Skocz do zawartości
Nerwica.com

New-Tenuis

Użytkownik
  • Postów

    2 296
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez New-Tenuis

  1. _asia_, Asiu, spróbuj się uspokoić. Wiesz, znam takie stany, kiedy panicznie się czegoś boisz. Ja, jak się przeprowadzałam, strasznie bałam się, że coś się stanie mojej kotce, którą mam od 11-stego roku życia, że ucieknie, zginie... Może to trywialnie brzmi, ale ją bardzo kocham, jest dla mnie jak członek mojej niewielkiej rodziny, nawet śpimy razem (ona mi w nogach). Bardzo kocham koty, ona jest moim czwartym, pozostałe (kocurki) zginęły pod samochodem. Strasznie się bałam, że ona też zginie, do tego stopnia, że bałam się jak w ogóle przez chwilę jej nie widziałam, miałam złe sny o tym, jak ucieka... Ale potem zrozumiałam, że się nakręcam. Kot jest z nami cały i zdrowy, śpi sobie teraz na moim fotelu gardziołkiem do góry i nic jej się nie stało. Jeśli chodzi o psychoterapię, to wierzę, że po prostu nadejdzie moment, kiedy sama poczuję, że jestem na nią gotowa. Nie zamierzam robić nic na siłę.
  2. Ja nie chodzę na terapię do psychologa, tylko co jakiś miesiąc/dwa na konsultację do psychiatry. Zdarzają mi się naprawdę złe dni, kiedy czuję, że świat się wali, ale po krótkim czasie wracam do formy, uspokajam się i znowu jest wszystko w porządku. Znam jedną bardzo kompetentną panią psycholog, z którą się umówiłam, że jak życie na poważnie zacznie mi dolegać, wtedy się do niej zgłoszę. Mimo że ona jest naprawdę super osobą, zawsze na sesji z jakimkolwiek psychologiem czuję się dziwnie i za pięć minut terapeuta zaczyna mi działać na nerwy. Irytuje mnie coś, denerwuje i nie mam ochoty na terapię, odpycha mnie... Bardzo lubię tę panią, ona jest jedynym psychologiem, który mnie nie denerwuje, ale sama powiedziała mi, że jeśli nie wiem, jaki mam problem, co mnie boli, to nie ma sensu przychodzić, lepiej jak przyjdę z czymś konkretnym. Psychiatra zdiagnozował u mnie zaburzenia osobowości, cechy osobowości chwiejnej emocjonalnie. Przypuszczam, że może mieć rację, bo ja mam obsesję na punkcie swojej siły (to znaczy, że zawsze i wszędzie muszę być silna i nie mogę się rozklejać, płakać, bo to wstyd), co jakiś czas potrafi coś we mnie pęknąć, puszczają nerwy i wszystko się wali... I czuję wtedy upokorzenie, czuję się pokonana. A potem znowu wstaję i idę dalej... I nic do tej pory nie zaważyło bardzo znacząco na moim życiu. Jestem w miarę normalna... Tylko czasem coś pęka. Na terapii nie wiem o czym mam mówić. To jakbym miała dwie osobowości - jedną silną, a drugą słabą. Kiedy jestem słaba, nie mogę sobie przypomnieć jak to jest być silną, a jak jestem silna, nie chcę nawet myśleć o tym, jak mogłabym być słaba... Myślicie, że źle robię, nie chodząc na terapię? Ja po prostu, po spotkaniu z psychoterapeutą kompletnie nie wiem kim jestem i mam mętlik w głowie...
  3. Mam zatrucie pokarmowe... I mi się jazdy psychiczne przez to uruchomiły... Nie wiem, co robić...
  4. naranja, sześciu lat?! A jesteś pewna, że zażywasz właściwe leki? Masz w ogóle coś, co Cię pasjonuje? Może warto coś takiego znaleźć? Film/muzyka/rysowanie? P.S. Jak masz na imię? Ja mam na imię Agnieszka.
  5. New-Tenuis

