Kiusiu
Użytkownik-
Postów
666 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Kiusiu
-
Fatalnie - całkowity brak snu ostatniej nocy, do tego gorączka i ból gardła i zatok.
-
Buddyzm ma koncepcję anatman, czyli zakłada, że nie istnieje indywidualna jaźń, zaś ego jest tylko złudzeniem. Że "ja" jest nieustannie zmieniającym się konglomeratem wrażeń, wspomnień, cech i predyspozycji - kontinuum ciała i umysłu. I w tym punkcie buddyzm jest zbieżny z podejściem współczesnej psychologii. To też bardziej do mnie przemawia niż założenia religii takich jak chrześcijaństwo lub podobnych. Tyle że buddyzm jest raczej filozofią niż religią. Odnośnie połączenia ze sobą wszystkiego, to z tego co kojarzę, haitańskie voodoo też zakłada, że wszystkie istoty są ze sobą połączone. Poza tym, podczas doświadczenia psychodelicznego również ma się bardzo silne wrażenie, że nie istnieje się jako odrębny byt, tylko że jest się wszystkim, co istnieje, a jednocześnie częścią całości, i że jest się połączonym ze wszystkimi innymi istotami i bytami. Że nic nie jest osobne ani oddzielne. Można mieć wrażenie, że dotarło się jednocześnie do końca i początku czasu i przestrzeni, a przy tym że jest się poza czasem i przestrzenią. Gdy podczas rytuału ayahuaski słyszysz, że ktoś rzyga, to masz wrażenie, że to jakaś część Ciebie rzyga. Też mam nadzieję, że rozwój fizyki kwantowej pozwoli odpowiedzieć na przynajmniej kilka nurtujących mnie kwestii. Co do Bożego Narodzenia i chrześcijaństwa. Żydzi nie uznają Jezusa za mesjasza, bo Jezus nie wypełnił mesjańskich proroctw. Takich jak np. odbudowa świątyni jerozolimskiej, przywrócenie sprawiedliwości, nastanie trwałego mesjańskiego pokoju na świecie, zmartwychwstanie umarłych, uwolnienie zniewolonych i powrót wszystkich Żydów z wygnania. A przy tym Jezus nie pochodził z rodu Dawida i najpewniej nie urodził się w Betlejem, a w Nazarecie. O spełnieniu wielu pomniejszych proroctw wspomina wyłącznie ewangelia Mateusza, a milczą o tym wszelkie inne źródła. Chrześcijanie tłumaczą niewypełnienie mesjańskich proroctw tym, że ma ich zdaniem nastąpić paruzja, czyli ponowne przyjście Jezusa. Tyle że pierwsi chrześcijanie, w tym Paweł z Tarsu, byli przekonani, że paruzja nastąpi za ich życia i że w związku z tym oni nie zaznają śmierci (np. 1 Tes 4,17). Bardzo się pomylili. Paruzja nie nastąpiła ani wtedy, ani wcale. I w księgach prorockich nie było mowy o ponownym nadejściu mesjasza.
-
Pop to tak szerokie pojęcie, że można pod to podpiąć zarówno Shakirę, jak i Michaela Jacksona, Madonnę i mnóstwo innych wykonawców o różnych stylach. Ja pop zarówno lubię, jak i go nie lubię. I ani go lubię, ani nie lubię.
-
Nie wiem, czy czasem ogólnie nie jest tak, że ludzie, których dzieciństwo było koszmarne, dzielą się z grubsza na dwie grupy: tych, którzy dorośli zbyt szybko i tych, którzy nigdy nie dorośli. Ludzie z tej drugiej grupy będąc dorosłymi przeżywają dzieciństwo, bo nie mieli go jako dzieci. Czyli radzą sobie z podobnymi problemami zupełnie inaczej niż ci pierwsi. Choć możliwe, że trudno byłoby nawiązać nić porozumienia jednym z drugimi. Pierwsi uznaliby drugich za pajaców i gardzili nimi. Ale to tylko takie luźne dywagacje. Czyli że jak ktoś akurat wyje, skamle i skowycze z bólu i rozpaczy, to potrafi przy tym mimo to dawać innym współczucie i wsparcie? Trudno sobie to wyobrazić. Łatwiej sobie wyobrazić, że dostałeś wsparcie i współczucie od tych, którzy przedtem cierpieli i byli nieszczęśliwi, więc dobrze rozumieli te stany, jednak wyszli z dołu i wyrwali się z objęć cierpienia, niż od tych, którzy aktualnie są w objęciach cierpienia i są wrakami ludzi przynajmniej w mentalnym i psychicznym sensie.
-
Z wielkim wybuchem też jest ciekawa sprawa - fizyka skupiona na obserwowalnym wszechświecie zakłada, że czas istnieje tylko wraz z materią. Ale przecież bezmasowe cząstki elementarne jak fotony i fermiony Weyla prawdopodobnie istniały również przed wielkim wybuchem, bo inaczej co by w nim wybuchło. I poza znanym fizykom czasem zależnym od materii, grawitacji i przestrzeni musi też istnieć coś bardziej pierwotnego niż ten opisywany przez fizykę czas. Jakkolwiek by to nazwać. Przed wielkim wybuchem mogły istnieć inne wszechświaty, które można nazwać wszechświatami równoległymi. Dlaczego ilość wszechświatów nie miałaby być nieskończenie wielka. Najprawdopodobniej nie było okresu, w którym nie istniało nic, w tym bezmasowe cząstki elementarne. Choć ogólnie, samo rozważanie o tym potrafi przyprawić o zwarcie styków. A skoro już jesteśmy przy fizyce, to ciekawa jest kwantowa teoria świadomości Rogera Penrose'a i Stuarta Hameroffa. Że świadomość jest możliwa dzięki mikrotubulom w neuronach i zachodzącym z nich procesom kwantowym. Dla mnie te teorie są ciekawsze niż religijne rozważania o duszy, zmartwychwstaniu, grzechu pierworodnym, niepokalanym poczęciu, odkupieniu, ofierze itd. Dziękuję za miłe słowa.
-
Ale w sensie że jak na grzybobraniu w lesie, czy jak pod działaniem łysiczek kubańskich albo lancetowatych? To zdanie można dwojako rozumieć.
-
Chciałbym, żeby temat o Bożym Narodzeniu został ponownie otwarty, skoro miL dostał bana. Jedynym powodem, z którego w tamtym temacie zrobił się bajzel, była jego napastliwa działalność. Skoro on już nie będzie więcej pisać, to temat można odblokować. I mam nadzieję, że inni coś tam jeszcze ciekawego napiszą. Zgadzam się. Jak dla mnie, mogłoby to być 30 minut. Albo i dłużej. Są fora, na których czas możliwości edycji posta jest wręcz nielimitowany. Głównie fora phpBB by Przemo, jeśli dobrze kojarzę.
-
Czy użytkownik miL;) został zbanowany? Dlaczego temat o Bożym Narodzeniu został zamknięty? Jeśli użytkownik miL;) nie został zbanowany, to dlaczego nie został? I czy gdyby on został zbanowany, to czy wtedy byłby sens zamykać temat o Bożym Narodzeniu? Ponoć ten temat stał się miejscem kłótni - jednak, czy nie było tak, że stał się nim za sprawą miL-a i jego działalności? Jeśli tak, to więc może zbanować miL-a, a temat odemknąć? Do pewnego momentu ten temat był ciekawy.
