Skocz do zawartości
Nerwica.com

take

Użytkownik
  • Postów

    4 124
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez take

  1. Pociąg płciowy mi dokucza. Mojej naturze nie podoba się celibat, co niestety może ogólnie jej podcinać skrzydła... Chce ona widzieć niestety intymne części ciała. Chodzi o sam widok. Nie podoba jej się to tabu. Mojej słabej naturze nie wymagają się surowe wymogi dotyczące skromności stroju. Mogę mieć radykalniejsze idee mówiące, że najlepiej byłoby, żeby wszyscy ludzie chodzili nago i "załatwiali" swoje potrzeby publiczne tak, aby każdy mógł to zobaczyć (np. jak wygląda defekacja, nawet biegunkowa, bezpośrednio). Nie podoba jej się tabu dotyczące anatomii i fizjologii. "Posądza" to tabu o nasilanie(!) libido. Dla mnie kobieta, której genitalia, odbyt, defekację, sutki, wydalanie moczu widziałem, jest mniej pociągająca seksualnie, bo nie ma owej tajemniczości związanej z intymnymi częściami ciała i fizjologią! Może się stawać niczym rodzona córka, którą rodzic musi przewijać w młodości, co wymaga kontaktu wzrokowego i dotykowego z intymnymi częściami ciała, widoku wydalin. Ładni ludzie płci żeńskiej jawią się mojej naturze jako "szczególnie słodkie istotki". Nie podoba jej się to, że co noc w łóżku "nie mam" takiej "słodziutkiej istotki" U kota, który też nierzadko jest słodką istotą, łatwiej mi zaakceptować wstydliwą fizjologię (kał, gazy jelitowe, mocz) niż u człowieka. Ale kał, gazy jelitowe, nieprzyjemny zapach z ciała u kobiety? To wygląda absurdalnie, paradoksalnie - taka śliczna istota, a tak nieładnie pachnie... Odór z odbytu może wydawać mi się czymś szczególnie upokarzającym dla kobiety. Gorzej może myśleć o posiadaniu nieprzyjemnego zapachu z odbytu przez kobietę niż nieprzyjemnego zapachu z ust. Nie chciałbym, aby mojej żonie cuchnęło z odbytu. Nie chciałbym, aby wydalała cuchnące stolce i cuchnące gazy jelitowe, chciałbym, aby takich zawstydzających czynności nie doświadczała (nie chciałbym też oczywiście, aby nagromadzenie gazów trawiennych czy mas kałowych wewnątrz ciała jej zaszkodziło czy sprawiało przykrość).
  2. take

    Osobliwe "ŚWIRY"

    Nie przypominam sobie, abym kiedyś w życiu doświadczył ataku paniki. Ja ogólnie mężczyzn "boję się" bardziej niż kobiet, bo są silniejsi, zdają się być agresywniejsi i niebezpieczniejsi.
