Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. Ja bym wolał możliwość edytowania bez ograniczeń, bo czasem mi się zdarza dzień czy miesiąc po napisaniu jakąś literówkę w swoim poście zobaczyć i się wściekam że nie mogę poprawić Jak widać faktycznie wszystkim się nie da dogodzić, trzeba się dopasować do reguł i cieszyć się że nie są takie złe jakby mogły być
  2. DOKŁADNIE! Tu się w pełni zgadzam! Dlatego też kradzieżą nie nazywamy zabrania skądś SWOICH złotówek Jak widać tego samego przedmiotu (problemu) mogą dotyczyć różne zasady. QED.
  3. 5 groszy i 5 złotych - jaka różnica? Ano faktycznie mniejsza niż powiedzmy... klaps a złamanie ręki. To jest jak 5 groszy i 100 złotych. I tu tkwi sedno sprawy: jak zgubię 5 groszy czy 5 złotych, to nie będę rozpaczał, ale jak zgubię 100 złotych to na pewno przynajmniej będę się starał je odszukać - bo 100 złotych to już duża kwota. I tak samo z karami cielesnymi - wykręcenie ucha czy klaps nie wyrządzą prawdziwej szkody, mają być swoistą granicą, żeby dziecko wiedziało gdzie ma się absolutnie zatrzymać z zachowaniem które się kara. Złamanie ręki to już gruba przesada - i każdy to wie. Ja nic nie przekręcam. Nic nie umniejszam, nic nie usprawiedliwiam - bo nie ma i czego. Kładę kawę na ławę, ty walisz we mnie wymyślonymi oskarżeniami. Dżizas, ja mówię o klapsie czy pasku a ty traktujesz to jakbym zrzucał pieprzoną bombę na Hiroszimę.
  4. Co jest czystym debilizmem bo dzięki temu np. mordercy, gwałcicielowi czy pedofilowi nie może legalnie ojciec zamordowanego/zgwałconego dziecka dać w mordę bo go za napaść oskarżą. Konstytucje na szczęście można zmieniać. Plus nadal nie odpowiedziałeś na pytanie: czy 5 groszy to to samo co 100 złotych..? Tak, owszem, byłbym bandytą, a nawet mówiąc dosadniej - zwyczajnym ch*jem, gdybym potrafił tylko przemocą wychowywać, lub nawet gdybym tylko nawoływał do wychowywania przemocą. Tyle że ja wcale tak nie twierdzę. Ba, twierdzę wręcz przeciwnie, bo samą przemocą to nikogo się nie wychowa, można co najwyżej coś wyhodować. Natomiast klaps, wytarganie za ucho, chlaśnięcie pasem po tyłku - po pierwsze że nie mieszczą się w moim pojmowaniu "przemocy" (ponownie: 5 groszy a 100 pln...), po drugie zaś: ja tylko dopuszczam kary cielesne jako jedną z technik wychowawczych (matko, jakie terminy trzeba tworzyć żeby tak prostą sprawę wytłumaczyć). Czyli: nie mówię że jak dziecko wybije sąsiadowi szybę to od razu trzeba mu łamać rękę. Ale jak po rozmowach i innych niekontaktowych metodach wychowawczych dziecko notorycznie wybija sąsiadowi szybę, to jak najbardziej uważam że małego lania nie zaszkodzi wypróbować. Bo jak 10 razy nie trafia mówienie, to co będziesz robił, mówił do usranej śmierci i wstawiał tą szybę sąsiadowi do końca życia co tydzień? Proszę ze mnie nie robić potwora i debila, bo ustawiczne powtarzanie że "tylko przemocą potrafię wychowywać" zaczyna mnie irytować. Proszę mi zacytować jakiś fragment w którym mówię że dziecko należy wychowywać wyłącznie laniem po dupie następnym razem. Gdybyś był moim dzieckiem to powoli zaczynał byś zasługiwać na lanie właśnie, bo w kółko powtarzam pewne rzeczy, ty nie chcesz pojąć / przyjąć do wiadomości, przekręcasz - w pewnym momencie skoro nie chcesz pojąć to się mówi "koniec" i chwyta się za pas bo ileż można? Nie chcesz pojąć po dobroci, może trzeba spróbować innej metody.