-
Skoro tak, to zawsze można dać coś mocniejszego. Np.: A jeśli ktoś woli coś po polsku, to też znajdzie. Kiedyś lubiłem się tym KAT-ować. Z Rammsteina to nie wiem, czy oni nagrali coś, co poruszało temat religii, a chrześcijaństwa w szczególności. Teraz nie kojarzę. Choć w ich teksty się jakoś nie zagłębiałem. Wiem tylko, że śpiewają m.in. o ogniu i strzelaniu, o słońcu, o władzy, o nacjonalizmie (w krytycznym kontekście), o Ameryce, popkulturze, o ciele zjedzonym przez kanibala (Armina Meiwesa) i nie pamiętam, o czym jeszcze. A tak ogólnie, to Jezus oprócz tego, że nie urodził się 25 grudnia, to najpewniej nie urodził się w Betlejem. Co przyznają nawet niektórzy katolicy. Jak i to, że nie został potem odwiedzony przez trzech króli. Polecam posłuchać. Gość jest erudytą - i choć katolik, to nie fanatyk. Zdecydowanie niepodobny do takiego Cejrowskiego chociażby. Stwierdzenie, że Jezus urodził się w Betlejem, wzięło się najpewniej stąd, że z prorockiej Księgi Micheasza wynikało, że nowy król będący mesjaszem miał urodzić się w Betlejem - zaś gdy wyznawcy Jezusa uznali go za mesjasza, to stwierdzili post factum, że skoro Jezus był mesjaszem, to po prostu musiał urodzić się w Betlejem. Jezus nie pochodził z rodu Dawida. Mimo to ewangelista nazwany Mateuszem wywiódł pochodzenie od Dawida... Józefa, czyli opiekuna Jezusa, który podobno nie był jego ojcem. Pytanie: po co, skoro to raczej matka Jezusa miała wywodzić się od Dawida. Ale o tym księgi milczą.
-
Zdaje się, że miL;) jest chrześcijaninem innej denominacji niż katolicka (mogę się mylić, bo nie pamiętam dokładnie). Choć tak ogólnie to religijni fanatycy zawsze znajdą jakieś wytłumaczenie czy wymówkę. Jednak może nawet istotniejsze jest pytanie: dlaczego nadal uznajesz miL-a za partnera do dyskusji? Ja kilka tygodni temu przestałem go za takiego uznawać i dałem do ignorowanych (szkoda tylko, że opcja ignorowania nie oznacza niewidzenia wypowiedzi ignorowanych użytkowników cytowanych przez innych). Bo on jest strasznie agresywny wobec innych. Zero refleksji i zdolności koncyliacyjnych u niego. Niekatolik albo katolik o nieortodoksyjnym podejściu mógłby stwierdzić, że sposobem na homoseksualizm księży jest zniesienie celibatu. I tu trudno byłoby się z tym nie zgodzić. Podobnie jak ja. W innym miejscu wspomniałem, że lubię i cenię Księgę Hioba, Pieśń nad pieśniami i właśnie Księgę Koheleta. Z kolei parę innych ksiąg Biblii mogłoby być naprawdę ciekawymi kronikami, gdyby odjąć odniesienia do Boga. Choćby Księgi Samuela. Taki Saul jawi się tam jako postać tragiczna - dobrze zapowiadający się władca, który jednak w pewnym momencie daje się ponieść pysze i zazdrości. Z kolei Dawid to ogólnie dobry władca, który jednak wobec Uriasza postąpił podle i nic nie może tego usprawiedliwić. Miejscami ciekawa jest też Księga Izajasza. Autor, będąc pacyfistą marzącym o trwałym światowym pokoju, dostrzega nawet niesłuszność sytuacji, w której jedne zwierzęta rozszarpują inne i snuje piękną wizję świata będącego w praktyce wegetariańskim rajem dla wszystkich istot, podobnie jak ogród Eden z Księgi Rodzaju. Z kolei z Księgi Ozeasza możemy się dowiedzieć, że już co najmniej 2750 lat temu był widoczny konflikt między zwolennikami i przeciwnikami ciast z rodzynkami. (Oz 3,1) Pewnie nie każdy zdaje sobie sprawę, że ten spór jest aż tak stary i że w pewnym momencie nabrał on religijnego charakteru. Choć, co ciekawe, w Pieśni nad pieśniami placek z rodzynkami jest wspomniany w pozytywnym kontekście - inaczej niż w Księdze Ozeasza. Osobiście nie jestem fanem Motorhead - z takich klimatów wolę Judas Priest, Iron Maiden, Rainbow i Metallikę.
