aardvark3
Użytkownik-
Postów
726 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez aardvark3
-
Lęk przed związkami i bliskością
aardvark3 odpowiedział(a) na marwil temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Zapodam to tak: na swiecie jest chyba 6 miliardow ludzi (niepodaje dokladnych danych bo liczylam jakies 3 lata temu ). Zalozmy, ze nigdy nie spodobasz sie 3 miliardom (statystycznie), 2 miliardom mozesz sie nie spodobac ze wzgledu na cos tam. Wciaz zostaje miliard. Ale ze jestesmy ostrozni i rozsadni - dzielimy ten miliard na pol. Mamy 500 milionow. Z tego odrzucamy (statystycznie) kobiety, dzieci i mezczyzn powyzej 50 roku zycia. Mamy jakies 200 milionow. I jeszcze Ci malo? A nawet jesli ktos Cie uzna za niezbyt urodziwa - to ponoc wnetrze sie bardziej liczy Albo poczekasz az osiagniesz moj wiek bo wtedy meczyzna (nie z tych, ktorzy wola mlodsze, ladniejsze i plastikowe bo im kryzys wieku sredniego odwala) juz nie patrzy za bardzo na urode ale na to co poza nia. Oni juz tak maja. Jak wiec widzisz, szklanka jest do polowy pelna (a co ja dzisiaj tak z tymi szklankami, chyba trzeci raz wspominam. Moze to znak ze trzeba sie napic?) -
Lęk przed związkami i bliskością
aardvark3 odpowiedział(a) na marwil temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Mialam tak przez wiele lat. A co bedzie, jak sie rozczaruje? Jak mnie wysmieje na przyklad? Udawalam. A udawanie to tylko poglebianie dolu w ktorym sie jest. Nie ma wtedy szans na autentycznosc. I znowu "jakos to bedzie". Nic mu nie mow, masz racje! Sam sie domysli Potrzebujesz wsparcia. A jedyna droga jest szczerosc. Nie ma ukrywania. Uwierz mi - to nie ma sensu, przemilczanie waznych problemow. Prowadzi donikad. Jesli sie przestraszy i ucieknie - przynajmniej sie dowiesz ze to nie byl partner dla Ciebie. Pocierpisz ale otworzysz sobie droge na prawdziwa wiez - kiedys tam. Twoje problemy psychiczne to bardzo wazny aspekt zycia. A pomysl, ze moglabys wygrac dzieki swej szczerosci prawdziwego przyjaciela na ktorego mozesz liczyc. On nie wie, co sie z Toba dzieje a Ty grasz zadowolona, szczesliwa i bezproblemowa. Domyslam sie tez, ile kosztuje Cie to ukrywanie i jak sie z tym meczysz. I jak sie boisz ze sie dowie i co wtedy bedzie. A bedzie jak juz wspomnialam wyzej - albo Wasza wiez sie zaciesni albo rozleci. To jest wbrew pozorom doskonaly probierz tego co jest miedzy Wami. Niestety - ryzyko jest zawsze. Dlatego najlepiej mowic prawde jak najwczesniej, zeby to odrzucenie (potencjalne) bolalo jak najmniej. Problem psychiczny w tym przypadku polega na wkrecaniu sobie takich scenariuszy i braku umiejetnosci wyobrazenia sobie, ze moze sie udac. Mnie tez negatywny feedback otrzymany z tak wielu zrodel bardzo utrudnial jakiekolwiek wyjscie do ludzi. Ze nie wspomne umowienie sie na zwykla kawe chociazby. Nie miescilo mi sie w tej mojej skolatanej glowie ze ktos zwyczajnie, po ludzku,moze nie tyle zaakceptowac - co nie miec do mnie pretensji o moja trudna sytuacje. Ze moze mnie lubic, szanowac - za to jaka jestem i z calym dobrodziejstwem inwentarza. Zreszta - poczytajcie moje wczesniejsze posty na forum dot tego tematu. Wystarczyl tylko jeden czlowiek ktory dal mi wyraznie do zrozumienia ze jest OK. Ze ja jestem OK i nie ma znaczenia moja sytuacja - a wlasciwie ma bo uksztaltowala mnie wlasnie taka, jaka jestem. To jest jak zdjecie zaklecia, jak antidotum na te trutke ktora mi podawano przez lata. Jak rowniez pisalam - z tego moze wyniknac nic, ale ja juz swoje korzysci mam. -
