Skocz do zawartości
Nerwica.com

take

Użytkownik
  • Postów

    5 132
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez take

  1. Już "przełożyłem" pracę magisterską (co znaczy, że nie napisałem jej w terminie). Chyba przez prawie dwa lata mogę sobie ją jeszcze tak "odkładać" i nie będzie "większych" problemów z zaliczeniem. Dziś byłem w jednej organizacji zajmującej się pomocą osobą z problemami podobnymi do moich i umówiono mnie z doradcą zawodowym. Spotkanie ma być jeszcze w tym tygodniu.
  2. Atrakcyjność seksualna, pociąg płciowy i przyjemności seksualne to rzeczy, które zaistniały po grzechu pierworodnym. Grzech pierworodny to wielka katastrofa, dla mnie to Adam i Ewa jawią się jako ci, co najdobitniej zasłużyli na wieczne potępienie z całego rodzaju ludzkiego. Nie uważam, że łatwo było im popełnić ten grzech, wręcz przeciwnie - było im zgrzeszyć "naprawdę trudno". Przypuszczam też, że gdyby nie było upadku Szatana, to Ewie i Adamowi nie przyszłoby na myśl to, aby sięgnąć po owoc zakazany i bez trudności Adam i Ewa "wytrzymaliby" bez grzechu. Uważam, że Wąż w Edenie był największym z upadłych aniołów, nie jakimś podrzędnym demonem, tylko największym ze wszystkich złych duchów. Tak więc to przez Węża (Diabła, Szatana) przede wszystkim, nawet i bardziej niż przez Adama i Ewę, potomkowie Adama i Ewy muszą się męczyć z brzemiennymi skutkami grzechu pierworodnego. Myślę, że Wężowi należy się nawet większa kara niż Adamowi i Ewie "w sprawie grzechu pierworodnego ludzkości". Skoro Nowy Adam (Chrystus) jest bez grzechu pierworodnego, to i Nowa Ewa (Maryja) jest bez grzechu pierworodnego.
  3. Mam przemyślenia, że tak naprawdę nie nadaję się do pisania pracy magisterskiej, bo jestem w tym bardzo niewydajny i mam takie upośledzenie, że zdaje się całkiem możliwe (ale nie pewne) tytuł magistra i tak nigdy nie przyda mi się w życiu zawodowym. Ale zaliczyłem trzy semestry studiów magisterskich, zaliczyłem wszystkie przedmioty, tylko nie napisałem pracy magisterskiej i jej nie obroniłem. Nie lubię wybierania ważnych informacji, konstruowania ładnego tekstu... We wcześniejszych szkołach też nie lubiłem pisania wypracowań, chociaż nierzadko robiłem to dobrze. Tacy jak ja nie nadają się do konkurencji o pracę - potrzebują pomocy dla niepełnosprawnych. Na "normalnych warunkach" taka słaba osoba jak ja może być po prostu żałosnym pośmiewiskiem. Po co robić pośmiewisko i narażać na przykrości ze strony innych ludzi, którzy i tak są "biednymi dziećmi" przez swoją niepełnosprawność psychiczną? Dzięki orzeczeniu o niepełnosprawności także pracodawca, który kogoś takiego jak ja zatrudni, powinien mieć pewne przywileje. "Nie widzę" w pracy źródła swojego utrzymania, ale: sposób na zarabianie pieniędzy dla siebie i rodziny (wzbogacenie się); posiadanie zajęcia, dzięki któremu mogę robić coś pożytecznego, aby np. nie stawać się "leniem", "pasożytem", "darmozjadem"; formę "terapii", "rehabilitacji", pomocy osobie z poważnymi problemami psychi(atry)cznymi. Nie nadaję się do tego, aby mieć żonę czy założyć rodzinę. Nie uczyłem się niczego, z czego mógłbym się utrzymać. Nie mam wykształcenia zawodowego. Moja natura nie myśli o pracy jako o źródle własnego utrzymania, takie podejście do pracy jest jej obce (dla niej powinna być ona raczej "zabawą", a nie czymś, od czego zależy przetrwanie). Szczególnie nie zgadzam się z opinią, według której praca stanowi TYLKO źródło utrzymania.
  4. Mam problem z obrzędami religijnymi, niektóre są dla mnie utrapieniem (np. rachunek sumienia (przypominanie sobie grzechów z przeszłości) i wyznawanie grzechów). Jestem wyraźnie niepełnosprawny psychicznie i mam problem np. z tym, żeby zarabiać pieniądze w ogóle, "nie nadaję się do życia społecznego", niektóre aspekty religijności są dla mnie "dużym ciężarem" (np. wiara w Piekło, dwa pierwsze warunki sakramentu pokuty). Wymagania stawiane przez religię związane z obrzędami jawią mi się niekiedy jako coś szkodliwego, moja natura uważa np., że to dobrze, że skrócono obowiązkowy post eucharystyczny, że zmniejszono liczbę świąt nakazanych i dni obowiązkowego postu w Kościele Katolickim (po co nakładać na ludzi większe ciężary, większe obowiązki?). Ważne jest dla mnie np. to, aby żyć w czystości seksualnej (bezmałżeńskiej, przedmałżeńskiej czy małżeńskiej), aby był porządek w sferze rodziny, aby nie było wyzysku, "neoniewolnictwa" (np. przez "głodowe płace" i "umowy śmieciowe").
  5. Sprawa pracy magisterskiej zdaje się dodatkowo komplikować mi życie. Nie mam zbytnio pomysłu, aby się za nią zabrać, przez kilka miesięcy w jej sprawie bardzo mało robię. Ukończyłem 10 semestrów studiów i nie mam ani pracy zarobkowej, ani nie zajmuję się "magisterką". Przy mojej kondycji to nie wiem, czy praca magisterska (czy nawet inżynierska, którą obroniłem) w ogóle kiedykolwiek przyda mi się w sferze zawodowej. Niejeden Aspi ma magistra czy nawet coś więcej, ale ja na tak wysokofunkcjonującego, jak oni, nie wyglądam. Chciałbym już teraz mieć pracę zarobkową. Dopóki nie obronię pracy dyplomowej nie chciałbym pracować na pełen etat, aby móc zająć się "ukończeniem studiów". Chciałbym pracować dwa czy trzy dni w tygodniu, nie pięć, dopóki nie skończę z pracą magisterską. Nie chcę nie ukończyć studiów. Rodzice nawet dyplomu licencjata czy inżyniera nie mają, a rodzeństwo taty jest co najmniej magistrem. Już nie mam ochoty więcej studiować. Nie chcę, żeby nienapisanie pracy magisterskiej tak negatywnie wpływało na moje życie. Dzień bez pracy zarobkowej to powinien oznaczać co najmniej kilkadziesiąt zł straty. Renta socjalna oznacza ok. 21 zł na dobę. To też jakieś wsparcie dla mnie i rodziny.
  6. take

