Powiem tak. Pomiędzy mną a mamą nieraz były konflikty. Mama miała (ma?) nawracjącą depresję i nie raz bywała w szpitalu. Spowodowało to,że nieraz były kryzysy, w których musiałam uciekać od mamy, których teraz żałuję. Mama jest dośwaiadcznoną przez życie kobietą, która nie do końca rozumie moich potrzeb emocjonalnych i fizycznych.
Moja mama nigdy nie tolerowała moich partnerów/partnerek i zawsze generalnie przez nią się rozpadłało. Tyczy się to także znajomych, czy przyjaciół. Mama węszy wszędzie spisek, że ludzie tak na mnie wpływają, manipulują mną i chcą dla mnie jak najgorzej. Zawsze to wina "kogoś", że postępuję tak a nie inaczej.
Nie potrafię postawić granicy "mamo, to jest moje życie a ty go za mnie nie przeżyjesz".
Nie potrafię odciąć się od spódnicy matki i robię wszystko żeby tylko nie było kłótni. Tyczy się to tego, że nawet nie potrafię wejść w emocjonalny związek z drugą osobą, bo zawsze coś jest nie tak według mojej mamy.
Przerabiałam to na terapii, ale niewiele to dało.
Za bardzo kocham matkę, by jej się postawić. Chcę, by to ona dobrze się czuła i komfortowo w każdej sytuacji.
No, także tyle ode mnie jeśli chodzi o toksyczność rodziców.
Z ojcem w ogóle nie miałam dobrych kontaktów, tato pił, nie rozumiałam tego i zanim udało mi się to zrozumieć, to już dawno nie żył.