-
Postów
8 648 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez monk.2000
-
Zmęczenie, strach przed głodem fizycznym, bezdomnością. Cyfrowy ból.
-
Cześć. Czytaj, pytaj. Polecam jednak analizę gotowych tekstów. Możesz znaleźć kogoś z podobnym problemem. Raczej nie ma co liczyć, że ktoś się głębiej uchyli nad twoim własnym problemem. To tak jak na forum technicznym, raz pomogą, okazało się, że trzeba wgrać nowe sterowniki. Innym razem się okaże, że nie wiadomo o co im chodzi i trzeba wezwać specjalistę za pieniądze, albo samemu się dokształcać.
-
Cześć ludzie. Wiem, ja nie w waszym stylu piszę. Tutaj panuje szybka wymiana krótkich zdań. Słucham polskiej muzyki i chyba jednak jakość CD różni się od mp3.
-
siostrawiatru, ja podobnie. Ale jak już będę żył, to mogę np słuchać "Wanda i Banda". :-) A z planów? Trochę się zawaliły moje plany. Na razie odwołuję się od decyzji ZUS, jak nie wyjdzie to wtedy będę myślał dalej.
-
Trochę wpisy refren napawały mnie niechęcią, nie będę tłumaczył dlaczego, nie ten wątek. Trzeba docenić, że zgłębia ścieżkę "kościelną", możliwe że jest w tym całkiem dobra. Miałem czas w życiu, że chciałem przeczytać całą Biblię, czytałem jakieś interpretacje, prowadziłem krótkie dyskusje z księdzem na zakrystii. Ale nie będę się wtrącał. Nie każdemu odpowiada wizja szczęścia w niebie na chmurce. I żeby nie pchać tematu w off-top. Skutki mogą być dość silne. Na podstawie praw fizyki. Jak zablokujesz gdzieś wypływ wody to zwiększa się ciśnienie wewnątrz. Może prowadzić do naprężeń materiału, eksplozji, wygięcia, itd. Polecam książki inżynieryjne. Ujmując metaforycznie podobnie może być z człowiekiem.
-
Bolą mnie już oczy, jest późno, więc będę pisał krótko. Może temat się rozwinie. Mówi się, że szachy to piękna gra. Gra gentlemanów. Zgadzam się. Zgadzam się również co do tego, że uczy logicznego myślenia, zdolności skupienia na zadaniu, podzielności uwagi, wyobraźni, wizualizacji. Ale teraz ciemna strona tego. Jest taki współczesny, powiedzmy, filozof, Eckhart Tolle. Dość znany, więc nie muszę specjalnie robić mu dodatkowej reklamy. Ostrzega przed "wchodzeniem w umysł", "mentalna stymulacją", itd. To dość nowatorskie. Większość ludzi pragnęłaby świata ludzi inteligentnych, którzy krótko mówiąc: "myślą". On za to pokazuje tego wady. Mam pewne powody, dla których Eckhart zszedł z listy odwiedzanych przeze mnie twórców. Chodzi tylko o uświadomienie ludziom, że intelekt to nie wszystko. Nie załatwia sprawy. Sądzę, że zrozumieją to szczególnie ci, którzy gorzko doświadczyli, że stając się "mózgowcami" stracili coś cennego. No i można tutaj nawiązać do szachów. Poświęciłem kilka miesięcy na samo tylko granie w szachy. To było moje główne zajęcie. Od tamtej pory wykształciły się pewne cechy w moim umyśle. Jednocześnie pojawiło się kilka natręctw, z którymi z różnym skutkiem próbuję sobie radzić. Jedna to obsesja na punkcie rachunku prawdopodobieństwa oraz liczenia wariantów. Dlatego nie gram w szachy. Bo to tylko zwiększa to uczucie. Wypowie się ktoś o szachach jeszcze? Może być nawet lekki off-top. Jak się człowiek napisze, to jednak dołująca jest jedna krótka odpowiedź.
