bei
Użytkownik-
Postów
2 693 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez bei
-
Zadzwonili, że nie utworzą tej grupy z angielskiego do której chciałam się zapisać. Proponują kurs indywidualny albo grupowy na podstawie podręcznika ktory już przerabiałam innej szkole. Jak bym wiedział, że jej nie utworzą to może znalazłabym coś innego, a tak zostałam troche na lodzie bo pewnie w innych szkołach kursy już się rozpoczęły. A już miałam pytać kierownika czy firma mi za to zapłaci... w sumie mogę też zapytać, czy zapłaci mi za lekcje indywidualne.
-
Od pierwszego postu wątku czułam się nie zachecona do dyskusji, wręcz czułam, że postawienie sprawy w pewien sposób do tej dyskusji zdecydowanie zniecheca. To czy terapia jest dla kogoś czy nie to indywidualna sprawa, tak samo to czy z danym terapeuta uda się nawiązać współpracę czy nie. Do terapi raczej nie da sie kogos z music, to nie jest substancjanktora mozna podać komus siłą. W całej swojej historii leczenia nie spotkałam psychiatry, który by zniechecał do psychoterapi, wręcz przeciwnie, od początku zostałam skierowana na drogę, że "tak to się leczy". Stawianie psychoterapi w takim świetle, jak w tym wątku, jest dla mnie wobec tego dziwne. W końcu wielu psychiatrów podpisało się swoim nazwiskiem rekomendując psychoterapię, jak również wielu psychiatrów zajmuje się jej prowadzeniem. Gdybym była na poczatku leczenia, nie chciałabym trafić na ten temat. Istniałaby ryzyko, że wzbudzilby on u mnie dodatkowy lęk. Nke dość że mam się otworzyć przed obcym człowiekiem, to musialabym sie bić sie z myślami czy to nie jest oszustwo. Ja nie znam światopoglądu swojego psychoterapeuty. W sensie nie wiem na kogo głosowały w wyborach ani czy chodzi do kościoła. Na samym początku oczywiście myślałam że to ważne. Wydawało mi sie że skoro jednym z moich problemów byl skrupulatyzm na tle religijnym to idealnym psychoterapeuta wydawał mi się ksiądz. I już na początku spotkałam się z zaskoczeniem, bo gdy znalazłam taka osobę to usłyszałam od niej, że mój psychoterapeuta nie musi być nawet osobą wierząca. Jakiś czas później trafiłam do tego ksiedza do gabinetu i choć nie dogadaliśmy się i skończyło się na jednej sesji z której wyszłam z placzem, to trzymam się tego co usłyszałam od niego podczas tej pierwszej rozmowy telefonicznej. Czy terapeuta jest dla mnie autorytetem. Owszem. Staram sie mieć zaufanie do osób z którymi mam terapię, do ich intencji i stanu wiedzy. Czy to jest naiwność, wątpię. Zdarzyło mi się powiedziec terapeucie,że sie myli, że uważam inaczej, że nie o to mi chodziło, czy nawet,że jest dziwny. Jego autorytet nie polega na tym, że sie go boje, że przyjmuje w ciemno wszystko co od niego usłyszę, tylko, że jestem otwarta żeby wziąść z tej relacji to czego potrzebuję.
-
Ja od terapeutów raczej słyszałam, że to ja jestem ekspertką od swojego życia.
-
Ja kiedyś miałamam w takiej formie spotkania na NFZ, nie wiem czy mogły być częstsze, raczej nie. I choć terapeutka powiedziała mi żebym sobie poszukała kogoś innego choć ja nie chciałam, to trudno byłoby mi powiedzieć, że jest złą terapeutka. Miałam z nią może 6 spotkań i tak naprawde w pewien sposób zdołała mi przez ten czas pomóc. Choć z jednej strony czułam, a może nadal czuje sie przez nią skrzywdzona przez to, że przerwała to tak nagle, to w gruncie rzeczy odczuwam chyba większą wdzięczność, niż żal.
-
Ja tez nie radziłam sobie w szkole, ale tak wyszło, że na psychoterapię trafiłam dużo później. Czasami sie zastanawiam czy moje życie mogłoby wyglądać inaczej gdyby to miało miejsce powiedzmy 10 lat wcześniej. A może po prostu tak miało być. Szkoda ze nie trafiłaś na specjalistę któremu moglabys zaufać i mieć poczucie, że możesz wszystko powiedzieć. Np. mój nie ma.
-
Ja tez raczej jako psychoterapię traktuję te spotkania które odbywały się co tydzień lub codziennie na oddziale dziennym. Moze i spotykałam się z jednym terapeutów przez ponad dwa lata ale to było właśnie co 2,3,4 tygodnie i nie traktuje tego raczej jako psychoterapi tylko bardziej jako taki sposób wygadania sie, porozmawiania sobie. No to masz inne podejście do życia ode mnie.
