-
Postów
2 519 -
Dołączył
Treść opublikowana przez DEPERS
-
Hmmm nie wiem czy to dobry pomysł reboksetyne brać na lęki, ale sam najlepiej czujesz co dla Ciebie dobre, prawda? A może jednak nie , jeśli piszesz, że lęk który nigdy nie przechodzi jednak się kiedyś pojawia, a żeby się pojawić to chyba musi najpierw zniknąć, czyż nie? Nie kombinuj sam bo Ci to nie wyjdzie na dobre. Nie tylko poziomy neuroprzekaźników są ważne, ale i ich homeostaza(stosunek do siebie samych). Bynajmniej ja do takich wniosków dochodzę
-
Miło się dowiedzieć, że nie przechodziło się przez to samemu, ale i smutno jednocześnie, że ktoś też musiał tak cierpieć, a Wy kobietki to chyba macie jeszcze gorzej, bo facetów to chroni trochę testosteron. Ból duszy. No nic, najważniejsze, że jest lepiej. Nie ma co do gówna wracać, a upadać to tylko po to żeby podnieść się silniejszym, takie jest moje zdanie bynajmniej:)
-
W depresji ciężkiej, to się nie chce nawet nie chcieć, totalny bezssens gdzie nawet samobójstwo jest bezsensu. Okropny stan gdzie jest się samemu, mało co dociera z zewnątrz, anchedonia która nasówa Ci pytanie po co się w ogóle narodzieś. Bezsiłność połączona z bezsensem egzystencji, nawet jak widzisz kogoś uśmiechniętego to się zastanawiasz z czego on się qrwa cieszy. Piekło na ziemi w pakiecie jeszcze z bezsennością to już w ogóle modlitwa o śmierć. Nikomu tego nie życzę
-
Nie kombinuj sam, no chyba, że Ty z tych których lekarz pyta co ma zrobić. Wiem z autopsji forum, że trazodon nasila początkowo lęki i to do takiego stopnia, że rano niektórzy srają po gaciach, szczególnie na początku, to raz, a dwa, że jedna tabletka to nic nie wprowadza, czy odrazu poczujesz się lepiej czy gorzej to loteria. Więc zawsze trzeba poczekać. Pierwsze tabletki zazwyczaj wprowadzają chaos, jednym pozytywny, a drugim piekielny. Nigdy nie próbowałem combo paro+trazo, ale próbowałem wenla+trazo+mirta i ogień był taki, że mało nie schodziłem na pupie
-
Hmmm no ja mam trochę inny pogląd, bo wrażliwy to zbytnio nie jestem i potrafię kierunkować emocję, a mimo tego depresja mnie się trzyma i to kurczowo od najmłodszych lat. Być może z lękami jest tak, że ktoś wrażliwy ma z nimi problem i jest podatniejszy. Na to co Ty zareagujesz lękiem to ja zareaguję agresją i będę szukał konfrontacji, podczas gdy Ty będziesz tego unikał i się zamykał. Wszystko zależy od wbitego w głowę racjonalizmu i logiki z niego płynącej. Dlatego też, tak ciężko jest wyznaczyć ten prawidłowy nurt, ale ja go mam, a moje zaburzenie polega na innym postrzeganiu świata niż większość ludzi. Dziwadło ze mnie, ale taki mam już charakter i ja nie zamierzam go zmieniać mimo, że przez niego nieraz cierpię
-
