Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. deader

    Fantastyka.

    Plus wszystko co napisał Philip K. Dick. Bez wyjątków
  2. deader

    Niechęc do pracy

    O lol, piguły robisz?
  3. deader

    Fantastyka.

    A ja lubię oglądać horrory z lat 80tych, pełnych gumowych potworów i rozlewanej na lewo i prawo sztucznej krwi. Czasem człowiek potrzebuje się "odmóżdżyć" przy jakimś popkorniaku, nieważne czy to książka, film czy gra, ani z jakiego gatunku. Nie da się całego życia przejechać na Platonie i Dostojewskim.
  4. deader

    Niechęc do pracy

    Skąd wiesz? Ewolucja jest nieprzewidywalna. Może przez stopniowe przeludnianie planety bardziej "opłacalni" staną się niscy osobnicy, którym wystarczy mniejszy metraż mieszkaniowy.
  5. deader

    Co teraz robisz?

    Kurrwa pociąłem się lodem do whisky nie ma to jak zjebany dizeń
  6. deader

    Niechęc do pracy

    To samo pewnie powiedziałby neandertalczyk, gdyby wiedział co to ewolucja. Kolejnym etapem ewolucji będzie integracja z "krzemowymi formami życia", przez co rozumiem wszelkiego rodzaju wszczepy, implanty, nanoroboty itp. urządzenia które w przyszłości będą włączane do naszych organizmów. Do szczytu ewolucji nam daleko :)
  7. deader

    Niechęc do pracy

    Przez następne tysiąclecia powiększy nam się mózg kosztem innych części ciała najpewniej. Ewolucja nie ma końca, wszystko ciągle podlega stopniowemu rozwojowi, tyle że nie mamy perspektywy a to żeby to dostrzec. Dostać się nieciężko, najpierw płacą w okolicach 1500 pln, później już tylko lepiej. Kumpel po dwóch latach doczekał się prawie 3 tysi i przeniesienia do działu developingu gdzie poprawia błędy w zachodnich produkcjach. Żyje się po to żeby potencjalnie przedłużyć istnienie gatunku. Nie, żyje się tylko po to, żeby żyć, nie ma celu. Przedłużanie gatunku to tylko przy okazji, nie każdy musi, a my już dawno wyszliśmy spod mechanicznego działania ewolucji. I wkurza mnie strasznie jak naukowcy i normalni ludzie ciągle na siłę szukają ewolucyjnych wyjaśnień wszystkiego, to głupie. Jakie jest ewolucyjne wytłumaczenie jazdy na wrotkach...? Ot choćby takie że prędkość jest w cenie w przyrodzie, a wrotki dają przewagę nad kimś we wrotki "nieuzbrojonym" - bach, masz "ewolucyjne" wytłumaczenie jazdy na wrotkach. Jest całkiem odwrotnie niż piszesz, natura nas tak stworzyła że głównym instynktem jest przedłużenie gatunku, to właśnie życie jest niejako "przy okazji". Zastrzegam że to nie jest praca zdalna, tylko na miejscu. Ale podobne działy mają i CD Projekt, i Techland, i City Interactive - chcesz coś robić z grami to wysyłaj CV, sami na pewno się do ciebie nie odezwą...
  8. deader

    Niechęc do pracy

    Żyje się po to żeby potencjalnie przedłużyć istnienie gatunku. Firma Qloc w Warszawie się tym między innymi zajmuje, trzeba nie marzyć tylko składać CV.
  9. Nie ma to jak pójść do specjalisty po poradę a później się jej nie posłuchać. Chorzy na raka pewnie też woleliby pokonać chorobę bez brania chemii ale patrz, jakoś biorą...
  10. deader

    Wkurza mnie:

    Szef od samego rana mnie wkurwia, dziś wypłata, więc oczywiście przylazł z całą jebaną kartką zapisaną pierdołami które mu nie pasują typu "trzymasz w rogu pomieszczenia puste butelki po tuszu zamiast je wyrzucać", "nie postawiłeś X w miejscu Y tylko w Z a przecież chciałem żeby było w Y"... Nożeszkurrwa przychodzi człowiek rano do pracy z entuzjazmem, energią, a na wejście dostaje z glana w mordę, metaforycznie.
  11. deader

    program motywacyjny?

