Skocz do zawartości
Nerwica.com

take

Użytkownik
  • Postów

    4 162
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez take

  1. Takich pracowników traktują gorzej niż takich jak ja. Powinni godziwiej płacić i wynagradzać, a nie robić z biednych ludzi "woły robocze"! Dla szarego pracownika powinno być więcej dóbr, a dla bogaczy mniej luksusów! Mi chociaż rentę i orzeczenie o niepełnosprawności dali, w starciu z "rynkiem pracy" raczej nie miałbym szans...
  2. Kotek też wydala obrzydliwości przez odbyt i mimo tego jest słodziutki. Człowiek jest większą istotą niż kot, w jego przypadku wydalanie brzydkich rzeczy z wnętrza swojego ciała wygląda jeszcze gorzej, niż w przypadku zwierząt. Smutne to, że tak ładne istoty, jak kobiety mają takie skażenie natury i z ich ślicznie wyglądających ciał wydobywają się nieprzyjemne substancje o niemiłym zapachu. Jeśli Aspijka puściłaby kilka śmierdzących zgniłymi jajami głośnych bąków w łóżku (np. podczas przytulania jej "niczym maskotki") i przez kilka minut musiałbym z tego powodu znosić woń siarkowodoru, która do najprzyjemniejszych nie należy, to i tak nie ma powodu, aby obrażać się na Aspijkę czy ją krzywdzić za to. Może nawet bym ją pochwalił, że ulżyła sobie, a nie męczyła się dłużej z tymi gazami w jelitach i doznawała przez to nieprzyjemności. Przykre są skutki grzechu pierworodnego, szkoda ludzi, że muszą je ponosić. Jakby miała biegunkę, to trudno. Nie chciałbym jej krzywdzić przez to. Niech nie brudzi sobie ubrań czy nie brudzi innych rzeczy (np. łóżka) przez swoją dolegliwość. Lepiej, żeby to jej nie spotkało. Tak może chcieć mi się nad nią rozczulać mimo tego niemiłego. Nie chcę uprawiać z nią "seksu". Ale małżeństwo chciałbym szybko po ślubie skonsumować ze świętą intencją. Współżycie jawi mi się jako święty obrzęd, a nie jako źródło przyjemności. Współżycie ze świętą intencją to nie "seks". Ktoś konsumuje małżeństwo po to, aby poczęło się święte na wieki potomstwo.
  3. Lepiej, żeby nie miała, bo to też jakaś dokuczliwość, i to raczej niemała. Po co ktoś ma cierpieć? Zwłaszcza po co ma cierpieć ta Aspijka? Lepiej niech będzie zdrowa. Myślę, że zaakceptowałbym i Aspijkę wydalającą cuchnący kał i "puszczającą śmierdzące bąki". No cóż, taka choroba człowieka po grzechu pierworodnym prarodziców, że od małego wydala cuchnące rzeczy przez odbyt. To nie jej wina, tylko wina nieposłuszeństwa i marnotrawstwa Adama i Ewy oraz podstępu Szatana. Tylko nie chciałbym, aby stało się to przyczyną do ulegania mojemu haniebnemu zboczeniu Jakbym wąchał jej pośladki (przede wszystkim w celu zaspokojenia perwersyjnej seksualności), to zachowałbym się nie jak człowiek, tylko jak pies, a ją potraktował jak sukę, a nie osobę, co jest bardzo upokarzające dla godności osoby, zwłaszcza tej drugiej osoby, potraktowanej jak suka. Nie chciałbym zostać "psem".
  4. Dla mnie jest to ciekawy temat, ponieważ dotyczy on wyraźnie płciowości i jej przeznaczenia. Skoro Chrystus miał penisa, to oznacza, że penis i jego posiadanie nie są czymś złym. Dla mnie penis sam w sobie (nie w związku z erekcją, nie w związku z przyjemnością seksualną, nie w związku ze współżyciem) jawi się jako symbol męskości (podobnie jak jądra). Mężczyzna ma głowę (a na niej oczy, nos, usta, uszy, włosy) - podobnie jak kobieta. Mężczyzna ma dwie ręce i dwie nogi - podobnie jak kobieta. Mężczyzna ma tułów i plecy - podobnie jak kobieta. W przypadku narządów płciowych jest ewidentna różnica w budowie anatomicznej ciała - kobieta nie ma jąder i penisa, ale za to może urodzić dziecko, jej narządy płciowe wyglądają inaczej, niż u mężczyzny. Lubieżność pojawiła się po grzechu pierworodnym, to skutek upadku pierwszych ludzi. Lubieżność nie jest konieczna do prokreacji. Narządy płciowe nie służą do czerpania przyjemności czy nawet tylko do prokreacji, która jest przecież tylko czymś doczesnym. Narządy płciowe są symbolem tej pięknej różnicy płci. To lubieżność jest zła, nie różnica płci, także nie są złe różnice anatomiczne między płciami. Myślę, że w tej teorii jest coś na rzeczy. Gdyby ciało nie było zepsute, to nielubienie go nie przychodziłoby na myśl.
