Skocz do zawartości
Nerwica.com

Kiusiu

Użytkownik
  • Postów

    666
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Kiusiu

  1. Bo uzależnienie od leków to jedno, a uzależnienie od czegoś, co nie ma żadnego pozytywnego wpływu na zdrowie to co innego. W papierosach wszystko jest trujące i szkodliwe. W etanolu też. Natomiast nie w lekach ani w kawie. Ani papierosy, ani etanol, nie mają żadnego prozdrowotnego działania - leki i kawa mają. Nie mam wpływu na emocje, jakie się u mnie pojawiają - to nie zależy ode mnie. Odnośnie mojego zdania nt. depopulacji, to wynika po prostu z faktu, że ludzi na Ziemi jest za dużo, i najlepiej byłoby znacząco zmniejszyć, zredukować ich populację - właśnie to jest punktem wyjścia. I dopiero po wyjściu z tego założenia stawia się pytanie: skoro ludzi jest za dużo i część z nich należy usunąć, to kogo w pierwszej kolejności? Kogo byłoby najmniej żal? I to jako odpowiedź na to pytanie pojawiły się grupy, które wymieniłem przedtem, od szowinistów gatunkowych poczynając. Tak jak zaznaczyłem: bez obecnego przeludnienia nie byłoby potrzeby depopulacji. Niezależnie od tego, co istniejący ludzie by ze sobą robili. A przy światowej populacji wynoszącej np. 30 tys. ludzi, antropopresja byłaby nieporównywalnie mniejsza niż obecnie. Uznałem, że to wystarczająco zrozumiale przedstawiłem. Łagodniejszym, mniej radykalnym wariantem byłoby wprowadzenie zasady, że palacze i pijący etanol nie powinni mieć prawa do opieki medycznej ani pomocy medycznej ani do jakiejkolwiek pomocy, tylko być całkowicie pomijani. Choć przy obecnej światowej populacji, to by nie wystarczyło. Punktem wyjścia jest przeludnienie i antropopresja. Cała reszta to dopiski. https://pl.wikipedia.org/wiki/Antropopresja Skąd te dane? No tu bym się kłócił - jasne, że istnieją czynniki genetyczne, które zwiększają ryzyko raka, tak samo czynniki środowiskowe itd. Jednak etanol i papierosy bardzo mocno zwiększają to ryzyko, podobnie tzw. śmieciowe żarcie. Albo gdyby miał Kamienie Nieskończoności i Rękawicę Nieskończoności. Jak Thanos. Choć wtedy by nie musiał gazować, tylko wystarczyłoby pstryknąć. Różnica polega na motywacji. Różni polityczni dranie popełniający zbrodnie mieli na celu realizowanie interesów - swoich oraz ich popleczników i zwolenników. Również ci wywołujący wojny. Widać to także po obecnie toczących się wojnach. Interesy grup, do których ci politycy zaliczali samych siebie. Tacy np. naziści bredzili coś o "przestrzeni życiowej" dla "rasy panów", do której zaliczali samych siebie i swoich zwolenników. Dla idealistów interesy grup, do których mogliby siebie zaliczyć, nie mają znaczenia. Nie. Gdybym mógł jednym gestem uratować światową bioróżnorodność i wyeliminować wszystkich gatunkowych szowinistów, palaczy, pijaków itd., to bym to zrobił, nawet kosztem własnego życia. Poświęciłbym się. Jak Tony Stark, choć ten akurat zrobił to, by wymazać armię Thanosa, a nie zrobić depopulację Ziemi - tutaj to Thanos robił depopulację. BTW, nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Lekarz-palacz to bardzo szkodliwy wzorzec. Akurat zwłaszcza lekarz powinien być tym, który świeci przykładem odnośnie zdrowego trybu życia. Lekarz wykonuje zawód zaufania społecznego i uchodzi za autorytet, więc tym bardziej powinien dawać dobry przykład. Szowiniści gatunkowi, kłusownicy, podpalacze lasów, właściciele przemysłowych hodowli bydła, ludzie dokonujący sztucznego unasienniania zwierząt, palacze i pijacy byli wysyłani do gazu? Nie wiedziałem. W ogóle to przegrałaś dyskusję. Zgodnie z prawem Godwina. https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina Zdalna wymiana zdań nie wiąże się z odbieraniem określonych bodźców, a bezpośredni kontakt już tak - w takim przypadku. Z kolei ja odwrotnie. Chodziło o to, że gdybym miał stracić ukochaną osobę, to po tej utracie wolałbym nie być sam do końca życia. To właśnie rozumiem jako "alternatywę", nie osobę do skoku w bok w trakcie trwania związku. Ja też nie. Cóż, nie prosiłem się na ten świat. I to właśnie jest przykre - że polityka stała się szambem, bo kiedyś, dawno temu, na samym początku, została zdominowana przez socjopatów, którzy zmarginalizowali idealistów. Ogólnie: "To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a osoby mądre tak pełne wątpliwości" - Bertrand Russell. W sumie to jak tak spojrzę wstecz, to właściwie nigdy nie kochałem swojego ojca, ani go nie szanowałem. A czy to czasem nie jest skorelowane z wykonywanym zawodem, miejscem zamieszkania, ilością bodźców itd.? Czyli raczej nie dotyczy to wszystkich ludzi z tych krajów. Tylko mowa o średniej. Choć gdy porównać to z krajami rozwijającymi się targanymi konfliktami wewnętrznymi, których mieszkańcy są niepewni jutra, to tam poziom stresu raczej nie jest niższy niż u mieszkańców krajów rozwiniętych. A przedtem wspólnota pierwotna i kilka innych modeli społecznych. Przy czym, feudalizm nie był na całym świecie. Nowotwory były już miliony lat temu, u różnych gatunków zwierząt. Aczkolwiek trudno określić częstość ich występowania. Cukrzyca typu pierwszego też była już w starożytności. Otyłość również, tylko rzadziej. To akurat prawda. Nie było np. pestycydów ani mikroplastiku, ani wielu chemikaliów. BTW: To mój 666. post. 666 - piękna liczba, warta utrwalenia w profilu.
  2. Po papierosy i etanol ogólnie sięgają ludzie, których nie obchodzi ich własne zdrowie - ludzie traktujący swoje ciała jak śmietnik właśnie. Takich ludzi można nazwać chodzącymi śmietnikami. Zdrowie jest najważniejsze. A jak ktoś nie szanuje własnego zdrowia ani życia, nie zasługuje na nie. Zarówno papierosy, jak i etanol oprócz uzależniania przyśpieszają starzenie i bardzo zwiększa ryzyko różnych chorób, w tym nowotworów, zawału i wylewu - zatem palacze i pijacy nie mają nic przeciwko temu, żeby przedwcześnie się zestarzeć i przedwcześnie umrzeć. Dlaczego więc nie sprawić, by umarli od razu, zamiast przez lata obciążać system opieki zdrowotnej i praktycznie całe społeczeństwo kosztami własnej głupoty i braku szacunku do siebie samych? BTW, w międzyczasie, po wysłaniu poprzedniego posta, przyszło mi na myśl, że wszyscy chciwi i zachłanni też powinni zostać wyeliminowani, i to też mogłem dopisać. Przede wszystkim jednak miałem na myśli reprezentantów szowinizmu gatunkowego popierających dyskryminację gatunkową. Ciekawe, czemu ich już wszyscy pomijają w tym temacie. Jakoś po prostu ogólnie nie lubię mężczyzn. Są brzydcy, mają brzydko brzmiące głosy, poza tym część z nich oczekuje podawania ręki na przywitanie i/lub pożegnanie, czego osobiście nie znoszę. Nie chcę dotykać żadnego mężczyzny ani być przez żadnego dotykanym. Kontakt fizyczny powinien być wyłącznie między mężczyzną a kobietą, chyba że ktoś jest homo albo bi. Nie ot tak, bo na pewno byłby okres żałoby. Jednak zawsze lepiej jest mieć alternatywę niż nie mieć. Akurat tego hasła nigdy nie podzielałem, zwłaszcza że granica między lekomanią a narkomanią jest płynna, i wielu uzależnionych od opioidów zaczynało od brania leków przeciwbólowych