Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Uwierz mi ,ja już też sprawdzałam różne stany świadomosci i już nie chce
-
Teraz oglądam "Taniec z gwiazdami" na Polsacie.
-
Dzisiaj byliśmy na obiedzie w restauracji i okazało się, że mój chłop robi lepsze kopytka
-
Dzisiaj zjadłam jajecznicę z 2 jajek ze szczypiorkiem, z pomidorem i dwoma kromkami chleba, rosół, lody truskawkowe i czekoladowe, frytki, ciasto, które zrobiła mama
- Dzisiaj
-
Znam te bajki ale jak one sie nazywaly
-
-
Wiesz gdzie mnie znaleźć jak coś
-
Tylko że mam wrażenie, że kompletnie nie zrozumiałaś, co właściwie opisałem. Nie napisałem, że brak emocji polega na tym, że nie fascynuje mnie ta sama alejka w sklepie albo że jazda tą samą trasą nie dostarcza mi rozrywki. Te przykłady miały pokazać stopień automatyzacji funkcjonowania, a nie być dowodem samym w sobie na brak emocji. Jasne, że człowiek po kilku latach potrafi dojechać do pracy bez świadomego analizowania każdego skrzyżowania. Jasne, że zakupy można robić automatycznie. Tyle że ja napisałem coś znacznie szerszego: od ponad 10 lat praktycznie nie odczuwam pozytywnych emocji, nie mam spontanicznej radości, złość też właściwie zniknęła. Pojawia się problem, trzeba go przeanalizować, rozwiązać i przejść do następnego. Bez większej reakcji emocjonalnej. Dlatego odpowiedź: „może jesteś znudzony, spróbuj spaceru w inne miejsce” brzmi trochę jak porada dla kogoś, kto nie wie, co robić w niedzielne popołudnie. Jeśli ktoś mówi o wieloletniej emocjonalnej pustce, sprowadzanie tego do zmiany alejki w sklepie jest jednak dość mocnym uproszczeniem. Można oczywiście zmienić trasę, pracę, miejsce zamieszkania, podróżować, uprawiać sport czy znaleźć nowe hobby. Tylko co z tego, jeśli człowiek robi to wszystko z dokładnie takim samym poczuciem obojętności? Można zmienić praktycznie całe swoje otoczenie, a mimo to nadal nie poczuć ani większej radości, ani satysfakcji, ani szczególnego zainteresowania. I dlatego stwierdzenie: „może od lat niczego nie próbujesz zmienić” jest zwyczajnie zbyt daleko idącym wnioskiem. Z mojego wpisu tego nie wiesz. Opisałem stan, a nie historię wszystkich rzeczy, które przez te lata robiłem albo których nie robiłem. To trochę tak, jakby powiedzieć komuś z przewlekłym bólem: „może po prostu powinieneś zmienić krzesło”. U mnie problem polega na tym, że nawet rzeczy, które normalnie powinny wywoływać silne emocje, niewiele zmieniają. Nowe miejsca nie dają mi szczególnej ekscytacji. Awans czy osiągnięcie czegoś zawodowo nie daje mi poczucia większej satysfakcji. Uzupełnianie wykształcenia czy zdobywanie kolejnych kwalifikacji jest raczej zadaniem do wykonania niż czymś, z czego potrafię się autentycznie cieszyć. Nawet wojna czy śmierć kogoś bliskiego nie wywołują we mnie takiej reakcji emocjonalnej, jakiej sam po sobie mógłbym się spodziewać. I właśnie to jest dla mnie najbardziej niepokojące - nie to, że dzień jest powtarzalny, tylko że zmiana jego treści niewiele zmienia we mnie. Do tego coraz częściej mam wrażenie, że trudno mi porozumieć się z ludźmi. Oni często nie rozumieją mnie, ja coraz częściej nie rozumiem ich sposobu myślenia. Zaczynają mnie irytować ignorancja, dyletanctwo, bezrefleksyjne powtarzanie bzdur czy brak zainteresowania tym, żeby cokolwiek sprawdzić albo zrozumieć. Coraz częściej zamiast zainteresowania drugim człowiekiem pojawia się zniecierpliwienie i niechęć. Nie twierdzę, że problem zawsze leży po stronie innych opisuję po prostu to, jak sam coraz częściej reaguję. Nie twierdzę, że rutyna nie może pogłębiać poczucia pustki. Może. Ale czym innym jest powiedzieć: „rutyna może mieć wpływ”, a czym innym uznać, że rozwiązaniem wieloletniego braku emocji jest spacer inną ulicą. Ty opisujesz problem jako: „za mało zmian w życiu”. Ja opisuję sytuację, w której przez lata coraz więcej rzeczy przestało wywoływać jakąkolwiek istotną reakcję. To nie jest po prostu znudzenie tym samym sklepem. I chyba właśnie tutaj jest sedno. Ty proponujesz zmianę tego, co robię, a ja próbuję opisać to, że problem dotyczy tego, co ta zmiana we mnie wywołuje, a coraz częściej nie wywołuje nic. Dlatego trudno oczekiwać, że rozwiązaniem będzie kolejna zmiana otoczenia. Jeśli człowiek od lat patrzy na świat i coraz mniej rzeczy naprawdę go porusza, to problemem nie jest już brak nowych bodźców. Problemem jest to, że bodźce przestały mieć znaczenie.
