-
Postów
8 648 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez monk.2000
-
Niete, zdarzyło się raz, że się zlitowali nade mną. Mój stan wiele się nie polepszył, jedynie trochę. Oni jednak wolą kupować nowe drukarki, lepszy papier i kolorowe spinacze. Oraz remontować swoje siedziby, zamiast płacić ludziom pieniądze. A podatnik, w tym polski przedsiębiorca uginają się pod jarzmem takiej pańszczyzny. Jeśli chodzi o temat, to zastanawiam się jaki alkohol mógłbym pić. Ostatnio piłem orzech laskowy. Całkowicie się nie znam.
-
Już uzupełniam. Chodzi o jakość oryginalnej ścieżki audio z płyty CD. W Mp3 część informacji jest bezpowrotnie tracona. Kompresja stratna zawsze powoduje przekłamania. Tylko kwestia sprzętu i wysłyszenia tego. Istnieje taki format kompresji jak FLAC, on kompresuje ścieżkę PCM bezstranie. Bitrate jest różny, ale z reguły około 900 kb/s. Wydaje mi się, że czuję różnicę, między tymi dwoma standardami. Dużo słucham muzyki i to raczej nie jest wrażenie i placebo. Wielu ludzi narzeka, że muzyka cyfrowa zabrała muzyce część magii, część też nie toleruje MP3. To taka trochę miejska legenda. Ale jak chcecie to może kiedyś przeprowadzę ślepy test i się dowiemy.
-
JERZY1962, twój awatar budzi respekt. Na jednym forum, na którym pisałem w liceum był taki Darth E, który miał awatar Anakina, po tym jak przeszedł na ciemną stronę. Lubiłem jego posty, on między innymi namawiał do wybrania studiów technicznych. Propagował świat techno-elity. Idę na herbatę, mam English Breakfest. !
-
Infinity, Oskara najmilej wspomina mama. Przywiązała się do niego, zawsze pytała co u niego i bardzo przeżyła jego śmierć. Gdzieś czytałem, że współczesny świat tak bombarduje różnymi treściami, że ludzie muszą się stawać nieczuli by to znieść. Ciągle się mówi o jakiś tragediach, pełno złych wieści w TV, dekadencja na Demotywatorach, itd. Jak naczytam się tutaj na forum o samookaleczeniach to przejście kota do krainy wiecznego mleka i biegających myszy staje się drobnym problemem. Tak pewnie bym płakał. Wiesz, zadaję sobie to pytanie. Trochę się obwiniałem.
-
Wysłałem wiadomość. Przeczytałem tacie przez telefon i nie zrobiło to wrażenia na nim. Może to i dobrze. Nadmiar dumy może szkodzić. Na razie zadowolę się twoją opinią. Lubisz zwierzęta, więc cię może zainteresuje. To też taki hołd dla dwój zmarłych kociaków. Zdjęcia Oskara mam na komputerze i z dumą mogę stwierdzić, że to był mój pierwszy kot. Starałem się jak umiałem, żeby docenić jego kocią naturę. Żadnego ciągnięcia za ogon, jak to robiłem za dzieciaka.
-
Infinity, cześć. Fajnie ja bym chciał kota. Nawet napisałem utwór: list o kuzynce która martwiła się śmiercią kota i zastanawiała, czy koty "idą do nieba". Mogę wysłać na priw. Ostatnio tu na forum promuję własną działalność, ale staram się nie robić offtopu, więc nie gońcie.
-
Ja tylko próbowałem, bo byłem w tym kiepski. Niestety przebywanie w domu, bawienie się klockami, konstruowanie rzeczy ze znalezisk, rysowanie rysunków oraz komputer i rower sprawiły, że nie miałem czasu na takie rozrywki. Z resztą mama by się martwiła, że sobie coś zrobię spadając, a ja się liczyłem z jej zdaniem.
-
detektywmonk, warcaby do szachów to jak kalkulator do komputera. Fajnie pograć, ale jak się wciągniesz to chcesz więcej. Mi ten smak pokazał tata. Mówi: co będziesz się bawił we warcaby. Chodź zagramy w szachy, to dopiero jest gra. Tata jeśli chodzi o umysł to dawał mi najlepsze trunki. Polecam szachy i nie twierdź, że się nie nadajesz. Zalety szachów, których nie mają warcaby: -królewska gra, istnieją figury szachowe, każda ma jakieś symboliczne, historyczne znaczenie -niektóre zestawy szachowe to dzieła sztuki -ma się to coś, to tak jak znajomość tańca towarzyskiego, inaczej jesteś w kiepskim tonie i żałujesz, że coś tracisz -żadnej grze tak wielkie umysły nie poświęciły na tle historii tyle czasu co szachom z tego co wiem. Istniały zanim powstały gry komputerowe, współczesne planszówki, czy gry RPG -turnieje szachowe to piękne przeżycie Jedyne co tracisz to poświęcony czas i papkę w mózgu.