    Widziałem coś takiego w "Dexterze", niezbyt dobrze się skończyło
  12. Wiem tyle co o zespołach rockowych - wielu marzy, garstce się udaje. Trenowanie 5 h dziennie w CS'a czy inny aktualny e-sportowy tytuł... nie wiem czy nie bardziej by ci się te 5 h opłaciło spędzić na "farmieniu" w jakiejś MMO Ponoć rynek postaciami czy przedmiotami w grach to całkiem niezły interes. Na żadnego rozpieszczonego dzieciaka nie wyszedłeś, a o paleniu i negatywach ganji to cóż... i tak mnie nie posłuchasz
  13. deader

    Wkurza mnie:

    Ja, przepraszam że tak z głupia frant, ale nie kumam "wiadomo dlaczego" można prosić o wyjaśnienie..? Dzieci z domu dziecka jak kończą 18 lat to dostają jakąś kasę od państwa, czy coś w tym stylu..?
  14. deader

    Nasze hobby i pasje! :)

    Fakt, fakt. Ale mój tatko kiedyś się "fajnej" kontuzji nabawił przy strzelaniu z łuku: strzelał sobie, strzelał, aż trafiła mu się strzała która była pęknięta czy miała zadrę przy końcówce, tam przy "piórkach" (lotkach? tak się to nazywa?) i po "zwolnieniu cięciwy" kilkucentymetrowa drzazga przebiła mu łapę... No ale to był sprzęt "samoróbka", przy "pro" sprzęcie raczej niskie ryzyko takiej akcji.
  15. Ja też, ale bynajmniej nie dlatego że obawiam się że cegła na mnie spadnie Wybacz, to po prostu wyjątkowo "śmieszna" fobia, uśmiałem się jak to przeczytałem... No ale w końcu po to ten temat jest
  16. O, podobnie myślimy. Może niekoniecznie "aż" zawodówki, ale zamiast liceum wybrałbym technikum. Bo teraz, mimo 6 lat spędzonych w zawodzie, choć umiem - przez praktykę - więcej niż człowiek po technikum poligraficznym, to mam od niego mniejszą wiedzę teoretyczną i "ogólną". Tzn - dobrze się nauczyłem obsługiwać "swoją działkę", ale czasem zdarza się że klient wpada ze mną w gadkę i nagle rzuca pytaniem, na które ni cholery nie znam odpowiedzi, a wiem że tyczy się poligraficznych podstaw. I na przykład gdyby mi przyszło szukać pracy (tfu-tfu) gdzieś indziej w tej samej branży, to mógłbym liczyć tylko na wpisane w papier lata przepracowane w firmie X i wymienione maszyny/programy które potrafię obsługiwać; jakby mi zaś kazali test teoretyczny napisać to bym na bank poległ bo nie ogarniam podstawowych terminów niektórych z mojej branży Porównując - to tak jakbym wyuczył się montować komputery w jakiejś firmie, wiedziałbym co gdzie włożyć żeby wszystko zadziałało, ale jakby mnie zapytali jak jest zbudowany mikroprocesor to nie miałbym pojęcia. No ja też kumam i życzę uporania się z problemem :)