Lęk przed związkami i bliskością
aardvark3 odpowiedział(a) na marwil temat w Problemy w związkach i w rodzinie
tahela - mnie sie zas przez wiele lat wydawalo, ze czuje cos wielkiego itp a potem okazywalo sie ze ulatywalo jak powietrze z przeklutego balonu. Jesli kogos nie nauczono kochac to niby skad ma to znac? Ale wiedzialam, ze oczekuje sie tego ode mnie. Bylam bystra, doskonaly obserwator, umialam blyskawicznie kojarzyc fakty (analizowanie to skutek uboczny, niekoniecznie upragniony, jak w tym kawale: mieso z psa zmielone razem z buda). Balam sie byc sama. I jako outsider przez wiele lat chcialam pokazac swiatu - wy mnie odrzuciliscie a popatrzcie, ktos mnie jednak chcial, kocha i docenia. Myslicie pewnie, ze te slowa mi z latwoscia przychodza. Otoz nie. Oczarowanie, fascynacja... Ktoz tego nie zna? Jak to poczulam to bylam pewna - milosc, kocham te osobe. A ja ich nawet, k*rwa, nie lubilam! Niczym mi nie imponowali, nie bylo wspolnego porozumienia, nie bylo rozmow - na pcozatku jakies pierdu pierdu. Nie mialam wrazenia ze jestem wysluchana (choc wtedy to ja bylam od sluchania i nie zwracalam uwagi), ze ktos chce mnie poznac, kim jestem, jaka jestem, czy faktycznie sie dla siebie nadajemy. Ja zas bylam pewna ze tak, jak najbardziej bo to oczarowanie dzialalo jeszcze; i nie moglam przeciez byc sama... I mowilam sobie: jakos to bedzie. Przypominam sobie teraz kilka odrzuconych osob i probuje zrozumiec, dlaczego ich akurat uznalam za niewlasciwych choc nie sadze by byli wiecej zaburzeni niz moi partnerzy. Nad tym sie nie zastanawialam, moze warto? Spotkalam po latach kogos, kogo na poczatku polubilam, z kim zblizylismy sie najpierw jak dwoje ludzi a potem jak mezczyzna z kobieta. I stala sie milosc, ufnosc, wiez. Po nim bylo dlugo nic i kolejny zwiazek oparty na "jakos to bedzie" z kims kogo nie tylko nie lubilam ale czulam wyrazna niechec. Do dzis nie potrafie zrozumiec tamtego mechanizmu. Jest to dla mnie tajemnica - ilekroc zadaje sobie pytanie dlaczego - tylekroc wracam z pustymi rekami. Moze powodu tak naprawde nie bylo? Moze chcialam cos udowodnic - nie wiem: sobie, swiatu? I do czego to doprowadzilo? Ale milosc znam. Tylko nie umialabym powiedziec tego komus do kogo wlasnie tak czuje. Bo milosc to pojecie w ktorym zawiera sie ogromna tresc. Pojecie umowne. I jesli sie kogos kocha - to jest i lubienie, i zaufanie, i bliskosc i... no nie wiem co, cala gama odczuc wobec tej jednej osoby. Intymnosc, ale taka prawdziwa, nie udawana - ktora jest po prostu brakiem toksycznego wstydu. I chyba nie ma innej drogi. Moge kochac tylko kogos z tych osob ktore lubie. Wtedy i tylko wtedy. Wszystko inne to substytut. Czesto jest tak ze pragnienia wyrywaja sie do przodu i zaciemniaja obraz. -
Przytulanie i bliskość mnie rozwalają
aardvark3 odpowiedział(a) na libertynka temat w Problemy w związkach i w rodzinie
A wiecie - ja bym sie chciala przytulic i zobaczyc, co poczuje. Boje sie juz mniej ale... no nie wiem. Jak mnie rozwali to mnie rozwali, trudno. Trzeba, do cholery, kiedys zrobic ten krok bo bedzie takie teoretyzowanie i medrkowanie a nic z konkretow. Skad mam wiedziec jak sie poczuje? Teraz to tylko domysly. Przypuszczenia. Moze to strach ma wielkie oczy? Czego sie bac? Odrzucenia? I co? Swiat sie skonczy nawet jesli ono nastapi? -
