Skocz do zawartości
Nerwica.com

aardvark3

Użytkownik
  • Postów

    726
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez aardvark3

  1. aardvark3

    Wkurza mnie:

    jak ktos daja rady o ktore nie prosilam albo robi uwagi bez sensu, jakby chcial cos wytknac. Nie przepadam za ludzmi "hiper-spostrzegawczymi", w ich towarzystwie mam wrazenie, ze jestem na cenzurowanym (OK, to moje odczucie ale jak ktos obserwuje czlowieka niemal caly czas, znacie ten wzrok taksujacy jak komornik szafe to trudno obejsc sie bez takich wnioskow. Czasami miewam lekki tik nerwowy i raz pewna znajoma glosno w towarzystwie (po szczegolowej obserwacji, ktora staralam sie ignorowac) mowi: zauwazylam, ze tak robisz - a dlaczego? Odpowiedzialam rownie glupio: po to zebys miala o co zapytac. Mistrz cietej riposty ze mnie zaden ale juz mam od niej spokoj. Moglabym podobnych przykladow podac mnostwo: niby nic wielkiego a ktos niepotrzebna uwage robi i psuje atmosfere, a bez tego mogloby sie obejsc.
  2. Juz bez glebszych, bolesnych emocji - tak sobie mysle i analizuje. Ze wlasciwie od samego poczatku ludzie ze mnie rezygnowali (matka biologiczna, rodzice adopcyjni, nauczyciele w szkole, wielu znajomych i tzw przyjaciol, partnerzy zyciowi i nie wiem, czy tez nie dzieci), nikt nie chcial zawalczyc, nikt nie chcial mnie poznac - albo odchodzili, odwracali sie totalnie - albo mnie przerabiali na swoja modle za pomoca manipulacji, szantazu, prosb, grozb, kija i marchewki, poczucia winy i wstydu, wmwiania, ze sama sobie nie poradze, ze zgine... Ale tylko jeden czlowiek w moim dosc dlugim zyciu zadal sobie trud i staral sie mnie poznac taka, jaka jestem. Nie oceniajac - akceptujac bezwarunkowo. Dajac zaufanie i wsparcie bez wzgledu na cokolwiek. Prawdziwa przyjazn. Dla mnie te wspomnienia sa jak oltarz dla wierzacego. Czasem zastanawiam sie, czy mam jeszcze szanse spotkac kogos o podobnym podejsciu do zycia. Bo przez prawie cwierc wieku nie spotkalam, a znalam troche ludzi w tym okresie. Jesli tacy ludzie istnieja - to gdzie ich szukac? Moze nie tyle gdzie co jak? Byc soba. Nie bac sie bycia soba, nie udawac, nie nadskakiwac, nie robic nic "pod kogos" bo wtedy mamy szanse co najwyzej na kolejnego blazna i pieczeniarza, manipulanta. Jesli jestem soba to dochodzi do naturalnej selekcji - czyli nieodpowiednie osobniki odpadaja. Wtedy jak sobie przypominam bylam na zakrecie zyciowym, w trudnej sytuacji, podjelam decyzje ktora mscila sie na mnie przez wiele lat - i jaks na poczatku znajomosci wywalilam to wszystko bo mnie przerastalo, nie moglam juz dusic w sobie. I zaraz po wyslaniu tego listu (TAK! Wtedy pisalo sie listy i wrzucalo do skrzynki! Tesknie za tamtymi czasami i nawet mysle zeby z kims popisac, tak dla zwyklej przyjemnosci bo to bylo bardzo fajme, ta cala otoczka, oczekiwanie na odpowiedz. I niekoniecznie od kogos do kogo cos sie czulo ale od przyjaciol, rodziny itp. Super sprawa!) pozalowalam bo fajnie sie znajomosc zapowiadala, fajnie nam sie korespondowalo, to byly dwa dialogi bo on czytal moje wypowiedzi i polemizowal albo sie zgadzal ale zawsze bylo ciekawe uzasadnienie, nie jakies pustoslowe wodolejstwo. I byl przerazajaco inteligentny - to mi z jednej strony imponowalo a z drugiej troche sie obawialam, ze jakby co do czego doszlo to mnie zdominuje. Ale mysle sobie: jak nei odpisze to trudno, nie ma nic jeszcze miedzy nami, bedzie troche zalu ale nic poza tym, zadnych dramatow. Ale... odpisal. Bardzo