yans
Użytkownik-
Postów
454 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez yans
-
Jedno i drugie przereklamowane Co lepsze? Trylogia Star Wars czy Władca Pierścieni?
-
nie, NIE ZROBIŁBYM Shadow, zadawaj pytania dla obu płci, czy to temat tylko dla pań, hę? gdybyś mógł/mogła zmienić (za pomocą np czarów) albo swój wygląd albo swój charakter, to co byś wybrał/a?
-
Siusiorrr! nie słyszałem tego słowa od podstawówki - uśmiałem się do łez.
-
Woody! Twoja ulubiona gra komputerowa? =)
-
haha madness - ostatnim razem byłem tam z jakąś panną na koncercie mojego kumpla w ubiegłym roku. Kiepski to był pomysł na randę Już się potem z panną nie widziałem hehe. Na wasz koncert pójdę z kumplami
-
Całą masę! np ta: to w drugą stronę - masz piosenkę która Cię skłania do zadumy, refleksji?
-
Rober, daje radę, naprawdę fajna muza. Na bank wybiorę się na koncert jak będziecie grać we Wrocu.
-
Soulfly89 ubiegłaś mnie. Buddyzm systemem filozoficznym? Jedynie w ubogim, uproszczonym spojrzeniu ludzi zachodu, którzy w drugiej połowie ubiegłego wieku zafascynowani buddyzmem przybliżyli go kulturze zachodu. Tyle że jako (w większości) ateiści odrzucali całą religijność, zostawiając tylko to, co im się akurat spodobało - a co było opozycją do świata konsumpcji i materializmu, z jakiego się wywodzili. Uknuli więc sobie z tego system filozoficzny. Nie zmienia to jednak istoty samego buddyzmu - który jest religią. Mylisz się jednak soulfly89 co do istoty zen - najprawdopodobniej właśnie z tych powodów, o których wspomniałem. Buddyzm Zen to też znacznie więcej niż system filozoficzny. Ba! Jest to religia która nie bawi się w filozofowanie, nie lubi go. W błąd wprowadza również to, że w porównaniu z buddyzmem w Chinach czy Tybecie Zen jest uboższe w obrządki, całą tę "otoczkę sakralną". Wynika to jednak z natury wierzeń religijnych - które im dłużej "utrzymują" się na danym terenie tym częściej odbiegają od istoty wiary a zaczynają "bawić się" w rozdmuchane obrządki i cały ten "cyrk". Stają się zbyt formalne i skostniałe. Ten sam proces można zaobserwować w chrześcijaństwie - wystarczy porównać kościół katolicki w pierwszych wiekach n.e. z kościołem średniowiecznym. Buddyzm przeszedł długą drogę z Indii do Japonii i rozwinął się tam najpełniej (choć współcześnie zmaga się z podobnymi problemami co u nas kościół katolicki). Warto poznać Zen trochę lepiej, Soulfly89 - naprawdę polecam. A z innej beczki - żyjemy doprawdy w dziwnych czasach. Ludzie chwalą się, jak to logika rządzi ich postępowaniem, jednocześnie zachowując się wbrew wszelkiej logice. No bo wytłumaczcie mi proszę ukrytą logikę w czymś takim: Jak powiem, że murzyni to przestępcy - zostanę natychmiast ochrzczony rasistą, bo chociaż w takich Stanach większość przestępców jest czarnoskóra to są przecież wśród czarnych ludzie przyzwoici. Jak powiem, że mój kraj (i nas) chcą zrobić w bambuko żydowskie banki - zostanę ochrzczony antysemitą, toż nie każdy Żyd liczy pieniądze na strychu i jest komunistą. Jak powiem, ze homoseksualiści to zboki i dewianci, to okrzykną mnie prymitywnym homofobem, bo nie wszyscy homosie chodzą na grupowe orgie. Ale jak powiem, że kościół katolicki to zło, bo mnie postraszył piekłem wioskowy księżulek albo smyrnął po dupci ksiądz proboszcz z mojej parafii to... wszyscy zgodnym chórem będą klaskać i przytakiwać. Tu mi pokażcie logikę :)
-
No tak, tylko brak tu jakiejkolwiek logiki - tzn cały ten mechanizm autodestrukcji jest... irracjonalny. Zdrowy rozsądek podpowiada, że skoro ktoś traktuje mnie jako przyjaciela - to nie z musu czy litości. Zatem zależy mu na mnie, ergo - coś mu jednak od siebie daję. Czemuż więc to uczucie wstydu, i chęć ucieczki przed bliskimi? Czy pokutuje tu po prostu nerwicowa natura, wygórowana ambicja, perfekcjonizm? No bo nie jest tak, że jestem osobą odpychającą - ludzie mnie lubią, wiem to. Dlaczego nagle uciekam, chciałbym się schować do nory pod ziemią, a potem, jak już tam siedzę "płaczę" że mi źle samemu? Staram się to rozgryźć, póki nie jest za późno, bo szczęśliwie nie zabrnąłem jeszcze daleko. Dostrzegam tu jakiś konflikt wewnętrzny, ino nie wiem do końca co z nim zrobić...
