Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Ogólnie? Byłam w trzech szpitalach w kraju. Mam przebyć wszystkie, żeby moja opinia była wiarygodna? "częściej złe rzeczy o szpitalach mówiły osoby, które widziały ;problemy głównie na zewnątrz, a nie w sobie" - ciekawe stwierdzenie. A co miały oceniać szpital przez pryzmat własnego wnętrza? Nie kumam tego, co napisałeś. Jeśli wydajesz opinię na temat szpitala, to oceniasz zachowanie i działanie personelu. Mam oceniać ich lepiej, bo sama jestem zła, czy jak? Brakuje jeszcze żebym siebie obwiniała za to, co się tam wyprawia. Dobra, ktoś jest w lepszym stanie, więc ten pobyt będzie dla niej łagodniejszy. Różni są pacjenci, bywają bójki, są samobójstwa (u mnie doszło do niego 3 lata temu jakoś), a personel nie panuje nad niczym i śmieje się z osób, które wołają o wodę, gdy siedzą w pasach. Sama przyjemność, proszę państwa.
  3. Niesprawiedliwosc zawsze wkurza. Pamietam kolezanke, z ktora pracowalam, totalna patologia, nawet zebow nie miala, a byla mloda. Przyszla do pracy tylko po to, zeby ja wyrzucili i zeby mogla dostac zasilek. Potem ja spotkalam na ulicy i mowila mi, jaka jestem glupia, ze nadal tam pracuje. To rzeczywiscie byla praca za najnizsza krajowa, ale jednak wolalam chodzic do pracy niz zyc tak, jak ona. Poza tym dzieki tej pracy potem moglam znalezc lepsza prace i finalnie ona pewnie nadal zyje w patologii, wiec nie zamienilabym sie z nia na miejsca. Kazdy orze jak moze, ja jestem wdzieczna za to, ze jestem zdrowa i ze mam prace. A kiedys kupilam mopa i szlam z nim po ulicy, a jakas bezdomna smiala sie ze mnie, ze jestem sprzataczka Jaka szlachcianka
  4. Są opinie pozytywne również. Zresztą wystarczy się położyć w szpitalu i zobaczyć, co mówią pacjenci i jak działa to wszystko. Najlepiej odwiedzić wszystkie szpitale w kraju, żeby móc wydać rzetelną ocenę szpitali psychiatrycznych.
  5. Ot i racja.Ale czasami wkurza ta niesprawiedliwosc.
  6. Jak dla mnie podobnie. Ale to kwestia zwiększonego apetytu, jak się umiesz pohamować to będzie dobrze.
  7. Zawsze znajda sie osoby wykorzystujace system. I niektorzy bogaci wiecej kradna niz biedni, bo maja wieksze mozliwosci. Ja moge odpowiadac tylko za siebie. Osobiscie nie zazdroszcze nikomu na zasilkach, bo niepewny pieniadz, a poza tym wcale nie taki duzy. Plus zero perspektyw, co jest chyba najgorsze.
  8. Ja tez to popieram.Ale juz naginanie tego przywileju mnie wkurwia.Robienie dzieci dla zasilkow.Ale tak jest zawsze ,gdy mozna wykorzystac prawo na swoja korzyść.A zapierdalajacy nie maja jak obejsc fiskusa.Im wiecej zarabiaja tym wiecej im zabiora i dadza na te rodziny.
  9. Ja sobie z tego zdaje sprawe i dlatego uwazam, ze ta pomoc powinna byc. Szczerze mowiac to tez nie bardzo chcialabym zyc w miejscu, w ktorym mi sie powodzi, a inni bieduja. I nie uwazam dodatkow na dzieci za cos zlego, w rozwinietych krajach nie powinno byc glodnych dzieci, nawet jesli ich rodzina to patologia.
  10. Przyjdzie czas Monia ze ty bedziesz potrzebowala pomocy od Panstwa ,i zebys sie nie zdziwila ze po wielu latach pracy,bedziesz tak potraktowana,ze gorzej niz ci co nic nie robili oprócz leżenia ujem do góry
  11. Ejj moja tapeta jest trochę w tym Waszym klimacie
  12. Ja daje poki moge do panstwa.Ale smieje sie ze inni wykorzystuja prawo i im trochę zazdroszczę.Ale wiem że też mogę,jak trzeba bedzie i będę zmuszonaTylko ze ja jako pracujaca bede inaczej potraktowana.Najbardziej mnie wkur..wia ze kryminalisci są traktowani jak celebryci.Wypuszcza sie ich z wiezienia po kilku dniach ,mimo iz zamordowali kogos maczeta, ot tak sobie ,bo im odbilo,a maja takie lekkie traktowanie.A pozniej nawet nie wiedza gdzie oni przebywaja.Zero jakiejkolwiek zapobiegliwosci i dalekowzrocznosci.
