Skocz do zawartości
Nerwica.com

abrakadabra xx

Użytkownik
  • Postów

    1 208
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez abrakadabra xx

  1. Byłem raz w szpitalu na swoim pierwszym odwyku. Masakra. Musiałem spać na materacu bo nie było wolnych łóżek, po kilku dniach się znalazło dopiero. Kontakty nie działały żeby ktoś nie wsadził tam czegoś i żeby go nie poraziło. Żeby naładować telefon musiałem prosić siostry o to ale to było zależne od ich widzi mi się, trzeba było być grzecznym. Na dwór do kiosku nie mogłem wychodzić, żebym czasem po kryjomu nie brał leków, że niby ktoś miałby mi je przywieźć do szpitala Czasem ginęły mi różne przedmioty, np. fajki, bo wyszedłem na obiad. W międzyczasie ktoś mi po szafkach grzebał. Codziennie męczył mnie taki jeden dziadek, nie wiem co mu było ale był bardzo chory psychicznie. Brał sobie ode mnie z pokoju różne rzeczy ot tak po prostu, co prawda oddawał później ale musiałem go o to prosić. Był taki jeden pielęgniarz, cały czas się darł na pacjentów, strach było się odezwać. Na drugi odwyk chciałem pojechać do prywatnej kliniki. Ale odechciało mi się po rozmowie z właścicielem, prowadzącym tą placówkę. Aha, na zdjęciu to wszystko wyglądało pięknie a jak tam przyjechałem to makabra. Wyglądało to jak duża chata a obok obora. Wszystko gnije odrapane, widzę jacyś ludzie pracują noszą coś, worzą. brak chodnika, wszędzie błoto. Widziałem łapki na myszy. No ale nic, to ma być odwyk, więc nie musi być tak pięknie, aby tylko dobrzy lekarze byli. Wchodzę tam na gorę, żadnych pielęgniarek, czy czegoś takiego. Rozmawiałem z szefem całym i okazało się że laptopa nie wolno mieć, trzeba będzie pracować (to ci ludzie właśnie których widziałem wcześniej). Jak się zacząłem dziwić temu wszystkiemu to pan się zdenerwował i zaczęło mu oko latać. Zaczał podnosić głos na mnie. I wtedy wszystko mówiło mi: uciekaj stąd! No i tak zrobiłem, wyszedłem czym prędzej stamtąd. Później pojechałem już do normalnej kliniki, wszystko było dobrze oprócz najważniejszego. Lekarz nie znał się na odwyku i obciął mi dawkę leków od razu o połowę. Nie wolno tak robić, oczywiście on tego nie wiedział. Od tamtej pory nie korzystam z żadnych szpitali czy klinik i obym nie musiał nigdy więcej.
  2. abrakadabra xx

