Skocz do zawartości
Nerwica.com

minou

Użytkownik
  • Postów

    938
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez minou

  1. Ja sama nie moge nigdzie danej osoby skierowac. Moge dostac od swoich podopiecznych upowaznienie i np zabiegac o spotkanie w opiece spolecznej, u lekarza itd i starac sie, zeby taka osoba dostala jakas spomoc. Ale to niekoniecznie chodzi o typowe zaburzenia, ktore bezposrednio kwalifikuja sie na terapie. To czasem chodzi po prostu o ludzi, ktorzy nie maja wyksztalcenia, w domu nie dzialo sie za dobrze jak byli dziecmi, wiec nie maja odpowiednich wzorcow, sa po prostu niezaradni, nie ogarniaja spraw administracyjnych, nie potrafia planowac swoich finansow. A najwiekszy problem jest taki, ze nie znaja jezyka, wiec i tak nic sami nie zalatwia, nawet jakby chcieli. W Polsce poszliby np osoboscie do ZUS, wystali sie w kolejce, wypytali o wszystko itd, a tu nie moga. Nie znaja tutejszego jezyka, prawodawstwa, zwyczajow, tego, jak np funkcjonuje sluzba zdrowia, a nie za bardzo maja jak sie dowiedziec. Cel i sens mojego programu charytatywnego jest taki, ze tak naprawde dla tych ludzi nie ma innych opcji. Nie ma rozwiazan prawnych, nie ma odpowiednich programow pomocowych, dlatego trafiaja do mnie. Ale moj program nie jest nigdzie oficjalnie zarejestrowany, ja nie dostaje zadnych dotacji, pracuje albo anonimowo, albo na podstawie pisemnych upowaznien od ludzi, ktorym pomagam. To ma minusy (bo np jak jade z jakas osoba do szpitala oddalonego 50 km, to sama place za bezyne), ale daje mi tez duzo wolnosci, nie jestem ograniczona czasem bardzo sztywnymi, a czasem bezsensownymi przepisami, nie musze brac spraw kiedy ewidentnie widze, ze ktos chce mnie wykorzystac do przekretu (typowe jest wyludzanie zasilkow). Poza tym jako osoba prywatna czesto pracuje anonimowo, bo moi podopieczni np maja konflikt z urzedem pracy itd, a jesli pisze pismo w imieniu podopiecznego, to nie podpisuje sie moim nazwiskiem, tylko jego, dodajac w nawiasie "spisane przez tlumacza" (jestem tez tlumaczem z wyksztalcenia, wiec moge spokojnie tak pisac, choc mam tez inny zawod). W oficjalnym programie musialabym sie podpisac z nazwiska i jestem pewna, ze bardzo szybko bylabym na czarnej liscie w wiekszosci urzedow, a nie wykluczam, ze kiedys bede skladala do ktoregos z nich podanie o prace Chodzi np o to, ze niewyksztalceni, nieznajacy jezyka cudzoziemcy czasem bywaja odsylani z kwitkiem, jesli np prosza o zasilek. Urzedy czuja presje, zeby zmniejszyc wydatki, wiec odsylaja takie osoby, ktore wg nich nie zloza skargi, nie odwolaja sie itd. Ja sie odwoluje w ich imieniu i dostaja te zasilki, jesli im sie prawnie naleza. Wyobrazam sobie, ze pracownik, ktory odmowil zasilku takiej osobie, nie palalby do mnie wielka miloscia Troche sie rozpisalam, ale zmierzam do tego, ze ja specjalizuje sie w sprawach administracyjnych, w tym jestem dobra, a nie w pracy z osobami np z zaburzeniami. Mam tez wyksztalcenie z zakresu komunikacji i psychologii jezyka, ale absolutnie nie jestem terapeuta ani pracownikiem socjalnym, kuratorem czy pedagogiem. Nie chce podejmowac sie jakis zadan, jesli nie mam do nich kwalifikacji. Z zasady nie biore spraw osob, ktore powinny miec wsparcie psychologa, terapeuty, opieki spolecznej itd, bo ja sie na tym nie znam! Ale jak juz Ci napisalam, dla wielu osob, ktorym pomagam, jestem tak naprawde ostatnia mozliwoscia, bo nie ma dla nich innych rozwiazan. Staram sie takie osoby przekazac do odpowiedniego urzedu, ale urzedy, jak juz pisalam, traktuja ich czasem jak punkt psujacy statystyki, jak drogi problem, dlatego czasem ci ludzie wracaja do mnie, bo nie maja nikogo innego. Ten program daje mi duzo radosci i satysfakcji. Poza tym bardzo duzo sie ucze, m. in o prawie pracy itd. Ale sa tez gorsze chwile, np dzisiaj. Moja podopieczna wlasnie walczy o zycie w szpitalu. Pielegniarka zadzwonila do mnie dzis jak bylam w pracy, zwykle staram sie trzymac emocjonalny dystans, nigdy nie histeryzuje, ale niestety poplynely mi lzy przy szefie, a to niezbyt przyjemne. Szczegolnie, ze to nowa praca, jestem tam od dwoch miesiecy, ale dostalam od szefa i wspolpracownikow dzis cudowne wsparcie, a to daje wiare w ludzi. Praca charytatywna moze niesamowicie wzbogacic emocjonalnie, jesli nie masz ze soba problemow. Jesli masz jakies osobiste problemy, ryzykujesz, ze sie pograzysz, zyjac problemami innych.
