Skocz do zawartości
Nerwica.com

New-Tenuis

Użytkownik
  • Postów

    2 296
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez New-Tenuis

  1. Monika1974, Jak dla mnie, terapeuta to człowiek, a jako człowiek też nie jest supermanem, aby nie popełniać błędów.
  2. _asia_, myślę, że każda mama czasem dotyka swoje dziecko w miejscach intymnych, wiadomo, że kiedy jest małe. Co do masturbacji - to jest nerwica dziecięca i wiele dzieci tak robi. Nie patrz na pewne sprawy przez pryzmat swojej terapeutki. Jej jest łatwo wydać wyrok, że coś jest takie, a nie inne, postawić kropkę. Skąd ona wie, jak naprawdę było? Ja na Twoim miejscu szczerze powiedziałabym mamie o swoich lękach i obawach z nią związanych (delikatnie), żeby zobaczyć jak zareaguje. Nie nakręcaj sobie tego w głowie. I dalej uważam, że Twoja terapeutka jest nie w porządku. Nie podoba mi się sposób, w jaki żeruje na Twoich uczuciach, psychicznie Cię "uwodzi", równocześnie sugerując, że skrzywdziła Cię własna matka, osoba najbliższa Ci na świecie, osoba, która Cię urodziła. Porozmawiaj z mamą, przemyśl to racjonalnie. Na Twoim miejscu jeszcze pogadałabym z kimś w "realu" o Twoim problemie z terapeutką, zapytała się, jak on to widzi. [Dodane po edycji:] I jeszcze jedno... Korba ma rację. Myślę, że to, co czujesz to twór Twojej terapeutki... uzależnienie psychiczne. To Cię na pewno nie wyleczy. Sama nie chodziłam na psychoterapię tak długotrwale jak Wy, ale mam jedną bardzo fajną zaufaną i delikatną panią, do której zaczynam chodzić od stycznia. Ani ona, ani mój pan psychiatra na pewno nie zrobiliby mi takiej krzywdy jaką Tobie wyrządza terapeutka. Ona chyba jest psychologiem po to, żeby wyciskać z ludzi emocje i się nimi żywić. Ciekawe, jak traktuje innych swoich pacjentów. ... Psycholog też może mieć problem, Asiu. Ona chyba ma. Z Tobą związany. Ja bym od niej odeszła, przecierpiałabym swoje i zaczęła z kimś innym. [Dodane po edycji:] Wiesz, co Ci może pomóc? Mówiłaś, że jej czasem nienawidzisz. Powiedz jej do słuchu to, wykrzycz jej to. Ona ma nad Tobą władzę, jej to pasuje, jeszcze na tym zarabia! Tak być nie może. (przepraszam, ale no szlag mnie trafia jak czytam jak ta kobieta manipuluje Twoimi emocjami... ;/ ). [Dodane po edycji:] ... mam nadzieję, że się nie gniewasz. ja czasem jestem ZA szczera... ale przejęła mnie Twoja historia.
  3. Asia - nawet sobie nie wyobrażasz jak Cię bardzo rozumiem... Też mam za sobą (i w trakcie) 5 takich "zakochań" (czy jak to nazwać), które zawsze były związane z czarnowłosymi kobietami... Mam za sobą też wiele zakochań w facetach, ale one są zupełnie inne. W gruncie rzeczy, po tych kilku latach przestałam się na siebie "jeżyć" jak to mi się przydarza, tylko zaakceptowałam to, że jestem biseksualna... Twoja mama naprawdę Cię molestowała? ? ? W takim razie masz za sobą bardzo ciężkie przeżycie (o ile to prawda).
  4. _asia_, pytanie czy Ty po prostu bardzo polubiłaś swoją terapeutkę, czy ją pokochałaś. To drugie może być destrukcyjne. Z tego co widzę, kiedy czytam Twoje posty, to myślę, że jednak to drugie...
  5. _asia_, możliwe, że rację mają wszyscy, którzy namawiają Cię, żebyś została. Pewnie ją mają. Mnie coś nie pasuje w tym, co piszesz o swojej relacji z terapeutką. Wydaje się, że jest dla Ciebie najważniejszą osobą, najbardziej dzielisz się przeżyciami z nią związanymi. Dla mnie zawsze ważniejsze od psychologa/psychiatry były osoby ze studiów, ze szkoły, ludzie, z którymi mogę sobie zbudować relację potencjalnie, mogę być z nimi w związku, mogę się przyjaźnić. Rozumiem Cię doskonale, dlatego opisałam sytuację z tą kobietą, która mnie uczy, bo ona jest dla mnie bardzo ważna, od kiedy się pojawiła na horyzoncie, a wiem doskonale, że wszystko, co mnie ewentualnie będzie z nią łączyło to oficjalny kontakt na studiach i mnie to boli. Poza tym są te wszystkie granice - różnica pokoleń, relacja student - wykładowca itp. Ja na przykład nie wiem, co do niej czuję, czego od niej chcę, a nie wiem tego, bo wiem, że nie powinnam tak się na niej koncentrować. Lepiej jest się koncentrować na czymś, co może się ziścić. Asiu, nie rań się dłużej. Między Tobą a psycholożką nie będzie przyjaźni. Taka jest zasada, to nawet nie jest wina tej pani. Przepraszam, że tak brutalnie Ci napisałam, ale moje (ale tylko moje, nie, żebym Cię do czegoś namawiała na siłę) zdanie jest takie, że ta kobieta powinna Ci zejść z pola widzenia.