na receptę. Ogólnie to "ćpun" jest zbyt ogólnym i nieprecyzyjnym pojęciem. Bliski jest mi pogląd, że właściwie nie istnieje coś takiego jak narkotyki. Trudno o precyzyjną, jednoznaczną i uniwersalną definicję tego pojęcia. Głównie są to wzorce ze strony rodziców i najbliższego otoczenia - dzieci palaczy częściej zostają palaczami, dzieci alkoholików częściej zostają alkoholikami itd. Szkoda, że palacze i pijacy mają dzieci. Że zostają dopuszczeni do reprodukcji. Wiele nastolatków i nastolatek popadających w nałogi pochodzi z dysfunkcyjnych rodzin. Takich rodzin musiałoby po prostu nie być, żeby problem został wyeliminowany. Szkoda, że o ile leczyć choroby, prowadzić samochód czy prowadzić sprawy sądowe można dopiero po zdaniu określonych egzaminów, o tyle powoływać na świat nowe istoty ludzkie i współdecydować o kształcie przyszłego pokolenia można bez uzyskania jakichkolwiek kwalifikacji w tym temacie. Jeden z całego mnóstwa absurdów i niesprawiedliwości na tym świecie. Oprócz m.in. tego, że najwyższe stanowiska polityczne bardzo często zajmują socjopaci i psychopaci, a nie idealiści. I oprócz tego, że prawnie bardziej chronione jest życie człowieka, czyli osobnika gatunku, którego populacja ciągle rośnie, niż osobnika gatunku zagrożonego wyginięciem. Bo za zabicie zwierzęcia z gatunku zagrożonego wyginięciem nie grozi taka sama ani wyższa kara niż za zabicie człowieka. Żeby to zmienić, to kłusownictwo musiałoby być zawsze karane śmiercią, tak samo niszczenie siedlisk chronionych gatunków i niszczenie lasów tropikalnych, zaś za zabicie człowieka musiałaby być mniejsza kara. No ale to temat rzeka. Tzn.? Rozwiń wątek. Tzn. jaki porządek świata? Co przez to rozumiesz?
  3. Nie widzę powodów utrzymywania kontaktów z mężczyznami. Jeśli jakiś z własnej inicjatywy chciałby ze mną pogadać, to nie będę się sprzeciwiać, zwłaszcza jeśli np. będę akurat chciał zabić nudę czy coś. Ale nic ponad to. No widzisz, to tak jak ja. Ja akurat widziałbym w ramach depopulacji nie stosowanie genetycznego kryterium, tylko tego, co dani ludzie sobą reprezentują i jacy są. Np. wszyscy, którzy uważają, że interesy ludzi są ważniejsze niż interesy dzików, wilków, jeleni, niedźwiedzi, żubrów, żab, pszczół czy innych gatunków, powinni zostać zlikwidowani jako parszywcy reprezentujący szowinizm gatunkowy i popierający dyskryminację gatunkową. Rozwiązałoby to problem nadmiernej eksploatacji bogactw naturalnych, kłusownictwa i zabierania przez człowieków ziemi innym gatunkom oraz niszczenia siedlisk gatunków zagrożonych wyginięciem. Ciekawym pomysłem byłoby też dodanie w każdej wytwórni napojów alkoholowych na świecie do każdej porcji etanolu odpowiedniej ilości metanolu czy arszeniku, a w każdej wytwórni papierosów - do każdego papierosa odpowiedniego stężenia benzenu, amoniaku czy innego maksymalnie zabójczego związku, co spowodowałoby natychmiastowe wyginięcie wszystkich pijaków i palaczy. Rozwiązałoby to problem pijanych kierowców, nocnych bójek i awantur, przemocy po pijanemu, biernego palenia i wiele innych, m.in. zajmowania miejsc w szpitalach przez nałogowców, którzy własne ciała traktują jak śmietniki, ludziom, którzy potrzebują pomocy medycznej nie z własnej winy. Wszak ilość lekarzy praktycznie zawsze jest niewystarczająca, więc likwidacja wszystkich nałogowców bardzo wiele by zmieniła. Moje nie - za to palące problemy gatunków, które przez ludzi stosujących dyskryminację gatunkową i reprezentujących szowinizm gatunkowy są gatunkami zagrożonymi wyginięciem, byłyby wtedy rozwiązane. Mniej ludzi oznacza więcej miejsca na planecie dla innych gatunków, którym ludzie odbierają wszystko. Ludzie są gatunkiem inwazyjnym. A ich populacja niestety rośnie zamiast maleć. Gdyby światowa populacja byłaby zbliżona do tej z epoki neolitu, nie byłoby problemu. Toteż nie zależy mi na byciu uwielbianym przez wszystkich. Wystarczy, że choć przez jedną osobę, która chciałaby spędzić ze mną życie i nadawałaby ze mną na tych samych falach. Może być też przez kilka osób, bo ukochaną osobę można stracić, np. w wypadku czy chorobie. Tak, wiem, tego nie trzeba mi mówić.
  4. Nikt mnie nigdzie nie zapraszał - zresztą, nawet gdyby zapraszał, to i tak tłum jest nie dla mnie. Czuję się wtedy przytłoczony. Spotkanie w max cztery osoby jest czymś, co toleruję, a czegoś ponad to już niekoniecznie. Może mieć jakąś wartość, jeśli ogólnie "nadajemy na tych samych falach". Nie, zupełnie. No, ogólnie, jest tak, że chyba prawie każdy człowiek lubi się czuć komuś potrzebny. Ja również, mimo całej mojej mizantropii. Ogólnie to można powiedzieć, że jestem targany sprzecznościami. Choć gardzę ludzkością jako gatunkiem, i moja wymarzona wizja to bardzo radykalna i daleko posunięta depopulacja, redukcja ludzkiej populacji o ponad 90%, m.in. w celu zwalczania przeludnienia, to lubię być doceniany, chciany i czuć się potrzebny - a wiem, że, niestety, nie zmienię przynależności gatunkowej i że nie zwiążę się z jakąś kosmitką ani nie usłyszę od niej komplementów. I potrafię okazywać sympatię tym, którzy moją szczerą sympatię wzbudzili.
  5. Mizantropia i rozczarowanie ludzkością na wielu poziomach narastały u mnie latami jako reakcja na to, co się działo. Chciałbym umieć podejść do tego wszystkiego z dystansem i stoickim spokojem, ale moja emocjonalna nadwrażliwość mi na to nie pozwala. O ile same założenia filozofii stoickiej uznaję za słuszne i warte stosowania, o tyle nie umiem stosować ich w praktyce. Mój układ nerwowy mi na to nie pozwala. Gdybym ja chciał skądś odejść w internecie, to po prostu bym się wylogował i przestał wchodzić na daną stronę. Tak najprościej. Tak, znam ten temat - choć z tego co wiem, to niezależnie od tego, mężczyźni również częściej popierają autorytaryzm, rządy silnej ręki i uniformizację. Zaś istnieje mniejszości seksualnych kłóci im się z taką właśnie wizją świata. Zdrowa dieta, brak używek, aktywność fizyczna - można to uznać za próby w tym celu, prawda? Tyle że nie da się np. urosnąć na zawołanie. Zmienić rysów twarzy też nie, chyba że poprzez operację plastyczną - no ale nigdy nie wiadomo, co ewentualnie miałoby się bardziej podobać kobietom niż to, co mam obecnie, i zawsze jest ryzyko spaprania, poza tym to słono kosztuje. Dla mnie ta droga to zupełna abstrakcja i coś obcego. To znaczy? Co masz na myśli? Wtedy stratą czasu byłoby próbowanie startowania do niej na podstawie tego, że coś się u mnie jej podoba. Choć sam hipotetyczny komplement z jej strony byłby miły, nie przeczę. Czułbym się - choć bardzo trudno mi to sobie wyobrazić, bo nie mam i raczej nie będę mieć niczego, co nie jest mną, a co ktoś chciałby mieć i w tym celu mógłby chcieć mnie wykorzystać. Byłoby miło. Zdobywanie jest strasznie stresujące i niewdzięczne. Tzn. próba rozpoczęcia próby zdobywania. To mi przypomniało, że miałem kiedyś pecha założyć profil na w sumie dwóch forach, które okazały się mieć faszystowskich moderatorów i administratorów. Praktycznie nie wiedziałem, jakie są te fora, na których się rejestrowałem.
  6. Kiusiu

