cdn.
Użytkownik-
Postów
493 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez cdn.
-
Ponoć, żeby stworzyć dobry związek, trzeba pokochać samego siebie. Nie kocham siebie i nie wiem jak to przełamać. Odsunęłam się od dawnych znajomych, a nawet od rodziny, bo przestały mi się podobać te relacje. Nie potrafię stworzyć nowych, mam coraz mniej sił,bo nie mam w nikim oparcia. Nie mam dla kogo się starać, a nie mam też wystarczającej miłości do siebie by starać się bez innych, jest ciężko. Zwykle najmocniejszym impulsem by wyjść z letargu były zobowiązania wobec innych. Nie podoba mi się to. Nie wiem jak mogę to zmienić.
-
W jakich sytuacjach lepiej być singlem?
cdn. odpowiedział(a) na temat w Problemy w związkach i w rodzinie
detektywmonk, a jak się tam nie chodzi, to masz już problem z głowy, jesteś szczęśliwym , w pełni świadomym singlem -
U mnie ze względu na niską samoocenę i wiele innych sygnałów nadawanych przeze mnie, być może w ogóle nieuświadomionych ( choćby sposób chodzenia - raz ktoś powiedział, że ja nie chodzę tylko się skradam), jestem dla innych niewidzialna. Przynajmniej tak mi się wydaje. Często aż zbyt często jestem zalewana problemami innych, jak zaczynam opowiadać o swoich to zaczyna się licytacja kto ma gorzej, albo to pieprzone " doskonale cię rozumiem" , choć druga osoba nie ma prawa mnie rozumieć. Długo musiałam walczyć z przeświadczeniem, że moje problemy nie są ważne w porównaniu z problemami innych. W końcu mam dosyć sporą barierę w mówieniu o swoich uczuciach, a nie jedna osoba potrafi zrobić niezły raban, gdy mu ptak nasra na głowie, zrobić z tego taką tragedię, że prawdziwe tragedie przestaja już się liczyć. Zwykle ludzie zauważają mnie, gdy już mnie nie ma. Moja nieobecność jest bardziej dla nich zauważalna niż obecność.
-
naiwny urok tego teledysku - to był mój hit gdy miałam 5- 6 lat
-
W jakich sytuacjach lepiej być singlem?
cdn. odpowiedział(a) na temat w Problemy w związkach i w rodzinie
ble... nie wiem jak można nie brzydzić się korzystaniem z ich usług, wysypisko wszelkich syfów. Ale co mogę wiedzieć, nie jestem facetem. -
Moim zdaniem, to, że czasami życie da nam dowalić nie świadczy o tym, że jesteśmy inni, nienormalni. Jesteśmy tylko ludźmi. Z twojego postu można wywnioskować, że sytuacja ciebie po prostu przerosła.
-
Czy wcześniej też miałaś problemy ze strachem przed ludźmi czy wszystko zaczęło się po rozstaniu z chłopakiem?
-
[videoyoutube=WpWvlnMqLXc][/videoyoutube]
-
Niestety tak się złożyło w moim życiu, że zostałam " unieszkodliwiona" za młodu. Wychowano mnie w duchu by schodzić innym z drogi. Przytoczę jedną sytuację, która świetnie to obrazuje. Mianowicie raz zostałam zatrudniona, bo potrzebowali przy pewnym projekcie więcej osób. Początkowo miałam tam pracować przez tylko 2 tygodnie. Z tego samego powodu zaczęła pracować też tam moja koleżanka, która była zaprzyjaźniona z resztą zespołu. Zaczęła pracę tydzień wcześniej ode mnie, później zrobiła sobie tydzień wolnego, by pojechać na wypad z chłopakiem , licząc, że później jeszcze wróci. Jednak sytuacja później się zmieniła, nasza szefowa nie potrzebowała aż nas dwóch. Chciała żebym została na dłużej niż dwa tygodnie, była zadowolona z mojej pracy. Reszta ludzi, którzy tam pracowali, z kolei była tym rozczarowana. Nie żeby mieli coś przeciwko mnie, póki nie zagrażałam ich dobrej znajomej. Mówili mi po prostu, że szkoda jej, że potrzebowała tej pracy, że tak bardzo na nią liczyła. Jedna z dziewczyn zabiła mnie raz wzrokiem, ale na tym się skończyło. Z ich strony, bo później ja zaczęłam utrudniać sobie życie sama a przy okazji swojej szefowej. Jak do tej pory pracowałam bez zarzutu, tak teraz zaczęło mi wszystko wypadać z rąk, robiłam głupie błędy. Szefowa zmieniła zdanie, powróciła do starego planu, do tej pory nie wiem czy z powodu mojego spadku formy czy też serdecznego słowa reszty pracowników. Byłam świadoma, że to, że nagle tak się " popsułam" wynikało z poczucia winy a jednocześnie walczyłam z nimi, że reszta na pewno nie zlitowałaby się na de mną w takiej sytuacji, że mają gdzieś moje potrzeby choćby z tego względu że jestem im obca. Dlaczego potrzeby tej dziewczny stały się nagle tak dla mnie ważne? I nic z tego, mimo świadomości co mną kieruje, dalej byłam roztargniona i nieskupiona na pracy. I teraz mam do was pytanie? Jak walczyć z poczuciem winy, w takich sytuacjach? Może w sumie ta gra nie była warta świeczki? Tylko, że ja nigdy nie byłam w żadnym zespole. Mogę liczyć jedynie na siebie. A jak widać samą siebie pod tym względem zawodzę.