  6. Czuję się jakaś przyczopowana. Niby w normalnej sytuacji bym pewnie teraz dostawała świra, a ja siedzę spokojnie. Dziwnie mi jest... ;/ Nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Mam wrażenie, że dobrze robię, nie działając impulsywnie, nie poddając się temu, co czuję i nie wykonując bezmyślnych ruchów. Siedzę i czuję się otępiała. Nawet nic nie czuję poza otępieniem. I czuję jakieś dziwne napięcie... Nie jest mi smutno, nie jestem zła, nie czuję, że wszystko nie ma sensu, nie mam potrzeby nic sobie robić. Czuję po prostu otępienie. Ehhhhhh... Jak się tym nie truć? Przestaję siebie rozumieć... Ja p**ole... karmię się uczuciami, które sprawiają mi ból!!!!!! AAAAA ;/;/;/ [Dodane po edycji:] Jestem wściekła, zła, jakbym miała worek do boksowania, to bym go chyba rozwaliła.
  7. chojrakowa, ale co zrobiłaś Hani? Napisałaś coś przykrego, czy co? ...
  8. Jeżeli ojciec wyzywał Cię od kurew i dziwek, nie miał racji. To on miał problem, a nie Ty. Co konkretnie zrobiłaś Hani? [Dodane po edycji:] Vi., czyli, że Twój tato mówi jedno, a myśli drugie?
  9. Zastanawialiście się kiedyś, co spowodowało, że macie zaburzenia osobowości? U mnie to był chyba tato. Nie dorósł do tego, żeby być ojcem i do dziś zachowuje się bardziej jak moje dziecko...
  10. Widzicie, wszyscy się kiedyś (chyba) cięliśmy lub tniemy (ja mam blizny na przykład po tym, co zrobiłam na wakacjach tegorocznych), wszyscy nie umiemy sobie poradzić z emocjami, więc coś nas łączy. Myślę, że siedzenie samemu przytłacza nas, kiedy źle się czujemy, więc drogą elektroniczną możemy się zastanowić (choć to jest trudne) jak rozwiązać nasz problem. :-)
  11. Zastanówmy się może wspólnie jak możemy sobie nawzajem pomóc, nawet na odległość. W pewien sposób mamy wspólny problem... Co wiele głów, to nie jedna.
  12. Ze mną jest ogólnie taki problem, że mam chorą dumę i zwłaszcza z ta kobietą ciężko by mi było rozmawiać, że mi ciężko. Ale myślę, Asia, że masz rację, chyba tak zrobię, ale to najwyżej po Nowym Roku. Ja nie wiem, może się mylę, ale wydaje mi się, że Twoja terapeutka musiała popełnić jakiś błąd, jeśli tak Cię emocjonuje ona jako osoba. Musiała w jakimś momencie przerwać dystans, który powinien Was dzielić. Może to trudne, wiem, że to trudne, ale ja bym Ci odradzała dalszą współpracę z nią. Uważam, że nie jest dobrym fachowcem. Na Twoim miejscu chyba zgłosiłabym się do kogoś innego.
  13. _asia_, wydaje mi się, że powinnaś zmienić terapeutę. Tak nie powinno być. Masz toksyczny układ z tą panią, lepiej to zakończ, bo to właśnie to Ci nie daje żyć. Ja mam podobnie z osobą, która wykłada na moich studiach. Jak mam u niej zaliczyć coś ustnie, to przed tym strasznie się nakręcam. A potem jak siedzę i widzę jej wzrok wbity we mnie, wszystko zapominam. Dzisiaj po czymś takim zamknęłam się w instytucie w kiblu i płakałam. A sęk nawet nie w tym, że ona jakaś niemiła dla mnie jest, tylko w tym, że czuję się przy niej jak nikt, czuję, że ona mnie nie zauważa, bo się nie lansuję tak jak jej ulubiona grupka studentów. Muszę przecież zaliczyć ten materiał, muszę przez to przejść, a nie mogę wytrzymać jej spojrzenia, zaczynam się od razu czerwienić i trząść i dukam, mimo że w domu wszystko pięknie umiałam i że dzisiaj specjalnie chora pojechałam do instytutu, żeby to zaliczyć. To jest jedyna osoba, która mnie uczy, która tak na mnie oddziałuje. Ze wszystkimi innymi daję sobie radę. Nie mogę sobie poradzić z emocjami z nią związanymi. Chciałabym być przez nią doceniona, ale równocześnie czuję złość jak ją widzę i słyszę... Czuję taką wściekłość, że mam ochotę zrobić coś sobie albo jej... Zamiast tego wzięłam dziś zbędne kartki i darłam je z wściekłością... Trochę się wyładowałam...
