Uwielbiam ten moment, gdy latem usiądę pod drzewem, zamknę oczy i wsłucham się w szum liści, zapach parnego powietrza z nadzieją na deszcz.
Te krople, co rozbijają się o okno, miarowo i z siłą pozostawiając mokre łzy na szybie.
Ten odurzający zapach mokrej ziemi, po letnim deszczu który przynosi ulgę.
Takie drobne momenty, których ludzie nie zauważają, pędząc za życiem, bez pokory, w tym wyścigu szczurów, krzywo założonego krawatu.
Kiedyś medytowałam i to otworzyło mi oczy na te drobne gesty, które nam przyroda funduje. Niestety ludzie tego nie widzą, czują tylko smród spalin aut, krzyk i zawodzenie zgiełku w samym środku dnia na deptaku przy Starym Browarze.
No ale cóż, ich strata.