dlugi list. Miedzy innymi ze zaimponowalam mu otwartoscia i odwaga. I pamietam jak dzis jego slowa: a moze myslalas, ze przestrasze sie i uciekne jak wiekszosc przede mna? Ja mu tego nie napisalam, on wiedzial. Nasza pozniejsza znajomosc, zwiazek i wiez byla tego potwierdzeniem, jak wiele o mnie wiedzial bez pytania. Tylko obserwujac i sluchajac. Na poczatku balam sie tego (wszyscy znamy owo uczucie, nie moge pokazac swojej prawdziwej twarzy bo jak mnie poznaja to uciekna albo jeszcze gorzej: ukarza mnie za bycie soba ale czy znalismy inna rzeczywistosc?) ale z czasem przekonalam sie ze nie ma nic bezpieczniejszego (o paradoksie!) jak bliski czlowiek ktory nas poznaje a ktoremu ufamy, bo dal na to wiele dowodow. Nigdy nie czulam sie az tak bezpiecznie i pewnie emocjonalnie. Moglam nareszcie byc soba i nikt mnie za to nie karal, nie probowal wtloczyc w swoja matryce - tylko akceptowal. Tak po prostu.
  3. mojanati - moje dzieci sa juz dorosle. Mysle, ze tez niezle im we lbach namieszalam bo sama bylam rozregulowana na maxa. I nieswiadoma tego co sie ze mna wyrabia. Nawet to widze, czuje - ale co moge teraz zrobic? Na pewno ich nie kontrolowalam, nie zatruwalam zycia wlasnymi problemami - ale nie zawsze bylam obecna i nie zawsze umialam okazac uczucia. Ale zawsze, gdy bylo trzeba - pomagalam. Wspieralam. Nigdy nie krytykowalam, nie obwinialam, nie poddawalam presji ze musza np zdobyc wyksztalcenie. Nie kazdemu sluzy nauka. Kochalabym ich tak samo bez wzgledu na to kim beda zawodowo. Corka odnosi sukcesy jako naukowiec na skale swiatowa (w swojej branzy), pracuje na uniwersytecie, jest doktorem nauk. To jest jej pasja. Jestem z niej dumna ale nie obnosze sie z tym bo to jest jej ciezka praca - nie moja. I zawsze to jej powtarzam. Nie chce, zeby miala swiadomosc tego, ze ja wlasnie dlatego nie wrocilam do Polski - bo chcialam zeby poszla na studia. Gdybym wrocila to byloby to niemozliwe. Zreszta - potem wszystko sie zlozylo korzystnie dla niej. Nie mowilam jej o mojej (naszej - mojej i synow) sytuacji. Wiedzialam, ze tak czy inaczej musze tu wytrwac jakis czas. Moj eks zafundowal nam pieklo z zycia. Probowalam to lagodzic jak moglam i zaplacilam za to depresja, poglebieniem stanow lekowych, bezsennoscia. Jakos nie widze innej opcji wtedy. Ktos nie spi, zeby spac mogl ktos. Mlodszy syn jest na drugim roku studiow. Pracuje w weekendy i wakacje. Jest w pierwszej dziesiatce najlepszych studentow UCL. Otrzymal stypendium wiec finansowo nie ma presji; od tego semestru idzie do akademika. Moim bledem bylo to ze nigdy od niego nie wymagalam, ze chcialam jakos w ten sposob zlagodzic to co przeszlismy z eksem. Mam na mysli jakas pomoc w domu. Od kilku lat mieszkamy sami i nie mam wielkiej pomocy z jego strony. Jak chodzil z dziewczyna to bylo lepiej ale zerwali po prawie 2 latach i od tamtej pory jestem pozostawiona niemal sama sobie z duzym domem. I doroslym synem uposledzonym umyslowo, ktorym wylacznie sie zajmuje bez pomocy. Jak jade do Polski to corka bierze brata na spacer, na lody, do kina, zostanie z nim wieczor jak ide do kolezanki itp. Moi mezowie nigdy mi nie pomagali, tylko k*rwa byli. Teraz ich nie ma i jest tak samo, nie - jest spokoj. Ale ja czuje sie wyzeta ze wszystkich uczuc, emocji, nie umiem okazac ze mi zalezy, ze kocham... K*rwa -- 05 sty 2014, 02:24 -- OK, jak spowiedz to spowiedz - mialam miesiac temu urodziny. Corka wyslala mi darmowego smsa. Mlodszy syn