-
Wetnę się w wątek. Mi kiedyś, dość krótko, imponowali ludzie z forów o podrywie. Parę razy o tym pisałem, ale tu akurat jest to na temat. W sumie dość ciemna karta w mojej historii. Ale myślę, że dużo chłopaków, którzy wdepnęli w psychologię mogli mieć z tym ruchem styczność. Tak, to dział psychologii, może nie takiej na salonach. Ale jednak oglądając wykłady "mistrzów" to prawie jakby się widziało mistrza zen. Otóż część z nich. Nie wiem jaką mają skuteczność. Część z nich twierdzi, że najlepszy sposób na zdobycie dziewczyny to nie szukanie wskaźników statusu, jak było tu wcześniej wspomniane. Próbują iść na skróty i zwyczajnie podejść do kogoś kto im się podoba, zanim będą mieli BMW, itd. Z czasem mogą nabyć doświadczenia, co działa a co nie. Co panie, sądzicie o podrywaczach? Mam nadzieję, że nie twierdzicie, że to cwaniacy i niewarto się z nimi zadawać, bo myślą tylko o jednym, nie są wrażliwi, itd. Dlatego, że mają dar przekonywania i nie jedna dziewczyna uległa ich zdolnościom i urokowi. PS Daleko mi do prowadzenia żywota podrywacza, sądzę jednak że ich historie mogą coś wnieść do dyskusji, czym jest miłość i ogólnie relacji damsko-męskich.
-
Heikko, cześć. Witam kogoś kto jest ode mnie 16 lat starszy i bardziej doświadczony. :) Nie odnoszę się do wieku, bo jestem niegrzeczny. To ma duże znaczenie. Teraz komputery, telewizja mieszają w głowach. Ty pewnie się wychowałaś w świecie bez hałasu. Halasem mogły być kłótnie w domu, a nie wieża Denon, czy zestaw 5.1. Ja kiedy miałem kłótnie rodziców w domu uciekałem w świat cyfrowy. Nie robiłem tego świadomie, ale podejrzewam że przemoc w grach służy pewnemu choremu mechanizmowi rozładowania napięcia. Zaleta taka, że nikomu żywemu nie dzieje się krzywda. Wada to uzależnienie od maszyny i nieskuteczność metody. Lepsze to niż agresja na zwierzętach. Nie wiem jak doradzić tobie w sprawie twoich lęków. Terapia może pomóc. Z tym, że może to wytrącić z równowagi. Człowiek bardzo chce stanąć na nogi i często jest skłonny do rozpaczliwych kroków. Daj znać jak idzie terapia.
-
Iwan Iljicz, cześć. Spodobało mi się jak napisałeś o tej cyfryzacji dzieciństwa. Jestem z rocznika '90. Spróbuję odpowiedzieć bez kilkakrotnego czytania posta. Psychologia nie jest taka do końca nieścisła. Niektóre nurty psychologii są czysto mechanistyczne. Typu: bodziec-reakcja. Inne statystyczne. Mnie zaciekawił nurt który łączy wiedzę o elektronice i informatyce z psychologią. Nie zagłębiałem się. Ale przykładowe porównanie to: mózg=komputer; myśli, przekonania=oprogramowanie. Nie czytam współczesnej psychologii, bo nie ma mnie kto wtajemniczyć. A wpisywanie hasła: "jak być szczęśliwym, psychologia" w Google jest dość ryzykowne, chyba się zgodzisz. Jakiś czas interesowałem się połączeniem psychologii i medytacji i to akurat rzeczywiście jest mało ścisłe. Ale grzebiąc dalej znajdziesz mnichów, którym bada się fale mózgowe podczas medytacji.
-
Miałem swój temat w tym dziale o twórczości. Niestety o tej porze nie ma mi kto podbić, więc zacznę nowy. Stary temat Wtedy, kiedy go tworzyłem byłem w innym okresie. Interesowałem się medytacją, chciałem trochę zaistnieć w sieci. Teraz podchodzę ostrożniej. W zwykłej rozmowie czasem trudno wykryć, że ma się do czynienia z kimś ekscentrycznym. Natomiast działalność twórcza odsłania wszelkie karty, każdy zobaczy to co go interesuje. Nie brak i tych, którzy dostrzegą moje F20 w papierach i uderzą w słaby punkt. Zdarzyło się. Czekałem, aż trochę "dojdę do siebie" i będę mógł coś robić bez obaw o komentarze "gimbazy". Gwiazdą YouTuba raczej bym nie został. Jednak wpis: "to ja jestem dzieckiem z filmiku: dzieci Neostrady tańczą do Crazy Froga" nie jest najlepszą metryczką. Do rzeczy: Chciałbym napisać kilka uwag na temat techniki cyfrowej. Chodzi o ból, którego doświadczam siedząc godzinami w moim pokoju. Ból, od którego nie potrafię uciec. Będąc na rencie, co nawet jest niepewne, za 