-
U mnie w rodzinie obchodzenie Wigilii i reszty świąt od początku miało charakter rodzinnych spotkań w pokoju z choinką i wspólnej obiadokolacji, czasem też innych posiłków. I wręczania prezentów najmłodszej części rodziny. Nikt tam nie wspominał o Jezusie, chyba że podczas śpiewania kolęd - jednak ten zwyczaj zanikł jakiś czas temu. Obecnie przeważnie po prostu słuchamy w Wigilię płyty ze świątecznymi piosenkami i kolędami. Ogólnie, można powiedzieć, że jest to po prostu wykorzystanie wolnego czasu na rodzinny zjazd. Nie chodzi się na pasterkę ani nie czyta się fragmentów Biblii. Z tego co wiem, to akurat stawianie w domu ozdobionej i oświetlonej choinki jest niemieckim zwyczajem z czasów nowożytnych - zaś w ramach germańskiego święta Jul używano tylko pojedynczych gałązek, które nie miały świeczek ani bombek. Więc nawet jeśli była jakaś inspiracja, to luźna. W sumie to trochę dziwna kolejność, biorąc pod uwagę, że zwłaszcza w ewangelii Mateusza roi się od nawiązań do proroctw obecnych w Biblii hebrajskiej, nazwanej przez chrześcijan Starym Testamentem. Oczywiście autorzy tych proroctw nie wiedzieli, i wiedzieć nie mogli, że po latach zostanie to uznane za proroctwa mówiące o Jezusie z Nazaretu ani że wyznawcy Jezusa dodadzą od siebie wątek paruzji. W księgach prorockich próżno szukać zdania, że mesjasz nadejdzie, potem na wiele wieków zniknie, a potem nadejdzie ponownie. Paruzję wymyślili chrześcijanie. Masz rację. I poza tym, co wymieniłaś, widać to też chociażby po nazwach miejsc i instytucji. W Polsce jest masa ulic, placów, szkół i uczelni nazwanych imieniem Jana Pawła II, a nie ma ulic, placów, szkół i uczelni im. Kazimierza Łyszczyńskiego, który był wybitnym myślicielem i eseistą mającym pecha mieć podłego dłużnika, który włamał mu się do domu i znalazł w szufladzie traktat o nieistnieniu Boga. Który to traktat spowodował skazanie Łyszczyńskiego na śmierć i zamordowanie go - z pełną aprobatą polskich biskupów. Bo dłużnik Łyszczyńskiego doniósł na niego do wojewody, który kazał go aresztować i zrobił mu proces sejmowy z udziałem biskupów właśnie. Pamięć o Łyszczyńskim do dziś jest wymazywana. Nie ma on pomników i nie jest patronem czegokolwiek. Choć został zamordowany za poglądy, więc jest męczennikiem wolnej myśli. To też pokazuje, jak bardzo katolicyzm zawłaszczył w Polsce przestrzeń publiczną. I żaden polski biskup nie powiedział publicznie, że polski Kościół ponosi winę za zbrodnię, jaką było zabicie Łyszczyńskiego. Kler i katoliccy działacze sprzeciwiają się przypominaniu o tej postaci. Czytałaś może Księgę Koheleta? Tam jest naprawdę sporo wartościowych, ponadczasowych przemyśleń i stwierdzeń. Autor, niestety nieznany z imienia, był mędrcem, który przedstawia czytelnikowi bieg swoich myśli. Oraz szkoda, że nie wszyscy wierzący wiedzą o tym, że faryzeusze wierzyli w nadejście mesjasza, w anioły, w pośmiertną nagrodę i karę oraz zmartwychwstanie - co później przejęli od nich chrześcijanie, i co różniło jednych i drugich od saduceuszy. No widzisz, jedni podpierają się "autorytetem" tradycji i świętych ksiąg, Ty zaś postanowiłaś podeprzeć się autorytetem McGonagall. Tyż piknie. Racja. Na szczęście, istnieją religie inne niż chrześcijaństwo - szkoda, że w takiej Polsce są o wiele mniej znane. Niezupełnie - ludzie rodzą się bez wyrobionego zdania na temat Boga, bo nie znają koncepcji Boga. Ateizm oznacza wyrobione zdanie o Bogu - a żeby mieć o czymś wyrobione zdanie, trzeba najpierw być z tym zaznajomionym/zaznajomioną. Racja. Choć podczas intensywnego doświadczenia psychodelicznego można mieć bardzo silne poczucie, że jest się Bogiem, że jest się wiecznym i nieśmiertelnym, że dotarło się do początku i/lub do końca czasu i przestrzeni, że jest się wszystkim, co istnieje, a jednocześnie częścią Całości itd. Istnieją substancje, które u ludzi niereligijnych potrafią wywołać doznania o religijnym, mistycznym i transcendentnym charakterze. Co być może też stanowi pewien fenomen.