twierdzil, ze nie mial kredytu (jakby nie mozna bylo wyslac z netu)... Moi mezowie tez nie pamietali o urodzinach. Ja - zawsze. Jakis skromny prezent, zaakcentowanie ze to szczegolny dzien... Ale chyba robilam to po to, by ktos tez dostrzegl moje urodziny. Jako dziecko dostawalam jakis skromny prezent ale bez szumu. W moim rodzinnym domu nie robilo sie imprez, nie zapraszalo gosci (wyjatek - imieniny rodzicow ewentualnie swieta: przychodzila rodzina matki, od ojca nikt bo matka byla z nimi sklocona). Moj pierwszy maz SP zawsze pamietal o imieninach, urodzinach, rocznicach ale tak byl wychowany. Potem to juz cisza - a raczej wymaganie ode mnie ze to ja mam pamietac. Nie jestem milionerka ale przyjelam zasade ze kupuje sobie to o czym marze w miare mozliwosci, oszczedzalam na fotografike - kupilam sobie. Od czasu do czasu kupie sobie dobre perfumy bo mam manie perfumowa Marzy mi sie dobry teleskop do ogladania mglawic i kilka obiektywow pelnoobrazkowych. Filtry Cokin. Wiecej pamieci RAM. Rozpusta myslec, ze ktos moglby cos z powyzszej listy mi podarowac Nikt mnie nie zna na tyle.
  4. Nie do końca się z tym zgadzam. Jeśli dziecko siedzi cicho w bezruchu, to niekoniecznie musi być wytresowane i zastraszone. W kontekscie mojej wypowiedzi, dzieci zastraszone i wytresowane wlasnie tak sie zachowuja. Moze to byc rowniez dziecko autystyczne czy z innymi problemami rozwojowymi, ale my tutaj mowimy o DD.
  5. Poszlam na spacer do mojego ulubionego miejsca w gorach.
  6. W domu rodzinnym wkrzyczano, wytloczono na moim umysle priorytet. To co chca rodzice, to co dla nich dobre. Stalo sie to moim nawykiem. Potem myslenie: jesli robie cos dla siebie to wyrzadzam ich krzywde, bo nie zajmuje sie ich priorytetami. Spuszczenie z oka tego co powinnam chocby na krotka chwile i zajecie sie soba wywolywalo we mnie poczucie winy, zaniedbania czegos najwazniejszego... Jak ja smiem robic to rodzicom ktorzy sa pierwsi po Bogu (matka lubila "przepytywac" mnie w przykazan i powtarzac do zachrypniecia: co jest w przykazaniu? Czcij ojca i matke! No tak, szacunek nalezal sie obligatoryjnie. Tzn taki byl ich obraz rodziny. Moze gdybym byla ich wlasnym dzieckiem zadzialalby instynkt czy co tam jest. A nie jakies sztywne zasady: tak byc musi bo tak jest w ksiazce, w katechizmie czy tak powinno byc. A propos - rodzice wcale nie byli jacys bardzo religijni, tylko mnie gonili do kosciola a matka na sprawdzenie, czy w kosciele bylam, wypytywala mnie co ksiadz na kazaniu mowil. Pamietam to jakby bylo wczoraj. Takze to co mnie przerazalo autentycznie: jak kazala mi cos powtorzyc: co ja powiedzialam? Albo co ktos powiedzial, co w ksaizce pisalo itp. Kolejne kontrolowanie czy automat dziala prawidlowo. Truchlalam jak te slowa slyszalam bo nigdy nie powtorzylam wlasciwie albo jesli mi sie udalo to i tak sie czepiala. "O widzisz, sama powtorzylas ze trzeba robic tak a ty swoje. Glupias jak but." Ze dzieci i ryby nie maja glosu to oczywiste bylo. Gdy rodzice szli ze mna do rodziny czy jakichs znajomych (z wyjatkiem jednej kuzynki bo tam czesto na noc zostawalam i jezdzilam z jej rodzicami na wakacje, moi nigdzie nie jezdzili chyba ze do sanatorium) to musialam siedziec w miejscu, odzywac sie tylko kiedy mnie zapytaja; jak kazali zaspiewac albo wierszyk powiedziec to natychmiast. Jesli dali zjesc mialam zjesc wszystko. Jesli nie - nie moglam sie upominac. I usmiechac sie, pokazac jaka ze mnie grzeczna dziewczynka. Grzeczne