  5. deader

    Słownik Świra

    Chciałbym "uzupełnić" podpunkt benzodiazepiny. "Rolki" tak jak "Klony" to potoczna nazwa konkretnych leków (odpowiednio: relanium i clonazepam). Tak samo Bromazepam znam jako "sezamki" najpewniej przez nazwę handlową Sedam. Więc: BENZODIAZEPINY = benzo, benzynki Diazepam (Relanium) = rolki Clonazepam (Clonazepamum TZF) = klony Bromazepam (Sedam) = sezamki
  6. Popieram w 100%, z tych samych powodów. A na takie sytuacje: to chyba się trolli powinno banować a nie utrudniać życie reszcie
  7. OK, zazwyczaj radochę przynoszą mi w pracy bliskie kontakty III stopnia z co zabawniejszymi głupolami, ale dzisiaj role się odwróciły i sam zrobiłem z siebie pacana Przychodzi klientka - nauczycielka z pobliskiej szkoły podstawowej. Należy do specyficznego typu klientów, to znaczy jej wypowiedzi trzeba umiejętnie filtrować z niepotrzebnych informacji - gada zazwyczaj trzy razy więcej niż potrzeba. Idealnym przykładem była dzisiejsza sytuacja: kobieta bowiem przyszła z zamiarem wykonania naklejek które szkoła będzie rozdawać na pikniku z okazji końca roku szkolnego. Robiliśmy już pierwszą partię tydzień temu, więc teraz właściwie wpadła do nas tylko przekazać nam nowy tekst na naklejki. Zaczynam wprowadzać zlecenie do systemu, słuchając jej - mój błąd - jednym uchem, przyzwyczajony że kobieta zanim zdecyduje się na ostateczną treść naklejki, potrafi przez dobrych kilka minut na głos zastanawiać się nad ową treścią. Słyszałem więc właściwie mamrotanie, jednym uchem jej słuchając, drugim pilnując odgłosów moich maszyn czy drukują, oczy i ręce skoncentrowane na wprowadzaniu danych do kompa... No i nagle przebija się do mnie zdanie wyraźnie skierowane do mnie - niestety mózg zaskoczył dopiero w drugiej połowie zdania, więc usłyszałem coś takiego: - ...dziękują za... hmm, dziękują za... No, za co według pana mogą dzieci dziękować? Ja - karp. I pierwsze co mi przyszło do głowy, co kojarzyło mi się ze szkołami w dzisiejszych czasach: - Za... dotacje z Unii..? Dawno nie widziałem takiej miny u kogokolwiek. Okazało się że treść naklejki nad którą dumała nauczycielka brzmi mniej więcej: "Uczniowie klasy Y dziękują pani X za..." no i tu właśnie klientka kontemplowała nad wazeliną typu "dobre serce", "efektywne nauczanie" itd... Dotacje z Unii raczej niezbyt wpasowywały się w klimat
  8. Nie widzę w tym nic złego, należy jedynie zadbać o antykoncepcję - o co może być w naszym kraju trudno bo raz że zacofanie a dwa że religijny beton. Ale tak poza tym to nic mi do tego, byle nie robili tego na ulicy albo nie zaczęli organizować parad
  9. deader

    Chciałam się pożegnać

    Dupa Jasio, ja mleka nie pijam, to bym się tylko ucieszył jakbym zobaczył w Fakcie nagłówek: "Nieudana partia mleka czekoladowego w Biedronce; amerykańscy naukowcy oraz radzieccy uczeni poszukują źródła gównianego smaku"
  10. deader

    Filmy i seriale

    Uwielbiamy wręcz!!! Rzucę okiem na film w domu, bo te wielgachne filmy z lat 60-tych bardzo lubię. Co prawda raczej o bardziej współczesnej tematyce ("Most na rzece Kwai"..!) ale i historyczne są OK. Widzę też że trzeba sobie zarezerwować trochę czasu na tego Cyda (3 godziny!)
