minou
Użytkownik-
Postów
938 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez minou
-
Dużo osób boi się dentysty (a szczególnie moje pokolenie, z lat 80-tych, czasu szkolnych dentystek-sadystek), tak samo jak wiele osób boi się latać samolotem, ale to nie spełnia kryteriów fobii, jeśli strach nie jest tak nasilony, że uniemożliwia odbycie wizyty. Znam parę osób, które bardzo bały się dentysty po ciężkich przeżyciach w dzieciństwie. Unikały dentysty przez wiele lat, aż trzeba było zadbać o zęby. I wtedy się okazało, że obecny poziom usług stomatologicznych jest zupełnie inny! Bezbolesne leczenie, nowoczesne gabinety urządzone w przytulny sposób, cierpliwość do pacjentów sprawiły, że pozbyli się dawnych lęków. Ja jako dziecko bardzo bałam się dentysty, pamiętam jak mama mnie ciągnęła do gabinetu, a ja się czepiałam płotu na zewnątrz i krzyczałam że nigdzie nie pójdę choć szliśmy do prywatnego dentysty, ze znieczuleniem, bo szkolna dentystka nie potrafiła mnie zmusić do otwarcia buzi… a potem mi przeszło. Teraz to lubię, przysypiam na fotelu. Zawsze biorę znieczulenie bo mam bardzo wrażliwe zęby, po zaplombowaniu ząb boli mnie ze 3 dni, a przez pierwszy dzień boli mnie pół szczęki. To jedne z moich nerwobóli czy tam bóli fantomowych spowodowanych „neuroróżnorodnością” ale samo siedzenie na fotelu jest odprężające, hipnotyzuje mnie ta procedura, podawanie małych wacików, szczęk narzędzi. Pomyśleć, że taki dentysta za każdym razem wykonuje malutką rzeźbę oddającą kształtem i kolorem naturalny ząb pacjenta! Zastrzyk ze znieczuleniem to jedyny ciut bolesny moment, borowania nie lubię ze względu na zapach, ale potem zdarza mi się przysnąć i dentysta mnie budzi, żebym otworzyła buzię. Cały ten proces nadawania kształtu plombie, polerowania odrobinkę tu, odrobinkę tam wprawia mnie w stan transowy, jak zresztą obserwowanie innych precyzyjnych czynności, nie wiem czemu tak mam. Plus mam zawsze wrażenie, że będąc u dentysty naprawdę robię coś dla siebie, dbam o swoje zdrowie i wygląd uśmiechu a to jest bardzo ważne dla mnie. Leczenie zębów to chyba jedna z niewielu rzeczy, na którą bym wzięła kredyt jakby nie było mnie stać. Stan zębów mówi wiele o człowieku.
-
U mnie ten lek nie tyle nasilił co po prostu spowodował lęki, których nie miałam już od dawna. Na szczęście lekkie i tylko przez pierwsze 2 tyg Nie jestem pewna na ile można ocenić lek po krótkim braniu, to zdaje się jest dość typowy problem. Farmakoterapia to metoda prób i błędów, często trzeba sprawdzić nie tylko jeden lek ale połączenie kilku, jakich, w jakich dawkach itd. Na dodatek to połączenie czy ten konkretny lek wcale nie musi znów działać tak samo po przerwie. Ja uważam, że oprócz tego ważne jest kontrolowanie rzeczy, na które mamy realny wpływ - czyli stylu życia. Sen, ruch, dieta, relaks, terapia jeśli jest potrzeba. To zawsze pomaga, zawsze. Nie zawsze wystarczy ale zawsze pomoże.
-
Ja sertralinę biorę na depresję. Pomaga. Ten lek na pewno bezpośrednio nie pomoże Ci na napięcia mięśniowe czy parestezje, ale jeśli obniży napięcie psychiczne to może i somaty zniką. Na nerwobóle (międzyżebrowe, kręgosłupa, napięciowe bóle głowy, i inne bóle niesprecyzowanego pochodzenia, które odczuwam bo mój układ nerwowy jest nadreaktywny przez adhd/autyzm) biorę z bardzo dobrym skutkiem gabapentynę. Do tego metylofenidat na objawy adhd, który jako nieoczekiwany skutek uboczny zupełnie likwiduje nerwicę u mnie. Jak na razie to połączenie sprawdza się idealnie.
-
Zacznij po prostu od laryngologa. Mój syn, który ma autyzm i adhd, ma też problemy ze słuchem, bo jako dziecko miał często zapalenie uszu. Słuch ma dobry, ale po tych infekcjach powstały blizny na pewnych strukturach w uszach i przez to on nie zawsze rozróżnia dźwięki. Jak słyszy jakiś cichy dźwięk, to myli go ze słowami, np skrzypnięcie szafki może brzmieć dla niego jakby ktoś go wołał. Czasem też ma wątpliwości czy faktycznie coś słyszy czy mu się wydaje. Na początku mnie to przestraszyło, ale to nie jest psychiatryczne. Zresztą córka też ma w klasie koleżankę, która miała zdiagnozowany autyzm i ciężka nadwrażliwość na dźwięki a dopiero jak była nastolatka to się okazało, że ma jakąś wrodzoną wadę budowy ucha i teraz ma aparat. Możesz używać jakiś kropli do nosa i pobrać Ibuprom przez parę dni przeciwzapalnie i zobaczyć czy to pomoże na te wrażenia dźwiękowe.
-
Ciężko mi coś polecić bo nie bardzo wiem czym jest anhedonia. Jeśli chodzi o brak odczuwania szczęścia, to ja mam tak zawsze, i bez depresji. Najczęściej czuję tylko lekką irytację i napędzającą mnie ciekawość. Takie serotoninowe szczęście to czułam chyba tylko po opiatach. Mi szczęście raczej się kojarzy z dopaminą, zapałem, motywacją. Na depresję do tej pory brałam anafranil i valdoxan, oba pomogły, ten pierwszy miał jednak dużo skutków ubocznych a ten drugi działał bardzo lekko, prawie jak placebo. Teraz sertralina pomogła mi na depresję ale nie daje mi szczęścia ani nic, tylko spokój. To Medikinet w obecnej kombinacji leków odpowiada za poprawę nastroju, tak myślę. Może Tobie by też pasowało coś bardziej w tą stronę, np bupropion. Tylko że on może pogorszyć lęki.
-
no trudno. I tak chciałam zrzucić parę kilo. Jedyny problem to osłabienie i senność w środku dnia, przypuszczam że to z powodu braku apetytu. Nawet nieźle mi pomagają opaski sea band, kupiłam je w piątek. W miarę usuwają mdłości. Wprawdzie nie poprawiają apetytu ale sam fakt że łagodzą nudności pomaga
-
Dokładnie. Ja miałam już wcześniej dwa razy umiarkowaną depresję, ale zawsze z towarzyszącą silną nerwicą. I to ta nerwica mnie dobijała, sama nawet nie zauważyłam objawów depresji. Teraz już nie mam nerwicy, leki na ADHD całkowicie usunęły lęki. Dlatego w ogóle nie rozpoznałam jakiejś depresji. Żeby wstać pod prysznic musiałam sobie nastawiać alarm, nie chciało mi się z nikim rozmawiać, od grudnia już w ogóle odwoływałam i odmawiałam spotkań. Tak było już od dłuższego czasu, w sumie kilka lat, ale zaczęło się pogarszać ostatnie pół roku. Nic mnie nie cieszyło, a najgorsze, że mnie to nie zdziwiło! Myślałam że tak już jest, że nie ma co mieć za dużych wymagań od życia. Że przynajmniej mam dobrą pracę i spokój finansowy, więc nie mogę wymagać jeszcze żeby coś innego mnie interesowało. W końcu to praca mnie dobiła, kierownictwo podjęło koszmarne decyzje a szef się okazał narcystycznym burakiem jak tylko pojawił się cień problemu, więc… zwolnili mnie, zaczęłam się leczyć i teraz się bardzo z tego cieszę, chcę wreszcie o siebie zadbać. Od leków wymagam że pomogą w regeneracji mojego układu nerwowego, żebym wróciła do normy
-
Lojotokowate zapalenie skóry twarzy czy to od zaburzeń lękowych?
minou odpowiedział(a) na Dominik999 temat w Nerwica lękowa
Ja w ogóle raczej nie przepadam za pieczywem, to był taki przykład. Teraz mam duży jadłowstręt przez leki na depresję ale staram się jeść zdrowo. Na śniadanie np kefir z płatkami owsianymi, pestkami dyni, bananem, migdałami i śliwką suszoną - to już 6 różnych produktów roślinnych i dużo błonnika. Z banana i kefiru tryptofan a pestki dyni są dobrym źródłem lewodopy, magnez z migdałów, błonnik ze śliwki i z płatków. Zrobienie tego śniadania zajmuje 2 minuty, więc naprawdę nie ma powodów żeby znajdować wymówki -
Współczuję. Nie wiem czy po 2 mies lek ma szansę zadziałać jeśli do tej pory nic się nie działo, w ulotce twierdzą że już po tygodniu może być poprawa nerwicy, ale najdalej po 6 tyg powinno się było coś ruszyć. Ja myślałam przez kilka lat że co tam to tylko obniżony nastrój. Nie mam przecież depresji. Wmawiałam sobie że problem ze wstaniem po herbatę to już tak jest, obowiązki, mało energii. Ale widzę że chyba chodziłam z zadawnioną depresją kilka lat i po prostu się przyzwyczaiłam do tego. Więc teraz różnica jest spora. Wiadomo, w dzień jest różnie, ale są momenty kiedy wychodzę z dołka i widzę jak to powinno mniej więcej wyglądać.
-
Ciągle coś upuszczam, nie mogę utrzymać porządku ani wypracować systematyczności
minou odpowiedział(a) na robertina temat w Nerwica lękowa
Czasem na jeden lęk pomaga inny lęk moją hipochondria przeszła kiedy czułam się tak źle że było mi obojętne czy umrę, a przecież to strach przed śmiercią nakręcał hipochondrię. Teraz w mojej pracy zrobiło się tak źle, że walnęłam L4 i zaczęłam leczyć depresję. I dobrze! Gdyby mój szef nie był wystarczającym dupkiem, to dalej bym funkcjonowała z zajechanym systemem nerwowym i zadawnioną depresją, i może bym wzięła 1-2 tyg zwolnienia podczas gdy potrzebuję co najmniej 2 miechy… Może ta sytuacja jest „po coś” i w końcu poczujesz że szpital nie może być gorszy od tego, co czujesz. -
@acherontia styx ja w zasadzie uważam, że uczucia to nic innego jak szlaki chemiczne, ale trochę przerażają mnie dywagacje typu „na motywację to wrzuć coś na podkręcenie dopaminy, a jak nie możesz potem spać to załaduj nasenny, a jeśli będziesz zmulony rano to dorzuć dawkę czegoś na noradrenalinę. A alko to spokojnie do tego możesz.” No ludzie… Przede wszystkim to trzeba się zastanowić skąd ta dopamina, serotonina itd się w ogóle biorą? Z kosmosu? No nie, z prekursorów, które dostarczamy z jedzeniem. Do syntezy hormonów i neuroprzekaźników potrzebne są różne enzymy. Na wiele z tych procesów wpływa m.in wit D ze słońca. Więc pierwsze pytanie powinno być: Jak żyjesz? Bo jeśli masz ciężkie niedobory a w Twojej diecie są śladowe ilości L-dopy to sobie podkręcaj dopaminę, tylko z czego? Z pustego to i Salomon nie naleje. Plus alko. Które rozwala cały układ nerwowy, szlak GABA, działa na serotonię i dopaminę a z odbicia nakręca noradrenalinę i kortyzol. Jak się leczysz to nie pij, proste. Zaburzenia psychiczne, to taka cukrzyca, tylko na większą skalę. Jak się ma cukrzycę, to objawem jest m.in pragnienie. A jak się ma depresję to objawem jest smutek, to nie jest choroba duszy. I ludzie z cukrzycą dzielą się na takich, co zmieniają styl życia i kontrolują chorobę i takich, co myślą że nie muszą o siebie dbać a insulina załatwi sprawę i potem się dziwią, że skąd retinopatia itd skoro oni brali insulinę przecież? Pewnie była jakaś ujowa ta insulina, może ktoś poleci lepszą markę?