-
Spotkanie z zupełnie nowymi ludźmi. Pewnie już nigdy się więcej nie spotkamy, ale i tak to był dla mnie inspirujący wieczór, który dał mi szansę przypatrzeć się zupełnie nowym rzeczom.
-
To idealny dzień by siedzieć z akwarium na głowie
-
Wkurzają mnie ludzie, choć czasem daję im taką cudowną sposobność aby zrobić mi coś na "złość". Wystarczy na przykład wyjście z pieczary naprzeciw społeczeństwu. I właśnie, nie wiem wtenczas co mam robić, jak mam zareagować. Gdy na przykład ktoś widząc moje zatroskanie i przygnębienie zaczyna do mnie mówić jak do pięciolatka albo gdy ktoś doradza mi w oczywistych sprawach, ja wtedy powtarzam jak mantrę za nim, przecież o tym wiem, to ta osoba zaczyna , co? - ze mnie się śmiać, że już wszystko wiem i taka mądrala ze mnie, oczywiście to ja znowu wychodzę na durnia. Gdy ktoś , oczywiście w trosce o mnie, mówi mi co mam robić - zrób to, taomto, posprzątaj, pozamiataj. Wiele tych rzeczy jest mówionych niby w żartach, wśród nieraz przyjaznych rozmów - nie ma jakby konkretów, więc trudniej mi cokolwiek powiedzieć, tym bardziej, że wśród tych cudownie luźno rzuconych słów, powiedzianych nieraz żartem, ostre przeciwstawienie się wyglądałoby co najmniej karykaturalnie. Czasami próbuję otwarcie z co niektórymi osobnikami porozmawiać o tym co mi przeszkadza w ich zachowaniu, jak kawa na ławę, zwykle po fakcie, bo po prostu nie potrafię inaczej, to jak tylko wyczują co się święci, to uciekają przede mną jak przed diabłem, zmieniają od razu temat, lub odkładają telefon.
-
Mam już dosyć życia w pojedynkę w na walizkach.Wynajmowania kolejnych mieszkań, mieszkania z obcymi ludźmi. Ten etap powinien już dawno się skończyć. Coś czuję, że zbliża się kolejna przeprowadzka.
-
dobras4, Ostatnio oglądałam Juno - o nastolatce w ciąży, temat wydaje się ciężki , ale opowiedziany na prawdę z lekkością i humorem.
-
Zagubione_odbicie, z tego co opisujesz, to zmagasz się z poważnymi zaburzeniami. Twoje BMI nie jest tak ważne, jak to jak się z tym czujesz i jak tą wagę osiągasz. Głodzenie się i branie tylu tabletek przeczyszczających prędzej czy później odbije się na twoim zdrowiu. I tutaj kończą się moje mądrości. Jak widzisz po poprzednich komentarzach innym dzielenie się swoimi " mądrościami" też słabo wychodziło:P Jeżeli chcesz rzeczywiście jakiejś porady i pomocy to najlepiej udaj się do psychologa. Na prawdę warto się przełamać i spróbować. Pomyśl jak będzie dalej wyglądało twoje życie przy katowaniu się takimi drastycznymi dietami. Ciało z wiekiem staje się coraz mniej odporne na złe traktowanie. Skoro teraz rezygnujesz z macierzyństwa z powodu twojej obsesji na punkcie wagi, to z czego jeszcze w przyszłości będziesz musiała zrezygnować? Może to cię jakoś zmotywuje do prawdziwej walki z problemem, które coraz bardziej będzie rozwalać twoje życie zamiast stawiania sobie diagnoz na podstawie internetowych artykułów i forumowych "mądrości". Szkoda na to czasu.