-
Ciekawe, kiedy ludzie nauczą się nie sądzić po pozorach i nie oceniać książki po okładce. Szkoda - dobrze by było, gdyby każdy człowiek miał swojego zaufanego terapeutę, do którego mógłby się zwrócić w razie kryzysu psychicznego. Nie mówię oczywiście o tym, by każdy miał permanentną i niekończącą się psychoterapię, tylko o tym, by miał osobę, z którą mógłby ją mieć. Nie analizuję - zadawanie pytań to jeszcze nie analizowanie. Choć może faktycznie w pewnym momencie stałem się zbyt dociekliwy i ciekawy. Zadawanie komuś cierpienia jest kluczowym elementem utwierdzania swojej władzy nad nim. Dopóki ktoś nie cierpi, nie możesz być pewien, że jest posłuszny twojej woli, a nie woli kogoś innego (nawiązując do dialogu Winstona z O'Brienem w "Roku 1984"). W każdym razie, w momencie, gdy się cierpi, nie ma się wartościowych przemyśleń, bo złe emocje są złym doradcą i nieobiektywne. Cierpienie prowadzi do urazów i poczucia krzywdy i niesprawiedliwości - czyli tworzy ludzi żądnych odwetu i chcących sprawić, by inni cierpieli tak jak oni. I m.in. to w nich uwielbiam - dziecko potrafi skakać z radości, być autentyczne i spontaniczne, podczas gdy dorośli uformowani przez swoje fałszywe "ja" uznają takie coś za nieprzystojącego dorosłym i dojrzałym. Jak miałeś 5 albo 6 lat, to też nie? Dorośli opanowani przez swoje fałszywe "ja" w reakcji na to powiedzieliby: "I co się głupio cieszysz". A to po prostu pierwotna, autentyczna radość i Prawdziwe Ja tego "pajaca", jak go nazwałeś. Oraz Prawdziwe Ja każdego człowieka - również tych ludzi, którzy tłumią je w sobie. Ludzie, którzy nie potrafią się tak cieszyć, mogą zazdrościć ludziom, którzy są zdolni do takich pozytywnych emocji, nie kierują się tym, co ktoś może sobie o nich pomyśleć, i nie przejmują się tym. Prawdziwe Ja jest spontaniczne. Fałszywe Ja planuje i działa z ociąganiem. Prawdziwe Ja jest wylewne. Fałszywe Ja jest zamknięte w sobie. Prawdziwe Ja jest akceptujące wobec siebie i innych. Fałszywe Ja jest zorientowane na innych i nadmiernie się dostosowuje. Prawdziwe Ja potrzebuje zabawy. Fałszywe Ja unika zabawy. Prawdziwe Ja odczuwa różne emocje, także uzasadnioną, spontaniczną, chwilową złość. Fałszywe Ja zaprzecza lub ukrywa uczucia, w tym długotrwałą złość (urazę). Czyli silne odcięcie się od Prawdziwego Ja. 1. To nie była wstydliwa przypadłość, tylko bardzo naturalna reakcja organizmu świadcząca m.in. o zdrowiu - a jeśli dałeś sobie komuś wmówić, że to coś wstydliwego, to zostałeś przez kogoś skrzywdzony. Wzwód to samo życie. 2. To, że on patrzył na okolice krocza innego ucznia, świadczyło wyłącznie o nim. 3. Danie mu w łeb rzeczywiście było nieuzasadnioną reakcją. Uzasadnioną reakcją byłoby "No i co z tego?" na informację o wzwodzie. Na pewno każdemu uczniowi przydarzył się wzwód w klasie, i ci uczniowie niewątpliwie o tym wiedzieli. Jak komuś nigdy nie stanął, to znaczy, że ten ktoś go nie ma.
