Skocz do zawartości
Nerwica.com

minou

Użytkownik
  • Postów

    938
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez minou

  1. Ja mam nerwice odkad pamietam, mialam wiele okresow bez objawow, o roznej dlugosci. Wczesniej jak nerwica wracala, to pod inna postacia niz poprzednio (np z leku przed ciemnoscia zmienilo sie na hipochondrie itd). Teraz jak wraca to jest to praktycznie zawsze lek wolnoplynacy. Oraz silny niepokoj jak latam samolotem. Ale juz dawno doszlam do tego, ze jak mnie lapie nerwica, to mysle sobie, co najgorszego mogloby sie stac? (Tak tez sie robi na terapii kognitywno-behawioralnej). W przypadku akurat moich lekow najgorsze jest to, ze umra mi dzieci, ja, maz albo reszta rodziny. No coz, trudno, kazdy kiedys umrze, trzeba to zaakceptowac i zamiast marnowac czas na martwienie sie tym, lepiej skorzystac troche z tego zycia, dopoki trwa
  2. Moja tesciowa miala naprawde bardzo realne wskazania do rezonansu, ale ze wzgledu na silna klaustrofobie odmowiono jej tego badania. Powiedziano jej, ze nie moga jej dac zadnych lekow, bo badanie nie wyjdzie wiarygodne, ale nie wiem, na ile to prawda? W kazdym razie jednak samo jej przeszlo
  3. wiem, wiem ale oni lubia swoich tesciow, po prostu uwazaja, ze nie wolno w ten sposob robic innym klopotu, Do tego stopnia, ze jak moja ciocia miala przyjechac do Polski z mezem i dziecmi, to moja mama zaproponowala im, ze moga zatrzymac sie u niej bo ma calkiem spore mieszkanie, Dla meza mojej cioci to byl szok i cos absolutnie nie do pomyslenia. Uwazal, ze to mozliwe tylko pod warunkiem, ze moja mama w tym czasie akurat planuje urlop i nie bedzie jej w tym mieszkaniu, bo nie wyobrazal sobie, zeby mogl tam przebywac, podczas gdy ona tam jest, bo to po prostu nie uchodzi. Zapraszalismy ich tezdo siebie do Danii w czasie, jak my bedziemy na urlopie, wiec mieliby mieszkanie dla siebie i jedyne, co mieliby na glowie, to nasz kot (ale sami tez maja kota, wiec to dla nich nie problem). Ale zarowno maz cioci jak i jej nastoletnie dzieci odmowili. Ostatnio jak u nich bylam na kawie zapowiadajac sie ledwo dwa dni przed przyjsciem, uslyszalalam od progu od dziecka mojej cioci (czyli mojego kuzyna, ktory ma obecnie 13 lat), ze zupelnie nie rozumie, jak ja moge im sie zwalac na glowe na kawe "bez uprzedzenia" bo przeciez takie rzeczy sie ustala jakies 2 tyg przed i to minimum. Powiedzialam dzieciakowi, ze musi zrozumiec, ze my jestesmy z Danii a dzicy ludzie z polnocy nie znaja sie na savoir-vivre tak dobrze jak taki wyrafinowany francuz jak on mina jego byla bezcenna
  4. Moze masz astme? Co do swiszczacego oddechu przy uczuciu czegos w gardle, to ja mialam kilka razy tak, ze lekko zakrztusilam sie slina i mialam realne obawy, ze sie udusze. Mialam wlasnie swiszczacy oddech i czulam wyraznie, ze zacisnela mi sie krtan. Raz zdarzylo sie, to, jak wyszlam z pracy, wsiadlam do auta, wzielam tic taca i sie lekko zakrztusilam, a potem po prostu swiszczalam jakbym miala mega atak astmy. Myslalam, ze bede musiala wytoczyc sie z auta i prosic przechodniow o pomoc, na szczescie przeszlo. Zdaje sie, ze to ten slynny "laryngospazm" ktory byl glowna linia obrony w sprawie glosnego mordestrwa malej Madzi z Sosnowca. Wtedy jakis niby lekarz argumentowal, ze skurcz krtani moze wystapic z powodu zakrztuszenia lub stresu. Typowe jest wtedy to, ze wydech nastepuje w zasadzie bez problemu, ale wdech jest swiszczacy. Laryngospazm oznacza po psortu zacisniecie strun glosowych czy tam krtani np jesli dostanie sie tam cos, plyn, pylek, cialo obce, albo z powodu stresu, astmy, alergii. Zwykle trwa 30-60 sekund, wiec rzadko jest niebezpieczny.
