-
Postów
2 356 -
Dołączył
Treść opublikowana przez nvm
-
Nie spotkałem się. Chyba odkryłem przypadkiem/intuicyjnie, że czasem chcę z siebie "wytrząść" zastygłe napięcia/emocje. W sumie to by się nawet pokrywało w jakimś stopniu z filozofią TRE. Jednocześnie pasuje też do tego, by wsłuchać się w swoje ciało, jak ono chce się poruszać i "pozwolić" mu na to. Pokrywa się też jakoś z filozofią wyrażenia się przez spontaniczny taniec. I pasuje do tematu, który kiedyś założyłem "Uwolnij swoje ciało". "Skakałeś" przy muzyce? Wtedy nie. W sumie w życiu skakałem przy muzyce :)
-
Nie mam, ale zaczynam czytać o tym na tej stronie i jak dla mnie to wygląda całkiem dobrze. Ja ostatnio zauważyłem, że odpowiedni sposób skakania mi coś rozruszał i aż prawie zacząłem płakać. Ale zatrzymałem to, bo to nie był niestety właściwy czas i miejsce na łzy...
-
Przez lata nad tym kontemplowałem i już w końcu chyba wiem co mi tak właściwie dolega: Jestem po prostu jakiś zjebany...
-
Czy wy również macie obawy, że decyzja którą macie ochotę podjąć, może być maniakalna/pochopna? Czy was również to powstrzymuje przed działaniem? Czy u was również wiąże się to z traumą, spowodowaną tragiczną sytuacją, wynikłą z tego, że kiedyś postąpiliście pochopnie/maniakalnie? Jak sobie z tym poradzić? Z tym chaosem w mojej głowie? Boję się postępować w oderwaniu od zastygłych uwarunkowań swojego umysłu. Przykład: Leżę sobie w wannie. I z jednej strony mam ochotę już wstać. Niby się relaksuję i wypoczywam, leżąc (ostatnio jestem jakiś zmęczony i niewyspany, śpiący). Ale jednak miałbym ochotę wstać. I wtedy odzywa się moja depresja: - No i po co wstajesz? Po co próbujesz? I tak polegniesz, i tak upadniesz. I tak Twoje życie nie ma sensu. I tak wszystko dąży ku entropii. Klęska jest nieunikniona. Po co ją odwlekać? Po co, panie Anderson? Początkowo słucham się tej przekonującej argumentacji. Czuję się przekonany. Rzeczywiście - po co się starać? Jednak w pewnym momencie odzywa się we mnie jakaś irracjonalna intuicja: - Bo tak chcę. I zaczynam wstawać. Jednakże wtedy depresja przystępuje do kolejnego ataku: - Lepiej jeszcze odpocznij, bo zabraknie Ci energii na później... Fakt. Logika jest żelazna. Ale - kierując się wyłącznie jakąś dziwną intuicją - wstaję dalej. Wtedy pojawia mi się odpowiedź: - Przecież niedługo i tak się położę spać. Wtedy sobie odpocznę. Depresjo-nerwica jednak nie próżnuje: - Niby tak, ale obaj dobrze wiemy, że przecież to nie to samo. Poza tym, sam wiesz kto, dzwonił. Będziesz musiał podjąć kilka decyzji odnośnie jutra. Lepiej żebyś był wypoczęty i w dobrym stanie, podejmując tak ważne decyzje. Nie chcesz chyba znowu postąpić maniakalnie/pochopnie i wpakować się znowu w jakieś szambo? Fakt...no i tu mnie gość zagiął...
-
Proponuje nastepujace podejscie: Niezaleznie od tego jaka natretna/natarczywa mysl, emocja, impuls sie pojawia - nie negocjowac z nimi, nie dyskutowac, w nic sie nie wdawac. Po prostu robic swoje, ignorowac to. [videoyoutube=laeYq51SYA0][/videoyoutube] [videoyoutube=otppammudNE][/videoyoutube]
-
Ja tez czuje ogromy rozdzwiek miedzy katolickim imperializmem a przeslaniem Jezusa Chrystusa. Ma jednak katolicyzm to wspolnego z chrzescijanstwem, ze jest nosnikiem, na ktorym chrzescijanstwo zostalo rozpstrzestrzenione na caly swiat...
-
Moje "ataki" wygladaja w ten sposob, ze mam trudnosci w glebokim oddychaniu...
-
Nie mowilem o wierze tylko o koscielnosci i religijnosci.