  17. Z tego co pamiętam, to kumpel po prostu rozsyłał CV do wszystkich firm z okolicy w których uznał że może mu się udać podołać zadaniom - a to do zakładu przetwórstwa drobiu, a to do pizzerii jako kierowca, a to do firmy gdzie robią plastikowe zabawki... Ta ostatnia okazała się "tą" firmą. EDIT: A! I żeby nie było - to dodam że te 2400 zarabia, owszem, ale umowa-zlecenie i 12 godzinne zmiany w trybie 3-zmianowym, tak więc nie jest to bynajmniej przyjemniutka robota "od 8 do 16"... Heh niby wiem o czym mówisz, i szczęśliwy jestem że się tego pozbyłem :) Miałem kompleks że nie poszedłem na studia przez długi czas, ale niezbyt aktywny bo też nie przebywałem wśród studentów. Najbardziej się bałem co będzie jak spotkam osobę jakąś z liceum której się lepiej wiedzie ode mnie. I ostatnio przytrafiło mi się coś takiego i to w "zmasowanej" formie - zadzwonila do mnie dziewczyna z klasy mówiąc że siedzą z kilkoma osobami z naszej klasy w pizzeri w moim mieście i że "świętują" dziesięciolecie matury. Najpierw odmówiłem przyjścia, ale... po 5 minutach zadzwoniłem że już idę. I okazało się że to że niektórzy z tych co tam byli mieli dyplomy, magistry, cuda-niewidy, to wcale nie każdy miał pracę lepiej płatną niż ja, wcale nie każdy już się wyprowadził od rodziców, wcale nie każdemu się życie osobiste ułożyło jak w bajce... Krótko mówiąc - uczucie że jestem "gorszy" minęło po 15 minutach kiedy się zorientowałem że liczy się nie papier a mózg sam w sobie. Że bez studiów byłem w stanie porozmawiać z nimi o rzeczach które oni studiowali (np. socjologia) po prostu dlatego że... nie jestem głupi i dużo wiem. Największą satysfakcję mi sprawiło jak rozważałem jakąś koncepcję a koleżka zdumiony do mnie: ty mówisz to samo co Platon. Banan mi się rozjaśnił na ryju, bo okazało się że mój mózg wpadł na to co inny, poważany i uznany mózg. Przeszło mi wartościowanie ludzi papierkami :)
  18. deader