  5. Ja musze dzis gdzies sie wyzalic. Moja znajoma umiera w szpitalu, byc moze juz nie zyje. "Znajoma" to zreszta nie do konca dobre okreslenie. Poznalam ja ok 3 lata temu, najpierw pracowalysmy razem, a potem kiedy zdiagnozowano u niej raka, objelam ja moim programem charytatywnym, bo ona nie zna tutejszego jezyka a jednak jest sporo spraw do ogarniecia przy leczeniu onkologicznym. Pomagalam jej przede wszystkim w sprawach praktycznych, tlumaczenia, telefony do szpitali, sprawy urzedowe, czasem wozilam ja na chemie itd, ale zawsze mialam wrazenie, ze to nie tylko taka pomoc byla jej potrzebna. Jako osoba chora (na raka i depresje spowodowana rakiem), ona raczej potrzebowala towarzystwa, wpadniecia do niej na kawe itd, szczegolnie ze zostala tu, zamiast wracac do Polski i do rodziny tylko dlatego, ze w Polsce nie widzieli mozliwosci leczenia jej. Tu owszem, dostala leczenie na swiatowym poziomie, ale siedziala tez duzo sama w domu. Ja niestety jestem pod ogromna presja az do maja, kiedy pozamykam pewne projekty i nie mialam dla niej tyle czasu, ile chcialabym miec. Od pewnego czasu planowalam, zeby wyrwac ja z domu na cos niemeczacego, jakis koncert, czy warsztaty kreatywne. Myslalam, ze mamy czas. Wiedzialam, ze ona sie nie wyleczy, ale lekarze raczej przedstawiali to tak, ze przy odpowiednim leczeniu choroba bedzie postepowac powoli, raz bedzie lepiej, raz gorzej, ale ma szanse zyc jeszcze pare lat i to w miare normalnie. Na dodatek wlasnie oczekiwala pierwszego wnuka. W piatek zadzwonili do mnie ze szpitala, ze trafila do nich i stan szybko przeszedl w krytyczny z powodu infekcji. Prawdopodobnie system odpornosciowy oslabiony chemia nie dzialal jak nalezy i z tego, co zrozumialam, chodzilo o sepse. Nie zdazylam zabrac jej na zaden koncert, ani wypic z nia kawy. Nie zdazylam jej powiedziec, ze jest bardzo dobra, cierpliwa, dzielna. Nie zdazylam nawet sie pozegnac. Dostalam pozwolenie i od rodziny i od lekarzy by pojechac do szpitala, ale ona byla bez kontaktu a wtedy byla jeszcze minimnalna szansa, ze sie wyleczy wiec nie chcialam tam wchodzic z dodatkowymi bakteriami do osoby, ktorej system odpornosciowy juz praktycznie nie funkcjonuje. Nie wiem w sumie, po co Wam to pisze. Mam nadzieje, ze nie poczujecie sie przez to gorzej. Ale aktualnie mam jakies takie pretensje do losu. Dlaczego jest tak, ze jedni sa zdrowi fizycznie, ale nie chca zyc? A inni chca zyc, ale umieraja przez chorobe? Dlaczego jest tak, ze jedni nie moga miec dzieci choc bardzo chca, a inni maja dzieci, ale nie chca ich i je krzywdza? Oczywiscie nie oczekuje odpowiedzi na te pytania, tak po prostu jest. Ale czasami ta niesprawiedliwosc wyjatkowo mnie uwiera.
  6. Tak i znow ten sam problem. Moim zdaniem wyludzanie takich kar przez banki to sprawa kryminalna, jestem praktycznie pewna, ze bank by dostal milionowe kary za to, gdyby to trafilo do odpowiedniej instancji. Ale kim sa klienci? Imigranci z Ghany, Indii itd. Tacy moze sie przestrasza i zaplaca. Jakie jest prawdopodobienstwo, ze narobia afery, wynajma prawnika, pojda do prasy? Prawie zerowe, wiec zysk dla banku prawie bez ryzyka, nawet jesli tylko moze 10-20% sie nabierze i zaplaci.
  7. minou

    Egocentryzm

    Teraz napisze Ci cos, co absolutnie nie jest opinia eksperta, a moim wlasnym przemysleniem. Skupianie sie na tym, zeby sie bronic/nie bronic, wylapac krytyke, omowic ja, wyjasnic, zwykle moim zdaniem wynika z niskiego poczucia wartosci. Tez mialam z tym problem i mysle ze mnostwo innych osob tez. Tez sie bronilam i szukalam krytyki w wypowiedzi i tez nie przynioslo to nic dobrego. Ale nawet bez bronienia sie skupianie sie na krytyce jest moim zdaniem zle. Dlaczego? po pierwsze dlatego, ze nie jestes idealna i to jest ok. Popelniasz beldy i masz do nich prawo, to nie jest dramat. To, ze sie pomylilas, nie znaczy, ze jestes mniej warta. A po drugie reakcja innej osoby jest jej problemem, a nie Twoim (oczywiscie w rozsadnych granicach) Tego sie nauczylam rozmawiajac z psychologami dzieciecymi i to chyba najlaptwiej wyjasnic na przykladzie. Np, dziecko wywali szklanke, bo nie uwaza i rozleje sok. To, ze sie wsciekniesz, jest Twoim problemem i Twoja wina, a nie dziecka, bo rozwiazanie jest jedno - posprzatac i porosic dziecko, by bylo bardziej uwazne nastepnym razem, jak trzyma szklanke. Wiele badan udowadnia, ze dzieci opierniczane za jakis blad wcale nie ucza sie szybciej od dzieci, ktorym zwraca sie uwage spokojnie. A moze wrecz wolniej, bo stres powoduje dodatkowa niezrecznosc. To samo dotyczy doroslych. Wiec jesli ktos sie na Ciebie wkurzy, to jego prpblem, nie Twoj. Jesli zrobilas cos zle, to ta osoba ma prawo zwrocic Ci spokojnie uwage, powiedziec, ze zrobilo jej sie przykro/zdenerwowala sie/wystraszyla, ale z szacunkiem. Jesli inni nie kontroluja swojego gniewu i nie maja szacunku dla Ciebie, albo krytykuja innych, bo sami sa niepewni siebie i krytykowanie innych podnosi ich wlasne poczucie warotsci, to jest to ich problem, nie Twoj.
  8. Takie "dlugi" sie przedawniaja, a nawet gdyby nie, to jestem pewna, ze wygralbys w kazdym sadzie, bo naliczenie wielu tys za "odsetki" za 3 miesiace to zwykla lichwa i banki nie maja do tego prawa. Szukaja naiwnych i tyle. Takze to dziala w dwie strony. Nasi rodacy, tak jak i np Rumuni, Bulgarzy, Arabi sa bardzo kreatywni w drylowaniu systemu socjalnego, ale sam system nauczyl sie odplacac tym samym. Szkoda tylko, ze kombinatorzy nadal maja sie dobrze, wystarczy ze znajdzie sie jeden ogarniety, co znajdzie luke w prawie i powie kolezkom, a restrykcje najczesciej uderzaja w osoby, ktore naprawde pomocy potrzebuja. Odpisalam Ci w temacie prac charytatywnych, a nawiazuje do tego, bo to sie scisle wiaze. W DK byla badna Rumunow, ktorzy wuludzali zasilek zwiazkowy lub socjalny, sciagali innych Rumunow, dawali im falszywa umowe o prace, zwalniani i zalatwiali za nich wszystkie papiery o zasilki, po czym sciagali z nich characz. Delikwenci i tak byli zadowoleni, bo po characzu zostawalo im wiecej, niz by w Rumunii zarobili. Wiec politycy pozaostrzali przepisy, ale efekt jest taki, ze kryminalisci i tak sie dostosowali, powynajdowali luki, wystarczy jeden ogarniety np z wyksztalceniem prawniczym i interes sie toczy. Ale restrykcje uderzyly w zwyklych, uczciwych obywateli, dla ktorych ubieganie sie o zasilek stako sie tak skomplikowane, ze czasem laduja wrecz na ulicy. Temat-rzeka no i adm. publiczna to moj konik, dlatego sie tak rozpisuje, sorry!