    Skojarzenia

    brak zaradności
  7. Maryja jest dziewicą, ale jest też żoną św. Józefa. Ona jest najwyższą kobietą, jest dziewicza najbardziej ze wszystkich niewiast, ale jest także żoną i rodzoną matką. Chrystus jest największym mężczyzną, nie ma żony ani też nie spłodził potomka, jest najbardziej dziewiczym spośród mężczyzn. "Jeśli ktoś twierdzi, że stan małżeński należy wyżej cenić niż stan dziewictwa lub celibatu i że nie jest lepiej i szczęśliwiej pozostawać w dziewictwie i celibacie niż być związanym węzłem małżeńskim - niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych." - jeden z kanonów Soboru Trydenckiego z 1563 roku. Celibat zakonników czy kapłanów jet wyższy od małżeństwa. Nawet dziewictwo zakonnic jest wyższe od niego (od małżeństwa). Ja bardziej mogę podziwiać męskie dziewictwo, męską "bezmałżeńskość", bo mężczyzna ma raczej większe pokusy seksualne od kobiety, ma większy pociąg płciowy. Ale mój wysoce prawdopodobny dożywotni celibat, przebywania w czystości bezmałżeńskiej do śmierci nie jawi mi się jako powołanie większe od powołania do małżeństwa, nie wspominając już o powołaniu do życia duchownego czy konsekrowanego, bo moje powołanie jawi mi się jako coś łatwiejszego od normalnego powołania do małżeństwa i założenia rodziny (mam poważne problemy psychiczne i do małżeństwa nie należy tak bardzo zaburzonych osób dopuszczać, na dodatek żyje mi się wygodnie, do wielu rzeczy, które są odpowiedzialne i trudne, się nie nadaję raczej, w przeciwieństwie do mnóstwa małżonków, którym za trud i odpowiedzialność powinna się należeć wyższa nagroda niż mnie).
  8. take