-
Ciągle coś upuszczam, nie mogę utrzymać porządku ani wypracować systematyczności
minou odpowiedział(a) na robertina temat w Nerwica lękowa
Aż tak nie. Ja ze stresu gorączkuję do max 37,5 ale wiem że niektórzy mogą też dostawać wyższej gorączki. A może to jakiś stan zapalny związany z Twoim brzuchem? Ogólnie wygląda na to, że w Twojej przychodni jasno sobie założyli że każdy Twój objaw jest psychiczny. Co to w ogóle za odpowiedź na napady gorączki, że nie ma takiej choroby? No cóż, na pewno wiele chorób może powodować nawracającą gorączkę i powinno się zrobić badania. Choć pewnie to jakiś zwykły wirus i zaraz przejdzie, to podejście Twojej przychodni jest skandaliczne, serio. Jak sobie pomóc? Rob wszystko, co Ci poprawia humor. Twój jedyny wpływ na sytuację jest taki, że udowodniono że stres pogarsza choroby więc powinnaś się spróbować odstresować. Zrób sobie jakieś założenie, mi to bardzo pomagało w hipochondrii. Np mówiłam sobie „ten ból to pewnie zwykłe lekkie zapalenie/przeciążenie/cokolwiek. Powinno zacząć się poprawiać za max 1/2/3/4 tyg. Do tego czasu nie myślę o tym i się nie martwię. Jeśli się pogorszy lub nie poprawi za 1/2/3/4 tyg, to zadzwonię znów do lekarza”. Czas sobie ustalałam w zależności od symptomów i jaki jest rozsądny czas żeby czekać. I przez ten czas faktycznie się nie martwiłam i nie myślałam, bo miałam przecież plan i decyzję co zrobię jeśli się nie poprawi i konkretny termin. W 99% przypadków przechodziło jak tylko przestawałam się skupiać i stresować, albo samo przechodziło jeśli to był zwykły wirus -
Ciężko powiedzieć, ja biorę dopiero 9 dni, ale zastanawiam się jak się definiuje brak działania? Czytałam ten wątek i widzę że np ludzie piszą „działa, dziś wszystko mi się chciało, dziś byłam/em szczęśliwy/a”, albo „2 miesiące było dobrze a dziś mam zły humor, lek przestał działać!”. U mnie tak leki nie działają. Mi się rzadko cokolwiek chce, czy mam depresję czy nie. I rzadko jestem szczęśliwa. Mam wrażenie, że ludzie mają bardzo różne oczekiwania co do tego, że lek „działa”, niektóre zupełnie nierealistyczne. Jak Ty definiujesz działanie? Na co bierzesz? Chyba z lękami łatwiej stwierdzić, albo się ma albo nie (wiem bo silną nerwicę lękową mam od dziecka), ale z depresją trudniej bo brak depresji nie oznacza przecież wiecznego szczęścia tylko samopoczucie adekwatne do sytuacji. A sytuacja nie zawsze jest wesoła.
-
Lojotokowate zapalenie skóry twarzy czy to od zaburzeń lękowych?
minou odpowiedział(a) na Dominik999 temat w Nerwica lękowa
To trochę uproszczone. Tak, jeśli masz nerwicę, to prawdopodobnie masz np. za wysoki poziom kortyzolu a to może wpływać na nadprodukcję łoju i np powodować trądzik. Poza tym przewlekły stres powoduje przewlekły stan zapalny i osłabia system odpornościowy. A stąd już niedaleko do wszelkiego rodzaju chorób z autoagresji. Ja np mam łuszczycę. Ale pytanie jest, skąd masz nerwicę? Od dość dawna mówiło się, że podejście farmakologiczne, czyli leczenie objawów lekami, może nie być wystarczające, a ważniejsze jest podejście holistyczne. Czyli że choroby cywilizacyjne, w tym psychiczne, są w dużej mierze spowodowane stylem życia. Od dawna było wiadomo, że dieta, sen, stres i ruch ma kluczowy wpływ na zdrowie. Ostatnio coraz więcej mówi się o tzw. mikrobiomie i związku jelit z mózgiem. Nic dziwnego, w końcu to w jelitach wchłaniają się różne związki potrzebne do syntezy hormonów i neuroprzekaźników itd. Jeśli Ci się chce, to wypróbuj tą teorię, jest to w miarę łatwe i nie kosztuje ekstra. Chodzi o to, żeby w tygodniu jeść 30 różnych produktów roślinnych (owoce, warzywa, orzechy, ziarna, zioła itd. To wbrew pozorom nietrudne, bo np chleb wieloziarnisty ma już z 5 różnych roślin). Ograniczyć fast food, słodycze a zwiększyć spożycie błonnika. Podobno zadbanie o florę jelit przywraca równowagę całego organizmu, w tym mózgu i układu odpornościowego. Powinno poprawić zarówno stan skóry jak i stan psychiczny. Ja właśnie się za to zabieram, na razie ciężko bo nie mam apetytu przez leki. -
