Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

zyxxyz

Użytkownik
  • Zawartość

    24
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Aha, czyli tak to działa. Dziękuję, bo już myślałem, że coś przeoczyłem i powinienem jeszcze kliknąć, żeby się wysłała. PS: faktycznie, na starym stylu można normalnie przeczytać wysłaną wiadomość. Jeszcze raz dziękuję, temat można zamknąć. :)
  2. Witam, mam pytanie - wysłałem prywatną wiadomość i mam problem, bo ląduje ona w zakładce "do wysłania" zamiast być w wysłanych, a ponadto gdy chcę ją przeczytać, to widzę tylko zielony prostokąt, na którym jest szary prostokąt z moim nickiem, datą rejestracji i liczbą moich postów. Wy też tak macie? Bo nie wiem, czy ta wiadomość dojdzie, czy ona gdzieś "wisi". Pozdrawiam
  3. Witam. Mam pytanie do osób chodzących na terapię poznawczo-behawioralną, które walczą z nerwicą natręctw. Otóż jakie metody stosuje u Was Wasz psychoterapeuta? Co macie do zrobienia w celu walki z takimi natrectwami? Mam na myśli rodzaj natręctw, który nie jest związany z wykonywaniem czynności przymusowych - czyli chodzi mi o natręctwa na tle religijnym, politycznym, zamartwianie się o to, jak umrzecie itd. Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam
  4. zyxxyz

    Co mam zrobić?

    Bardzo dziękuję za szybką odpowiedź. :) To jeszcze chciałem dopytać, czy te skutki uboczne już mogą pojawić się pierwszego dnia, czy raczej kilka dni musi minąć?
  5. zyxxyz

    Co mam zrobić?

    A jeśli te skutki uboczne wystąpią, to można brać coś co ma za zadanie eliminować te objawy? Chcę zacząć brać paxtin od jutra i nie bardzo wiem, co mogę zrobić podczas wystąpienia tych skutków ubocznych. Bardzo proszę o odpowiedź.
  6. zyxxyz

    Co mam zrobić?