    Porno, masturbacja

    Przykre, że seks i seksualność utożsamiasz z czymś nieczystym i brudnym, a brak seksu z czystością. Prędzej nieczystość utożsamiałbym z używkami, a czystość z ich brakiem. To zresztą bardziej pasuje do tego, jak funkcjonują nasze organizmy - używki je zatruwają, a organizm wolny od używek (oraz od zanieczyszczenia środowiska) to czysty organizm. Sztuczne obniżanie libido farmaceutykami to szkodzenie organizmowi. Bo obniżony poziom naturalnych hormonów powoduje wiele problemów zdrowotnych, z których obniżenie libido jest tylko skutkiem ubocznym. Mieć wysokie libido to nic złego. Wręcz przeciwnie.
  7. Różnica jest taka, że gdy jest się docenionym przez kobietę, to może stwarzać szansę na związek. Gdy docenia mnie mężczyzna, to nie. Co innego, gdybym był bi lub homo. BTW: brum.brum usunął konto? Ciekawe czemu. Stało się to nagle. Zaledwie dzień po tym, gdy zwrócił się do mnie w tym temacie. Może się czymś załamał czy coś... Pewnie raz to, raz to. Jestem mocno specyficzny i niektórym nie podoba się to, co w jakiś sposób odstaje od normy czy burzy ich obraz świata. A że zawsze bardzo trudno było mi dostrzegać zasady społeczne, a tym bardziej stosować się do nich, i łatwo odcinałem się od świata zewnętrznego, żyjąc w świecie własnych myśli i wewnętrznych przeżyć, to dla niektórych jest powodem do używania wobec mnie maksymalnie obelżywych słów. To oczywiste, i nikt by nie oczekiwał czegoś takiego, chyba że jakiś ultra próżny narcyz czy ktoś w tym rodzaju - chodzi o osoby, które zdążyłem już poznać i które zdążyły poznać mnie i moje cechy, zainteresowania itd. A komu nie jest miło, gdy ktoś go/ją komplementuje? Chyba tylko komuś, kto jest celebryt(k)ą i słyszał(a) już nadto pochwał, simpienia itd. i zwyczajnie się to mu/jej przejadło. Czyli zwyczajni ludzie po prostu lubią słyszeć komplementy. Zwłaszcza jeśli są w złym momencie życia i samotni. Mam. Jednak brakuje mi komplementów dotyczących mojej fizycznej atrakcyjności - kiedyś pewna kobieta stwierdziła, że dla niej jestem aseksualny (w sensie mój wygląd, nie ja jako ja), i ogólnie biorąc pod uwagę historię moich relacji z kobietami jestem po prostu uznawany przez kobiety za nieatrakcyjny, a przynajmniej wszystko na to wskazuje. Kobiety nie chcą widzieć mnie jako potencjalnego partnera. Nie wiem, czy jestem dla nich za niski, a dla nich "facet zaczyna się od 180 cm", czy chodzi bardziej o unikanie przeze mnie kontaktu wzrokowego, czy jeszcze coś innego. Gdyby kobieta chcąca się ze mną przespać prawiła mi fałszywe komplementy w tym właśnie celu, to nie miałbym nic przeciwko. Chyba że mowa o innym rodzaju wykorzystania - wtedy miałbym przeciwko. To akurat bardzo trudno mi sobie wyobrazić. ^^ Zresztą jestem zbyt prostolinijny, żeby uzyskać coś z tego. Nie to miałem na myśli - tylko to, że jest sporo kobiet, które są ładne i uznawane za ładne pomimo tego, że są grube, a nie dlatego, że są grube - i gdyby schudły, to też byłyby uznawane za ładne. Nie miałem na myśli chorobliwie otyłych "ulanych kluch" z rozstępami itd., a kobiety zgrabne i zadbane, tyle że przy tym z nadwagą, bez skrajności. Co innego, jeśli mowa o kobiecie bardzo grubej i przy tym mocno zaniedbanej i o typie urody, o którym nie powiedziałoby się, że jest 10/10, 9/10 ani 8/10. Nie wszystkich, bo nie wszyscy dożyją starości. ^^ I nie zgadzam się - przecież masa ludzi rodzi się biednymi i umiera biednymi, część ludzi pozostała atrakcyjnymi pomimo zaawansowanego wieku (Sean Connery, George Clooney, Christopher Lee), a niektórym ludziom natura od urodzenia poskąpiła urody (Ron Perlman, Krystyna Feldman, Wanda Półtawska). Nie, bo pierwsze wrażenie nadal ma znaczenie, a poza tym jak ktoś nie ma umiejętności społecznych, wyczucia, spostrzegawczości ani zdolności planowania, to i tak ma przerąbane. Osobiście nie umiem i nie cierpię planować, nie potrafię i nie lubię myśleć o przyszłości - za to bardzo często rozpamiętuję przeszłość. A kobiety niestety często cenią u innych umiejętności społeczne, wyczucie i zdolność planowania - co zresztą mnie mocno wkurza. Nikt nie każe tym nastolatkom być takimi jak inni. U mnie w klasie wszyscy zbierali pokemony, a ja nie. Duża część klasy paliła papierochy, a ja nie. Ogólnie, nigdy nie zależało mi na byciu akceptowanym przez rówieśników. Dopiero gdy zacząłem myśleć o znalezieniu dziewczyny, to zaczęło mi zależeć na byciu akceptowanym przez dziewczynę - jednak na byciu akceptowanym przez chłopaków z klasy nigdy mi nie zależało. Sam pomysł, że bycie akceptowanym przez rówieśników tej samej płci miałoby być czymś ważny, zawsze był dla mnie zupełną abstrakcją i czymś nie do wyobrażenia. Nie wiadomo. Może będzie mieć szczęście, za którymś razem. Niektóre mają za pierwszym. Mężczyzna ma dużo mniejsze szanse na szczęście, bo to on musi się wysilać i starać, a kobieta nie musi nic robić. Mężczyźni znacznie częściej zmagają się z samotnością niż kobiety. Mnóstwo mężczyzn żyje w niedobrowolnym celibacie - a czy są kobiety, które w tym żyją? Nawet jeśli, to całkowity margines i nisza. Czy to na pewno tylko kwestia biologii? Czyli jesteś lepszy ode mnie w tej kwestii, bo mnie w ostatnim roku chyba tylko kilkunastu albo i mniej niż dziesięciu umieściło na czarnej. Nie wiem, jak w poprzednich latach. Ale wielu mizoginów, pisowców i konfederatów ma mnie na czarnej, to wiem. Tak jak ja ich. Przecież ludzka biologia tym się różni od biologii innych gatunków, że u ludzi seks nie pełni funkcji głównie prokreacyjnej, tylko pogłębiania więzi między partnerami - i akurat pod tym względem ludzie przypominają szympansy bonobo. A prokreacja to tylko drugorzędny czy trzeciorzędny cel. Gdyby było inaczej, to każdy mężczyzna od razu bezbłędnie rozpoznawałby po zapachu, kiedy kobieta ma dni płodne, tak jak inne samce czują, kiedy samica ma ruję. U ludzi zapach pełni o wiele mniejszą rolę.
  8. Pisemne internetowe uznanie od mężczyzny a usłyszany na żywo ustny komplement od kobiety - dwie różne rzeczy. Na paru forach zdarzyło się, że ktoś uznał moje posty za ciekawe i warte czytania, zdarzało się też, że inni uznali je za bzdury, a mnie samego za głupiego, durnego i popierdolonego (padły dokładnie takie określenia). No ale większość z tych forów już nie istnieje, razem z profilami i postami. Dość zamierzchła historia, z czasów przedfejsbukowych. Z czasów boomu na Naszą Klasę. Skutek jest ten sam, więc dla mnie to w sumie żadna różnica. Chłodna obojętność potrafi boleć nie mniej niż otwarta, wyrażona wprost nienawiść. Bardzo potrzebuję komplementów, jak każdy człowiek. Bo komplementy są budujące. Sprawiają, że ich adresatowi jest miło. A jak ktoś na przestrzeni życia słyszał masę ostrej krytyki pod swoim adresem, często połączonej ze złośliwym sarkazmem i mieszaniem z błotem, to tym bardziej potrzebuje komplementów. Dla człowieka z bardzo niską samooceną każdy komplement jest na wagę złota. Także dla kogoś borykającego się z chroniczną bezsennością, poczuciem beznadziei, braku sensu życia, braku celu i poczuciem całkowitego braku sprawczości. Brak komplementów jest tu tylko kolejną cegiełką, aczkolwiek ważną. Znam to - tylko, co z tego, że ja sam znam swoją wartość, skoro wszyscy naokoło jej zaprzeczają? Miłośników BBW, czyli Beautiful Big Women - Pięknych Wielkich Kobiet - jest cała masa, więc każda grubaska znajdzie swojego amatora, i to niekoniecznie będącego feedersem. Nawet jeśli statystyczne grube kobiety częściej spotykają się z obrażaniem niż szczupłe. Co do brzydkich - tu zgoda, choć akurat naprawdę niewiele jest takich, które nie podobałyby się absolutnie nikomu na żadnym etapie życia. Ale stare - przecież nikt nie rodzi się stary, może poza garstką ludzi z progerią (u obu płci). Wygląd mężczyzn interesuje kobiety znacznie mniej niż w drugą stronę, byleby mężczyzna był "ładniejszy od diabła" - nawet jeśli pierwsze wrażenie ma znaczenie. Akurat na to jest bardzo prosta i skuteczna recepta - cyfrowy detoks (najlepiej niewchodzenie na media społecznościowe w ogóle). Który jednak nie zadziała w przypadku problemów, z którymi mierzą się mężczyźni słyszący pod swoim adresem tylko albo prawie tylko negatywny przekaz. Mężczyźni nie muszą korzystać z mediów społecznościowych, żeby czuć się fatalnie. Nie wyjdzie jej z jednym, to lada dzień zgłosi się inny ochotnik i ona spróbuje z nim. Mężczyźni nie mają takiego komfortu przebierania w fankach, jeśli nie liczyć gwiazd rocka ani sławnych dyktatorów czy przestępców. Chłopak musi się dużo namęczyć, by zainteresować sobą jakąś dziewczynę. Pierwszy raz miałem odwagę poprosić dziewczynę do tańca, gdy miałem osiemnaście lat. A pierwszy raz miałem odwagę spróbować flirtu czy podrywu mając dwadzieścia dwa lata. Jak kobieta zamieści ogłoszenie, że żyje w niedobrowolnym celibacie i chce przestać być dziewicą, to zaraz zgłosi się tysiąc chętnych kolesi. A jak mężczyzna zamieści ogłoszenie, że żyje w niedobrowolnym celibacie i chce przestać być prawiczkiem, to zgłoszą się do niego chyba tylko trolle-prowokatorzy udający kobiety. I może też jacyś geje. Już parę lat temu wrzuciłem tam na czarną listę wszystkich mizoginów, konfederatów i pisowców, podobnie jak tagi #przegryw oraz #redpill i #blackpill. ^^ Oczy bolały od czytania tych chorych mizoginicznych bredni. Gdzie można coś takiego dostać? W Auchan można? Pytam o stacjonarne, bo nie ufam internetowej sprzedaży. Niewinnego ptaka bym nie zabił. Człowieka w wielu przypadkach: z entuzjazmem. Ludzie mają antykoncepcję, świadomie macierzyństwo, a część z nich wrodzoną bezpłodność. Jak do tego mają się preferencje i zachowania, o których mówisz?
  9. Nie - po prostu ich nie rozumiem, i chcę wiedzieć, czy one naprawdę nienawidzą mężczyzn i życzą im śmierci i ogólnie wszystkiego najgorszego. A jeśli tak, to z czego to dokładnie wynika. Mam negatywne podejście do wszystkich - do mężczyzn nawet o wiele bardziej. Ludzie są chorym gatunkiem, i najlepiej, gdyby ten gatunek wyginął. Wstydzę się tego, że należę do tego gatunku. Parszywe, inwazyjne robactwo - oto, czym jest ludzkość. Aborcja od zawsze powinna być przymusowa w każdym przypadku - rodzenie dzieci powinno być niedopuszczalne. Życie ludzkie nie ma żadnej wartości. Gdybym mógł, całe życie spędziłbym na popełnianiu masowych morderstw. Tak. Jak każda osoba. Ja jestem olewany i traktowany jak powietrze albo jak gówno przez kobiety. I nie tylko - przez wszystkich. Skoro wszyscy mnie nienawidzą, to w takim razie ja też ich nienawidzę.
  10. Kiusiu

    Dzisiaj czuje się...