Przede wszystkim mobbing to nie Twoja wina. Ja też mam taką osobowość, że niektórzy mnie bardzo lubią a inni się mnie czepiają. Chodziłam do hmmm kilkunastu placówek edukacyjnych. I to się tak układało, że w co drugiej było dobrze lub super, miałam znajomych, ludzie z „popularnych” grup mnie lubili. A w co drugiej zostawałam kozłem ofiarnym, wyśmiewano się ze mnie a w jednej szkole nawet miałam groźby pobicia. Dlaczego? Myślę że chodzi o coś w pierwszym wrażeniu, w jednej szkole zupełnie przez przypadek „podsiadłam” pierwszego dnia popularną laskę, ona miała zły humor, ja też, więc zamiast to obrócić w żart, zrobiła się ciężka atmosfera. I już nie miałam życia w tej szkole. W innej szkole przed rozpoczęciem roku przez przypadek na korytarzu wpadłam na 2 dziewczyny i się z nimi pośmiałam chwilę. Potem się okazało, że jesteśmy w tej samej klasie a one należą do „najpopularniejszej” grupy. Ale w tej szkole w ogóle się nie przyłączyłam do żadnej grupy tylko byłam po trochu z każdą. A już w następnej szkole znów nie miałam się do kogo odezwać, to było jakby ludzie tam mnie nie mogli ścierpieć. Do tej pory, jako dorosła z dyplomami z zakresu psychologii, środowiska pracy, zapobieganiu mobbingu itd, dalej się czasem spotykam z tym, że jakaś osoba lub grupa mnie całkowicie odrzuca. Choćbym była miła i się starała, to i tak wychodzi źle. Ja się z takich środowisk usuwam. Mobbing czy wykluczenie powoduje problemy psychiczne na lata, niszczy poczucie własnej wartości, wpływa na późniejsze relacje międzyludzkie. Jako specjalista uważam, że z takiego środowiska trzeba uciekać. Zmienić szkołę lub pracę, chyba że np do końca zostało mało, czy praca jest sezonowa, lub dopiero się gdzieś zaczęło i warto dać temu jeszcze szansę. Ale jeśli człowiek czuje się przygnębiony, mniej warty, nie może przestać o tym myśleć, to warto zmienić otoczenie. Warto też nie patrzeć na to w kategorii „winy”, że np to moja wina bo jestem beznadziejny, albo to ich wina, bo są niemili. Trzeba popatrzeć na to w ten sposób, że ludzie są różni i nie muszą się lubić, ale to nie ma związku z ich wartością. Po prostu nie „pykło” i trudno, nie musi. Warto też ustalić samemu ze sobą swoje zasady. Np „jestem kulturalny i zachowuje się neutralnie nawet jak kogoś nie lubię” ale „jeśli ktoś przekroczy moje granice, to grzecznie, ale stanowczo mówię nie”. I tyle. Nie ma co się podlizywać ludziom, którzy nas nie lubią bo efekt i tak nie będzie dobry. Ale nie ma też co być „chłopcem do bicia” i dawać się obrażać.
-
Hej, Właśnie leczę się na trzeci w życiu epizod depresji, ale on jest zupełnie inny niż dwa pozostałe. Ja zawsze miałam silne lęki i one też dominowały w obrazie dwóch poprzednich depresji. Ja sama nawet nie za bardzo zauważyłam objawy depresyjne, bo lęk był tak wyczerpujący, że tylko na tym się skupiałam. Od kilku lat leczę się na ADHD i nerwica przeszła jak ręką odjął. Nie mam lęków. Lekarz już na początku leczenia sugerował, że chyba mam współistniejącą depresję, ale ja to zbywałam, że gorszy nastrój i tyle. Ale teraz miałam (po raz kolejny, niestety) ciężki okres w życiu i borykam się z trudną sprawą. Natłok myśli, bezsenność, bóle brzucha, płaczliwość, zamartwianie się. No i lekarz powiedział, że tym razem bez leków się nie obejdzie. No i jak o tym myślę, to zaczyna mi się wydawać, że ja z tą depresja chodzę od lat myślałam że takie rzeczy jak trudność ze zwleczeniem się z sofy żeby zrobić sobie herbatę, poczucie beznadziei po obudzeniu i zmuszanie się do prysznica to po prostu… życie. Mam adhd/autyzm, nie młodnieję, energii mi ubywa, codziennie mam dużo obowiązków. I tak się po prostu przyzwyczaiłam do tego, że jest źle, bo źle ma być, nie ma co oczekiwać że będzie dobrze. Ale może tak nie jest? Może da się to wyleczyć? Trochę się boję mieć nadzieję, że da się żyć z większym entuzjazmem, bo już się pogodziłam z tym, że mam taką „osobowość”.