Lęk przed związkami i bliskością
aardvark3 odpowiedział(a) na marwil temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Dodam jeszcze - a jakby ten moj (jak to sie zgrabnie wyrazilam w rozmowie z przyjaciolka) czynnik meski (ani nie boyfriend jeszcze, przyjaciel tez chyba nie a w jego przypadku uzywanie slowa "facet" to taki brak szacunku, to tak jak mowic na de Volaille filet z kurczaka) po pierwszym spotkaniu powiedzial: nie pasujesz mi. To co? Powiesilabym sie? Moze byloby mi troche przykro bo ego, bo takie tam, bo proznosc kobieca (ja sie na pierwsza randke podmalowalam, ubralam elegancko a ten mnie po brzytwie spuscil, zgroza!) - ale czy swiat by sie zawalil? Czy np internety by odwolano? Albo nie odbyla sie parada na St Patricks Day? To my sami nadajemy znaczenie wiekszosci spraw w naszym zyciu. Czasem zbyt wiele tego znaczenia podczas gdy nic sie tak naprawde nie stalo, to tylko nasza wybujala wyobraznia. Znam to az za dobrze i pisze z doswiadczenia. I tutaj sie klania zrozumienie tych mechanizmow - ale nie intelektualnie lecz emocjonalnie. A to jest bardzo trudne. Dopiero teraz jest we mnie az taka rownowaga i naprawde to co mowie to robie a nie tylko w ramach myslenia zyczeniowego gladkie klamstewka. A we lbie galareta. Musialo minac wiele lat. Wiele porazek, klesk nawet. Wiele doswiadczen ktore omal mnie nie zlamaly. To wszystko wcale nie musialo sie zdarzyc - to tylko ja nie umialam pojac emocjonalnie tego co sie dzieje. Wiedzialam o tym, potrafilam godzinami rozprawiac ale nie umialam tak zyc. Kiksy sadzilam na bogato az mi dzisiaj wstyd gdy o tym pomysle. A madra bylam w gebie ze hej. -
No wlasnie. Czy czlowiek potrzebuje wielkich rzeczy, by sie cieszyc? Popatrz, jak to fajnie umiec cieszyc sie takimi drobnymi sprawami - niewielu to potrafi. Moim skromnym zdaniem (mam syna w Twoim wieku) to otrzymales w zyciu negatywny feedback (babka na fitnessie - wywalic ja stamtad i nigdy nie zatrudniac przy pracy ludzmi!) Jesli ktos nie daje Ci wsparcia, to szkodzi. Otaczasz sie niewlasciwymi ludzmi. Jesli piszesz, ze masz na 80% aspektow zycia droge zamknieta - to sa Twoje slowa. Ty je wypowiadasz, tym samym zamykasz sobie te droge. Tworzysz wzorzec w ktory, jak go bedziesz powtarzal jak mantre, w koncu uwierzysz. Wierze i wiem, ze cierpisz i jak bardzo cierpisz. 80% z tego cierpienia jest zupelnie niepotrzebne i na darmo. Powiem wiecej - na wyrost. Nie znam Cie ale z tego krotkiego postu wynika, ze jestes wrazliwym, inteligentnym, utalentowanym mlodym czlowiekiem. Po kilku zaledwie zdaniach. Tradzik przejdzie z czasem, niektorzy tak maja i co zrobic? Sa niby jakies na to srodki ale zanim dobierzesz skuteczny to juz nie ma po co. Co do postawy, figury - jestes jeszcze w takim wieku, ze z tego wyrosniesz. A jesli nawet nie to spotkasz dziewczyne wartosciowa, ktora dostrzeze Ciebie jakim jestes naprawde a nie tylko to co na zewnatrz. I bedziesz mial jeden wspanialy zwiazek podczas gdy pakery i przystojniaki kilkadziesiat i wszystkie do dupy. Spojrz wlasnie z takiej strony. Szklanka jest do polowy pelna. Wiem bo widzialam juz w zyciu niejedna. -- 13 sty 2014, 17:38 -- Przyczepie sie do tytulu yopiku bo wlasciwie po to zajrzalam - "Swiadomosc zabija". Otoz polemizowalabym. W moim przypadku swiadomosc mnie uratowala przed... nie wiem przed czym. Na pewno przed czyms negatywnym. I wciaz mnie ratuje. Nawet teraz.
