się tak bulwersujesz postem Dominiki, która napisała dokładnie to samo co ja i w tym momencie - Ty. Nie bulwersuje się. Chodzi o klimat. Przychodzisz do psychiatry i mówi Ci na dzień dobry "ależ pani jest porąbana!", nie, raczej podchodzi się do tego... delikatnie. Aczkolwiek oddaję honor i przepraszam wymienione przeze mnie osoby, "jeżdzenia" rzeczywiście nie było, to ten klimat wywołał we mnie takie wrażenie. Wiecie jak ja się tu poczułam? Jakby banda świrów rzucała we mnie kamieniami krzycząc, że jestem większym świrem od nich. Odpowiadajac zaś na powtarzające się pytania-wypominanie czemu w ogóle zakładałam temat. Bo chciałam porozmawiać z ludźmi, którzy też tak mają. Uważam, że nie każdy zakładany temat musi być wołaniem o pomoc. -- 25 paź 2011, 20:57 -- Odpowiedziałaś mi pytaniem na pytanie. Ja rozmawiam teraz z Tobą, a nie z Alienated. Co do ironii....albo rozmawiamy, albo cynicznie prowadzimy dyskusję. Zdecyduj się. To chyba nie ten poziom, nie to miejsce, nie to forum. Dyskusja z Tobą polega teraz na odbijaniu piłeczki jak widzę. Więc jak tu rozmawiać na poważne tematy? Spytałam, czy czytałaś post Alienated, bo podpisałam się pod nim, zgadzam się w 100%, powiedział to, co ja bym powiedziała, tylko nie mogłam dobrać odpowiednich słów. Miałam Ci to przepisać? Ironia i cynizm to część mnie. Przyzwyczaj się. I nie ma w tym nic niedojrzałego, właściwie to wręcz przeciwnie, bo dzieci raczej nie bywają cynikami... Znaczy nie jestem "na poziomie", bo używam ironii? A to ciekawe.
  2. Po raz kolejny napisze - nie bylo checi, byly MYSLI. Nikt nie mowi, ze to normalne.
  3. Rzeczywiście, jeżdzenie to tonie jest, więc wybacz zły dobór słowa, ale zachęcające do otwierania się też nie było...
  4. Jak przestaniecie się "przekrzykiwać" to Wam odpowiem, bo w tej chwili to jest niewykonalne, co próbuję odpisać, to pojawia się kilka nowych postów. -- 25 paź 2011, 20:07 -- Nie, nie dzielę w ten sposób - Marcja absolutnie nie zalicza się do "osób popierających moje zdanie", wręcz przeciwnie, a odnosiła się do nas z szacunkiem. Zresztą, nie nazwałabym tego zdaniem, skoro to jest odruch bezwarunkowy.
  5. Nie po mnie - po nas. Po ludziach z dzieciowstrętem/dzieciofobią.
  6. A czytałaś co napisał Alienated? I po raz kolejny - wiesz co to ironia?
  7. Może nie tyle strach, co po prostu się odechciewa. Napiszmy wszyscy, że lubimy dzieci, są słodkie i kochane i będzie spokój. Możecie mnie za to nie lubić, zbanować, cokolwiek, wszystko mi jedno, ale napiszę to - rozmawialiśmy sobie spokojnie, dopóki Noopii, Ty i Dominika, nie zaczeliście po nas jechać. Tak, jechać.
  8. Autorka prawdopodobnie naciska "wyślij" zanim przeczyta swój post drugi raz
  9. To zależy. Owy 34-latek jest prawiczkiem, bo nigdy nie miał/nie stworzył sobie ku temu okazji, czy ma jakieś blokady?
  10. Twoja dedukcja leży i kwiczy. Chodzi o ZROZUMIENIE i AKCEPTACJE.
  11. Ja też świeżak, możemy zrobić spotkanie świeżaków
  12. Kiya

    Fobia społeczna!

