-
Postów
384 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Denial
-
Z uzależnieniem nie ma kłopotu dopóki się komuś podoba. Palę bo lubię itp. Jest kłopot gdy się chce przestać, a okazuje się, że to wcale nie takie łatwe. Wtedy stwierdzenie, że skoro jesteś uzależniony to znaczy, że taki stan rzeczy Ci pasuje kompletnie mija się z prawdą. Nawiązując do masturbacji na oczach domowników/współlokatorów - nie, nie powinni. Zachowując się w ten sposób (paląc przy niepalących itp.) naruszamy czyjąś przestrzeń. Założyłam ten temat bo zastanawia mnie nawet nie negatywne, ale wręcz "zwalczające" nastawienie do uzależnionych i zaliczanie ich do ludzi gorszej kategorii.
-
Raczej ciężkie klimaty A Perfect Circle - Counting bodies like sheep to the rhythm of the war drums
-
O osobie która pakuje jedną walizkę, zrywa kontakty ze wszystkimi i wyjeżdża gdzieś daleko by zmienić swoje życie i zacząć od nowa. Potem okazuje się, że w innym miejscu i tak popełnia te same błędy. Film kończy się jakimś anty-happy-endem po którym widzowie boją się powrócić do filmu przez minimum pół roku i więcej nie pomyślą by w ten sposób zmieniać swoje życie. O jakim smaku jest Twój ulubiony jogurt? (no co, uwielbiam je... )
-
Wydaje mi się, że czasem... niektórym... trudno jest wyczuć granicę za która nie walczy się z uzależnieniem, a z uzależnionym.
-
Nie musi. Wystarczy przyjrzeć się skali uzależnień wśród sławnych muzyków\poetów\pisarzy - abstrahując w ogóle od tego czy to dobrze czy źle. Wrzucił tylko wiersze. Wielkie halo.
-
A nie jednego ale musi być co najmniej 10 wizyt?
-
Przeszukałam cały dział, ale nie znalazłam podobnego tematu. Jeśli jednak po prostu przeoczyłam i teraz dubluję watek to z góry przepraszam. Zastanawiam się nad jednym - stosunkiem osób wolnych od nałogów do nałogowców. Nie ważne czy to uzależnienie od papierosów, alkoholu, hazardu, seksu czy grubszego "towaru". Często słyszy się opinie typu: sam/a się w to wpakowałaś, to głupota. Owszem, zgadzam się. Ale czasem to sięga dalej i przestaje być obiektywne, zahacza o pogardę... człowiek człowiekowi daje odczuć, że jest śmieciem, nikim, marginesem, skończonym kretynem na którym można już postawić kreskę. Tyle się mówi o tym, że to choroba itd. O pomocy i zrozumieniu. O wsparciu. (Nie mówię o wyręczaniu kogoś, rozwiązywaniu za kogoś problemów). Rozumiem, że ktoś w obliczu takiego problemu, przebywając z osobą uzależnioną nie wytrzyma i ucieknie. Też jest tylko człowiekiem i każdy ma ograniczoną wytrzymałość. Ale pogarda?...
-
Przynosiło. Na ten moment, gdy wyłącza się rozsądek. A później było jeszcze więcej stresu - bo trzeba było ukryć ślady. Błędne koło doraźnych "rozwiązań".
-
Czasem tęsknię za tym. Za samookaleczeniami w pełnym znaczeniu tego słowa - bo to, że się przywali w ścianę czy coś w tym stylu - nigdy nie traktowałam tego u siebie na poważnie. Ciężko to opisać, żeby nie brzmiało głupio. Owszem, to było istne piekło. Ale wszystko było jakieś... prostsze. Mogłam jakoś "przetrzymać", dotrwać do momentu, gdy w końcu odpuszczę. Cała fala emocji jakby zamierała, odkładana na potem. Nie tak jak teraz gdy muszę walczyć z płaczem i gniewem, który nie czeka aż będę sama - tylko atakuje mnie wśród ludzi i sprawia, że czuję się żałosna i słaba.
-
Nie rozumiem. Nawet jakby to pisał na nieziemskim haju niczym stąd do Marsa i z powrotem - to dział nazywa się 'Twórczość". A to jest - jakby nie patrzeć - twórczość. Lubię takie podchodzące pod klasyki, "naszpikowane" kwieciście środkami stylistycznymi twory.