    program motywacyjny?

    Skoro buka mówi że jest otwarty na koncepcje i pomysły, to oto co myślę na zacytowany fragment: Na forum są osoby z wieloma zaburzeniami/problemami. Wypadałoby zrobić listę najczęstszych "problemów" jakie mają tutaj ludzie, typu: "wyjście do sklepu"; "cięcie się"; "zrobienie kanapki" - po czym osoby biorące udział w zabawie na początku deklarowałyby z którymi rzeczami mają problem i z którymi przez to chcą "zawalczyć". Może nawet po prostu zostawić samą deklarację, bo stworzenie listy problemów dotyczących forumowiczów na pewno byłoby zadaniem niełatwym; albo lista byłaby zbyt ogólnikowa, albo - gdyby szczegółowa - bliska nieskończoności Czyli: na przykład, ja "zapisując" się do zabawy, deklaruję że mam następujące problemy z którymi chcę "zawalczyć": - irytują mnie ludzie w kolejkach w sklepie i w myślach obrzucam ich wyzwiskami i wyobrażam sobie jak ich ciacham maczetą żeby szybciej dotrzeć do kasjerki - nie lubię poznawać nowych ludzi w świecie rzeczywistym - mam problem z uzależnieniem od marihuany, mam chęć codziennie zapalić no i na koniec dnia deklaruję czy udało mi się dokonać "przełomu" w którymś z moich problemów. Punktacja? Jeśli koniecznie chcemy to przekładać na punkty, to moim zdaniem powinna być symboliczna, typu 10 punktów za każdy "sukces", nieważne czy to będzie wyjście do sklepu czy odmówienie sobie jointa, bo dla każdego biorącego udział w zabawie co innego będzie trudne a co innego łatwe. Sensem zabawy powinno być chyba nie "rywalizowanie" punktowe z innymi użytkownikami, co rywalizowanie z samym sobą. Tak mi się to widzi, ale buka coś mówi że ma tajny projekt więc czekam z zaciekawieniem na ujawnienie :)
  19. Hmm, no cóż, faktycznie, nie wygląda to różowo. Czy trawa może powodować takie objawy? Jasne że tak. Mówi ci to człowiek "zaprzyjaźniony" od 10 lat. Wbrew obiegowej opinii o "zupełnej niegroźności" marihuany, wiążą się z nią jednak niestety pewne nie do końca fajne rzeczy. Na przykład, sam piszesz: Przeanalizuj sobie to: sam przyznajesz że trawa "pomogła ci" się przedrzeć przez złe sytuacje - to jest właśnie te słynne "uciekanie w narkotyki" przed którymi nas przestrzegano na apelach antynarkotykowych w szkole :) Zobacz, że wykazujesz - nie obraź się tylko, proszę - trochę podobne zachowania do swej mamy. Ona, zdaje się że przez problemy, "ucieka" w picie; ty "uciekasz" w palenie. Nie będę tego dalej drążył, bo przecież: więc moje podpowiadanie że możliwe że masz problem z marihuaną olejesz i nie mam ci tego za złe, sam tak robiłem :) Do przyznania się przed samym sobą do pewnych rzeczy trzeba "dojrzeć". Piszesz niegłupio więc jestem gotów się założyć że sam za jakiś czas dojdziesz do właściwych wniosków jako osoba inteligentna :) Nikt na świecie nie pomoże ci tak jak ty sam :) Rozumiem twój dół, sam tak miałem kiedy zawaliłem liceum, kiedy bezrobotny siedziałem w domu i jaranie trawy było najambitniejszą moją aktywnością. Mogę tylko doradzić żebyś spróbował coś z tym zrobić - bo dół nie przejdzie jeśli nie zlikwidujesz przyczyny. Przyczyną jest to że się nie uczysz/nie pracujesz - fajnie byłoby to zmienić. Nie wiem gdzie żyjesz i skoro chcesz zachować anonimowość to nie mam zamiaru dopytywać, ale zakładam że tak jak i u nas, tam też istnieje system edukacji "weekendowej". Tak więc - praca w tygodniu i dokształcanie się weekendami. Wiem, trudne, ale wielu osobom się to udaje. Czemu tobie miałoby nie wyjść? :) Jeśli powstrzymują cię przed tym jakieś obawy (typu strach przed poznawaniem nowych ludzi, czy obawa że nie podołasz zadaniom w pracy) to tym bardziej zalecałbym kontakt ze "świrologiem" - leczenie