  9. Zwariowalas kobito ? Macasz te wezly tak, ze az strup Ci sie robi od wbijania paznokci i sie dziwisz, ze sa powiekszone? Daj im spokoj Jesli Cie to pocieszy, to ja na szyi od dziecka mialam miekkie i ruchome wezly chlonne wielkosci tak hmm malej sliwki? Na glowie za uchem mam od dziecka jeden nieprzesuwalny wielkosci groszka. W pachwinach mialam cale zycie takie fasolki, po 1-2 z kazdej strony. Ostatnio prawie wszystkie zniknely (oprocz tego groszka za uchem, nie wiem nawet czy to wezel chlonny czy np jakis wlokniak). Nie wiem kiedy, bo od dawna sie nie macalam ale z ciekawosci chcialam ostatnio sprawdzic co z wezlami na szyi i w pachwinie i po prostu ich nie wyczuwam, tylko jeden jest moze ciut powiekszony na szyi tak pod zuchwa. A cale zycie tam byly. Dodam jeszcze, ze moje migdalki wygladaja, jakby przeszed po nich huragan. Jeden jest jak plaski worek z dziurami a drugi duzy i przypomina ksztaltem gruszke. Poszukaj w google, a od razu sie dowiesz, ze niesymetryczne migdalki to typowy objaw bialaczki. Tylko, ze ja nie mam bialaczki, a moj laryngolog wysmial doktora Google i powiedzial, ze wiekszosc jego pacjentow jesli umiera, to w wypadku samochodowym a nie z powodu czegos zwiazanego z ukladem chlonnym. Moja kolezanka miala dlugi czas powiekszone wezly chlonne w pachwinie. W koncu zrobila sobie biopsje i wyszlo jej, ze ma zmiany, ktore kwalifikuja sie jako jakistam rodzaj chloniaka. I wiesz co? Nic. Nawet nie ma zaleconego zadnego leczenia. Akurat ten rodzaj zmian jest bardzo lagodny, jesli nagle sie "obudzi" to dostaje sie jakas lagodna chemie i to sie cofa. Lekarz jej powiedzial, ze jej choroba nie jest gorsza od cukrzycy. W ogole wezly chlonne sa "przereklamowane". Mozesz sie martwic, jesli masz duze skupiska twardych, nieruchomych i nieprzesuwalnych niebolesnych kulek, albo jesli np. Twoj wezel chlonny pod pacha czy nad obojczykiem osiagnal rozmiar jajka albo wrecz pomaranczy, a Ty pocisz sie jak szczur, zasypiasz na stojaco, drastycznie chudniesz itd. Daj spokoj tym wezlom. To typowa schiza, ale nawet jak cos z tym sie dzieje, to zwykle nie jest to bardzo grozne. Moj syn ma w pachwinach wezly chlonne ktore dla mnie przypominaja kiscie winogron. Zauwazylam to jakies 3 lata temu, a on ma teraz prawie 8. Byl badany, krew, usg, wszystko jest ok. Lekarz powiedzial, ze bialaczki u dzieci maja przebieg bardzo dynamiczny i szybko sie rozwijaja, wiec mam nie swirowac, on to ma od dawna i nic mu nie jest. Lekarz wrecz uwaza, ze to dobrze, bo swiadczy, ze uklad odpornosciowy jest aktywny i reaguje prawidlowo.
  10. Ja poznalam kilka osob, ktore po prostu uciekly z Polski przed wyrokami, alimentami, mandatami itd. Roznie sie to konczylo. Np jeden uciekl, bo mial mandat do zaplaty 1000 zl i nie chcial placic. Sad orzekl grzywne 2000, ktorej on oczywiscie dalej nie zaplacil. On tu na miejscu otworzyl wlasna firme, zarejestrowal ja legalnie, urodzilo mu sie dziecko, nagle zaczal zarabiac sporo kasy (dalej byl zwyklym przekreciarzem, ale tu trzymal sie prawa, albo chociaz na granicy prawa). No i zgarnela go zwykla kontrola drogowa, kiedy jechal swoim nowo zakupionym drogim autem, natychmiast go odeslali do Pl i wsadzili do paki za te nedzne 2 tys, ktore mogl splacic z palcem w d* niemalze ja jedna dniowke. Ale przekombinowal, trafil w Pl do wiezienia, zostawil zone niepracujaca z dzieckiem tutaj, firma zbankrutowala itd. Tacy to geniusze biznesu robia kariere w UE
  11. Mam kolezanke, ktora byla wolontariuszka w schronisku dla zwierzat i to, co opisywala dla mnie byloby nie do przezycia. Potem znalazla sobie wolontariat na oddziale paliatywnym, gdzie siedziala z umierajacymi staruszkami, ktorych nawet wlasne dzieci i wnuki olaly. Dla niej bylo to okej, cieszyla sie, ze pomaga i nie wplywalo to na nia negatywnie, byla jak zawsze wesola i spokojna, serio ja podziwiam. Ja zajmuje sie pomoca w sprawach administracyjnych, bo to realna pomoc, i taka, ktora moge emocjonalnie wytrzymac. Jesli chodzi o biedne dzieci i zwierzeta, to wspieram finanfowo fundacje zajmujace sie tym, a prace w tym zakresie pozostawiam wolontariuszom, ktorzy sa w stanie to robic i nie zwariowac. Nie kazdy sie nadaje do wszystkiego, trzeba mierzyc sily na zamiary.
