-
Postów
2 356 -
Dołączył
Treść opublikowana przez nvm
-
Nadzieja, że kiedyś w końcu umrę.
-
Po prostu umrzeć. W miarę szybką i bezbolesną śmiercią. Ach...byłoby cudownie...
-
(źródło: https://zenforest.wordpress.com/2009/12/14/wziac-odpowiedzialnosc-za-wlasne-zycie-zalety-i-pulapki/)
-
(źródło: https://zenforest.wordpress.com/2009/12/14/wziac-odpowiedzialnosc-za-wlasne-zycie-zalety-i-pulapki/) Genialne Sam mam z tym problem. Utożsamiam się poniekąd z tym tłumem.
-
o_0 What?! Ja się akurat z tym nie zgadzam, ale to może ja po prostu jestem jakiś dziwny...ludzie są naprawdę interesujący. Moja konkluzja dnia: Depresja lepsza jest niż stres.
-
[videoyoutube=hqtM_BkkxmM][/videoyoutube]
-
[videoyoutube=5qF_qbaWt3Q][/videoyoutube]
-
[videoyoutube=hfHS7WCPc24][/videoyoutube]
-
[videoyoutube=FKgxkxbxI7Q][/videoyoutube]
-
Tak. U Boga tak. Posłuszeństwo Kościołowi to już jednak pewne wyrzeczenie po to by być w zgodzie z bardzo ważną dla siebie wspólnotą.
-
Mnie nikt nie uczulał. Ja się zapoznałem z tematem już dopiero po fakcie ;] Ale też fakt, że miałem takie skłonności nerwicowe już od dziecka i to nie tylko w religii.
-
Bóg obdarzył mnie podobną łaską, gdy miałem 17 lat. Około 1,5 roku później postawiłem sobie za główny cel życiowy dążenie z całą mocą do świętości i zbawienia. To właśnie wtedy z całą mocą dopadło mnie skrupulanctwo. Zmagałem się z nim już przez wiele lat. Dzisiaj jest znacząca poprawa.
-
Dla mnie myślenie jest czynnością powierzchowną, abstrakcyjną i w dużej mierze oderwaną od życia. Bliższe mojego jestestwa i bardziej intymne są uczucia. Ważne jest, żeby się czuć dobrze. Coś za coś.
-
Geneza, geneza, geneza... Pan każe, sługa musi. Na cóż tu filozofować?
-
A co konkretnie przez to rozumiesz? Zwłaszcza pod pojęciem "zweryfikować"? Jeśli Kościół chce, żeby przestrzegać pewnych reguł postępowania, a ja ich nie przestrzegam to się wówczas od Kościoła dystansuję i mam poczucie oddzielenia, lekkiego wyobcowania. Dyskomfortu, dysonansu.
-
Dokładnie. Można oczywiście myśleć samodzielnie - z tego, co się orientuję, Kościół nawet poniekąd do tego zachęca (choć mogę się mylić tutaj). Ale jest jeden warunek - musisz przy tym dochodzić do właściwych wniosków, tzn. zgodnych z nauką Kościoła. Wówczas po takim dojściu do właściwych wniosków, możesz mówić, że doszedłeś do nich samodzielnie - i właśnie takie sytuacje pokazują, że ludzie myśląc samodzielnie również dochodzą do wniosków, których Kościół naucza. refren, czy to znaczy, że nie zgadzasz się z tym fragmentem, z artykułu, który sama mi podałaś: ? A skąd Ty to możesz wiedzieć? W postawionym przykładzie mamy dziewczynę, która postawiła sobie jasno za cel pobudzenie swoich narządów płciowych, a za środek do tego celu wybrała romantyczne fantazje. Poza tym - moim zdaniem - przykłady nie muszą być rzeczywiste, żeby były użyteczne. Chyba Twoich ewentualnych skrótów myślowych. Może trochę źle się wyraziłem: Dla mnie osobiście pojednanie się z Kościołem to jakaś wartość.
-
? Osobiście uważam, że pojednanie z Kościołem to wartość.
-
Michellea napisała: Dzięki Bogu nie mam większej potrzeby celowego pobudzania swoich narządów płciowych, więc jest to dla mnie niewielka cena za bycie w zgodzie z Kościołem.
-
Choćby w pierwszym linku, który mi sama podesłałaś: Ja też nie. Fantazjować można w różnym celu. Ale w przytoczonym przez autora przykładzie dziewczyna robi to w celu wywołania przyjemności seksualnej, czyli pobudzenia narządów płciowych. W podanym przykładzie chodzi o coś w rodzaju masturbacji sterowanej umysłem. Jestem w stanie myśleć samodzielnie, ale mam nerwicę i nie chcę niepotrzebnie prowokować swoich lęków.
-
Serio? Grzech ciężki? Za chwilę marzeń? Nie. Nie za chwilę marzeń, tylko za całkowicie świadomą i całkowicie dobrowolną próbę pobudzenia swoich narządów płciowych. To również nie musi być oczywiście prawda, ale taka jest aktualna nauka Kościoła (mogę się oczywiście mylić - jeśli tak, to mnie popraw).
-
Dziwne. Ja przez lata poświęcałem co jakiś czas w sumie wiele godzin na poszukiwanie w internecie odpowiedzi, wyjaśnień, jak to w końcu jest z nauką Kościoła Katolickiego w pewnych sprawach. Także w takich sprawach jak czym tak właściwie jest podniecenie seksualne/przyjemność seksualna. I dopiero po wielu godzinach poszukiwań udało mi się w końcu odnaleźć ten artykuł. Uznałem, że jest to najlepsze wyjaśnienie i usystematyzowanie, jakie w końcu udało mi się ustalić. Niekoniecznie musi być to całkowicie prawdziwe, zgodne z prawdą, ale żadnego lepszego usystematyzowania i wyjaśnienie chyba nigdzie nie znalazłem. Co jest Twoim zdaniem z tym nie tak? Autor sprowadził grzechy seksualne do 4 kategorii: 1) Celowe wywoływanie u siebie pobudzenia narządów płciowych w jakikolwiek sposób lub przyzwolenie na to, jeśli coś takiego się pojawi. 2) Pozostawanie w sytuacjach, w których coś takiego jest niechcianym efektem ubocznym, bez wystarczająco dobrego powodu (cokolwiek to oznacza). 3) Analogicznie jak 1) ale u kogoś innego. 4) Analogicznie jak 2) ale u kogoś innego. Ponieważ punkty 2 i 4 to kwestia wyczucia, jest to mgliste i rozmyte, trudno jednoznacznie określić, kiedy powód jest wystarczająco dobry, a kiedy nie, pozostaje po prostu chyba robić swoje. Zostają więc punkty 1) i 3), czyli nie stawiać sobie świadomie za cel wywołania podniecenia seksualnego=pobudzenia narządów płciowych u siebie lu u kogoś innego. Jeśli tego nie robimy, to wynikałoby z tego, że jesteśmy pod kątem grzechów seksualnych kryci, przynajmniej jeśli chodzi o śmiertelne jak rozumiem, bo z lekkimi to nigdy nic chyba nie wiadomo.
-
(źródło: http://www.katolik.pl/dobra-wola,2815,416,cz.html?s=2 ) [videoyoutube=UHTpiIkHOjg][/videoyoutube]
-
(źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,143555,17561782,Ojciec_Ludwik_Wisniewski__Nic_nie_zastapi_sumienia.html ).