  11. Błagam, bez żartów!!! Wytarganie dziecka za ucho to jest "cios"? Klaps po tyłku to jest "cios"?? "Cios" to jest też kiedy bokser komuś daje w mordę. No więc jeśli dla was klaps to jest to samo co cios potrafiący złamać kość to... to nie mam słów 5 groszy i 100 złotych to też to samo - pieniądz, ale chyba wiesz ile jest warte 5 groszy a ile 100 złotych..? Powiedz że widzisz różnicę, bo zaczynam tracić wiarę w ludzi i zdrowy rozsądek Nie będę się sprzeczał, ale jeśli uważasz że to jest efektem nie tego, że mamy popieprzony świat i że takie mi się poglądy ukształtowały przez te 30 lat na nim obecności, tylko tego że za dzieciaka dostałem kilka razy po dupie, to... masz do tego prawo, a ja tylko spytam (nie mówiąc wcale że się z tobą zgadzam) - czy nie liczy się efekt? Może i ociekam jadem, nienawiścią i furią, ale rozładowuję je nikomu nie szkodząc - pisząc pierdoły w internecie na przykład. Nadal uważam że to lepsze rozwiązanie niż pozwalanie dziecku na wszystko żeby wyrósł z niego człowiek kochający życie, świat, ludzi - ale dla zabawy biegający z maczetą za kibicami innej niż "jego" drużyny
  12. Heh, fajno że tak mnie ludzie "chco" na zlocie, ale będąc szczerym - oprócz typowych przypadłości codzienności czyli kasa i coraz bardziej rozwalone bebechy, główną przyczyną rezygnacji ze zlotu jest moja ostatnio nasilona niechęć do spędzania czasu z ludźmi. Transformacja-alienacja, pojebacja... Nie wiem co mi jest w 100% ale wiem że bym się kiepsko czuł na wyjeździe, musiałbym sobie dla samego siebie jednego cały domek wynająć Możliwe że do czasu zlotu mi przejdzie, ale na razie czuję się jak się czuję i wolę nie deklarować się na obecność jeśli mam potem dać ciała. A jako że do Łodzi mam generalnie niedaleko to nie wykluczam jednodniowego odwiedzenia Arturówka :)
  13. Też tak myślę, inna sprawa że nie chciałbym by przepchnięto tą jego wizję Ale za samą funkcję "otwierania oczu" należy mu się rispekt. I przy okazji - jak można jojczyć na elokwencję czy kulturę pana Janusza, jak dla mnie w tym tkwi jego siła - on jest autentyczny, on mówi to co myśli, a że wielu nie potrafi tego przetworzyć to juz inna sprawa
  14. Buka, ogarnij się, pierwsze zdanie zaprzecza ostatniemu No i tak BTW to przecież właśnie mówimy -- 04 cze 2014, 17:25 -- Co do sukcesów polskich studentów to sprawę widzę tak: fajnie że pomogliśmy zaprojektować jakiś chip dla NASA - ale szkoda że sami nie wysyłamy niczego w kosmos... Fajnie że wygraliśmy konkurs informatyczny ale szkoda że nie mamy w Polsce ani jednego Microsoftu... Krótko mówiąc: owszem, studenci mają osiągnięcia, ale nic u nas za tym nie idzie, bo wypieprzają za granicę jak już mają coś robić. Więc dla samych statystyk to nie wiem czy jest sie o co spinać.
  15. Nie no, dlatego ja mówię nie żeby utrzymywać postęp patologii, tylko właśnie mu zapobiec zanim sięgnie dna - poprzez zmiany o których pisałem. Inną sprawą jest hmm implementacja tego w rzeczywistości - tak jak z moim wyśnionym socjalizmem wiem jak mało jest to realne do zaistnienia i funkcjonowania, niemniej - taki jest mój pogląd, marzenie, wizja..? Kij wie, zwał jak zwał. Po prostu wiem że w prawdziwym świecie ludzie nie zgodzą się na zlikwidowanie szkół publicznych, tak samo jak nie zgodzą się na zlikwidowanie kościołów czy szpitali - bo mamy już generalnie tak wryte w psychę pewne rzeczy że próba zmian odruchowo wzbudza niechęć. Nie widzę tego, żeby ktoś kiedyś jeszcze kiedyś faktycznie przywrócił "normalność" w szkole, tak jak nie widzę tego żeby ludzie zgodzili się na całkowitą prywatyzację edukacji. Patrząc więc realnie, uważam że będzie właśnie tak; szkoły publiczne będą się staczać, prywatne produkować idiotów. Popieram twój pomysł odnośnie studiów, bo to jest czysty socjalizm Też niestety nie wierzę, ale powiem ci co mi się marzy: odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach. Odpowiedni ludzie, na odpowiednich stanowiskach, po rewolucji która rozpieprzy to co mamy teraz Bach, proste, nie? Można jeszcze pomarzyć na szczęście... Najgorsze że zaraz rzucą się stada z krzykiem "ale dziecko to CZŁOWIEK!!!" Ja na to odpowiem: cóż, LUDZI też nie traktujecie zbyt zajebiście, glanując gejów, zabijając lekarzy przeprowadzających aborcje czy zrzucając bomby na wszystkich którzy są brązowi i mają śmieszne czapki! Więc jak ktoś mi powie że wytarmoszenie dzieciaka za ucho za to że dostał pałę z kartkówki "produkuje takich samych chorych ludzi", to zaczynam się zastanawiać: czy bandy dresów targajacych przypadkowych ludzi za uszy, wyrosłe z takiego "nieludzkiego wychowania" to naprawdę taka przerażająca wizja..? Serio, wolałbym takich niz tych co mamy teraz! Sorry, to chyba ja rozjebałem system przypadkiem...