-
Czytam temat z ogromnym zainteresowaniem - jakież dramaty! Jakież emocje! Ten scenariusz napisało życie! Aż mi głupio wpadać w środek tej zażartej dysputy ale mam pytanie do admina... no i tak jakoś... muszę akurat tutaj. Czemu jak zaglądam w nowe posty i klikam przy niektórych tematach w ikonkę "pokaż pierwszy nieczytany post" to mnie odsyła uparcie do jakiegoś postu sprzed paru dni? To pewnie moja wina (w sensie mojej przeglądarki?) Można coś z tym poczynić?
-
No, Samael ostatnio wrócił trochę do korzeni.
-
Widzicie - a ze mną jest inaczej. Potrafię nawiązywać przyjaźnie i nie narzekam na brak przyjaciół - obojga płci (to tak do tych "dziwolągów" co uważają że pomiędzy kobietą i mężczyzną się niby nie da). I szczerze mogę powiedzieć że są to prawdziwi przyjaciele - tzn. osoby na których się nie zawiodłem, będąc w potrzebie. Nie miałem też problemów z nimi gdy miałem nerwicę lękową - słuchali mnie, rozumieli (a jak nie to akceptowali przynajmniej) - dlatego mnie tak dziwi jak niektórzy tutaj piszą że wszyscy się od nich odwracają... hmm. W każdym razie powiem Wam że zaobserwowałem u siebie ogromne poczucie winy, wyrzuty sumienia względem swoich przyjaciół. Często wpadam w taki nastrój że mi głupio przed nimi - ja mogę na nich liczyć zawsze - oni na mnie nie. Wiecie, chciałbym czasem też pokazać, że mogę coś dla nich zrobić, ale mało tego. A jeszcze niejednokrotnie ich zawiodłem. Może nie jakoś poważnie, ale mimo wszystko. I efekt tego wstydu i poczucia winy jest taki że wbrew sobie się od nich odsuwam. I jakbym mimowolnie - sam się na samotność skazuję... I zaczynam ją teraz odczuwać. Coraz częściej...
-
zdrowe odżywianie czy w poniedziałek uda mi się dogadać z nową klientką i załapać zlecenie? (są na forum jakieś wróżki?)
-
Na moje oko zaczynasz balansować na granicy tematyki tego forum. No, ale mogę być w błędzie, ciekawe co na to moderatorzy
-
Hmm, taki "koniobijca" może też mieć problem z przedwczesnym wytryskiem wywołany swoją "praktyką", odkryć że partnerka nie pieści go dostatecznie - bo przywykł do silnej stymulacji (toż to "koniobijca"), zje go trema i ostatecznie z dużej chmury będzie mały deszcz. Dziewczyny tu sobie fantazjują, podejrzewam że mało poważnie, a w łóżku zawsze lepiej jakieś doświadczenie mieć niż nie mieć. Lepiej dla obu stron.