  13. Czyli jak ja doje panstwo to dobrze, a jak inni, to zle?
  14. A nie masz "kolorowych snów" nawet przy zmianach dawek? U mnie i jak schodzę w dół i jak wchodzę w górę to sny zaczynają być wyraźniejsze i takie że czasem ciężko odróżnić czy to był sen czy jawa. Nie trzeba całkiem odstawiać i w chodzić ponownie, żeby ten efekt się pojawił
  15. tak trzeba wykorzystywac system bardzo dobrze robia. to prawidlowe myslenie. jak cie panstwo okrada i rozdaje nierobom to trzeba wszystko robic zeby okradac panstwo. juz pisalem wiele razy ze u nas system jak w skandynawii ze bezrobotny ma 70% tego co ten ktory pracuje nie przejdzie bo wtedy wszyscy zostana w polsce bezrobotnymi dzikusy robia dokladnie to samo przyjezdzaja biora zasilki nie kwapia sie do pracy smieja sie z tego systemu i reklamuja go innym dzikim ktorzy tez przybywaja. zwlaszcza pewnie turasy sa takie cwane ze cale gangi tu sprowadzaja.
  16. bo pis to lewactwo. nie ma bardziej socjalistycznej partii w pl poza pisem za wyjatkiem razem. razem to typowe boszewiki. do tego prowadzi wmawianie ludziom ze bogactwo bierze sie z ruchanai a nie z pracy, ludzie sa zbyt glupi zeby sami stwierdzic ze te kraje w ktorych sie ludzie najliczniej mnoza afrykanskie jakos bogate nie sa wiec cos musi tu nie grac w tym systemie. pozneij polacy te dzieci beda na pontonach do gb wysylac do lepszego swiata jak zabranie zasilkow a dzieci dorosna w pl na nic kasy nie bedzie bo dlugi trzeba bedzie oddawac
  17. Nic z tego nie zrozumialam. Chodzi o to, ze bierzesz zasilki i smiejesz sie z tych, co Ci je daja?
  18. Oczywiscie w tym sie zawsze z toba zgadzałam.Ale to lewaki stworzyli taki system. W Polsce Pis to trochę za nimi popchnął.Dla ludzi kielbasa na zapchanie gardeł..Bo np.w Niemczech od lat Kindergeld jest czyms normalnym,nie wazne czy rodzina patologiczna czy nie kazdemu dziecku przysluguje i juz.A w Pl. robia problem ze tym sie nalezy a tym nie.A skoro sie nalezy kazdemu dziecku to kazdy robi ile moze i furami jezdza bo co te dzieciaki tam potrzebują.Szostka dzieci i jestes ustawiony.
  19. Dzisiaj
  20. no wiec i ty rozumiesz ze problemem sa zasilki nie uchodzcy. nie ma zasilkow nie mma patologii ktora po zasilek przychodzi
  21. Ja tam lewaczką nie jestem ,bardziej mnie prawicowe konkrety interesuja.Ale nie powiem dobrze się bawię i korzystam z lewackiej krótkowzroczności i ich glupoty po trochu.Wiele rzeczy mi odpowiada. Jak Breivik,pokazuje absurdalnosc lewackiej ideologi i korzysta z niej ze smiechem. Żałosne ale i śmieszne troche jak mozna to rozpracowywac na wlasna korzysc,podobnie jak uchodzcy ,lache maja, że im sie wszystko daje.