    - dune Mam dokładnie tak samo. Nie chcę ludzi. Ale boję się ich stracić. Więc się zmuszam. I wychodzi nijak. Takie to relacje, że w razie szukania pracy dadzą cynk, jak coś się u nich zwolni i może, może nawet pójdą raz na parę miesięcy na piwo. Ale nic więcej... I nawet nie mogę mieć im tego za złe, bo tak jak mówisz - trudno się dziwić, że się odsuwają... - Michuj (komentarz do posta dune) A skąd od razu ta pewność? Ja na przykład mam tak całe życie. Więc raczej powiedziałabym, że to po prostu moja cecha, a nie zaburzenie... Więc - różnie bywa... Różne są powody, różne efekty... - Im_Back (przykład jednego z wielu podobnych komentarzy) Drogi Im_Backu. Tak bardzo skupiłeś się na etykietach, że odrzucasz ludzi z problemami, bo nie mają ich zdiagnozowanych? Dobrze, byłoby poprawniej, gdyby każdy, kto diagnozy nie ma, mówił, że ma "objawy fobii społecznej", a nie "fobię społeczną", ale to jest coś, na co można przymknąć oko... Jesteś przeczulony, rozumiem, ale w ten sposób nie pomagasz tym ludziom, a w niektórych przypadkach wręcz przeciwnie (tak jak każdy dobry psycholog/psychiatra wie, że jednemu pacjentowi pomoże ciągłe drążenie tematu i pocieszanie, a innemu kop w dupę). - BB1 I bardzo dobre podejście. Psychologia, to akurat ta dziedzina, która podchodzi pod "zrób to sam". Każdy pracuje nad swoją psychiką od najmłodszych lat, świadomie, czy nie. Na litość boską, nie róbcie z psychologów ludzi nieomylnych, bo to zwykli absolwenci szkół wyższych, którzy uczyli się dokładnie z tych samych źródeł, co psycholog-hobbysta-amator. Poza tym nie ze wszystkim należy biegać do lekarza... Jak zatniesz się w palec, możesz sam(a) przykleić sobie plasterek. Jak Ci utnie nogę, to raczej należy się udać się już do lekarza Człowiek nieśmiały, denerwujący się przed wystąpieniem publicznym i rozmowami z obcymi ludźmi - moim skromnym zdaniem - to nie jest przypadek godny rejestracji do lekarza... Ale to nie znaczy, że ma siedzieć bezczynnie w domu i czekać, aż mu się pogłębi... Tabletki na grypę są dostępne w aptece bez recepty, ale afirmacja to już tylko pod czujnym okiem lekarza? Dla mnie to gruba przesada. Jeszcze co do diagnozy - też uważam, że lekarz może się pomylić. Nawet bardzo dobry. Z tej prostej przyczyny, że obserwacja, mowa ciała pacjenta, to tylko część "materiałów" potrzebnych do diagnozy. Reszta, to pytania zadawane pacjentowi. A pacjent, nawet nieświadomie, może odpowiedzieć błędnie. Sama nigdy nie wiem, co odpowiadać lekarzowi, wszystko jest zbyt WZGLĘDNE. "Czy często pani płacze? Czy jest pani aktywna fizyczna? Czy jest pani agresywna? Dobrze pani sypia?" - nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem Dodam jeszcze, że pokładałam dużo nadziei w tym temacie, myślałam, że znajdę się tu wśród "swoich", ludzi, którzy rozumieją. Ale przeczytanie ostatnich paru stron wywołało we mnie wręcz odwrotne odczucie - że jestem tu niemile widziana, dopóki nie mam etykietki...
  13. No ja niestety w tym tygodniu odpadam - w pracy do 22, ewentualnie sobota, jakby był ktoś chętny :)
  14. PannaZdruzgotana, świetna puenta :) A powiedzcie no mi, cóż to za wielka kłótnia była na forum, bodajże przedwczoraj?
  15. Może i tak. Ale wiecie co? Zakładając ten temat nie miałam żadnych konkretnych oczekiwań - pytań o radę, czy opinię. Po prostu byłam ciekawa. Natomiast COŚ z tej dyskusji wyniosłam - poczucie dumy, że jestem jaka jestem i dobrze mi z tym. Pozdrowienia dla Alienated
  16. I tego podejścia nie rozumiem. Ma w każdym poście przepraszać za to, co czuje? Pewnie, że pisze beztrosko, bo MYŚLEĆ można o wszystkim. I ani ja, ani kicikici (jak przypuszczam) nie mamy zamiaru jeszcze za to przepraszać, czy okazywać skruchę.
  17. Alienated, ale Ty nie wiedziałeś, że trzeba mieć żonę/męża i co najmniej jedno dziecko? To taki nakaz odgórny i broń Boże nie można pójść inną drogą! (uwaga, to była ironia) Podpisuję się pod tym... Zwłaszcza, że to właśnie kicikici napisała, że chodzi na terapię i pracuje nad tym wszystkim...