  16. estera1, sam nie jestem mistrzem ortografii, stąd opcję edycji uważam za potrzebną Mogę cie wyręczyć w byciu "tym najgorszym": najbardziej mnie skręca jak widzę w dyskusjach o polityce - patriotów strzelających byki! Zawsze mam ochotę takiego trzepnąć przez ekran po łbie i poradzić żeby najpierw nauczył się poprawnie pisać w ojczystym języku, zanim zacznie w nim wygłaszać opinie! -- 04 cze 2014, 16:29 -- LOL albo mamy najszybciej reagującą na uwagi kadrę, albo mam w pracy magicznego kompa, bo w domu faktycznie już po minucie nie mogę edytować postów
  17. Wobec tego mam chyba jakieś specjalne uprawnienia, albo decyzja o ukróceniu czasu zapadła za to nie weszła w życie, bo właśnie sprawdzałem w innym temacie - po upływie sześciu minut nadal mogę edytować posta :) Nawet ten oto post jest edytowany już po raz trzeci. Za to faktycznie po minucie znika możliwość usunięcia posta, co jest nieco dziwne.... Ale generalnie mi to nie przeszkadza, więc nie będę narzekał
  18. Ja widzę że niestety będzie tak w szkołach prywatnych, w publicznych będzie coraz większy rozpiździel i w końcu nikt już nie będzie tych szkół traktował jak szkół, tylko jako przechowalnię patologii.
  19. Nie chce mi się znów wałkować tematu różnicy pomiędzy karą cielesną a pospolitym wpierdolem, tak samo nie chce mi się znów wałkować rozróżnienia pewnych sytuacji wymagających ukarania. Krótko: "rodzenie się kolejnych chorych" przez przemoc - dla mnie to bzdura. Od samego początku, ponieważ zakłada że rodzic który stosuje kary cielesne jest "chory". Jeśli tak uważasz, to w takim razie moi rodzice są "chorzy" bo nieraz dostałem po dupsku za takie czy srakie przewinienia. I - ? Jakoś nie chodzę po ulicach napierdalając słabszych. Wiesz czemu? Bo te kary cielesne były cześcią ogólnego wychowania. Pewnie, napierdalając dziecko po łbie za nic z dużym prawdopodobieństwem stworzysz potwora. Owszem, napierdalając dziecko regularnie bejzbolem po łbie za to że przynosi kiepskie oceny - masz znów duże prawdopodobieństwo stworzenia potwora. Ba, nawet napierdalając dziecko całkiem słusznie po nogach bejzbolem, bo właśnie otrzymało się ze szkoły wiadomość że pociecha połamała koledze nogę BEZ WYTŁUMACZENIA DLACZEGO SIĘ DZIECKO KARZE - również możesz stworzyć potwora! Kiedy ktoś rzuca hasło "kara cielesna" czy "klaps" to niektórym ludziom od razu wyświetla się w głowie obraz pijanego typa w berecie i siatkowym podkoszulku, jedną łapą dzierżącego butlę "Żytniej" a drugą napierdalającego pięścią dzieciaka do połamania szczęki. Sorry, ale to jest złe skojarzenie. Nauczcie się rozróżniać wychowanie od znęcania. Jestem całkowicie przeciwny znęcaniu się nad dzieckiem, nawet wyjątkowo winnym. Dziecko to nie dorosły. Nie pojmuję całkowicie czemu. Skoro da się zrobić przepis mówiący że gówniarzowi nie wolno głosować dopóki nie stuknie mu 18-ka, to nie rozumiem czemu niby nie dałoby się zrobić przepisu mówiącego o dowolności środków wychowawczych. Dziecko to nie