Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Związek

Znaleziono 2 wyniki

  1. Witam , mam taki problem z moim obecnym narzeczonym . Planujemy ślub , oświadczył mi się rok temu i w sumie on ustalił datę ślub , że ma być za dwa lata bo on nie chce dłużej czekać bo ma swoje lata też. Nie cieszy mnie przyszłe przygotowania do tego ślubu ponieważ on w większości szczegóły ustala z moja rodziną nie ze mną. Na przykład gdy byliśmy rezerwować salę ślubną to ani raz się do mnie nie odezwał , nic nie zapytał czy mi wszystko odpowiada wręcz unikał mnie .Moim problemem jest jego zachowanie w stosunku do mnie w miejscach publicznych ale i nie tylko. Podam przykłady np. nie zgadza się odnośnie żebym wzięła dwa nazwiska bo nie jestem jakaś zbytnio wyuczona ani ze mnie żadna gwiazda jak to powiedział. Kolejną rzeczą jest traktowanie mnie w taki sposób przykład z niedawna : byliśmy razem na dyskotece i staliśmy razem ,on mnie objął i piliśmy coś, w tym czasie patrzeliśmy się na tańczących na parkiecie ludzi. Po jakimś czasie doszedł do nas jakiś nieznajomy chłopak i zapytał się czy mogę wziąć do tańca (chodziło o mnie). Jego odpowiedź bardzo mnie zszokowała powiedział „JAK CHCE TO NIECH IDZIE” nie wiem czemu ale zrobiło mi się tak przykro po takich słowach . Nie wiem czy kochający narzeczony powinien tak odpowiedzieć lekceważąco. W tym momencie poczułam się mniej bezpiecznie przy nim ze względu na to , że właśnie w takich sytuacjach kiedy sam mógł się wystraszyć żeby tamten chłopak nie uderzył go albo coś ( bo wiadomo ja to jest na dyskotekach) to poczułam się jak on popycha mnie w ogień a sam się ratuje. Czy z takim człowiekiem mogę być bezpieczna ? zadaje sobie to pytanie codzienne . Kolejnym przykładem jest sytuacja z balu sylwestrowego na którym byliśmy razem. Dodam jeszcze , że jestem osobą małomówną, spokojną , nie pajacującą w tumie wśród znajomych. Skoro jesteśmy już 4 lata razem to widocznie mój chłopak musiał to zaakceptować. Ale sytuacja z sylwestra spowodowała , że nie mam pewności . Mój narzeczony podczas zabawy sylwestrowej odwrócił się do siedzącej obok dziewczyny którą poznaliśmy wspólnie podczas naszego pobytu 5 dniowego i cały czas z nią rozmawiałam a na mnie nie zwracał uwagi . Nawet jak wyszłam do łazienki i wróciłam zero reakcji nawet się nie odwrócił jak wróciłam , on był zainteresowany rozmowa , śmiał się a na mnie nie zwracał uwagę , ze siedzę sama miedzy nim i obok jakiegoś obcego mężczyzny który rozmawiał ze swoja dziewczyna i swoja paczka. Czy uważacie , że jego zachowanie jest w porządku wobec mnie?
  2. Witam, piszę ten temat z nadzieją, że są osoby, które mają podobny problem lub się z takim spotkały. Być może nawet sobie z nim poradziły. Co jakiś czas miewam ataki lęku. Często naprawdę mocne, po których jestem blady, zalewa mnie zimny pot i czuję że zwymiotuję. Wszystkie napady pojawiały się w nocy, kiedy zasypiałem, często powodowały nieprzespane noce. Wtedy moje myśli nie były zajęte niczym i uczepiały się jakiegoś czarnego scenariusza, który mieliłem w głowie i sobie wkręcałem. Myślę, że mogę podzielić je na dwie grupy, tj. lęk przed samym lękiem w miejscach, w których ciężko byłoby mi sobie z lękiem poradzić (np. zasypiając w pokoju na wyjeździe ze znajomymi, lęk, że jak pojawi się lęk, to sobie z tym lękiem nie poradzę albo ktoś zauważy, że mam problemy z nerwicą) lęk przed poważną relacją, przed związaniem się O ile ten pierwszy jest, jak mi się wydaje, wtórny i trafia się bardzo rzadko, to ten drugi nie daje mi żyć. Wszystkie moje próby stworzenia związku wyglądają podobnie. Najpierw kogoś poznaję, zakochuje się, spotykam, wszystko jest pięknie, bo jest jeszcze niewinnie. Pojawiają się jakieś pocałunki, to wciąż jest niewinne, wszystko gra. Problem pojawia się, gdy trafiamy do łóżka. Przestaje być niewinnie, bo są możliwe konsekwencje. Po wszystkim u mnie pojawiają się myśli typu "a co jeżeli ona zajdzie w ciążę, przecież ja nawet nie wiem czy to ta jedyna, nie wiem czy chce się z nią wiązać na całe życie. a co jak nie bedziemy się dogadywać". Potem jest już równia pochyła. Każde zbliżenie kojarzy mi się z lękiem, po wielu lęk się pojawia. W końcu nie czuję już nic z zakochania, które mi towarzyszyło, a ona kojarzy mi się już tylko z lękiem. Staram się unikać seksu, potem w ogóle spotkań wykręcając się różnymi rzeczami. Gdy zasypiamy razem czuję lęk, nie śpię w nocy, chce uciekać. Koniec końców wybieram rozstanie, bo lęki stają się nie do zniesienia. Czuję się z tym fatalnie. Nie chce być sam, ale zawsze kończę w ten sam sposób. Podczas ataków próbowałem pomagać sobie hydroksyzyną, ale pomagała jedynie w tych ciężkich przypadkach, kiedy czuje że stracę przytomność lub zwymiotuję. Nic nie zmieniała w lękach, które towarzyszyły mi podczas zasypiania, myślenia itd. Nie wiem co robić. R.
×