-
Postów
262 -
Dołączył
Treść opublikowana przez skakunna
-
Terapia ambulatoryjna po detoksie od alkoholu - czy to się może udać?
skakunna odpowiedział(a) na skakunna temat w Uzależnienia
Póki co mam spróbować ambulatoryjnej, bo jeśli mnie zapiszą na stacjonarną czy zamkniętą, to będę musiał dłużej czekać. A w moim przypadku najważniejszy jest teraz detoks, bo jeszcze trochę i wyrzygam wątrobę. -
@Lucy32, dzięki. Wenlafaksyna już odstawiona, a bupropion nie zapewnia nawet 10% takich filmowych wrażeń podczas seansów w głowie, ale jeszcze parę snów pamiętam dosyć dobrze, więc w wolnej chwili coś skrobnę. Ogólnie to chyba wrócę do hobbystycznego pisarstwa po dłuższej przerwie.
-
Poniżej przedstawiam opowiadanie na podstawie jednego z moich wenlafaksynowych snów. Aby ciąg zdarzeń był w miarę logiczny, nieco zmieniłem chronologię i wypełniłem kilka dziur w fabule, które powstałyby, gdybym opisał ten sen takim, jaki był. Tym niemniej jednak większość wydarzeń przedstawię tak, jak miały miejsce w mojej głowie, włącznie z zakończeniem. Opowiadanie bez nazwy Ciemno. Las. Nie wiem, jak się tu znalazłem. Standardowo, jak to we śnie. Chociaż w tak dziwnych czasach, jakie nastały to wcale nie musi być sen. Wiem kim jestem, pamiętam swoje nazwisko, nie wiem, gdzie jest mój adres, bo go w tej chwili nie mam. No i ciemno, las. Na razie muszę się stąd wydostać, choć na zewnątrz wcale nie jest wiele lepiej. Wirus całkowicie sparaliżował normalne życie, ludzie chorują i zamieniają się w warzywa, wariują na dobre albo umierają jako fizyczne i psychiczne wraki. Wszystko trwa od kilku dni do kilku miesięcy. Zdrowieją nieliczni. Eksperymentalne terapie nie przynoszą dobrych rezultatów, szczepionki nie ma i co gorsza nie ma kto już nad nią pracować, bo zespoły naukowców i lekarzy zostały zdziesiątkowane przez wirus. Ale są też nieliczni odporni. Wydaje się, że mogę do nich należeć, skoro nie złapałem tego świństwa. A może złapałem i już mi miesza w głowie, skoro znalazłem się z niczego nic w lesie? Ten dziwny typek (o ile w tych czasach można wobec kogokolwiek użyć takiego określenia) przypałętał się do mnie parę godzin temu. Robiło się już ciemno, kiedy mnie zawołał z jakiejś bocznej ścieżki. Zawołał mnie, spanikowany twierdził, że nie pamięta, jak się nazywa. Przerażony zupełnie. Kto wie, czy już nie trafiony. Ale miał latarkę. Ja nie miałem, za to mam wodę i coś do jedzenia. Idziemy więc razem. Nawet się cieszę, bo mam jakieś towarzystwo, chociaż niewiele mówi. Imienia nie pamięta. Szpital zakaźny. Jak mogłem się spodziewać, materace i karimaty na korytarzach, sale są przepełnione. Masek nikt nie nosi, nie ma sensu, bo wirus i tak przez nie przechodzi, a personel stanowią głównie osoby odporne czy to naturalnie czy wskutek przebycia choroby. Co gorsza, właśnie dlatego prawdziwego lekarza czy pielęgniarki tu ze świecą szukać i chorymi zajmują się ślusarze, kelnerki, politolog i kierowcy. Znalazła się nawet jedna influencerka robiąca furorę swoim nowym zajęciem w social mediach. Poszliśmy akurat tam, bo mam wrażenie, że mój towarzysz z lasu jest trafiony, sam nie protestował. Jeśli wirus go dopadł, to może istnieć jakaś szansa, żeby mu pomóc, panika, milczenie i