I to jest idealny przypadek tego, jak indoktrynacja religijna może zniszczyć mózg i doprowadzić do presji. Czym tak w ogóle jest "grzech"? Ja nie uważam, bym była grzeszną osobą. Nie uznaję czegoś takiego. Za to mam swoją moralność i podług niej idee, które kierują mną i określają moją osobowość i wybory. Po co do tego dekalog i przykazania kościelne? Człowiek powinien mieć wybór.