Skocz do zawartości
Nerwica.com

nieprzenikniona

Użytkownik
  • Postów

    1 215
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez nieprzenikniona

  1. A ja mam w sumie wszystko a nawet więcej a i tak nie jestem w stanie się z tego cieszyć...chociaż plus jedyny taki, że umiem to na tyle docenić żeby tego nie schrzanić jakimś impulsem (a przynajmniej taką mam nadzieję)
  2. A szkoda ja jestem np. mistrzynią w robieniu zakupów gdy zaczynam coś planować, następnie jednak brakuje motywacji do kontynuowania tego co zaczęłam i zostaję z masą nieprzydatnych rzeczy A tak serio ja akurat chudnąć nie chcę ale muszę zmusić się do wysiłku jakiegokolwiek bo czuję się fatalnie (tzn fizycznie) a wyniki badań wszelakich mam wręcz książkowe... Dzisiaj wyszłam na 15 minutowy spacer także ten chociaz biorąc pod uwagę niesprzyjająca aurę to i tak sporo jak na mnie
  3. W sumie nigdy się w to specjalnie nie wczuwam, ale z postanowien na najbliższy czas: wrócić do biegania
  4. Tak życiowo jeśli chodzi o wydarzenia to w sumie dobry, zmieniłam pracę na taką którą lubię i ktora sprawia mi wreszcie satysfakcję, poza tym właściwie prócz małych utrudnien wynikających z ograniczeń pandemii to nie mogę na nic narzekać... Emocjonalnie cięzki, cały czas zastanawiam się czy powrót na terapię to na pewno krok w dobrą stronę czy jednak niekoniecznie...
  5. Ja dostałam diagnozę bpd 12 lat temu w szpitalu...dzisiaj nie wiem czy do końca się z nią zgadzam (czasem mam wrażenie, że wcale), z drugiej strony raz przyklejona łatka wlecze się za mną od tego czasu i nawet nikt już nie próbuję wystawić nowej diagnozy....zresztą sama nie wiem kto miałby to zrobić bo psychiatrom (którzy mnie znają) na wizytach mówię jakieś 50% prawdy, z moją terapeutką pracuję nad poprawą mojego stanu i nie cisnę jej o diagnozę jako taką (tzn. nazwanie problemu i tak go nie rozwiąże więc się nie spinam), diagnoza z zewnątrz nie wchodzi w grę bo nie umiem tak od ręki wysypać wszystkich kart z rękawa...ale chyba bardziej skłaniałabym się obecnie ku cptsd niż właśnie bpd, a ze wiele cech podobnych to łatwo ubrać jedno w drugie...
  6. Od 4 lat biorę Seronil w dawce 20mg x 1, na pewno na plus jest to, że całkowicie zlikwidował mi stany lękowe, przez początkowy okres działał też dość mocno aktywizująco, teraz w sumie ciężko powiedzieć bo średnio pamiętam jak było w okresie przerwy od leków Z minusów to przede wszystkim zaburzenia snu, szczękościsk w nocy, czasami dziwne krwawienia z nosa (bez przyczyny laryngologicznej) i samoistne wręcz pojawianie się siniaków (przy rewelacyjnych wynikach badań krwi) Pod koniec stycznia idę do mojej lekarki, myślę o jakiś zmianach w kwestii leków ale sama nie wiem czy bardziej o odstawieniu w ogóle/ zmianie leku czy może wręcz o zwiększeniu dawki
  7. inhale...exhale...repeat

  8. Oczywiście, że wiem iż o to chodzi natomiast czasem po prostu czuję, że muszę...z drugiej strony wiem, że akurat w moim przypadku nie jest to aż tak szkodliwy czyn jak inne "znieczulacze"...w sensie szczerze powiedziawszy na lepsze wychodzi mi zrobienie nacięcia niż np. upicie się do nieprzytomności
  9. Zdarza mi się ale nawet nad tym zachowuję pełną kontrolę...tzn. mam jedno jedyne miejsce, które nacinam (tak aby nie mieć śladów, które ktokolwiek mógłby "skojarzyć") ...czyli nie jest to napad "furii", działam z pełną świadomością i premedytacją...z drugiej strony i tak uważam, że lepiej odreagować na sobie niż na innych...
  10. Ok, praca, praca, praca jest czym zająć głowę
  11. Osobiście mam dyskopatię w odcinku piersiowym i szyjnym, nie ma nocy w której nie obudziłabym się bez zdrętwiałej prawej lub lewej ręki...właściwie przestałam już zwracać na to nawet uwagę, tzn otrzepuję zdrętwiałą kończynę i idę spać dalej
  12. "Ma być czysto" Anny Cieplak (ale jakoś średnio mnie wciąga) A ostatnia, ktora wciągnęła: "Miała umrzeć" Ewy Przydrygi
  13. Ja po fluoksetynie zawsze na początku chudłam, później waga trzymała się na stałym poziomie...obecnie biorę seronil (od 4 lat) i właściwie nie przypisuję mu żadnych skutków ubocznych w kwestii wagi (tzn ani w jedną ani w drugą stronę). Generalnie nigdy w sumie po żadnym leku nie przytyłam ale może to kwestia tego, że inne brałam za krótko aby cokolwiek zauważyć, chociaż pamiętam że po olanzepinie mogłam jeść cały dzień/ naprzemiennie ze spaniem
  14. No to super Samo przeczekanie to już duży sukces
  15. A ja dużo bym dała, żeby znowu moim jedynym problemem była hipochondria (btw. od tego wątku zaczęłam właśnie przygodę z forum jakieś 9 lat temu)...wczoraj zrobiłam sobie pakiet badań (nieodpłatnie of kors) i na prawdę liczyłam, że mój ostatni gówniany stan to kwestia jakiejś choroby, chociaż może hormonów etc...a tu klops, wyniki książkowe, czyli oznacza to, że psychika nieźle mi już siada skoro wywołuje tyle symptomów somatycznych...
  16. Mnie chyba najbardziej przeraża sama faza przechodzenia w nicość, głównie to, że wtedy zmienię zdanie A dzisiaj swoje ms zapijam winem . Tzn udało mi się je poskromić jako takie więc wino na wyciszenie...
  17. @acherontia styx ja to mam "słabą głowę" do leków w ogóle, czasami nawet teraflu na grypę jest mnie w stanie zwalić z nóg także ten
  18. Ja 8 lat temu odstawialam seronil pod okiem psychiatry (po ok 3 latach brania), najpierw 2 tygodnie na połowie dawki, pozniej kolejne na 2 na 1/4 dawki a następnie jeszcze 2 tygodnie 1/4 dawki co drugi dzień, poszło sprawnie i bez skutków ubocznych/ odstawiennych (do tego dołożyłam sobie suplementy magnezu i B-complex) Za to jak po szpitalu odstawiono mi benzo z dnia na dzień po 3 mc brania ich 3 razy dziennie to miałam gorszy zjazd niż po jakimkolwiek narkotyku ever całe szczęście, że następnego dnia trafiłam od razu w ręce innych lekarzy i finalnie odstawiono mi je stopniowo...
  19. Odkąd zaczęłam przekopywać się przez traumy z przeszłości na terapii to coraz mocniej ulegam derealizacji...wkurza mnie to niemiłosiernie bo mam wrażenie, że moje życie nie jest zupełnie moje i w sumie skłania mnie to do impulsywnych zachowań dzięki którym cokolwiek poczuję (a wiadomo, że najłatwiej o odczuwanie czegokolwiek przy autodestrukcjach). Nie umiem się kompletnie zintegrować a tak nie da się na dłuższą metę funkcjonować