  12. Mi tez lekarz powiedzial, ze od dotykania wezly chlonne sie powiekszaja i zbiera sie w nich chlonka, wiec jak moj syn mial powiekszone, to kazali mi je sprawdzac nie czesciej niz raz na 1-2 miesiace. Moja mama miala wycietego czerniaka i czesc wezlow chlonnych, regularnie chodzi sie badac i zawsze jak lekarz porzadnie wymaca jej wezly pod pachami, to ma je powiekszone przez pare dni i lekarz mowi ze to normalne. Chodzisz na jakas terapie?
  13. No tak, tez sie przekonalam, ze czesc rodakow zagranica reprezentuje tak szeroki wachlarz patologii, ze ja nawet mieszkajac w Pl nie spotkalam sie z takimi zachowaniami. Co do katoterroryzmu, islamizmu, skrajnej poprawnosci politycznej, to ja uwazam, ze kazdy rodzaj radykalizmu, czego by nie dotyczyl, jest tak samo zly.
  14. Nie mialam na mysli rozwodow. Nie mam nic przeciwko rozwodom, a moj tato tez po rozwodzie z mama przedstawial nam czesto coraz to nowe wybranki. Chodzi np o to, ze czesc mojej rodziny to francuzi i np jak jedziemy do Francji, to i tak zawsze musimy wynajac hotel. Nikt nas nie przyjmie, nawet na 1-2 noce. Zeby wpasc do nich na kawe, to musze sie umawiac co najmniej 2 tygodnie przed. Jak moja ciocia urodzila dzieci, to jej tesciowie kupili sobie kawalerke w poblizu ich mieszkania, zeby miec gdzie sie przespac jak beda ich odwiedzac, bo nie bylo mowy, zeby zaprosic tesciow na noc do domu. Zlobki sa czynne do 19:00 i malutkie dzieci czesto w tygidniu widza rodzicow godzine dziennie. Wiezi rodzinne sa na pewno slabsze.
  15. Plusy: - pracowitosc - ambicje - obowiazkowosc - przywiazanie do rodziny (wiem, wiem, czasem to raczej tlamszenie, ale porownuje do krajow Europy Zachodniej, gdzie relacje rodzinne sa po prostu duzo slabsze) - goscinnosc (i znow w porownaniu do Europy Zachodniej, bo np w krajach arabskich czy ameryce lacinskiej mysle, ze goscinnosc jest wieksza niz w Polsce, a nawet jest wpisana w religie/tradycje i mocno respektowana) - pomyslowosc i zaradnosc ("polak potrafi" i znow, czasem moze to byc negatywne ) Minusy: - brak solidarnosci, co szczegolnie widac u Polonii zagranica - brak tolerancji na praktycznie wszystko: otyli sa be, matki z dziecmi be, niepelnosprawni be, Arabi be, biedni be, bogaci tez be, wszystko be. - krytykanctwo i narzekanie - kombinatorstwo, przyzwolenie na nepotyzm i korupcje - katoterroryzm
  16. Z Twoich postow tutaj powiedzialabym raczej "choleryk" albo "cynik" a nie frajer czy nieudacznik. Nie wiem, czy dla Ciebie to bardziej pozytywne? w ogole mam wrazenie, ze w sumie mam czesto podobne poglady do Ciebie, ale wyrazam je w inny sposob i dopiero po jakiejstam dyskusji z Toba dochodze do wniosku, ze w zasadzie mielismy na mysli to samo. Tresc moze byc podobna, ale to forma robi roznice.