-
Dzięki wchodzi jak nóż w masło, albo jak .... stop!
-
U mnie jest podobnie, jak myślę że odpoczne to tu zaraz wyskakuje nowy problem, i tak w kółko.
-
No ja przez te leki mdleje i jestem jak pijany. W ogóle nie powinienem ich brać.
-
Grób
-
Święta Bożego Narodzenia
-
Tak nigdy nigdy nawet na chwile? Ja czasem robię sobie eksperymenty ze schodzeniem na mikrodawki a kilka razy całkiem do 0 na pare miesięcy. Zawsze wracam później ponownie do docelowej dawki, ale lubie sprawdzać te inne stany świadomości
-
Nie do każdego. Gruba przesada. Znikam.
-
Czasami tak na początku jest,że się senność utrzymuje w ciągu dnia przez kilka dni.Ale lek nasenny też trzeba dopasować do siebie.Ja Mirtazapine biorę już długo z małymi przerwami na Ami,Ketrel,ale to były złe pomysly.Wiec wróciłam do Mirty
-
Ty jesteś kompletnie walnięta.Do każdego rzygasz swoim jadem i pokazujesz swój niewyparzony jęzor.Po co się wogole udzielasz tutaj?Wracaj na Kafe,tam twoje miejsce.
-
Być może. Brałem Olanzapinę, Ketrel i jeszcze Hydro na bezsenność ale dla mnie to wszystko nietrafione leki po których czuję się jeszcze gorzej i nie jestem w stanie w ogóle funkcjonować. Jak jeszcze do technikum chodziłem to dosłownie zasypiałem na lekcji.
-
Mi tam Mirta pasuje na sen,kładzie mnie i śpię całą noc.A są jeszcze Mianseryna,Traxodon jak komu lepiej przypadkiem,lekarz może zmienić .Ja np próbowałam też Keyrel i Amitryptylinie,po której wogole nie mogłam zasnąć i się iqercilam wybudzilam całą noc.Wiec z lekarzem pogadać trzeba a on coś dopasuje i będziesz spał dobrze całą noc .
-
Każda z tych spraw zabiera ci kawałek energii a w takiej sytuacji człowiek próbuje ogarnąć wszystko jednocześnie a potem ma poczucie, że nie ogarnia niczego. Podchodzę czasem technicznie i dzielę na grupy: to co naprawdę wymaga działania teraz, co może poczekać i na co nie mam w tej chwili wpływu. Ostatnia kategoria może zabrać dużo energii na martwienie się czymś, czego dziś i tak nie da się rozwiązać. Dlatego warto zostawić ja z tyłu głowy. Potrzebujesz trochę przestrzeni dla siebie dlatego warto o tym tez pomyśleć i zaplanować w niedalekiej przyszłości. Coś co da ci oddech i trochę nowego wiatru z żagle. Każdy tego potrzebuje i warto w tym wszystkim pomyśleć o sobie.
-
Na naszym kanale Discord: #sciana-uciech-memy wysłano nowego mema:
-
Bardzo ekscytujące sny dobrze że nie cofnęłaś się w nim do żłobka, pielucha mogłaby trochę uwierać.
-
Głupio się przyznać, ale ja to brałem z jakiegoś receptomatu co wypisywał to na podstawie IKP. Teraz idę do lekarza i chcę mu o tym powiedzieć, chciałem przyśpieszyć wizytę ale nie dam rady. Jednocześnie czuję się podziębiony lekko. Być może w końcu pójdę prywatnie też do psychiatry a nie na NFZ. A mam rozwalony biorytm jak ser szwajcarski. Kładę się spać o 18-19, wstaję 2-3 w nocy i spać nie mogę. Nie chce mi się wierzyć że to od wieku (30 lat mam).
-
Jak sobie radzicie z bezsensem życia?
Niewkopomonowana odpowiedział(a) na Pawwwle temat w Kroki do wolności
Ciężko znaleźć sens, gdy czujesz się jak już zbędny trup. Najgorszy i pogardzany. Euforia zmienia mnie w osobę, która wszystkim się zachwyca do granic szaleństwa
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane