Skocz do zawartości
Nerwica.com

Zupapomidorowa

Użytkownik
  • Postów

    2 280
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Zupapomidorowa

  1. khaleesi, dziękuję. Amfetamina mocno uzależnia więc dlaczego forumowicze twierdzą, że ten pochodny narkotyk nie?
  2. co to jest metafedron co powoduje i gdzie mozna dostac? ^^
  3. Kokojoko, świetny mem. Mnie uczy moja psycholog dobrego do siebie podejścia. Np. przychodzę do niej i mówię, że bicie dzieci jest złe bo tak czuje ... no ale nie jestem pewna, jest tyle opinii na ten temat itp. Ona wtedy daje mi do zrozumienia, że mam racje i już do tego nie wracam bo wiem. Ale jest jeszcze tyle spraw ech... Poza tym ona jeszcze nie wie skąd mi się wzieła ta nieumiejętność podejmowania decyzji. Ciekawe czy jeśli wyjdzie to na terapii to to jakoś pomoże i się wszystko poukłada
  4. Po prostu maciek, pewnie, że bzdura. Mój ex palił codziennie od 14ego roku życia. I zachowuje JESZCZE pozory że z nim wszystko w porządku.
  5. Kokojoko, strasznie męczący jest taki stan, bo człowiek próbuje znaleźć rozwiązanie a nie potrafi...
  6. Kokojoko, mi dziś terapeutka powiedziała, że jak ona gdyba różne pierdoły to ja przytakuje. Mój ex też twierdzi, że da się mnie "urobić". Czasami próbuje się położyć i posłuchać siebie. Zadaje sobie wtedy pytanie - Patka czego ty chcesz i za co siebie lubisz - no i dupa, chaos. Myślę, że lubię np. swoje nogi aby za chwilę pomyśleć że jednak nie bo są grube. Albo cieszę się że jestem malarką jednak za chwilę myśl, że to gówno nie robota, szkoda że nie mam konkretnego zawodu takiego jak np. lekarz. Ja piernicze...
  7. Kokojoko, ale jak? Jednego dnia myślę sobie, że np. moja lekka nadwaga dodaje mi uroku, żeby następnego dnia myśleć że wyglądam jak gówno i nie jestem nikogo warta.
  8. Moja matka, jak przyjechał mój chłopak i zobaczyła że pił piwo - po jego wyjeździe naskoczyła na mnie mówiąc że ojca nazywam tyranem i alkoholikiem (jestem DDA) a sama zadaje się z pijakiem. Powiedziałam o tym mojej psycholog, która wytłumaczyła mi że to iż mój facet pije piwo nie znaczy, że będzie mnie pił i zaniedbywał rodzinę. Więc jeśli Twój nic takiego nie robi, moim zdaniem po prostu niepotrzebnie się martwisz. Bardziej powinno martwić Cię to, że przejęłaś natrętne zachowania po matce (natrętne myśli czy mnie facet skrzywdzi) i że jesteś od niej psychicznie uzależniona. Moim zdaniem powinnaś przejść psychoterapię i odciąć się psychicznie od matki.
  9. Jak już większość stałych forumowiczów wie jestem DDA i DDD. Mam objawy nerwicowe i chyba depresje. Dziś na terapii wyszło mi, że mam problem w podejmowaniu właściwych decyzji. Coś jakbym nie umiała słuchać własnego wewnętrznego głosu i stawiania granic. Takim przykładem jest to, że jeśli usłyszę od kogoś że 26 lat to młody wiek i wszystko przede mną mój humor poprawia się i zaczynam w to wierzyć. Jeśli gdzieś usłyszę inną opinię np. że 26 lat to już jest staropanieństwo i generalnie już z górki dla kobiety to siada w tym czasie moje poczucie własnej wartości. Nie ma we mnie czegoś co mogłoby być filtrem nazwijmy go takiego własnego kręgosłupa moralnego czy światopoglądowego, który przetwarzał by informacje tak abym nie robiła sobie krzywdy złym myśleniem o sobie. Te sprzeczności które są na zewnątrz powodują chaos w mojej głowie i zamiast działać w życiu to ja wyhamowuje, popadam w doły bo ciągle muszę tłuc się z myślami? Czy to jest syndrom jakiejś konkretnej choroby? Czy ktoś tak ma?