600zł, z którego połowę oddaję mamie trudno żyć na godnym poziomie. Żeby wyjechać poza miasto, kupić sobie coś wartościowego, czy otaczać się ładnymi przedmiotami, wnętrzami. Żyję w biednej miejscowości, w biednej części rodziny, w częściowo biednym kraju. Komputer kupiłem za jedyne "prawdziwe" pieniądze jakie miałem w życiu. Za stypendium, które dostawałem krótko studiując kierunek techniczny. Przyznane było za chęć nauki i dobre wyniki na maturze. Komputer stacjonarny. Trochę wymarzony. Trochę taki jak miałem kiedyś. Kupiłem go gdy wyszedłem ze szpitala, miałem zacząć nowe życie. Nie jest to najwyższa półka technologiczna z drugiej strony. Sprzęt za 5k zł to inwestycja, z tym że jak wiadomo technika idzie do przodu i opłacalniej modernizować raz na jakiś czas, niż się zbroić, a potem okazuje się, że nasz Tygrys nadaje się na złom. Z resztą w gry nie gram, nie wypada. Gry to zło. Dorośli "biorą się za siebie", idą na siłkę i te sprawy. Komputer i gry zostawiają dzieciom. Dlatego zamiast grać czytam prasę branżową. CD-Action, mam sporą kolekcję, może wkleję potem zdjęcie. Słuchałem też podcastów o grach. Daj komuś władzę i obserwuj jakie są jego pragnienia. Dostałem moc. Nie będę pisał o parametrach maszyny. Nie każdy jest maniakiem liczb. Wystarczy, że komputer jest nowocześniejszy niż te, które wykorzystywano by wysłać człowieka w kosmos. Mam w domu całe laboratorium obliczeniowe. Potężny superkomputer. Teraz pytanie jak go wykorzystam. To taki pokaz wolnej woli. Od dowolnej rzeczy dzielą mnie sekundy, żeby kliknąć. Miliony możliwości. Leżąc rano w łóżku masz dwie możliwości, albo spać dalej, albo wstać. Ile masz będąc przy ekranie startowym? Czy opisywać to, można. Ale część z was pewnie zna tę bajkę. Zepsułem sobie wzrok na migoczącym CRT. 60 Hz to było zło. 100 Hz, przyjemne. 15 Cali. Dobre do starych gier. Nowe panele bezlitośnie pokazują czym jest piksel. Tubom kineskopowym bliżej do świata analogowego. Oglądasz film w telewizorze i myślisz że widzisz ludzi, oglądasz film dokumentalny i wierzysz że pokazuje rzeczywistość. To tylko pewna ilość pikseli, elementów obrazu, w standardzie PAL, NTSC, SECAM. Nieważne. Dopiero LCD z wyraźnymi pikselami pokazuje że byłeś w błędzie. Widziałeś ludziki, a to zlepek punktów. Czym jest cyfrowość? Świat zaklęty w liczby. Wszystko można obliczyć w pewnym zakresie liczbowym. Gdy zaczniesz obliczać ile różnych obrazów może w rozdzielczości 1920x1080p wyświetlić w 32 bitach matryca zachorowałeś na tę umysłową zarazę. Obraz nabiera innego znaczenia. Staje się iluzją, ważniejsze jest doświadczenie. Chwila teraźniejsza. Muzyka z płyty analogowej, nawet taśmy magnetycznej jest dla wielu przyjemniejsza. Wiecie dlaczego? Oni bronią się przed tą cyfrową zarazą. Przed faktem bezlitosności liczb. Chcą świata nieprzetworzonego. Gdzie jeszcze ich coś zaskoczy. Gdzie istnieje jutro. Nadzieja. Skończą tak samo. Znajomy wyda płytę na kompakcie, dostali link do teledysku na YouTube. Nie ma odwrotu. Procesor szaleje. Z zabójczą precyzją. Myślicie, że zegar z XIXw. tyka w rytm niepojętej precyzji. Wpiszcie w wyszukiwarkę: rewolucja krzemowa. VHS, DVD, Blu-Ray. Oto trzej jeźdźcy. Gdy oglądam VHS Rip czuję zniekształcenia koloru, zabójcze smugi, magnetyczne szum. I cieszę się, w rytm koncertu Madonny z Japonii. Nie jestem fanem pornografii, ale gdybym był to doceniłbym i to. Ale VHS: Video Home System upadł. Zagoniony do piwnic, lub pod strzechy technologicznej prowincji. DVD miał być ratunkiem. Wybawić nas od złej jakości. Czasem gardzę nim, za artefakty, za zacofaną kompresję, za wszelkie trudy. Jesteś żywicielem torrentów, z ripowaniem jako wielkim świętokractwem na jakości obrazu. Full HD, 4K. Kino we własnym domu. Wspominałem o technikach zapisu audio? Dokąd to zmierza, zastanawiam się. Kto uśmierzy mój ból. Kto będzie ponad? Zamknie sprawę w klamrę. Grzecznie czekam. Czekam przyszłości. Lekarstwa. Będzie nim: Życie.
