Wydaje mi się, że na obecnym zestawie leków (klozapol, rispolept, prega, paro i lamotrygina) czuję więcej emocji. Jakby coś pyknęło w mózgu i się przełączyło.
Ciekawe zjawisko, ale chyba dobre.
Wstałam, umówiłam się do psychiatry, wypiłam drugą kawę, poszłam na miasto, posprzątałam, miałam iść na spacer ale lało. Jeszcze grzmiało i już sram po gaciach xddd
no i rozmowa przez telefon, która była ważną częścią tego dnia.
Tak mi się skojarzył temat z cytatem Oscara Wide'a "Celem życia jest rozwój własnej indywidualności". Czasami nie potrafimy odnaleźć siebie, wtedy nie możemy być autentyczni. Terapia właśnie w tym pomaga. Byśmy mogli być indywidualnością, byśmy byli sobą. Sądzę, że chodzi tutaj i o odnalezienie autentyczności i o nauczeniu nowych, zdrowych zachowań. Bo po co chować się za mechanizmami obronnymi. Wystarczy skonfrontować się z wewnętrznym krytykiem i zrozumieć swoje wewnętrzne dziecko.