    Na psychoterapię chodzę, ale właśnie psychiatra mi powiedziała, że mam za rzadko te wizyty i że polecałaby mi psychoterapię bardziej pod kątem natręctw (bo chodzę na psychoterapię gdzie chodzą głównie dzieci i młodzież). Chyba się zdecyduję na te leki, jakoś wytrzymam, może faktycznie w przyszłości mi będzie po nich lepiej. Ale mam pytanie co do samego leku - bierze ktoś ten Paxtin? Skuteczny jest? Początki faktycznie były straszne? No i czy jeśli np. pojawi się jakiś objaw jako skutek uboczny, to mogę wziąć dodatkowo lek na ten skutek uboczny, czy powinienem to przetrzymac? Pytałem o to lekarke, ale uciekło mi z głowy.
  7. Cześć. Kto mnie kojarzy, to będzie pamiętać moje objawy, ale tak naprawdę piszę ten wątek, bo mam inny dylemat. W końcu, nareszcie, poszedłem do psychiatry. Przelamywalem się bardzo długo. Byłem dziś. Wizyta prywatna, pierwsza 150zł, kolejne po 100zł. Przepisano mi Paxtin, pierwsze 4 dni po pół tabletki, później całą 1 raz dziennie. Nie zarabiam jeszcze sam, mam prawie 21 lat i studiuję dziennie. Mam mniej więcej na 4 kolejne wizyty. Mam nadzieję, że znajdę jakąś robotę wkrótce. A mój problem jest taki, że boję się mamie o tym wszystkim powiedzieć. Po prostu, nie umiem sobie tego wyobrazić, mam ogromny lęk przed tym. Wiem, to brzmi dość dziwnie, mam prawie 21 lat, a piszę tak jakbym miał 14. W zasadzie nic nie musiałbym mówić, ale skutki uboczne jak się pojawią, to nie ukryje ich. Poza tym to może się wiązać z nie chodzeniem na uczelnie przez pierwsze dni zażywania. Co mi radzicie? Poza tym cały czas myślę, czy brać. Boję się tych skutków ubocznych, lekarka mi powiedziała, że po nich mogę mieć problemy z trawieniem i te seksualne, no niby nic, ale jednak te dotyczące trawienia mogą być uciążliwe. Sam fakt, że po odstawieniu są różne 'jazdy', trochę mnie blokuje. No i to, że być może będę to brał do końca życia. Proszę, doradzcie mi coś. Pozdrawiam
  8. Witam. Chciałem Was zapytać o jakieś książki związane z nerwicą natręctw i/lub tłumieniem emocji. Oczywiście wiadomo, że najważniejsza jest psychoterapia i ewentualnie leczenie farmakologiczne, ale czasami książki mogą dodatkowo pomóc, dzięki nim można czasami lepiej to wszystko zrozumieć. Z góry przepraszam, jeśli taki wątek już został założony. Pozdrawiam.
  9. Bardzo chciałbym umieć rysować. Kupiłem sobie przybory, mam książkę, która zawiera liczne metody, wskazówki dla tych, którzy chcą rysować, przeczytałem ją nawet. Ale problem w tym, że nie umiem się za to zabrać, bo mam wrażenie, że jestem nieelastyczny, taki bardzo ścisły i moje rysunki będą bardzo kanciate. Ok, rok temu coś tam rysowałem, ale to patrząc na gotowy rysunek na komputerze. Niby coś tam wyszło, ale jakoś mnie to nie przekonuje. Nawet przy samym pisaniu bardzo dociskam długopis do kartki, tak, że stół się lekko trzęsie jak piszę, a ponadto to co napisałem jest widoczne na następnych stronach w postaci wgłębień... Zawsze chcę, żeby moje litery wyglądały równo. Jakoś na szczęście przy notowaniu na wykładach potrafię pisać bardzo szybko i nie patrzeć na litery, tak żeby zdążyć. Fakt, czasami są to takie bazgroły, że sam potem się głowię, co tam napisałem. A poza tym co do rysowania, to mam wrażenie, że mnie bardziej cieszy efekt końcowy niż samo rysowanie. Bardzo chciałbym np. przedstawiać postaci z filmów, kreskówek, gier tak jak ja chcę i dlatego chcę np. rysować. Ale też jakieś satyryczne rysunki z chęcią bym rysował. Gdy przeglądam czasami prace na deviantART to bardzo zazdroszczę tym ludziom i łapię większego doła, że ja nie mam szans tak nigdy rysować. Moja pani psychoterapeutka powiedziała mi, żebym po prostu zaczął rysować nie patrząc na te moje blokady i dawał komuś do oceny, do pokazania. Może mi się uda... -- 09 lis 2014, 15:59 -- A poza tym to i tak nie ma znaczenia, bo ja chyba nie mam co tu robić. Nawet teraz czytając o polityce albo o jakichś gwiazdach to w komentarzach cały czas piszą o tym chujowym spisku! A ja już zaczynam wariować... Przecież kurwa gdzie nie wejdę to zawsze ktoś o tym pisze! A mnie szlag trafia! Ja już nie umiem się na niczym skupić, nie mam na nic ochoty, wszystko mnie przez to zaczyna wkurwiać i w ogóle sensu w życiu nie widzę. Może kurwa moje ołówki to też są opętane i są iluminatami? A może książka, którą kupiłem napisała iluminatka? I ona to robi, żeby innych przyciągnąć? No przecież ja już nie wytrzymuję powoli... Leki pewnie też... Dobra, zamknijcie ten wątek, bo ja Was zanudzę tym. Nie wiem co zrobię, najchętniej bym się zabił, bo mam dość tego życia. Spisków, oszołomów, którzy są pewni swoich bzdur, ukrywania swojej orientacji... Najwyraźniej to prawda, że słabszy osobnik musi wypaść, bo nic z niego nie będzie...
  10. Monika - od stycznia 2013.
  11. No właśnie. Kto czytał mój wątek (ja-chyba-wariuj-t51967.html) ten wie. I tak od tamtej pory zbieram się do zapisania się do psychiatry, ale zawsze mam jakieś zastrzeżenia, bo tak naprawdę nie wiemy ile te leki mogą nam dać. Jak czytam o skutkach ubocznych, objawach przy odstawianiu, o tym, że ludzie po odstawieniu znowu zaczynają się gorzej czuć, to tak naprawdę co te leki dają? Po co to jest w ogóle? Mam brać to dożywotnio, żeby to i tak już beznadziejne życie jakoś przeżyć w miarę przyzwoicie? Chodzę na psychoterapię, ale to mnie zaczyna już denerwować, bo w takim tempie to ja wyzdrowieję na łożu śmierci. Jestem na studiach a nie korzystam z pełni. Inni się bawią, mają znajomych, przyjaciół, a ja nie potrafię. Po prostu. Aż mi łzy w moich oczach się pojawiają jak to piszę... Naczytałem się książek z metodami jak sobie radzić z różnymi problemami natury psychicznej, chodzę na terapię a czuję się jak jakiś zużyty przedmiot, który nadaje się do wyrzucenia, bo nic z niego nie będzie. Ja już jestem zmęczony. A leki tak naprawdę nie mogą mi pomóc, bo co z tego, że na początku się wyciszę, jak to potem wróci? Terapia mi nie pomaga na tyle, żebym mógł powiedzieć, że mam udane życie. Ja już nie potrafię. Jestem osobą, która tłumi emocje, przerabiam to na terapii... No ale jak mam to zmienić, skoro ja się boję wyrazić swoje zdanie? Po prostu mam lęki, nie umiem bronić swojego zdania, wolę milczeć. Nawet w rodzinie ukrywam swoje poglądy, bo wiem, że są inne i nie zostanę zaakceptowany. No ale dobra, bo zaczynam się znowu wylewać, a to już Was na pewno nudzi, bo ile można o tym samym... Napiszcie proszę, co Wam dają leki... Bo mnie kurwica już trafia.
  12. zyxxyz