-
Eh te socjalizmy, i to patrzcie siedzi tak głęboko w świadomości młodych ludzi, że już chyba przepadli z kretesem. Restauracja to prywatny biznes! I jedyną osobą decydującą o tym, czy w restauracji można palić lub nie powinien być kto? Właściciel! Żaden durny polityk ze swoimi głupimi ustawami nie powinien narzucać mi (jeśli mam restaurację) na co pozwalam, czego zakazuję i kogo do siebie zapraszam - bo to moja sprawa. Chcę żeby sobie ludzi palili, to pozwalam. Jak nie chcę - to nie. Wara urzędasom od prywatnej własności . Krew się gotuje gdy młodzi ludzie takie farmazony wypowiadają. Społeczeństwo dzieli się na palaczy i niepalących. Kto uzna że więcej zarobi na jednej grupie, oleje drugą. Kto będzie chciał "doić" obie grupy - zrobi sobie dwie sale. Prawo podaży i popytu się kłania. Nie trzeba wcale "zaprowadzać porządku" za pomocą przepisów (no ale wtedy się nie wydoi przedsiębiorców na koncesjach, komisjach, wysyłaniu pism, udzielaniu zgód, czyż nie?). Co z przystankami? Podobnie jak Natascha uważam że trwa teraz nagonka na palaczy (tyle że jestem w swych poglądach bardziej konsekwentny niż koleżanka). Ja sam nie palę (nigdy nie paliłem), ale mi trochę dymu nie przeszkadza. Na pewno od tego nie umrę. Pokutuje tu jakieś dziwne hasło niby że biernemu palaczowi bardziej szkodzi. Jakiś absurd, wymyślony chyba przez tych co stoją za całą nagonką. Coś mi się zdaje ze jednak więcej "smoły" wciąga ten co pali paczkę dziennie a nie ja raz na jakiś czas wdychając czyjegoś dymka. Że to nie przyjemne? No podróżowanie komunikacją miejską jest pełne nieprzyjemnych rzeczy. Akurat odrobina dymu rozwianego przez wiatr na przystanku wcale nie jest najgorsza. Ludziom to teraz naprawdę wszystko przeszkadza i jakby mogli to by chętnie innych karali mandatem za byle co. I tu dochodzę do sedna - ja po prostu uważam, że wszelkie tego typu przepisy i zakazy to bzdura. Pilnowanie wszystkich i wszędzie czy chodzą jak w zegarku to raz, że utopia, dwa że to myślenie charakterystyczne dla homo sovieticus (taki gatunek naczelnych). Który nie może pojąć, że w społeczeństwie może panować ład i porządek bez kija nad głową - po prostu wtedy kiedy kultura tego społeczeństwa stoi na wysokim poziomie. W takim świecie ludzie nie dmuchają innym w twarz dymem, nie depczą trawników, nie śmiecą gdzie popadnie z przyzwoitości, nie dlatego że im zakazano. A palaczy bardzo lubię. Wrzucają do budżetu kilkanaście mln. zł rocznie. Gdyby nie oni, ja bym to musiał oddawać w jeszcze wyższych podatkach. Palcie kochani jeszcze więcej ku chwale ojczyzny!
-
powierzyć tę operację swojemu mężczyźnie. My umiemy być delikatni przy goleniu bo golimy na co dzień swoje buźki no a ehem... uciążliwe to nie będzie bo może prowadzić do pieszczot i dalej to już wiadomo... komu bije dzwon?
-
Zdecydowanie "Z Archiwum X". W wakacje - górskie wycieczki, opalanie na plaży czy bieganie po muzeach?
-
Ciekawy temat szkoda że nie znajduję czasu żeby się dłużej wypowiedzieć, ale tak mi tylko w trakcie czytania wpadło (a znam się słabo na katechizmie więc mogę bredzić) że jeszcze pomiędzy niebem a piekłem znajduje się czyściec, więc to chyba tam trafiają Ci, co żyli przykładnie, ale się z Bogiem dogadać nie potrafili. Też bym musiał pogrzebać w tej materii żeby co konkretnego powiedzieć ale tak rzucam, może to dobry trop?
-
Swoja drogą uderzające są różnice w nazewnictwie, zauważyliście? Dziewica brzmi poważnie, dumnie, czysto, i choć co głupsi uważają dziewictwo w pewnym wieku (który się stale obniża) za oznakę słabości to samo słowo nie ma negatywnego wydźwięku, raczej obojętny. Tymczasem prawiczek... cóż. Przez to infantylne zdrobnienie brzmi trochę jak drwina, nieprawdaż? Szczególnie skierowane do dorosłego mężczyzny. Dlatego proponuję dwa nowe słowa Dziewiczkę - dla tych którzy chcą drzeć łacha z dziewic i prawicerza - dla panów dumnych z własnej "czystości" (brzmi trochę jak rycerz hehe). Ciekawe czy się przyjmie nowe nazewnictwo A w temacie - skoro już zabrałem głos... no cóż. Bida z nędzą. Odkąd jestem sam to średnia na tydzień spadła poniżej 1.0. I to dość grubo. Dziwnym nie jest - po latach grubych przyszły lata suche... Ale 28!? Seriously!? I nigdy nie boli Cię głowa?