dorosły, powtórzę, ma inne prawa, inne przywileje, inne obowiązki - mnóstwo różnic, no chyba nie muszę nikomu tłumaczyć bo dziecko jakie jest każdy widzi. Tylko nie wszyscy chcą dostrzec to z obu stron. Tak jak nikt nie będzie składał dziesięciolatkowi pozwu o molestowanie seksualne, jak w tramwaju klepnie w tyłek jakąś panią, tak żadnemu rodzicowi czy nauczycielowi czy sąsiadowi nie powinno się wytaczać procesów o naruszenie nietykalności (czy jak to się tam zwie) po tym jak pacną tego dziesięciolatka przez łeb za wspomniane klepnięcie pani po tyłku. Dziecko nie ma takich samych praw jak dorosły, wbijcie sobie to do łba! Nie nawołuję do nadużywania tej przewagi, gdyż ponownie - jestem przeciwny ZNĘCANIU się nad dzieckiem. Za klepnięcie panią w tyłek w autobusie dziecko nie powinno zostać ukarane chłostą batem z żyletkami i miesiącem o chlebie i wodzie w piwnicy Fritzla. Każdy normalny człowiek wie gdzie przebiega granica, a każdy kto nie wie powinien ponosić konsekwencje. Dla mnie sprawa jest banalnie prosta i nie pojmuję jak ktoś może to tak drążyć i drążyć. W życiu nie pobiłem nikogo i nie uderzę pewnie nikogo do momentu kiedy w moim życiu pojawi się rodzina, dziecko, i kiedy to dziecko wyleje mi umyślnie zupę do buta. Nie przeczę, dlatego właśnie sympatyzuję z Korwinowym nawoływaniem do "przywrócenia normalności".
  20. Ja bym postulował wręcz wydłużenie czasu na edycję, nie miałem pojęcia że jest ustawiona na minutę, byłem przekonany że na 15 - chyba że wprowadzono to w ostatnich dniach. A ten czas na edycję jest mi potrzebny bo czasem jak piszę długiego posta to zdarza mi się strzelić orta bądź literę bez ogonka - zawsze czytam to co napiszę przed publikacją, ale wiadomo, że czasem coś może umknąć i wyłapuje się błąd dopiero po wysłaniu i przeczytaniu po raz trzeci. I w gruncie rzeczy z całego serca niektórym użyszkodnikom polecam czynić tak samo, oj, polecam... Czasem muszę poprawiać błędy kiedy kogoś cytuję, no, kurde... Aktualnie toczy się dyskusja o poziomie edukacji w naszym kraju i to jest dla mnie dowód na to że coś jest bardzo, ale to bardzo nie tak.
  21. No proszę, a mi się automatycznie kojarzy z moją podstawówką gdzie łobuzerii było wyjątkowo mało bo pan od WOSu był znany z dwóch rzeczy: zamiłowania do patrolowania korytarzy podczas przerw, oraz piekielnie bolesnych "pokrzywek" którymi traktował tych którzy biegali czy próbowali się bić... Podobną kadrę miałem w liceum i ciekawa rzecz - ja sobie generalnie swoje lata szkolne cenię, miło wspominam, mimo że nie miałbym ochoty teraz wracać do klasy (wolę pracować, z tego jest kasa...). Tymczasem ileż ja się naczytałem historii kolejnego pokolenia, gdzie uczniowie żalą się że szkoła ich w depresje wpędza i inne choróbska, bo ich reszta uczniów źle traktuje... Dziwnie zbiega się to z "popieprzeniem rzeczywistości", jak lubię to nazywać, czyli wprowadzeniem gimnazjów, propagandą bezstresowego wychowania i przede wszystkim kampanią przeciwko karom cielesnym...