-
Mam zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne co najmniej od 4. roku zycia. Oznacza to, ze praktycznie nie znam innego sposobu funkcjonowania i patrzenia na swiat. Nie wiem nawet czy jest on mozliwy. Nie potrafie spojrzec na swiat oczami czlowieka "zdrowego", bo albo nie mam wcale takich wspomnien, kiedy bylbym "normalny" (wolny od nerwicy natrectw) albo jest to zaledwie kilka niewiele mowiacych mi obrazow. Moja nerwica natrectw pojawila sie wczesniej niz zaczela sie ksztaltowac moja osobowosc. Siedzi w moim mozgu glebiej niz moje ego. A jak to jest u was?
-
Cytat z ksiazki "Spokojny oddech. Sposob na stres" (David Lewis): "Rzeczywista sekwnecja zdarzen - w kazdym przypadku negatywnej reakcji emocjonalnej dezorganizujacej dzialanie, czy to w postaci leku, czy tez irytacji lub nawet zobojetnienia - jest zupelnie inna [niz sie powszechnie uwaza - przypis moj]. Zmienia sie wzorzec oddechowy podlegajacy wplywom obszaru mozgu, zwango ukladem limbicznym [...]. Ta czesc mozgu, funkcjonujaca ponizej poziomu normalnej swiadomosci, nie tylko reguluje emocjonalne reakcje na wydarzenia - zwlaszcza zwiazane z dobrze znanym odruchem "walki badz ucieczki" - lecz jest takze odpowiedzialna za wygaszanie wspomnien. Zawsze, gdy pojawia sie w naszym zyciu jakies wazne doswiadczenie - bolesne badz przyjemne - uklad limbiczny sytumuluje automatyczna reakcje umyslowa i fizyczna. Odruch ten obejmuje pobudzenie stosunkowo niewielkiej grupy komorek w pobliskim osrodku oddechowym do zmiany wzorca oddychania - stosownie do wymagan sytuacji. Uklad limbiczny "etykietuje" rowniez aktualne zdarzenie w pamieci dlugofalowej, rejestrujac nie tylko szczegoly okolicznosci, lecz takze skojarzony z nimi stan emocjonalny oraz zwiazany z tym stanem wzorzec oddychania. W czasie pozniejszym, kiedykolwiek postrzegamy sytuacje jako podobna w jakis sposob do pierwotnego wydarzenia, wlaczony zostaje ten sam wzorzec oddechowy. Powoduje to dwie rzeczy. Po pierwsze, modyfikuje nieznacznie sklad chemiczny krwi, co z kolei pobudza uklad nerwowy. Po drugie, rozbudza wspomnienia skojarzone z wczesniejszym zdarzeniem lub zdarzeniami. Owe zmiany wzorca oddechowego wywoluja nastepnie inne zmiany w ciele i w umysle prowadzace do dezorganizacji zachowan. Z powyzszych wzgledow nazywam przeszkody, o ktorych mowa blokadami oddechowymi (w skrocie b.o.) i tak dalej bede je okreslal. Wszystko to dzieje sie ponizej progu swiadomosci, potrzeba wiec czasu bysmy uprzytomnili sobie, ze dzieje sie cos niedobrego. Na poziomie swiadomym wszystko pozornie jest w porzadku. Jesli opisane zmiany sa niewielkie, mozemy w ogole sobie ich nie uswiadomoc. Zdajemy sobie jednak sprawe, ze nasze dzialania sa mniej sprawne niz zwykle. Uczestniczac, na przyklad, w zawodach sportowych, bedziemy swiadomi tego, ze nie jestesmy w pelnej formie. Usilujac sie na czyms skupic, zaobserwujemy sklonnosc umyslu do bladzenia. Chcac cos zapamietac, bedziemy mieli szczegolne z tym trudnosci - nietypowe i frustrujace. Zwieksza sie w takich warunkach prawdopodobienstwo niepowodzen i czesto mowimy sobie, ze "mamy zly dzien". Kiedy jednak pobudzenie psychiczne i fizyczne osiaga pewien poziom krytyczny, zaczynamy byc az nadtwo swiadomi niepozadanych uczuc i mysli. W zwyczajnych probach tlumaczenia silnych emocji, zmiany w sposobie oddychania postrzegamy wiec raczej jako skutki, a nie przyczyny."
-
https://portal.abczdrowie.pl/pytania/problem-z-wykonaniem-glebokiego-oddechu-od-dwoch-lat-a-nerwica Czy wy rowniez macie takie blokady oddechowe?