  2. Z tego, co wiem, trochę się to zmieniło przez ostatnie pare lat (odkąd masz kamerkę w aucie i możesz zaskarżyć dziada który Cię udoopił bez powodu ). Zdaje się, ze teraz średnia to jakieś 3 razy. Ja zdałam za 3-cim razem kilkanaście lat temu i nigdy nie miałam nawet stłuczki, ale rzadko jeżdżę po Polsce, bo się zwyczajnie boje, mąż jeździ i naprawdę często musiał zwiewać niemalże do rowu, żeby nas nikt nie zabił Instruktor powiedział od razu, ze uczy mnie „pod egzamin” a jeździć to już będę musiała sama się nauczyć jak zdam
  3. To chyba zależy od nasilenia choroby, jej przebiegu itd. Mam np koleżankę, która choruje na epilepsję i ma prawo jazdy warunkowe. Choroba jest pod kontrolą, ale jeśli dostanie ataku, to prawo jazdy zostanie zawieszone. Jeśli chodzi o nerwice i depresje, to oczywiście nie wolno jeździć autem, jeśli jest się leczonym lekami, po których nie wolno prowadzić. Ale masz racje, ze tutaj przepisy są niejasne. Jak np miałam okropne bólów kręgosłupa i byłam na tramadolu, to nie jeździłam autem. Farmaceuta powiedział mi, ze tramal jest do wykrycia we krwi do 24 h albo i dluzej, długo po tym, jak ja już nie odczuwam jego działania. Tak samo relanium. W policyjnym teście po tramalu wychodzą opiaty i policjant nie wie, czy wstrzykiwalas kompot, czy wzięłaś lek przeciwbólowy przepisany przez lekarza. Oczywiście to się da wyjaśnić, jak przedstawisz receptę, ale Sąd zawsze będzie mieć z tylu głowy, ze byłaś pod wpływem.