    Ja chyba wariuję...

    A mogę Cię spytać jak to jest u Ciebie? Chodzi na terapię, bierzesz leki? Odczułaś poprawę po lekach?
  13. zyxxyz

    Ja chyba wariuję...

    No widzisz jak dużo biorą... ;/ Do tego duża recepta, tzn. dużo leków? :/
  14. zyxxyz

    Ja chyba wariuję...

    Nie chcecie, to nie czytajcie - piszę to raczej żeby się wypisać, ale jak ktoś coś napisze, to chętnie poczytam... Otóż mam dość tego życia. Męczy mnie ono, a ja nie wiem co robić, samobójstwo wydaje się jedynym słusznym wyborem chyba... Miałem iść do psychiatry, ale oczywiście wszędzie wołają o kasę! A ja niestety nie śpię na kasie, mieszkam tylko z mamą i siostrą, mama robi jako pielęgniarka i dostaje za przeproszeniem gówniane pieniądze, bo wg mnie zarabia za mało. Pojutrze (a właściwie jutro) zaczynam studia. Bardzo je polubiłem, pierwszy raz nie czuję niechęci na koniec wakacji, ale cóż z tego, jak mam znajomych, którzy lubią mieć ze mnie bekę jeśli idzie o moją wiedzę... Niby w tamtym semestrze padały takie różne teksty, ale to raczej do żartu, sam nie obrażałem się na nich. No ale jeśli koleżanka z grupy, z którą mało gadałem zauważa takie rzeczy, że cisną ze mnie bekę, poza tym słyszała, jak koleżanka mówiła do innej, że byłoby jej wstyd, gdyby ona nie zdała, a ja zdał, to wiecie... Do tego kolega, co niby taki pomocny (pewnie jest pomocny, ale co tam) ma ubaw z tego, że dostałem na drugim terminie z jednego przedmiotu 5, bo wg niego to pomyłka i powinienem mieć 2. Niestety, ale widać, że moim przeznaczeniem jest być tym, z kogo można mieć bekę. W liceum miałem trochę pojebaną klasę, niektórych śmieszył mój wygląd, z resztą i w gimnazjum i w podstawówce też zdarzały się takie osobniki. Mam tego wszystkiego kurwa dość. Poza tym miałem jeden egzamin we wrześniu i uczyłem się do niego od początku sierpnia, żeby potem się okazało, że tylko na 3,0. W sumie powinienem się cieszyć, że zdałem, ale jak jedna koleżanka mi powiedziała, że ona nie miała czasu się uczyć i uczyła się w ten sam dzień co egzamin i też ma 3,0 no to rzeczywiście jestem super... Uczyć się 1,5 miesiąca tego, co można było w 1 dzień... Ja tak praktycznie to nic nie potrafię. Dużo czasu poświęcałem komputerom, ale nawet w tej dziedzinie jestem do bani. Nie umiem rysować, śpiewać, pływać, nawet jeździć na rowerze (umiałem, więc skąd taka gadka, że niby tego się nie zapomina?), no kompletne zero! W ogóle to wyglądam jak nie wiem co, nie znoszę swojego wyglądu, nie wiem czy to przez te docinki, ale po prostu szkoda gadać. Nie jestem jakoś gruby, ale chciałem trochę poprawić sylwetkę, ale cóż z tego, skoro ja nawet na diecie nie umiem wytrzymać. Obiecywałem sobie od początku roku, że pójdę na dietę z początkiem wiosny, potem, że na początek wakacji, ale nie dość, że zacząłem od połowy sierpnia, to już praktycznie jem tak jak przed dietą... Wszystko mnie już wkurwia za przeproszeniem, bo nie wytrzymuję z tym. A nie umiem tego poprawić nijak. Kasy zero, przyjaciół nie mam (bo po co komu taki idiota jak ja). Jak w internecie koledzy rzucają fotki z wakacji to mnie roznosi, bo oni byli i w Chorwacji, Grecji, Egipcie i wiele różnych miejsc, a ja nawet poza miastem nie byłem. Tak wyszło, że rodzina nigdzie się nie wybierała, a ja ani nie mam kasy