Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. Założyć pętlę to nawet łatwo, ale co potem? Te pierdzielenie że po kilku sekundach traci się przytomność przez brak dopływu krwi do mózgu to albo jedna wielka ściema albo jestem takim debilem że nawet tego nie potrafię zrobić porządnie. Jeszcze jest trzecia opcja: kable sieciowe które mamy w firmie chvjowo się do tego nadają.
  2. To jest niby najważniejsza sprawa, ale jest jeszcze coś... Widziałem na którejś ze stron demotywatoropodobnych obrazek uśmiechniętego pana Korwina z podpisem: "Jak mawia przysłowie: do 29 razy sztuka" Dla mnie to jest fajne, dla mnie to jest jakiś dowód na to że jak się ma jakieś silne przekonania i o nie walczy do upadłego niemalże (bądźmy szczerzy, panu Korwinowi - oby zdrowie mu co prawda dopisywało - nie zostało już wiele czasu na tym świecie) to jest szansa że się uda... I mimo że z panem Korwinem nie zgadzam się w wielu kwestiach, to jedno jest pewne - bardzo się cieszę że mu się udało i życzę jak najlepszego wykorzystania tej szansy!!!
  3. ladywind, współczuję, przerypane. Ja mam trochę inaczej bo ja zapierdzielam jak dziki a ciągle słyszę że "mógłbym więcej", a to bo inni zostają po godzinach a ja nie, a to że zajmuję się tylko swoim działem a nie dopieprzam sobie roboty z innych działów (!!! tak jakbym miał czas na robienie czegoś z innych działów kiedy ze swoim ledwo się wyrabiam !!!), a wszystko dlatego że wszystkie moje pomieszczenia robocze znajdują się poza zasięgiem wzroku szefa z jego biura, w przeciwieństwie do innych działów. Więc facet nie widzi jak zapierdalam. I chvj z tym że na koniec miesiąca robione są podliczenia, ja sam robiąc na moim dziale zarabiam na siebie plus niezłą kasę dla szefa, kiedy drugi dział według niego cały czas nie "kręci się na maxa" mimo że tam zapieprza osób nie jedna, ale 5-6. I chvj z tym, że robię wszystko sam, od kontaktu z klientami, poprzez zamawianie materiałów, papierkologię związaną ze zleceniami, same zlecenia też drukuję osobiście i nawet takie pierdoły które mógłbym teoretycznie zrzucić na kogoś innego bo nie wymagają jakiejś super inwencji twórczej, jak na przykład przycinanie plakatów do wymiaru - chvj z tym że sam to wszystko robię, najważniejsze że nie zapierdalam jeszcze na dziale który przynosi nie takie dochody jak mój. I najgorsze że przez to że te głąby z drugiego działu dają się dymać jeszcze bardziej ode mnie bo godzą się na przychodzenie wcześniej, na zostawanie po godzinach, na pracę w sobotę - ja mimo że w swoje 8 godzin obrabiam się ze wszystkimi swoimi pracami to przez nich też dostaję wrażenia jakbym się "niedostatecznie angażował", wychodzę z pracy z poczuciem winy, a przecież wszystko moje jest porobione. Jak inni muszą zostawać to najwyraźniej znaczy że ich dział potrzebuje więcej pracowników, ale oczywiście ten pierdzielony wyzyskiwacz umyślił sobie że "skompletuje" dodatkowego pracownika z reszty ekipy. I tym sposobem nasza księgowa została przyuczona do obsługi dwóch maszyn, i pomiędzy obsługiwaniem klientów, wypisywaniem faktur i całej tej księgowej pracy - musi jeszcze zapieprzać na boku z pracami zupełnie nie związanymi z jej