-
@Przemek_Leniak uważam, że na podstawie jednego przypadku oceniasz całą grupe. Myślałam że przerobiłeś z 10 psychoteraputów w 5 różnych ośrodkach i na tej podstawie wyrobiłeś sobie opinie. W każdej grupie zawodowej są różne przypadki. Ostatnio słyszałam, np. że jakiemuś weterynarzowi odebrano psa bo był zaglodzony, nieleczony itd. I też moglabym stwierdzić, że na weterynarię idą ludzie którzy chcą mieć łatwiejszy dostęp do krzywdzenia zwierzęta. Jak można wrzucać wszystkich do jednego worka na podstawie jakiegoś przypadku? Ja myślę , że są jednak ludzie którzy zostali psychoterapeutami, bo chcieli pomagać ludziom i robią to najlepiej jak potrafią i taka ogólna opinia jest dla nich krzywdząca.
-
@You know nothing, Jon Snow a poza szpitalem korzystałaś kiedyś z psychoterapii?
-
Ale nikt nie broni wybrać terapeutę np. z tytułem dr przed nazwiskiem. Osobiście spotkałam się przynajmniej dwiema takim osobami. Mi sie wydaje, że psychoterapeuta to wcale nie taki fajny zawód. Ja będąc psychoterapeuta czułabym raczej zbyt dużą odpowiedzialność za ludzkie życie i bałabym sie że mogę komuś zaszkodzić. Niektórzy terapeuci cały czas się doszkalają. Jaj ja ostatnio jak czekałam pod gabinetem terapeuty to wyszła jakaś pani. Dostala propozycje chodzenia do niego na terapie, ale powiedziała, że nie chce bo jakoś ją nie przekonał i zapisana została do kogoś innego.
-
A ja chce i jedno i drugie . Ja zapytalam czy mogę wyjść do lekarza na godzinę I przełożony sie zgodzil. Zapytal kiedy to powiedzialam że już chce wyjść. Jakby sie nie zgodził (choć nie miał powodu, bo nie robiłam nic czego nie mogłam zrobić później) to też nic by się nie stało. Ja do psychiatry nie musze się zapisywać, po prostu się przychodzi i tyle. Nie mam pojęcia jak oni to ogarniają, ale widocznie dają sobie radę. Zawsze chodziłam przed pracą i po prostu do pracy przychodzilam później, ale po tym jak ostatnio po godzinie czekania dowiedziałam się ze lekarza nie będzie przez tydzień, to teraz po prostu zadzwoniłam zapytać czy przyjmuje i sobie poszłam. Ta obcia z chodzeniem przed pracą jest o tyle dobra ze wtedy zawsze byłam pierwsza, ale lekarz sie często spóźniał i przez to traciłam czas. Teraz mialam trochę szczęścia bo jak przyszłam to ktos byl w gabinecie a potem miał wchodzić ktos inny, ale chyba gdzieś sobie poszed i weszłam ja. Gdyby nie to, to nie wyrobiła bym sie w godzinę. @Catriona jak piszesz, że pracodawca ci płaci choć, a nie ma cie w pracy tylko jesteś na szkoleniu to tak jakby ci to szkolenie finansowal, czasami to nawet może to szkolenie jest tańsze niż to co daje pracodawca. Dla mnie finansowanie szkoleń czy w ogóle wysylanie na szkolenia to bardzo duży plus dla pracodawcy. Co do wyjść w trakcie pracy to rozumiem, że nie zawsze są takie możliwości. Ja gdyby mi takie wyjście miało zabrać też wiecej czasu to po prostu wzięłabym urlop.
-
Mi w poprzedniej pracy za jakieś tam kursy pracodawca zapłacił, ale uwazam że i tak to niewiele jak na to ile dla niego pracowałam. Napisałam już wcześniej, że język nie był wymagany na moim stanowisku, nie sprawdzali mojej znajomości. Co prawda wspominali, że współpracowali z kims tam z zagranicy ale to nie oznacza że potrzebują zebym ten język znala, może mają już innych którzy znają wystarczająco. Raczej też bym sie nie zdecydowala na podpisanie lojalni za kurs, choć na razie nie planuje zmiany pracy. Bardziej chce zapytać pod kontem powiedzenia "sprawdzam". Podczas rekrutacji padło nawet takie stwierdzenie że mogą mi nawet studia sfinansować jak będę chciała tylko muszę się nie bać i powiedzieć. Ostatnio tez powiedzialam "sprawdzam". Mówili, że nie będzie problemu z wyjściem do lekarza więc pracując trochę ponad tydzień zapytałam czy mogę wyjść do lekarza na godzinę i poszłam. To nie byłodo końca planowane. Wizytę miałam mieć we wrześniu ale lekarza nie było. Teraz będę miała kolejną już w nowym roku żeby nie przegiąć z tym wychodzeniem.
-
Przygotuje im jakąś "milą" odpowiedź, typu, że za tą ich kasę, będę mogła kupić co najwyżej coś do czego drugie tyle będzie trzeba włożyć. Niech sami kupią, może być do poprawek lakierniczych, nawet o kolor nie będę się czepiać. Niby od tego właśnie ludzie płacą to całe OC żeby w razie czego pokryć koszty zniszczeń. Oni od wartości rynkowej odejmą oczywiście cene złomu (bo złom mi zostawią). Albo odkupią ode mnie pojazd za kwotę odszkodowania.