-
Mama ma bzika na punkcie rowerów. Może podobnego jaki ja mam na punkcie swojego zdrowia psychicznego. Inaczej bym tu tyle nie siedział. Teraz wejść w ten świat jest trudno. Ona wszystko wie "co i jak". Ja tam jestem kompletnie zielony. Nie znam się na ustawianiu przerzutek, mam słabą kondycję w porównaniu do mamy. Nie mam zwyczajów jak obsługiwać kuchenkę turystyczną, itd. Mama ma tam swój świat. Nie da się tam tak po prostu wejść. Zawsze chciała przyrody, podróży. Teraz jak ma możliwość to spełnia swoje marzenia. Mnie w tym świecie nie ma. To mnie psychologia nauczyła, że ważna jest miłość rodziny. Mama psychologii nie studiowała, bo nie musiała.
-
Przykro mi się to czyta. U nas jest tak, że jak chce się iść do zakonu to droga wolna. Można poświęcić życie Bogu, są warunki. Gorzej jak się to na siłę narzuca tym którzy nie chcą takiego życia. Człowiek ma pewne potrzeby, jak się mu ich odmawia to wtedy robi się niewesoło, musi wybuchnąć w końcu ten kocioł. Może mi czasem przydałoby się trochę Boga, ale tamtym ludziom to przede wszystkim trochę rozumu. Piszę na podstawie tego co czytam w tym wątku.
-
guernone, poczułem ducha epoki. Thx. Nie podane jaki to szachista, ale najprawdopodobniej jakiś arcymistrz. Możliwe, że były mistrz świata FIDE.
-
Racja. Od jazdy rowerem chyba mi się podnosi poziom niektórych hormonów, bo prawie czuję agresję. Taką złość, która pomaga dalej pedałować na ciężkiej przerzutce. Mama może mi jeden ze swoich wehikułów pożyczyć. Akurat w tej dziedzinie stawia na to co najlepsze. Jedyny mój wyjazd to był jakieś 25 km do grobu dziadka z okazji wszystkich świętych. Dostałem wycisk. Nie przepadam jednak za jazdą po jakiś bezdrożach i wsiach. To nic ciekawego. Preferuję spacer, np po górach.
-
tosia_j, możliwe. Żeby umieć poświęcić komuś czas trzeba pewnych zdolności. Ja lubię rozmawiać na różne tematy, dyskutować. Liceum wybrałem takie, żeby było forum na środku, bo przypominało mi to starożytne i liczyłem, że tam będzie można się miło spotkać. Lubię spokojnie usiąść przy stole i pić herbatę. To by mi odpowiadało. Mama coś z intelektem zastopowała ostatnio, teraz woli podróże i sport. To też dlatego nasze drogi się rozeszły. Może gdybym razem z nią jeździł rowerem, ale to znowu dla mnie zbyt duże poświęcenie. Nigdy nie przepadałem za sportem.
-
lovely, dzięki za wpis. No natręctwo o którym wspomniałem nie jest aż tak uciążliwe. Po prostu za bardzo chciałem być dobry w szachy. Szukałem w szachach odpowiedzi. Fascynowali mnie ludzie, wielcy szachiści. Jeden napisał, że życie jest za krótkie żeby poświęcić je szachom. Ale to wina życia, a nie szachów. Myślę, że w światku dość znany cytat. Ci ludzie mieli obsesję na punkcie tej gry. Ona tak działa. Ja natomiast zauważyłem ten mechanizm i przystopowałem. Są miejsca, w których bardziej się przydam. Teraz komputery są lepsze od ludzi w szachy. Sądzę, że tu jest bardziej moje miejsce. Pogodzić maszynę z człowiekiem. Po co popadać w obsesje od nadmiaru myślenia analitycznego, niech robi to za nas stworzona do tego maszyna. Wkleję anegdotkę szachową, którą wysłałem White Liliy na gg oraz którą czytałem babci ze smartfona. Ci ludzie byli niemożliwi. Czapki z głów. Pewnego dnia na dworcu kolejowym w Nowym Jorku jakiś mężczyzna podszedł do Capablanki, który czekał z kawą, gazetą, drożdżówką i kompletem szachów. Wskazując na szachy, mężczyzna spytał, czy Capablanka zagrałby partię. Zawsze chętny do gry, Capablanca natychmiast ustawił szachy, a następnie usunął hetmana, żeby wyrównać grę. Oburzony mężczyzna spytał, dlaczego pan to zrobił? Pan mnie nie zna, mogę z panem wygrać! Niewzruszony Capablanca odpowiedział, proszę pana, gdyby pan mógł ze mną wygrać, znałbym pana.