  4. @johnn po prostu umiem lepiej ocenić, czy dana osoba chce pomocy czy uwagi i wyręczenia. Potrafię odciąć się emocjonalnie, oczywiście odczuwam współczucie i empatię, ale nie świruję. To przyszło z wiekiem i doświadczeniem. @moti jak zaczęłam swój projekt charytatywny, to doznałam małego szoku. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego np tłumacze jakiejś osobie, co powinna zrobić w danej sytuacji, umawiam ją np do odpowiedniego urzędu, pomagam np dostać skierowanie na leczenie, załatwiam zapisanie do szkoły, ta osoba potakuje, dziękuje, a potem.... robi po prostu wszystko na odwrót, nie przychodzi na spotkania, zawala szkołę czy kurs itd itp. A potem wraca do mnie, wynajduje milion wymówek i każe wszystko załatwiać od nowa. Ja współpracuje z pracownikami socjalnymi, związkami czy doradcami zawodowymi i oni wytłumaczyli mi, ze ludzie z problemami społecznymi nie są w stanie ogarnąć swojego życia, nie są w stanie planować na dłużej niż pare tygodni wprzod, nie umieją zrozumieć konsekwencji swojego zachowania (np rzucają prace z dnia na dzień a potem przychodzą i się żalą ze nie pomyśleli ze np jeśli sami rzuca prace, to nie będzie im się zasiłek należał albo coś w tym stylu, mieszkam zagranica i tu są dość sztywne reguły). Ja nie mam wykształcenia z zakresu zajmowania się ludźmi np z uzależnieniami czy innymi problemami społecznymi, dlatego staram się takie osoby odsyłać do odpowiednich urzędów. Ale musiałam zrozumieć, ze nie jestem za nich odpowiedzialna. Mogę im doradzić, ale to oni sami musza chcieć zmienić swoje życie. Mam taką jedną Panią, która ciagle dzwoni i pyta o radę, ale jak jej doradzę, to ona zawsze to neguje i robi po swojemu. Potem znów dzwoni i mówi, ze ma taki i taki problem. Wiec jej mówię: „rozmawiałyśmy o tym, doradziłam Ci co zrobić, ale nie chciałaś tak tego załatwić. Gdybys tak to załatwiła, jak mówiłam, nie miałabyś dziś problemu”. A ona zawsze odpowiada „ale skąd miałam wiedzieć, ze masz racje? Na jednym forum ludzie pisali, żeby zrobić inaczej”. I tak w kółko
  5. Wiec mamy po prostu inne zdanie na ten temat. Przy tych statystykach, jakie mamy w Pl, zarówno dotyczących wypadków i kierowców pod wpływem tego czy owego, jedyne wyjście to zero tolerancji. Jeździ się na trzeźwo. Kropka. Posty wyżej może nie są bezpośrednim namawianiem, ale wyraźnym okazywaniem przyzwolenia na jazdę po środkach zaburzających koncentracje w sposób mający wpływ na bezpieczeństwo. Dla Ciebie to nadgorliwość, dla mnie (i wielu innych) to zwykły zdrowy rozsądek. Co do prawodawstwa: instruktor odpowiada za kursanta, ale nie, jeśli kursant jest naćpany. Nieznajomość prawa przez kursanta (no nie wiedziałam, ze nie mogę sobie dla odwagi strzelić benzo) nie zwalnia z odpowiedzialności karnej. Nie porownuj do USA. W takich stanach jak np teksas już 14 letnie dzieci bez prawa jazdy jeżdżą autami do szkoły - bo często maja do szkoły np 20 km. I to droga gdzie ruch jest minimalny. Tam są po prostu inne realia. Zresztą autorka nie mieszka w USA chyba? Ja tez miałam wielką ochotę dać mojemu egzaminatorowi po gębie. Myśle, ze to dość powszechne uczucie.
  6. Bardzo mnie dziwia te Wasze rady. Zarowno po hydroksyzynie jak i po benzodiazepinach nie wolno prowadzic samochodu. Rownie dobrze mozecie radzic, zeby sobie dziewczyna setke strzelila przed egzaminem na rozluznienie. Prowadzenie pod wplywem srodkow odurzajacych jest karalne, jesli nie daj Boze spowoduje nawet mala stluczke podczas egzaminu i wezma ja na krew to przeciez zostanie oskarzona. Egzaminy na prawo jazdy sa stresujace dla wszystkich, nie tylko dla tych, ktorzy maja nerwice. Ale zasady sa tez takie same dla wszystkich. Jak nie jestes w stanie podejsc do egzaminu, to po prostu nie bedziesz miec prawa jazdy. Dosc juz jest na drogach nacpanych kierowcow, ktorzy zagrazaja zyciu innych. Idz na terapie i wroc na kurs jak bedziesz w stanie przystapic do egzaminu. Normalnie zglosze ten watek do moderacji, nic nie wkurza mnie bardziej jak skrajnie nieodpowiedzialni kierowcy, pijacy i inni, ktorym sie wydaje, ze moga prowadzic pod wplywem, a potem jak kogos zabija, to ledwo pare latek wiezienia dostaja.
