Evia
Użytkownik-
Postów
2 040 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Evia
-
to nie byli moi znajomi tylko czytałam coś w tym stylu tutaj na forum (i nie tylko na tym) no i faktycznie muszą być niewychowani w końcu nikt ich nie wychowywał Oczywiście, że matki odchodzą kiedy są nieszczęśliwe, tylko że bardzo często ich szczęście schodzi na drugi plan, bo priorytetem są dzieci. Tak samo jak niektóre oddają za dzieci własne życie czy też odłożą sobie od ust ostatni kęs aby go oddać dziecku. Taka już częsta rola matek. Co z tym umieraniem z głodu? W PL nawet bezdomni nie umierają z głodu (nawet nieraz mają nadwagę) jednak czy to jest najważniejsze? Jakby nie było to jeśli chodzi o mnie to również nie umarłam z głodu ale zdarzało się, że faktycznie głodowałam, jednak faktycznie do śmierci głodowej było mi daleko... Czy aby przeżyć wystarczy zapchać żołądek byle czym i to ma być pełnia szczęścia?
-
właśnie to miałam na myśli chyba niepotrzebnie się rozwodząc
-
nie sądzę żebym była uzależniona od coli ale nie byłabym w stanie postanowić sobie, że już nigdy jej nie wypiję poza tym nie wyobrażam sobie wypadu do kina bez tego napoju
-
czasem się da a czasem się nie da. Czasem według bilansu zysku i strat wychodzi co innego. Nawet nie potrzeba jakiejś bujnej wyobraźni. Załóżmy np sytuację gdzie kobieta nie pracuje i zajmuje się domem, niedawno urodziła dziecko, którym trzeba się na okrągło zajmować, mieszkają w malutkim mieszkanku i mają kredyt na barkach. Ona dowiaduje się, że on ją zdradza i co ma wtedy począć? Do pracy nie pójdzie ze względu na małe dziecko, a nawet jeśli by poszła to musiałaby wydać kupę kasy na nianię, do tego dalsza spłata kredytu, kwestia utrzymania mieszkania, siebie i małego dziecka. A co jeśli dzieci jest jeszcze więcej? Pomijam już nawet fakt, że znalezienie pracy (zwłaszcza dla kobiet) nieraz graniczy z cudem. Mnóstwo innych, ciężkich sytuacji jest bardzo dużo Oczywiście są osoby, które wybrną nawet z takiej sytuacji, jednak należałoby założyć, że jest to jednak mniejszość, tak samo jak mniejszość ma szansę na "od zera do milionera" Nie każdemu się udaje. Podam też swoją sytuację z dzieciństwa. Co prawda moja mama nie była zdradzana jednak odeszła od ojca z innych powodów. Zrobiła tak jak mówisz. Myślisz, że było tak kolorowo? Będąc z nim w małżeństwie nie pracowała tylko zajmowała się dziećmi, zresztą ojciec kazał jej zostawić dobrą pracę (w końcu było go stać na utrzymanie rodziny) Nie wiem ile czasu się zbierała na odejście ale w końcu udało jej się znaleźć byle jaką pracę (ojciec bardzo się sprzeciwiał) a my już byliśmy "odhodowani" (ja miałam ok 10-11 lat i byłam najmłodsza) Myślę, że układała sobie od dawna ten krok, i tylko czekała aż podrośniemy i znajdzie sobie jakąś pracę. Wyprowadziliśmy się do totalnej rudery i później przez cały czas byłam naznaczona przeprowadzkami. Nie oceniam jej, zresztą nawet ją doceniam za jej odwagę i siłę, jednak w dzieciństwie było nam bardzo ciężko, wtedy wielokrotnie prosiłam ją żeby wróciła do ojca. To nie było skromne życie to była nędza i wegetacja. To były jeszcze czasy kiedy nikt nie robił problemu, że dzieci są pozbawione opieki i zajmują się sobą nawzajem. Mama miała również dyżury nocne, więc w nocy również bywaliśmy sami. Teraz byłoby to nie do pomyślenia, więc takie matki mają jeszcze trudniej. Ojciec miał gdzieś nasze utrzymanie, miał pieniądze ale tylko dla siebie. Bywały momenty, że się pławił i obnosił z pieniędzmi a nam nic się z tego nie dostało. Zawsze coś wykombinował, żeby nie płacić alimentów, nawet nie musiał się jakoś szczególnie gimnastykować. Z domu, z którego się wyprowadziliśmy on również się wyniósł ale nie pozwolił nam tam mieszkać bez niego, przez co wszystko tam zniszczało. Jak już pisałam to nie mam za złe mojej mamie, że tak postąpiła, jednak wiem a nawet słyszałam opinie osób, które były w troszkę podobnej sytuacji i nie mogą tego wybaczyć swoim matkom, a większość matek chce jak najlepiej dla swoich dzieci, więc nawet ze względu na ich prośby mogłyby zostać z mężulkiem.