  17. Dokladnie! ja juz w pewnym momencie wrecz chcialam uslyszec od lekarza, ze mam nowotwor. Bo wtedy wreszcie skonczylaby sie niepewnosc i moglabym poswiecic energie na walke z choroba a nie na szukanie jej. No i dlatego, ze mialam dosc czucia sie jak etatowa idiotka u lekarza i w rozmowach z rodzina i przyjaciolmi. W koncowej fazie nawet nie badalam sie po to, zeby cos wykluczyc, ale zeby wreszcie cos znalezc. Takze dobre wyniki badan stresowaly mnie zamiast uspokajac. To byl jakis koszmar.
  18. Wcale nie trzeba, zawsze mozna to olac Hipochondria jest troche jak narkomania - niby kolejne badanie przynosi ulge ale tez nakreca chorobe i zwieksza uzaleznienie od kolejnych badan. Ja to juz pisalam kilka razy - po prostu przestalam sie badac. Zeby byc pewnym, ze sie nie zlamie, wyjechalam zagranice do pracy na czarno i nie majac ubezpieczenia nie mialam mozliwosci chodzic do lekarzy. I przeszlo. To znaczy: przeszla hipochondria, ale nie nerwica. Przez pewien czas mialam spokoj, a potem pojawil sie lek wolnoplynacy. Ja mam wrazenie, ze nerwica to choroba, ktora znajduje ujscie roznymi kanalami: np lek przed ciemnoscia, agorafobia, hipochondria itd. Udalo mi sie z dobrym skutkiem pozbyc paru rodzajow leku, ale wtedy po pewnym czasie pojawial sie nowy. Probowalam doczytac i zrozumiec o co chodzi i zdaje sie, ze to pewne zaburzenie, ktore w zasadzie ma juz postac organiczna, zburzenia w wydzielaniu czy tez tolerancji kortyzolu itd, a nawet pewne konkretne zmiany w strukturze mozgu. Nie pamietam tego dokladnie, ale znalazlam artykul naukowy, ktory fajnie to opisywal. Ja traktuje swoja nerwice jak chorobe przewlekla, ktora wymaga bardzo ostroznego stylu zycia. Jak cukrzyca. Zeby nie miec objawow musze dbac o siebie, o diete, o ruch, o sen, o relaks. Ale zdecydowanie hipochondria byla najgorszym rodzajem nerwicy. Jestem 100% pewna, ze po epizodzie hipochondrii mam traume porownywalna do tego, jakbym naprawde wyszla ze smiertelnej choroby. W sumie dopiero niedawno zdalam sobie z tego sprawe. Niewazne, ze nie bylam smiertelnie chora, ja bylam przekonana, ze jestem smiertelnie chora. Doznalam takiego szoku jak osoba, ktora slyszy od lekarza, ze ma raka, bo ja bylam przekonana, ze smiertelnie choruje. Ale trauma byla jeszcze wieksza, bo: 1. rodzina i przyjaciele nie wspierali mnie, bo mysleli, ze wymyslam. Mieli oczywiscie racje, ale np osoba chora na raka ma wsparcie od otoczenia, a osoba, ktora "tylko" wierzy, ze ma raka, nie ma absolutnie wsparcia. 2. Bylam przekonana, ze jestem chora, ale jeszcze nie zrobilam tego badania, ktore by to wykazalo. To oznaczalo, ze w moim rozumieniu chorona rozwija sie, czas ucieka, a ja nie mam leczenia. Natomiast osoba, ktoa ma diagnoze, otrzymuje tez konkretne propozycje leczenia i ma poczucie, ze moze dzialac i probowac wyzdrowiec. Dlatego tez pomimo ze nerwica wrocila pod inna forma,jestem i tak szczesliwa, ze to juz nie jest hipochondria. Dlatego bede radzic kazdemu, zeby po prostu przestal sie badac. Kreci Ci sie w glowie, w koncu samo przejdzie
  19. Wszystkiego najlepszego Wiem co masz na mysli jak piszesz, ze jestes postrzegany jak dziwak. Ja obecnie jestem praktycznie pewna, ze powinnam miec jakas diagnoze ze spektrum autyzmu (mam tez dwojke dzieci z diagnozami a to w pewnym stponiu jest dziedziczne, poza tym widze, ze one zachowuja sie tak, jak ja w ich wieku, ale kto by diagnozowal autyzm 35 lat temu??) Ale mam nadzieje, ze Cie pociesze. Masz 27 lat. Tylko. Moje relacje spoleczne zaczely powoli zmieniac sie na lepsze po 30 tce. Oczywiscie nie bede Cie sciemniac, ze za dotknieciem czrodziejskiej rozdzki wszystkie problemy sie rozwiazaly. Pracuje nad soba, to po pierwsze, a po drugie po prostu akceptuje swoja innosc i widze jej plusy. Mam wrazenie, ze ten typ pogodzenia sie z losem i samym soba przychodzi z wiekiem. To mit, ze mlode lata sa najlepsze. Moje byly szalone. Mialam pelno przyjaciol, ale tyle samo wrogow, moje zycie to byl emocjonalny rollercoaster. Ostatnio sporo o tym myslalam i przychodzi mi do glowy okreslenie "magiczna 30tka" ktore slyszalam od paru ludzi w wielu roznych kontekstach, a ktore zawsze oznaczalo polepszenie pewnych problemow z samoakceptacja, zyciem uczuciowym i erotycznym, samorozwojem itd. Od pewnego czasu stalam sie wielka fanka terapii i korzystania z profesjonalnej pomocy, jesli czlowiek nie czuje sie super sam ze soba. Po co sie meczyc? Przeciez takie rzeczy da sie przepracowac. Ja zrobilam to w wiekszosci sama i zaluje, bo gdybym jednak poprosila o pomoc psychologa, to nie musialabym sama na nowo "odkrywac Ameryki".