  3. Tak, i to po tylko jednym spotkaniu, bez powtórnej komisji. W kwestiach związanych z seksualnością jest u mnie niewesoło. Mogę mieć trudności z pogodzeniem się z tym, że ludzie wydalają kał, gazy jelitowe, że to, co oni wydalają przez odbyt, cuchnie. Wolałbym, żeby nie byli oni dotknięci czymś, co jest niemiłe i upokarzające, a wydalanie cuchnących rzeczy przez odbyt jawi mi się jako coś wyraźnie zawstydzającego człowieka. Mam koty we łbie na ten temat. Moja natura niestety chętnie by sprawdziła to, czy ładne kobiety mają odbyt, z którego cuchnie, wąchając im wszystkim odbyt, chciałaby umieścić nos przy ich obycie i sprawdzić, czy jest smród, czy nie ma zapachu... I czy w ogóle mają odbyt... Może "negować" istnienie wnętrzności, organów wewnętrznych w ciałach ludzi (zwłaszcza u (ładnych) osób płci żeńskiej). Denerwuje ją to tabu, ta tajemnica. Chciałaby widzieć na żywo nagie kobiety wydalające stolce i móc sprawdzić, jaki stolce owych nagich kobiet mają zapach. Chce wiedzieć, jak wyglądają najintymniejsze części ciała kobiet i jak wygląda wykonywanie przez nie potrzeb fizjologicznych - nie podoba jej się to, że nie wie tego. Ta tajemniczość, co gorsza, może podnosić atrakcyjność seksualną kobiet (ta kobieta, której genitaliów, odbytu, pośladków, defekacji, wydalania moczu, sutków nie widziałem, przez posiadanie owej tajemnicy jawi się mojej naturze jako atrakcyjniejsza seksualnie, bo ma przede mną coś do ukrycia ). Tu widzę też sporo schizolskiej ambiwalencji i ambisentencji. W ogóle ma jakiś świrowski stosunek do rzeczywistości. Jeżeli miałbym wybierać między wzięciem za żonę ładnej kobiety, której cuchnie z odbytu, cuchnie z okolic odbytu, cuchnie z bruzdy pośladkowej, cuchnie z narządów i okolic intymnych, takiej, która wydala cuchnący kał i wydala cuchnące gazy jelitowe, a takiej, której nigdy nie cuchnie z odbytu, nigdy nie cuchnie z okolic odbytu, nigdy nie cuchnie z bruzdy pośladkowej, nigdy nie cuchnie z pośladków, nigdy nie cuchnie z okolic intymnych, takiej, która nigdy nie wydala kału (zwłaszcza cuchnącego) i nigdy nie wydala gazów jelitowych (zwłaszcza cuchnących), to wybrałbym taką kobietę za żonę, której nigdy nie cuchnie z odbytu, nigdy nie cuchnie z okolic odbytu, nigdy nie cuchnie z bruzdy pośladkowej, nigdy nie cuchnie z pośladków, nigdy nie cuchnie z okolic intymnych, taką, która nigdy nie wydala kału (zwłaszcza cuchnącego) i nigdy nie wydala gazów jelitowych (zwłaszcza cuchnących). Moja natura chciałaby, aby wszystkie kobiety pasowały do tego drugiego opisu (tego na zielono).
  4. Ja wierzę też, że fizjologia związana z wydalaniem z układu pokarmowego i moczowo-płciowego nie dotyczyła Chrystusa i Maryi. Defekacja, wydalanie gazów jelitowych, miesiączka, polucje, wydalanie moczu - te czynności uważam za karę na świat ziemski, świat materialny (nie tylko na ludzi, ale i na zwierzęta) za upadek pierwszych ludzi, którzy mieli nie grzeszyć, nie zerwać owocu z drzewa poznania dobra i zła, nie znać zła, lecz panować nad zwierzętami i czynić sobie ziemię poddaną. Przez grzech utracili dary nadprzyrodzone, łaski nadprzyrodzone, i wskutek tego zamiast tego, co nadprzyrodzone, światem widzialnym zaczęły rządzić prawa fizyki, nie było już tej cudownej, ewidentnej obecności działania Stwórcy, jak to było w świecie bez grzechu prarodziców.
  5. take

    Koty domowe

    Koty to w ogóle takie słodkie z wyglądu istoty. Niemal każda część kociego ciała potrafi mieć swoją słodycz: pyszczek, wibrysy, uszka, łebek, tułów, łapki, ogonek, futerko... Kot może być miły w dotyku. Jego miauczenie i mruczenie też może być słodkie i miłe. Obserwowanie kota, jak je czy śpi (np. w koszyczku) też może wzbudzić słodycz. Ale gdy kotek udrapie, to już miłe raczej nie jest... Tak samo nie jest miły kontakt z wydalinami tego słodkiego zwierzątka. Mimo tego kicie to i tak istoty sprawiające miłe wrażenie. "Jedne ze słodszych istot, które chodzą po ziemi".