na wyjazd z kolegami, ale po pierwsze to nie mam tych kolegów do wyjazdu, bo szczerze to moi koledzy to są jedynie z liceum, studiów i z nimi to w większości rozmawiam tylko o studiach... Byłem zaproszony w marcu i potem w czerwcu na urodziny jednej a potem drugiej koleżanki i prawie wszyscy mieli coś do powiedzenia, a ja nie. Nie wiem o czym tam mówić, nie mam żadnych ciekawych historii do opowiedzenia, nie jestem jakimś fanem filmów, książki dopiero co zaczynam więcej czytać. No kompletnie nic. Poza tym nie wiem jaki mam światopogląd na sprawy religijne, chrześcijaninem byłem od urodzenia, ale od ponad roku coś pękło i nie określam się jako jakiś wyznawca religii, ale do kościoła chodzę, bo nie mam odwagi powiedzieć mamie, że mnie to nie przekonuje, a potem na mszach się denerwuję, bo wg mnie księża często na kazaniach nie wiedzą co mówią... No i w ogóle mam jakieś skłonności homoseksualne. To już jest w ogóle masakra, koledzy mogą sobie gadać o dziewczynach, a ja mogę jedynie potwierdzać albo coś, ale zupełnie tego nie czuję. Wkurwia mnie to, nie chcę tego. Najchętniej to bym skończył ze sobą, bo to jedyne rozwiązanie jakie się nasuwa. Nie widzę szans na psychiatrę, bo ile ja pochodzę do nich skoro oni ciągną ok. 100, 120zł za wizytę... Mam może brać kredyt na to? Oczywiście to co było głównym problemem tego wątku dalej jest, tzn. te chujowe teorie. Ciągle gdzieś jakaś grupa na facebooku się pokazuje z boku, jakby specjalnie, wszędzie sam dopatruję się spisku, chociaż dla mnie to bzdury, praktycznie od kilku miesięcy nie ma dnia, żebym nie pomyślał o iluminatach. Naprawdę. Ja wiem, że mam NN, ale co z tego, jak po 1,5 rocznej psychoterapii jest ze mną źle? Ja już nie umiem usiedzieć w miejscu, ale z drugiej strony nie potrafię niczego zrobić, ciągle coś przekładam (typowy prokrastynator). Często zamiast coś robić, to bezsensownie tracę czas na gierki karciane albo inne i gram z ludźmi w internecie - oczywiście łatwo się domyślić, że pomimo tego, że znam zasady większości gier, to najczęściej przegrywam. Nawet w czymś takim jestem do bani. Albo siadam ze słuchawkami w uszach i kołyszę się. Tylko, że to wtedy sprzyja roztrząsaniu tych teorii, poza tym mam jakieś chore myśli, że ja swoje życie (każdy dzień z kalendarza) opisuję na jakimś forum (jakimś realnym, ale niezwiązanym z tematem) i się "podniecam", że ktoś coś czyta niby. Do tego mam jakieś fascynacje błahymi sprawami jak np. zmiana kursowania tramwajów. No to po prostu kurwa zmiata wszystko. O fobii społecznej to nawet pisać nie będę, bo szkoda gadać tak naprawdę, chociaż jest z tym lepiej odkąd jestem na studiach, ludzie mimo wszystko są tu lepsi niż w liceum i wcześniej. Dlatego ja nie widzę sensu mojego istnienia, nikt nie zapłakałby, jakby mnie zabrakło. A i sobie ulżę. Psychiatra za drogi, musiałbym kredyty brać chyba, taka jest prawda. W tym kraju żeby być zdrowym to trzeba mieć dość hajsu, bo inaczej to się nie uda. No chyba, że rzucę studia i skończę w szalecie miejskim... Ale taka przyszłość mi się nie widzi.
  15. zyxxyz

    Ja chyba wariuję...

    No właśnie jakoś w realu nie umiem spotkać kogoś takiego, no chyba, że nie znam kogoś tak dobrze, że mógłbym o tym wiedzieć. Ale w mojej rodzinie raczej nie ma takich osób.
×