mówienie szyfrem to bardzo wczesne objawy, dające nadzieję na wyzdrowienie w przypadku szybkiego wprowadzenia leczenia, choć leczy się to objawowo, na samą chorobę leku nie ma. - Jesteśmy w szpitalu. Przebadają cię, sprawdzą czy jesteś trafiony, dadzą leki. Mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić? - pytam. - Nie wiem. Do /cenzura/ nędzy. Idę porozmawiać z pielęgniarką w recepcji. To znaczy, ona pewnie pielęgniarką tak naprawdę nie jest, choć fartuch ma. To młoda dziewczyna, może nawet za młoda, żeby mieć ukończone jakiekolwiek studia. Ma czarne, lśniące włosy spięte w kitkę, jest widocznie zmęczona, ale zadbana. Właśnie wróciła od jednego z pacjentów, usiadła na krzesełku przed swoim stolikiem, wyjęła 100 panoramicznych i zabrała się za jednoczesne rozwiązywanie krzyżówki i konsumpcję jogurtu. Znam ją. Byłem tu niejednokrotnie. - Cześć, przyprowadziłem ci jednego typka, może być trafiony. Ale jeśli nawet, to sam początek. - Jeeeezu, znowu? Nawet wysrać się nie mamy czasu. - Co zrobić. Przebada go ktoś? - wskazuję go palcem. Dopiero teraz miałem okazję się trochę mu przyjrzeć. Ma jakieś 35-40 lat, sporą łysinę na głowie, resztki brązowych włosów mu siwieją, a pyzata twarz okolona jest zaniedbanym zarostem. Nie wiadomo, jak długo się szwędał po tym lesie. Jego ubranie jest brudne i niechlujne. Pot czuć z kilku metrów. - Ja to zrobię. Ma jakieś objawy? - Popatrz na niego, jak mu oczy biegają w te i wewte. Może to ze stresu, ale może to już choroba. Trafiłem na niego w lesie, nie wiedział, jak się nazywa i tak dalej. Aha i nie jest zbyt miły - podkreślam. - Dlaczego? - Zapytałem się, co mogę dla niego jeszcze zrobić, jeśli cokolwiek, to mi odpowiedział: nie wiem, do /cenzura/ nędzy. Pielęgniarka zamyśliła się lekko. - Mówi szyfrem. Na tym etapie choroby nie umie inaczej - oznajmia. - Skąd to wiesz? - pytam. - I na dodatek wie więcej od innych. Wiesz, ja to miałam. Wyszłam z tego. Też gadałam zupełnie niezrozumiale. Ale do rzeczy. To, co powiedział jest bardzo logiczne - pielęgniarka patrzy na mnie oblizując łyżkę od jogurtu. - Jak to logiczne? - pytam coraz bardziej zdumiony. - Kojarzysz pannę Anastazję? - Nie, nie mam pojęcia, kto to. - To jest być może klucz do rozwiązania zagadki, jak walczyć z wirusem. Pewnie kiedyś mignęła ci przed oczami postać niskiej starej kobiety wyglądającej jak rzeźba? Bo to jest rzeźba. Mieszka tutaj. Czasami przemieszcza się to tu, to tam, jedno jest pewne, każdego dnia jest gdzieś indziej - kontynuuje przekrzykując jęki i kaszel dobiegający z sąsiedniego pomieszczenia poczekalni. - Mówicie na nią panna Anastazja? - Tak. Ale to nie wszystko. Panna Anastazja, choć jest panną, jest też kurwą. Nie pytaj mnie o szczegóły, nie chce mi się opowiadać całej tej historii. W każdym razie wobec niektórych pacjentów może mieć specjalne życzenia i kiedy uda się je spełnić, pacjenci dochodzą do siebie. Nie mam pojęcia, jak się z nimi kontaktuje, pewnie telepatycznie i na jakiej zasadzie ich leczy - mówi ze śmiertelnie poważną miną pielęgniarka. To jest najbardziej odjechana rzecz, jaką usłyszałem w ciągu ostatniego miesiąca - myślę sobie. Co prawda widziałem pannę Anastazję w jakimś składziku, kiedy pomagałem personelowi