  5. Takie nielubienie własnej biologicznej płci też jest jakąś nieprawidłowością, skutkiem zepsucia natury przez grzech. Po śmierci zniknie libido. Nieakceptowanie swojej jedynej biologicznej płci jest czymś nieładnym. To coś, czego nie powinno być w doskonałym stworzeniu i nie byłoby.
  6. Transseksualizm to skutek istnienia grzechu. Niezgadzanie się z własną płcią biologiczną to skutek grzechu. Uważam, że po śmierci nie będzie czegoś takiego jak nielubienie swojej biologicznej płci. Zmiany płci w Niebie rzeczywiście nie ma. Mi kobiecość szczególnie silnie kojarzy się z Matuchną. Takie obrazy szczególnie kojarzą mi się ze śliczną, piękną, przeczystą, nieskażoną lubieżnością Niewiastą (jaka cudna, niewinna jest ta Kobieta, jaka słodka...):
  7. Nie jest napisane, że nakazał ludziom współżyć seksualnie. Nie wiem, jaką formę miał akt małżeński przed grzechem pierworodnym. Uważam, że nie było podczas niego wprowadzania milionów plemników do kobiecego ciała. Wierzę, że nie było nie tylko pożądliwości, ale także i uczuć seksualnych (np. orgazmu), a akt małżeński odbywałby się tylko dla prokreacji. Współżycie małżeńskie przed grzechem pierworodnym mogło w ogóle nie polegać na złączeniu się genitaliów, tylko np. mogło być nadprzyrodzonym, ekstatycznym ściskaniem się małżonków. Skoro Matuchna karmiła Dzieciątko i je urodziła, to piersi i łono kobiece też istniały przed grzechem pierworodnym, w związku z czym nie są złe. Ewangelia podaje, że Chrystus był obrzezany, w związku z czym także On posiada prącie. Ale uważam, że Jego jądra nie wyprodukowały ani jednego plemnika, bo był bez grzechu i nieporządek związany ze skutkami grzechu (np. polucje) nie pasuje ewidentnie do ciała niedotkniętego skutkami grzechu. Myślę, że przed grzechem jądra mogły w ogóle nie produkować komórek rozrodczych (przede wszystkim nie produkowałyby ich w tak ogromnej liczbie, jak obecnie - ok. 3000 plemników na sekundę).
  8. Nie tylko ciała zbawionych ludzi zmartwychwstaną. Niezgadzanie się ze swoją biologiczną płcią to też rodzaj zaburzenia. Gdyby nie było grzechu w ogóle, to i takich problemów by nie było. Nie byłoby bliźniąt syjamskich, obojniactwa, bezpłciowości. Każdy cały czas miałby jedną płeć, jedna osoba miałaby jedno ciało. Grzech bardzo zniszczył porządek. Spowodował rażące zaburzenia, rażące niepełnosprawności.
  9. Nie chcę uprawiać "seksu", także w Niebie. Istnienie płci nie musi oznaczać "seksu" ani nawet konieczności prokreacji! W Niebie "seks" będzie niemożliwy, nawet prokreacja będzie niemożliwa.
  10. Myślę, że stworzenie właśnie DWÓCH płci u istot duchowo-cielesnych ma jakiś głęboki sens. Dla mnie to anielskość jawi mi się jako jakby "trzecia płeć", chociaż aniołowie nie mają ciała, płci, nie mogą prokreować. Aniołowie są istotami czysto duchowymi. Dla mnie anielskość jest jakby "dzieckiem" męskości i kobiecości. Ludzka natura Chrystusa (mającego także naturę Boską), a nawet ludzka natura Jego Mamy (będąca Jej JEDYNĄ naturą) są wyższe od wszystkich aniołów razem wziętych. Do obrazu miłości potrzebna jest męskość, potrzebna jest kobiecość, potrzebna jest anielskość. To wiąże mi się też z trynitaryzmem. Takie moje rozważania teologiczne.
  11. Jeżeli ktoś dokonał operacji zmiany płci, to po śmierci, po zmartwychwstaniu będzie mieć tę płeć, którą miał przed (pierwszą) zmianą płci. Zupełny brak płciowości byłby okaleczeniem natury ludzkiej.