    zadajesz pytanie

    Ja kocham ponury deszcz, wtedy się uspokajam.
  6. New-Tenuis

    zadajesz pytanie

    Lubię zapach chodników po deszczu. Masz poczucie, że jesteś inna/y od pozostałych ludzi?
  7. Korba, Kasiu, 10 głębokich wdechów i wydechów... siedź spokojnie i czekaj aż Ci przejdzie. Z doświadczenia wiem, że myśli samobójcze trwają najwyżej kilka godzin, potem mijają (nie mówię, że potem jest lepiej, ale nie ma już takiej oczywistości, że tu i teraz powinnaś się zabić). No i tulę Cię, bo to jest strasznie nieprzyjemne.
  8. Ja w ogóle mam wrażenie, że dla mężczyzn nie jestem prawdziwą kobietą, bo jestem spokojna, nieśmiała i nie jest dla mnie ważna kasa//drogi samochód, tylko uczucia. Może zwracacie uwagę na super imprezowe kobiety i potem narzekacie? Ja się często z takim narzekaniem spotykam, powiem szczerze, że tego nienawidzę. Poza tymi "za*ebistymi lasencjami" są również normalne, normalnie wyglądające dziewczyny, które chcą być w normalnym związku.
  9. człowiek nerwica, nie ma znaczenia czy wzajemnie, czy nieszczęśliwie. Dla mnie istotne jest, żeby nie chodziło o pusty seks z byle jaką kobietą. Powinno chodzić od początku o uczucie, pożądanie, ciepło, pragnienie bycia z jedną, konkretną osobą. Nawet nieszczęśliwa miłość może ożywić, przerwać apatię.
  10. Ja nie chcę i dlatego boję się psychoterapii.
  11. New-Tenuis

    Osama Bin Laden zabity

    Michuj, on nie żyje.
  12. Święta prawda... Ja jak w 2008 roku odstawiłam Seroxat po pierwszym epizodzie depresyjnym, powiedziałam sobie: hura, to już koniec, teraz będzie dobrze... Ale w 2009 roku to wróciło, znów psychiatra i znów leki. I tak od 2009 roku do teraz. Ostatnio się w miarę dobrze czułam, całkiem ok, więc spytałam psychiatrę, kiedy będę mogła odstawić leki. A on: "Wolałbym w pani przypadku nie myśleć o tym na razie..." Moje leki - moje życie. Na psychoterapię nie chodzę, mam straszne opory i nie umiem się przełamać. Zresztą, jak jest dobrze, to myślę sobie: "po co?" A potem zaczyna być źle. I tak w kółko.
  13. rozowapantrea, cześć Wydaje mi się, że nie da się przyzwyczaić do znoszenia ataków nerwicy, ja na przykład zawsze wpadam w panikę, kiedy zaczyna mi być smutno bądź czuję niepokój... bo boję się nerwicy, lęku, depresji. Boję się wtedy, że to znowu do mnie wraca. Natychmiast rzucam się do apteczki po tabletki, do spiżarni po alkohol... i wiem, że to nie jest dobre, że muszę się nauczyć inaczej sobie z takimi atakami radzić... nie sięgać od razu po "uspokajacze", bo już raz byłam uzależniona od alprazolamu i wiem, że wychodzenie z takiego (nawet krótkotrwałego) nałogu nie jest przyjemne... Nie mam dla Ciebie porady, jak powinnaś sobie radzić z atakami. Mogę Ci jedynie napisać o moich planach radzenia sobie ze swoimi... no więc, wiem, że melisa lekarska nie jest do tego stopnia uzależniająca, co inne leki. Planuję się dowiedzieć, jak ją sadzić, kupić nasiona i wyhodować sobie w domu. Potem parzyć herbatki ze świeżych listków melisy (które podobno działają znacznie mocniej niż herbatki pakowane i kupione w sklepie). Boję się, że to może nie zdać egzaminu, bo roślinka albo się na mnie wypnie i postanowi nie wyrosnąć w ogóle, albo wcale mnie to nie będzie uspokajać... Słyszałam, że Tai Chi długo trenowane coś daje, uspokaja... podobnie z Jogą.
  14. detektywmonk, zakochaj się w kimś. Potem pogadamy. Bez sensu jest teoretyzowanie na temat kobiet, bo każda jest inna. Jak się w kimś zakochasz, dopiero będzie o czym rozmawiać.
  15. New-Tenuis