  22. czyli sprawdza sie moja teoria ze ci chlopi ktorzy maja niewolnice to z obawy ze ona pozna innego i odejdzie chca ja wiezic w domu i nic nie robieniem przekonuja do bycia z soba bo sa zleknieni. ale bekowe sa te komentarze
  23. StaticLine

    Ślady

    W piątek Sylwia obudziła się o 6:51. Budzik dzwonił od sześciu minut. Przez chwilę nie wiedziała, dlaczego leży z telefonem w dłoni. Ekran był wygaszony. Odblokowała go. Na ekranie widniała otwarta aplikacja z notatkami. Ostatnia notatka została zmieniona o 3:24. Sylwia zmarszczyła brwi. Nie pamiętała, żeby w nocy cokolwiek pisała. Otworzyła notatkę. Była pusta. Tylko kursor migał na początku pierwszej linijki. Dziwne. Zamknęła aplikację. Nie zastanawiała się nad tym dłużej. Przynajmniej przez kilka minut. W łazience odkręciła wodę. Patrzyła na swoje odbicie. Przez chwilę miała wrażenie, że wygląda inaczej. Nie potrafiła powiedzieć jak. Jakby twarz była jej, ale jednocześnie trochę obca. Mrugnęła. Wrażenie zniknęło. Sięgnęła po szczoteczkę. Po chwili zorientowała się, że stoi już w kuchni. W dłoni trzymała kubek. Nie pamiętała, kiedy zrobiła herbatę. Spojrzała na zegarek. 7:19. - No pięknie. - szepnęła i wzięła łyk. Herbata była już letnia. W pracy wszystko wróciło do normy. Justyna opowiadała jakąś historię. Karolina przeglądała dokumenty. Sylwia siedziała przy komputerze. - ...więc powiedziałam mu, że jeśli jeszcze raz wyśle mi ten sam plik, to osobiście wydrukuję go i przykleję mu do czoła. Sylwia się roześmiała. - Czekaj. - Spojrzała na Justynę. - Co powiedział? - Przecież przed chwilą ci mówiłam. - Justyna zmarszczyła brwi. Sylwia poczuła lekkie zakłopotanie. - Wiem. - Nie, nie wiesz. - Karolina spojrzała znad monitora. - Zawiesiłaś się? - Chyba. - Nieważne. Powiem ci jeszcze raz. - Justyna machnęła ręką. Sylwia uśmiechnęła się. Nie powiedziała im, że przez kilka sekund nie słyszała ich głosów. Patrzyła wtedy na odbijające się w szybie światło. I miała dziwne wrażenie, że siedzi bardzo daleko od własnego ciała. Około trzynastej wyszła po kawę. Miała wrócić po kilku minutach. Kiedy podniosła wzrok znad telefonu, stała już przed piekarnią dwie ulice dalej. Zatrzymała się. Spojrzała na budynek. Nie pamiętała, kiedy wyszła z pracy. Przez moment poczuła panikę. Potem zerknęła na zegarek. Minęło dziewięć minut. Tylko dziewięć. Prawdopodobnie po prostu zamyśliła się po drodze. Tak sobie powiedziała. Kupiła kawę. Wróciła do biura. Nikt nawet nie zauważył jej nieobecności. Po południu Karolina zapytała: - Masz plany na wieczór? -Nie. - To dobrze. - Dlaczego? - Bo chcę cię porwać na godzinę. - Dokąd? - Sylwia spojrzała na nią podejrzliwie. - Po prostu chodź. - To brzmi podejrzanie. - Tym bardziej chodź. Na kawę, albo coś zjeść. Nieważne, po prostu nie chcę od razu wracać do domu. - Dobra. -Sylwia uśmiechnęła się. Na razie był to po prostu piątek. Zwyczajny. Trochę męczący. I coraz trudniejszy do zapamiętania w całości. Po pracy Karolina czekała na Sylwię przed budynkiem. - Gotowa? - Na co dokładnie? - Nie wiem. Na życie. - To chyba nie. - Sylwia parsknęła śmiechem. - To na kawę. - To już prędzej. Pojechały kilka ulic dalej. Wybrały małą kawiarnię, w której było niewiele osób. Usiadły przy oknie. Przez pierwsze pół godziny rozmawiały o wszystkim i o niczym. O pracy. O Justynie. O sobotnim grillu. O Mariuszu, który podobno od rana planował rozpalić grilla, mimo że spotkanie miało zacząć się dopiero wieczorem. - On naprawdę potrafi zrobić z kiełbasy projekt logistyczny - powiedziała Karolina. Sylwia się roześmiała. - To chyba jego talent. - Jego największy. - A ty jak się czujesz? - Karolina upiła łyk kawy. Sylwia spojrzała na nią. - Dobrze. Karolina uniosła