  7. Dziękuję @moti jak miałam stany depresyjne, to przejmowałam się innymi, ludźmi lub zwierzętami, traciłam dużo energii na zamartwianie, pomagałam ale w sposób który nie dawał rezultatów, i tak sobie to błędne koło się ciągnęło. od ponad 4 lat prowadzę swój własny program charytatywny dla Polaków zagranicą i dużo mnie nauczyło. Np odróżniam pomaganie od wyręczania. Cześć osób próbuje zwalić na mnie swoje problemy i zaoszczędzić czas i pieniądze wyręczając się mną. Natomiast inni przychodzą po poradę, żeby się czegoś nauczyć i następnym razem poradzić sobie samemu. Albo dlatego, ze wyczerpali inne możliwości. Oczywiście to ta pierwsza grupa najbardziej się nad sobą użala i potrafi się obrazić, jeśli nie dostanie czegoś na tacy kiedyś odmówienie takim osobom pewnie wywołałoby u mnie wyrzuty sumienia, dziś już wiem, ze pomagać trzeba mądrze no i chronić siebie i swoją psychikę.
  8. Spoko, ja nie wiedziałam kto to de Mello wiele osób zajmowało się myślami i czym one są i to nie tylko filozofowie, ale też neurolodzy, lingwistycy itd i najwyraźniej poodchodzili do podobnych wniosków
  9. @Fabienka super, ze to nie chłoniak, jeden stres mniej. Co do terapii, to jest to terapia poznawczo-behawioralna i najlepsze w niej jest to, ze skuteczność terapii prowadzonej przez rodziców, którzy np. robią to wg podręcznika czy wskazówek psychologa jest taka sama jak terapia w całości prowadzona przez psychologa. U nas jest tak, ze terapia trwa 10 tygodni, mieliśmy jedno spotkanie dwugodzinne z psychologami, dostaliśmy podręczniki i dla nas i dla dziecka, w połowie terapii pójdziemy na kolejne dwugodzinne spotkanie (to są spotkania grupowe bez dzieci, tylko rodzice). I na koniec ostatnie spotkanie. Na jazdy tydzień jest 1 rozdział, który trzeba z dzieckiem porządnie omówić np w weekend i potem przez tydzień są ćwiczenia. W następny weekend omawiamy kolejny rozdział i znów ćwiczenia. To polega np na tym, ze dziecko ma zidentyfikować myśl, która powoduje strach. Np „boje się, ze mi cukier spadnie do 0”. I najpierw wypisać, dlaczego tak się może stać (bo mam cukrzyce, bo zapomnę insuliny itd). Potem razem z dzieckiem wypisuje się punkty przeciw: ze na cukrzyce są leki, ze mam w domu zapas insuliny, ze rodzice pilnują itd. I uczy się dziecko zastępować tą myśl negatywną tymi myślami uspokajającymi. Co ciekawe, wg badań sama rozmowa o tym, gdzie tłumaczysz dziecku ze ma się nie martwić bo np pilnujesz pór podawania insuliny, nie działa. Dopiero wypisanie każdej lękowej myśli, znalezienie „za” i „przeciw” i świadome skupienie się na „przeciw” pomaga. Sprawdź w Google, po polski tez są podręczniki do tego.
  10. @Fabienka wydaje mi się jednak, ze gdyby podejrzewali coś poważnego, to by Was nie wypuścili ze szpitala i nie kazali czekać miesiac a tomografię zrobiliby od razu na oddziale. Co by to nie mówić o krajach typu UK, Skandynawia, które wszystko leczą paracetamolem, jeśli już jest podejrzenie, ze dzieje się coś naprawdę złego, to działają szybko i zwykle skutecznie. Biedna młoda, znam ten ból z pobieraniem krwi, ja tez mam niewidoczne żyły i zdarzało mi się wychodzić od lekarza pokłóta i cała w siniakach. Wyglądałam jak narkomanka. Przy drugim porodzie chciałam epidural wiec musieli mi wenflon na dłoni założyć, ale się nie udało. Moja ręka była jednym fioletowym balonem, ale zauważyłam to dopiero jak położna zaczęła w panice przepraszać - skurcze miałam już takie, ze tej igiełki nie poczułam co do Twoch objawów to pewnie stres jest. Masz ponapinane mięśnie w klatce piersiowej i to pewnie dlatego. Ja jak się zdenerwuje, to tez nie mogę mówić bo mi powietrza brakuje i nawet zaczynam kaszleć albo czuje się, jakbym przebiegła parę km. Masz możliwość wyrwać się na masaż do fizjoterapeuty? To pomaga i taki fizjoterapeuta pewnie tez by Cię uspokoił jakby Ci powiedział, ze Twoje problemy to napięcie mięśniowe. Zdrowka i spokoju Wam życzę! u nas ok, właśnie zaczynamy terapie kognitywną dla naszej córki, żeby jakoś opanować jej lęki, może tez się czegoś nauczę, bo dostaliśmy podręczniki i rodzice mają brać bardzo aktywny udział
  11. minou

    Egocentryzm

    Czy mozesz zdefiniowac co w Twoim przypadku oznacza egocentrym? Najlepiej z przykladami
  12. Sok z kiszonej kapusty moze pomagac w przypadku chorob psychicznych, bo przywraca prawidlowa flore jelitowa, a jest udowodnione, ze osoby chore na depresje maja czesto nieprawidlowa flore jelitowa. Dlaczego tak jest, jaki jest dokladnie zwiazek przyczynowo skutkowy i czy rzeczywiscie taki zwiazek istnieje, tego chyba jeszcze nie udowodniono. Nie wiem natomiast, czy w takim przypadku sok z kapusty kiszonej dzialalby od razu, ale jesli Ci pomaga, to pij na zdrowie
  13. Zawsze tak mialas, czy to sie nasililo od pewnego czasu? U mnie takie przejmowanie sie bylo objawem depresji i nasilenia nerwicy. Przy pierwszym epizodzie umiarkowanej depresji przejmowalam sie strasznie bezdomnymi zwierzetami, nie moglam przez to spac. Za drugim razem byl to np los dzieci albo ludzi w rejonach objetych wojna. Potrafilam tez strasznie sie przejac losem kogos, kogo ledwo znalam, jesli np dowiedzialam sie, ze spotkalo go jakies nieszczescie. Po wyleczeniu depresji to zamartwianie mi przeszlo. Nie znaczy to, ze jestem obojetna na los innych, wrecz przeciwnie, od 2015 regularnie pracuje charytatywnie, poswiecam na to do 10 godz w tygodniu. Ale to nie zamartwianie, a konkretne dzialanie. Mam pewne trudne sprawy, ktore oczywiscie mnie dotykaja, ale staram sie ich nie zabierac do domu.
  14. Ja mam tak samo, jak Ty - jak sie ruszę do WC to w sumie boję się mniej myśle, ze to trochę dlatego, ze mam co robić i czym zająć myśli, wstać, pójść do WC, umyć ręce itd. A trochę dlatego, ze jak jestem w ruchu to mniej czyje kołysanie w samolocie a to ono mnie stresuje. Nienawidzę tylko tego głośnego dźwięku jak się spuszcza wodę ale zauważyłam tez, ze jak są turbulencje a ja się spinam i siedzę nieruchomo, to czuje się gorzej, a jak się wiercę, zmieniam pozycje na fotelu, poprawiam sweter itd to mniej odczuwam kołysanie.
  15. Mi się wydaje, ze Twoim głównym problemem jest niska samoocena i to, ze nie kochasz samej siebie. Ciężko mieć dobre relacje z innymi jeśli nie masz dobrej relacji sama ze sobą. Najwazniejsza rzecz to: cokolwiek robisz, jakkolwiek się czujesz, nie możesz robić samej sobie krzywdy. Samookaleczanie w jakiś sposób zmniejsza napięcie, ale to tylko ułuda. Wydaje mi się, ze na takie problemy może pomoc tylko porządna terapia. Celem jest, byś pokochała siebie i była dla siebie dobra. To przy okazji rozwiązuje często inne problemy. Jeśli zrozumiesz, ze zasługujesz na to, żeby dbać o siebie, żeby dbać o i swoje ciało i umysł, nie po to, żeby wpisać się w jakieś standardy wyglądu, to możesz tez rozwiązać problemy z nadwaga. Jeśli np odchudzasz się , bo uważasz, ze nie jesteś dość dobra, to tak naprawdę tez karzesz sama siebie (bo np się głodzisz) i to niewiele różni się od okaleczania. Poza tym pewnie sama wiesz, ze takie odchudzanie nie działa. Ale jeśli zaczniesz o siebie dbać z milosci do siebie, to może zaczniesz jeść zdrowo po to, by zadbać o swój organizm, zaczniesz może ćwiczyć po to, by Twoje ciało miało się dobrze. Jest takie powiedzenie, ze „Twoje ciało jest Twoją świątynią”. Świątyni przecież nie niszczysz, nie zaśmiecasz niezdrowym żarciem, nie robisz tam bałaganu, świątynia zasługuje na szacunek itd. Pamiętaj, ze Ty jesteś swoim najlepszym przyjacielem. Traktowałabyś tak najlepszego przyjaciela, jak traktujesz siebie? Spróbuj zwrócić się o pomoc do psychologa, a może tez psychiatry na początek.