dzieci nie siedza cicho w bezruchu - tak zachowuja sie dzieci wytresowane i zastraszone. Zahukane. Znam dzieci rozwydrzone ktore potrafia cudzy dom zdemolowac - i znam dzieci ktore jak przyjda z wizyta potrafia sie ladnie bawic i widac, ze sa nauczone szacunku do czyjejs wlasnosci. Jak widze dziecko ciche, siedzace w miejscu, obserwujace spode lba rodzicow to wiem ze cos jest nie tak. Pozniej eks nr 2 postepowal tak samo - wymuszal krzykiem. I tutaj powiedzenie: madry glupiemu ustapi byloby najbardziej na miejscu. Ktos dodal zakonczenie: "...i dlatego swiat tak wyglada". Ale ja juz mialam tresure krzyku i reagowalam na nia jak pies Pawlowa. Toksyczne osoby wyczuwaja slabosc potencjalnej ofiary, nie wiem jak oni to robia. Pewnie na tej samej zasadzie co u nas swiatelko ostrzegawcze, tylko ze my czesto go lekcewazymy (Gdyby, tak jak u toksykow, od tego zalezalo nasze przetrwanie to pewnie bysmy brali je pod uwage, ale mamy tak obnizona poprzeczke poprzez bycie DD ze jakies tam swiatelko, ba - nawet syrena, nam nie podskoczy) Bylam dzis po raz pierwszy od wyprowadzki w gorach, w moim dawnym "wysypisku smutkow". Tam zawsze nachodzily mnie rozne ciekawe refleksje, zreszta miejsce spokojne, dzikie (tylko bylo troche za zimno dzisiaj a ja sie nieodpowiednio ubralam), przyroda wokolo (nawet mysikrolika dzis widzialam, nawet dalo sie do niego podejsc w miare blisko ale uciekl jak wyciagalam aparat - bez sensu zreszta bo nie mialam obiektywu z zoomem)... I pomyslalam sobie tak: wiekszosc ludzi, ktorzy mieli wplyw na moje zycie, ktorzy zajmowali w nim duzo miejsca i z racji tego byli wazni - nie umieli, nie chcieli, nie mogli wydobyc ze mnie tego, co we mnie najlepsze, wartosciowe. I dlatego nigdy nie nauczylam sie jak rozpoznawac takich ludzi. Takiego kogos spotkalam przypadkiem, nawet niewiele brakowalo, bysmy sie mineli i wogole na siebie nie zwrocili uwagi. Nawet napisalam przed wielu laty opowiadanie SF luzno oparte na teorii "niespelnionego spotkania". Wtedy bowiem przerazilo mnie, ze moglam go nigdy nie spotkac... Ale jak to mowia - zylabym w niewiedzy a niewiedza nie boli. -- 04 sty 2014, 18:14 -- I nie umiem wymagac, ciezko mi sie tego nauczyc. Przychodzi mi z ogromnym trudem i opornie choc wiem, jak bardzo pomogloby mi to w zyciu. Co najwyzej prosze a jak mnie zignoruja to olewam i albo rezygnuje i musze sie obejsc albo sama probuje to zrobic. O tym zreszta juz pisalam jak mnie wkurza ze tyle potrafie; to nie jest dobre. Proszac o pomoc wchodzimy w interakcje z ludzmi, pokazujemy im ze sa nam potrzebni. Osoba dysfunkcyjna, jak ja, wlasnie na odwrot - boi sie pokazac ludziom ze sa jej potrzebni bo nauczono ja, ze potrzebowac ludzi to znaczy 1/bycie niekompetentnym 2/nie radzenie sobie z zyciem 3/wykorzystywanie innych 4/egoizm 5/bezczelnosc I co, jesli taka osoba nagle zachoruje powaznie, bedzie potrzebowac opieki? Az ciarki przechodza na mysl o tym. Ponad 10 lat temu mialam wypadek na podworku, 3 miesiace na wozku. Nie chce tego wspominac, dodatkowo poglebilo moja niechec do proszenia o pomoc. To sa wszystko konsekwencje wychowania w dysfunkcyjnych rodzinach - i to, z czym my musimy sie zmierzyc. Co potrzeba nam przepracowac bysmy mogli pelniej cieszyc sie zyciem. Nie przerobione - w najmniej oczekiwanym momencie wyjdzie z ciemnosci jak upior.
  7. Rammstein i Toten Hosen naprzemiennie
  8. Schludnosc, higiena, dbalosc o siebie zarowno fizycznie jak i psychicznie.
  9. aardvark3