-
Oczywiscie, ze tak. Poczucie wiezi, wspolnoty, wsparcia, nadziei, itp. Jednoczesnie zaspokojenie potrzeby podporzadkowania sie, posluszenstwa, uleglosci wobec silnego, poteznego autorytetu. Niczym rycerz wobec monarchy. Niektorzy odnajduja takie zaspokojenie w wojsku, inni w zakonie; kiedys rycerstwo. Tylko, ze jest to transakcja wiazana...
-
To moze przestan? Mam nadzieje, ze nie odbierzesz tego pytania jako atak. Jestem po prostu ciekaw Twojej odpowiedzi. Ja osobiscie praktykuje cos takiego, ze jesli jasno widze iz dana rzecz to kompulsja, to natychmiast przestaje ja robic.
-
Hej, Kto z was ciagle subtelnie upewnia sie, mentalnie (cos w rodzaju myslenia) czy to co robi to jest dobry pomysl? Takie sprawdzanie moze trwac nawet krotka chwila, ale za to bardzo czesto (co chwile) sie pojawia. U mnie takie sprawdzanie wiaze sie z pewnym subtelnym ruchem mentalnym - jest to cos miedzy mysleniem a energetycznym ruchem uwagi; trudno mi to dokladnie opisac; jest to dla mnie cos z pogranicza kompulsji i tiku myslowego. Jednoczesnie towarzyszy temu u mnie pojawianie sie pewnego napiecia w gornej czesci glowy (wywoluje to lekkie bole).
-
"Przepraszam, czy mógłbym gówno napić się soku?” ( https://autyzmwszkole.com/2015/09/17/tiki-tiki-myslowe-lub-ruchy-mimowolne-w-asd/ )
-
Bo wcześniej ta sytuacja wyglądała jak dla mnie dość absurdalnie: 3 gwałcicieli gwałci kobietę, a w tym samym czasie 3 pozostałych mężczyzn obojętnie pyta ją o koleżanki.
-
[videoyoutube=MukQJrUrf_E][/videoyoutube]
-
Dla mnie celem spotkania było po prostu spotkanie samo w sobie. Przygoda, radość, ciekawość, fajne i miłe spędzenie czasu. Okazało się jednak, że ona chce mnie trochę uwodzić. Ok, spoko. Pojawiła się zatem okazja do zaspokojenia swojej potrzeby/swojego pragnienia - bycia uwodzonym... Mogłem tę okazję wykorzystać i pozwolić jej się uwieść. Zamiast tego przekierowałem spotkanie na trochę inne tory...
-
Mojego taty. Ale chciałbym się z nim pojednać. I do mojej mamy, bo czasem mam wrażenie, że nastawia mnie trochę przeciwko tacie... Chciałbym się pojednać z moim tatą, ale jednocześnie czuję na niego wściekłość, że doprowadził moją mamę do płaczu... I czuję w związku z tym złość do mamy, bo częśc mnie uważa, że ten płacz był trochę udawany/wyolbrzymiony, aby mnie zmanipulować, aby mnie nastawić przeciwko tacie... Ech, jakie to wszystko jest skomplikowane...
-
Dzięki za artykuł. Przeczytałem cały, choć nie zauważyłem tam nic o wadliwości. Myślę, że mam ogromną wrażliwość na poczucie wstydu. Na przykład jeśli kobiety mówią lub sugerują, że faceci są beznadziejni, to wtedy czuję wstyd za to, że jestem facetem. Generalnie wstyd jest u mnie reakcją na bycie potępianym (choćby subtelnie) przez innych - wtedy kurczę się w sobie. I nieistotne tutaj wydaje się być, czy inni rzeczywiście mają rację, czy też nie.
-
A niby co w tym podejrzanego? Nie wiesz co to nadmierna wylewność, będąca formą sano-poniżania się? Moja była zaprogramowała mnie do takiej nadmiernej wylewności...sama pozostając skryta. To trochę jak na tym obrazku:
-
O, niewierny Tomaszu!Nigdy nie słyszałeś o bad tripach?
-
Z politowaniem patrzy na moje (pod-małpy) ograniczenie umysłowe, jednocześnie grając na harfie.
-
Jeśli dobry Bóg wysyła mnie do piekła, to znaczy iż uważa, że piekło jest dla mnie dobre. A na czym konkretnie miałoby polegać to straszliwe "cierpienie"?
-
"19 Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia4 ten sam. W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt, bo wszystko jest marnością. " (Księga Koheleta 3,19) https://stacja7.pl/wiara/niebo-zwierzat/ https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,30590,szymon-holownia-jestem-lewacka-koza.html