    Samotność

    Potrzeba bliskości to sprawia. Jesteśmy tak skonstruowani, że w samotności czujemy się źle (ewolucyjnie to mamy wpisane w siebie). Niestety osoby w jakiś sposób pokrzywdzone przez los, które mają problemy z nawiązywaniem kontaktu z innymi mają również potrzebę bliskości.
  3. Nadużywałem alkoholu (po za rozrywkowym piciem co sobotę) w sumie tylko po to żeby stłumić swoje lęki. Nie mogłem rozwiązać swoich spraw w normalny sposób, lęków nigdy do końca nie opanowałem i w sumie to była taka jedna rzecz, która mi przeszkadzała w normalnym życiu. Próbowałem to wszystko rozwiązać na trzeźwo, walczyłem kilka lat ale nie dałem rady, zacząłem radzić sobie z emocjami za pomocą alkoholu. Z benzo było podobnie, to wszystko miało na celu NIE upiększenie życia ale stworzenie możliwości normalnego życia. Aż doszło w końcu do uzależnienia od jednego i drugiego. Inni nie musieli robić nic żeby czuć się normalnie i normalnie funkcjonować. Ja miałem namiastkę normalnego życia po używkach tego typu. Wyszedłem z jednego i drugiego, fakt jest to duże osiągnięcie ale nic mi ono nie daje, dalej nie radzę sobie z lękiem. Po części po dłuższym czasie go w penym stopniu opanowałem ale nie na tyle żeby normalnie żyć. Dlatego do benzo powrócę niestety żeby już żyć, w ogóle żyć, już nie mówie że jakoś zajebiście, alkohol jest zbyt destrukcyjny więc do niego nie wrócę. Tak to wszystko właśnie u mnie wygląda.
  4. Arasha, niee, bo będą skręty robić z niej i palić Dla ciebie zostawię esencję, jak tak ją lubisz:)
  5. rozczarowany, rozmawiałem już z psychiatrą na temat mojego być może przyszłego uzależnienia. Bo tak może się zdarzyć, kiedy będę jadł za dużo tego. Zagwarantował mi że zawsze to dostanę u niego. On mnie zna, chodzę do niego kupę lat, próbowałem już chyba wszystkiego i lipa, tylko benzo, także od tej strony jest załatwione. Jednak gdyby zabrakło mi leków a on miałby wolne to była by lipa, szał macicy i panika. Dlatego tak jak mówisz, dobrze by było mieć dostęp do tego zawsze na receptę w razie co. Z zastrzyki nie będę się bawił (przynajmniej na razie), same tabletki mi wystarczą. Ale dzięki za instrukcję:) -- 07 kwi 2015, 17:04 -- A z benzo przypominam sobie całkiem zajebiste czasy, czasem było tak, że już tak mogło by zostać. Uzależniałem się bo byłem "chciwy" i po pewnym czasie chciałem jeszcze więcej od życia a te leki mi to ułatwiały. Szkoda tylko, że cały czas wzrasta tolerancja i po dłuższym stosowaniu człowiek się uzależnia. Jeżeli będę odpowiednio tylko w ciężkich chwilach to brał to powinno być dobrze.
  6. Na jego miejscu zostawiłbym tylko samice. I 800 ton viagry, jakby wszystkie chciały zaspokoić swoje potrzeby to było by to konieczne
