Tak, zgadzam się z Dean, ja też pooddalałam się od większości ludzi o mile, walczę aktualnie o swój związek. To strach bardzo trudny do opanowania, przynajmniej dla mnie.
Cóż... boję się nawet tego wypowiadać, ale mam gdzieś tam nadzieję, że każdy koszmar kiedyś się kończy. Może i mój się skończy, i będę ŻYĆ, a nie wegetować? Mniejsza. Ja żyję dla innych, żeby ich nie krzywdzić, zresztą samobójstwo to poważna decyzja, której nie jestem w stanie podjąć, także zabijam się na raty.
brokenwing, i co ja jej powiem? Byłam zdaje się 17, niedawno dzwoniłam, żeby poinformować ją, że wzięłam benzo bo inaczej bym zdechła, a teraz zadzwonię i co? Przykro mi, nie daję rady, mam lęki, chociaż nie wiem czy to co czuję już pod lęki się kwalifikuje i czy mogę przyjść teraz zaraz już bo KONAM?
To rozmowa raczej na pw, jeśli masz ochotę rzecz jasna...
Śmierć po przedawkowaniu paracetamolu to śmierć długa, bolesna i jednym słowem chujowa.
Ja też czuję tutaj swąd ignorancji i chęci zwrócenia na siebie uwagi. Jeśli chcesz - łykaj, skacz z mostu, albo wsadź widelec w gniazdko - tylko nie pisz tu takich bzdur, bo możesz komuś, kto próbuje się ratować, a wszedł na twój temat, przysporzyć jeszcze więcej problemów psychicznych, z ktorymi zostanie SAM.
Tyle mam do powiedzenia.