    Osama Bin Laden zabity

    Bzdura. Linka, "wieże", a nie "wierze". Wierzę, że ten błąd popełniłaś przez roztargnienie.
  16. Korba, nie to mi w tym filmie przeszkadzało. Dla mnie był sztuczny i na siłę. Już nie zadaję pytań więcej. Dobranoc!
  17. Ja Cię bardzo proszę, nie wypisuj takich rzeczy... Zestaw tych substancji ma być niby "zestawem na podryw"? Pierwsze słyszę... Btw. nigdy w życiu nie podobali mi się faceci, którzy byli pod wpływem środków odurzających i starali się "rżnąć gościa". detektywmonk, bądź sobą. Po prostu, całkowicie sobą. Nie dawaj sobą zawładnąć kompleksom i nie staraj się udawać kogoś, kim nie jesteś, nie rób nic na siłę... mówię Ci to, jestem kobietą, mnie odpychają sztuczne zachowania... -- 01 maja 2011, 22:30 -- Czemu masz takie stereotypowe i cyniczne spojrzenie na kobiety?
  18. Korba, zabiłaś kogoś? Czego można się tak bardzo wstydzić? Co do filmu, to przecież każdy ma swój gust i inaczej odbiera to, co ogląda, także szanuję Twoje zdanie.
  19. Kasiu, e tam, nikt Cię nie zlinczuje. Mnie się "Borderline" nie podobał nie dlatego, że jest tam dużo perwersyjnych scen, ale bohaterowie są papierowi, przewidywalni, płacy i bez charakteru... według mnie.
  20. Korba, ja też go widziałam... Prawdziwy? Jak dla mnie za dużo nacisku na seks, a relacje głównej bohaterki z matką są mocno przejaskrawione... I jeszcze ten perwersyjny związek Kiki z Tchiki. Mnie się w ogóle ten film nie podobał, nie mogłam odnieść przeżyć głównej bohaterki do siebie i wg mnie był sztuczny, ale to oczywiście tylko moje zdanie...
  21. Rozumiem, taki czas. Wiosna, burze... -- 30 kwi 2011, 15:58 -- Przeraża mnie, jak ktoś mówi mi cokolwiek o tym "wychodzeniu z domu". Szczerze mówiąc, nienawidzę imprez, gdzie jest dużo ludzi. Mogę się spotkać z kimś w cztery oczy w cichym miejscu, i tak robię. Przez to, że wszyscy gadają jak najęci o "wychodzeniu z domu", mam wrażenie, że jestem jakaś upośledzona, że po prostu tego nienawidzę, źle się czuję wtedy ze sobą, czuję na siebie presję, że jak siedzę w domu, to jest źle, itp. Lubię się spotykać z ludźmi, którzy są mi bliscy, ale wolę ewentualnie we trzy/cztery osoby i też nie za często... Jest jedna osoba, z którą spotykam się raz na tydzień... poza tym, chodzę codziennie na uczelnię... Nie wiem, czy jest coś ze mną źle, ale inaczej nie umiem. Jak ktoś mnie zaprasza na imprezę, odmawiam, bo wiem, że to nie będzie dla mnie miło spędzony czas. Wolę się spotkać we dwójkę, w ciszy. Czy jestem nienormalna?
  22. No, rzeczywiście tu cicho... szkoda, bo lubię czytać Wasze posty tu, a przecież można wychodzić z domu i jednocześnie tu pisać.
×