  20. Udzielalam sie w tym temacie i tez nie do konca moglam zrozumiec, na czym polegalo przewinienie uzytkowniczki o nicku xyz123 zdaje sie. Nie zgadzalam sie z jej postawa odmawiania przyjecia do szpitala i braku inicjatywy w szukaniu pomocy, ale zakladam, ze ona jest bardzo chora a ja nie, wiec ja jej nie potrafie jej zrozumiec. Z drugiej strony rozumiem argumentacje moderatorki, ktora mowi, ze posty tego typu moga bardzo zaszkodzic innym uzytkownikom. Mi nie zaszkodzily w zadnym stopniu, ale ja nawet majac depresje nie mialalm mysli samobojczych, wiec znow: jak to sie mowi, syty glodnego nie zrozumie. Wiem natomiast, ze pewne zdarzenia, takie jak morderstwa czy samobojstwa latwo zyskuja nasladowcow, wiec mysle, ze moderacja zapewne podjela ta decyzje w celu ochrony innych uzytkownikow. Zyz123 otrzymala oficjalne ostrzezenie od moderacji i rady na temat tego, co moze pisac, a czego nie i jesli potrzebuje pisac konkretnie o myslach samobojczych, to jest od tego osobny watek. Wiem zarowno z zajec z psychologii, jak i z rozmow z terapeutami (uczestniczylam tez w pewnym programie, gdzie sama po przeszkoleniu przez zespol psychologow bylam terapeuta dla osoby z problemem o nasileniu lekkim do umiarkowanego), ze osoby chore potrzebuja niestety jasnych zasad. Jesli sie ich nie trzymaja, trzeba im zwrocic uwage i poinformowac o konsekwencjach. Jesli nadal sie ich nie trzymaja to trzeba koniecznie wprowadzic konsekwencje w zycie. Tak wlasnie sie stalo w tym przypadku. Bardzo nie chcialabym, by ta osoba zrobila sobie krzywde. Ale pisalam w tym watku, ze moje (byc moze ograniczone) doswiadczenie i wiedza mowia zgodnie, ze mozna pomoc tylko tym, ktorzy chca pomoc sami sobie. Niestety nie da sie uratowac kazdego, ale trzeba chronic tych, ktorym dana osoba moze zaszkodzic i wydaje mi sie, ze to byl cel moderacji. Mam nadzieje, ze ta uzytkowniczka napisze do moderacji i poprosi o odblokowanie konta oraz bedzie korzystac z niego na zasadach opisanych w regulaminie. To jednak jest jej wybor. Jest masa miejsc jak reddit czy 4chan gdzie czlowiek moze pisac praktycznie co chce, wiec mysle, ze nie ma problemu ze znalezieniem sobie miejsca na necie, gdzie mozna sie wygadac bez obaw o moderacje. Nie mowiac juz o forach dostepnych przez TOR.