Hmmm, tutaj to nie dokońca tak. U mnie paroksetyna powoduje taką sedację, że ja nie mam siły chodzić, aż oddycha mi się ciężko, a ja do leniwych raczej nie należę, mam troję dzieci i własny biznes i tutaj też nie ma mowy o żadnym samozadowoleniu bo ja wcale na niej szczęśliwcem nie byłem. Takie miałem po niej zmęczenie jakbym był czymś zatruty. Także są wyjątki, a przy takim przyjebaniu jak miałem po niej nawet na 10mg to wszystko jest tak naprawdę robione na siłę i to nie jest lenistwo, bynajmniej nie w moim przypadku. Śpię po 4 godziny dziennie, od 5 rano jestem na nogach w soboty pracuje i jeszcze potrafię godzinę dziennie trzepać futro żonce i na paroksetynie też to było, ale byłem wycięczony. Trzeci dzień jestem teraz bez leków. Zszedłem z 300mg wenlafaksyny w pięć dni do zera i jedynie co odczuwam to nieposkromioną siłę i dość częste zapy. Ooooo, otworzyłem się jak stary dżem
-
Spoko biorę mirtę na noc. Esci to jak dla mnie gówno, brałem ponad miesiąc i nic, totalne placebo i powodował sraczkę. Neuroleptyki czasem biorę doraźnie (sulpiryd), bo po dłuższym czasie powoduje anchedonie. Ketrel też próbowałem, ale byłem po nim chronicznie zmęczony, a wcale nie ułatwiał zasypiania. Jak na razie mirta mi najlepiej na sen podchodzi, nawet bym powiedział, że jest lepsza od miansy, którą też brałem:)
-
Ja nie biorę beta-blokerów nie mogę:) , ale i tak bym nie brał właśnie względu na, no wiesz co próbowałem, ale to nie są leki dla mnie, wolę drżącą koszulkę od łopotania serduszka i nabijać siniaki na macicy żonce, niż normalne tętno, bezdech, przy zasypianiu i nic w majtkach, Ooooo NIEEEE:) Ja żem zawsze zwarty i gotowy, nie wymiękam, nie ma mowy:) a na padaczkę to się nie leczę, ale brałem kiedyś tegretol na neuralgię. Suple też biorę, ale bez magnezu bo po nim od razu mam fontannę z pupy
-
Gapa ze mnie, nie podziękowałem za życzenia. Dziękuję:) hmmm mam też nadciśnienie, dwa razy dziennie biorę leki, do tego na zakrzepy, wenlafaksynę i mirtazapinę na noc. Na alergię to nic już nie biorę, bo jakoś słabo blokują histaminę zauważyłem. No tak, mały jest siny i zimny ha ha, trup jak Tobie przykulało libido, a mąż nalega to go poczęstuj hi hi pośmiejesz się jak zdejmie majtki , żartuje nie częstuj:) ale naprawdę nie ma się czym świata zawojować
-
Pogoda, sytuacja w kraju i brak perspektyw na poprawę w najbliższym czasie raczej dla osób z depresją (mnie), to tak średnio. Jeszcze mnie infekcja dopadła i czuje się jakbym umierał, ehhh życie, a do pracy muszę chodzić bo bezemnie moi pracownicy narobili by syfu za który ja bym i tak odpowiadał. I tak to jest, nie mogę nawet dnia zawalić, nie ma, że chory, albo coś tam innego, co prawda w ciągu dnia mogę być swobodny, ale doglądać muszę i tak
-
Nie przejmuj się, zwiększenie dawki zazwyczaj o sobie daje znać, prędzej czy później. W normalnym życiu bez zaburzeń też są gorsze dni, nie ma lekko, tymbardziej obserwując co się dzieje w kraju. Ja też mam pogorszenie, bo mnie przytłacza sytuacja w kraju. Ostatnio nawet nie oglądam telewizji bo wszędzie pieprzą te same śmieci. Taki dreszczowy czas nastał
-
No mnie akurat to po paro bolał żołądek turkaweczko i żeby skończyć, to prawie zawału dostawałem , ale to takie nic. Brałem ciągiem 40mg , ale mnie po pewnym czasie już tak sedowała, że chodzić nie miałem siły. Znużenie okropne. No, ale OCD to mi zmiotła w 4 tygodnie do takiego stopnia, że już się nie pojawia nawet tego zalążek