  6. Człowiek nie ma pierwiastka boskiego. Człowiek jest stworzeniem bożym, został stworzony przez Boga z nicości. Człowiek ma swój początek, człowiek ma początek swojego istnienia. Bóg, natura Boska, początku nie ma.
  7. Brak przyjaciół jakoś mi nie przeszkadza zbytnio, może to przez "skrajnie egoistyczną i hedonistyczną" naturę, dla której potrzeby niższego rzędu (jak wygoda, bezpieczeństwo, jedzenie, picie, spanie) są "szczególnie" ważne. Bycie kochanym czy niekochanym przez osoby (np. rodziców) moja natura ma, pospolicie mówiąc, "w nosie" i uważa tę cechę za POZYTYWNĄ, bo jest o jedno zmartwienie mniej, o jedna potrzeba mniej (a brak bycia kochanym może u wielu ludzi być przyczyną wyraźnych cierpień).
  8. take

    Osobliwe "ŚWIRY"

    Może w twojej mentalności jest jakby urojenie, że ojciec chce cię skrzywdzić, odporne na twoją argumentację i ocenę krytyczną? Czyli że coś sobie jakby "wymyśliło", iż ojciec chce ci zrobić krzywdę, i nie ustępuje mimo krytycyzmu wobec niego?
  9. Dla mnie problem stanowią takie czynności jak dbanie o wygląd i mycie się. Moja natura nie lubi czynności z tym związanych także dlatego, że mogą wiązać się z tak znienawidzoną przez nią niewygodą (np. za zimną czy za ciepłą wodę lub niewygodnymi ubraniami). "Niebezpieczeństwa" związane z brudem (np. przy zakładaniu ubrań, które leżały na czymś brudnym) też zniechęcają do dbania o wygląd i mycia się. Ogólna "powolność" (która na dodatek zdaje się być nasilona przez kurację farmakologiczną) i skrajnie egocentryczna oraz wygodnicka natura mająca, mówiąc pospolicie, "w nosie" dostosowywanie się do innych też nie sprzyjają zajmowaniu się wyglądem i myciem się. "Strach" religijny, "strach" przed cierpieniem "mocno" działa na moją nieprzystosowaną do świata naturę. Koincydencje potrafią być bardzo pochłaniającym zagadnieniem, podejrzewam, że mogą być one ukrytymi cudami i "rodzajem objawień nadprzyrodzonych" (rodzajem dopustów Opatrzności, znakami wskazującymi na istnienie tego, co nadprzyrodzone).
  10. NIE mam "zaburzenia osobowości" (co nie oznacza, że w sferze osobowej nie występują u mnie znaczne nieprawidłowości). MAM autyzm. MAM chorobę psychiczną. Nie jestem TYLKO zaburzony psychicznie, a chory umysłowo. Powiedziałbym też, że MAM upośledzenie umysłowe (chociaż nie mam niepełnosprawności intelektualnej). Do wykonywania pewnych zadań nie mam naturalnych predyspozycji (np. do tego, aby być żołnierzem czy górnikiem). Bez "forów" i "taryfy ulgowej" moja jakość życia byłaby gorsza.
  11. Co, jeżeli ktoś ma tylko diagnozę zaburzenia schizotypowego? Czy samo F21 powinno wystarczyć do uzyskania jakiegokolwiek niepełnosprawności? Fragmenty z http://www.mops.katowice.pl/node/234: Nie jest tu napisane, że "zaburzenia psychotyczne" muszą mieć co najmniej umiarkowany czy znaczny stopień (nasilenia), w przeciwieństwie do upośledzenia umysłowego, zaburzeń nastroju czy całościowych zaburzeń rozwoju, które według tego tekstu muszą mieć co najmniej umiarkowany stopień czy umiarkowany stopień nasilenia. Czy F21 - zaburzenie schizotypowe, zaburzenie typu schizofrenii - też zalicza się do zaburzeń psychotycznych?