-
carlosbueno, zadedykuję ci piosenkę z albumu, który sobie dość ceniłem. Mówiłeś, że od śmierci bardziej boisz się życia. [videoyoutube=AR-IpteEnrw][/videoyoutube] Odnośnie słodyczy to ostatnio jem mniej, bo wolałbym schudnąć. Piję tylko herbatę z dwiema łyżeczkami cukru na szklankę. Czasem Coca-Colę. Z cukrem cola jest lepsza niż ze słodzikiem. Nie obliczam tych piramid żywienia, bo nie mam głowy do tego. Z resztą gdyby wystarczyło się zdrowo odżywiać, by żyć długo i szczęśliwie.
-
Wypowiedziało się parę osób, które znam. W tym "ekspert" od medytacji: beladin. Torres, chciałbym ci umieć pomóc. Ogólnie to chciałbym każdemu umieć pomóc. Dane dobro wraca, znaj prawo karmy. :P Dałoby się tę dyskusję zebrać do kupy. "Bittersweetka" poleca zauważyć jakie były twoje relacje z kobietami w przeszłości. To dobry trop. Możesz mieć we mnie swój ideał. Nie posiadam popędu seksualnego w zwierzęcym rozumieniu. "Nie staje mi" jak widzę nagie kobiety i nie ma takiego porno, które rozbudzi moją chęć do rozładowania napięcia. Jedyny kontakt z erotyką to bardziej odważni wykonawcy, np. Madonna, Prince. Ściągam znajomemu filmy porno, wg zasady skapywania bogactwa. Robię to całkiem mechanicznie, traktując te nagrania jako całkiem finezyjne animowany historie o ludziach, którzy robią różne rzeczy za pieniądze. Jedni to lubią, dla innych to biznes. Nie mniej chciałbym mieć dziewczynę, wierzę w romantyczną miłość. Teorie ekspertów od uwodzenia przyczyniły się m. in. do podobnego podejścia jak twoje. Czytałem historie największych uwodzicieli i przyjęcie ich punktu widzenia mnie zepsuło. Nie potrafiłem tak jak oni. Seks nie jest sensem życia, chociaż w filozofii PUA tak to wygląda. Czytanie różnych w tekstów może nie pomóc. Candy to kobieta z dojrzałym podejściem, nie mam tu na myśli wieku. Tak mi się wydaje. Może mogłaby ci jakoś pomóc. Ja rzadko proszę o wsparcie osoby z forum. Czas każdego jest cenny. Doceniam "rynkową" wartość takiego doświadczenia i nie chcę czerpać go "za frajer".
-
czesto tak macie ze siedzicie i placzecie przez kogos?
monk.2000 odpowiedział(a) na kafka32 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Ja nie płaczę. Mam mało uczuć, emocji. Czasem łezka mi leci, gdy słucham muzyki. Ale to raczej z poruszenia. Od młodości byłem fanem stoicyzmu i emocje kojarzyły mi się z siłą niszczycielską. Ktoś zna radę jak wyrażać emocje pozytywnie? Poza twórczością. -
zima, podoba mi się twój fragment o pasji. Wkleję aż piosenkę. [videoyoutube=Mdq0_zZOFLg][/videoyoutube] zyxxyz, leki mogą pomóc. Mózg jest już trochę poznany i wiadomo co powoduje różne emocje. To trochę przerażające, bo miłość przestaje być niezwykła, a staje się zwykłym hormonem. Nie znam się tak jak niektórzy "chemicy" z tego forum, ale pewnie dałoby się jakoś symulować sztucznie zakochanie, itd. Branie leków to pewnego rodzaju "zawierzenie" psychiatrom. Ale tak czy inaczej, skoro twierdzisz że masz problemy i piszesz tutaj to zrobiłeś pierwszy krok. Jeśli nie chcesz tutaj spędzić wiele czasu to polecam jednak leki, mogą załatwić sprawę "od ręki". Wtedy zajmiesz się tym co lubisz. Haczyk jest taki, że i tak się nie ucieknie. Tak jak pisze Monia. Ja jestem w innym położeniu, leki mi nie pomagają na depresję. Muszę umieć z tym żyć. To jakie są twoje zainteresowania?