-
Ciągle coś upuszczam, nie mogę utrzymać porządku ani wypracować systematyczności
minou odpowiedział(a) na robertina temat w Nerwica lękowa
Somatyczne objawy stresu są całkowicie normalne i potrafią być silne. Ja np przy moim ciężkim epizodzie hipochondrii miałam przez rok stany podgorączkowe po 37-37,2 st. Nawet lekarka kazała mi co rano przychodzić na pomiar bo myślała że ściemniam albo termometr mi się zepsuł. Plus ciągłe bóle żołądka, jadłowstręt i czarne stolce więc myślałam że krwawię. W końcu zrobiłam gastroskopie która wyszła dobrze. W ogóle wszystkie badania wychodziły dobrze a ja się czułam umierająca. Od dziecka mam bóle klatki piersiowej i wrażenie że moje serce bije nieregularnie. Czasem jakby ptak mi trzepotał w klatce a czasem jakby się tam piłeczka odbijała. Wszystkie EKG w normie, ciśnienie super… bóle to prawdopodobnie nerwobóle od mojego ADHD, pomaga na nie gabapentyna. I tak mogłabym wymieniać moje objawy i wymieniać. Teraz już wiem skąd one się biorą i dlaczego miałam hipochondrię. Otóż mój układ nerwowy jest atypowy, nadwrażliwy. To oznacza, że niektóre „pogubione” impulsy odczytuje jako ból. Albo, że ja „czuję” pracę organizmu, bicie serca, połykanie, pracę jelit. Plus typowa dla ADHD skłonność do nerwicy i mam swoją hipochondrię. -
Ja dziś 4 dzień na dawce 25 mg i przede wszystkim od wczoraj wieczorem nie mam natłoku myśli. Przy moim adhd ciężko mi np myśleć o czymś innym i choć trochę wyluzować jak coś mnie martwi, a tu tylko 4 dni i jest cisza w głowie. Zniknęła też moja niecierpliwość, jestem w trakcie załatwiania paru spraw gdzie czekam na informację albo odpowiedź i normalnie bym po ścianach chodziła że ludzie w weekend mają wolne i ja nic w tym czasie nie mogę pozałatwiać Zresztą lekarz mówił że mój mózg nie ma naturalnego wyłącznika więc da mi jakiś SSRI żeby mnie na chwilę odcięło Co do nastroju to żadnej euforii, ale cóż, ja na codzień, jak jest dobrze, tzn jak nie mam depresji, odczuwam przeważnie tylko ciekawość i lekką irytację. Wcale mi to nie przeszkadza, nie lubię emocji, są strasznie męczące. Rano było dobrze, szczególnie po metylo, ale po kilku godzinach zaczynają się poty i mdłości. Na wieczór znów ok, jak wczoraj. Mam nadzieję że taki stan się utrzyma, a jakby w bonusie pojawiło się więcej hmmm szczęścia..? to też byłoby fajnie
-
@drkwaw Z tego co tu się już naczytałam, Sertralina działa lekko na dopaminę i noradrenalinę, ale chyba dopiero w dawkach powyżej 150 mg. Choć niektórzy tu pisali, że nawet mniejsze dawki ich pobudzały, ale raczej nieprzyjemnie. Ja 3 ci dzień biorę 25 mg, do tego Medikinet, więc jakby Sertra jeszcze podbijała mi dopaminę i noradrenalinę z Medikinetem to bym poczuła, ale tak nie jest. Jestem mega leniwa. Sertra wręcz przykryła działanie Medikinetu na motywację.