  21. Zastanow sie, co by takiego strasznego sie stalo, jakby sie jednak okazalo, ze go nie kochasz? Koniec kazdego zwiazku jest ciezki, dochodzi tez przyzwyczajenie, ale najgorsze, co moze sie stac, to to, ze z nim zerwiesz, poplaczesz chwile i moze pobedziesz sama i doceniszuroki bycia singlem, a potem znow sie zakochasz, w kims innym. To normlana kolej rzeczy, niektorzy spotykaja tego jedynego do konca zycia, a inni przez cale zycie maja wiele zwiazkow. Obie opcje sa ok. Za duzo o tym myslisz. Jestes z nim, chcesz z nim byc i ciesz sie tym i nie mysl o tym za duzo. Jesli poczujesz naprawde, ze zakochasz sie w kims innym, to pewnie bedziesz musiala sie rozstac z obecnym partnerem. To nie bedzie latwe, nigdy nie jest, ale nie jest to w zaden sposob nienormalne.
  22. Ja nie odczuwalam nasilenia objawow przy zmianie pozycji. Np siedzialalm na podlodze z dziecmi, gralismy w jakas gre planszowa, siedzialalam spokojne, a tu nagle mi odplywa podloga. Albo wsiadam do auta, odpalam, zwalniam reczny, trzymam hamulec, ale widze, ze jade, odjezdza mi droga po bokach. Nie mialam zadnych zawrotow jak mylam glowe, czy sie schylalam, takie objawy mialam tylko przy ostrym zapaleniu zatok, ale nie przy przewleklym. Ale nerwicowe tez moze byc. Ta moja sasiadka o ktorej pisalam wczesniej, miala tez dosc mocna depresje, stres, nerwice i na poczatku na to zwalali, w koncu jednak stwierdzili, ze to laryngologiczne.
  23. dodam jeszcze, ze w moim rozumieniu pomoc nie znaczy, ze sie daje rybe, ale ze dajesz wedke i uczysz jej uzywac. Ja staram sie ludzi zachecac do samodzielnosci i nie lubie roszczeniowej postawy. Ale to wszystko wiaze sie z tym, co napisalam wczesniej, ze trzeba nauczyc sie pomagac madrze, chronic przy tym sama siebie i rozrozniac osoby, ktore chca pomocy (czytaj: chca sie nauczyc sobie radzic), od tych, ktore chca bumelowac. Musze tez byc bardzo ostrozna, nie mam ochoty isc do wiezienia np za pomoc w wyludzaniu zasilkow.
  24. Rozumiem Twoj punk widzenia i sie z nim zupelnie zgadzam. Dlatego tez napisalam, ze jesli dana osoba troche sobie sciemnia i jest wygodnicka, to jej nie pomagam. Mam np, sprawe kobiety, ktora wiele lat ciezko pracowala tu fizycznie, miala wypadek przy pracy, szef tego nie zglosil i zwolnil ja natychmiast, lekarz zbagatelizowal az nieleczony uraz spowodowal praktycznie kalectwo. Urzad pracy nie pomogl, a wrecz szykanowal. Ta kobieta jest po operacji, ma straszne bole, ale nie chce siedziec w domu, wiec pomoglam jej znalezc prace i ona pracuje. Zgadzam sie z Toba, ale ona akurat byla tu super mile widziana dopoki siedziala cicho i robila za tania sile robocza. A jak z powodu nieodpowiedzialnosci pracodawcy ulegla wypadkowi, to wszyscy po kolei sie wypieli na nia. A przeciez przez wiele lat placila podatki jak wszyscy i pomoc jej sie prawnie nalezy jak psu buda
  25. ja mialam przez chyba 2 czy 3 mies uczucie odjezdzania podlogi, zawroty glowy, mdlosci, piski w uszach, moja mama mi powiedziala, ze ma czesto to samo i ze to cos z blednikiem. Wiec nic z tym nie zrobilam i samo przeszlo. Ale moja sasiadka miala to samo, tylko gorzej i zostala skierowana do laryngologa i miala tomograf zatok. Wyszlo jej tam jakies przewlekle zapalenie zatok, ucha srodkowego, blednika itd. Ona miala kiedys ostre zapalenie zatok, ktore przeszlo w zapalenie oskrzeli, ale wyleczyla to antybiotykami i myslala, ze ma spokoj. Ale okazalo sie, ze te zatoki to jednak wredna sprawa i moze sie ciagnac bez kataru, goraczki itd a potem atakuje blednik. Moze to to u Ciebie? To nie jest niebezpieczne, bardziej upierdliwe. I lubi wracac. Takze moze nie neurolog a laryngolog bylby potrzebny?
×