-
Lęk przed związkami i bliskością
aardvark3 odpowiedział(a) na marwil temat w Problemy w związkach i w rodzinie
No coz, mam okazje sprawdzic to, o czym piszemy, w praktyce. Popartej doswiadczeniami ktore tym razem nie pozwola o sobie zapomniec. Jest dystans w zblizaniu sie i oczekiwanie na efekty, slowa traktuje jako komunikacje, informacje a nie wyrocznie. Jest osoba o niskim stopniu dysfunkcji (bo jakas na pewno ma), akceptuje siebie takim jakim jest. Nie manipuluje. Nie ma ukrytych zamiarow. Wszystko zostaje powiedziane od razu. To daje mi ogromne poczucie spokoju i pewnosci. Czy dobrze, czy zle - z tym czlowiekiem wiem na czym stoje. I tu nie trzeba znac sie latami - bo wystarczy niewiele by to wyczuc. Tego sie nie da zagrac, udawac. Moze jak czlowiek jest bardzo mlody ale nie w pewnym wieku. To juz, jak to mowia "noblesse oblige". Pisalam tutaj i na innych topikach ze sie boje, ze nie wiem jak zareaguje, ze przeszlosc itp. Jak sie ma z miare trzezwe podejscie do sprawy. I nie oczekuje nie wiadomo czego. I nie boi sie wszystkiego. To mozna probowac. Nie boje sie niczego - bo czego mam sie bac? Kontroluje swoja sytuacje na tyle, ze moge sie w kazdej chwili wycofac jak zapali sie swiatelko ostrzegawcze. Nawet gdybym sie zaangazowala emocjonalnie troche bardziej co jest mozliwe. Ale wtedy tez nikt mnie przeciez do tego nie zmusza, nie manipuluje, uczucie sie rozwinie (lub nie) samo z siebie bez sztucznie spreparowanego katalizatora. Nawet jesli uczucie zainstnieje i trzeba bedzie sie, dla wzajemnego dobra, rozstac - pocierpie ile? Miesiac, dwa? No, niech bedzie trzy. A nie przez lata meczyc sie w jakims kolowrocie ktory nas nie satysfakcjonuje. Powoli zaczynam chciec sprobowac tej bliskosci, jak sie bede czula. Co we mnie wywola, jakie odczucia. Czuje sie na tyle bezpiecznie, zeby to okazac i sprawdzic. I powiedziec otwarcie: czuje dyskomfort, czuje spokoj, czuje ze to mnie przerasta - albo, w najlepszym wypadku (ktory zostawiam na koniec) - po prostu badz. Hej, czy ja powyzej naprawde to napisalam????? Podsumowujac: 1/ nie taki diabel straszny, jak go maluja 2/ wszystko jest trudne nim stanie sie proste, 3/ wszystko wydaje sie niemozliwe poki nie zostanie osiagniete i chyba najwazniejsze w tym wszystim - nie nastawiac sie na cokolwiek. To jest bardzo trudne ale nie niemozliwe. -
Zgodze sie z monkiem, nieczesto sie zdarza takie prawdziwe wsparcie. Bo tu nie chodzi o uzalanie sie, glaskanie po glowce i powtarzanie: o ty moje biedactwo. Tylko o to, zeby ktos byl. I zebysmy wiedzieli ze jest i nie przestraszy sie naszej dolegliwosci. Byl dobrowolnie bo jestesmy dla tej osoby wazni. Czy to ktos z rodziny, czy nie. Obecnosc, sama tylko obecnosc potrafi zalatwic wiele. Wspomoc znacznie terapie.
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
aardvark3 odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
To zes po bandzie pojechala! Ja jestem '59 ale w zyciu bym sobie nie dolozyla zem staroswiecka a wrecz przeciwnie nawet, moje dzieci maja wiecej powagi niz ja. I mniej pierd*lniecia. A propos gina to ja bym sie tez przeszla bo nie byla, bardzo dawno ale w irl nie istnieje taka instytucja, wszystko zalatwia lekarz rodzinny. No, chyba ze cos powaznego sie dzieje. -
za malowanie sie zabralam, projekty zapisalam na przylepkach bo fajne pomysly mialam; wypadlo mi pudelko z reki ale mam nadzieje ze nic sie nie stalo, co najwyzej bede musiala zawiasy wymienic.
-
No fajnie. Inaczej. Niech sobie bedzie. Ide z psem.