-
tosia_j, to znaczy tak na logikę. Wtedy dziecko wymaga uwagi. Jest ona wymuszona. Dopiero jak dziecko staje się samodzielne to testem jest to czy rodzic będzie się nim interesował. Może je przecież zostawić same sobie. Nie powinienem źle mówić na mamę, chwilowo się tylko zdenerwowałem.
-
Cześć, witam forumowiczów. U mnie w głośnikach Mars - Bringer of War. Nie znam się na muzyce klasycznej, ale ten utwór jest niezły. Zaraz będzie herbata. Do tego mama nie ma dla mnie nigdy czasu, zaczyna mnie to denerwować Z tysiąc razy wychodzę z różnymi inicjatywami, a ona mnie zawsze gasi. To przykre, nie chce żyć w rodzinie bez miłości. Wieczny chłód, z całego życia to najwięcej czasu to mi chyba mama poświęciła przy przebieraniu, potem to róbcie co chcecie, byle dać spokój.
-
Ja bym przyjechał. W końcu Łódź to miasto przemysłu, tak cenionego przeze mnie, fana XIX wieku. Z tym XIXw to trochę zmieniłem zdanie, jak pomyślałem o zacofaniu i biedzie wielu warstw społecznych. Tak czy inaczej Łódź to ciekawa propozycja. Zna ktoś pochodzenie tej nazwy? Żeby wyjechać potrzebuję jednak pieniędzy. Mógłbym dorobić w internecie coś. Na razie walczę z ZUSem i nic nie jest pewne. Moje zabezpieczenie socjalne całkowicie w kropce. Mogę stać się czasowo utrzymankiem mojej rodziny, wtedy tak głupio się bawić. Rozumiecie sytuację. Jak ja nie lubię pieniędzy, człowiek ciągle się musi sprzedawać. Z drugiej strony to gwarant bezpieczeństwa i stabilności społecznej. No nic, może szanowni ludzie w gmachach współczesnego Wersalu jakim jest ZUS się zlitują i dadzą mi te grosze, żebym miał oficjalną metryczkę, że nie jestem nierobem.
-
Miałem profil na sympati.pl. Z resztą mam do dziś. To ciekawy sposób na randkowanie. Gdyby nie atrakcyjna moim zdaniem znajoma to bym nie zapisał się tam. Ona mi dała znak, że to nie portal jedynie dla nieudaczników, ale że to może być fajne. Taka nowoczesna randka w ciemno. Sądzę, że to może podniecać. Jednak dostawanie kosza to jednak dostawanie kosza. W codziennym świecie można dostać kosza kilka razy w miesiącu. Na takich portalach można dostać kosza 100 razy w ciągu tygodnia, jeśli się nie zna technik "podrywu przez internet". To trochę boli, ale można trochę poćwiczyć w myśl zasady: internet twoją stymulacją umysłu. :-)
-
Można spróbować. Tylko to by musiał być prezent raczej na jakąś okazję. A na okazję to by było zbyt oficjalnie i nie wiem jakby się babcia poczuła. Lepiej myślę tylnymi drzwiami wprowadzić. Można gdzieś kupić jakiegoś starego używanego laptopa. Nowe są niestety zbyt drogie. A staroć jakiś, jeszcze po kimś nieznanym to taki marny prezent. Napisałbym dłuższego posta, ale się zmartwiłem pewną rzeczą i piszę tylko tyle.
-
Candy14, zgadzam się z tym co mówisz. Byłby jej osobisty. Tylko babcia nie jest zbyt muzyczna. Kiedyś mi powiedziała, że za jej czasów się nie słuchało muzyki. Nie wiem z jak bardzo bogatej jak na tamte czasy rodziny pochodzi babcia. Z tym, że śledząc historię sprzętu audio można wywnioskować, że babcia pochodzi z czasów "głuchych" muzycznie. Sięgam pamięcią bardziej do późnego PRL. Wtedy ludzie już kupowali wieże, słuchali kaset. Dlatego metoda "na muzykę" średnio się sprawdzi. Tak samo jak cyfrowa jakość dźwięku też jej dużo nie powie. Muzyki słucha czasem z radia, albo na mszy. Nie wiem jakie aktualne zdolności ma siostra "instrumentalna", która śpiewa i gra. Babcię ogólnie łatwo zdenerwować i sądzę, że przeniosło by się to na muzykę. Musiałaby być taka, która koi nerwy. Żadna New-Age. Chociaż kto wie. New-Age to trochę taka muzyka różnych kultur. Sądzę, że coś by się znalazło. Trzeba by tylko znaleźć jakiś odpowiedni gatunek. Zmęczony już jestem, pomyślę jutro. Ale jak ktoś ma pomysł to proszę pisać. Każda uwaga mile widziana. Myślę, że tyle się napisałem, że nikt tego wątku nie będzie spamował głupotami.