    Znowu fatalnie po nieprzespanej nocy. Jestem bliski załamania nerwowego. Nie mogę trwale opanować trudnej sztuki zasypiania, po prostu nie mogę - mimo bardzo rygorystycznego przestrzegania zasad higieny snu. Znowu pojawiają się u mnie myśli samobójcze i myśli o pójściu do szpitala i poproszeniu o eutanazję dla mnie, żeby już dłużej się nie męczyć. Bo życie jest karą i udręką.
  11. Skoro o tym mowa: chyba już o tym wspominałem, ale to rzecz warta podkreślania i, jak dla mnie, naprawdę ważna. Naprawdę nienawidzę tego, że z racji tego, że urodziłem się mężczyzną, muszę iść przez życie słysząc same negatywne komunikaty na swój temat ze strony innych, i nie słyszę komplementów ani miłych słów (nie licząc tych od matki). Trudno nie dostać załamania nerwowego, gdy jedyne komunikaty, jakie się o sobie słyszy, to krytyka, mieszanie z błotem, chłód i obojętność. Odrzucanie mnie i odtrącanie. Każdy człowiek chce się czuć chciany, doceniany, atrakcyjny i pożądany - więc brak komplementów od kobiet odbieram jako gardzenie mną, nienawidzenie mnie, uznawanie mnie za bezwartościowego i życzenie mi samobójczej śmierci. Czy kobiety naprawdę nie rozumieją, że nie mówiąc komplementów mężczyznom, kręcą stryczek na ich szyje? Nieprzypadkowo niemal dziewięciu na dziesięciu samobójców to mężczyźni. Oni czują się traktowani jak powietrze i jak gówno, czują się niechciani, odtrącani i odrzucani, więc w końcu osiąga to masę krytyczną. I niech żaden przemądrzalec nie mówi na to "Depresja nie wybiera", bo tak nie jest. Mężczyźni są sami, wszyscy ich nienawidzą i nimi gardzą. Mężczyźni są uznawani za niebezpiecznych, dlatego wszyscy trzymają się od nich z daleka - zarówno inni mężczyźni, jak i kobiety. Nikt im nie współczuje, nikt nie wyciąga do nich pomocnej dłoni. Nie mają prawa do szczęścia. Ile kobiet może powiedzieć z ręką na sercu, że nigdy nie usłyszała komplementów od mężczyzn i nie była obiektem zainteresowania z ich strony, i że same musiały aktywnie podrywać mężczyzn, a i tak za każdym razem zostały odrzucone, same nie wiedząc dlaczego? Bardzo żałuję, że nie urodziłem się kobietą. Wtedy miałbym łatwiej w życiu od samego startu. Dwa porządne chromosomy X, większa odporność na choroby, większe społeczne wsparcie i empatia ze strony innych, komplementy, związek na zawołanie, seks na zawołanie. Przeklinam los za to, że nie dał mi dwóch chromosomów X. A jeśli ta córka brzydzi się swoim ojcem i nim gardzi? Jeśli go nienawidzi i albo życzy mu śmierci, albo - jeśli on już nie żyje - uważa, że dobrze, że z dech? Są tacy? Jeśli tak, to takich gnojów należałoby obdzierać ze skóry i ćwiartować za to. To skrajna podłość i skurwysyństwo, które nie przyszłoby do głowy normalnie myślącemu człowiekowi. Skąd w ogóle takie pomysły? Normalnie myślący człowiek, gdy pożąda jakiejś kobiety i wszedł z nią w intymną relację, odczuwa wobec takiej osoby pozytywne uczucia i emocje, i nie przyszłoby mu do głowy oczerniać ją w oczach innych. Pytanie, ile osób ogólnie uczy się faktycznie tego, jak działa świat, a ile tego, jak działa iluś ludzi, z którymi te osoby miały w życiu styczność, a ta grupa wcale nie musi być reprezentatywna. Niektórzy mają po prostu pecha co do osób, na które trafiają, inni mają szczęście. Ochraniacze na uszy to akurat przydatny uniwersalny przedmiot, gdy chce się uniknąć przebodźcowania i hałasu - nie jest to zarezerwowane dla jakichś konkretnych grup zawodowych. Sam chciałbym mieć coś takiego. Albo jakieś słuchawki, które za sprawą muzyki odcinałyby mnie od niechcianych dźwięków otoczenia. Przy mojej mizofonii to istotne. Niestety, nie mam czegoś takiego. Ani słuchawek, ani ochraniaczy. Kiedyś miałem discmana, ale nie wiem, co się z nim stało. Zaginął mi. Czyli mówisz, że założyła kolejny? Zupełny absurd. Nie do pomyślenia dla mnie.
  12. Czy to nadal intuicja, czy po prostu obserwacja i uczenie się określonych reakcji? Córka alkoholika może przecież wybrać sobie niepijącego męża - taki wybór byłby najbardziej oczywisty i najlepszy dla jej psychiki. Zresztą, nie tylko dla córki alkoholika - dla każdej kobiety. Najlepiej, gdyby wszyscy pijacy pozostali sami, bez partnerki i bez szans na związek. Nie intuicja, tylko powielanie toksycznych, szkodliwych wzorców, które się zaobserwowało. To co innego. To można wytłumaczyć kilkoma względami - np. kąpielówki są strojem pływackim, więc strój pływacki jest nieadekwatny do chodzenia po mieście. Tym, że kąpielówki z reguły nie mają kieszeni, a wygodniej i o wiele bardziej praktycznie jest chodzić w rzeczach, które mają kieszenie. Itd. Ot, jest coś takiego jak dostosowanie stroju do warunków, a także do okazji. Istnieją oficjalne i nieoficjalne stroje. Nikt nie każe robotnikom fabrycznym chodzić w garniturach, zwłaszcza że jest coś takiego jak odzież ochronna. I tak samo, nikt nie każe pracownikom biurowym przychodzić do pracy w odzieży ochronnej. "Łatki łatwej"... przecież prywatna propozycja kierowana przez jedną osobę do drugiej pozostaje między tymi dwoma osobami, podobnie jak to, co następuje później - lub co nie następuje. No to rzeczywiście szkoda, że nie powiedziała wprost, co czuje i co to dla niej znaczy. "Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz" - przypomniała mi się taka piosenka, którą kiedyś usłyszałem. Ten tekst to pasujący komentarz do tej sytuacji. @shadow_no: Rozumiem i popieram, że nie można obrażać innych użytkowników - jednak co z "obrażaniem" tych, którzy sami usunęli profile i przestali tu zaglądać, więc i tak tego nie przeczytają? Czy ich również nie można obrażać, nawet jeśli oni nie będą mogli odczuć tej obrazy? Mam wrażenie, że ta kwestia nie została jednoznacznie ustalona. Acherontia nie jest już użytkowniczką tego forum. Przestała nią być. Nie wiadomo nawet, czy nadal żyje - czy np. po usunięciu profilu nie "wylogowała się z życia", jak to się czasem określa. Dla mnie ona nie istnieje - dlatego napisałem to, co napisałem. Owszem, użyłem mocnych i obelżywych słów, których może nie powinienem był używać. Tyle że służyło to dosadnemu wyrażeniu własnego zdania, a nie obrażenia osoby, o której pisałem. Gdybym chciał obrazić kogoś wprost, zwróciłbym się do tej osoby bezpośrednio, będącej nadal posiadaczem/posiadaczką profilu na forum. Nie czekałbym na usunięcie profilu przez tego kogoś. ??? Jak to? Przecież usunęła profil. Więc na pewno przestała tu zaglądać, bo forum przestało ją obchodzić - i tego nie przeczyta. To, że ktoś usuwa profil, oznacza, że forum przestaje obchodzić tę osobę. Logiczne, prawda? Gdybym ja kiedyś postanowił usunąć swój profil, to właśnie z tego powodu - tego, że forum przestało mnie obchodzić.