  18. Kiya

    Fobia telefoniczna

    Dokładnie tak. A tego z kolei nie mam. Ja po prostu milczę... Twoja reakcja jest chyba bardziej normalna... Sądząc po wszystkich głupich komediach z motywem np. zostawiania wiadomości na automatycznej sekretarce Potem bohater przeżywa jaką to głupotę palnął i jakiego zrobił z siebie idiotę Za to jakoś nie widuję na filmach milczenia przez telefon, chyba, że tych w mrocznych, depresyjnych... Reasumując - jesteś chyba normalniejszy ode mnie, gratuluję Ja mam natomiast podobnie w realu - często mówię rzeczy, których wcale nie mam na myśli, jak ktoś zadaje mi pytanie, to mam problem ze znalezieniem w głowie zgodnej z prawdą odpowiedzi (np. dlaczego zrobiłam co tak, a nie inaczej), i żeby nie przedłużać milczenia chwytam się pierwszej z brzegu. Kiedyś prowadziłam bloga, a moja przyjaciółka powiedziała mi, że nie będzie go czytać, bo jestem tam jakaś inna i ona tej osoby nie zna. Na nic się nie zdały tłumaczenia, że to właśnie poprzez słowo pisane jestem bardziej sobą, niektórzy po prostu nie są w stanie zrozumieć... Ja na co dzień się jąkam (nie tak naprawdę jąkam-jąkam, tylko często zacinam) i nie pamiętam prostych słów, myślenie mam spowolnione, reakcje nie aż tak bardzo (bo jakby ciało miało czekać, aż mózg coś wymyśli, to by się naczekało), ale też - jak ktoś przy mnie np. przenosi meble, nienawidzę takich sytuacji, bo wiem, że nie jestem w stanie prawidłowo i odpowiednio szybko zareagować (podtrzymać, jak komuś wysuwa się z rąk, itp.). W gardle mi nie zasycha, serducho natomiast wali tylko czasami (zwykle jak dzwonie do kogoś obcego). Tak. Jak już było parę razy wspomniane, pomaga tylko jedno - zmuszanie się. Z czasem dzwonienie staje się dużo łatwiejsze. Najskuteczniej jest wtedy, kiedy to sytuacja zmusza Cię do codziennego dzwonienia - tak jak u niektórych praca, u mnie chłopak. Mam bardzo podobnie :) Tylko nie popadam w zadumę. Po prostu słucham. Czasami próbuję się odezwać, ale zwykle niewiele z tego wychodzi :) W ogóle interakcje z ludźmi mnie męczą, bardzo, bardzo.
  19. A kto, KTO tu pisał o braku szacunku? Grupa dziewczyn rozmawiała o tym, że nie lubią dzieci, po prostu, potem dołączyli się Oburzeni Obrońcy, wypominający nam jakie to zaburzone jesteśmy. Może i jesteśmy, ale dlaczego WAM to aż tak przeszkadza? Prawdopodobnie nie będziemy chciały mieć dzieci, nie będziemy się rozczulały na widok dzieci znajomych, ale KOMU TO PRZESZKADZA? Nikomu w ten sposób nie robimy krzywdy, NIKOMU. Dlaczego uparliście się, że nasze "zaburzenie" jest tak bardzo, bardzo złe? Dokładnie. Dresik słuchający techno przez głośnik w komórce, pani, która dosłownie krzyczy przez telefon, pan, który najwyraźniej nie mył się od pół roku, dziecko wrzeszczące w niebogłosy - wszyscy są irytujący w ten sam sposób. Buka, te ciasteczka w filmiku są prze-u-ro-cze!
  20. Wiem, że do niej, ale wypowiedzieć się można Bo widzisz, podejrzewam, że to działa tak, że są ludzie, którzy od zawsze dzieci uwielbiają i piszczą na ich widok jak oszalałe (jak wszystkie moje równieśnice już za młodych lat), i tacy, którzy doceniają je w taki sposób jak opisałaś.
  21. kicikici, rozumiem Twoje oburzenie, ja też poczułam się parę razy mocno urażona w tym temacie, ale dziewczyny mają rację - "trochę" Cie poniosło ze słowami... Wiesz przecież, że jesteśmy po tej samej "stronie", więc jeżeli i ja myślę, że przesadziłaś, to chyba widzisz, że to nie jest atak... No już, nie denerwuj się :)
×