-
cola i pepsi (z naciskiem na to drugie) to moja żywieniowa słabość
-
Oczywiście, że ludzie podejmują różne wybory. I znajdą się osoby w obydwu grupach, jednak jeśli chodzi o mnie to wcale mnie nie dziwi, że kobiety nie odchodzą od takich mężów, wybierając mniejsze zło. Alimenty z funduszu? Nie wiem jak teraz ale kiedyś to były kwoty rzędu 100-200zł, przecież to nawet na waciki nie wystarczy a dzieci to studnia bez dna Nawet jeśli mąż ma pieniądze to bardzo często potrafi zaniżyć swoje dochody, ma kasę na różnorakich doradców, adwokatów itd, więc nadal można dostawać ochłapy. Mąż nie będzie musiał się wynieść z mieszkania, jeśli jest wspólne to nawet po rozwodzie takie rozwiedzione małżeństwa żyją razem. Ba, nieraz bywa rónież tak, że rodzina mieszka wspólnie ze swoim katem, który został sądownie za to ukarany, więc o eksmisji niewiernego mężulka to jakaś abstrakcja Rodzina może pomóc tylko co jeśli jej się już nie ma albo sama wiąże ledwo koniec z końcem. W końcu każdy ma swoje własne problemy Twoim zdaniem owszem, tylko że matki zazwyczaj nie myślą o sobie tylko priorytetem są ich dzieci, których samą miłością się nie wykarmi, dlatego mimo wszystko muszą swoją godność zatracić a hierarchię wartości przeklasyfikować
-
Powiedz to mojej znajomej, która po tym jak odeszła od zdradzającego męża zaprzepaściła swoją całą karierę zawodową (musiała zrezygnować z bardzo dobrej pracy na rzecz opieki nad dzieckiem) oraz z kariery naukowej Co prawda on faktycznie został sam (kochanka również posła go do diabła) jednak wcale nie wiedzie mu się teraz tak źle. W końcu odeszły od niego obowiązki domowe, które mu nie były na rękę.
-
O ile mają wspólność majątkową, gdy wina rozpadu pożycia jest z winy męża po 1: podział majątku, po 2 alimenty na siebie i dzieci. jakby nie było to nadal jest to podzielność majątkowa, więc połowa majątku mniej to samo tyczy się alimentów, które są często śmiechem na sali kolejna kwestia jest taka, że jeśli mąż pracuje np za granicą na czarno, to wtedy może w ogóle ich nie płacić. W końcu nie ma żadnych dochodów. Jeśli mąż zarabia mało, to alimenty w ogóle będą groszowe, w przypadku kiedy żyją razem to wtedy kobieta również może pracować i naprzemiennie mogą zajmować się dziećmi. Dochodzi jeszcze kwestia długów (często łączący kredyt) czy też mieszkanie/dom. Później dana osoba nie ma gdzie się podziać. W małżeństwie czy też bardzo zaangażowanym związku rozstanie nie jest taką prostą sprawą jak rozstanie obydwojga nastolatków
-
w przypadku kiedy odejdzie czy wtedy kiedy będzie z nim nadal?
-
Tylko, że istnieją również kobiety z dziećmi, które nie chcą/nie mogą odejść od męża z powodu trudnej sytuacji materialnej Tyczy się to oczywiście obydwóch przypadków, tego kiedy kobieta jest zdradzana i kiedy również sama zdradza
-
według mnie miłość to właśnie przyjaźń połączona z pożądaniem i seksem
-
Myślę, że niektóre kobiety bardziej obwiniają kochanki swoich mężów z pewnego głupiego powodu. Z chorej miłości. Po pierwsze to nie chcą dopuścić do siebie tej myśli, że ich "kochanie" świadomie je zdradzał. Wolą trzymać się wersji, że to wredna konkurentka go wręcz zgwałciła Po drugie to nadal mają nadzieję, że on wybierze jednak je a nie kochankę, jakiekolwiek zarzuty i trucie powietrza w stosunku do niego jedynie mogłoby popsuć ich położenie.
-
bonsai, jednak pocieszające jest chyba to, że gibony są w miarę monogamiczne w końcu gibonom bliżej do ludzi niż łabędziom
-
Z tego co widzę to wiele osób chyba nadinterpretuje zapytanie podobnie z dziwnym poglądem dotyczącym samców alfa...
-
bonsai, tutaj jest coś na ten temat https://pl.wikipedia.org/wiki/Monogamia_%28biologia%29
-
No jak to tak? Jakiś ornitolog tak powiedział czy to tylko Twoje przypuszczenia? Od kiedy wiem, że Jezus mnie kocha, jestem przepełniony wiarą. Proszę mi jej nie odbierać! czytałam kiedyś o tym nawet w kilku miejscach były też chyba jakieś badania genetyczne, które wskazywały, że tatusiowie wychowujący swoje potomstwo nie są nimi z biologicznego punktu widzenia myślę, że jeśli poszperasz w internecie to znajdziesz coś na ten temat
-
ja również to powiadam, i to bardzo często niestety
-
bonsai, z tego co wiem to łabędzie wiążą się na całe życie, jednak nie oznacza to, że nie chędożą z innymi
-
Nie mam żadnych planów i celi. Żyję z dnia na dzień. Marzeń również już dawno się wyrzekłam
-
To na czym według Ciebie jest oparty ten "prawdziwy" związek?
-
nie mam pojęcia...
-
uważam, że zagadnienie zdrady nie jest aż tak prostolinijne i bywają również przypadki, że to właśnie myślenie głową doprowadza do zdrady
-
uważam, że nawet gdyby się wypowiedziały tutaj osoby, które zdradzają/zdradziły to mało wniosłoby do tematu, ponieważ ile zdrad to tyle historii i odmiennych motywacji, poza tym stworzyłby się niezły offtop z naganką na takie osoby. Zgodzę się jednak co do skali zdrad. Podobnie jak niektórzy tutaj również uważam, że większość osób prędzej czy później zdradzi. Taka chyba ludzka natura... a może kultura? Aha, i jeszcze jedno, zgadzam się również co do niektórych "badań", muszę przyznać, że faktycznie nie ma co się za bardzo nimi sugerować, ponieważ bardzo często są one nierzetelne. Sama brałam udział w pewnych badaniach i wiem, że bardzo często niestety jest to pic na wodę (głównie mam na myśli ankiety, jednak i w innych pozornie wiarygodnych badaniach zdarzają się machlojki)
-
Muzykoholiczka, tak podejrzewałam Kiedy masz te wesele?