zarówno farmakologiczne jak i terapeutyczne potrafi zdziałać naprawdę dużo. Może uda ci się na tyle wyciągnąć z "doła", że znajdziesz siłę i motywację do pracy/nauki? Nie dowiesz się jak nie spróbujesz :) Niestety, nie mogę dodać nic więcej niż to co napisałem wcześniej. Jeśli dotąd nie próbowałeś z mamuśką porozmawiać, to zachęcam - spróbuj. Na spokojnie, bez napastliwości. Wyłóż jej zmiany w jej zachowaniu jakie zauważyłeś i powiedz jak się z tym czujesz. Taka "konfrontacja" jest moim zdaniem nieunikniona, i im szybciej i spokojniej do niej dojdzie, tym lepiej. Lepiej żebyś się przygotował psychicznie i któregoś dnia poprosił ją o rozmowę, niż żebyś kiedyś wykrzyczał jej to podczas jakiejś kłótni (dodając, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, więcej niż trzeba). Porozmawiaj o tym z nią i ciekawe jakie jest jej stanowisko. Bo ty twierdzisz że mama zaczęła pić przez swojego "fagasa" - ciekawe co ona ma na ten temat do powiedzenia. A to że "zaczyna mówić czasem te same zdania co on" - rozumiem że cię to wkurza, ale tak się dzieje zawsze kiedy dwoje ludzi się ze sobą wiąże, u ciebie po prostu niestety nie pasuje ci osoba z którą się związała. No, a co do sytuacji tutaj - ojciec, brat itp - fakt, chyba nie masz "po co wracać". Chyba że, skoro twój brat "umościł" sobie "gniazdko" u dziadków - to może i ciebie by przyjęli,a ty byś spędzał czas produktywniej niż grając w LOLa - na przykład pracując, ucząc się. Jakbyś u nich zamieszkał, poszedł do pracy, dorzucił kilka groszy do budżetu, to pewnie i twojemu bratu by się "laba" skończyła, stałbyś się przykładem i wzorem do naśladowania. No, ale piszesz że są też jeszcze inne względy przemawiające przeciw powrotowi, więc to tylko gdybanie. Co tu więcej napisać? Nic chyba. Krótkie podsumowanie tego co zrobić aby polepszyć sytuację: - rozmowa z rodzicielką - wizyta u psychologa/psychiatry - zmobilizowanie się do poszukania pracy / szkoły Trzymam kciuki, a jakby co - już "nas" znalazłeś, wiesz gdzie "wylać" frustrację jak cię dopadnie :)
  20. Tak, wiem, nie neguję, ale skoro autor prosi o porady i przedstawia jeszcze pewne szczegóły dotyczące jego niechęci do nauki itd. to myślę że moja podpowiedź nie jest szkodliwa. Na pewno nie jest łatwo trafić na taką firmę, ale wiem że się da - właśnie bowiem przypomniałaś mi o moim znajomym który niedawno rozpoczął pracę w nowym miejscu. Facet jest bez matury, liceum wieczorowego nie skończył. Zatrudnienie znalazł obecnie w firmie produkującej plastikowe zabawki - obsługuje jakąś maszynę (wtryskarkę? nie wiem, nie znam się...) która robi jakieś plastikowe elementy. Przyjęli go tam bez wymagań odnośnie edukacji ani doświadczenia "w branży" - bo "przyuczenie do zawodu" kończyło się na tym że pokazali mu gdzie ma nacisnąć jaki guzik, gdzie odbierać uformowany produkt, i gdzie go odkładać. Praca, fakt, nie jest zbyt "ambitna", na początku też marnie płatna, ale po trzech miesiącach kiedy już przeszedł "okres próbny" to zarabia 2400 na rękę i jest zadowolony. Ty, droga kite, zdajesz się mieć nieco inne ambicje niż kali, autor tematu. On zdaje się chce właśnie wyuczyć się jakiegoś fachu, raczej fizycznego, niż zdobywać papiery do podniesienia własnej wartości w swoich czy czyichś oczach. Stąd też moja porada żeby rozejrzał się za pracą. Znam sporo ludzi którzy nie ukończyli liceum (długo mieszkałem na blokowisku pełnym ludzi na pograniczu patologii) a dorwali taką czy inną pracę. Ja, jak najbardziej, życzę autorowi tematu żeby mu się jeszcze priorytety i nastawienie pozmieniały (edukacja zawsze jednak coś znaczy) ale po prostu: pyta - odpowiadam :)
  21. deader