-
"Bardzo ciekawym faktem dotyczącym tego gazu jest zmniejszanie się tolerancji organizmu na tę samą dawkę - w przeciwieństwie do większości narkotyków, po dłuższym używaniu N2O, zmniejszona dawka może dać taki sam efekt jak na początku." http://pl.wikipedia.org/wiki/Podtlenek_azotu
-
Za mało jest podtlenku azotu w bitej śmietanie. Chyba, że... nie wiem... ktoś by to wchłaniał "wprost do dzioba" i na raz Też BTW podtlenek azotu jest zwany "gazem rozweselającym" i tyle w temacie. A powietrze? Jedyne dla mnie logiczne wytłumaczenie to hiperwentylacja. Inne to... wkręcanie sobie samemu. Skąd w ogóle pomysł z inhalowaniem się czymś takim?
-
Hmmmm... może się hiperwentylowałaś tylko. To daje różne dziwne efekty.
-
To nie powietrze tak działa tylko podtlenek azotu (euforyzująco i halucynogennie) Osobiście nie spotkałam się, żeby był stosowany jako gaz nośny akurat w puszkach ze sprężonym powietrzem. Z prostego powodu - tam jest już gaz. Czyli powietrze
-
Jak o lekach (wszystko jedno jakich) to oczywiście http://www.czelej.com.pl/Farmakologia_Goodmana_amp_Gilmana_Tom_I-3-21.html O neuroprzekaźnikach (i nie tylko - ogrom wiedzy w jednym tomie - właściwie jedyna w swoim rodzaju pozycja) http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/4645/mozg-a-zachowanie.html
-
Tak, jest. Dla niektórych. Zależy od człowieka. A ja czytałam o innych badaniach naukowych przeprowadzonych w Stanach w których udowodniono, że "odludki" lepiej radzą sobie ze stresem i chwilowa izolacja jest zbawienna dla ich psychiki. Przejaskrawiając: jeden po armageddonie w swoim życiorysie idzie na balangę za balangą, a inny się zamyka w pokoju i liże rany po cichu. Nie ma reguły jak na razie. Osobiście: gdy byłam po załamaniu nerwowym życzyłam sobie tego samego. I DO SZAŁU doprowadzały mnie osoby które nie potrafiły tego uszanować. Wszystko psuły. Ty się możesz martwić. Twoje prawo. Ale - sorry, będzie bez wazeliny - ona miała załamanie nerwowe, a nie Ty i to ona ma teraz prawo zadecydować, że chce chwili prywatności! W moim mniemaniu przedkładasz swoje zmartwienia nad jej dobro. To egoistyczne.
-
Nie wiem czy to komplement i nie mam nic do Ciebie - ale przyznam się, że wpadło mi do głowy, że kojarzysz mi się z Sheldonem Cooperem z Big Bang Theory Ciekawe hobby (a może obsesja).
-
Bzdura! Jeśli to możliwe proszę o jej źródło.
-
Bardzo mi się podoba zdanie Twojej terapeutki.
-
Rany, jak późno! A pobudka ma być wcześnie. Nie chce mi się spać. Jak sobie pomyślę, że po przyłożeniu głowy do poduszki czeka mnie minimum półtorej godziny przewracania się z boku na bok to jeszcze bardziej mi się nie chce Co tu robić, co tu robić?....
-
Przecież jeszcze się nie skończyło...
-
Uważam, że nie muszę ani siebie lubić, ani nie lubić. Jak zacznę wprowadzać w życie intensywne pranie mózgu pt. kocham siebie i jestem wspaniała, jestem geniuszem i świat należy do mnie to może mnie doprowadzić w niebezpieczne rejony pychy. Z drugiej strony twarde przekonanie o własnej beznadziejności jest sabotowaniem samego siebie. Jestem kim jestem, nie mnie oceniać. Ani siebie ani innych. Ale jak to człowiek mam oczywiście gorsze i lepsze momenty. Mówiąc ogólnie, wypadkowo - do do siebie nic nie mam ani dobrego ani złego. Komfortowo mi z tym. Tylko czasem swojego życia od początku do chwili obecnej nie znoszę.
-
Jeśli rozmawiałaś z mężem i wiesz, że jest pod dobrą opieką to jego odpowiedź powinna Ci w pełni wystarczyć.
-
Hmmmm... Bardzo odważne i niejako postawienie sprawy na ostrzu noża. No ale jeśli naprawdę popłynąłeś to rzeczywiście możliwe. Takie sytuacje potrafią otworzyć oczy. Chcesz? Rób tak jak napisałeś. Działaj. Walcz. Czasem: chcieć to móc. Życzę wytrwałości i kibicuję
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
Denial odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Odbija mi. Nie ma do kogo gęby otworzyć a co dopiero wyjść z domu. Nigdzie sama nie idę bo mi jeszcze lepiej odbije. Od tych odgłosów zza okna i słońca można dostać świra. Dlaczego mnie tam z kimś nie ma? Albo chociaż: dlaczego tutaj nikogo nie ma? Ech... Nie pierwszy i nie ostatni raz...