  12. Nie czuję potrzeby opiekowania się dzieckiem, wychowywania go. Nie chciałbym, aby ktokolwiek z rodziny poszedł do Piekła. Celibat "gnębi" moją naturę. W żonie chcę widzieć jakby Matkę Niepokalaną. Gdybym mógł współżyć tak, jak wyglądałoby współżycie przed grzechem pierworodnym, to chciałbym w taki sposób skonsumować małżeństwo, bez przyjemności seksualnej i pożądliwości. Moja natura "gardzi" życiem w celibacie. Ją ono jakby "rozwala". Ale pragnie skonsumować małżeństwo. Mentalność chce taką żonę, która jest Aspijką, bo inne są dla mnie mniej ciekawe, "nudne" przez to, że nie są Aspijkami. To coś dokuczliwego. Czytałem o niejednym Aspim będącym w związku z Aspijką. Dla mnie żona-Aspijka może jawić się jako taka "kicia" do "wyczulania się na niej", dla mojej natury nie-Aspijka jako moja żona może pod względem słodyczy mieć się do Aspijki jak golec (taki łysy, niezbyt ładnie wyglądający gryzoń) do milutkiej kici. Aspijka jest dla niej "słodziutka" także dlatego, że jest Aspijką... Jakbym miał żonę, to ciekawe, jakbym znosił jej problemy z estetyką, które były moimi fetyszami (np. wydalanie kału i gazów jelitowych, które to rzeczy cuchną). Na pewno nie chcę jakiejkolwiek kobiecie wąchać odbytu, bo wygląda to po prostu jak zachowanie umorusanego psa wąchającego brudnej suczce to, co samica psa ma pod ogonem. Wąchanie odbytu to coś upokarzającego dla człowieka, mimo tego, iż nie dochodzi w nim do penetracji, kontaktu między genitaliami.
  13. Właśnie na ten kanon powoływał się ktoś na jakiejś obcojęzycznej stronie, zarzucając herezję jednemu z najwybitniejszych teologów w historii Kościoła, która to herezja miała polegać na tym, że wierzył on w limbus dla dzieci nieochrzczonych, a nie piekło z cierpieniami! Nieudzielenie chrztu malutkim dzieciom, które też potrzebują łaski Odkupienia, wygląda "bardzo nielogicznie". A w starożytnej Kartaginie było straszne pogaństwo - palenie dzieci żywcem dla okropnego bałwana. Skąd wzięła się tak pesymistyczna wizja losów ludzkości, którą dostrzec można np. w tekstach św. Augustyna z Hippony, który uczył się retoryki właśnie w Kartaginie? Retorem w Kartaginie był żyjący ok. 200 lat przed Augustynem Tertulian, który nie jest zaliczany do świętych Kościoła.
  14. Nie będzie. Defekacja i gazy jelitowe to coś zawstydzającego, szpetnego (zwłaszcza dla węchu). Szpetota jest czymś złym.
  15. Ale ciała też zmartwychwstaną. Jako mężczyźni lub kobiety. Różnica płci NIE jest czymś złym, to przez grzech pierworodny obraz płciowości został tak bardzo wypaczony.
  16. Nieprawda. W Niebie będzie płeć, ale nie będzie pożądliwości, przyjemności seksualnej, zawierania małżeństw, prokreacji. Chrystus zawsze będzie Mężczyzną, a Maryja zawsze będzie kobietą. W Niebie nie ma ani obojniactwa, ani ludzi bezpłciowych. Są kobiety i mężczyźni. Ciała ich będą piękne, niewzbudzające żadnych uczuć "seksualnych".
  17. Dla mnie zdolność odczuwania czy świadomość są tym, co musi wiązać się z posiadaniem duszy (a także z posiadaniem istnienia w nieskończoność), ale niekoniecznie z posiadaniem wolnej woli. Unicestwienie istoty świadomej i odczuwającej dla mnie jawi się po prostu jako nieskończone zło i tyle...
  18. Jeżeli zwierzęta miałyby być unicestwiane, to uważam, że w ogóle nie powinny mieć one świadomości i zdolności odczuwania.
  19. Z dogmatem mówiącym, że zwierzę nie żyje po śmierci, się nie spotkałem.
  20. Dla mnie logiczne jest to, że jeżeli futrzak ma świadomość i zdolność odczuwania, to powinien je mieć także i po śmierci.