  14. chojrakowa, nie bierz Xanaxu!!!!!! Nie bierz, ja miesiąc temu byłam od niego uzależniona, wiesz jaką straszną miałam odstawkę? Omamy, zawroty głowy, zaburzenia czucia, zaburzenia snu... Sny na jawie... Strasznie się czułam. Wiem, że po nim jest lepiej, ale nie... Odradzam Ci, w dobrej wierze Ci odradzam! [Dodane po edycji:] Nie powinnaś odejść, co to to nie! Powinnaś sobie odpuścić, zająć się sobą i być dumną z tego jaka jesteś. :-)
  15. chojrakowa, szarpać się nie warto. Ja już bym bardzo chciała Święta, jednak wiele obowiązków jeszcze przede mną. Nerwy... Ale całkiem dobrze poza tym...
  16. paradoksy, tak, mija... Mija lub po prostu zostaje zakryte, a potem znowu wychodzi na wierzch. Ja tak przynajmniej mam. Zajmowanie się różnymi rzeczami mi osobiście nic nie daje. Daje mi natomiast dużo coś takiego: Siadam sobie nieruchomo i staram się o niczym konkretnym nie myśleć. Opuszczam ręce, żeby sobie luźno zwisały i siedzę tak przez godzinę. To jest na początku trudne, ale bardzo działa na uspokojenie psychiki. Wypisujesz się na chwilę z życia i potem do niego powracasz już uspokojona, a nie robisz sobie krzywdy. Na mnie to CZASEM działa (kiedy mam cierpliwość), więc polecam. :-)
  17. niemądry, a jak wyglądał Twój pobyt w szpitalu? Mógłbyś go opisać? [Dodane po edycji:] Vi., zatnij się w sobie i skończ liceum. Odwagi!
  18. Nie wiecie nawet jak Was rozumiem, kiedy piszecie o obawie przed szpitalem. Niedawno byłam o włos od skierowania. Wiecie co? Kiedy usłyszałam, że dostanę skierowanie na oddział, na drugi dzień już byłam wesoła, normalna i pozbierana. Mój psychiatra trochę się zdziwił... :)
  19. Sorrow, to jest tak: Ja się panicznie boję wyjazdów ze znajomymi i ich unikam, bo nie moge na nich funkcjonować. Rozumiem Cię więc. Wydaje mi się, że dobrze byłoby, gdybyś stopniowo przełamywał obawy przed ludźmi. Zacznij na przykład coś studiować, znajdź pracę. Po maleńku, nie wielkimi krokami, ale malutkimi spróbuj z kimś nawiązać kontakt. Spokojnie, bez wielkiego wysilania się, tak ot, sobie. Wyjdź z domu. Miej w tym wyjściu jakiś cel. Najlepiej, żeby to było coś, co Ci przyniesie korzyść, dlatego myślałam o nauce bądź pracy. Jakie zaburzenie osobowości masz?
  20. Nie, nie chcę się cały czas faszerować lekami. Moja terapeutka jest na urlopie macierzyńskim, a szczerze mówiąc z nikim innym jakoś z terapeutów nie mogłam się dogadać, więc od stycznia jesteśmy umówione na wizytę.
  21. Po krótkiej nieobecności powracam na to forum. Źle się czuję. Mam ostatnio wrażenie, że ze wszystkich stron się ode mnie za wiele wymaga, nie mogę sobie poradzić z nawałem obowiązków studiowych/pracowych/życiowo-organizacyjnych. Niedawno doszło mi do tego przeładowania wrażenie, że najbliźsi przyjaciele mnie opuszczają, nie chcą ze mną utrzymywać kontaktu, że mnie unikają, zwodzą. Ja wiem, że to wszystko to jedynie wymysł mojej zaburzonej i chorej wyobraźni, tłumaczę sobie, że tak nie jest. Na co dzień jakoś udaje mi się opanować ten narastający "ucisk w dołku", wściekłość, poczucie bezsilności. Jednak czuję się tak, jak bardzo nie lubię się czuć, czyli jakbym ścigała się z ogarniającą mnie depresją (co jest dość paradoksalne, bo przecież biorę leki na depresję od sierpnia 2009. roku i nawet ostatnio zaskoczyły po zmianie leczenia, a teraz znów wpadłam w dołek). Właściwie, nie wiem za bardzo, czego mogłabym oczekiwać po Waszej odpowiedzi. Jednak może jako osoby, które już jakiś czas borykają się z zaburzeniami osobowości (ja mam diagnozę "osobowość chwiejna emocjonalnie"), macie jakieś swoje domowe i w miarę sprawdzone sposoby jak sobie radzić z takimi schizami i jak odpoczywać, żeby naprawdę odpocząć?
×