    Skojarzenia

    brak mądrości
  9. Lubię rozważać na tematy teologiczne. Może mnie to bardzo pochłaniać. Moja natura podchodzi do spraw duchowych raczej "intelektualnie", a nie "obrzędowo". Wierzę, że gdyby nie było grzechu pierworodnego, to akt małżeński nie polegałby na złączeniu się tych części ciała współmałżonków, które są charakterystyczne dla płci (zwanych obecnie "genitaliami"). Oznaczałoby to, że każdy akt małżeński byłby dziewiczy, gdyby nie było grzechu, i każda matka w świecie bez grzechu byłaby niepokalaną dziewicą. Ale Niepokalana Dziewica byłaby i tak tylko jedna, bo z tylko jednej Niewiasty narodziłby się Bóg Wcielony. Wcielenie, zaistnienie unii hipostatycznej, jawi mi się jako "główny i najbardziej podstawowy" element dzieła stworzenia, który nie był uwarunkowany jakimkolwiek grzechem. W Maryi w pełni objawiła się tajemnica kobiecości. Chciałbym patrzeć na każdą osobę płci żeńskiej niczym na Nią. Bez cienia pożądliwości. Osobiście uważam, że nie wszystko w objawieniach bł. A. K. Emmerich jest prawdziwe (np. informacje dotyczące osób na arce Noego). Przypuszczam natomiast, że grzech pierworodny mógł mieć dużo wspólnego z płciowością, z przyjemnością seksualną. Nie widzę siebie w małżeństwie. Celibat jest wyższy od małżeństwa. Maryja i Józef byli małżeństwem, ale nie odbywali aktu prokreacyjnego w ogóle, nawet tego dziewiczego, bo Dziecię w Najświętszej Rodzinie nie było Osobą stworzoną (w przeciwieństwie do Niepokalanej Dziewicy, której osoba jest stworzona i ma początek). Według mojej natury dzieci nienarodzone powinny być objęte łaską Odkupienia Chrystusa, która jest przecież potężniejsza niż wina Adama. Dlaczego te dzieci miałyby być z grzechem pierworodnym na wieczność? Dlaczego miałyby trafiać do ognia piekielnego (gdzie, co prawda, ich cierpienia byłyby mniejsze niż tych, którzy mieliby grzechy uczynkowe) czy do limbus puerorum, a nie po prostu otrzymać wszystkie łaski niezbędne do zbawienia wiecznego i być w Niebie razem ze wszystkimi świętymi?
  10. Spowiedź jest dla mnie "bardzo skomplikowanym zagadnieniem". "Trudno jest ogarnąć swoją przeszłość". Rachunek sumienia i wyznawanie grzechów jawią mi się jako coś, co nie powinno być obowiązkowe, bo stwarza zagrożenie skrupułami, zwłaszcza, jeśli spowiedź i rachunek sumienia są dłuższe, a osoba ich dokonująca ma problemy psychiczne. Boję się tego, że będę mieć grzech śmiertelny. Boję się, że "będę mieć jeden grzech śmiertelny, za który nie chcę żałować", i pójdę do piekła. Natura chciałaby, aby piekło nie było takie straszne, jak je przedstawiają np. wizje świętych... To niewyobrażalnie straszne. "Nie chcę tego rozważać". Pociąg płciowy jest dla mnie utrapieniem. Chcę żyć w czystości celibatu do końca ziemskiego życia. Wierzę, że gdyby nie było grzechu pierworodnego, to nie byłoby libido i przyjemności seksualnej, a złączenie się małżonków cielesne zawsze przynosiłoby poczęcie potomstwa (nie byłoby np. współżycia dla budowania więzi, ale nie dla prokreacji). Rodzaj celibatu, w którym żyję, jawi mi się jako coś niższego od powołania do małżeństwa, bo małżeństwo to coś odpowiedzialnego, a ja jestem "nieodpowiedzialny", upośledzony psychicznie, mam wygodne życie, nie radzę sobie najlepiej z trudnościami i ze względów psychi(atry)cznych jestem skazany na celibat do śmierci. Nie chciałbym mieć potomstwa, które nie poszłoby do Nieba, które byłoby ciężarem dla innych (np. przez taką niepełnosprawność, której doświadczam). Na osobę duchowną czy konsekrowaną tym bardziej się nie nadaję.
