Po wczorajszym kryzysie jest co raz lepiej. Myśli są, płyną obok, ale nie mają już takiej siły jak w zeszłym tygodniu. I tak czekam na czwartek na wizytę u psychiatry.
Dzisiejszy dzień był bardzo trudny. W tej chwili wszystko się uspokoiło, niestety napięcie było tak duże, że się pocięłam. Trudno, stało się, dobrze że tylko to. Jutro jest nowy dzień, znowu wstanie słońce.
Bliscy z reguły są smutni. Teraz już nawet się nie denerwują, przechodzą nad tym "Stało się, czasu nie cofniemy".
Terapeutka stara się znaleźć przyczynę, za każdym razem musze obiecać że nic sobie nie zrobię do kolejnej sesji. Kiedyś mi powiedziała, że jeśli będzie się to powtarzać notorycznie to przerwie terapię.