  13. Acherontia styx napisała wiele rzeczy obraźliwych dla mnie i traktowała mnie z wyższością - tylko że jej posty zniknęły razem z jej profilem, jak się okazało - a to uniemożliwia mi ich zacytowanie. W każdym razie zdaje się, że acherontia to ogólnie popierdolona i wredna zołza i suka, więc pewnie każdego, kto napisałby coś, co burzy jej obraz świata, traktowałaby tak jak mnie. Jakoś nigdy nie zauważyłem tego, o czym napisałeś przedtem odnośnie zachowania kobiet względem mężczyzn, w kontekście jakiegoś "modelowania" - zawsze wydawało mi się, że w swoich zachowaniach ludzie przede wszystkim idą za swoimi pragnieniami, za tzw. głosem serca, i kierują się intuicją. Pomijając jakieś totalitarne czy autorytarne reżimy, np. teokratyczne. I sytuacje, gdy warunki wymagają czegoś innego, np. opiekowania się młodszym rodzeństwem lub kimś bliskim niepełnosprawnym itp. Wypróżnianie się to czynność ściśle wiążąca się z kwestią higieny lub jej braku - jak wiadomo są bakterie kałowe, których należy unikać, dlatego należy myć ręce po skorzystaniu z toalety, a już na pewno po dwójce. Zachowanie kobiet względem mężczyzn nie ma związku z higieną, oczywiście jeśli pominąć temat chorób przenoszonych drogą płciową, no ale o bezpiecznym seksie powiedziano już tyle, że szkoda lania wody. Ja tam zawsze uważałem, że każda osoba powinna być autentyczna i szczera, niezależnie od płci, i że najlepiej, gdyby niezależnie od płci każdy szanował przyrodę, nie śmiecił, nie nadużywał wulgaryzmów, był kulturalny i robił drugiemu, co niemiłe temu komuś. I dobrze by było, gdyby był asertywny. A cała reszta potencjalnych przekonań to jakieś bzdety. Liczy się tylko i wyłącznie aktywny podryw zauważony przez drugą stronę, a nie jakieś "dawanie sygnałów" łatwych do przeoczenia. Czy mężczyźni chcący poderwać kobietę też "dają sygnały", które można przeoczyć? Czyli w praktyce miała pretensje o to, że nie czytałeś jej w myślach. Czyli powinna mieć pretensje do siebie, że nie była szczera i otwarta i nie mówiła wprost tego, co sobie myślała - oraz że dopowiedziała sobie rzeczy wzięte z sufitu. Jakbym napisał czcionką taką, że odczytać by to można tylko z lupą, to by się dało. shadow_no udzielił ostrzeżenia Kiusiu za tę odpowiedź
  14. Zależy które. I zależy którzy. Chyba nie ma reguły. A całkiem możliwe, że nawet często jest tak, że to kobiety mają większą tolerancję dla dziwactw. A skoro sam nawiązałeś do homoseksualizmu, to: o ile się orientuję, to homofobia jest nieporównywalnie częstsza u mężczyzn. Zaś homofobiczne kobiety to albo wyłącznie, albo prawie wyłącznie religijne oszołomki. Jeśli kobieta jest homofobiczna, to można ślepo założyć, że jest religijnie szurnięta. U męskich homofobów ta kwestia nie jest już taka prosta, i nie brakuje homofobów, którzy nie są religijni, tylko po prostu "nie tolerują pedałów". To jutro poszukam tych postów napisanych przez tą usuniętą już użytkowniczkę, której akurat nie dałem do ignorowanych. Albo pojutrze. ??? Naprawdę? Ale kto miałby im wpajać takie idiotyczne i absurdalne przekonania brane z sufitu? Rodzice? Czyli uważasz, że większość rodziców jest szurnięta i wyznaje całkiem bzdurne przekonania na temat zachowań kobiet wobec mężczyzn? Jasne, że nie chciałbym - zdaje się, że już kiedyś pisałem, że jednymi z warunków tego, żeby być z jakąś kobietą, musiałoby być to, żeby była sympatyczna, inteligentna, kochająca zwierzęta i przyrodę oraz stroniąca od używek. Akurat we wspomnianym przeze mnie przypadku to wyglądało tak, że typ (stary drab) stał cały czas przy furtce rozmawiając z jakąś starą zołzą, chyba jego sąsiadką. Płot w płot sąsiadowały tam dwie posesje, między nimi nie było możliwości przejścia, były otoczone przez las, w którym pełno było ścieżek, z których to ścieżek co najmniej trzy okazały się być ślepymi zaułkami prowadzącymi w okolice tych dwóch posesji, choć na początku wydawało mi się, że co najmniej dwie prowadzą gdzie indziej, że wyprowadzą mnie poza te posesje. Ja nie podszedłem do jego płotu, w którym zresztą nie było nic otwartego ani dziury, a on na mnie się zaczyna wydzierać, że czego ja tutaj szukam, żebym spierdalał, że zaraz wypuści na mnie psa, że zaraz weźmie pistolet i mnie zastrzeli, że jak jeszcze raz mnie tu zobaczy, to mnie odstrzeli itd. Totalny wariat. Niebezpieczny, najpewniej. Czyli nie zarywały - za zarywanie można uznać tylko to, co jest jednoznaczne, łopatologiczne i bezpośrednie - i zauważone przez drugą stronę. Niezauważony podryw się nie liczy. Zamienił stryjek siekierkę na kijek, znaczy się. Dwie. na pierwszej oprócz danych kontaktowych jest doświadczenie zawodowe i wykształcenie, na drugiej kursy, szkolenia i reszta. Prace dorywcze "na gębę" pominąłem w nim. Uwzględniłem tylko te na umowie.