    Picie z alkoholikiem

    i smieszno, i straszno raczej
  10. aardvark3

    Stosunek do alkoholu

    ja tam moze ze dwie lampki sikow (wino 5,5%) jak film zapuszcze, a moze nawet i tego nie. Na razie nie czuje checi. Ale w kazdej chwili moze mi sie zachciec - lub nie. Nieraz tak mi sie zachce a po dwochm trzech lykach juz mi sie odechce. Takie to moje picie jest. Swoje juz wypilam.
  11. Myslalam aby zalozyc nowy watek ale przyszla mi na mysl brzytwa Ockhama Chcialabym bowiem podyskutowac o genezie naszych sklonnosci do wiazania sie z nieodpowiednimi/toksycznymi/zaburzoymi partnerami. Konkluzja, ze jestesmy DD to tylko wierzcholek gory lodowej. A jako, ze nalezy zaczac od siebie... oto moje wnioski. Zadalam sobie pytanie: jakich mezczyzn znalam w dziecinstwie, jaki mialam z nimi kontakt, jaki obraz mezczyzny utrwalil mi sie z tego okresu w zyciu? Co mezczyzni w moim dziecinstwie mieli mi do przekazania? Czego mnie nauczyli? Czy opiekowali sie mna jako istota slabsza? Za kogo mnie uwazali? I dostalam taka odpowiedz, ze mi w piety poszlo...
  12. aardvark3

    Picie z alkoholikiem

    Pewnie sie nie zrozumielismy, Niktita. Mialo to oznaczac (tlumaczac z polskiego na nasza) ze nie potepiam istnienia alkoholu w czambul. Moge jedynie miec uwagi co do czyjejs wolnej woli w tym temacie ale nie mnie osadzac. Do dalszej czesci Twojej wypowiedzi, wybacz, ale sie nie ustosunkuje. Emocje tez sa dla ludzi. Rzeklem
  13. aardvark3

    Picie z alkoholikiem

    alkohol jest dla ludzi. Ale dla tych, ktorzy umieja go pic. Twoj ojciec zachowal sie tak, jakby dal malpie brzytwe. Nie mozna osobie z problemem alkoholowym proponowac kielicha, nawet dla towarzystwa. Zaden powod nie jest wytlumaczeniem. Mogl sobie pojsc z kolega a toast wypic coca cola, w ramach sylwka zrobic mamie jakis fajny deser albo mrozona kawe z dodatkami. Wydaje sie, jakby mial gdzies jej problem i obchodzilo go tylko to, ze ma ochote sobie strzelic banie na koniec roku.
  14. Inna prawda objawiona: masz problemy psychiczne i emocjonalne bo nie wierzysz w Boga. Nieszczescia cie spotykaja bo to kara boska (nie sprecyzowano, za co).
  15. Mnie ktos kiedys powiedzial: ty ta "wojne" caly czas przezywasz i prowokujesz, zeby im dorownac, zasluzyc na prawo do cierpienia i szacunek czy co tam jeszcze. Byc moze jakas terapeutka - potem przerwalam terapie bo niewiele mi dawala a ja nie moglam sie zajmowac wtedy soba, bo zylam z toksykiem - musialam pilnowac zeby nie narobil jeszcze wiecej strat i traum. Zreszta sama wiesz jak to jest z takim czlowiekiem, caly czas w stanie czuwania. Nawet jesli ktorykolwiek z rodzicow przezyl horror w dziecinstwie to owszem, przeszlosc go tlumaczy ale nie usprawiedliwia. Do nas to prawo tez sie stosuje. Moja matka nie zyje juz od 10 lat ale gdybym jej to powiedziala to raczej by jej nie zatkalo tylko otworzylby sie worek z oskarzeniami (pewnie o tesciowej i pieniadzach z wesela tez by wspomniala ) - odechcialoby mi sie dalej ciagnac ten temat. Albo by powtarzala glosno i teatralnie jedno zdanie co tez bylo dobra metoda na mnie bo sie wycofywalam. Nie mozna polemizowac ze sciana. Ona nigdy, jak siegne pamiecia, nie chciala sluchac (a mnie mowila ze dziecku nalezy poswiecac uwage i wysluchac go, jprdl) tylko zakrzykiwala niewygodne tematy albo robila cyrk pt ja jestem ofiara wszyscy sie nade mna pastwia.
  16. Przymierzam sie do jakiegos covera bardzo malego, starego napisu na ramieniu, ale tym razem chcialabym zaszalec i walnac sobie na cale ramie plus przedramie, ale to ma byc art a nie dziara spod celi. Jak dotad nie trafilam na to, co mogloby mi sie spodobac. Jak fajne, to za bardzo rozbudowane a nie chce przeginac. Zastanawiam sie nad pojedynczymi piorami - zadnych napisow, memoriali itp http://c.wrzuta.pl/wi4311/ec4b2fea0020ae054fcfc1fe/tattoos-feather-quote-tattoo-picture-by-sweetrevenge791-h-t-tattoodonkey.com_1 http://fc04.deviantart.net/fs71/i/2013/032/1/6/feather_tattoo____by_graynd-d5tg5zv.jpg
  17. nie wie co to cierpienie kto wojny nie przezyl (no niby racja, skoro nie przezyl to nie cierpi ), wojna to byl taki benchmark dla pokolenia moich rodzicow
  18. aardvark3