-
Ciągle coś upuszczam, nie mogę utrzymać porządku ani wypracować systematyczności
minou odpowiedział(a) na robertina temat w Nerwica lękowa
Naprawdę niedobrze, że nie jesteś w stanie pójść na porządne badania. Czy masz jakąś rodzinę? Kogoś, kto mógłby porozmawiać z lekarzami o tym, jak by się dało Cię zabrać na diagnostykę? Np spora dawka benzo w domu, a w szpitalu kolonoskopia i gastroskopia pod narkozą - ze wskazań psychiatrycznych? Czy ktoś pomaga Waszej rodzinie? Jeśli chodzi o zaburzenia jelit, to często właśnie dieta jest kluczowa. Może nawet miałabyś zajęcie na zapełnienie dni, jakbyś zaczęła notować dokładnie co zjadłaś i jakie pojawiły się objawy. „Dieta” nie musi na początek oznaczać czegoś rygorystycznego, po prostu lekkostrawne. Rozumiem Twój opór przed siemieniem lnianym jeśli boisz się wymiotować, bo ten napar smakuje moim zdaniem średnio. Ale siemię lniane samo w sobie to super pomysł, bo ma dużo substancji powlekających na układ pokarmowy, ma kwasy omega 3 i jest bardzo zdrowe. Można je mielić w młynku do kawy i dodawać np do smoothie albo owsianki. Jesli chcesz być zdrowa - musisz o siebie zawalczyć. Nikt nie mówi że to będzie łatwe. Życie tak ogólnie nie jest łatwe, ale na pewno jest ciekawsze i pełniejsze, kiedy podejmuje się ryzyko. Wiadomo, że fobia i takie zamknięcie w domu to rodzaj ucieczki. Będąc chorym człowiek ma prawo w pewnym sensie „wymeldować się” z życia i choć jest mu ciężko, to omija go wiele codziennych problemów. Moja hipochondria była taką ucieczką. Niby mówiłam że chce już być zdrowa, ale to jednak była trochę ulga, że „umierająca”, za jaką się uważałam, nie musi się martwić wynikiem egzaminu czy nieporozumieniem z koleżanką. Może pomogłoby Ci coś z zakresu psychoonkologii? Tam jest dużo fajnych technik jak spojrzeć na życie mając fizyczne ograniczenia które być może nie ustąpią (np po radio czy chemioterapii). Jak nauczyć się żyć z niepewnością jutra, jak podejście zwiększa szanse wyleczenia, jak cieszyć się dniem itd. Szkoda że te nurty nazwali „psychoonkologia” a nie bardziej uniwersalnie, bo przecież wiele osób z chorobami przewlekłymi i nieprzewidywalnymi mogłaby z tego korzystać. I osobno napiszę: masz kogoś, z kim możesz pogadać o głupotach? Nie o chorobie, nie o problemach, tylko np jaki make up Ci się spodobał na Tik Toku, jaki film Cię śmieszy, jaki aktor jest przystojny i takie tam? Czy masz w ogóle jakieś miejsce w życiu, gdzie nie jesteś „ta chora?” To bardzo ważne. -
Ciągle coś upuszczam, nie mogę utrzymać porządku ani wypracować systematyczności
minou odpowiedział(a) na robertina temat w Nerwica lękowa
Współczuję, to brzmi naprawdę strasznie i pewnie każdy by się stresował. -
Ciągle coś upuszczam, nie mogę utrzymać porządku ani wypracować systematyczności
minou odpowiedział(a) na robertina temat w Nerwica lękowa
Moje leczenie działa, jest najlepsze jakie miałam do tej pory i od 2 lat nie mam lęków. Pozbyłam się też dziwnych bóli. Teraz akurat mam lekką depresję, przez bardzo ciężką atmosferę w pracy i ogólnie ciężki czas, śmierć w rodzinie itd. Z tego co się orientuję, wcześniejsze metody obrazowania adhd na rezonansie nie były pewne, chyba dopiero od roku jest jakaś metoda w Polsce na podstawie badań z USA. Choroby jelit i zaburzenia psychiczne bardzo często idą w parze i nie wiadomo do końca w jaki sposób są połączone. Ale neuroprzekaźniki tworzą się w jelitach i potrzebują określonej flory bakteryjnej. Nawet czytałam dość śmiała tezę że za autyzmem stoi po prostu choroba jelit, która nie musi wcale dawać objawów, ale chodzi o upośledzone wchłanianie. Z drugiej strony stres rozwala żołądek i jelita i to bardzo.