  16. Zaznaczę na wstępie, ze nie jestem psychiatrą ani psychologiem i porada na forum nie zastępuje profesjonalnego leczenia, ale jeśli miałabym wyrazić moje subiektywne zdanie, to Twoje leczenie jest z założenia złe. Dlaczego? 1. Leki psychiatryczne ratują życie i nie powinno się unikać ich brania, jeśli są potrzebne. Ale jeśli się wgłębiać w temat, to się dowiesz, ze mamy dość małą wiedzę o tym, jak dokładnie działają. Nawet niektóre leki będące na rynku od dziesięcioleci, maja w ulotce tekst, ze mechanizm ich działania jest nieznany. Równowaga biochemiczna mózgu jest bardzo delikatna i złożona łatwo ją zachwiać. Jeden lek ureguluje jedno, a może rozreguluje drugie. Ty bierzesz koktajle leków, zmieniasz dawkę, zmieniasz preparaty, kombinacje, a to są przecież substancje, które regulują poziom neuroprzekaźników w sposób sztuczny. Być może przez te koktajle masz tam wszystko rozregulowane. 2. Leki to jest tylko pierwszy, i zwykle krótki etap leczenia nerwicy. Kiedyś mówiło się, ze niektórzy pacjenci będą musieli brać swoje leki do końca życia, ale teraz się od tego odchodzi, przynajmniej w kwestii nerwicy i depresji (bo wydaje mi się, ze np schizofrenia wymaga stałego leczenia, ale w tym temacie wiem niewiele). Leki maja wyciągnąć Cię z najgorszego doła i przygotować do terapii. Leki to koło ratunkowe, które pozwala się nie utopić, ale to terapia uczy pływać. Z tego, co piszesz, Twój lekarz faszeruje Cię coraz to nowymi mieszankami, ale nie piszesz, czy chodzisz na terapie? 3. Ja na Twoim miejscu (ale to Ty oczywiście musisz wiedzieć, co dla Ciebie będzie najlepsze) zmieniłabym psychiatrę i znalazła porządnego psychologa i ustaliła z nimi plan powolnego odstawiania leków i zmniejszania ich dawki w miarę postępowania terapii.
  17. No ale co w tym złego? Wiele osób, obu płci, przychodzi do klubu może nie w celu, ale przynajmniej przyjmując możliwość że pozna kogoś. Czasem chodzi o poznanie kogoś wyjątkowego lub chociaż kogoś na dłuższą relacje i to jest ok. A czasem chodzi o to, ze ludzie maja ochotę na sex ale niekoniecznie na zobowiązania. I to tez jest ok (pod warunkiem, ze się nie kłamie w żywe oczy). Czasem planujesz poznać kogoś w klubie na jedna noc a za rok bierzesz z nim ślub. Czasem spotykasz kogoś na kółku różańcowym, kto rzuca Ce po pierwszej spędzonej razem nocy, lub nawet przed. Za dużo rozkminiasz. Masz racje, ze od niektórych facetów w klubie bije desperacja, albo od ręki widać, ze chcą zaliczyć byle kogo. Ale zwykli, fajni, mili faceci tez czasem podrywają dziewczynę w klubie. Różnica jest tylko taka, ze normalny facet nigdy nie zapomina, ze ma przed sobą człowieka z uczuciami a nie dmuchaną lalę. Nawet jeśli znajomość kończy się na jednej miłej nocy, to normalny facet pomyśli sobie po prostu „było miło z tą dziweczyną, jest atrakcyjna i wyluzowana”. A cham pomyśli „zaliczyłem s*ke i jej nie szanuje, bo ja tak mogę, a kobieta nie”. Z tym mamy trochę problem w polskim społeczeństwie, ogólnie z równością płci i wzajemnym szacunkiem. Ale przecież nie musisz być taki i z tego co piszesz, za takiego się nie uważasz.