działem. Babka która pracowała na CTP została przymuszona do pracy przy impozycji wizytówek (wybaczcie branżobełkot, ważne że możecie mi wierzyć na słowo - są to dwa zupełnie inne działy). No ale to przecież chore!!! Czekam jeszcze aż nasza sprzątaczka zostanie zapędzona do wprowadzania danych do systemu obsługującego firmę, oraz kiedy szef będzie swoim dzieciom po powrocie ze studiów przychodzić i zapierdzielać przy foliowaniu wydruków. Oh, wait, to drugie już ma miejsce od dobrych kilku miesięcy... Oczywiście o jakimkolwiek uwzględnieniu tych dodatkowych obowiązków w pensji nie ma nawet mowy, jakaś premia? Śmiechem się można zabić (o ironio)... Cwel twierdzi że nie przystosowuję się do dzisiejszych wymogów rynku pracy, cóż, PIERDOLIĆ DZISIEJSZE WYMOGI RYNKU PRACY!!! Wszędzie tylko wyścig szczurów, wyzysk, nikt nie dba już o człowieka, liczy się tylko tabelka określająca ile z niego można wycisnąć, jak najskuteczniej sprowadzić go do poziomu szmaty i wyżąć do cna. Powoli zmienia mi się podejście do odebrania sobie życia. Najpierw przyjdę i wpakuję temu skurwielowi śrubokręt w tętnicę, niech chvj zdycha, jakaś sprawiedliwość na tym świecie musi być. -- 28 maja 2014, 11:25 -- No i jeszcze reakcja rodziny, na jakąkolwiek wzmiankę o tym że w tej pracy jest chvjowo. Od razu ze świętym oburzeniem się rzucają że trzeba całować szefa po nogach za to że praca w ogóle jest. Przepraszam za taki natłok francuskiego, ale - o ja żesz kurva pierdolę. Jak ciotki różne i babcie miały przeróżne operacje, to wiadomo - operacja naprawiała problem, po operacji trzeba trochę pocierpieć bo a to rana się źle goi, a to szwy przeszkadzają, a to coś tam boli... I one jakoś mogły narzekać na to że je boli czy uwiera. No i nic dziwnego - owszem, każdy się cieszy że operacja jest, ale nijak nie wpływa to na fakt że po tej operacji człowieka to i owo boli. I tak samo - owszem, cieszę się że praca jest, ale mam też prawo ponarzekać na to co mnie w niej wkurza, i liczę na reakcję współczującą a nie naganę z rodzaju "nie doceniasz co masz". Porobili by tydzień z tym ćwokiem to by może zrozumieli jak to jest. Ale nie, zawsze wszystko moja wina, to mi "nie pasuje", to ja "przesadzam", to ja "powinienem być wdzięczny", zawsze za coś kurva powinienem być wdzięczny.
  4. Najpewniej się nic nie zmieni niestety. Zastanawiam się nad rzuceniem roboty i zafundowaniem sobie ostatniego miesiąca przyjemności przed strzałem. Tyle że znając życie po takim miesiącu odechciałoby mi się zabijać bo "zakosztowałbym życia" i stwierdził że jednak nie chcę się jeszcze rozstawać ze światem. Tyle że wtedy przyjdzie też jebnięcie rzeczywistości, tzn. będę bez pracy, bez oszczędności, bez perspektyw - czyli znów będę chciał się odstrzelić. Pierdolone nieskończone koło desperacji. Najgorsze że ja nie chcę umierać. Ale też powoli kończy się mój zapas spokoju. Nie mam siły dalej tak żyć. Nie chcę de facto umierać. Chciałbym żeby problemy zniknęły, chciałbym wreszcie pierdolony święty spokój. Tyle że jedynym pewnym sposobem na osiągnięcie takiego stanu jest zabicie się. Kolejne koło desperacji :/