  7. Ewolucja promuje silniejsze, bardziej zaradne, umiejące się lepiej dostosować istoty. Jednak nie przewiduje tego, że kiedyś może narodzić się jakiś "słabeusz", ogólnie chorowity o słabszych cechach przystosowawczych do współistnienia w społeczeństwie, w obecnym środowisku, taki których eliminuje z życia. Oczywiście ewolucja to jest tylko proces jaki zachodzi a nie jakiś byt, który jest mądry albo głupi. Po prostu jest jaki jest. Więc przypuśćmy, że ten oto słabowity osobnik ma dostęp do np. śmiercionośnego dla całej populacji wirusa, (dlatego że ma talent w tej dziedzinie, więc zajmuje się genetyką), i wykorzystuje go do zgładzenia całego gatunku ludzkiego. I co się dzieje? Formuła ewolucji, która działała przez miliony lat nagle zawodzi a wygrywa słabeusz którego chciała wyeliminować. Równie dobrze ten oto słabeusz mógłby zostawić podobnych sobie przy życiu, (niekoniecznie słabych ale zakładając że tak jest dla tej mojej teorii), i wybiera z nich tylko geniuszy, którzy stwierdzają, że trzeba wziąć we własne ręce te ślepe procesy i pokierować samemu tym procesem. Więc w pewnych okolicznościach siła fizyczna, wygląd, inne cechy społeczne nagle przestały by być ważne, ważniejszy byłby nowy rozwój i nowe kryteria dla silnego osobnika, który mógłby mieć właśnie specyficzny rodzaj intelektu, który poprowadziłby ludzkość w innym kierunku. Więc w pewnych warunkach nawet słabe jednostki mogą okazać się silne. Wtedy ewolucja nadal by działała ale wszystko by się skomplikowało. Wtedy te oto jednostki mogły by (zakładając że panują nad procesami starzenia i beznadziejnego przekazywania "słabych" genów) zakpić sobie z ewolucji bo mogły by poprowadzić dalsze procesy tak jakby chciały. Tylko, że patrząc z jeszcze szerszego punktu widzenia takie anomalie jak przejęcie kontroli nad ewolucją mogło by być naturalnym procesem wśród inteligentych, wysoko rozwiniętych organizmów
  8. Arasha, bo nie zacząłem jeszcze w tym obecnym swoim profilu zrzędzić na gatunek ludzki, co jest moją ulubioną czynnością . Kiedyś często tu pisałem jak źli są ludzie. Pokasowałem tamte konta. Teraz nawet już mi się nie chce gadać o beznadziejności ludzi, to i tak nic nie daje. A poza tym chciałem się wyrwać ze swojego negatywnego myślenia i zacząć robić coś konstruktywnego. Ale dzięki za tak przychylną mi ocenę mnie A co do tematu, dbać o chory umysł to tak jak dbać o nogę w którą wdała się gangrena. Można ją masować, myć odżywkami, smarować kremami ale to i tak jest bez sensu bo i tak zaraz zgnije.
  9. Hitman, Nie, nie pojechałem ci, aaa nie ważne Nic szczególnego.
  10. Biorę lek, którego mechanizm działania nie został jeszcze poznany. Leczyli mnie psychiatrzy w wieku ok. 65 lat krzycząc na mnie kiedy chciałem inny lek bo po tym nie dało rady funkcjonować. Pewien lekarz zapisał mi lek uzależniający nie mówiąc mi o tym, kiedy ja się o tym dowiedziałem i chciałem to odstawić ten mówił że na niego tak nie działa, ze on sam też bierze i go nie uzależnia. Lekarze nic mi nie mówili, że po benzo nie wolno jeździć autem, dopiero gdzieś indziej się dowiedziałem. Pewni lekarze mówili mi, że psychoterapia nie działa, w ogóle, żadna, tylko leki Choć stwierdzone są pozytywne skutki różnych nurtów terapii. Umysł ludzki tylko w niewielkim stopniu jest poznany. Lekarze nie znają się na odstawianiu leków. (część z nich) Więc sprawa jest prosta.
  11. abrakadabra xx