    Samotność

    Mala zmiana na lepsze - wczoraj bardzo sympatycznie rozmawialo mi sie z pewnym "malo znajomym" przez telefon. Niczego nie zakladalam (jak to drzewiej bywalo), niczego nie oczekiwalam, nie szukalam akceptacji na sile (mysle, ze z tego juz wyroslam, zauwazylam ze przestalam ludziom nadskakiwac i coraz mniej mi zalezy na byciu lubiana za wszelka cene, nawet za cene wyrzeczenia sie siebie), nie doszukiwalam sie niczego procz tego co jest - i powiem Wam, ze bardzo sie sobie w tej rozmowie spodobalam. Potrafie nawiazac ciekawy DIALOG. To duzy plus. Bo czesto to sa dwa monologi i nic z tego nie wynika procz falszywych przekonan. Potrafie sluchac naturalnie, bez presji ze tak trzeba bo inaczej wezma mnie za egoistke ktora ma w dupie cudze sprawy. Bez nadgorliwosci, ktora mi przez wiekszosc zycia towarzyszy i zmiata wszystko na swej drodze jak kombajn. Znajomosc albo sie rozwinie albo nie, w jakim kierunku nie wiem ale to nie ma znaczenia. Jesli bedzie otwartosc z obydwu stron to raczej sie nie przestrasze. Jezeli nie, to tez sie raczej nie rozczaruje ale taki kontakt, nawet malo znaczacy, pozwala odzyskac energie i wiare w siebie. Mysle, ze do dialogu tez trzeba odpowiednio dojrzalych ludzi a nie desperatow. Wielekroc bylam zdesperowana bo tak zostalam zaprogramowana. Sama nic nie znaczysz, sama zginiesz. Sprawdzamy sie w dzialaniu i to cala prawda.
  19. Czy sukces? Okazalo sie, ze potrafie zachowac sie galanto w sytuacjach towarzyskich. Ze potrafie prowadzic z kims interesujacy dialog bez wysilku, udawania, krygowania sie, kupowania przychylnosci, kokieterii. Ta wiedza, poparta doswiadczeniem, dodala mi skrzydel. I tak sie na te okolicznosc zastanawiam - czy moje wieloletnie przekonanie o zaniku umiejetnosci socjalnych i slabej wydolnosci na tym polu nie bylo spowodowane niewlasciwym towarzystwem, a nie moja nieudolnoscia? -- 03 sty 2014, 16:13 -- ...i zabralam sie przed chwila za robote. jak na poczatek to tylko struktura i efekt na drugim projekcie. I zaszpachlowanie drewna. Idzie jak z kija ale maly postep jest. Jak wyjme materialy z kartonu to pewnie mnie natchnie bo jest tego sporo. Szklo mam przygotowane, tylko nie bardzo mi sie chce za nie zabierac, nie teraz.
  20. Jakbys o mnie pisala! Literalnie! -- 03 sty 2014, 09:30 -- A u Was tez byly wspominki jakichs Waszych przewin sprzed lat powtarzane w kolko? Bo chyba ten typ tak ma... Pamietliwy jest. Moja matka nie pamietala gdzie polozyla okulary (nie, ona nigdy niczego nie zgubila czy zarzucila, ktos jej zlosliwie schowal bo nic nigdy nie ginie - to byl jej aksjomat) ale pamietala ze np na moim weselu uzbierane pieniadze dalam na przechowanie tesciowej, nie jej. Bo akurat tesciowa byla wtedy pod reka a matki nie bylo - ale nie, ja to zrobilam specjalnie na zlosc, zeby ja wykonczyc za to co dla mnie zrobila (i tutaj nastepuje litania przewin wszelakich, ktore oczywiscie byly zlosliwe i z premedytacja skierowane do walki z jej zdrowiem psychicznym i fizycznym). Teraz to sie z