  10. A czy Twój partner nadużywa alkoholu? Skoro nie, to nie ma podstaw by sądzić, że Was skrzywdzi. Przelewasz po matce swoje lęki na temat partnera tak jak ona je miała wobec swojego. Robię to samo. Ale to nie znaczy, że Twój partner Cię skrzywdzi!
  11. To jak Cię mierzi to niepalenie, wyobraź sobie, że ja przy swoim paleniu dowiedziałam się o raku płuc mamy mojej koleżanki i się wystraszyłam jak trusia. Ciężko to gówno rzucić ale jest strach przed chorobami ogromny. Podobno przy tej chorobie umiera się długo w męczarniach
  12. Candy14, a no trzeba. Jednak staram się to leczyć i regularnie chodzę do lekarza i zażywam leki co minimalizuje skutki działania choroby. Mówisz, że tylko niewielkie zmiany skórne masz. Kiedyś byłam z chłopakiem który miał zaognioną łuszczycę i nie wyglądało to najlepiej ale też mnie nie odrzucało. Candy14 palisz? Ja bezskutecznie próbuję rzucić. Dziś się dowiedziałam, że mojej koleżanki matka ma raka płuc a paliła no i nieźle się dziś wystraszyłam.
  13. Rebelia, dajesz mi nadzieje swoim postem. essprit, przez terapię czuję, że powinnam zrobić pewne nowe kroki ale chwilowo jakoś tak powietrze ze mnie ucieka. No dziś wysłałam prace na konkurs i wysłałam ogłoszenie o pracę. Nie wiem na tą chwilę co więcej mogłabym zrobić. Candy14, uch łuszczyca też nieciekawa sprawa. Mi się przyplątało hashimoto i niedoczynność tarczycy. Wkurzam się strasznie bo nie mogę schudnąć łatwo. Ale da się przyzwyczaić do tych defektów, nie Candy14? :*
  14. Candy14, nie mogę poradzić sobie z pytaniami czemu akurat mi się to trafiło i kim bym była gdybym wychowywała się w normalnej rodzinie... Candy14 czy masz kontakt ze swoimi rodzicami?
  15. Candy14, dziękuję za dobre słowo. Chyba masz racje. Odkąd więcej widzę tym jestem bardziej przerażona i uświadomiona w jakiej patologicznej rodzinie się wychowałam. Kiedyś np. myślałam bo wmówiono mi że mam normalną matkę i to był jakiś punkt zaczepienia. Ale to była fikcja. Teraz próbuje jakoś stanąć na nogi ale jest ciężko. Jutro wysyłam prace malarskie na konkurs, chce też dać ogłoszenie by uczyć prywatnie malarstwa, przygotowywać na trudne egzaminy na studia na ASP. Kurcze może coś się ruszy...