    Wkurza mnie:

    Wredna ta "druga ty", jak nic! Skop jej dupsko i niech spada w podskokach! :)
  22. deader

    Wkurza mnie:

    Dlaczego? Nas nie wkurzasz
  23. Wiem, rozumiem, ale podaję autorowi taką alternatywę bo jednak - nie jest całkiem nierealna. Znów dam przykład z życia wzięty - od pół roku pracuje u nas koleżka który ma skończone tylko gimnazjum. Zawalił liceum raz, drugi - w końcu poszedł do pracy, najpierw gdzieś gdzie nie pamiętam gdzie, potem popracował w Empiku, a teraz "wylądował" u nas. Koleś po gimnazjum, bez matury, bez skończonego liceum. I też - zaczynał od malowania płotu wokół firmy a obecnie już całkiem nieźle mu idzie na dziale introligatorskim. Do tego chłopak się zawziął i weekendowo robi liceum żeby maturę jednak zdać. Tak więc chodzi głównie o to że DA SIĘ. Nie wiem, czy ta moja firma jest jakimś ewenementem, wyspą pośrodku oceanu beznadziei, ale statystycznie wydaje mi się to niemożliwe. Połowa (POŁOWA!) naszych pracowników przychodząc do roboty nie wiedziała o poligrafii nic (jedna babka wcześniej pracowała gdzieś w fabryce czekolady; jeden koleś był budowlańcem, jeszcze jeden - właściwie nikim, bo przyszedł do pracy po kilku latach ćpania i nicnierobienia po skończeniu liceum i rzuceniu studiów; nasza księgowa jedynie miała skończoną jakąś szkołę faktycznie w rachunkach pomagającą, jeden facet pracował w poligrafii wcześniej, jeden kolo jest po technikum poligraficznym). Obecnie naprawdę jest tak że pracodawcę interesują bardziej umiejętności/chęć popracowania w niewolniczych warunkach przez okres przynauczania do danej działalności, niż papierek z maturą czy dyplom magistra (bo, inna sprawa, nasz szefu przyjmując nas do pracy na początku dawał autentycznie głodowe pensje, ja np. pierwszą wypłatę dostałem w wysokości 750 pln - ale rozumiem to, bo przecież nie zapłaci 2 tysięcy kolesiowi który dopiero co uczy się jak zginać okładki do książek tak żeby papier nie pękał w miejscu zginania). Wielu magistrów siedzi zresztą na kasie w Biedronce.
  24. deader

    Nasze hobby i pasje! :)

    Heh heh, dobree : Może tylko nadmienię, że ja nie kolekcjonuję broni, tylko uprawiam amatorsko strzelectwo - ilość "gnatów" jakie posiadam wynika z tego że każdy służy do nieco innego strzelania i dlatego tyle tych modeli się "nazbierało". Bo z czego innego strzelam jak chcę poćwiczyć celność na 30 metrów, a z czego innego jak 10 metrów chcę wyżyć się na puszkach. W dodatku jest to sport dużo ciekawszy kiedy ma się towarzysza (jak zresztą chyba w każdym sporcie) a nie wszystkich moich znajomych kiedy zaczynałem się tym interesować było stać na zakup swojej wiatrówki bądź w ogóle interesowało ich inwestować w taki sprzęt. Stąd też u mnie Crosman C31 - wiatrówka "niskiego progu cenowego", którą daję do "zabawy" osobie która akurat ma chęć wybrać się ze mną postrzelać. Mojego STI Duty One nie daję nikomu do ręki Obawiam się że jednak testów psychologicznych bym nie przeszedł, a zresztą mam na tyle zdrowego rozsądku żeby wiedzieć że to może być nie najlepszy pomysł. Bo jednak mimo obecnie znacznego polepszenia stanu psychiki to miewam chwilowe "dołki" i mam wrażenie że kilka razy to że jeszcze istnieję zawdzięczam tylko temu że nie mam w domu działającej, zabijającej broni. Bo na sznur/tory/żyletki/lot z piątego piętra - jestem zbyt tchórzliwy lub leniwy...
  25. No to jeszcze inaczej - masz 18 lat - zacznij szukać pracy. Może ci się poszczęści i uda ci się znaleźć pracę w jakiejś firmie/zakładzie gdzie zaczniesz od "podaj/przynieś/pozamiataj" a z czasem, podglądając starszych stażem, poduczysz się robienia tego co oni i "awansujesz". Pisze to człowiek który zaczął pracę w drukarni od zamiatania i wymieniania żarówek a obecnie jest kierownikiem działu druku wielkoformatowego :) Praktyka obecnie jest bardziej w cenie od papierka ponoć zresztą...
×