  20. Lilith to nie jest moja pierwsza terapia, mam za sobą jakieś 3 lata terapii, oddział ogólny psychiatryczny i oddział zaburzeń nerwicowych (w odwrotnej kolejności)...ostatnią terapię przerwałam bo ze względu na pracę nie mogłam zgrać terminów, odstawiłam też leki (pod okiem psychiatry), wyszłam za mąż, urodziłam dzieci i kilka lat żyłam na prawdę czując się zdrowa...a później znowu wróciło, najpierw stany lękowe - na to pomógł powrót do prochów, później coraz gorsze huśtawki emocjonalne, wreszcie po długich namowach lekarki i coraz gorszych objawach somatycznych stwierdziłam, że faktycznie pora wrócić na terapię bo dalej tak nie pociągnę... Wróciłam do mojej poprzedniej terapeutki bo po tej przerwie doszłam do wniosków, że tak na prawdę nigdy nawet nie dotknęłam prawdziwych problemów. To ja kontrolowałam co i w jaki sposób przekazuję, udawałam przed nią i przed wszystkimi (w sumie od zawsze) i tak bardzo weszło mi to w krew, że zaczęłam udawać sama przed sobą, iż nigdy nic się nie wydarzyło/ że to bez wpływu...Szczerze dopiero po tylu latach zdaję sobie sprawę, gdzie tak na prawdę tkwi źródło moich problemów i że nie da się tego od tak wymazać z pamięci bo emocje kierują się zupełnie innymi prawami i w ten czy inny sposób wychodzą na zewnątrz... Także z jednej strony po prostu wiem, że nie mam wyjścia, albo zmierzę się z tym teraz i faktycznie odczuję poprawę albo po prostu mój organizm tego ciągłego napięcia nie wytrzyma. Z drugiej strony mam dzieci, ktorym nie chcę chociażby nieświadomie fundować swoich stanów...mam o co i dla kogo walczyć i nie wiem czy znalazłabym w sobie motywację aby robić to wyłącznie dla siebie
  21. Wiem, że sugerowanie się innymi jest bez sensu ale problem polega na tym, że część mnie zdaje sobie sprawę co się działo, że było to zdecydowanie ponad moje siły psychiczne, że było to czymś złym...druga część mnie bagatelizuje sprawę a nawet potrafi udawać, że nic się nigdy nie wydarzyło... Mam wrażenie, że dopóki tego nie zwerbalizuję (na terapii chociażby - bo poki co krążę wokol tematu ale bez wdawania się w szczegoly) to nadal ta druga część mnie może udawać, że właściwie "nic się nie stało" Dodatkowo boję się jakie będą konsekwencje przyglądania się temu...tzn. bardzo możliwe że zbudowałam sobie złudną rzeczywistość i że w przypadku pracy nad przeszłością runie też duza część teraźniejszości
  22. Minęło ponad 20 lat od kiedy to się skończyło a ja nadal nie umiem tego jednoznacznie nazwać...z drugiej strony przy interpretacji kk jakoś nie mam wątpliwości, ale przyznać samą przed sobą że było się ofiarą, a właściwie wielokrotną ofiarą nie przechodzi przez myśl a co dopiero gardło...a może jednak wszystko wyolbrzymiam i niepotrzebnie roztrząsam...inni mają przecież gorsze przeżycia....
  23. Moj brat cioteczny był jedną z najważniejszych osob w moim życiu, właściwie w dzieciństwie przypominaliśmy idealne rodzeństwo (bez kłótni, zazdrości i całej tej otoczki)...przez te kilka lat kiedy to trwało podzieliłam naszą relację na "dwa światy" ten czarny, mroczny, związany z atakami i biały- nasz dawny świat w którym rozumieliśmy się bez słów...nigdy nie potrafiłam go znienawidzić, chociaż tak pewnie byłoby łatwiej...w zasadzie nadal staram się go usprawiedliwiać, chociaż minęło już prawie 20 lat... Obecnie, nie jesteśmy już blisko, mamy kontakt ale bardziej z jakiś okazji rodzinnych niż sami z siebie, obydwoje udajemy? że nic takiego nigdy nie miało miejsca...jedyne co przypomina jasne czasy naszej relacji to to, że mimo wszystko nadal potrafimy kończyć za siebie zdania...z ciemnych stron mam cały pakiet zaburzeń, wiele lat leczenia i terapii - wszystkie symptomy cptsd, chociaż zdiagnozowane mam niby bpd...
  24. dawno mnie tu nie było i wracać raczej nie zamierzam (przynajmniej do ataków hipochondrycznych) ale widzę, że generalnie ok i tak jak mówiłam anka00 nie masz żadnego raka, co mnie nie zaskoczyło :) a ja jestem w ciąży to już 13 tydzień i teraz jedyne stresy jakie przeżywam to podczas badań usg czy wszystko z maleństwem dobrze, ale póki co odpukać wszystko ok i mam nadzieję, że będzie tak do końca ciąży :)
×