  12. Myślę, że w USA mogłoby być tak, że nie zdiagnozowaliby mi ani całościowego zaburzenia rozwoju (zespołu Aspergera czy zaburzenia ze spektrum autyzmu), ani schizofrenii czy nawet schizotypii. Mogliby stwierdzić, że to przypadek zaburzenia obsesyjno-kompulsywnego, zaburzenia preferencji seksualnych (nieczysty problem, z lubieżnością, ale też jest ważny w moim przypadku) i zaburzenia uczenia się pozawerbalnego, może ze schizoidią (schizoidalnym zaburzeniem osobowości). Czyli zamiast w kategoriach całościowych zaburzeń rozwoju (F84) i chorób psychicznych (F2x), znalazłbym się w kategoriach zaburzeń nerwicowych (lękowych), zaburzeń parafilnych, trudności w uczeniu się i zaburzeń osobowości.
  13. take

    Osobliwe "ŚWIRY"

    To wygląda mi nawet bardziej urojeniowo niż moja "skrajna ostrożność" wobec obcych. Moja natura "woli nie ryzykować" bliższego kontaktu z nimi, nie czuję wobec nich wrogości czy nienawiści.
  14. Uważam, że gdyby nie było grzechu pierworodnego, to nie byłoby i zawstydzającej fizjologii. Dla mnie cuchnący kał jest "zmysłowym symbolem grzechu" - jest to coś niemiłego dla zmysłów (zwłaszcza dla węchu), nieestetycznego, czego wydalanie wiąże się z krępującymi odgłosami, na dodatek kontakt z kałem może prowadzić do zakażenia i choroby ciała. Kał jest jakby "produktem" ludzkich wnętrzności, produktem wnętrza ludzkiego ciała, skażonego grzechem pierworodnym. Nasze grzechy to "produkty" skażonej winą pierworodną ludzkiej duszy. Grzechy są czymś obrzydliwym, czego tak naprawdę nie powinno być, czego nie było w pierwotnym planie stworzenia, wolą Stwórcy oczywiście było to, aby żaden człowiek czy anioł nie zgrzeszył. Wierzę, że w przypadku Adama i Ewy przed upadkiem oraz Chrystusa i Maryi zawstydzającej fizjologii nie było, ona jest dla mnie symbolem skażenia grzechem.
  15. Druga Osoba Trójcy jest Bogiem "cały czas" (Bóg jest ponad czasem, istnieje poza nim). Ludzka natura Chrystusa nie jest naturą boską. Chrystus ma dwie natury (boską i ludzką) i istnieje w dwóch naturach (boskiej i ludzkiej). Ludzka natura Chrystusa nie posiada wszechmocy czy wszechwiedzy, bo nie jest naturą boską, a naturą ludzką, a natura ludzka jest stworzona i ma swój początek, do natury ludzkiej nie należą takie atrybuty jak wszechmoc czy wszechwiedza.