  18. @xyz123 jesteś wystarczająco dobra, nawet jeśli nie jesteś modelka, baletnica i prawniczka w jednym. Z taką matką, jaką masz, nic dziwnego ze trudno Ci w to uwierzyć, ale tak jest. Nie jest też Twoją winą, ze nie udało Ci się za pierwszym zamachem znaleźć super terapeuty, wybrać leków i w poczuciu sukcesu wrócić do zdrowia i obowiązków. To z systemem jest coś nie tak, a nie z Tobą. Najlepiej wziąć to za oczywistość i po prostu nastawić się na to, ze zanim dostaniesz to, czego chcesz i potrzebujesz (odpowiedniego leczenia) to będziesz musiała się naużerac z konowałami. W sumie nie dziwie się, ze sceptycznie podchodzisz do leczenia, bo może wydaje Ci się, ze powrót do zdrowia będzie dla Ciebie oznaczał powrót do prób bycia idealną i osiągnięcia sukcesu w rozumieniu innych. A to przecież byłby powrót do koszmaru, który spowodował Twoje problemy. Ale tak nie jest. Jak wyzdrowiejesz i popracujesz nad swoimi problemami z odpowiednim terapeutą, będziesz mogła być sobą, tym kim chcesz być, a nie tym, kim widzą Cię inni. Ważne, by spełniać oczekiwania bliskich, ale nie, jeśli te oczekiwania są chore. Terapeuta może pomoc rozróżnić pomiędzy nimi i może nauczyć Cię, jak reagowac, jak odmawiać i jak sobie radzić z pewnymi osobami i sytuacjami. Powodzenia!
  19. Masz racje. Ale tutaj znów granica między tym, co dobre a co złe jest cienka. Np strach jest naturalnym mechanizmem przezyciowym i jest nam potrzebny. Ale w nadmiarze, lub strach nieadekwatny prowadzi do nerwicy lękowej. Tak samo z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Spełnianie oczekiwań innych zawsze kosztem siebie jest bardzo złe. Ale nieliczenie się z uczuciami innych tez jest złe i tez może prowadzić do depresji jeśli reakcje innych na nasze zachowanie będą negatywne. Smierć ukochanej osoby to jedna z najgorszych tragedii, jaka może spotkać człowieka, a jeśli na dodatek to smierć samobójcza, to wywołuje ogromne poczucie winy u rodziny, bliskich, przyjaciół. Jeśli zrealizujesz swoje plany, skrzywdzisz prawdopodobnie wiele kochających Cię osób. Czy w tym wypadku spełnienie ich oczekiwań, które pewnie sprowadzają się do tego, ze na poważnie podejmiesz leczenie i spróbujesz wyzdrowieć, to za duże wymagania?
  20. Myśle, ze rozumiem o co Ci chodzi, ale ja trochę coś innego miałam na myśli. Wiem, ze osoba chora na depresje nie może „wziąć się w garść” i sama sobie pomoc. Żeby się wyleczyć potrzebna jest profesjonalna pomoc, często leczenie farmakologiczne potem uzupełnione długa, może i wieloletnia terapia. Leki są jak koło ratunkowe - pomagają się nie utopić, ale to terapia uczy pływać samodzielnie - kiedyś coś takiego przeczytałam i myśle, ze to fajna metafora. Ale leczenie nie jest łatwe - leki maja skutki uboczne a na dodatek czasem trzeba dość długo eksperymentować żeby znaleźć ten, który zadziała. Terapia wymaga dyscypliny i samozaparcia i jest bolesna. Żeby przejść przez leczenie, trzeba odnaleźć w sobie jakąś sile napędową: jeśli nie jest to nadzieja, radość życia czy entuzjazm, to musi to być coś innego, np zwykła zadaniowość, poczucie obowiązku lub bunt czy złość. Napisałam tą małą prowokacje, żeby wywołać u autorki bunt. Bunt jest dobry, bo w przeciwieństwie do smutku czy użalania może być motorem do działania.