-
Dostałam info z ubezpieczenia że nie mogą naprawić mojego samochodu, bo koszt naprawy dwukrotnie przewyższylby jego wartość rynkową. Czyli generalnie guzik ich obchodzi, że straciłam pojazd. Ich zdaniem moge sobie kupić inny za tyle ile mi dadzą, a że będzie się w nim połowa rzyczy nadawała do wymiany to juz nie ich problem.
-
Czy zapytanie pracodawcy czy zaplaci mi za kurs jezykowy będąc na okresie próbnym będzie dobrze odebrane czy raczej nie? Zapisalam sie na kurs który ma ruszyć za niedługo (to ma być troche taki język branżowy). Ogólnie przy zatrudnieniu jezyk nie był wymagany, ale słyszałam już, że kierownik czy dyrektor używali.
-
Yyy,ja nawet nie wiedziałam że takie coś istnieje i zapewne większość osób też nie wie. Mój jedyny kontak z pielęgniarką psychiatryczna polega na mówieniu dzień dobry, gdy czekam pod gabinetem psychiatry.
- 16 odpowiedzi
-
- pielęgniarka
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Zostaje na anafranil 100mg. Dostalam receptę na 4 miesiące. Myślałam że będę wchodzić na wyższe dawki, ale widocznie na razie lekarz uznał, że dobrze jest tak jak jest, albo pomyślał, że inaczej prześpię życie.
-
Byłam dzisiaj. Opowiedziałam jak sie czuje, czy leki działają. Powiedziałam że zmieniłam prace i zapytałam czy mogę przyjść w nowym roku, bo nie chce się zwalniać z pracy. Zgodził się. Przepisał mi leki na 4 miesiace.
-
2x nie. Po co? Dlaczego? Każda z osób ma swoją role, co wiecej te role można łączyć.
- 16 odpowiedzi
-
- pielęgniarka
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
A ja spałam dzisiaj 10h, bo wczoraj padłam po 20.00 .
-
To będzie jakby co pierwsza automatyczna pralka mojej mamy, dlatego poprosiła mnie o pomoc, bo w domu nigdy nie było automatu i mama mówi, że się nie zna. Ja też nigdy nie miałam nowej pralki, używałam albo te, co były dostepne gdy wynajmowałam, a teraz kupiłam sobie używaną. Nie ma nudy. Ja też jestem pod wrażeniem, że kupiłam pierwszy, który oglądałam, bo ja zwykłe rzeczy typu skarpetki czy pastę do zębów potrafię wybierać bardzo długo. Znajomy mi ogarnie te rysy, tylko trochę smutno mi się zrobiło, że ktoś go uszkodził w niecałe 24h od zakupu. Ja poprzedni samochód też sama porysowałam w różnych miejscach, np. szczotką na myjni i to tak porządnie (szczerze to ptasią kupę było trudniej zdrapać nić lakier ) Co do bycia ogarniętym, to ostatni wydaje mi się, że jestem trochę bardziej zaradna niż dawniej. Ciekawe, z czego to wynika, może efekt terapii, choć znajomy mi powiedział, żebym powiedziała, że ta terapia i leki nic mi nie dają, bo jak miałam bakteriofobie, tak mam ją nadal... .
-
Zapytam, zmieniając temat, jaką pralkę polecacie albo jaką odradzacie? Mama mnie poprosiła, żebym dla niej poszukała.
-
Streszczenie wam mój ostatni tydzień. Tydzień temu był mój ostatni dzień w starej pracy. Wieczorem skasowałam samochód (nie ze swojej winy, zjechałam z drogi żeby uniknąć zderzenia). Kolejnego dnia zaczęłam nową prace. Kolejnego dnia zgłaszałam szkodę, jeczcze kolejnego uzupełniałam zgłoszenie o zdjęcia środka samochodu, bo ubezpieczyciel powiedział że nie wie czy to nie będzie szkoda całkowita. W sobote jak już wspomnialam spałam do 20 z kródką przerwą ok. południa żeby porozmawiać przez telefon. Miałam w sobotę jechać oglądać samochod który upatrzyłam, ale właściciel nie byl dostepny. W niedzielę nie chciałam jechać po samochód wiec wreszcie mogłam trochę odetchnąć i normalnie odpocząć. W poniedziałek zaraz po pracy pojechałam oglądać pierwszy samochód i go kupiłam. Wróciłam na 23.00. Dzisiaj rano wydaje mi sie, że z samochodem było ok, a po południu miał już przerysowane drzwi, nadkole i zderzak (trzeba być zdolnym żeby przypadkowo przerysować 3 elementy). Nie wiem co przyniesie jutro .
-
Tak. Ok 11.00 odebrałam telefon i po zakończonej rozmowie od razu znowu zasnęłam. Byłam zmeczona.
-
Obudzilam się. Chyba zacznę dzień jakimś śniadaniem o 20.00, no i wypadałoby wstać do wc.
-
Ja wczoraj kupiłam sobie w Pepco dwa sweterki i bluzkę. Całość 100 zł.