  5. Właśnie z takowymi walczę. Niesamowite, jak bardzo udupić potrafi człowieka drugi człowiek kilkoma zdaniami. Mój szef znów sprowadził mnie do poziomu szmaty i jeszcze przed chwilą rozważałem czy by po prostu nie wstać, nie spakować swoich rzeczy, wypierdolić z tej zasranej firmy, po drodze do domu kupić flaszkę i zapić nią te kilka pak klonów które czekają w domu na czarną godzinę. Nadal to rozważam, jedynie postanowiłem na razie dotrwać do końca zmiany. A potem nie wiem. Mam już chyba serio dość, kurwa, stara się człowiek jak może, zapierdala, nikt tego nie docenia, szef twierdzi że za mało robię, rodzina twierdzi że mam urojone problemy, moja przyszłość do usranej śmierci będzie wyglądała tak samo, czyli; będę chodził do jakiejś chvjowej roboty, mieszkał w dziurze, obrastał w tłuszcz żrąc gówno bo na nic innego mnie nie stać - po kiego grzyba to ciągnąć, po kiego chvja..?? Państwo rucha mnie w dupę, szef rucha mnie w dupę, rodzina rucha mnie w dupę, każdy po prostu każdy kto mnie otacza w realu rucha mnie w dupę i już mam dość, dość, dość
  6. Wypraszam sobie, nigdy pana Korwina posądzeniem o masakrowanie nie obdarzyłem Ale btw ja też się w sumie cieszę że wejdzie tam trochę rozpierdzielać. Właśnie czytam newsa że we Francji znów zbierają się do referendum czy "wypisać" się z UE - generalnie, w PE to akurat pan Korwin faktycznie może się dobrze sprawdzić, u nas go nie widzę nadal niestety
  7. Nie zgodzę się! Przecież tak mamy teraz (przynajmniej w teorii). Przykład z życia wzięty, bo własny Na głowę leczę się prywatnie - bo stać mnie na jednorazowe, niereguralne, względnie niewysokie koszty prywatnych wizyt, oraz zakup kilku leków których NFZ nie refunduje. Ale! - jak mi się przytrafi złapać jakieś grypsko i przez to uzyskać tygodniowe L4, to jest mi płacone w czasie tej choroby, nie całość, bo jak dobrze pamiętam to 80% normalnej stawki, ale jednak - i jest to akurat tyle kasy żeby ten tydzień przetrwać, mieć na żarcie, na lekarza, na lekarstwa. I tak samo jak stać mnie na jednorazowe, nieregularne wizyty u psycha, tak nie stać mnie na zafundowanie sobie solidnie srogiej operacji jeśli - nie daj losie - przytrafi mi się takiej potrzebować. Tutaj kapitalista powie że to przecież bez sensu bo to samo mógłbym zrobić gdybym dzięki mniejszej ilości podatków miał wiecej pieniędzy Moja odpowiedź jest dwuczęściowa: po pierwsze - biorąc pod uwagę tą wielokrotnie już przytaczaną ludzką naturę - nie wierzę że miałbym jakoś super-więcej pieniędzy; to mój szef by je miał, bo nie musiałby ich płacić; i nie mówię tu tylko o stricte moim szefie, który jak niektórzy wiedzą jest dość dużym wujem, ale o szefach generalnie. Nie wierzę w to że pensje by szalenie skoczyły do góry - to raczej "góra" jeszcze bardziej nas dymała Po drugie zaś: ja się zgadzam z panem Korwinem między innymi z tym, że większość ludzi to idioci. Ja też nim jestem, tyle że - jestem idiotą świadomym swego idioctwa A jako że w krainie ślepców jednooki jest królem... Ja otwarcie przyznaję że jestem idiotą i chcę żeby te wszystkie rzeczy ktoś zrobił za mnie - ten cały sztab urzędników, pośredników, lekarzy, pielęgniarzy - ja nie mam głowy do tego żeby załatwiać te wszystkie sprawy.