    zadajesz pytanie

    W wyobraźni, jak przeczytałem twoje pytanie. Jaki masz kolor ścian w domu?
  12. Idę po xanax przy następnej wizycie. Nie daję rady, będę brał w wyjątkowych stresowych sytuacjach. Pewnie to się nie sprawdzi i wyrwie spod kontroli, no trudno. Co ma być to będzie.
  13. blah!, ahaa, patrzę, mój post na samym środku... Ok -- 05 kwi 2015, 06:46 -- Hitman, moja wina, moje nie dopatrzenie -- 05 kwi 2015, 07:05 -- Wykasujcie ten mój pierwszy post z tej strony, pleaase.
  14. Zastanawiam się jak dbać o swój umysł, rozwijać się, walczyć ze słabościami, starać się codziennie być lepszym człowiekiem. Chciałem uczyć się języków obcych, kiedyś w szkole nauczyłem się jedynie podstaw angielskiego, chciałbym go znać perfekt. Chciałbym poszerzać wiedzę ogólną a także różnego rodzaju tematy, które pozwoliły by mi na np. lepszą pracę. Chciałbym być kimś w życiu, ogarnąłem się z nałogów, wywalczyłem to, postanowiłem się rozwijać, czytam książki o rozwoju osobistym, np. jak być bardziej pewnym siebie, jak zapomnieć o wszystkich przykrych sprawach a skupić się na teraźniejszości, jak nie dać ponosić się emocjom, jak być lepszym dla innych, jak pokochać siebie, jak być asertywnym, jak poznać nowych lepszych znajomych itd. Cały czas coś robię w tym kierunku, czytam w necie o zagadnieniach psychologii. Oczywiście praktykuję ten mój nowy lepszy sposób myślenia, i muszę powiedzieć że to działa, zmiany idą ku lepszemu ale to wszystko jest do czasu kiedy z czymś nie mogę sobie poradzić dojdę do pewnego etapu gdzie wszystko jest zbyt trudne i poddaję się, przestaję walczyć i staję się "byle jaki", powracam na stare śmieci i znów się zamartwiam, wkurzam i nie chce mi się żyć. Później znów mam przebłysk woli walki ale też ta moja choroba nie pozwala mi z tego wyjść. To jest zbyt trudne dla mnie. Odstawiłem alkohol i benzo, zostawiłem kolegów imprezowiczów. Teraz nie mam nic. Nie mogę się jakoś przebić przez te chorobowe sprawy. Leki też niby działają, później przestają działać to szukam innych, dobieram je i znów źle się czuję i to mnie ściąga w dół. I wszystko staje się beznadziejnie denne, pozbawione sensu. Jak wygrać z tą chorobą? Na psychoterapię myślałem iść ale zraziłem się do tych ludzi a to by mi pomogło, czułbym że coś robię dla siebie, jak by było coraz lepiej to to by mi to dało poczucie kontroli nad życiem, wiarę w siebie i względne szczęście. A tak to tylko staję się coraz bardziej zgorzkniałym nienawidzącym świata człowiekiem. Czy jestem już skazany na "byle jakość"?
  15. Zlikwidowałbym wszystko, papierosy, alkohol, narkotyki, sex, pieniądze, nienawiść, choroby biedę a zostawił bym jedno- miłość i ekstatyczne ciągłe jej doświadczanie, tak jakby wszyscy byli naćpani
  16. Arasha, a to nie ma związku z emetofobią? Jak byłaś nastolatką to już miałaś tą fobię? Bałaś się pocałunków z chłopakami z powodu tej fobii? Nie odwlekałaś tych spraw z powodu lęku? Może zepchnęłaś tą sferę gdzieś w głąb.
  17. jasaw, dzięki, jeszcze walczę. Dobrze, że ty jesteś bardziej optymistyczna
  18. Arasha, nie wyobrażam sobie być z kobietą i nie uprawiać z nią seksu. To przychodzi samo, człowiek czuje potrzebę tej "bliskości". Nie da się tego nie robić będąc z kimś (piszę o sobie). Co najwyżej dopuszczam możliwość zmniejszenia częstotliwości stosunków np. kiedy partnerka ma zmniejszoną okresowo potrzebę. Jednak jestem w stanie zrozumieć miłość bez seksu. Na pewno można w ten sposób kochać, jeżeli obojga nie za bardzo tego chcą. Po prostu inne odczucia muszą być silniejsze, np. oparte na altruizmie.
  19. Nie jadłem przez rok mięsa, przeżyło kilka kurczaków, kilka ryb pół świni i ćwierć krowy Chociaż i tak pod nóż te kurczaki i ryby poszły.
  20. Wierzę w to, że marnie skończę. Samobójstwo (nie teraz jeszcze) albo gdzieś w szpitalu psychiatrycznym, być może powrócę do wszystkich nałogów i się wykończę a najgorsza opcja będę żył w coraz gorszym stanie długie lata. Daję sobie na to 80% szansy a 20 na wyzdrowienie.
  21. Jednego piwa to się nawet nie opłaca pić. Lepiej sobie uzbierać i kupić 3 A później to się załatwi jeszcze na dwa kolejne bo po piwie się lepiej myśli A jak już lekka fazka będzie to i znajomi od alko się znajdą oni zawsze piją, więc coś się znajdzie. A jak już się konkretnie pije to kolejni przychodzą i też mają, zawsze można do kogoś na grilla przyjść a jak już będziesz na tym grillu to inni przychodzą z czymś musowo, no powiedzmy co drugi, ale ma dla czterech. I tak naprawdę wiele do szczęścia nie trzeba. Wystarczy pić a zawsze się coś znajdzie. A zawsze się można odwdzięczyć jak ma się kasę to innym też się nie żałuje -- 03 kwi 2015, 15:19 -- [videoyoutube=2jp7trcVdok][/videoyoutube]
  22. abrakadabra xx

    Leki a pamięć

    Biorę lamitrin i propranolol. Ten pierwszy 300 mg, propranolol 30. Biorę to ponad rok i pamięć jest kiepska. Nie wiem na ile te leki mi szkodzą i osłabiają pamięć i czy w ogóle jednak przed tymi lekami było trochę lepiej. Ma ktoś jakieś wiadomości na ten temat?
  23. Pewnie już tu ktoś podawał to powiedzenie, nie czytałem wszystkiego. Moje ulubione: co cię nie zabije to cię wzmocni. Zgodzę się ale tylko do momentu kiedy się nie zachoruje. Nerwica nie wzmacnia, ona robi z ludzi ćwierć kaleki, niedorobione sieroty (bez urazy, piszę o sobie). Przez nerwicę zostało we mnie zniszczone, stłumione wszystko co najlepsze.
×