  16. Ja też nie miałem problemów z ortografią, w szkole podstawowej miałem piątki z matematyki na koniec, także dyskalkulii nie miałem. Na maturze z matematyki na poziomie podstawowym miałem 100%, chociaż około półtora roku wcześniej miałem zagrożenie z tego przedmiotu. A przy NLD dyskalkulia ponoć jest powszechna i umiejętności matematyczne raczej do dobrych nie należą. U mnie też niedotlenienia być nie powinno, choć masa ciała przy urodzeniu była wyraźnie za niska w stosunku do jego długości i wieku płodowego. Ale powiedziałbym, że ja i ty mamy jakieś całościowe zaburzenie rozwoju ze spektrum schizo, a nie (tylko) NLD czy te "klasyczne" zaburzenia ze spektrum autyzmu (w ogóle to to, co my mamy, bardziej zasługuje na nazwę "autyzm" niż wiele przypadków klinicznego lub subklinicznego ASD (autism spectrum disorder)). Czy chciałbyś mieć pracę? Z tego, co czytałem w twoich postach, to kwestia umiejętności związanych z zarabianiem pieniędzy zdaje mi nie wyglądać się u ciebie zbyt wesoło... Przypuszczam, że, podobnie jak ja, możesz mieć spore deficyty umiejętności i cech ważnych dla pracodawców i przydatnych w pracy, w dobrym jej wykonywaniu (ja np. jestem powolny, zafiksowany na pewnych nietypowych tematach, mam naturę "beztroskiego dzieciaka), więc jakiś wyższy stopień niepełnosprawności czy renta byłyby pomocne w twojej sytuacji, aby podreperować budżet twój i rodziny. Ja ze swoim upośledzeniem bałbym się normalnej pracy, bo jestem jakby niepełnosprawne intelektualnie dziecko (i to w stopniu wyższym niż lekki) mimo ogólnie wysokich umiejętności poznawczych, bałbym się np. tego, że ktoś będzie mnie prześladować. W twoim przypadku zarabianie niestety też wydaje mi się czymś wyraźnie problematycznym, zarabianie pieniędzy może zdawać się być czymś, do czego mamy "naturalny antytalent". Sprawiasz wrażenie, jakby twoja mentalność nie liczyła się z wymogami rzeczywistości, tylko jakby "żyła w swoim świecie". Jak spędzasz swój czas? Czy pomagasz w domu? Czy może dużo czasu spędzasz przed komputerem, w Internecie, np. na forach internetowych? Ja w ostatnim czasie mnóstwo czasu poświęcam rozważaniom i pisaniu (nie tylko w Internecie). "Nie mam pomysłu" na napisanie pracy dyplomowej na drugim etapie studiów, choć wszystkie przedmioty mam na nim zaliczone i nie mam już zajęć w szkole. Jak studiowałem, to miałem chociaż jakąś "robotę" - chodzić na uczelnię, na wykłady, ćwiczenia, zajęcia, co organizowało mi czas jakby automatycznie... Teraz tej "roboty" już nie mam, a o pisaniu pracy dyplomowej nie mam zbytnio pojęcia, "nie wiem, jak się do tego zabrać".
  17. Po twoim ostatnim poście widzę u ciebie wyraźny profil NLD (NLD, NVLD - nonverbal learning disorder, upośledzenie zdolności pozawerbalnego uczenia się) - trudności z analizą ruchu obiektu w przestrzeni (czyżby problemy z orientacją przestrzenną utrudniające np. orientację w terenie?), obniżona sprawność w zakresie dużej i małej motoryki (dyspraksja), bardzo zły charakter pisma i wolne tempo pisania (dysgrafia), trudności w rysowaniu, problemy z równowagą w środkach komunikacji publicznej, problemy z rozumieniem tekstu na lekcjach języka polskiego i trudności w rozpoznaniu najważniejszych rzeczy w tekście. Te rzeczy pasują mi do charakterystyki NVLD. Masz wyraźniejszy profil NLD niż występujący u mnie. NVLD jest błędnie utożsamiane z ZA, ASD, CZR (wydaje mi się, że w Ameryce Północnej osoby, które powinny dostać diagnozę CZR, często są rozpoznawane jako mające po prostu NLD, co według mnie jest rażącym błędem, bo NLD to rozwojowe zaburzenie poznawcze, a CZR dotyczy sfery społeczno-emocjonalno-behawioralnej). Czy miałeś problemy z ortografią (dysortografia) i liczeniem (dyskalkulia)? Napisałeś w tym poście o poporodowych problemach z oddychaniem (co-na-dzisiaj-czyli-dziennik-psychoterapii-t40115-20916.html#p2211283) - czy było to niedotlenienie (które mogło mieć zły wpływ na rozwój mózgu i przyczynić się do powstania różnych zaburzeń, zwłaszcza objawów NLD)? Przypuszczam, że te poporodowe problemy z oddychaniem też mogły mieć wpływ na powstanie twoich problemów życiowych.