tego smieje, autentycznie - bo to jest tak glupie i bezsensowne, ze az smieszne. Jak z wieszania sie mojego eksia choc wtedy to mi do smiechu nie bylo. Teraz zas co cobie przypomne jak latal po domu i zagrodzie z tym sznurem od bielizny to sie autentycznie smieje. W koncu matka sklocila mnie z tesciami na dobre po smierci meza, Obydwoje rodzice byli o nich zazdrosni - wlasciwie to mieli o co bo tam byla normalna, rodzinna atmosfera, tam sie mowilo prawde i nikt sie nie bal a z bledow wszyscy sie smiali; nikt nikogo nie straszyl a jak szwagier po pijanemu zrobil zonie awanture to tesc osobiscie tam poszedl i mu wpierd*lil: jak jeszcze raz to zrobisz to juz nie jestes moim synem - tak powiedzial. U tesciow jak sie siadalo do stolu to byly zarty, ciekawe historyjki, czesto smialismy sie zyczliwie z siebie nawzajem (bez zlosliwosci czy docinkow) i tam czulam sie bezpiecznie. Nie jak w rodzinnym domu gdzie kazdy wspolny posilek czy spedzony czas to byly jakies wypominki, uwagi, awantury, cokolwiek bym nie powiedziala to czepianie sie - jesli wogole moglam cos powiedziec bez przerywania mi albo skwitowania: a ty to zawsze glupoty gadasz, niby taka madra, szkoly skonczyla a glupia. Tesciowie zafundowali mezowi kamien nagrobny (zostal pochowany w naszym rodzinnym grobowcu, to byla moja decyzja zreszta) i od tego sie zaczelo. Teraz juz nie czuje zazenowania kiedy o tym wspominama le przez lata bylo mi autentycznie wstyd za zachowanie matki bo to ona byla inicjatorka. Stwierdzila ze kamien jest brzydki (pare epitetow tam padlo) i kazala usunac. Ja nie mialam prawa glosu tak mnie zahukali obydwoje bo widzieli ze biore strone tesciow. Skonczylo sie na tym, ze matka wziela kogos z rodziny, odmontowali ten kamien, pojechali do domu tesciow i wrzucili im przez ogrodzenie na ogrod. K*rwa ale zenada! W rezultacie rodzice wygrali bo tesciowie, chcac nie chcac, wymienili ten kamien i zamontowali "zgodny z zasadami" ale zerwali z nami kontakt.
  21. Dokladnie tak! Teraz jestem sama wiec to mnie nie dotyczy ale w wiekszosci moich zwiazkow byla ta presja - musze zrobic, nie moge siedziec bezczynnie (tzn nikt mnie nie moze zobaczyc ze nic nie robie). Jak ja te presje pamietam! Ale to dom rodzinny wychodzi i ciagla kontrola co robisz, gdzie idziesz, co myslisz. Bo jak nie robisz nic to jestes bezwartosciowym darmozjadem wykorzystujacym bezczelnie ciezko pracujacych rodzicow. -- 02 sty 2014, 21:57 -- Ale mialam pieprznik w glowie przez tyle lat. Jak w dupie po sliwkach.
  22. Nasz topik to jest kopalnia przemyslen i sama po sobie (oraz po Was) widze, jak bardzo pomaga w zdobyciu samoswiadomosci. A ona jest pierwszym krokiem do zdrowienia. My juz tak na 100% zdrowe nie bedziemy i nie ma sie co oszukiwac - ale wazne, ze zacznie sie proces i poczujemy sie szczesliwsze, pewniejsze siebie. Male kroczki a jakze dla nas wazne. Mnie bardzo pomaga i zawsze pomagalo czytanie czyichs przemyslen a jak juz znalazlam cos, z czym sie moglam identyfikowac - to jakby iluminacja, oswiecenie! Aneczak - u mnie tez byli inni na pierwszym miejscu, potem dlugo, dlugo nic a wreszcie ja. Zeby nikt nie posadzil mnie o egoizm, samolubstwo, egocentryzm ktorym moge go wpedzic w chorobe, skrzywdzic, zranic itp. Albo zostac odrzucona. Prosty sylogizm - jesli bede myslala o sobie to komus zrobie krzywde. Podobnie jak stwierdzenie: jak ty masz racje to ja jej nie mam. Czarne i biale. Nie mozna myslec o sobie i jednoczesnie o kims, nazwijmy to, bliskim. Taka postawa w przyrodzie nie wystepuje. Czyz nie w to wierzylysmy? Pieknie nas wytresowano - wiec skad pozniejsze pretensje rodzicow ze nie umiemy sobie ulozyc zycia i wybieramy toksykow a potem cierpimy? To jest zasada jakiegos chorego paradoksu (pleonazm?). I jestem w tym toksycznym zwiazku, jest mi zle, chce sie wyzalic, zwierzyc do rodzica a tu ku*wa slysze: teraz narzekasz? trzeba bylo wczesniej pomyslec a teraz to cierp. I co - pojdziesz sie wyplakac? Zeby uslyszec kolejny stek krytyki i gdybania i "aniemowilam"? Niby fizycznie nie boli ale jakie upokorzenie... Tak by sie wydawalo ze po treningu z diecinstwa jestesmy uodpornieni - no, niestety. Czasami mialam wrazenie, ze mam wszystkie nerwy, koncowki od uczuc, emocji - na wierzchu tak zabolalo. Jak sie dowiedzialam (przed Bozym Narodzeniem wiele lat temu) ze moj syn nigdy nie bedzie normalny i zdrowy (byl na obserwacji w szpitalu) - to oprocz szoku najbardziej sie obawialam powiedziec to matce. Przeciez mi nie da spokoju i zaraz zacznie wyszukiwac gdzie,kiedy i jaki blad popelnilam i na ile jest to moja wina i co moglam i ok*rwamac, zaraz po calej rodzinie napierdzieli. A jak powiem ze mi przykro gdy tak mowi to walnie, ze mnie nie bylo przykro jak (i tu wspomnienia jakichs zdarzen ktorych zupelnie nie pamietalam i kolowrot na kilka tygodni, wlazenie mi do pokoju z gorzkimi zalami...). I tak jej dawkowalam po troszeczku az sie po pol roku moze dowiedziala calej prawdy. To sie pyta dlaczego nie powiedzialam jej wczesniej? A ja odpwiadam ze nie chcialam jej martwic! I mam byc normalna? Mam mowic ludziom wprost co mysle i czuje? A kto mnie tego nauczyl - ze bezpiecznie jest mowic wprost? Nauczylam sie, dla wlasnego bezpieczenstwa, manipulacji i polprawd. Bo za prawde mozna bylo oberwac. Wymagaja prawdy a za nia karza.
  23. aardvark3

    Filmy i seriale

    Ciezki kaliber mi sie trafil - "Nar nettene blir lange" czyli "Cabin Fever" - bolesnie prawdziwy portret rodziny alkoholika wraz z cala gama mechanizmow obronnych... Zamachowski tam niezle zagral. http://www.imdb.com/title/tt0268509/?ref_=nv_sr_5 Wczoraj jako ze sie nie nadawalam za bardzo do niczego konkretnego - zrobilam sobie maraton i nie zaluje. Same zylety. Dokonczylam sylwestrowa "Tysiacletnia pszczole" Obejrzalam tez "Circles" http://www.imdb.com/title/tt1839522/?ref_=rvi_tt I finski "Frozen City" http://www.imdb.com/title/tt0820162/?ref_=fn_al_tt_1, nasunal mi sie przy okazji dosc dawno ogladany "Frozen Land" http://www.imdb.com/title/tt0388318/?ref_=nm_knf_i1 Obydwa 9/10
×