  16. Chodzę na terapię grupową i indywidualną od czterech miesięcy. Niestety ciągle mam w głowie chaos. Nadal nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem. To co się dzieje wokół mnie już lepiej rozumiem ale nadal powraca poczucie pustki i strach przed życiem. Boję się życia, tego, że nic nie osiągnę, będę biedna, że wyląduje na ulicy, że zostanę sama, nigdy nie założę rodziny... i tak bez końca. Pierwsze wspomnienia z dzieciństwa miałam takie, jak leżałam obok mamy a ojciec kopał ją po brzuchu. Ciągłe awantury w domu, które matka zaostrzała (darła się na ojca kiedy ten był pijany przez co atakował ją jeszcze bardziej). Do szkoły miałam na 7:10 a czasami biegaliśmy we troje do 5 nad ranem - ja za ojcem broniąc matkę i na odwrót. Matka jest z natury oschła. Nigdy mnie nie przytulała, nie mówiła że mnie kocha. Ojciec tym bardziej. Albo milczał albo dawał komuś zjebkę. Matka nie znosi u mnie i u brata przejawów uczucia. Do siebie jak i do innych. Uczucia to coś wstydliwego, niefajnego itp. nigdy nie dawaliśmy sobie prezentów na święta i tak dalej. No może kilka razy, policzę na palcach jak byłam mała. Będąc na terapii zrozumiałam, że moja rodzina jest patologiczna. I mimo tego, że jak się teraz z nimi o coś spieram i kiedy mówią że jestem chora i pojebana to wiem, że to oni mają poważny patologiczny problem. Jedak to nie zmienia faktu, że sobie nie radzę, że słabnę z roku na rok (chociaż w jakiś sposób terapia mnie podnosi). Oni mnie jako dorosłej osobie nadal próbują wpoić,że świat jest zły, że ludzi są źli i chcą tylko innych wykorzystać. Tylko, że żaden obcy człowiek a spotkałam ich wiele nigdy nie zrobił mi takiej krzywdy jak oni. Teraz kiedy jestem słabsza, przez problemy psychiczne przełożyłam dyplom na luty, wyprowadziłam się z akademika i z nimi mieszkam. Oni mają firmę i naturalnie pomagam im w firmie, klienci mnie chwalą bo bardzo angażuje się w pracę. Ale starzy mi nie płacą pensji. Pracuję za mieszkanie z nimi pod jednym dachem i żarcie. Oni tak mają, że na wszystkim chcą oszczędzić. W domu jest zimno gdy się obudzę bo w piecu wygaśnie do rana. Nie chce mi się przez to wstawać. Zrezygnowałam z pracy u nich. Bo dojże że w domu muszę ciągle tyrać i sprzątać na zawołanie przed pracą i po, to jeszcze mi nie płacą a ja nie mam czasu ani siły aby przysiąść do dyplomu. Powiedziałam im, że nie będę przychodziła bo nie płacą. Matka ma tak, że jest również terrorystką od sprzątania. Kiedy ją widzę myślę tylko o tym do czego się przyczepi (szklanki, brudnego talerza). Wydaje mi się że to chore, że normalni członkowie rodziny jak siebie widzą to nie mają lęków. Brat zrobił z matki męczennice - ona zresztą też taką z siebie robi. Mówi że tyle przeszła z ojcem i nie wolno jej tknąć, jest święta. Ona jak się ze mną pokłóci to za chwile buntuje całą rodzinę przeciwko mnie. A dla mnie ona nie jest święta. Pozwoliła na to piekło, nie odeszła od ojca. Zresztą sama jest złem wcielonym i sama bardzo utożsamia się z bohaterką z Placu Zbawiciela - matką męża głównej bohaterki. Nie wiem czego od Was oczekuję - może tylko byście przeczytali ten post i może pomogli zrozumieć, czemu wciąż czuje się beznadziejnie. Przecież chodzę na terapię... i coraz więcej widzę.
  17. http://jakreagowac.pl/index.html
  18. Ludzie, czy wy nie umiecie czytać? "Kocham" i "wspaniałą" jest wzięte w cudzysłów! To wątek dla tych co mają patologicznych rodziców. Rany, czy język polski jest aż tak trudny?
  19. veganka, wysłałam Ci link do mojego profilu na fejsie. Prześlę jeszcze raz :)
  20. veganka, miałaś do mnie napisać na fb Jak nie leczyłam tarczycy to moja depresja się nasilała - spałam po 16h dziennie, płakałam i nie miałam siły. Po lekach było o niebo lepiej.
  21. Candy14, słusznie napisała, im więcej robisz tym więcej energii masz. Zależy też pewnie od typu pracy i nastawienia. Jak bym się nastawiła, że po pracy na pole dance bedzie ciezko bo to praca fizyczna to bym byla zmeczona samym mysleniem. Ja ide tam z nastawieniem ze bede sie dobrze bawic.
  22. light, potrzebuje czasu. Teraz pije kawe, zaraz biore za pedzel, pozniej trzeba cos ugotowac i tak zawsze cos :) moze wieczorkiem cos skrobne.
×