w wydawaniu leków, ale myślałem, że to zwykła rzeźba porzucona akurat tam, żeby nie przeszkadzała. - Czyli jeśli mówi: do /cenzura/ nędzy, to oznacza, że panna Anastazja jest w jakiejś potrzebie - dedukuję na głos. - Dokładnie tak - mówi pielęgniarka otwierając kolejny jogurt. Wiem, że robi nadgodziny. Po dziesięciu godzinach biegania i obsługiwania chorych, również tych u kresu życia i martwych ma prawo do chwili przerwy - I tu pojawiasz się ty, bo to ty jako pierwszy usłyszałeś szyfr. Jemu jeszcze da się pomóc, rozpoznaję tych wczesnych od razu - mówi patrząc na mnie. - Jak się dowiedzieć, o co tu chodzi? - Wyciągnij od niego więcej, najlepiej zapisz sobie, co mówi i przyjdź do mnie. Jeśli chodzi o pannę Anastazję, jestem tu najlepszym fachowcem - mówi z urzekającym uśmiechem, mimo zmęczenia. Po chwili słychać otwieranie puszki. To Redbull. Zeszyt mam zapisany rozmową na pierwszy rzut oka bezsensowną. A zapisuję wszystko, włącznie z momentami, kiedy delikwent wybucha śmiechem albo płaczem. Idę do pielęgniarki i mówię jej, żeby się temu przyjrzała. - To jest, to jest... Hm. Tak. No nie wierzę. Ta baba ma coraz durniejsze pomysły - konstatuje. - Czyli co? - Usiądź lepiej. Otóż musisz ją znaleźć jak najszybciej, co, jak wiesz, nie jest łatwe. Jeśli się spóźnisz, to po nim. I po paru innych też. Zadanie polega na tym: oczywiście znaleźć pannę Anastazję i... - pielęgniarka ledwie powstrzymuje śmiech - zmacać jej cycki, zanim zaczną spływać na ziemię. Oniemiałem. Jakby za mało było dziwnych akcji na przestrzeni ostatnich miesięcy, to jeszcze mam gonić za ruchomą rzeźbą i macać jej cycki, a jeśli tego nie zrobię, ktoś umrze i nie będzie to śmierć spokojna. - No, do roboty. Ja też muszę czasami odpocząć. I weź go ze sobą, tego też sobie zażyczyła. Nikt nie mówił, że jeśli jesteś uodporniony, to życie stanie się łatwe i przyjemne - to mówiąc wyciąga z szafy poduszkę, śpiwór, płyn do kąpieli, ręcznik i udaje się do kanciapy za recepcją. - Nie marudź i nie spowalniaj mnie. Jeśli jej nie znajdziemy w porę, to umrzesz - mówię coraz bardziej marudzącemu nieznajomemu z lasu. - Dobra, tak, nie, idziemy. Czyli chyba zrozumiał. Wchodzimy do przeróżnych pomieszczeń. W niektórych chorzy lżej, którzy zamienią się niedługo najprawdopodobniej w chorych ciężej, a z tych staną się umierającymi zombie w ostatnim stadium szaleństwa. Do niektórych sali wolę tylko zaglądać i omiatać je wzrokiem, bez wchodzenia, czy szara rzeźba nie ukryła się właśnie tam. Musimy się spieszyć. Piętro po piętrze, sala po sali, składzik po składziku, gabinet po gabinecie. Niemal wszystko otwarte, a jeśli zamknięte, to otwieram jednym z kluczy, których pęk noszę w kieszeni spodni. - Nigdzie jej nie ma. Wracamy do piwnicy i powtarzamy poszukiwania. Masz tu chusteczki - wyciągam z kieszeni napoczętą paczkę chusteczek higienicznych i daję nieznajomemu (choć to już nieodpowiednie określenie, ale imienia od niego nadal nie udało mi się wyciągnąć), żeby wytarł pot, który oblewa jego czoło i spływa do oczu. Czuć strachem. W piwnicy czysto. A czas ucieka. Kilka godzin tak się błąkamy, jest już środek nocy. Zmęczenie daje mi się we znaki. Teraz parter. Tu by się nie ukrywała, za łatwo byłoby ją znaleźć. A jednak... - Chodź tu, szybko, jest! - krzyczę do mojego towarzysza, kiedy zauważam pannę Anastazję w jednym z pomieszczeń izby przyjęć. Biegniemy za nią. Stoi i patrzy niewzruszenie. Posąg starej, brzydkiej kobiety. Widzę, że coś się dzieje z jej piersiami. Zaczynają spływać w dół, jakby się topiły. Zastanawiam się, czy jeśli spłyną, to wrócą na swoje miejsce, ale ignoruję tę myśl, bo właśnie jest czas działać. Obaj podbiegamy do niej, nieznajomy krzyczy: - Teraz! Teraz! Musisz to zrobić, błagam! Wyciągam ręce i łapię spływające cycki. Wiem, że jest już za późno. Nieznajomy zaczyna puchnąć, jest cały czerwony. Zaczynam krzyczeć do panny Anastazji: - Ty kurwo stara! Ty kurwo stara! KONIEC
-
@Dryagan,tak to było w oryginale, później poprawiłeś. Dlatego nie wiedziałem, że chodzi o ten sam film. IMHO jest nienajgorszy, jak na produkcję telewizyjną z małym budżetem. Wiem, że Karika to Słowak. Właściwie mógłbym czytać jego książki w oryginale, film oglądałem z oryginalną ścieżką dźwiękową. Może oglądałeś bez napisów i nie wszystko rozumiałeś?
-
MOKLOBEMID (Aurorix,Mobemid,Moklar)
skakunna odpowiedział(a) na mała_ja temat w Leki przeciwdepresyjne
Wiem, że nie zawsze tak się dzieje, nie każdy reaguje tak negatywnie na te leki podczas wchodzenia, wiem też, że bywały przypadki samobójstw krótko po włączeniu leku. Dlaczego tak się dzieje - nie mam pojęcia. Sam takich doświadczeń nie mam, no może na escitalopram się trochę nieprzyjemnie wchodziło. Nigdy takich stanów nie miałem, właściwie nigdy się nie pociąłem, więc nie wiem, jak to jest. -
Nie, nowy film, 2019. https://www.filmweb.pl/film/Szczelina-2019-826755 Nie wiem, czy jest w polskiej wersji, napisy gdzieś w internecie pewnie są.
-
@Dryagan, Szczelinę oglądałem w wersji filmowej, nawet nie wiedziałem, że to na podstawie książki, zajmę się za nią.
-
MOKLOBEMID (Aurorix,Mobemid,Moklar)
skakunna odpowiedział(a) na mała_ja temat w Leki przeciwdepresyjne
Przy SSRI też w początkowej fazie rośnie ryzyko zachowań samobójczych, więc czyżby to był jeden z tych lekarzy opisanych przeze mnie wyżej, @zburzony? -
Powiedzcie (napiszcie) mi, proszę, jakim cudem ktoś wydaje na rynek takie wysrywy jak to? https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5054875/to-mnie-zabije i tak wytrzymałem 3/4 tego dzieła w formie audioksiążki (nota bene, irytujący lektor), ale kiedy usłyszałem o tym, że główna bohaterka-lekomanka bierze doraźnie paroksetynę, kiedy jest już BARDZO źle (a tak to głównie xanax) uznałem, że już naprawdę dość i trzeba zakończyć tę przygodę xD. Nie jest to też dzieło w żaden sposób inspirowane filmem "Leon zawodowiec" poza pseudonimami głównych bohaterów, kamerkowej prostytutki i jej alfonsa. Scenki porno, nawet bardzo wulgarne nie przeszkadzają mi, o ile dobrze siedzą w fabule i nie są sztuką dla sztuki, a w tej książce niestety są. Wypisałbym wiele innych niedociągnięć, ale szkoda mi czasu. Nie jestem uprzedzony do polskich twórców, wręcz przeciwnie, jak na społeczeństwo, które tak mało czyta mamy sporo niezłych i dobrych pisarzy, natomiast w kategorii thriller/sensacja/horror bywa różnie, jak widać. Aktualnie czytam (znaczy słucham w pracy) Miasteczko Twin Falls, bardzo wciąga.
-
Teraz na szybko wyszedł mi Wirtuoz ISTP-A/ISTP-T, ale niezbyt się z tym zgadzam. Muszę bardziej przemyśleć odpowiedzi. Dawniej wychodził mi INTP-A graniczący z INFP-A.
-
MOKLOBEMID (Aurorix,Mobemid,Moklar)
skakunna odpowiedział(a) na mała_ja temat w Leki przeciwdepresyjne
@matt1982 to super, że pomaga. Niektórzy psychiatrzy są zakochani w SSRI i zdają się ignorować to, że w niektórych przypadkach nie są skuteczne albo wywołują takie uboki, że więcej z tego szkody niż pożytku. Niewątpliwie są łatwiejsze w prowadzeniu niż towarzysz MAO. Czy moklobemid pomaga na lęk wolnopłynący czy wręcz przeciwnie? Biorę teraz bupropion i jestem w chwili obecnej zadowolony, rzeczywiście działa, jak ma działać na depkę, głupie myśli i niedobór dopaminy, jednak na pojawiający się czasami u mnie lęk wolnopłynący chyba nie bardzo. Ogólnie bym powiedział, że co ma wyciszać, to wycisza, co ma pobudzać, to pobudza, ale w tej jednej kwestii ani w jedną ani w drugą. -
Leki są w porządku, jeśli dobrze dobrane, o co nierzadko jest dosyć trudno.
-
Podlegamy tym samym prawom biologii, co mucha, piesek, kotek, małpka, sarenka w lesie, mysz polna itd. Co prawda jesteśmy na tyle sprytni, że potrafimy sobie "pożyczyć" parę lub więcej niż parę lat, ale koniec końców jeśli kostucha przyjdzie znienacka, to nic z tym nie da się zrobić. To daje do myślenia, jeśli chodzi o wyciągnięcie wniosków z tego, jakie jest nasze miejsce i rola w przyrodzie.
-
Widocznie nie nadążali i stąd kolejne dawki, żeby zwiększyć prawdopodobieństwo otrzymania chipa. xD
-
Potwierdzam, Bill Gates osobiście nasypał do każdej fiolki mikrochip z nastawionym odliczaniem do zatrzymania krążenia, każda kolejna dawka szczypionki skraca ten czas o 10 lat. xD
-
1. Jaki jest zakres obowiązków moda i ile czasu trzeba na to wykroić w ciągu dnia? 2. Czy 1 ostrzeżenie robi problem?
-
Ja o tym leku kiedyś słyszałem albo czytałem, że za wiele nie pomoże, ale zaszkodzić też nie powinien i na podstawie swoich doświadczeń mogę się z tym zgodzić. Jestem ciekaw, jaki wpływ na statystyki skuteczności tego leku ma to, w jakim trybie trzeba go przyjmować ze względu na krótki czas półtrwania. Łatwiej jednak zapomnieć o dawce, kiedy trzeba o niej pamiętać 3 razy dziennie niż raz czy 2 razy. Stąd później opinia o tianeptynie jako placebo. xD Preparatu XR nie ma i raczej już nie będzie.