-
A ja wysłałam głupiego maila hahaha ważnej osobie hehe przypał, że nie mogę ROTFL koniec kariery, która na dobre się nie zaczęła, bez dyplomu to dopiero będzie trudne Follow_, tak jak moja babcia, ma problemy z pamięcią
-
na kolejny samotny weekend [videoyoutube=BqkVeytyifM][/videoyoutube]
-
Ale, nie ma co sie załamywać , bo... To jest na prawdę mocny argument. Powinnam sobie wykopać grób, po tym artykule. Dzięki. Wszyscy umrzyjmy. Świat będzie lepszy. No jednak mój instynkt samozachowawczy, dzięki któremu jeszcze się tu męczę, każe mi szukać odpowiedzi gdzie indziej. Mimo, że takie ze mnie jest gumno.
-
Olinek, brawo za progres
-
Też pochodzę z domu, gdzie głównie rządziła nadopiekuńcza matka. Studiuję, mieszkam poza rodzinną miejscowością , rodziców wcale tak często nie odwiedzam, ale skutki tego wychowania odczuwam do dzisiaj. Często do niej dzwonię, ona do mnie. Nie wiem na ile jest to normalne, na ile nie jest. To w sumie nie wydaje mi się takie straszne i patologiczne. Jednak jak przystało na dziecko wychowane pod kloszem mam problemy z samooceną, z kontaktami z ludźmi, nie mówiąc o płci przeciwnej - prawie żadne, jestem dosyć wycofana, skupiona głównie na sobie, czasem infantylna - nie liczenie się z rzeczywistością, boje się brać odpowiedzialności itd. Niektórzy wyliczają tu procentowo, który rodzic ile zawinił, co wydaje mi się trochę śmieszne, ale uzasadnione. Skoro człowiek czuje się tak bezradny w każdej sytuacji , to zostaje mu wyliczanie procentowości winy w ludziach, chleba w chlebie i liczenie dziur na suficie. Strasznie jest to okrutne. Pewnie moja sytuacja nie była aż kiepska, bo inaczej być może zachowywałabym się podobnie albo byłoby ze mną jeszcze gorzej. Skoro znamy źródło problemu? Co dalej robić? Jak nadrobić stracony czas? Czy to jest możliwe? Jestem już świadoma swoich problemów, ale ile jestem w stanie zmienić w ćwierćwieczu życia? Może powinnam się pogodzić z tym, że już nigdy nie nadgonię tych, którzy w wieku szkolnym rozwijali się na pełnych obrotach. Pewne zmiany już nastąpiły i nie wiem czy są odwracalne.
-
trochę po czasie [videoyoutube=euyBHc6Egmo][/videoyoutube]
-
WinterTea, boję się po prostu złej reakcji, że coś stracę. Często tak mam, że odruchowo zgadzam się komuś pomóc, nawet gdy nie mam zbyt dużych mozliwości, a później muszę to odkręcać. Przez wiele lat wydawało mi się, że wszystko co jest związane ze mną jest złe. Trudno w takiej sytuacji o autentyczność. Dopiero od niedawna dociera do mnie, że jakąś mam jednak wartość. Wydaje mi się jednak, że zmiana nawyków, będzie trudniejsza niż zmiana świadomości. Właśnie w tym leży problem, wiem, że lepiej byłoby postawić sprawę jasno i szczerze, że uniknęłabym w ten sposób wielu przykrych konsekwencji. ale i tak łatwiej mi skłamać, niż powiedzieć coś co inny nie chciałby usłyszeć.
-
Co do bycia lubianym.. Niedawno zapaliłam papierosa, po półrocznej przerwie, tylko dlatego, że tej drugiej osobie bylo przykro, nie miała z kim zapalić. A ja chciałam być w porządku. Moja uczynność nie zna granic. Jestem jak ten cygan co dla towarzystwa da się powiesić. Za wszelką cene chcę zrobić dobre wrażenie na innych. A później od ludzi uciekam, bo mam dosyć tego wszystkiego. Nie mam problemów z tym aby ludzie mnie lubili, ale nie potrafię z tego czerpać satysfakcji, bo często jestem w tym nieszczera.