-
To błąd. Nieradzenie sobie z emocjami to coś całkiem innego niż wariactwo. Część osób na przebodźcowanie i nadmiar stresu reaguje właśnie tak, jak napisałem. Zresztą taka pierwotna reakcja jest, moim zdaniem, dużo zdrowszą reakcją i sposobem radzenia sobie z emocjami i stresem niż okaleczanie się, chlanie i popadanie w uzależnienia od jakichś substancji. Dlaczego na ludzi, którzy chleją i popadają w inne uzależnienia nie patrzy się jak na wariatów, a na ludzi, którzy w szale się drą, demolują mieszkania itd., już tak? Nigdy tego nie zrozumiem. No ale ogólnie na tym świecie prawie wszystko stoi na głowie. Czyli to nie jest wrodzone, a nabyte. Czyli skądś się to wzięło, kiedyś miało swój początek. Poruszałeś ten temat z terapeutą/terapeutką? Moim zdaniem to dobry pomysł. Nie mówię, że wszyscy muszą lubić dzieci czy coś. Po prostu aż tak negatywne uczucia wobec dzieci, jakie tu przedstawiasz, mogą świadczyć o jakimś głębszym problemie. Jak wiele innych negatywnych uczuć zresztą (to tak ogólnie, nie tylko odnośnie tego, co piszesz). Jeśli ktoś nie jest w stanie wytworzyć więzi z dzieckiem, to wtedy faktycznie podchodzi do tego w taki sposób. Co innego, gdy ktoś potrafi czerpać radość z dawania radości dziecku. To stwierdzenie, w połączeniu z resztą tego co piszesz, nasuwa mi takie ogólnie pytanie: Czy potrafisz kochać? Czy głęboka więź emocjonalna z drugim człowiekiem połączona z pragnieniem uszczęśliwienia tej osoby i odczuwania szczęścia z powodu jej szczęścia jest czymś, co potrafiłbyś odczuć, osiągnąć? Jeśli nie, to też świadczy o poważnych problemach emocjonalnych.
-
Współczuję. Tacy ludzie jak on zwykle mają jakieś zaburzenia osobowości. Pytanie tylko, czy wrodzone, czy spowodowane jakimiś traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Czy on sam był traktowany w domu tak, jak teraz traktuje tych, wobec których czuje się władny uważać się za panisko. Miał robione jakieś testy osobowości, ma coś zdiagnozowane? Był u psychiatry i psychologa klinicznego? Jeśli nie, to przydałoby się go tam zaciągnąć. Czy on w ogóle wie, jak reszta rodziny czuje się przez niego? Czy kiedyś powiedziałaś/powiedziałyście mu, jak się czujecie przez niego i co o nim myślicie? Czy jego to w ogóle nie obchodzi? Tak czy inaczej, szczerość to zawsze dobre rozwiązanie. Ciekawe, jak by zareagował, gdybyś powiedziała mu prosto w twarz, że uważasz go za wstrętnego, że brzydzisz się nim i że wstydzisz się go. To się tak jakby wyklucza. Czy on był na odwyku, na terapii, w szpitalu psychiatrycznym? Skoro został alkoholikiem, to znaczy, że ma poważne problemy ze sobą - to, że wprowadził w domu atmosferę takiego terroru, też o tym świadczy. To ważne, by być w zgodzie ze sobą. To ludzka i zwyczajna rzecz, że czasem sytuacja kogoś przerasta, więc dlaczego nikt miałby o tym nie wiedzieć? A czy meltdown u dorosłego, czyli gwałtowna reakcja emocjonalna charakterystyczna dla autystów, jak krzyczenie, rzucanie przedmiotami, wycie itd., też jest