-
Jak tata wspominał o Unitrze oraz czasach PRL. Złotych czasach dla mojej rodziny, przynajmniej materialnie. Dziadek był pionierem kapitalizmu, był prywaciarzem. Wznieśmy toast za dom, w którym niczego nie brakuje. Był kolorowy telewizor, szklarnia, różne wygody jak na tamte czasy. Hehe. Teraz dom stoi w ruinie, prawie.
-
Cześć. W końcu jakiś temat o tej jakże niezwykłej chorobie. Ja miałem totalny odjazd gdy przed braniem leków. Wzięcie ich spowodowało we mnie jakby oświecenie umysłu. Wyszedłem z świata abstrakcji, a wszedłem w ten praktyczny, logiczny, uporządkowany. Długo minie nim zacznę się modlić, czytać o aniołach czy siedzieć w New Age. Gdybym znał fizycznie jakieś osoby, które trochę by się interesowały tymi dziedzinami. Niestety nikt łagodnie nie potrafi potrafi pogodzić potęgi umysłu z mocą życia. Gdybym spotkał takiego nauczyciela, zaufałbym mu. Na razie siedzę w "czyścu", albo jak ktoś chce: bardo. Poję się cyfrowym nektarem. Branie leków, nie branie. To jak noszenie okularów, albo nie. Można nie słuchać lekarza i iść na złość cywilizacji. Żyjemy w czasie rozumu, a nawet więcej niż rozumu. Teraz poważne pytanie, czy słuchamy doświadczenia pokoleń, czy zrywamy i tworzymy coś nowego. Jak nie brałem leków myślałem, że jestem opętany. Leki mnie uwolniły od przeszłości, stworzyły nowego człowieka. Kogoś oddanego idei postępu. Kogoś kto wierzy w lepsze jutro, dzięki ciężkiej pracy. Gdyby nie leki? Być może stałbym się medialnym zjawiskiem i inspiracją do filmów o egzorcyzmach. Ktoś by się pomodlił, ktoś wzruszył. Ale ja nie chcę być stygmatykiem, chociaż przyznaję że w chwilach psychotycznego uniesienia chciałem. Mam ojca schizofrenika, chciałbym przełamać to pasmo. Biorę pokornie leki. Czekam na 3 generację środków.
-
Również miłego dnia. Chociaż już 13. U mnie byli kominiarze i zostawili kalendarz.
-
everlong, u mnie herbaty czasem za dużo. Ale przepiła się, nie smakuje tak jak kiedyś. Teraz to pusty rytuał. Chociaż i tak miło rozgrzewa. Earl Gray.
-
Nie mam. Poleć jakiś czarno-biały film.
-
detektywmonk, w końcu temat, który możesz rozwinąć. Bo ponoć jesteś fanem książek. Ja czytając stare książki sprzed 85 roku wyobrażam sobie głównie dane czasy, daną epokę pod wpływem której dana książka była pisana. To mnie napędza. Tamten świat, zaklęty w książki, do których już nikt nie zagląda. Zapomniane książki, niczym zapomniane krainy. A wybieram takie nietypowe. Typu technologia azbestu, albo opowieści o matematykach radzieckich. Myślę, że jedna z przyczyn to towarzystwo w którym się obracam, głównie starsi ode mnie. Brak rówieśników. A mój tata "na tranzystorach" jest trochę wzorem dla mnie, więc siłą rzeczy cofam się w ten okres. Jestem rozmyty pomiędzy epoki. Książki pobudzają wyobraźnie, ale żeby coś sobie wyobrazić to trzeba to poczuć w rzeczywistości. Choćby ktoś wyobrażał sobie dźwięk ptaka, a kto jest głuchy, ten nie poradzi.
-
Niwelować poziomość. Szukać ekstremów. Podążać za głosem ducha. Jak sprawić by poczuć moc w głośnikach nie dysponując grubą kasą. Wiem, nie da się.
-
Zaginiony język. Dosłownie jak jakieś tajemnice Atlantydy. Ja jakoś za tym nie tęsknię, to były czasy prymitywne. Wszyscy małpowali od siebie teksty i nikt nie potrafił wymyślić nic samemu. Taki odpowiednik memów w dzisiejszych czasach. Teraz jednak zasób słów się ma większy. Co nie znaczy, że to coś zmienia.
-
Powodzenia w pisaniu. Sam miałem 3 blogi i wiem, że to fajna zabawa.
-
Czego pani Wiola, jest żywym dowodem. Fajnie się złożyło. :-)