-
Zajrzalam na moje posty sprzed tygodnia, dwoch... Wiele sie moze zmienic nawet w tak krotkim czasie. Uznajmy to za ilustracje powiedzenia, ze im ciemniejsza noc tym blizej switu
-
Bo to by trzeba bylo najpierw dojrzec a potem zakladac sensowny zwiazek. I wychodzi na to, ze stawiamy woz przed koniem zakladajac zwiazki w mlodym wieku. Logicznie rzecz biorac. Przez cale lata mialam zal do swojego zyciorysu ze jest za bogaty - teraz jestem wdzieczna ze mnie tak zycie skolatalo. Nabralam doswiadczenia, z czasem nauczylam sie wyciagac wlasciwe wnioski. I nic sie chyba nie zmarnowalo. Nie mam monopolu ani na swieta racje, ani na slusznosc pogladow czy postepowania. Obserwujac siebie teraz, mimo wszystko, widze ogromny postep. Samoswiadomosc jest bardzo pomocna. Emocje sa, jest ich sporo ale sa zdrowe. Nie obsesyjne. Sa czescia zycia a nie wypelniaja je w calosci. Nie zaburzaja wlasciwego spektrum widzenia.
-
Syf jakis zawsze jest - mniejszy czy wiekszy - ale chodzi o umiejetnosc radzenia sobie z syfem. Jest problem - probujemy go obydwoje rozwiazac. Rozmawiamy. A nie chowamy glowe w piasek udajac, ze problem nie istnieje; nie obwiniamy partnera; nie zostawiamy go samego z tym problemem. Ludzie nie rozumieja pojecia "partnerstwo", ze to jest wspolodpowiedzialnosc. Ja zawale ale naprawiamy razem. Ale ja wyciagne z tego wniosek odpowiedni - jesli zawale po raz kolejny to bedzie to utrudnienie nie tylko dla mnie ale i dla osoby, ktora jest mi bardzo bliska. Odrobina empatii jeszcze nikomu nie zaszkodzila. I umiejetnosc przewidywania konsekwencji swoich dzialan. Mimo swoich doswiadczen wierze, ze jesli dwoje ludzi jest wystarczajaco dojrzalych, swiadomych - to stworza cos trwalego. Nie twierdze, ze mnie akurat to spotka choc nie ukrywam, ze bardzo bym chciala. Metody prob i bledow nie wybiore - macie pojecie ile wtedy roznych ludzi przewija sie przez zycie... I robi bajzel we lbie, kazdy zostawia cos po sobie. Tutaj stosuje zasade brzytwy Ockhama i nie mnoze niepotrzebnych bytow Czesto od poczatku daje sie wyczuc czy to toksyczna osoba czy nie. Nawet przy zwyklej wymianie mailowej. Jest oczywiscie procent ryzyka ale gdzie go nie ma?
-
Wiem co zawalilam, co bylo moim bledem i bardzo bym chciala, zeby owa wiedza uchronila mnie przed potencjalnym niepowodzeniem. Albo kolejnym niesatysfakcjonujacym zwiazkiem, albo ucieczka przed czyms, co moze mnie przerosnac emocjonalnie. Jesli zwiazek nie dziala to odpowiedzialnosc za ten stan rzeczy lezy po obydwu stronach, tylko kwestia rozlozenia procentowego. Plusem jest (wlasciwe wnioski wyciagnelam) ze wyczuwam toksyczna osobe (plci obojga) na odleglosc. A jesli juz musze z nia jakis czas przebywac to nie ma na mnie wplywu, moge jedynie odczuwac krotkotrwaly dyskomfort i narzucam dystans, nie probuje byc mila na sile. Chlodna uprzejmosc. Wiedzialam od dawna, czego nie chce. A raczej - jakie cechy dyskwalifikuja partnera. Ale nie wiedzialam, jakie cechy uznalabym za podstawy do budowania wiezi. Niekoniecznie zwiazku na dluzsza mete. Przyjazni, kolezenstwa, "friends with benefits" co by mi chyba najbardziej odpowiadalo Mysle ze dokladnie o to mi teraz chodzi. Jesli ktos pojawia sie w naszym zyciu bez wzgledu na to, jaka role w nim pelni i na jak dlugo - ma na nas wplyw. I tak sobie teraz analizuje. Na pewno ktos z minimalna dysfunkcja ale o otwartym umysle (nie bedzie podsycal mojej dysfunkcji a ja leczyl swoja postawa jednoczesnie starajac sie zrozumiec moj stan), majacy wlasciwy "backgound" rodzinny (a nie zlepek psycholi). Ktos kto da mi solidne podstawy do budowania od nowa poczucia bezpieczenstwa, tego wlasciwego a nie jakichs fasad z papier-mache po to, by przetrwac. Ktos stabilny emocjonalnie. Ze o reszcie nie wspomne. Ktos z przeszloscia o wiele mniej bogata niz moja (to by bylo za wiele, musi nastapic rownowaga). Po raz pierwszy od lat jestem w stanie wyartykulowac warunki "na tak". I chyba wogole po raz pierwszy. I tego, prosze panstwa, bedziemy sie trzymac.