  18. Na czym polega u ciebie ta dysleksja? Czy masz problemy z czytaniem tekstu na głos, czytaniem ze zrozumieniem, a może z ładnym pisaniem (to byłaby dysgrafia) lub poprawną pisownią (dysortografia)? Czy miałeś problemy z ładnym pisaniem na początku szkoły podstawowej? Czy zamierzasz powiedzieć psychiatrze o sprawie całościowego zaburzenia rozwoju? Ja bym ci z miejsca F84 zdiagnozował po przeczytaniu twoich postów.
  19. Dla mnie masz ewidentne całościowe zaburzenie rozwoju, podobne do mojego, ale nie aż tak "rażące" dziwacznością czy "niepełnosprawnością", wskutek czego twoje problemy nie były odpowiednio traktowane. Dla mnie twoja mentalność jest bardziej autystyczna, niż u niejednej osoby z ASD (autism spectrum disorder). Uważam, że nazwanie twojej kondycji "schizoidalnym zaburzeniem osobowości" (F60.1 w ICD-10) jest niedopowiedzeniem i sprawia, że twoja kondycja jest bagatelizowana. Ja dostałem przed ukończeniem 18 r.ż. diagnozę całościowego zaburzenia rozwoju (zespołu Aspergera). W wieku 23 lat otrzymałem dodatkowo diagnozę zaburzenia schizotypowego (F21), które jest zarówno chorobą psychiczną, jak poważnym problemem osobowościowym. Mam też diagnozę nerwicy natręctw (pojawiała się od kilku lat) i przez kilka lat byłem leczony farmakologicznie na natręctwa oraz miałem wizyty u psychiatry. Twoje wyraźne problemy zaczęły się w dzieciństwie, nie dopiero w okresie dojrzewania czy dorosłości. Uważam, że w twoim przypadku musowo powinieneś mieć umiarkowany stopień niepełnosprawności (jeśli jakiś inny, to co najwyżej znaczny, jeśli będzie aż tak źle, ale nie tylko lekki czy w ogóle brak orzeczenia) i co najmniej raz powinieneś mieć rentę socjalną (w twoim przypadku może być z tym problem, bo masz już ponad 25 lat) - ja, mimo tego, że w momencie otrzymania pierwszej wypłaty renty nie miałem za sobą ani jednej nocy w szpitalu psychiatrycznym i nie uczęszczałem do szkoły specjalnej, otrzymałem rentę na rok. Nie tylko ja mam pieniądze (mimo tego, że nie uczęszczam do pracy), ale i budżet rodziny jest odciążony dzięki temu. Masz dziwnie podobną "sygnaturę", "wzorzec" problemów, co ja. Twoja kondycja jest naprawdę poważna. Spokojnie nazwałbym to jakimś rodzajem zespołu Aspergera.
  20. Chrześcijaństwo inaczej patrzy na zwierzęta niż buddyzm. Ja wierzę, że zwierzęta nie są bytami osobowym, nie potrafią bezinteresownie kochać, nie mają wolnej woli i rozumu (duszy rozumnej) - odwrotnie jest w przypadku aniołów i ludzi, którzy są osobami, potrafią bezinteresownie kochać, z natury mają wolną wolę i rozum. Aniołowie nie mają ciała, płci i nie zakładają rodzin. Ludzie mają ciała, płeć i należą do rodzin, a niektórzy je zakładają. Zwierzęta też mają ciało, płeć i prokreację. Ale nie są osobowe, nie potrafią kochać i nie mają wolnej woli. Chrystus przyjął naturę ludzką, nie anielską, tym bardziej nie zwierzęcą. Jego Matka jest także wyższa od wszystkich aniołów razem wziętych, choć jest człowiekiem i tylko człowiekiem. Ludzka natura Chrystusa i Niepokalana Dziewica są ponad wszystkimi innymi stworzeniami razem wziętymi - aniołami, innymi ludźmi niż Oni, zwierzętami, roślinami i niższymi stworzeniami. Jeden Mężczyzna i Jedna Kobieta są wyżsi niż wszyscy aniołowie i wszyscy inni niż oni ludzie razem wzięci. Anielskość jest dla mnie jakby "potomstwem męskości i kobiecości". Porządek stworzenia jest taki, że stworzona osoba jest albo mężczyzną, albo kobietą, albo aniołem. Anioł nie ma ciała i płci. Jest stworzoną osobą o naturze czysto duchowej.