brew. - Prawdziwe „dobrze”? Sylwia przez chwilę się zastanawiała. - Chyba tak. - To dobrze. I nie dopytywała. Sylwia była jej za to wdzięczna. Po jakimś czasie Karolina zaczęła opowiadać o swojej terapii. Nie dlatego, że chciała prowadzić poważną rozmowę. Po prostu zeszło na temat terapeuty, do którego kiedyś chodziła. - Najgorsze było to, że przez długi czas uważałam, że wszystko sobie wymyślam - powiedziała. - A nie wymyślałaś? - Sylwia spojrzała na nią uważniej. - Nie. - Karolina uśmiechnęła się krzywo. - Ale długo potrzebowałam, żeby to zrozumieć. Sylwia nic nie powiedziała. Przez chwilę przesuwała palcem po brzegu filiżanki. - Czasami człowiek sam siebie nie zna - powiedziała cicho. Karolina spojrzała na nią. - To prawda. Nie ciągnęła tematu. Kiedy wychodziły z kawiarni, zrobiło się już ciemno. Karolina zatrzymała się przy samochodzie. - Jutro około siedemnastej? - Tak. - Nie przychodź wcześniej. -Dlaczego? - Bo Mariusz będzie jeszcze udawał, że wszystko kontroluje. - A nie kontroluje? - Absolutnie nie. Sylwia uśmiechnęła się. - Dobra. Siedemnasta. W domu było cicho. Sylwia zdjęła buty i odwiesiła kurtkę. Torebkę rzuciła na krzesło. Pudełko nadal stało na komodzie. Przeszła obok niego. Zatrzymała się. Dotknęła, ale zaraz potem poszła dalej. Wzięła prysznic. Zrobiła sobie herbatę. Usiadła na kanapie. Włączyła serial. Po kilku minutach zorientowała się, że nie wie, co właśnie wydarzyło się w poprzedniej scenie. Przewinęła. Obejrzała jeszcze raz. Tym razem zrozumiała. Telefon leżał obok niej. Ekran rozświetlił się. Żadnej wiadomości. Sylwia odetchnęła. Nie wiedziała, dlaczego właściwie poczuła ulgę. Około północy poszła do kuchni po wodę. Wracając, zatrzymała się przy komodzie. Pudełko. Tym razem nie dotknęła go. Po prostu patrzyła. Nagle poczuła zapach. Słaby. Ledwie wyczuwalny. Przez sekundę była znowu w kuchni swojej mamy. Żółte światło. Drewniana szafka. Czyjaś dłoń. I drzwi. Mrugnęła. Obraz zniknął. Sylwia nadal stała przy komodzie. Przez kilka sekund nie była pewna, czy naprawdę przestała go widzieć. Serce waliło jej tak mocno, że słyszała własny puls w uszach. Odsunęła się od komody. Jeden krok. Drugi. Potknęła się o własną stopę i złapała za ścianę. - Cholera... Głos zabrzmiał obco. Oddychała płytko. Spojrzała w stronę kuchni. Była pusta. Zwyczajna. Ta sama, w której przed chwilą zrobiła herbatę. Przetarła dłonią twarz. - Spokojnie. Powiedziała to głośniej. Jakby ktoś jeszcze był w mieszkaniu. Podeszła do kuchni. Zapaliła światło. Spojrzała na szafki. Jedna po drugiej. Nic. Otworzyła tę najbliżej siebie. Talerze. Szklanki. Miska. Zamknęła. Otworzyła następną. Nic. Dopiero wtedy zauważyła, że dłonie jej drżą. Oparła się o blat. Zamknęła oczy. Próbowała przywołać obraz. Drewno. Żółte światło. Ręka. Drzwi. I coś jeszcze. Coś, czego nie zdążyła zobaczyć. Im bardziej próbowała, tym szybciej obraz rozpadał się w głowie. - Nie. Otworzyła oczy. Nie chciała tego teraz. Nie chciała pamiętać. A jednocześnie jakaś część niej desperacko próbowała sobie przypomnieć. Wzięła szklankę. Nalała wody. Wypiła kilka łyków. Dopiero wtedy zauważyła, że stoi boso na zimnej podłodze. Spojrzała na zegarek. 00:17. Przez moment nie rozumiała, dlaczego tak długo stoi w kuchni. Przecież przed chwilą chciała tylko napić się wody. Odłożyła szklankę. Wróciła do sypialni. Przechodząc obok komody, nawet na nią nie spojrzała. Nie zauważyła, że zatrzymała się przy niej na sekundę dłużej, niż powinna. I nie zauważyła również, że zanim położyła się do łóżka, przez chwilę stała w ciemności z ręką wyciągniętą w stronę pustego miejsca na komodzie. Jakby czegoś szukała. Czegoś, czego nie potrafiła nazwać.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×