  8. Z tego co się orientuję mirtazepina jest nieco podobna w działaniu do mianseryny, a nie odczułem żeby ten lek na mnie działał super-nasennie, zanim dołożono mi "udupiacze" to lekarka testowała na mnie przez miesiąc samą mianserynę, spałem równie beznadziejnie a jeszcze do tego zdarzało mi się wstać z łóżka i opróżnić lodówkę bo żreć się po tym chce Generalnie myślę że fizycznie jestem w stanie spać bez chemii bez trudu (ot, choćby wczoraj wróciłem do domu po robocie, wziąłem prysznic, położyłem się na chwilę żeby się wysuszyć - 15 godzin poszłoooo, obudziłem się nieco przed 6 rano ) ale chodzi głównie o psychikę. Jak już wspominałem, ja ćpun jestem, ja muszę mieć poczucie że łykam kilogramy prochów Choćby to były tabletki na sraczkę, to lepiej mi się będzie po nich zasypiało (jak mi nikt nie powie o podmianie) niż bez nich
  9. deader

    Filmy i seriale

    Co to jest patola? Film o patologiach...? W sensie, typu "Galerianki", "Czekając na sobotę" czy "Cześć Tereska"..?
  10. U mnie jest o tyle "zabawnie", że nie może to być najgłupszy nawet serial, bo męczyłbym się tym że nie będę wiedział o co chodzi, bo przecież zasnę w połowie odcinka Więc zawsze zapuszczam dokumenty o mordercach, bo ich historie znam niemalże na pamięć, za to każda seria dokumentów nieco inaczej te historie opowiada
  11. Tak, właściwie zasypiam bez problemów. Czy pomógł mi lek..? Cóż, leki pomogły mi w czasie kiedy porządkowałem swoją głowę, bo to przez to miałem problemy z zasypianiem (natłok niechcianych, przeszkadzających w zasypianiu myśli). Obecnie, prawie półtora roku po wydarzeniu które spędziło mi sen z powiek, uporządkowałem swój głupi łeb, prawie całkiem o pewnych sprawach o których chciałem zapomnieć - zapomniałem (bądź wstawiłem w ich miejsce rzeczy o których chcę pamiętać)... Przez rok na sen brałem zestaw 30 mg mianseryny, 50 mg hydroksyzyny, 50 mg prometazyny, czasem na "własną rękę" dorzucałem któregoś z leków więcej bądź dorzucałem jeszcze jakieś benzo albo Apap Noc. Od początku obecnego roku powoli zmniejszam dawki - niestety nie odstawię z dnia na dzień bo przyzwyczaiłem się już do łykania pigułek przed snem, jestem ćpunem więc takie pierdółki mają dla mnie znaczenie, nawet ostatnio poprosiłem żeby mianserynę mi lekarka wypisywała w tej samej dawce ale w tabletkach nie 30 tylko 10 mg, bo po odstawieniu prometazyny i zejściu na 25 mg hydroksyzyny "dziwnie" się czułem łykając tylko dwie tabletki - jakoś tak mimo że wiem że dawka taka sama, to 4 tabletki "inaczej" wyglądają No ale generalnie będę się do tego przyzwyczajał stopniowo bo w przeciągu najbliższych 3 miesięcy będę redukował leki nasenne do ilości 10 mg miansy + 25 mg hydro. Następnie będzie wywalenie miansy, hydroksyzynę mam nadzieję za pozwoleniem lekarza sobie zostawić bo jednak jakieś "awaryjniaki" chcę mieć w szufladzie; aczkolwiek już nie z zamiarem łykania codziennie lecz właśnie na awaryjne sytuacje typu: jest niedziela, północ, za 7 godzin trza wstawać do roboty a mi się nie chce spać (jestem "niestety" zwierzem nocnym). W takich przypadkach, zwłaszcza po odstawieniu regularnego zażywania leku, dawka rzędu 100 mg będzie mnie usypiać jak trzaśnięcie łopatą - a przynajmniej na to liczę Chcę zostawić hydro a nie miansę, bo i tak biorę jeszcze jeden antydepresant (fluoksetynę) a miansa nie usypia w taki sposób jak leki typu hydroksyzyna które to zwykłem zwać "udupiaczami" No i jakieś tam działanie uspokajające hydro posiada, co w "trybie doraźnym" czasem się niestety przydaje. -- 27 maja 2014, 13:47 -- I jeszcze jedno, jeśli chodzi o zasypianie. Wypracowałem sobie odstające od zasad higieny snu "techniki zasypianiowe". Publikacje o higienie snu wyraźnie zaznaczają, że najlepszymi warunkami do spania jest między innymi cisza oraz unikanie używania łóżka do celów innych niż spanie. Cóż, ja odkryłem że najgorszą w moim przypadku rzeczą jeśli chodzi o zasypianie jest myślenie, dlatego co wieczór kładąc się do łóżka włączam na YT jakiś film dokumentalny - żeby przypadkiem nie myśleć o swoich problemach, tylko słuchać o problemach innych No i kolejna rzecz - z mojego łóżka robię "swój drugi dom", tj. czytam w nim, oglądam filmy, gram na konsoli - tak żeby się maksymalnie z łóżkiem "zaprzyjaźnić". Nie wiem czy to sensowne porady - ale w moim przypadku działają :)
  12. Maksymalna dawka jaką przyjąłem to było bodajże 250 mg, bo desperacko chciałem zasnąć. Uśpić mnie jakoś morderczo nie uśpiła, za to zdecydowanie wysłała mnie do łóżka - po takiej ilości bowiem o ile umysł miałem trzeźwy tak ciało kompletnie "pijane" i potykałem się o wszystkie meble w domu. Poniekąd można więc powiedzieć że do snu się przyczyniła Na dzień dzisiejszy biorę wieczorem 25 mg... albo i nie, jak mi się zapomni. Chyba mogę wreszcie powiedzieć że skończyły się moje problemy z zasypianiem
  13. Bardzo dobrze że się biznesmenom zabiera, bo oni nie robią nic innego jak żerują na tych którym się w życiu mniej poszczęściło. A odpowiednia ilość ołowiu myślę że bardzo szybko nauczyłaby co poniektórych że niezbyt mądrym posunięciem jest "odbijanie" sobie tego co musiało się oddać potrzebującym. Czemu ołowiu? Bo niestety tylko takie metody działają na niektórych ludzi. Poproś właściciela dowolnej firmy o oddanie połowy dochodów na cele charytatywne - śmiechem cię zabije. Poproś go o to samo trzymając lufę przy uchu - nooo, to jeszcze dorzuci kilka procent ekstra. Może to nieludzie się wydawać pozornie, ale parafrazując Korwina - dla mnie kapitalista to nie człowiek, to pijawka. Uważam wręcz przeciwnie - socjalizm wzmacnia więzi społeczne bo znosi "święte krowy". No i nie zgodzę się z drugą częścią zdania - zabiera tylko część pieniędzy, co do reszty masz całkowitą wolność wyboru jeśli chodzi o wydawanie. Może komunizm tak miał, bo to był socjalizm skrzywiony ideologicznie nastawiony anty-zachodnio. Ja tak samo, i w gruncie rzeczy mało ważne jaki to będzie ustrój, czy demokracja, czy socjalizm, czy monarchia czy anarchia - ważne żeby nam się dobrze żyło, o! :) Żeby każdy miał gdzie mieszkać, gdzie pracować, za co kupić jedzenie i za co zaznać nieco kultury. Dla mnie socjalizm jest odpowiedzią na pytanie "jak to uzyskać" - mogę się mylić i jeśli inny ustrój nam zapewni to samo to nie będę protestował :)
  14. O, tutaj to się zgodzę w 100% :)
  15. Oczywiście że tak! I nie widzę absolutnie nic złego, niestosownego, nieprawidłowego, nieludzkiego i tak dalej w tym że jakiś gościu wożący się mercedesami trochę mi pomoże. Taki Gerard Depardieu powinien zostać publicznie zastrzelony za to co zrobił - spierdzielił z własnego kraju, opuścił swoich rodaków, którym mógł pomóc, bo ojej, bidulkowi chcieli trochę pieniędzy na bardziej potrzebujących zabrać... Jedyny problem który tu dostrzegam, jest w tym że podziały społeczne są delikatnie mówiąc chore i obecnie to faktycznie może wyglądać "niesprawiedliwie". Cytując klasyka Carlina: "Ci na górze nic nie pracują i nie płacą podatków. Klasa średnia odwala całą robotę i płaci wszystkie podatki. Biedota.... Biedota jest tylko po to żeby klasa średnia srała w gacie ze strachu!". I tak i nie. Uważam że państwo w obecnej formie nam nie pomoże, ponieważ składa się z chachmęciaży rządzących znieczulicowcami. Pomóc może nam jedynie państwo w odmiennej formie, tj. składające się z ludzi z odpowiednim ideologicznym zapleczem którzy tymi znieczulicowcami pokierują w odpowiedni sposób. Początki byłyby trudne i brutalne, ale wierzę że dałoby się tak zrobić żeby wszystko "zadziałało". Czemu "brutalne"? Gdyż na początku na pewno znalazłoby się kilku bogatych kolesi którym by nie odpowiadało takie rozwiązanie i trzeba by było nimi udekorować kilka latarni. Lata reform, zmiana systemu edukacji... To nie jest coś do osiągnięcia w rok. To jest plan dalekosiężny. Ale nie uważam że nierealny.
  16. Nie powiem żeby to był dobry przykład, bo to tak jakby porównywać pracę u nas i w Japonii - to są dwa różne kręgi kulturowe, dwa różne światopoglądy, dwa różne światy niemalże... Ja jakoś mam 70% zniżki na 2/3 swoich leków, więc dla mnie to nie jest argument. Wszyscy tworzymy państwo, więc jakby nie było - gdyby przestałoby nam pomagać, to by przestało... Błędne jest utożsamianie kilkudziesięciu chachmęciarzy w Sejmie z "państwem", bo widzę że dużo ludzi tak ma... Nihil Lubi Klocki?
  17. Wiesz, tak się składa że nie jestem po żadnych studiach, "humanista" to pojęcie nieco szersze niż "student kierunku humanistycznego" Inna sprawa że te "wywalenie z ogólniaka" rzuca nowe światło na twoje wypowiedzi
  18. Wydaje mi się dość znamienne że Korwin ma tak wysoki wynik w ankiecie na... forum dla wariatów Aczkolwiek cieszę się że dostał się do PE, przyda się w tym cyrku jeden co nie jest błaznem
  19. Tomcio Nerwica, ale ty nie piszesz tylko o kościele, tu się zgadzam bo według mnie w ogóle religie powinno się zdelegalizować, ale to temat na inną dyskusję; ty napisałeś: "(Państwo) w ogóle nie powinno nikogo wspierać" - i to z tym nie mogę się zgodzić. Bo w zbiór "nikogo" wliczają się właśnie tacy co ich nie stać na podatki, tacy co potrzebują pomocy w wykupieniu leków które są ku...sko drogie, tacy co potrzebują przymusowej jałmużny od innych bo za śmiesznie nędzną pensję mogą utrzymać co najwyżej siebie i swojego chomika, w kartonie po lodówce w malowniczej okolicy... Krótko mówiąc: ty chcesz państwa w którym nikt nie może na pomoc tego państwa liczyć, trzeba liczyć tylko na siebie lub ewentualnie na "ludzi dobrej woli". O ile rozumiem ten mechanizm - to jest ewolucja w praktyce, silniejszy wygrywa, słabszy wymiera - tak nie mogę się na to godzić ponieważ to jest mechanizm który działa w przypadku gatunków pozbawionych samoświadomości.