  21. Masz racje, ale to nie o to mi chodziło. Autorka postu twierdzi, ze nie ma dla niej szans. Leczyć się nie chce. Do szpitala nie pójdzie, bo nie ma sensu. Do psychologa chodzić nie będzie, bo nie pomaga. Skoro tak, to napisałam jej, ze po co marnować taką dobrą siłę roboczą? Jej życie nie ma sensu, ale innych ma, jak najbardziej. Wiec nich sobie popracuje na rzecz innych, tych, którym taka pomoc ułatwi życie, które jest dla nich ważne - np zwierzętom, samotnym matkom. Nie pisałam tego poważnie. Chciałam sprowokować autorkę, żeby zdała sobie sprawę, ze jednak nie jest taka nieważna dla siebie samej jak jej się wydaje i nie jest tak obojętna na swój los, jak pisze. I potwierdziło się to. Zyję w otoczeniu chorób psychicznych od dziecka. Babcia, 3 ciotki, tato, teściowa, to tylko początek listy. Depresje, dwubiegunowki, nerwice, psychozy. Sama mam nerwice i miałam depresje. Szybko zobaczyłam jedna rzecz -różnica między tymi, którzy wygrywają z depresja a tymi, którzy latami przewlekłe z nią walczą często sprowadza się do jednego - ta pierwsza grupa zmusza się, by się leczyć (tak jak @Miss Worldwide pisze - wykonać plan a nie poddać się emocjom, chociaż to mega trudne i nieprzyjemne), natomiast ta druga szuka każdej możliwej wymówki, żeby się nie leczyć. Ja wiem, wiem, ze leczenie jest trudne, ze służba zdrowia jest do d.py, ze trzeba się nachodzić, nazmieniac psychiatrów i psychologów, bo połowa to konowaly, wiem ze leki są nieprzyjemne w działaniu. No są, ale jednak trzeba przez to przejść, żeby mieć szanse na zdrowie. Nikt nie mówił, ze będzie łatwo. Nie da się pomoc komuś, kto nie chce pomocy.
  22. Skoro Twoje życie to walka o umycie zębów i nie wychodzisz z domu, to chyba aktualnie i tak nie pracujesz? Wiec i Ty masz możliwości finansowe, żeby nie pracować? Co do mienia w nosie własnego JA, to może chyba odrobina tego niektórym by się przydała bycie wolontariuszem to bycie pasożytem? Cóż, są programy, gdzie pracujesz charytatywnie za wikt i opierunek.
  23. 100% racja. Ja właśnie tak zrobiłam. Skoro i tak czułam się jak g*wno, niezależnie co robiłam, to dlaczego by nie zrobić tego, co do mnie należy? Gorzej mi nie będzie od tego, jak posprzatam, zdam egzamin czy wyczołgam się do pracy. Okazało się wręcz, ze po pół roku było dużo lepiej.
  24. Masz racje ze to trochę mój obraz depresji, ale nie do końca, bo jak napisałam - specjaliści wymieniają skrajny egocentryzm jako jeden z objawów. Co w tym krzywdzącego? Zaprzeczanie temu to tak samo, jakbyś powiedziała, ze wymienianie nietrzymania moczu jako objawu np po trudnym porodzie jest niesprawiedliwe, bo jest wstydliwe i może zniechęcić do rodzenia. Prawda nie zawsze jest wygodna i przyjemna. Ja miałam depresje i znam te objawy, które wymieniasztez, nie mogłam spać, jeść, byłam wyczerpana, płaczliwa, lęki miałam takie, ze bałam się iść do toalety, bałam się zasnąć itd. Później dostałam leki, po których spałam 16 godzin ma dobę, pociłam się jak szczur, schudłam i nie mogłam jeść, wyglądałam jak smierć, miałam sztywne mięśnie itd. Wstydziłam się tego, jak wyglądam, na twarzy miałam pełno krostek, bo nie miałam siły na pielęgnacje, nic mi się nie chciało. Ale zdałam egzaminy na studiach a potem poszłam do pracy i nawet nie wiem kiedy leki zaczęły działać a depresja przeszła. Bo w pewnym momencie postanowiłam sprawdzić, co się stanie, jeśli jednak wstanę i pójdę na uczelnie, spełnię oczekiwania innych jak odpowiedzialna i dorosła osoba, nawet jeśli mnie to nie cieszy. Świat się zawali? Okazało się, ze się nie zawalił.
×