  15. Większość z tych osób i tak dałem do ignorowanych, a co najmniej jedna sama usunęła profil. Mógłbym poszukać postów tej jednej osoby, której nie dałem do ignorów. Chciałbyś przeczytać i się odnieść? "Opinię łatwych" w oczach kogo? Bo jeśli moich, to nigdy nie oceniałem kobiet ani dziewczyn pod tym kątem - a wyłącznie pod tym, czy ja się podobam kobiecie, czy nie - bo jeśli tak, to mi to schlebia i jest mi miło, a jeśli nie, to znaczy, że jestem nieatrakcyjny. I każdy przejaw jednoznacznego zainteresowania i podrywu ze strony kobiety byłby dla mnie miły, bo to by oznaczało, że jestem atrakcyjny, i podnosiłoby mi samoocenę. Poza tym - jakich "łatwych", skoro w opisanej sytuacji to kobieta jest aktywną stroną, a nie pasywną, i to że kobieta jawnie zarywa do chłopa, w żadnym razie nie oznacza, że gdyby to jakiś losowy chłop był stroną aktywną, to zareagowałaby równie entuzjastycznie jak wówczas, gdy sama zarywa do tego, który jej się podoba. To oczywiste. Równie oczywiste jak to, że gdyby np. do mnie zaczęła zarywać Krystyna Feldman albo Marzena Kipiel-Sztuka, to bym je spławił, choć zaloty Marty Żmudy-Trzebiatowskiej czy Małgorzaty Sochy przyjąłbym z entuzjazmem. No nie wiem - ja tam wolę od początku wiedzieć na pewno, na czym stoję. To mówi o nim jako o agresywnym i chorym psychicznie patusie, który mierzy wszystkich swoją miarą. ^^ Tak bym to ujął. Jak spojrzę na historię swoich relacji, np. z czasów szkolnych, to też nie o wszystkich dziewczynach, z którymi rozmawiałem, myślałem jako o potencjalnych partnerkach - aczkolwiek byłoby mi bardzo miło, gdyby jedna lub więcej z nich zaczęła do mnie jawnie i jednoznacznie zarywać, bo to by dla mnie znaczyło, że są dziewczyny, dla których jestem atrakcyjny. Jutro na pewno zadzwonię, jak rano nie dostanę maila z konkretną informacją. Nie wiem, co to invision, ale fora dyskusyjne phpBB by Przemo były, są i będą najlepsze. Mam jedno "uniwersalne" CV w pdf-ie napisane trzy lata temu, które wysyłam w aplikacji do każdej pracy, do jakiej staram się o przyjęcie. Nie robię na bieżąco CV "podpiętych" pod daną ofertę pracy.
  16. Moja skuteczność dostawania pracy po rozmowach o pracę to mniej niż dziesięć procent. A na sto wysłanych przeze mnie aplikacji tylko jedna kończy się zadzwonieniem do mnie. Po co tracić czas, pieniądze i nerwy na coś, co i tak się nie uda? Kurs na prawo jazdy nie jest ani darmowy, ani obowiązkowy, a zdawalność wynosi nie 100%, tylko poniżej 50% - nie mam szans, zwłaszcza że nie umiem się skupić na więcej niż jednej rzeczy naraz. Nawet gdybym jakimś cudem za piętnastym razem zdał na prawo jazdy, to i tak bym z niego nie korzystał, bo bałbym się prowadzić, bałbym się, że spowoduję wypadek, byłbym w ciągłym napięciu, w ciągłych nerwach. Łatwo dostaję ataków paniki - równie łatwo, jak ataków furii. Poza tym, nie chcę ryzykować wyroku za pobicie instruktora, który na pewno by mnie wkurzał i pewnie puściłyby mi przez niego nerwy. Nie byłem na kursie na prawo jazdy i nie wybieram się. To nie dla mnie. Nie wiadomo, czy mi je dadzą. To nie zależy ode mnie. Gdy zostawiłem bagaż, i potem zadzwoniłem zdenerwowany do mamy, to później mama zadzwoniła do mnie z informacją, że dodzwoniła się do jakiegoś biura arrivy, i dowiedziała się, że w takiej sytuacji należy wysłać do nich maila właśnie. Ten mail to nie był mój pomysł.
  17. Chciałbym tak umieć - tyle że przy mojej niskiej samoocenie połączonej z samotnością i desperacją nie umiem podchodzić do tego na chłodno ani w wyrachowany sposób. Decydują tu tylko i wyłącznie burzliwe emocje. A powodów, z których jestem olewany, może być masa. Zajęcie pracą, wyjazdami, dziećmi (część znanych mi kobiet to samotne matki po rozwodach) itd. Tobie to łatwo mówić, bo masz partnerkę i raczej nie masz problemów z niską samooceną i brakiem poczucia własnej wartości. Gdybyś był olewany przez każdą kobietę, to pewnie inaczej byś do tego podchodził. Sam też dużo czytam, wprawdzie dużo częściej teksty prasowe (w tym internetowe) oraz hasła na wikipedii niż książki (beletrystyka mnie nie interesuje, tylko nudzi i męczy), dość często też oglądam popularnonaukowe programy, słucham podcastów itd. - jednak nic z tego nie zastąpi mi kontaktu z kobietą na żywo. Nic nie zastąpi mi dotyku, przytulasa, buziaka, masażu ani stosunku. Jednocześnie co chwila mega mocno wkurzam się na ludzkość jako gatunek. Na ludzką zachłanność, głupotę, arogancję, brak szacunku do przyrody, wywyższanie się, zarozumialstwo, rządy socjopatów, narcyzów i psychopatów, marginalizowanie idealistów itd. Regularnie dochodzę do wniosków" Na świecie nie istnieje dobro, tylko zło" oraz "Najlepiej, gdyby cała ludzkość została wymordowana przez jakiegoś Thanosa czy kogoś podobnego". Mój pesymizm ciągle nasuwa mi takie myśli - pcha mnie w stronę nihilizmu egzystencjalnego. Nie wiem, możliwe. Co najmniej kilkoro użytkowników mocno mnie tu zmieszało z błotem bez żadnego powodu. A powinny. Najlepiej, gdyby wszystko było bezpośrednie, łopatologiczne i jednoznaczne, żeby nie dało się tego nie zauważyć ani pomylić z czymkolwiek innym. Bo komplementy są budujące. Czy kobiety są wredne i chcą poniżać mężczyzn i wpędzać ich w kompleksy, czy aż tak tępe, że nie rozumieją, że mężczyźni lubią słyszeć komplementy, że lubią słyszeć, że są chciani, pożądani i doceniani? Gdy coś jest nie wprost, to bardzo łatwo to przeoczyć. Zawsze tak jest. A już zwłaszcza gdy ma się do czynienia z autystą. Niech każda kobieta zwraca się do każdego mężczyzny jak do autysty. Tak powinno być. I niech kobiety aktywnie i bezpośrednio uwodzą mężczyzn, którzy im się podobają. A nie tylko biernie czekają lub "dają sygnały" łatwe do przeoczenia, zwłaszcza przez autystów. Jak ktoś unika kontaktu wzrokowego, to musi usłyszeć prosty i jasny komunikat. Kto wymyślił coś takiego? To absurd. Nie tylko. Nie zliczę, ile razy zwyzywały mnie jakieś menele, którym ośmielałem się przechodzić przed oczami po chodniku - w dodatku gdy kiedyś w niedzielne popołudnie w spacerową pogodę zabłądziłem na spacerze koło jakiejś posesji położonej wśród lasu i trzy razy natrafiłem na ślepy zaułek, który początkowo uznałem za wyjście do lasu, to właściciel