-
czuje sie jak skarabeusz - ciesze sie z byle gowna
-
Mialam tak przez lata - cynizm, sarkazm... Zaczelam byc swiadoma tego co sprawilo ze moje zwiazki byly toksyczne. I od tamtej pory stopniowo moje spojrzenie na takie sytuacje ulegalo zmianie. W moich przeszlych zwiazkach brakowalo solidnych fundamentow, byly budowane na jakostobedzie. Mialam wyrazne ostrzezenia, ignorowalam je. W moich zwiazkach zabraklo oparcia i poczucia bezpieczenstwa. Musialam je w sobie jakos zbudowac ale to bylo jak szalas w porownaniu z domem. Takie to moje poczucie bezpieczenstwa bylo i chyba nadal jest ale nauczylam sie z nim funkcjonowac. Oczywiscie wiem ze prawdziwa, gleboka wiez to nie motyle w brzuchu i trzymanie sie za raczki, dwa golabki gruchu gruchu - ale to jak bierzemy sie razem za bary z rzeczywistoscia, ktora potrafi czasem niezle dokopac. Te zlaczone rece to taki symbol. Znaczy tyle ile nasza interpretacja. Nasze intencje, przezycia, uprzedzenia. Mam bardzo czula intuicje ale zawsze dawalam jej po nosie i zamykalam pysk bo mi bruzdzila. Wlaczala sie nie tam gdzie trzeba (moim owczesnym zdaniem) i w niewlasciwym czasie (jak wyzej). Bo ja chcialam, potrzebowalam, balam sie byc sama. Wciaz wierzylam w to co wmawiano mi w dziecinstwie - ze sama nic nie znacze, ze sama zgine, nie poradze sobie z zyciem. A tak naprawde to potrzebowalam byc sama, zeby nabrac dystansu, skonfrontowac z lekami i z tym co mi wmawiano, przekonac sie kim jestem. I wtedy, jako w pelni niezalezna, sprawdzona w praktyce jednostka - myslec o kims podobnym. Kto potrafi zyc sam, byc sam, nie jest zdesperowany ale pragnie "emocjonalnej wymiany" - ma cos do ofiarowania w zamian za cos, czego sam potrzebuje. Tak widze wlasciwy zwiazek dwojga dojrzalych ludzi.
-
i cos na popychacz -- 11 sty 2014, 11:25 -- po staropolsku
-
Monk - szczescia! Zdrowia nie zycze bo na Titanicu zdrowi wszyscy byli tylko im szczescia zabraklo I zycze Ci tez gosci ktorzy beda pukac nogami, co znaczy ze nie przyjda z pustymi rekami na dobry poczatek
-
totalna rozjebka -- 11 sty 2014, 02:49 --
-
Pije winko, slucham Highland (jakos tak mi pasuje nastrojem) a w glowie mi kolacze jedno slowo chyba mnie pojebalo a nawet jesli to warto Obrazy, utrwalone na siatkowce oka Oka ktore ucieka zeby nikt nie dostrzegl co sie w nim kryje Jak wiele pragnienia I jak wiele ucieczki schowac sie we wnetrzu dloni nie widziec pulsu ktory od teraz brzmi inaczej niz przez lata zmienil swoj bieg i krew przeplywa czerwiensza szybciej czesciej Kim jestes Ty ktory jestes Ktory sie stales Twoj slad na siedzeniu pasazera Ja ciebie nie chcialam przyszedles frontowymi drzwiami tesknot jak ja je teraz zamkne uszczelnie Wyprowadz sie z telefonu dopoki jest czas dopoki nie boli oczekiwanie nie dzwon albo zadzwon teraz albo nie albo Powiedz czego chcesz ode mnie czego szukasz posrod nagrobkow nie budz tego co spi bo sen to spokoj w waskiej szczelinie pragnien nie nie jak mowie nie to boli jak mysle o tobie czuje cieplo co mam robic powiedz co ja juz nie wiem albo jeszcze nie wiem for B 11/01/14
-
Polska rzeczywistosc... Mysle, ze takich przypadkow jest wiecej. Potem panowie robia sie wygodni i siedza na karku. Aneczak - prawidlowo! Wiem po sobie jaka to chora sytuacja i stresogenna. Na szczescie juz za mna.