  21. Uważam, że obecna klasyfikacja zaburzeń psychicznych jest niedoskonała. Ta z DSM-V nawet gorsza jest. A "NLD" ("NVLD") to już w ogóle "głupi koncept". "Oddziecięce" rodzaje kondycji takich, jak schizoidalność czy schizotypia powinny być odróżnione od "późniejszych" schizoidalności i schizotypii. A z nazwy ASD W OGÓLE WYRZUCIŁBYM słowa "autyzm" i jego pochodne (jak "autystyczny", "autystyczne"). Oznaczałoby to, że trzeba byłoby wymyśleć nowy termin, bez słów "autism" czy "autistic", więc to coś już mogłoby nie mieć skrótu ASD.
  22. Uważam, że grzech Adama i Ewy wpłynął nie tylko na naturę człowieka, ale i niższych stworzeń ze świata materialnego (np. zwierząt, roślin). Uważam, że gdyby pierwsi ludzie nie zgrzeszyli, to żadne zwierzę nie zadawałoby bólu jakiemukolwiek innemu (jeżeli zwierzęta w ogóle czują cokolwiek). A może zwierzęta NIC nie czują i nie mają świadomości, są tylko "biorobotami"? Unicestwienie czujących zwierząt jawi mi się jako coś sprzecznego z miłością jawnie.
  23. Na forum o zespole Aspergera twierdzą z kolei, że mam schizofrenię. Oto dwie wypowiedzi, na które udzielę komentarzy: Do 1: Teraz się zgadzam. Więcej niż jedno spektrum może powodować CZR. CZR jest problematyczne, PSD jest problematyczne, ale CZR będące PSD to już dziwactwo wysokiego sortu. I mało zbadane, w przeciwieństwie do tzw. ASD (przykładowego "czystego" CZR) i PSD "czystego" (czyli bez CZR). Do 2: Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że "Schizotypia/schizoidalność to była to coś co wzięto u ciebie za Zespól Aspergera.". To jednostka diagnostyczna "zespół Aspergera" (F84.5) obejmuje różne rodzaje całościowych zaburzeń rozwoju, które zdają się należeć do różnych rodzin. Schizoidalność i schizotypia nie są kondycjami rozwojowymi. Jeżeli schizoidalność czy schizotypia zaczynają się w dzieciństwie (że już w zerówce dziecko jest "inne"), to powinny być klasyfikowane jako CZR (w każdym razie w jednej kategorii z autyzmem dziecięcym, a w innej niż dysleksja, borderline czy osobowość paranoiczna).
  24. Moja natura uznaje teologię, według której zwierzęta są "skazane" na wieczne unicestwienie, chociaż czują (np. ból, strach) za obrzydliwą! Po co skazywać niewinną, bezgrzeszną istotę, która czuje, na wieczne unicestwienie? To dla mojej mentalności ewidentnie zaprzecza miłości, dobroci i łaskawości.
  25. Nie wyobrażam sobie bycia "normalnym" w tym życiu. Do poprawy poziomu funkcjonowania potrzeba akceptacji inności i ograniczeń osoby z CZR, wyrozumiałości ze strony otoczenia. Na schizotypię nie ma zniżek na leki przeciwpsychotyczne - myślę, że w takim razie nie są one tam (zbyt) potrzebne, bo dlaczego osoby z jedną chorobą psychiczną (schizotypią) miałyby by gorzej traktowane?
×