-
Moim zdaniem wyciągasz błędne wnioski. Nie trzeba znać "się na życiu" żeby pomagać innym ludziom. Pomoc - szczególnie w kwestiach zaburzeń psychicznych - rzadko, lub wcale nie powinna polegać na dawaniu rad. Dawanie rad to domena ludzi nierozsądnych. Ja wyszedłem z nerwicy lękowej dzięki psychoterapii - moja terapeutka nie dawała mi żadnych 'rad', nie na tym polegała moja droga ku wolności od lęku. Zwykle każdy z nas umie sam znaleźć odpowiedź jak ma postąpić w danej sytuacji - potrzebny jest nam ktoś, kto pomoże nam wsłuchać się we własne potrzeby, uniknąć wyborów które narzucili nam inni (a które uważamy za własne). Asceza, izolacja, wyciszenie - to nie tylko zamknięcie się na świat zewnętrzny. To również otwarcie się na swoje wnętrze. Siostra z zakonu kościoła katolickiego, mnich z klasztoru buddyjskiego (bo prawie każda religia dostrzega w odosobnieniu i ascezie drogę ku duchowej wolności) w swym życiu mają właśnie dużo lepszą okazję niż my - zabiegani w naszej codzienności - studiować ludzką naturę, istotę ego, "mechanizm" popadania w grzech, powstawania negatywnych emocji czy np. pokus. I to tę wiedzę wykorzystują do pomocy innym. ps: nie czytałem artykułu o siostrach (jeszcze), wyrażam tylko swój stosunek do opinii Ridllica, bardzo stereotypowej w tego typu sytuacjach.
-
O! dzięki nie miałem pojęcia skąd się to wzięło =)
-
W ogóle to godzina 3cia w nocy ma jakieś specyficzne, wyjątkowe miejsce w horrorowym kanonie. Niedawno miałem okazję obejrzeć najnowszą wersję Amityville i tam również o godzinie 3:15 przychodziło "najgorsze" "Egzorcyzmów Emily R." nie widziałem, ale jako dzieciak bałem się godziny 3ciej bo w jakimś filmie usłyszałem, że 3cia w nocy to najmroczniejsza, najgroźniejsza godzina, podczas której na świat wychodzą wszystkie złe duchy i maszkary z zaświatów. Jak się obudziłem w nocy i słyszałem zegar u babci bijący 3 razy... to już tylko kołdra na głowę i zdrowaśki!
-
Ja długie pióra zapuściłem w szkole średniej (też w okresie fascynacji metalem) i miałem trochę problemów z moją babcią, która miała zakodowane w głowie że tak wyglądają chuligani i powtarzała "długie włosy - krótki rozum" Nawet moja mama była trochę przeciw. Musiałem włożyć dużo pracy ale w końcu przekonałem je że na ulicy to trzeba łukiem omijać właśnie łysola a nie "takiego z długimi włosami". Kiedy parę lat temu pozbyłem się grzywy (mocno już przerzedzonej) to obie żałowały
-
Wiesz nie wiem jak to robi nasz organizm, ale faktycznie potrafi działać jak dobry zegarek. Kiedyś wpadła mi w ręce książka o snach i wyczytałem z niej że właściwie budzik nie jest potrzebny, jeśli człowiek się wysypia. Nie chciało mi się wierzyć, ale że w tamtym czasie chodziłem do pracy na 10tą, to wypróbowałem. Zacząłem chodzić spać o przyzwoitej porze (pomiędzy 22-23) i zasypiałem z postanowieniem by obudzić się np. o 7mej. Jakie było moje zdziwienie kiedy wstałem parę minut przed! Potem przez kilka tygodni tak było. O szóstej, o siódmej, o ósmej - wg. własnego widzimisię - z dokładnością do kwadransa. Wpierw nastawiałem budzik nieco później tak na wszelki wypadek, potem przestałem. Fajne to było. No a potem znowu późno zacząłem chodzić spać i budzik wrócił do łask .