  22. ...bo?... Jeśli masz dobrze wychowane dziecko, to nie ma szans żeby takowa je spotkała; jak masz niedobrze wychowane dziecko to może coś pomoże. Nauczyciel ma w uczniach budzić respekt, a u niektórych bez porządnego palnięcia w łeb się tego nie da uzyskać. WF obowiązkowy, chyba że ktoś jest niezdolny do ćwiczeń; uwolnienie lekcji WFu od piłki nożnej, koszykówki i innych sportów rywalizacyjnych na rzecz gimnastyki i innych ćwiczeń gdzie jednostka rywalizuje sama z sobą. Religia zdecydowanie niedozwolona, gdyż szkoła jako instytucja publiczna ma być od religii wolna. W tym zakresie rodzice powinni mieć prawo do zapewnienia swojemu dziecku edukacji we własnym zakresie: szkółki niedzielne przy kościołach, czy też - uomatko, jakiż szokujący pomysł - uświadamianie swego dziecka w tej materii SAMEMU. Religię nieobowiązkową mamy i teraz, i co z tego, skoro i dzieci i rodzice boją się często ostracyzmu związanego z tak jawną deklaracją odmienności jak rezygnacja z lekcji religii, bądź mają odmienny pogląd na sprawę (dziecko nie chce chodzić, rodzic chce posyłać). Od dziś zaczynam czatować pod szkołami i podpierdalać metylofenidat
  23. Najgłupszy. Pomysł. Ever. Serio, jakiś medal powinno się odlać z tej okazji. Przecież to jest RECEPTA na patologię. Bo finał byłby taki: do szkoły chodziliby tylko ci co mają bogatych tatusiów, których stać na taką sprywatyzowaną szkołę, a ci których nie byłoby stać degenerowali by się jeszcze bardziej - nikt mi nie wmówi że ojciec i matka patole nauczą dzieciaka czytać sami. Owszem, w szkołach uczą wielu rzeczy niepotrzebnie, system jest niedostosowany do dzisiejszej rzeczywistości, ale jestem jak najbardziej za obowiązkiem szkolnym oraz za zniesieniem uczelni/szkół prywatnych. To dzięki nim mamy dzisiaj magistrów w McDonalds'ach, bo mamusia czy tatuś zasponsorowali kulturoznawstwo czy inną socjologię. Reformy generalnie można ująć dość krótko: 1) Przywrócić szkole status instytucji wychowawczej, tj. przywrócić możliwość kar cielesnych i innych tradycyjnych metod wychowawczych 2) Przywrócić stary system podstawówka = 8 / liceum = 4 / studia = zależnie od kierunku 3) Przenieść punkt ciężkości z wkuwania na pamięć informacji na rzecz umiejętności owych informacji zdobywania (uczenie o budowie eugleny zielonej jest bezsensowne, skoro w kilka sekund z dowolnego miejsca na świecie niemalże można to sprawdzić na wikipedii - trend będzie postępował wraz z upowszechnieniem się internetu mobilnego); zacząć uczyć rzeczy przydatnych w życiu a także używania uczonych rzeczy w praktyce (zamiast dziesiątek zadań o sinusach i kutangensach - wałkowanie wypełnienia PITu; zamiast rozprawek "co autor miał na myśli" - nauka pisania CV; itd) - wpajanie dzieciom / młodym zmiłowania do wiedzy, zamiast stricte wiedzy (nie pamiętam w tym momencie nic o euglenie zielonej, ale jakby zaszła potrzeba - w kilka minut dowiedziałbym się więcej niż mnie przez te kilka tygodni w 4 czy 5 klasie uczyli). 4) Kampania społeczna której celem byłoby naprawienie zniszczeń wywołanych przez propagandę "studia to gwarancja dobrej przyszłości"; przekonanie społeczeństwa że wybierając technikum czy szkołę zawodową nie są przez to gorszymi ludźmi 5) Podnieść wymagania dotyczące wyników w nauce, tak aby o edukacji po szkole podstawowej nie decydowały znajomości czy wymysły rodziców, a realne możliwości jednostki (zbyt wielu dobrych kierowników pracuje w Mac'u na kasie, zbyt wielu dobrych kasjerów pracuje jako kierownicy - trzeba przywrócić normalność); w ostatnim roku nauki każdego etapu szkolnego - indywidualna ocena ucznia przez szkolnego psychologa mająca na celu odpowiednie ukierunkowanie człowieka zawodowo. O rzeczach typu wywalenie religii ze szkół nie wspominam, bo to rzeczy wtórne.
×