posesji zaczął mi grozić wypuszczeniem na mnie psa i zastrzeleniem, oprócz wyzywania mnie. Potem przez całą noc nie mogłem zasnąć, w takim szoku byłem. Wiem, że nie powinienem się przejmować czymś takim, ale moja wrażliwość nie pozwala mi inaczej reagować. Organizm mnie nie słucha. Mój organizm najwidoczniej został fatalnie zaprojektowany i skonstruowany. I nic się nie da z tym zrobić. Skończone studia historyczne, poza tym kursy językowe, grafiki komputerowej, webdewelopera i CISCO, staż w fundacji, praca w trzech call centrach przez krótkie okresy w trakcie studiów i bezpośrednio po ich ukończeniu, praca na okresy próbne w biurze tłumaczeń, w muzeum i przez dłuższy czas na "śmieciówce" w biurze pośrednictwa finansowego (w tym kredytowego), kilka prac dorywczych "na gębę" na bardzo krótkie okresy, obecnie wolontariat w muzeum (innym). Aplikowałem praktycznie na wszelkie stanowiska, które nie wymagały specyficznych wymagań typu prawo jazdy, znajomość rysunku technicznego, uprawnień na wózki widłowe, statusu studenta, orzeczenia o niepełnosprawności, książeczki sanepidowskiej, umiejętności spawania, specyficznego kierunku studiów typu administracja czy zarządzanie itd. Nie mam pojęcia. Nie wiem, czy byłem odrzucany z powodu mocnej konkurencji, czy z powodu, że sam wypadałem słabo i robiłem jakieś konkretne błędy w rozmowach. W każdym razie podczas każdej rozmowy byłem mniej lub bardziej zestresowany, unikałem kontaktu wzrokowego i ani razu się nie uśmiechałem. Nie wiem, czy to mogło jakoś wpłynąć na ich wyniki. Jakaś psychiatra zanotowała też, że jestem "osobliwy w pantomimice", cokolwiek to oznaczało. Nie mam. Nawet nie bardzo wiem, jak miałbym zabrać się za załatwianie czegoś takiego, ani na jakiej podstawie miałbym to uzyskać, ani jakie konkretnie korzyści bym z tego miał. Przede wszystkim szukałem prac biurowych, choć również czasem jakichś fizycznych typu magazynowe. Praktycznie tylko kobiet, bo jakoś nie widzę powodu, by kontaktować się z mężczyznami. Przyjaźń męsko-męska nie była przeze mnie nigdy uznawana za wartościową. Zarówno chroniczna samotność, jak i długotrwałe bezrobocie podnoszą poziom stresu i kortyzolu. Samotność wywołuje poczucie braku bezpieczeństwa, co utrzymuje organizm w stanie ciągłej "czujności". Ze skórnych testów alergicznych wynika, że tak. Zarówno na psy, jak i na koty i inne zwierzęta, choć na koty bodaj najbardziej, na króliki też bardzo. Na gryzonie również. Zresztą nie chciałbym mieć żadnego zwierzęcia, które musiałbym codziennie wyprowadzać na zewnątrz. Nie ma opcji. PTSD mam od doświadczenia ekstremalnej deprywacji snu (cztery doby bez snu pod rząd spowodowane trującymi lekami przepisanymi przez psychiatrę), nie od gróźb. Wczoraj napisałem maila do kolejowego biura rzeczy znalezionych - i jak dotąd nie doczekałem się odpowiedzi. Czyli najwidoczniej nie mają mojego bagażu i nic nie mogę zrobić. A miałem tam m.in. swój mega intymny notatnik terapeutyczny, w którym zapisywałem strumień świadomości. Ostatni fragment pochrzanił się z cytowaniem i potem już nie mogę "wyjść" z ramki cytatu, gdybym chciał odpowiedzieć, ani wstawić dalej kolejnych cytatów, dlatego odpowiedziałem tutaj, a cytat jest na końcu.
  18. Splot czynników. Przewlekła bezsenność na tle nerwowym, połączona z wieloletnią samotnością i wieloletnim brakiem pracy, przerywanym krótkimi okresami pracy na "śmieciówkach". To, że za każdym razem, jak chcę z kimś porozmawiać albo się spotkać, to muszę żebrać o kontakt ze znanymi mi osobami, i bardzo rzadko udaje mi się uzyskać jakikolwiek odzew, w 99% przypadków jestem olewany, a nawet jeśli nie, to i tak wychodzi na to, że nie mam szans na związek z tą osobą. Nikt z własnej inicjatywy nie kontaktuje się ze mną, mimo że ma do mnie kontakt. Nikogo nie obchodzę, wszyscy mną gardzą, olewają, a może nawet nienawidzą i życzą mi śmierci z braku snu, która mnie najpewniej spotka. Nie mam jak obniżyć sobie poziomu kortyzolu w sposób inny niż dieta i ćwiczenia oddechowe, które dają tylko częściowy efekt i niczego nie gwarantują. Codziennie przychodzę do pustego mieszkania i nie mam się do kogo odezwać ani do kogo przytulić, wziąć za rękę, pogłaskać itd. Pamiętam, że kiedyś, wieczorem po masażu relaksacyjnym, zdarzyło się, że ku własnemu zdumieniu zasnąłem bez wyraźnego trudu (tzn. chyba w ciągu godziny od położenia się) i przespałem całą noc. No ale przecież nie mogę codziennie wydawać 200+ zł na masaż relaksacyjny. Musiałbym być milionerem, żeby móc korzystać z czegoś takiego. Nie mogę mieć żadnego zwierzątka innego niż gad, płaz, rybki, owad czy pająk, bo jestem alergikiem (zresztą uczulonym nie tylko na sierść i pierze, ale też pyłki). Żadna kobieta nie uważa mnie za atrakcyjnego, a nawet jeśli, to nigdy mi tego nie mówi, więc ja o tym nie wiem. Idę przez życie bez żadnego pozytywnego zainteresowania ze strony innych. Bez żadnych komplementów ani miłych słów, za to z pamięcią całej masy gróźb, wyzwisk i mieszania mnie z błotem oraz traktowania mnie jak powietrze. Byłem na setkach rozmów kwalifikacyjnych, które oblałem, samemu nie wiedząc dlaczego, bo nikt mi nie powiedział. Brak domknięcia poznawczego, w połączeniu z całą resztą, doprowadza mnie do ultra silnej frustracji, furii i rozpaczy. A do tego np. wczoraj wychodząc z pociągu zapomniałem wziąć bagażu i zorientowałem się dopiero jadąc potem tramwajem - byłem i jestem na siebie tak wściekły, że całą noc nie zmrużyłem oka. Jakby tego było mało, jadąc wczoraj pociągiem widziałem przez okno szerokie połacie świeżo wyciętego lasu w pobliżu torów - a ja kocham drzewa, i krew mnie zalewa na widok niszczonej zieleni. Mam dużą nadwrażliwość sensoryczną i łatwo ulegam przebodźcowaniu, a gdy przy tym jestem po nieprzespanej nocy, ta nadwrażliwość ulega spotęgowaniu. I moje ataki furii, złości i frustracji ulegają spotęgowaniu.
  19. Kiusiu