  20. Muehehe. Problem jest jeden: mianowicie ludzie są ch....ami i na dobrą wolę to możesz sobie liczyć.... na kalkulatorze. Wyobraź sobie że taką samą zasadę zastosujemy do podatków (które to są jałmużną na utrzymanie państwa) - jak myślisz, ilu ludzi z własnej woli płaciłoby podatki..? No, chyba że twoja wizja państwa obejmuje państwo bez podatków, z politykami - ludźmi dobrej woli którzy dorobiwszy się samemu, dobrowolnie wspierającymi jałmużną budowę dróg, utrzymanie wojska i policji oraz wiele innych niezbędnych do funkcjonowania państwa rzeczy... Jak na przykład najedzeni obywatele...
  21. Co za bzdura W Niemczech zarabia się przynajmniej 1500 euro z palcem w dupie. Oto taryfikator mandatów http://www.droginaszostke.pl/wysokosc-punktow-niemcy Więc nie pisz bzdur. Czegoś tu nie rozumiem. Co miała udowodnić ta tabelka? Że szwabów bardziej stać na mandaty niż nas? Detektywmonk ma 100% racji, co to za kara co nie odstrasza? Kara powinna być taka żeby człowiek srał w gacie ze strachu przed byciem złapanym na przestępstwie, co przekłada się na to jak skory będzie podjąć ryzyko tego przestępstwa się dopuścić. Dlatego uważam że mandat 500 pln to jest kpina, minimalną karą powinna być permanentna konfiskata samochodu. Kretyn się na drugi raz zastanowi, jak potyra rok na kolejny wóz. Plus oczywiście dożywotnie płacenie odszkodowań ewentualnym poszkodowanym. Krew mnie zalewa jak słyszę że jakiś debil zabił kogoś samochodem a potem czytam że sąd skazał go na 5 lat w zawieszeniu plus rekompensata w wysokości 10000 pln dla rodziny. JEDNORAZOWA. To powinna być rekompensata COMIESIĘCZNA. Tak żeby idiota oszczędził podatnikom pieniędzy na comiesięczne utrzymanie i się powiesił nie mogąc wyskrobać takich sum, jednocześnie zapewniając rodzinie poszkodowanego poczucie sprawiedliwości. Trzykrotna recydywa = kara śmierci.
  22. deader

    ot

    Ciebie nie ma gdzie zamknąć, takiego rozmiaru pizdy to i Wielki Kanion nie pomieści :)
  23. Eh, nie mogłem się powstrzymać...
  24. (...) Utrzymujesz raczej nie nierobów a przerośniętą biurokracje i budżetówkę, no i chory do szpiku kości system szkolnictwa. Dajmy na to ludzie gardzą bezrobotnymi że muszą na nich łożyć a prawda jest taka że łożą na urzędy pracy a nie bezrobotnych bo zasiłki otrzymuje kilka procent bezrobotnych tylko a większość pożera maszyna urzędnicza. Przecież znalezienie miejsca pracy dla jednego bezrobotnego kosztuje 60 tysięcy złoty, taniej by wyszło zatrudnić np takiego delikwenta to robót publicznych dać mu nawet te 2 tysiące na miesiąc, ale nie oni wolą robić jakieś pseudo szkolenia, pseudocoś tam i tak wyciągać kasę. Brawo, brawo, BRAWO! A ty blah! jak ci nie pasuje "utrzymywanie nierobów" to zwiń tą swoją firmę i idź zapierdalać dla kogoś. Co, nie pasuje takie rozwiązanie? Chcesz koniecznie "na swoim"? To, za przeproszeniem, "morda w kubeł", jak to się zawżdy mawiało. Albo zapierdalasz u jakiegoś wyzyskiwacza, i ledwo wiążesz koniec z końcem, albo robisz sam dla siebie, za przywilej nieobcowania z jakimś szefem-idiotą płacąc pomocą innym.
×