czymś, czego nie potrafisz przyjmować? Zbuntowana nastolatka też potrafi drzeć japę na swoich rodziców. Zresztą, stare dziady i stare baby nieraz też się drą na innych. Czy aby na pewno zawsze? Dzieci to my sami, tylko trochę wcześniej - czyli mówisz, że jak miałeś pięć lat, to brzydziłeś się sam siebie oraz swoich rówieśników i dzieci młodszych od siebie? Skoro o tym mowa, to mam czteroletniego siostrzeńca, z którym lubię układać puzzle, czytać mu książeczki, bawić się z nim w odgadywanie zagadek itd. Ogólnie, jest pocieszny, choć zdarza mu się dąsać, obrażać i ogólnie reagować na różne rzeczy w sposób... cóż, dziecinny. Zawsze miałem z nim dobry kontakt. Odkąd się urodził, nazywam go swoim najukochańszym. Moim zdaniem, dzieciaki w wieku przedszkolnym są świetne - są ciekawe świata i żądne wiedzy, zadają mnóstwo pytań, mają otwarte i chłonne umysły, mają naturalną skłonność i chęć do rozwijania się. A przy tym są autentyczne, spontaniczne, ekspresyjne, wolne od uprzedzeń i potrafią się cieszyć jak nikt inny. Dlatego nie potrafię ich nie uwielbiać. To samo można powiedzieć o kibicach, piromanach i podobnych osobnikach. Które przy tym zresztą są niedojrzałe emocjonalnie, tyle że mają o wiele bardziej zaśmiecone umysły niż dzieci. Małe dzieci przynajmniej przez większość czasu śpią. Zatem kłopot z nimi mały. Czytać mu bajki albo książki o zwierzętach, głaskać po głowie, pokazywać samolociki i inne gadżety i zabawki itd. - polecam posłuchać tego odcinka. Niektóre dziewczyny w każdym zachowaniu nieznajomego chłopaka/mężczyzny dopatrują się przejawów narcyzmu lub innych rzeczy, które uznają za dyskwalifikujące i skreślające na samym starcie. Też oglądałeś ten odcinek, który podałem? Skoro o tym mowa, to nawet do trzylatka może się to odnosić. https://www.youtube.com/shorts/bxL-Re6oYro - polecam - puenta rozwala. Zresztą polecam i inne shorty tej autorki. W innym odcinku ten trzylatek powiedział do mamy, że ma ząbki jak agama kołnierzasta. W innym tłumaczył jej, dlaczego chce jechać do Japonii, w jeszcze innym, dlaczego nie chce być nieśmiertelny. A w jeszcze innym dał się poznać jako miłośnik i obrońca przyrody. Ogólnie, cudowne dziecko świetnej matki. Mnie też. Teraz brzmisz jak jakiś emerytowany rolnik z Polski B narzekający na współczesną młodzież i przeganiający widłami parę nastolatków tarzających się w jego zbożu/sianie.
-
No przecież sam @Doktor Indor to napisał, w temacie, w którym też się wypowiedziałaś. Chore. Twoja rodzina nadaje się na terapię, bo jest patologiczna - z tego co piszesz.
-
Dlaczego aż tak? Skąd się to wzięło? Nienawiść nie bierze się znikąd. Zresztą niechęć też nie. W sumie jest to zrozumiałe - gdy kobieta zdradza partnera z innym mężczyzną, to jest ryzyko, że ów partner będzie wychowywał cudze dziecko, a gdy kobieta zdradza partnera z kobietami, to takiego ryzyka nie ma. To na pewno zależy. Kobieta potrafi być naprawdę cięta na inną kobietę. Tak, to też.
-
wielbłąd agama brodata czy agama kołnierzasta?
-
Przede wszystkim to antifa w ogóle nie jest organizacją. Jest zbiorczym określeniem ruchów i osób określających się jako antyfaszystowskie. Nie ma hierarchii, struktury, kierownictwa itd. I nie wiąże się z żadną konkretną ideologią polityczną, skupiając np. anarchistów, socjalistów, socjaldemokratów i liberałów. No ale tępaki takie jak Trump czy jemu podobni tego nie rozumieją ani nie ogarniają. @MicMic Ogólnie, masz rację, że Antifa nie ma nic wspólnego z bolszewizmem. https://pl.wikipedia.org/wiki/Antifa A tak ogólnie: Jedynym wrogiem Polski jest Rosja. To jedyne państwo, które stwarza dla Polski egzystencjalne zagrożenie i przy tym jest wrogie sojuszowi, do którego Polska należy, czyli NATO. To powinno być oczywiste dla wszystkich - niestety nie jest. Przykre, że tępi i/lub cyniczni polscy narodowi konserwatyści uwielbiają doszukiwać się przejawów wrogości współczesnych Niemiec do Polski, choć, jak na ironię, z partią, która ze wszystkich niemieckich partii jest najbardziej antypolska, czyli AfD, mają dobre stosunki i uważają ją za sojusznika przeciwko "złej" UE. AfD sprzeciwia się temu, co polscy narodowi konserwatyści nazywają "pedagogiką wstydu" i twierdzą, że Niemcy mogą być dumne z Wehrmachtu i ogólnie z niemieckiej historii. A przy tym AfD jest prorosyjska i proputinowska. Co też skreśla ją z listy sojuszników Polski - podobnie zresztą jak Orbana i jego Fidesz. Powinno też być dla wszystkich oczywiste, że w interesie Polski leży pomaganie Ukrainie i to, żeby Ukraina wygrała wojnę z Rosją. Oraz maksymalne osłabienie Rosji. Niezależnie od skandali korupcyjnych na Ukrainie i od tego, co władze Ukrainy robią nie tak. Rosja od początku prowadzi imperialną, wiarołomną, cyniczną i zakłamaną politykę, więc dla nikogo nie może być wiarygodnym partnerem - a jej polityka zmienia się na lepsze i reformuje się wyłącznie po przegranej wojnie, jak np. podczas odwilży postsewastopolskiej i po przegranej wojnie z Japonią. Zachód popełnił błąd ze swoją miękką polityką wobec Rosji - po ataku Rosji na Ukrainę powinien był nie tylko przestać handlować z Rosją, ale też uznać Rosję za państwo terrorystyczne (jak Afganistan) i ze skutkiem natychmiastowym wywalić wszystkich Rosjan mieszkających i/lub studiujących u nich (z wyjątkiem azylantów), odebrać Rosjanom prawo do posiadania domów/mieszkań w tych krajach, zamrozić ich rachunki, ogólnie odebrać im wszystko, co mają na Zachodzie.
-
Te ciche godziny są o tak wczesnej porze, że ja wtedy jeszcze leżę w łóżku albo właśnie wstaję i jeszcze nie wychodzę po zakupy. Zresztą i tak w większości sieciówek ich nie ma - kojarzę je z Auchan i Carrefoura, a tam akurat prawie nigdy nie robię zakupów. Z Netto, Biedronek i Polo nie kojarzę takich godzin, a tam zakupy robię najczęściej. Przynajmniej w tych sieciówkach zwykle muzyczka jest stonowana i niezbyt głośna. Gorzej ze światłami, zwłaszcza w okolicach lodówek w Biedronce.
-
w rowerze przesłuchanie w gestapo czy przesłuchanie w NKWD?
-
5-10-15 (bo "zaraz się zacznie") Chris Rea czy Mark Knopfler?
-
Zależy jaka tradycja - jeśli indiańska, to niech będzie tradycja, jeśli japońska, to niech będzie i tradycja, i nowoczesność A jeśli europejska, to niech będzie tylko nowoczesność migdały czy pistacje?
-
Obaj są dobrzy. kornik czy termit?
-
Tzn. nigdy w życiu mama nie zrobiła Ci kanapek z pomidorem i cebulą, jak byłaś uczennicą? Lub jeśli zrobiła, to ich nie zjadłaś, dopóki nie zabrała z nich cebuli? A szczypiorku też nie tkniesz? Czy szczypiorku ta awersja nie dotyczy? Ja z cebulą nigdy nie miałem problemu, jako składnikiem kanapek czy sałatki. Np. grecką sałatkę lubię, i tam cebula pasuje.
-
Śmieszek, przynajmniej takie wrażenie sprawia, a przy tym inteligentny i o dość ciętym języku