    Dzisiaj czuje się...

    Fatalnie, z powodu braku snu ostatniej doby i stresu.
  20. Zależy który. Np. ja nie mam szans ani na związek, ani na szczęście, ani na zdrowie. Trudno mi się z tym pogodzić. Z tym, że życie jest karą i że wszyscy mną gardzą i mnie olewają - poza matką, która jednak kiedyś umrze.
  21. Kiusiu

    Alkohol w domu

    Nie ironizowałem - to pytanie było na serio. Tym bardziej że ojciec twierdzi, że pije umiarkowanie, a w jego środowisku są pijący więcej niż on. I na tle tego środowiska on się nie wyróżnia, to raczej standardowe. W ogóle, ciekawe, co na to autorka tematu.
  22. Kiusiu

    Co jest gorsze X czy Y?

    kocie łby Rita Repulsa czy Divatox?
  23. Kiusiu

    Co jest gorsze X czy Y?

    krzyżówki Lord Zedd czy król Mondo?
  24. Dwutlenek węgla, taka sytuacja Nokia, Siemens czy Motorola?
  25. Kiusiu

    Alkohol w domu

    Zgadzam się - szkopuł w tym, że słowo "musieć" może tutaj być różnie rozumiane przez różne osoby. Np. dla autorki tematu oznaczałoby coś całkiem innego niż dla jej męża. Wg niej on musi, wg niego nie musi. Ogólnie, pojęcie muszenia lub niemuszenia jest mocno uznaniowe. Prawda? Czyli zgadzasz się, że to, że wspomniany już mój ojciec pije średnio pięć razy w tygodniu, to znaczy, że ma problem z piciem?
×