-
Czytam o kotach na Fb. Chciałbym trochę się poczuć jak kot. Jasne, byłby to ewolucyjny krok w tył. Ale przynajmniej bym odpoczął od myślenia, pomruczał trochę, poleniuchował. Teraz też mogę to robić, ale umysł nie pozwala. Każe grać w szachy.
-
Candy14, miło mi, że się zainteresowałaś. Temat podesłałem cioci, więc teraz muszę uważać co piszę. :) Jest kilka przeszkód. Komputer leży w pokoju taty, a on jest bałaganiarzem i dużo pali. Wszystko prawie jest przesiąknięte dymem. Ja to zniosę, ale nie babcia, która się złości na tatę, że psuje sobie zdrowie. Jest pozytyw, tata przerzuca się na e-papierosy. Ponoć też niezdrowe, ale bez tego dymu. Druga sprawa to, że warto zrobić tam remont. To taki pokój zaniedbany. Takie warunki to "środowisko naturalne" mojego taty, albo ludzi podobnych do niego. Ja wolę dużo kantów, matematykę w pokoju. Do tego książki na półkach i różne "wskaźniku statusu" typu pudełko po karcie graficznej. To tak na marginesie. Komputer jest jeden i raczej powinien stać u taty. Laptop by ułatwił sprawę. No i laptopy nie są takie groźne jak pecety. PC to bestie dla maniaków, a Laptopy to elegancja biznesmena. Fajna też by była drukarka, można wtedy drukować przepisy czy jakieś listy. Z tym, że to dzisiaj trochę przeżytek. Kwestia okularów to też problem, babcia ich nie lubi nosić i też dlatego unika sytuacji gdy są dłużej potrzebne. No, a na szkła kontaktowe jej nie namówię. Tym bardziej, że są droższe od okularów. Inna sprawa to zmęczenie, babuszka długo pracuje w ogródku i jak twierdzi, nie ma czasu. Liczę na rozwój wątku, a jak nie to będzie przynajmniej ciekawa relacja. Wątki będę zapisywał na komputerze, na dysku.
-
Może nie muzyka, ona może sprawić przyjemność, ale prawie nigdy radość. Radość pochodzi od ludzi. Radość sprawiła mi wizyta w domu rodzinnym.
-
Daję w dziale "Kroki do wolności", dlatego że to ma być z założenia optymistyczny wpis. Lubię się rozpisywać, ale nie wiem czy warto, bo niektórzy pewnie unikają długich postów. Komputer w domu mojej babci pojawił się dzięki tacie. Zdobyliśmy go od wuja, brata taty, który jest jedynym współlokatorem dla mojej babci. To jest jeden plus. Chodzi o to, żeby przekonać ją do komputera. Wiem, że ma już swój wiek i swoje przyzwyczajenia. Nie chcę jej na silę nawracać. Wiem, że żyła w innych czasach i prędkości jakie uzyskuje się na maszynie są dla niej nie do przyjęcia. Tak jak i głośna muzyka w stylu hard rock. Tym razem chciałbym nawiązać nić porozumienia. I teraz istotne: babcia przez większość swojego życia pracowała jako maszynistka. Bardzo pozytywnie wspomina tę pracę. Lubiła stukanie w klawisze. Zdarzyło się jej nawet przepisać książkę dla domowników. Najpierw na analogowych maszynach. Następnie, na elektronicznych. Skąd pomysł, że zainteresuje ją komputer? No właśnie, Word i klawiatura to bezpośredni spadkobierca maszyn do pisania. Wystarczy, że łyknie bakcyla. Wtedy wszyscy będą happy. Babcia poczucie młodość, odetchnie od prac fizycznych, które wykonuje. Przestanie się dziwić i mi i tacie, że tyle siedzimy przed monitorem. Może nawet wyjdzie do ludzi i zapisze się na uniwersytet trzeciego wieku? To trochę optymistyczna wizja. Ale będę próbował. Co sądzicie o moim pomyśle? Jakie macie rady? A może sami chcecie pomóc swoim seniorom z rodzin w informatyzacji? Zapraszam do dyskusji.
-
detektywmonk, jak tam twoje kursy? Szybkie czytanie to ciekawa sztuka. Mnie niestety "magiczne poradniki" tego nie nauczyły. Poza tym pojawił się problem: "nauczysz się, a potem co". Posiadanie wyjątkowych zdolności to ciężar.