  21. Pojedynczy człowiek jest tylko jedną osobą. Chrystus jest tylko jeden. Dlaczego miałby być "obowiązek" stworzenia większej ilości zamieszkałych planet niż jedna? Skoro Wcielony jest jeden, Matuchna jest jedna, to i cywilizacja istot duchowo-cielesnych też powinna być jedna. Inne cywilizacje byłyby "pokrzywdzone" brakiem obecności tak wspaniałych stworzeń jak Ci dwaj Ludzie, Nowy Adam i Nowa Ewa. Myślę, że pierwsze, co "należałoby stworzyć", aby Stworzenie było pięknym dziełem, to ludzka natura Chrystusa, drugie - Matka-Dziewica, trzecie - cała reszta stworzenia (przodkowie Wcielonego i Matuchny, inni ludzie, aniołowie, zwierzęta i niższe formy stworzenia).
  22. Czy Ewa miała pępek? Czy Adam miał? Niektórzy twierdzą, że nie. Ale czy Chrystus (Nowy Adam) i Maryja (Nowa Ewa) mieli pępki? Mam myśli, że jeśli Oni mieli pępki, to Adam i Ewa też powinni mieć, a jeśli Oni nie mieli pępków, to prarodzice też mieć nie powinni. Przypuszczam, że bez grzechu pierworodnego pępowina byłaby niepotrzebna. Wydaje mi się, że przy narodzeniu Maryja i Chrystus nie mieli pępowiny. Myślę, że gdyby nie było grzechu pierworodnego, to dziecię wzrastałoby w łonie matki w sposób nadprzyrodzony, m.in. nie potrzebując pępowiny. Macierzyństwo, prokreacja same w sobie są dla mnie symbolami miłości, czymś pięknym, i uważam, że mogłyby one istnieć i bez "biologii". Spotkałem się także z poglądem, według którego nienarodzone dzieci cierpią cieleśnie w ogniu piekielnym. Na jakiejś obcojęzycznej stronie ktoś nawet uznawał teorię limbus puerorum zawartą w Summie teologicznej za herezję. Moją mentalność tego typu poglądy niesamowicie "oburzają" i "przerażają".
  23. Moja natura pragnęłaby skonsumować małżeństwo z dziewiczą Aspijką. Ten pociąg do płci pięknej u mnie jest "straszny" i dokuczliwy. Dezorganizujący życie. "Bolesny" wewnętrznie. Moja natura ma jakby jakoś dziwnie "rozbudowany" instynkt przedłużenia gatunku. Pociąg do płci pięknej był u mnie ewidentny w dzieciństwie.
  24. Myślę, że spożywanie owoców w Raju miało inny charakter niż teraz. Może owoce tylko wyglądały podobnie do dzisiejszych? Myślę, że materia, która budowała owoce w Raju (podobnie jak i ciała ludzi i zwierząt przed upadkiem) miała inne właściwości. Ludzie mieli inną "naturę" przed grzechem pierworodnym. Nie było tego, co brzydkie i bolesne. Po zjedzeniu owocu zakazanego poznali zło, czyli między innymi brzydotę i ból. Przed grzechem nie było też pociągu płciowego. Myślę, że i akt prokreacyjny małżonków mógł wyglądać zupełnie inaczej, niż obecnie - wierzę, że nie byłoby np. mnóstwa plemników przekazywanych przez mężczyznę do ciała kobiety (po co mężczyzna miałby produkować miliony komórek rozrodczych, skoro jeden wystarczy, aby począć nowe życie)? "Seksu" w ogóle by nie było (tak samo nie byłoby atrakcyjności seksualnej, pożądliwości, przyjemności seksualnej, miesiączki i polucji). Akt małżeński mógł w ogóle nie wiązać się z nasieniem, z przekazywaniem genów. Sam akt prokreacyjny małżonków jest czymś świętym, pięknym i "symbolicznym duchowo". Wymaga kontaktu cielesnego obojga współmałżonków. Bez grzechu prokreacja byłaby niepokalana. Akt małżeński mógł polegać na ściskaniu się małżonków w nadprzyrodzonej ekstazie, w wyniku którego to aktu zawsze dochodziłoby do poczęcia. Wierzę, że Chrystus i Maryja nie wydalali moczu, kału, gazów jelitowych. Nie mogli się też zestarzeć, ich ciała nie mogły wydawać nieprzyjemnego zapachu, który jest szpetnością, "zmysłowym symbolem grzechu".
  25. Zgadzam się. Przed grzechem pierworodnym świat funkcjonować musiał w sposób nadprzyrodzony, a nie zgodnie z dzisiejszymi prawami biologii. Uważam, że w ciałach Adama i Ewy przed upadkiem w ogóle nie było bakterii. Nie było w ich ciałach produkcji gazów jelitowych czy kału. Gdyby nie zgrzeszyli, to nie starzeliby się (starzenie się ciała to też coś brzydkiego, jakby rodzaj choroby, niedomagania) i nie umarliby. Starzenie się czy wydalanie to ogólnie brzydkie rzeczy, nieestetyczne.
×