  11. Popęd seksualny jawi mi się jako "cuchnący stolec". Na swoje zboczenia oczywiście nie pozwalam, chcę je doszczętnie wytępić, chcę ich całkowitego zaniku, podobnie chciałbym pozbyć się pociągu płciowego w ogóle. Libido to coś, z czym przyszło mi się "użerać". Nie nadaje się do tego, abym się ożenił czy założył rodzinę. Nie mam do tego odpowiedniego "charakteru", z samym sobą nie radzę sobie najlepiej Co dopiero z żoną i potomstwem. Dziewictwo, czystość bezmałżeńska są wyższe od małżeństwa, do którego się nie nadaję. Odrzucam przyjemność seksualną w ogóle. Nie chcę mieć popędu płciowego, nie chcę mieć pokus nieczystych. Wolałbym nie tylko nie mieć żadnego grzechu nieczystego, ale i nigdy nie zawrzeć związku małżeńskiego, nigdy nie spłodzić potomstwa. Żyjąc w czystości celibatu, szczególnie wynosi się godność małżeństwa. Nie chcę, aby do celibatu motywował mnie (tylko) strach przed karą za grzechy, ale aby był on z łaski, w łasce i dla łaski, aby dawał wieczną chwałę w Niebie i był chwalebny.
  12. Skrupuły są u mnie też chyba związane z moim życiem sprzed kilku lat, kiedy popełniałem wiele głupich uczynków. Sporo tego było i trudno to ogarnąć, zwłaszcza komuś niepełnosprawnemu psychicznie. Skrupuły mogą dotyczyć np. tego, że coś z DUŻEJ MASY grzechów zataiłem podczas spowiedzi generalnych (zwł. świadomie czy od niechcenia (bo tak dużo tych grzechów było i nie chciało mi się ich wszystkich mówić - nie ze wstydu, lęku, tylko z problemów z organizacją czegoś tak skomplikowanego i odpowiedzialnego jak długa spowiedź)).
  13. Dziękuję za modlitwę. Ok. 17 sam odmówiłem dziś kilka litanii. Nie uważam, że Bóg jest okrutnikiem (bycie kimś takim jest sprzeczne z dobrocią, bezinteresownością, miłością). Myślenie o tym, że Bóg torturuje, że jest zły, nie sprawia mi ulgi. Nie zgadzam się z nim. Problem stanowi dla mnie sama możliwość doświadczania czegoś takiego, jak męki piekielne.
  14. Mi możliwość bycia traktowanym tak okrutnie może nie pozwalać funkcjonować. "Boję się", że jak np. będę mieć jedną złą myśl i choć przez chwilę się na nią zgodzę, to będę mieć grzech śmiertelny. Boję się grzechu śmiertelnego i nie chcę go mieć w ogóle. Moja natura nie widzi sensu w przypominaniu sobie grzechów z całego życia, wszystkiego z przeszłości. Dla kogoś takiego jak ja może to być źródło pokaźnych skrupułów niszczących życie.
  15. Jak ci dorośli je besztają (np. niegrzecznie czy wulgarnie się do nich odzywają), to też nie robią najlepiej i nie dziwię się zbytnio reakcjom tych dzieci. Powinno się stosować inne metody wychowawcze niż "obrzucanie" wulgaryzmami, "wściekłe" krzyczenie (ja mogę w podobnych zachowaniach moich rodziców, polegających na krzyczeniu na dzieci, widzieć jakąś bolesną dla dziecka "pychę" czy coś w tym rodzaju). Kiedy byłem dzieckiem, też niestety potrafiłem być niezłym "ziółkiem" (i przez to, między innymi, mogłem mieć tak silne skrupuły, a rzeczy, które robiłem w okresie szkoły podstawowej czy gimnazjum, bywały naprawdę niebezpieczne). Dla mojej natury nawet SPRAWIEDLIWA kara może kojarzyć się z gniewem (jednym z grzechów głównych), zemstą (odwrotnością przebaczenia), nienawiścią (odwrotnością miłości), jeśli jest sroga, okrutna, bolesna w nielekki sposób. Opisy piekła mogą właśnie z tymi rzeczami mi kojarzyć się, a dla mojej biednej mentalności jako "TEN ZŁY" jawi się STWÓRCA w tych opisach, nawet nie Szatan.
  16. Dla mojej natury karanie przez tortury kojarzy się ze "zwyrodniałością moralną" i niegodziwością, w ogóle nie kojarzy jej się z dobrocią, miłością, łagodnością... Dla niej tortury ZAWSZE jawią się jako niesprawiedliwa kara. Zwłaszcza, jeżeli jest stosowana przez kogoś silniejszego na kimś słabszym. Nie chcę tortur dla tych, co mi źle czynią, także i dlatego, bo sam nie chciałbym być torturowany... Tortury to "silniejszy" rodzaj cierpienia. "Dla mojej mentalności" nic nie usprawiedliwia ich. Uważa tortury (cierpienie powyżej pewnego poziomu, kiedy to za małe uznać go nie można) za coś bardzo złego, coś, czego nikomu nie wolno życzyć. Ci, co doświadczali tortur, mogą się mojej naturze jawić jako "jakby bohaterowie". Ja w życiu doświadczyłem względnie mało cierpienia. Mogę myśleć, że jestem najmniejszym pod względem potencjału duchowego człowiekiem, jaki kiedykolwiek został i zostanie stworzony. Dla mojej natury ŻADEN grzesznik nie zasłużył na TORTURY. Stosowanie TORTUR jawi się jej jako coś zawsze niemoralnego. Grzesznicy raczej nie chcą być torturowani. Nie chcę, aby mieli grzech, nie chcę, aby grzeszyli.
×